Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Kroniki Archeo. Przepowiednia Synów Słońca. Tom 7 - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 lipca 2026
2999 pkt
punktów Virtualo

Kroniki Archeo. Przepowiednia Synów Słońca. Tom 7 - ebook

Chiny, Peru, mityczne El Dorado i groźna przepowiednia Synów Słońca!

Ania i Bartek Ostrowscy oraz ich przyjaciele, Gardnerowie, spędzają wakacje w niesamowitej posiadłości lady Ginevry Carnarvon. W środku nocy Bartek odbiera telefon z dramatyczną prośbą o ratunek od panny Ofelii, która zastała uwięziona gdzieś w peruwiańskiej dżungli. Dzieci przygotowują wyprawę do Ameryki Południowej, do Peru, aby jak najszybciej pomóc Ofelii. Do peruwiańskiej dżungli lecą z nimi lady Ginevra oraz słynny detektyw Gordon Archer, który zgodził się pomóc w poszukiwaniach zaginionej. Czy pannie Ofelii udało się odnaleźć ślady zaginionego dawno temu w dżungli ojca? Kto ma prawdziwą mapę do bezcennego skarbu i czy mityczne El Dorado istnieje naprawdę? Czy uda się uniknąć złowrogiej klątwy i przepowiedni Synów Słońca, którzy pilnie strzegą swoich sekretów? Na drodze do rozwiązania tej tajemnicy stoją jadowite węże, puma, krwiożercze mrówki, bandyci i groźni strażnicy skarbu. Co wspólnego z peruwiańskim skarbem ma odkrycie archeologiczne dokonanie w Chinach przez państwa Ostrowskich i Gardnerów? Jest coraz mniej czasu, a pętla się zaciska.

 

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Dzieci 6-12
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8449-108-9
Rozmiar pliku: 33 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ I
DRAMATYCZNE WEZWANIE

Ania obudziła się z krzykiem na ustach. Usiadła i nieprzytomnym wzrokiem powiodła po ciemnym pokoju. Staroświeckie łóżko z baldachimem zatrzeszczało lekko, gdy wstała, żeby napić się wody. Z rogu sypialni spoglądała na nią rzeźba Tutanchamona. Młodziutki faraon patrzył na nią w mroku nocy przenikliwym wzrokiem, jakby chciał ją przestrzec przed klątwą. Na sąsiedniej ścianie, jak w całym ogromnym zamczysku Highclere, stały liczne egipskie figurki.

Ania poczuła się dziwnie, jakby ktoś jeszcze był obecny w jej pokoju. Nie wiedziała, czy to jawa czy sen. Próbowała się uspokoić, ale koszmar, który nawiedzał ją od chwili przyjazdu do tego domu, wciąż napawał ją lękiem.

Postanowiła pójść do Bartka. Jego sypialnia znajdowała się na końcu długiego korytarza. Ania narzuciła szlafrok, wsunęła bose stopy w białe puszyste kapcie w kształcie króliczków i pomaszerowała ciemnym korytarzem do pokoju brata.

Tutanchamon (rekonstrukcja)

Tutanchamon: został królem Egiptu w wieku około dziewięciu lat. Władzę sprawował przypuszczalnie w latach 1333–1323 p.n.e. Zmarł przedwcześnie, być może na skutek infekcji po źle leczonym złamaniu nogi. Był synem Echnatona, faraona XVIII dynastii, który dokonał przewrotu religijnego w Egipcie, zrzucając z piedestału wiele egipskich bóstw i ustanawiając wiarę w jednego boga Atona. Tutanchamon przywrócił dawny porządek i kult boga Amona. Przeniósł stolicę z Achetaton, którą wybudował jego ojciec, do Memfis.

Po śmierci został pochowany w Dolinie Królów w Tebach Zachodnich, w słynnym grobowcu KV62. 4 listopada 1922 roku angielski archeolog Howard Carter i lord George Carnarvon odkryli pełen skarbów grobowiec Tutanchamona. Był to jedyny grobowiec faraona zachowany w całości i niesplądrowany.

Zamek lady Ginevry Carnarvon za dnia wydawał się cudowny i niesamowicie ciekawy. Ale w nocy Ania miała wrażenie, że wszystkie cenne pamiątki przywiezione przez słynnego przodka lady ożywały i niosły ze sobą jakąś utajoną, starożytną przestrogę. Dziewczynka wiedziała, że legendy o egipskiej klątwie to wierutne bzdury, ale nic nie mogła poradzić na to, że nocą wyobraźnia zaczynała płatać jej figle. Lady już kilka razy zapraszała Anię i Bartka do swojego zamku, lecz dopiero tym razem udało się ten wyjazd doprowadzić do skutku.

Rodzeństwo nie posiadało się z radości, że spędzi kilkanaście dni w rezydencji samego lorda Carnarvona. Lady Ginevrę młodzi Ostrowscy poznali przy okazji przygód w Egipcie i od tamtej pory bardzo się ze starszą panią zaprzyjaźnili. Najwspanialsze było jednak to, że w pokojach naprzeciwko spali również Mary Jane oraz Jim i Martin Gardnerowie.

Gdy Ania weszła do sypialni Bartka, drzwi głośno zaskrzypiały, lecz jej brat nadal smacznie spał.

– Bartek, Bartek… – Ania delikatnie potrząsała go za ramię.

– Co? – mruknął, nie otwierając oczu.

– Boję się…

– Znowu? – wymamrotał brat. – Mówiłem ci, że tu nie ma żadnych strachów…

Bartek ułożył wygodnie głowę na poduszce i ponownie zasnął.

– Ale ciągle mam ten koszmar! – Ania nadal tarmosiła go za rękaw piżamy.

Bartek wreszcie otworzył oczy. Ziewnął, zapalił lampkę stojącą na nocnym stoliku i zerknął na zegarek.

– Jest środek nocy! – jęknął. – Jeśli się boisz, to możesz spać ze mną – dodał wielkodusznie po namyśle.

– Naprawdę?

Ania tylko na to czekała. Wskoczyła na drugą połowę łóżka i ułożyła się wygodnie pod ciepłą kołdrą.

– Tylko się nie wierć! – przestrzegł Bartek.

Lord George Carnarvon: był bogatym brytyjskim kolekcjonerem egipskich antyków. Finansował wiele badań archeologicznych, m.in. wykopaliska w Dolinie Królów. Razem z Howardem Carterem poszukiwał grobowca Tutanchamona. Ich wysiłki zostały zwieńczone ogromnym sukcesem. Kilka miesięcy później lord Carnarvon niespodziewanie zmarł. Niektórzy uważali, że śmierć ta była wynikiem działania egipskiej klątwy i zemsty faraona, któremu zakłócono wieczny spokój. Dawna siedziba Carnarvonów, zamek Highclere, również skrywa wiele tajemnic i zagadek. Zamek jest też sławny, dzięki serialowi Downtown Abbey, którego akcja dzieje się na terenie tej pięknej posiadłości.

Lord George Carnarvon

Howard Carter

Obiecał rodzicom, że będzie się opiekował młodszą siostrą. Ania od przyjazdu tutaj wciąż jednak nie dawała mu się wyspać i zaczynało go to irytować.

Westchnął głęboko, po czym ułożył się na boku i po chwili zaczął powtórnie zasypiać. Lecz tym razem jego sen zakłócił wibrujący dźwięk komórki. Wyświetlacz rozbłysnął światełkiem i smartfon zaczął tańczyć po powierzchni nocnego stolika, kręcąc się jak bąk i wydając przenikliwy dźwięk.

– Ktoś dzwoni! – Ania znowu potrząsnęła brata za ramię.

– Słyszę – jęknął niezadowolony.

Smartfon brzęczał jeszcze kilka sekund. Kto mógł dzwonić o tej porze? Rodzice nigdy tego nie robili. A może jednak coś się stało? Byli przecież w dalekich Chinach, gdzieś w rejonie Kotliny Syczuańskiej. Bartek poderwał się, chwycił komórkę i sprawdził numer. Był mu zupełnie nieznany. Więc to chyba nie rodzice.

– Pewnie pomyłka – uznał.

– Odbierz! – nalegała Ania.

Bartek przyłożył smartfon do ucha.

– Słucham?

W aparacie rozległy się suche trzaski, a w dali usłyszał zbliżające się groźne okrzyki. Spomiędzy nich przedarł się do słuchawki czyjś przerażony, znękany głos.

– Ratunku!

Bartek zamrugał oczami.

– Panna Ofelia? – zapytał.

Kotlina Syczuańska:

jest położona w środkowym biegu rzeki Jangcy, w prowincji Syczuan.

Wydawało mu się, że to właśnie jej głos usłyszał. Ania usiadła obok brata i przystawiła ucho do jego komórki. Znów rozległy się tam krzyki, jakby nawoływania, a potem zduszony głos szepnął:

– Pomóżcie mi! Jestem w pułapce. Wezwijcie wujka Ryszarda i…

Głos zawisł w próżni. Było za to słychać czyjeś kroki, jakby panna Ofelia chowała się gdzieś, a tuż obok przechodził jej prześladowca.

– Panno Ofelio! – szepnął Bartek. – Jest tam pani jeszcze? Gdzie pani jest?

– W Peru… Odkryłam coś… – Jak na złość nastąpiły zakłócenia – …ego… – Głos panny Łyczko przebijał się jak z zaświatów. – Manuskrypt… ana… Przepowiednia Synów Słońca… pułkownik miał rację… Akakor… Aaaa! – rozległ się nagle przerażony krzyk panny Ofelii.

Po nim nastąpiły wrzaski, wystrzały i niemiłosierny jazgot. Bartek z Anią słyszeli jęki panny Ofelii i jej płacz. Potem ktoś jakby rozdeptał buciorem jej komórkę i wszystko ucichło.

Ta cisza była jeszcze bardziej przerażająca.

– Panno Ofelio! Panno Ofelio! – Bartek potrząsnął smartfonem, jakby to mogło pomóc w odzyskaniu połączenia.

– Co się stało? Gdzie ona jest? – Ania zacisnęła dłonie w piąstki.

Słyszała z tej rozmowy jedynie piąte przez dziesiąte, ale te krzyki nie pozostawiały złudzeń. Wydarzyło się coś złego.

Bartek patrzył zdezorientowany to na siostrę, to na smartfon. Jego umysł pracował na najwyższych obrotach.

– Panna Ofelia potrzebuje naszej pomocy! – wyszeptał straszną prawdę, która dopiero teraz w pełni do niego dotarła.ROZDZIAŁ II
NARADA W ŚRODKU NOCY

– Co robimy? – Ania ściskała róg poduszki. – Musimy zawiadomić rodziców!

– Pannie Ofelii trzeba pomóc natychmiast, a rodzice są za daleko – przypomniał siostrze Bartek. – Pomyśl, są w dość odludnym miejscu. Zanim zorganizują podróż, panna Ofelia zginie!

Ania skinieniem głowy przyznała bratu rację. Mama i tata razem z panią Melindą i sir Edmundem Gardnerami wyjechali na badania archeologiczne do odległej prowincji w samym sercu Chin. Cieszyli się ogromnie na tę możliwość, ale Państwo Środka nie było miejscem, gdzie mogli swobodnie podróżować. Z jakichś względów archeolodzy mieli tam przydzieloną eskortę, która wciąż im towarzyszyła, i nie wolno im było się przemieszczać bez pozwolenia komunistycznych chińskich władz.

– Jeśli teraz poproszą o natychmiastową podróż do Ameryki Południowej, urzędnikom od razu wyda się to podejrzane i rodzice również mogą mieć kłopoty. – Bartek głośno rozważał wszystkie za i przeciw. – Musimy porozmawiać z lady Ginevrą!

Postanowił niezwłocznie obudzić panią Carnarvon. Miał nadzieję, że wybaczy im pobudkę w środku nocy. Telefon panny Ofelii był naprawdę rozpaczliwy i nie wróżył nic dobrego.

– Obudźmy też Mary Jane i chłopaków. – Ania włożyła królicze kapcie.

W piżamie i narzuconym na ramiona szlafroku niczym zjawa sunęła do pokoju angielskiej przyjaciółki. Bartek poszedł obudzić bliźniaków. Chwilę później piątka przyjaciół spotkała się w pokoju Mary Jane, gdzie odbyli krótką naradę.

– Nie mamy wyjścia, musimy obudzić lady – postanowiła Mary Jane.

To, co się wydarzyło, było tak niezwykłe, że nawet Gardnerowie czuli się wstrząśnięci. Panna Ofelia bardzo rzadko prosiła kogoś o pomoc. Musiało wydarzyć się zatem coś strasznego. Nikt nie miał co do tego żadnej wątpliwości.

Nie zwlekając dłużej, dzieci wyruszyły długim korytarzem, a potem trzeszczącymi schodami na piętro, które zajmowała lady Ginevra. Zbliżały się właśnie do drzwi jej sypialni, gdy jak spod ziemi wyrósł przed nimi lokaj w staroświeckiej szlafmycy na głowie.

– Dokąd to? Czy to ładnie tak szwendać się po nocy? – spytał srogim głosem.

Ania chwilami zastanawiała się, czy James przypadkiem nie jest duchem. Zawsze pojawiał się w najmniej spodziewanym momencie, przyprawiając wszystkich o szybsze bicie serca.

– Musimy porozmawiać z lady – rzekł Bartek poważnym tonem.

– Od rozmów jest dzień! Noc jest od spania! – odparł na to niewzruszonym głosem lokaj.

– Pan nie rozumie, wydarzyło się coś złego! Musimy z nią porozmawiać natychmiast. – Jim spróbował wedrzeć się do sypialni.

– Jamesie, co się dzieje? – Z pokoju dobiegł zaniepokojony głos Ginevry Carnarvon.

Lokaj nie zdążył nic odpowiedzieć, ponieważ dzieci naparły na niego i szturmem zdobyły drzwi. Wdarły się do sypialni i stanęły przy łóżku starszej pani. Totmesik, perski kot leżący w pościeli obok lady, popatrzył na nich zdziwiony.

– Cóż to się stało, że tak gromadnie mnie odwiedzacie i to w środku nocy? – Lady Ginevra zamrugała. – Chyba nie boicie się klątwy Tutanchamona?

– Ach, to nie o klątwę chodzi – zaczęła pośpiesznie wyjaśniać Mary Jane.

– Panna Ofelia ma kłopoty! – wykrzyknęła Ania, przerywając przyjaciółce.

– Jest w Peru i właśnie do nas zadzwoniła, mówiła coś o jakiejś przepowiedni, a potem ktoś ją złapał i chyba rozgniótł jej telefon. Błagała o pomoc – tłumaczył Bartek nieco chaotycznie.

– Powoli, powoli. – Lady próbowała nadążyć.

Bartek jeszcze raz, znacznie składniej opowiedział jej, co się wydarzyło przed paroma minutami. Lady Ginevra umościła się wygodnie na poduszkach i słuchała uważnie, głaszcząc jednocześnie ukochanego Totmesika.

– Ona musi być w wielkim niebezpieczeństwie – zakończył Bartek, zagryzając nerwowo wargę.

– Panna Ofelia jeszcze nigdy nie poprosiła nas o pomoc – dodała Ania dla podkreślenia wagi sytuacji.

Mary Jane pokiwała głową.

– Zwykle to ona nam ratowała skórę – dorzuciła.

– Co zatem radzicie? – Lady popatrzyła z uwagą na dzieci.

– Wezwiemy wujka Ryszarda, tak jak prosiła – stwierdził Bartek. – Ale my możemy wyruszyć znacznie szybciej niż wujek i nasi rodzice z Chin.

Mary Jane kiwała energicznie głową na znak, że popiera Bartka.

– Chcecie jechać do Peru? – spytała lady Ginevra z niedowierzaniem.

– Właśnie tak. A pani nam w tym pomoże! – wykrzyknął Bartek z nadzieją.

– Mam wam pozwolić tam polecieć? – Lady przesuwała wzrok po twarzach dzieci, aby znaleźć na nich ślad wesołości.

One najwidoczniej jednak mówiły zupełnie poważnie.

– Poradzimy sobie! – zapewnił Jim.

– Jak to: poradzicie sobie? – Ginevra Carnarvon zamrugała. – Wykluczone, nie możecie tam lecieć sami! Poza tym Peru to duży kraj, jak więc chcecie znaleźć w nim pannę Ofelię? Przecież nawet nie wiecie, gdzie dokładnie zaginęła.

– Przeprowadzimy śledztwo, odnajdziemy ją! – zapewniała Ania ze łzami w oczach.

Na słowo „śledztwo” Mary Jane aż podskoczyła.

– Już wiem, kto może nam pomóc!

– Kto taki? – spytała lady Ginevra.

– Nasz przyjaciel, pan Gordon Archer! – wykrzyknęła uszczęśliwiona.

– Gordon Archer? – powtórzyła zdumiona lady Ginevra.

Był to najsłynniejszy detektyw w Wielkiej Brytanii i oczywiście jego nazwisko nie było jej obce.

– Myślisz, że będzie chciał nam pomóc? – Bartek obawiał się, że człowiek tej miary nie zechce zawracać sobie głowy ich sprawą. Na dodatek w odległej części świata. – Przecież on nie lubi opuszczać Londynu – przypomniał.

– Ma kilka dziwactw – roześmiała się Mary Jane – ale jeśli on nam nie pomoże, to nikt inny tego nie zrobi! Zadzwońmy do niego! – Chwyciła słuchawkę telefonu stojącego na rzeźbionej toaletce lady Ginevry.

Zmarszczyła w namyśle nos, próbując przypomnieć sobie numer do detektywa. W końcu jednak odłożyła słuchawkę i wyciągnęła z kieszeni swój smartfon.

Ania tymczasem pobiegła po Kronikę Archeo, którą na szczęście zabrała ze sobą. Postanowiła wykonać w niej krótką notatkę. Usiadła w fotelu i naprędce skreśliła kilka zdań. Pisanie przynosiło jej ulgę i pozwalało zebrać rozbiegane myśli.ROZDZIAŁ III
NA KŁOPOTY GORDON ARCHER

Znamienity londyński detektyw Gordon Archer przeraźliwie głośno zachrapał przez sen, aż zadrżały ściany jego domu przy ulicy Baker Street 122. Natarczywy dźwięk dzwonka telefonu brutalnie wdarł się w jego piękny sen. Odbierał właśnie odznaczenie od królowej Camilli i już, już przypinała mu je ona do pięknej wstęgi, gdy ręce Jej Wysokości zaczęły się oddalać i wyciągać, jakby były z gumy.

– Och, nieee! – Archer próbował pochwycić te ręce. Ciągnął za dłonie królowej, aż jej ramiona stały się długie i cienkie jak spaghetti. – Mój medaaal… – zawodził detektyw, aż wreszcie, nadal czując rozpacz w sercu, zlany potem, obudził się.

Dryń, dryń, dryń!

Telefon wciąż uparcie terkotał.

– Watsonie, mógłbyś chociaż raz na coś się przydać! – Detektyw pociągnął nosem żałośnie. – Odbierz i powiedz, że mnie nie ma! – zażądał i z powrotem opadł na poduszki, nakrywając się kołdrą po czubki uszu.

Kwiatek geranium, nazywany przez Gordona Archera Watsonem, chował swoje listki w mroku pokoju. Nie miał najmniejszego zamiaru być służącym detektywa. Jak przystało na roślinę doniczkową, chciał po prostu sobie rosnąć i popijać wodę z podstawki doniczki. Detektyw najwyraźniej w końcu to zrozumiał, dlatego po chwili zwlókł się z łóżka.

Podszedł do telefonu i odebrał. W słuchawce usłyszał rozgorączkowany dziewczęcy głos:

– Panie Archer? To pan? Halo?

– Tak, to ja – potwierdził z godnością detektyw. – Ale to chyba nie jest zbyt stosowna pora na rozmowę – rzekł z naciskiem.

Był przekonany, że jakiś niegrzeczny dzieciak robi sobie żarty.

– Panie Archer, to ja, Mary Jane! – pośpiesznie wyjaśnił głosik, obawiając się, że detektyw odłoży przedwcześnie słuchawkę.

– Mary Jane Gardner? – przypomniał sobie Archer.

Przed oczami stanęła mu cała wyprawa do Japonii i przygody z nią związane. Jeśli to naprawdę dzwoniła córka sir Edmunda Gardnera, to mogło oznaczać tylko jedno: KŁOPOTY.

– Drogie dziecko, dlaczego dzwonisz o tej porze? Coś się stało? – zagadnął drżącym głosem.

– Panie Archer, mamy poważny problem! W Peru zaginęła panna Ofelia…

Detektyw, słuchając uważnie tego, co mówiła Mary Jane, robił coraz to inne miny do drogiego Watsona, informując go na migi, że to bardzo poważna sprawa. Mary Jane opowiedziała o dramatycznym telefonie panny Łyczko i o tym, że potrzebna jest niezwłocznie pomoc detektywa.

– Jesteśmy u lady Ginevry Carnarvon w zamku Highclere – mówiła prędko Mary Jane. – Czy może pan do nas przyjechać?

– Teraz? O tej godzinie? – Archer wybałuszył oczy. – Nie wiem, co lady na to powie…

– Panie Archer – rozległ się nagle w słuchawce głos samej Ginevry Carnarvon. – Osobiście pana proszę o przybycie. To sprawa życia lub śmierci!

– Tak jest! – Detektyw ukłonił się przed telefonem.

Nie znał lady osobiście, ale przecież nosiła nazwisko Carnarvon. Gordon Archer również nie miał powodów, żeby wstydzić się swojego nazwiska, cieszył się przecież niezwykłym uznaniem w oczach Brytyjczyków i nie było jeszcze sprawy, której by nie rozwiązał. Ilekroć jednak słyszał nazwisko, które nosiła lady, przed oczami stawało mu odkrycie grobowca Tutanchamona i znalezione w nim nieprzebrane skarby.

– Postaram się być najszybciej, jak to tylko możliwe – obiecał. – Biedna panna Ofelia! – szepnął współczującym tonem, odkładając słuchawkę.

Pamiętał przecież tę uroczą blondynkę. Jak to mogło się stać, że znalazła się w Peru? I że ją porwano? Czy była tam po prostu na wycieczce?

Gordon Archer, zaintrygowany sprawą, poszedł do łazienki, by wziąć prysznic, a potem starannie się ubrał. Podlał geranium i usiadł na chwilę przy biurku, żeby wypić gorące kakao. Sprawa była niecierpiąca zwłoki, ale kakao to rzecz święta. Nie mógł przecież wyruszyć w drogę o pustym żołądku.

– Watsonie, ty sobie śpisz, a ja czuję, że właśnie nadciągają dla nas kłopoty – rzekł z wyrzutem do roślinki, zazdroszcząc jej stalowych nerwów.

Geranium ani drgnęło.

Detektyw włożył do wewnętrznej kieszeni tweedowej marynarki notesik i długopis. Na wszelki wypadek odszukał też mapę Peru. Tak przygotowany wyszedł na paluszkach, żeby nie budzić drogiego Watsona, a potem wsiadł do samochodu swojego ponurego taksówkarza, Jaspera Grave’a, którego uprzednio wezwał. Niemal w milczeniu, jeśli nie liczyć głośnego pochrapywania Gordona Archera, tuż przed świtem dojechali do uroczego miasteczka Newbury, w hrabstwie Berkshire, gdzie znajdował się zamek lady Ginevry Carnarvon.

Lokaj James otworzył drzwi.

– Lady czeka w bibliotece, tędy proszę. – Poprowadził szacownego gościa schodami na piętro oświetlone elektrycznymi kandelabrami. Już z daleka Archer usłyszał głosy dzieci. Żywo o czymś dyskutowały, a lady raz po raz wtrącała jakąś uwagę.

Lokaj zaanonsował detektywa i Gordon Archer wszedł do biblioteki.

– Jest pan wreszcie! – Mary Jane z radością powitała detektywa.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij