Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Królowa Róż. Kraje Fae. Tom 1 - ebook

Wydawnictwo:
Seria:
Format:
EPUB
Data wydania:
20 maja 2026
2969 pkt
punktów Virtualo

Królowa Róż. Kraje Fae. Tom 1 - ebook

Miłość wbrew przeznaczeniu, ryzykowna misja i królestwo na krawędzi wojny…

Odrzucona księżniczka…

Morgana Pendragon, wychowywana w cieniu brata – króla, nigdy nie mogła decydować o własnym losie. Ponoć w jej żyłach płynie skażona krew fae… Została pozbawiona dziedzictwa i przeznaczona boginiom, gdy osiągnie pełnoletność. Kiedy więc brat nakazuje jej odnaleźć legendarną broń fae o niewyobrażalnej mocy, Morgana chwyta tę szansę, by wyrwać się z okowów przeznaczenia.

Niebezpieczna pokusa…

Wyprawie przewodzi enigmatyczny wojownik, któremu Morgana musi się podporządkować. Jego bystry umysł i surowa uroda rozpalają jej serce. Lecz gdy Morgana próbuje pogodzić pragnienia z obowiązkiem, ona i jej nowi towarzysze stają w obliczu zagrożenia, które przerasta ich najgorsze koszmary.

Królestwo przebudzone krwią…

Złowrogie królestwo fae – od pokoleń uważane za zaginione – budzi się na nowo. Pragnie krwią i przemocą odzyskać to, co utraciło. A gdy Morgana odkrywa misterną sieć kłamstw i tajemnic fae, dociera do niej przerażająca prawda: sekrety zapisane w jej krwi czynią ją większym zagrożeniem, niż kiedy­kolwiek mogłaby przypuszczać.

KREW FAE – nowa, porywająca seria pełna magii, niebezpieczeństw i niejednoznacznych moralnie bohaterów, z hipnotyzującym romansem. Idealna dla fanów Rebekki Yarros, Holly Black, Sarah J. Maas i Jennifer L. Armentrout.

* * *

„Niesamowicie wciągająca historia z legendami arturiańskimi w tle. Świetnie przełamuje schematy gatunku” – Ola, mooncharm.books

„Mroczna i uwodzicielska opowieść, od której trudno się oderwać aż do ostatniej strony” – Karina, romancebookland

„Rycerskie romantasy, idealne połączenie mrocznej misji oraz zakazanego uczucia między księżniczką a jej strażnikiem” – Magda, mag_book_

„Świat inspirowany legendami arturiańskimi, ale z dodatkiem mrocznej magii, konfliktu fae z ludźmi i gorącym wątkiem enemies to lovers” –  Natalia, przyjaciolka_od_ksiazek

„Porywające romantasy o podróży, w trakcie której poniżana siostra odkrywa, że jest silniejsza, niż jej się wydawało. W tej historii rządzą kobiety!” – Marcelina, readingpluscoffee

„Legendy arturiańskie z mrocznym twistem, intrygi, pradawne bestie i slow burn, który jest NAPRAWDĘ slow” – Natalia, nattrook

„Klimatyczna powieść, z której magia, tajemnice, niebezpieczeństwo i romans wylewają się nieprzebraną miarą” – Martyna, bookish.starship

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Fantasy
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-68639-37-7
Rozmiar pliku: 2,5 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PROLOG

Sztylet przeciął powietrze, świszcząc jak pikujący ptak.

Nie miałam dokąd uciec. Byłam w potrzasku.

Energia eksplodowała z hukiem, przetaczając się falą uderzeniową przez kamienną komnatę.

Zamknęłam oczy, żeby się przygotować.

Z niedaleka dobiegły mnie odgłosy bitwy. Dźwięki ścierania się oręża i stukot metalu. Ostrze przecinające ciało z przerażającą łatwością. Zatapiało się w nim i gładko wychodziło.

Czułam znajomy lepki zapach krwi.

Czy był okres w moim życiu, w którym go nie rozpoznawałam? Zawsze w ten czy inny sposób miałam krew na rękach.

Mimo że nic nie widziałam, wyczułam moment, w którym on zaczął się zbliżać. Zabrakło mi tchu. Powietrze robiło się coraz zimniejsze.

Nadciągał.

Raz za razem w mojej głowie rozbrzmiewał jego głos wykrzykujący moje imię. Był potężniejszy od morza. Bardziej pierwotny od gwiazd. Moje imię w jego ustach brzmiało tak, jakby obiecywał niewyobrażalne męki komukolwiek, kto spróbuje nas rozdzielić.

Pragnęłam walczyć u jego boku, jednak moje ciało było zbyt słabe, żeby się poruszyć.

Słuchałam dźwięków uderzających o siebie mieczy, które dochodziły zza komnaty. Ale miałam siłę jedynie, by leżeć w miejscu, w którym upadłam, i walczyć o każdy kolejny płytki oddech.

Jakie to dziwne.

Z początku go nienawidziłam. Może nadal jakaś część mnie żywiła do niego urazę. Ale jedno było pewne…

Był powietrzem, którym oddychałam, i nie mogłam bez niego żyć.Rozdział 1

W dniu, w którym umarła moja mama, czytałam książkę pod jej łóżkiem.

To była moja ulubiona kryjówka. Między potężnym dębowym łożem z baldachimem a podłogą było około sześćdziesięciu centymetrów przerwy. Akurat tyle, żeby mogło się tam schować małe dziecko. Lubiłam kłaść się tam z podbródkiem opartym na dłoniach i powoli przewracać strony ciężkich tomów wartych więcej, niż mogłam sobie wyobrazić.

Najbardziej lubiłam ilustracje, a zwłaszcza te przedstawiające najróżniejsze stworzenia. Im bardziej były przerażające, tym lepiej. Tamtego dnia trzymałam w swoich małych rączkach książkę słynnej podróżniczki Lorei z Anselme Księgi zachwycających i rzadkich bestii. Przeglądałam jej wymyślne ilustracje. Najpierw były legendarne potwory – wielkie gawrony, fenriry, gelerty, exmoory, glatisanty i tym podobne.

Następnie te, które Lorea podobno widziała na własne oczy – mimo że mocno w to wątpiłam, i tak pożerałam wzrokiem urzekające wizerunki stworzeń z królestw fae. Każde wydawało się jeszcze bardziej fantastyczne od poprzedniego. Małe, choć zabójcze niksy z ostrymi zielonymi zębami, mieszkające pod wodą. Piękne puki z grubym ciemnym futrem. Spriggany ze złowieszczymi rozległymi gałęziami i gwylliony, które wędrowały we mgle po zmierzchu, sprowadzając biednych podróżników na manowce.

Najbardziej lubiłam nuggle – chytre, zmiennokształtne wodne konie, które z jakiegoś powodu zawsze były przedstawiane jako ogiery. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że darzyłam je taką sympatią ze względu na ich nazwę.

Czasami mama kładła się na podłodze obok mnie i czytała opisy na głos. Innym razem siadała obok łóżka z własną książką i razem czytałyśmy godzinami w ciszy, zadowolone ze swojego towarzystwa.

Bywały też takie dni, gdy wsuwała głowę pod łóżko, żeby złożyć buziaka na moim policzku, a potem, zajęta własnymi sprawami, znikała w swojej komnacie albo w innej części zamku.

Kiedy było słonecznie, patrzyłam, jak w wirującej spódnicy krząta się po wieży, i czułam się szczęśliwa. Była moją mamą. Była wszystkim, co piękne i dobre. Była moim wyobrażeniem o tym mistycznym uczuciu zwanym miłością.

Mniej szczęśliwe były te dni, kiedy pojawiał się mój ojciec. Najpierw najczęściej dochodził mnie zapach alkoholu, a dopiero potem słyszałam jego ciężkie kroki. W końcu w polu widzenia pojawiały się grube, muskularne nogi.

Wtedy robiłam się niespokojna. Chowałam się głębiej pod łóżkiem, zanurzając się z książką w mroku.

Mama cicho do niego szeptała, ciągnęła go za rękę i wkrótce znikali, zamykając za sobą drzwi. Przechodzili do salonu, snuli się między ogrodowymi ścieżkami albo urządzali sobie przechadzkę po mieście.

Potrafiła go rozbroić, oczarować i do wszystkiego przekonać. Jej głos był łagodny, za to jego głośny i szorstki.

Ją kochałam. Jego się bałam.

Ale oboje byli moją rodziną.

Aż do tamtego pamiętnego dnia.

Jego nadejście zwiastowała woń miodu pitnego. Mogłabym przysiąc, że poczułam go, jeszcze zanim usłyszałyśmy pukanie.

Mama prędko ruszyła w stronę drzwi. Wydawało mi się, że jej serce zaczęło bić szybciej. Czasami miałam wrażenie, że jesteśmy połączone niewidzialną nicią i odczuwam każdą jej emocję. Zwykle przynosiło to ukojenie. Ale nie tego dnia.

Słyszałam ich głosy przy drzwiach i modliłam się, żeby sobie poszedł.

Niestety stawały się coraz głośniejsze. Mój ojciec wszedł do środka.

Obserwowałam go od kolan w dół, jak chodzi po wieży w tę i we w tę. Nawet jego kostki u nóg wydawały się wściekłe.

– Może zejdziemy do ogrodów? – zapytała kojącym, łagodnym głosem, przywodzącym na myśl ciepłą letnią bryzę. Kiedy ją usłyszałam, pomyślałam, że nie może się stać nic złego.

Ojciec się zatrzymał. Wstrzymałam oddech, licząc, że się zgodzi i wyjdą z pokoju.

Czułam kłujący smród alkoholu. Przytłaczał moje zmysły, wypierając zapach świeżych ziół – lawendy, rozmarynu i gałązek jarzębiny – które mama rozłożyła na podłodze.

– Jest taki piękny dzień – wyszeptała.

Patrzyłam, jak podchodzi do okna i odsłania adamaszkową zasłonę. Z takiej odległości widziałam całą jej sylwetkę. Była wysoka i królewska, a jej długie blond włosy spływały po plecach kaskadą błyszczących fal. Lśniły jak złote nici. Miała na sobie zjawiskową suknię w odcieniu głębokiego karmazynu ozdobioną misternym złotym haftem, który migotał przy każdym jej ruchu. Suknia spływała po jej ciele jak rzeka ognia, omiatając podłogę morzem miękkiego szkarłatu. Cera mamy była blada jak księżyc, a jej oczy błyszczały mądrością i tajemnicami.

Jak ojciec mógł nie być nią zauroczony?

– Zasuń je z powrotem, kobieto. Słońce świeci dziś zbyt mocno. – Jego głos był szorstki, a słowa niewyraźne. Był zalany w sztok.

Wsunęłam się głębiej pod łóżko, choć wiedziałam, że i tak by mnie nie zauważył. Nigdy mnie tu nie znalazł. Był zapatrzony tylko w nią, co niekoniecznie wychodziło na dobre.

– Czy mąż może jeszcze przyjść do komnaty swojej żony i nie być lekceważony albo proszony o wyjście? – Poszedł w kierunku łukowatego okna, przy którym stała moja mama.

– Oczywiście. – Głos mamy był cichy, jakby brakowało jej tchu. Czułam, że za wszelką cenę stara się wymyślić, co powiedzieć, żeby go uspokoić. Z całej siły nienawidziłam go za to, że nie docenia jej starań. – Po prostu pomyślałam, że spacer cię ucieszy. Zwykle chciałeś…

– Nie przyszedłem tutaj w poszukiwaniu rozrywki, tylko po to, żeby przypomnieć ci, jakie jest twoje miejsce na moim dworze.

W wieży na chwilę zapadła kompletna cisza.

– To znaczy, mój panie?

Usłyszałam, jak z gardła mojego ojca wydobył się warkot, pełen zgorzknienia i złości.

– Nie prowokuj mnie.

– Dobrze wiesz, że nigdy bym się nie odważyła. – Głos mojej mamy był łagodny, ale słychać w nim było nutę smutku.

Czułam złość w jej imieniu. Dlaczego się tak smuciła? Dlaczego on się tak wściekał? Nie kochał jej?

Zastanowiłam się nad tym i nagle uświadomiłam sobie, że nie odwiedzał jej od wielu miesięcy. Dla mnie było to ziszczenie marzeń, ale może dla niej nie?

– Tęskniłam za tobą – powiedziała. – Od dawna do mnie nie przychodziłeś.

W powietrzu zawisło milczenie.

– Wiem, że spędzałeś sporo czasu z córką lorda Beswicka – mówiła dalej i się zarumieniła. – Ettarde jest uroczą dziewczyną, prawda?

Znów cisza.

– Rozumiem to, naprawdę – powiedziała pospiesznie. – Potrzebowałeś odmiany. Ale cieszę się, że do mnie wróciłeś. – Smutek w głosie matki był dla mnie namacalny. Chciałam ­złapać ją za rękę, przytulić i pocieszyć. Zapewnić, że ją kocham, skoro mój ojciec nie zamierzał tego zrobić.

A on nadal milczał.

Wtedy zrozumiałam – milczenie oznaczało winę. Był winny. Nawet jako dziecko domyślałam się, co zaraz nastąpi, i skuliłam się ze strachu.

– Jest piękną kobietą. Jest wszystkim, czym ty nie jesteś. – Usłyszałam, jak spluwa. – Byłem głupcem, że cię poślubiłem, Igerno. Trójca wie, jak żałuję tamtego dnia.

Niemal poczułam falę nienawiści, która uderzyła w moją mamę. A potem rozlew bólu, kiedy słowa ojca wbiły się głębiej w jej serce.

– Potrzebowałam pomocy, a ty mi jej udzieliłeś. Zawsze będę ci za to wdzięczna – wyszeptała, jakby mówiła do siebie. – Ale złożyłeś mi przysięgę. Przyrzekałeś mi wieczną miłość. Zapomniałeś już…

– Wdzięczność, tak. Tylko tego od ciebie oczekuję. Więc dlaczego patrzysz na mnie z wyrzutem? – warknął mój ojciec.

Dźwięk dłoni uderzającej moją mamę w twarz rozległ się tak nagle, że prawie wrzasnęłam.

Patrzyłam, jak powoli opada na ziemię, a karmazynowy dół jej sukni rozkłada się wokół niej niczym płatki róż. Przyciskała dłonie do twarzy, a z jej ust płynęła krew.

Chciałam krzyknąć i do niej podbiec, ale zamiast tego przygryzłam wargę tak mocno, że aż poczułam smak żelaza. Przyglądałam się jej twarzy, prosząc w myślach, żeby na mnie zerknęła, ale miałam wrażenie, jakbym nagle stała się niewidzialna. Nie chciała na mnie spojrzeć, nieważne jak mocno wbijałam w nią wzrok.

Kiedy patrzyłam z przerażeniem na jej zakrwawioną twarz, coś nagle do mnie dotarło. Zrozumiałam, skąd miała inne drobne skaleczenia. Rany i siniaki, które szybko zakrywała i tłumaczyła niestworzonymi historiami.

On jej to zrobił. Jego dotyk ją skrzywdził.

Poczułam przypływ ognistej furii i pragnienie, jakiego nigdy dotąd nie doświadczyłam. Byłam wściekła jak małe dziecko, które widzi niesprawiedliwość świata i chce ją powstrzymać. Za wszelką cenę.

Wyobraziłam sobie małe piąstki uderzające w nieruchomą pierś mojego ojca i jeszcze mocniej przygryzłam wargę.

Ten obraz był wręcz komiczny. Nie mogłam nic zrobić, więc przełknęłam dumę i zostałam tam, gdzie byłam.

Mama znowu podjęła próbę.

– Ślubowałeś. Błagam cię, nie zapominaj o miłości, która nas połączyła. Jeśli nie możesz dotrzymać swojej obietnicy, jeśli nie możesz być mi wierny…

– Dlaczego miałbym być ci wierny?! – zaryczał mój ojciec. – Komuś takiemu jak ty? Gdy istnieje tak wiele kobiet, dobrych, atrakcyjnych, ludzkich kobiet, które są gotowe rzucić mi się do stóp? – Zachwiał się lekko na nogach. – Myślisz, że nie wiem, co mi zrobiłaś, kiedy kazałaś mi złożyć przysięgę?

Mama zamknęła oczy, po czym wytarła suknią krew z ust i położyła dłonie na kolanach, łapiąc się rubinowej tkaniny, jakby była jej ostatnią deską ratunku.

– Wiesz, co mi przysięgałeś – powiedziała cicho. – Czy tego chciałam, czy nie, nie da się tego cofnąć. Mamy córkę.

– Masz czelność mówić mi o przysięgach?! – Głos ojca zagrzmiał jak trzask pioruna. – Oszukałaś mnie. Rzuciłaś na mnie urok. A teraz spójrz! Kto by pomyślał, że ktoś taki jak ja może wpaść w pułapkę przysięgi fae. Cóż, istnieje sposób na jej zerwanie, Igerno. I doskonale o tym wiesz. Tak jak i ja.

Tym razem, żeby ją uderzyć, musiał się zgiąć. Usłyszałam chrzęst, a kiedy się cofnął, widziałam, że z nosa mamy trysnęła krew.

– Proszę…

Nadal na mnie nie spojrzała. Ścisnęłam kartki mojej książki tak mocno, że poczułam, jak jedna z nich się drze, a obiecywałam bibliotekarzowi, że będę się obchodziła ostrożnie z tym cennym tomem.

Jednak w tamtej chwili nie potrafiłam się tym przejmować. Niech stronice pofruną na wietrze. Moja kochana mama krwawiła.

– Proszę – zniżyła głos do najcichszego szeptu, delikatnego jak szelest liści.

– Żaden inny mężczyzna nie wytrwałby tak długo w małżeństwie z kobietą taką jak ty. Nikt inny nie zniósłby upokorzenia i wstydu. Wszyscy na dworze o tym plotkują, wiesz? – Mój ojciec mówił jeszcze bardziej niewyraźnie.

– Nikt nic nie mówi, mój panie. Czy nie widzą miłości, która nas łączy? – Krew spływała po jej policzkach jak łzy. – Nie widzą dowodu naszej miłości, jakim jest córka?

Czułam, że łzy płyną po mojej twarzy. Smutek mamy odbijał się we mnie jak w lustrze.

– Kłamiesz! – wrzasnął. – Nie robisz nic innego, Igerno. To są te same kłamstwa, które powtarzałaś mi od lat. Udawałaś, że jesteśmy szczęśliwi. Udawałaś, że to wszystko nie jest najobrzydliwszą hańbą.

– Byłam szczęśliwa – wyszeptała. – Nadal jestem. Ocaliłeś mnie przed znacznie gorszym losem. Nawet teraz tego nie żałuję.

Wiele lat później nadal nie wiedziałam, czy usłyszał jej ciche słowa.

Nagle eteryczne spojrzenie jej niebieskich oczu skierowało się na mnie i przeszyło mnie z ogromną mocą, aż do szpiku kości. Te słowa były skierowane do mnie, nie do niego. Zrozumiałam.

Odwróciła wzrok i przeniosła go na ojca, unosząc dłonie w błagalnym geście.

– Zdaję się na twoją łaskę, mój panie. Ostatni raz usilnie proszę przez wzgląd na nasze dziecko…

Błagała jednak na próżno.

Ojciec poruszył się, a jego nogi znów zasłoniły mi mamę.

Zaczął swoją przerażającą tyradę. Wyzywał ją od najgorszych. Z jego ust wydobywały się zbyt plugawe słowa, by je wspominać.

Skąd wzięła się cała ta nienawiść? Dlaczego dotąd jej nie dostrzegałam? Mama ukryła ją przede mną. Chroniła mnie. Otulała mnie swoją miłością. Była jak kurtyna osłaniająca mnie przed prawdą.

Jego pięść unosiła się i opadała, gdy raz za razem ją uderzał.

Zacisnęłam powieki. Po policzkach spłynęły mi łzy, które przemoczyły strony książki, zapewniając niksom prawdziwą wodę do pływania.

Mama nie próbowała odeprzeć ataku. Nie krzyczała. Nie starała się ani uciec, ani z nim walczyć.

Może miała nadzieję, że się opamięta, zrozumie, co robi, i weźmie ją w ramiona, tak jak robił to pewnie nie raz.

Jednak nie przestał.

Zaciskałam mocno powieki, dopóki nie usłyszałam głośnego trzasku, po którym otworzyłam oczy.

Głowa mojej mamy uderzyła o kamienną ścianę.

Mama zgięła się wpół i zaczęła się osuwać. Kiedy jej ciało uderzyło o podłogę, szafirowe oczy były otwarte i szkliste. Leżała na boku, całkiem nieruchoma.

Miałam jedynie pięć lat. A mimo to wiedziałam, że nie żyje.

Ojciec zastygł w miejscu.

Zastanawiałam się, czy padnie na kolana? Zacznie płakać jak dziecko nad swoim potwornym czynem? Zawoła mnie i przytuli mnie do piersi?

Jego stopy się poruszyły.

Pobiegł do drzwi, mocno tupiąc, i otworzył je szarpnięciem.

Zaczął wołać o pomoc, wzywać służbę.

Wiedziałam, co się stanie. Nie będzie żadnego żalu za grzechy. Powie, że to był wypadek, i nikt nie podważy jego słów.

W końcu był królem.Rozdział 3

Mój ojciec, Uther Pendragon, miał trzy żony. Wszystkie już nie żyły.

Moją mamę, Igernę, spotkał tragiczny wypadek. Potknęła się i uderzyła głową w twardą kamienną ścianę, kiedy mój ojciec odwiedzał ją w komnatach w wieży. Od razu wezwał uzdrowicieli oraz Wysoką Kapłankę, ale nie zdołali jej odratować.

Tak brzmiała oficjalna wersja zdarzeń.

Druga żona mojego ojca była matką Artura. Miała na imię Ettarde. Była młoda i naprawdę piękna, ale z jej ust sączył się jad i miała wielu wrogów. Nie lubiano jej na dworze, zwłaszcza gdy została królową. Uwielbiała się śmiać, flirtować i dokuczać innym – i robiła to aż nazbyt dobrze. Wybrała swoje ulubienice spośród dam i stworzyła wokół siebie swój własny dwór. Nazywała go „Dworem miłości”, co zakrawało na ironię, bo nie żywiła wobec mnie żadnych cieplejszych uczuć.

Uchodziło jej to na sucho, ale zaczęła okazywać względy również mężczyznom i na tym skończyła się ograniczona tolerancja mojego ojca.

Ettarde została skazana na karę śmierci za zdradę z jednym z jego najlepszych przyjaciół, sir Pelleasem.

On zresztą też.

Po ich śmierci wyszło na jaw, że Ettarde urodziła ojcu syna, jeszcze zanim wzięli ślub.

Artura.

Ojciec sprowadził go na Różany Dwór, naradził się z doradcami oraz kapłanką i oświadczył, że jego nieślubny syn, którego spłodził z Ettarde, zostaje oficjalnie uznany za dziedzica.

I tak Artur zajął miejsce w kolejce do tronu Camelotu.

To był początek mojej zguby, ale wtedy jeszcze tego nie wiedziałam.

Może powinnam być zła. W końcu Artur urodził się, kiedy moja mama nadal żyła, a ja miałam zaledwie roczek.

Ale nie byłam.

Jako mała dziewczynka uwielbiałam Artura. Zawsze chciałam mieć brata. Gdy Artur bywał okrutny i kradł mi zabawki albo niszczył moje ulubione książki, tłumaczyłam sobie, że to nic dziwnego. W końcu stracił mamę. Myślałam, że potrafię zrozumieć tę złość. A Artur potrafił być bardzo uroczy, jeśli tylko chciał.

Enid była trzecią i ostatnią żoną mojego ojca. Była młoda, tak jak Ettarde, lecz pod każdym innym względem stanowiła jej całkowite przeciwieństwo. Enid była ładna, pulchna i miała łagodne usposobienie. Dokonała tego, czego nie uczyniła Ettarde – na pewien czas przywróciła spokój na Różanym Dworze. A przynajmniej tyle spokoju, ile się dało, mając za męża kogoś takiego jak mój ojciec.

Enid traktowała mnie tak, jakbym była jej rodzoną córką. Była dobra dla mnie i dla Artura, bez względu na to, jak okropnie się zachowywał. Byłam jej za to wdzięczna.

Zmarła przy porodzie Kaye’a.

Kiedy moja mama umarła, ojciec z początku był dla mnie miły.

Nigdy się nie dowiedział, że tamtego dnia leżałam pod łóżkiem.

Podejrzewałam, że i tak zżerały go wyrzuty sumienia, bo przez pierwsze miesiące po śmierci mamy był nadzwyczaj łagodny. A Uther Pendragon nigdy nie był łagodny.

Jakimś cudem zdołałam się powstrzymać, by go od siebie nie odepchnąć. Nawet jako małe dziecko wiedziałam, że nie mogę sobie pozwolić na takie ryzyko. Nie mogłam narażać się na gniew króla – nawet jeśli był moim ojcem.

Kiedy Ettarde została stracona, sytuacja się pogorszyła.

A kiedy Enid umarła przy porodzie, Artur i ja zaczęliśmy żyć w ciągłym strachu.

Ale ja żyłam w obawie przed gniewem króla na długo przed tym.

Podejrzewam, że ojciec uznał Artura za prawowitego syna, bo nie chciał, żebym to ja zasiadła na tronie.

Wedle prawa tron należał do mnie. To ja byłam pierwsza do objęcia korony.

Dopóki ojciec nie stwierdził, że moje mieszane pochodzenie było zbyt dużym problemem, żeby je zignorować.

Czy mój wygląd aż tak go raził?

Nigdy nie miałam idealnie ludzkich uszu. Nie były spiczaste jak u fae, ale nie były też całkiem zaokrąglone.

A może chodziło o moje włosy.

Zanim mama umarła, moje włosy były tak jasne, że wszyscy podejrzewali, że w przyszłości przybiorą blady odcień blondu albo będą złote jak u niej.

Ale kiedy odeszła, stały się popielate. A potem zrobiły się siwe.

Teraz byłam dwudziestoletnią kobietą z włosami jak u staruszki.

Może, jeśli będę miała szczęście, staną się nieskazitelnie białe, zanim skończę dwadzieścia pięć lat.

Szary nie był kolorem fae. Ich karnacja miała bardziej barwne odcienie. Jaskrawe zielenie, intensywne niebieskości, głębokie czerwienie. Kiedyś czytałam opowieść o fae z fioletowymi włosami i fiołkową skórą. Dla mnie brzmiało to przepięknie.

Ludzie z domieszką krwi fae rzadko mieli tak wyraziste cechy. W żyłach wielu rodów szlacheckich nadal płynęła domieszka krwi fae, ale coraz mniej z nich przybywało na zamek, wiedząc o niewypowiedzianych uprzedzeniach Artura.

Mieszańcy zwykle z łatwością wtapiali się w tłum. Na ogół nie kończyli zamordowani z zimną krwią przez własnego króla na oczach całego dworu.

Podejrzewałam, że w Wielkiej Sali było sporo szlachciców, którzy pochodzili od fae i tego dnia trzęśli się w butach z jeleniej skórki albo jedwabnych pantofelkach na widok króla, który bez wahania kazał ściąć chłopca fae pod byle wymówką.

Ogólnie rzecz biorąc, mieszańcy byli akceptowani. Jasne, bywali ofiarami okrutnego zachowania i wyśmiewani. Jednak mogli żyć swoim życiem. Brali śluby, rodzili dzieci i umierali jak reszta z nas – nie cieszyli się długowiecznością.

Ale królowa Pendrathu z krwią fae? Byłam wspomnieniem rasy, która według wielu już nie istniała. Nie mówiąc o tym, że przypominałam ojcu o żonie pochodzącej od fae, o której wolałby nie pamiętać.

Dlatego zdecydował, że nigdy nie zostanę królową.

W gruncie rzeczy chodziło o jedno – uważał, że nie jestem godna tego tytułu.

Łatwiej było zrozumieć, że po prostu wolał Artura. Artura, który przypominał mu samego siebie z dawnych lat. Artura, który był silny, twardy i miał w sobie nutę nikczemności, którą według mojego ojca powinien szczycić się każdy dobry władca.

Więc niedługo po tym, jak zginęła Ettarde i Artur stał się prawowitym synem, a Uther poślubił Enid, wydano kolejne obwieszczenie.

Morgana Pendragon, córka Uthera i Igerny, nie jest już dziedziczką tronu Pendrathu.

Zamiast tego zostanie oddana Świątyni Trzech Sióstr, gdy osiągnie wiek dwudziestu jeden lat.

Artur Pendragon zostanie przyszłym królem Pendrathu. Dla mojego ojca wszystko to było bardzo proste i bardzo wygodne.

Oficjalnie nadal byłam księżniczką z królewską krwią, bez względu na to, jak mętna była od domieszki krwi fae.

Nie odesłał mnie, nie wyrzekł się mnie. Nie zrobił nic okrutnego. Nie, to było bardzo… łaskawe.

Po prostu nie miałam zostać królową.

Ale nieoficjalnie od tego dnia stałam się wyrzutkiem na Różanym Dworze.

Inni zadecydowali o moim losie, zanim dorosłam na tyle, by zakwestionować ich zdanie.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij