Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • promocja

Kroniki Archeo. Zaginiony klucz do Asgardu. Tom 6 - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
11 marca 2026
2159 pkt
punktów Virtualo

Kroniki Archeo. Zaginiony klucz do Asgardu. Tom 6 - ebook

Dynamiczna przygoda pełna grozy, zagadek i niezwykłych odkryć.

Magiczne runy! Pościgi! Groza! Ponure skandynawskie zamczyska, przerażające swym ogromem klify oraz mgły, które spowijając bezkresne pustkowia, kryją niejedną tajemnicę. Ania, Bartek i ich bliscy spędzają wakacje na wyspie Wolin, lecz te szybko przestają przypominać zwykły odpoczynek. Dzieci, zafascynowane wykopaliskami archeologicznymi prowadzonymi na wyspie, poznają Hanię i razem z nią wpadają na trop skarbu. Wspólnie obserwują, jak podejrzani ludzie wyciągają z rzeki tajemnicze skrzynie – takie, które zdecydowanie nie powinny trafić w niepowołane ręce. A to dopiero początek przygód…

Ofelia wpada na trop zamachu na królową, w zagadkowych okolicznościach ginie sławny profesor, a nieznajomy mężczyzna – tuż przed skokiem z klifu we wzburzone morze – wręcza dzieciom notes pełen run, zagadek i wskazówek. Każdy kolejny krok prowadzi bohaterów coraz głębiej w mroczny świat nordyckich legend, niebezpiecznych intryg i sekretów, które mogą odmienić historię. Sytuacja staje się coraz bardziej groźna, a zagrożenie realne jak nigdy wcześniej.

Jakie skarby skrywa Bornholm? Czy rzeczywiście istnieje klucz, który może otworzyć drogę do mitycznego Asgardu? I czy są one warte tego, żeby aż tak ryzykować? Bohaterowie muszą zaufać własnej odwadze i sprytowi, by rozwikłać sieć spisków, podążyć tropem starożytnych symboli i odkryć prawdę ukrytą wśród mgieł i surowych skandynawskich krajobrazów.

„Kroniki Archeo. Zaginiony klucz do Asgardu. Tom 6” to pełna dynamiki, emocji i tajemnic przygodówka, w której każdy rozdział prowadzi do kolejnej zagadki, a świat nordyckich mitów splata się z sensacyjną akcją. Idealna propozycja dla młodych czytelników spragnionych wypraw, pościgów, skarbów i magii tkwiącej tuż pod powierzchnią rzeczywistości.

Seria „Kroniki Archeo” to pełna przygód, humoru i zagadek seria książek dla młodych czytelników, którzy lubią tajemnice, podróże i dynamiczną akcję. Bohaterami cyklu są Ania i Bartek – rodzeństwo, które podczas rodzinnych wypraw trafia w sam środek niezwykłych zagadek związanych z historią, archeologią i tajemnicami przeszłości.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Dzieci 6-12
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8425-924-5
Rozmiar pliku: 8,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ I
TAJNY NOTES

Na niemal pustym peronie kopenhaskiego metra rozległo się echo pośpiesznych kroków. Christian Bjerregaard rozejrzał się nerwowo. Odkąd zaginął profesor Ragnar Storm, jego doktorant wciąż miał poczucie, że ktoś go śledzi. Ba, po ostatnich wydarzeniach Christian był już tego pewien.

Przy końcu peronu stała kobieta i czytała poranną prasę. Wyglądała zupełnie zwyczajnie i nie wydała się Christianowi podejrzana. Młody mężczyzna niedbałym ruchem ręki odgarnął z czoła jasną grzywkę, która opadła mu aż na rudawe brwi i zielone oczy. Niewielki kucyk z tyłu głowy sprawiał, że Christian przypominał nieco nastolatka, choć tak naprawdę był o wiele starszy. Rozpiął niebieską wiatrówkę i poluzował kołnierzyk koszuli. Ze zdenerwowania było mu duszno i gorąco. Na dworcowym zegarze wyświetliła się godzina szósta i na stację punktualnie wjechała kolejka. Zatrzymała się dokładnie przed przezroczystymi rozsuwanymi drzwiami, które wraz ze szklanym ekranem oddzielały peron od torowiska. Bjerregaard przycisnął aktówkę mocniej do siebie i wsiadł do kolejki. Jego myśli uparcie krążyły wokół notesu, który właśnie odnalazł w tajnej skrytce. Christian nie zdołał jeszcze przejrzeć jego zawartości, ale rzut oka wystarczył, żeby stwierdzić, że zawiera jakieś tajne zapiski profesora i niezrozumiałe szyfry. Czy stanowią one klucz do rozwiązania zagadki, nad którą Storm ostatnio pracował? I czy wyjaśnią okoliczności jego zniknięcia?

Christian nie mógł się doczekać, kiedy wreszcie w spokoju obejrzy notatki Storma. Najpierw jednak czekało go jeszcze jedno zadanie do wykonania: musiał spotkać się z bratem profesora.

Tylko dlaczego mężczyzna zażądał spotkania o tak wczesnej porze? Christian długo się nad tym zastanawiał. Tym bardziej że wszystko wydawało mu się podejrzane. Zaczynając od tego, że nigdy wcześniej nie słyszał o tym, aby profesor Storm w ogóle miał brata. Z jednej strony zdawał sobie sprawę z tego, że to mogła być pułapka, a on właśnie w nią wpadł, na dodatek z tajnym notesem profesora w teczce! To mogło się źle skończyć. Nawet gdy wysiadł z kolejki, wciąż jeszcze się wahał, czy powinien się udać na spotkanie. Z drugiej strony, jeśli Storm rzeczywiście miał brata, to może wie on coś, co pozwoli odnaleźć profesora.

Mała Syrenka: bohaterka pięknej baśni Hansa Christiana Andersena. Po raz pierwszy opowieść ta ukazała się w 1837 roku. Tytułowa bohaterka zakochała się w księciu, któremu uratowała życie. Z miłości do niego wyrzekła się nieśmiertelności. Książę jednak nie odwzajemnił jej uczucia i ożenił się z inną kobietą. Na nabrzeżu portu w Kopenhadze znajduje się pomnik Małej Syrenki dłuta rzeźbiarza Edvarda Eriksena.

Christian szedł nabrzeżem Langeline, aż wreszcie zatrzymał się przy posągu Małej Syrenki, wyglądającej jakby dopiero co wyszła z baśni Hansa Christiana Andersena i przycupnęła tylko na chwilę na kamieniu w pierwszych promieniach słońca. O tej godzinie rzeźby nie otaczał jeszcze tłum turystów, ale Syrenka nie była osamotniona. Spoglądał na nią dość niski, krępy mężczyzna. Gdy się odwrócił, Christian się zdumiał. Mężczyzna wcale nie był podobny do profesora Storma! Stanowił jego zupełne przeciwieństwo. Ragnar był wysoki i dość szczupły, o dostojnej fizjonomii. Jego brat miał przysadzistą sylwetkę, wystający brzuch, dłuższe, kręcone czarne włosy i gęstą brodę, a w niej dwa zaplecione warkoczyki. Przypominał Christianowi krasnoluda, który wyszedł z podziemnych pieczar na powierzchnię ziemi.

Hans Christian Andersen

urodził się 2 kwietnia 1805 roku w biednej dzielnicy Odense w Danii. Jego ojciec Hans Andersen był szewcem, a matka Anne Marie z domu Andersdatter – praczką. Małego Hansa Christiana w świat niezwykłych opowieści i baśni wprowadziła babka. Przyszły bajkopisarz pragnął jednak zostać aktorem. We wrześniu 1819 roku wyjechał w tym celu do Kopenhagi. Uczęszczał tam do szkoły baletowej, próbował grać w teatrze, ale z marnym skutkiem. Wreszcie zaczął pisać sztuki teatralne. Jedną z nich (Miłość na Wieży Mikołaja) zadebiutował w 1829 roku. Jego sztuki nie zawsze jednak zbierały pochlebne recenzje. Często były odrzucane, ponieważ zawierały mnóstwo błędów. Andersen nie miał gruntownego wykształcenia, ale dzięki wytrwałości uzyskał stypendium królewskie, które umożliwiło mu kontynuację nauki. Ukończył również studia. Przez wiele lat wspomagał go Jonas Collins. Kiedy sytuacja Hansa Christiana się poprawiła, poświęcił się pracy twórczej i rozpoczął podróże po całej Europie. Andersen nie miał łatwego charakteru. Był nadwrażliwy, pełen kompleksów, miewał stany lękowe i często cierpiał na depresję. Czuł się osamotniony i niezrozumiany. Obawiał się, że popadnie w obłęd tak jak jego dziadek. Autor wydał kilka tomików wierszy, opowiadań i powieści. Sławę jednak przyniosły mu baśnie dla dzieci. Pierwszy ich zbiór wydał w 1835 roku. Zachęcony powodzeniem, kontynuował ich pisanie aż do roku 1872.

Zmarł 4 sierpnia 1875 roku w Rolighed koło Kopenhagi.

„Jak on jest bratem profesora, to ja jestem egipską tancerką!” – prychnął w myślach Bjerregaard. Postanowił mieć się na baczności. Mocniej zacisnął dłoń na uchwycie swojej aktówki i poczuł, jak pot spływa mu po karku.

– Witam! – rzekł krótko.

Starał się być stanowczy, choć głos lekko mu zadrżał.

– Cieszę się, że przyszedł pan na to spotkanie. Nazywam się Per Storm – przedstawił się mężczyzna. – Jak już wspominałem w naszej krótkiej rozmowie telefonicznej, jestem bratem Ragnara.

Christian pokiwał głową na znak, że o tym pamięta.

– Niech nie dziwi pana brak podobieństwa między nami. – Per się uśmiechnął, odgadując myśli swojego rozmówcy. – Nie jesteśmy biologicznym rodzeństwem, zostałem adoptowany przez rodziców Ragnara, ale wychowywaliśmy się razem i w zgodzie, jak najprawdziwsi bracia.

– Profesor nic o panu nie wspominał – odważył się wtrącić Christian. – Aż do tej pory nie wiedziałem o pana istnieniu.

– Powiedzmy, że kiedyś, już w dorosłym życiu, poróżniła nas pewna sprawa i kontakt między nami się urwał. – Per chrząknął nieco zakłopotany. – Teraz jednak, gdy dowiedziałem się o zaginięciu Ragnara, postanowiłem przyjechać do Kopenhagi.

– Dlaczego chciał się pan spotkać akurat ze mną? – Christian patrzył przenikliwie na brodatą twarz Pera.

– Ponieważ pragnę pomóc mojemu bratu i go odnaleźć. Już dawno powinniśmy się pogodzić. Ragnar przeczuwał, że coś mu zagraża. Wiem o tym z listu, który do mnie wysłał.

– Listu? – Christian zmarszczył brwi.

Musiał przyznać, że historyjka o adoptowanym bracie wydawała się przekonująca i mogła wyjaśnić wiele wątpliwości. Czy była jednak prawdziwa?

Per Storm westchnął głęboko i zagłębił palce w gęstej brodzie.

– Dostałem go już jakiś czas temu, ale że tak powiem – zawiesił na moment głos – nie spieszyłem się z jego otwarciem. Dopiero gdy w mediach pojawiła się informacja o zaginięciu mojego brata, przypomniałem sobie o tamtym liście i w końcu go przeczytałem.

– Czy było w nim coś szczególnego? – zaciekawił się Christian.

– Tak. Żałuję, że nie zajrzałem do niego wcześniej! Być może mógłbym zapobiec temu, co się wydarzyło. Ragnar napisał, że po wielu latach badań wpadł na trop pewnej niezwykłej zagadki prowadzącej do skarbu. Sprawa musiała być poważna, skoro pojawiło się u niego kilku mężczyzn, którzy próbowali wydobyć z niego więcej informacji. Zagrozili, że jeśli nie przekaże im wskazówek prowadzących do skarbu, spotka go coś złego.

Christian słuchał go z coraz większym niepokojem.

– Ragnar próbował grać na zwłokę. Nie chciał zdradzić im tej tajemnicy. Przewidział, że coś się wydarzy. Napisał mi, co mam zrobić. Jeśli przytrafi mu się coś złego, miałem skontaktować się z panem, bo tylko panu można zaufać. – Per zniżył głos do szeptu. – Nie powinienem rozmawiać z nikim innym i mam być bardzo ostrożny, ponieważ w sprawę zamieszane są nawet osoby na wysokich stanowiskach. Podobno panu z kolei przekazał informację o tym, gdzie schował swój notes z zapiskami. To na tym notesie zależało tym przestępcom. Ragnar sprytnie go ukrył. Ma go pan?

Christian Bjerregaard zadrżał.

Wciąż nie ufał Perowi. Nie mógł zdradzić, że ma ten notes, i to przy sobie!

– W pewnym sensie wiem, gdzie go znaleźć – odrzekł wymijająco.

– To bardzo dobrze – ucieszył się Per. – Proszę nikomu go nie oddawać! Sądzę, że póki nie mają tego notesu, mój brat będzie żył! Rozumie pan? – W oczach Pera zakręciły się łzy.

Christian przytaknął ruchem głowy.

– Gdy znajdzie pan ten notes, proszę się ze mną skontaktować. – Per podał mu kartkę z zapisanym numerem telefonu.

Zaraz potem panowie się pożegnali i rozeszli w przeciwne strony. Na ulicy pojawili się kolejni przechodnie. Christian zastanawiał się, czy któryś z nich przypadkiem go nie śledzi. Odwrócił się i spojrzał za Perem. Ten poszedł nabrzeżem dalej na północ, w kierunku dawnej dzielnicy portowej, z której wyrastały teraz nowoczesne budynki. Jego dziwacznej postaci nigdzie już jednak nie było.

– Hm… – mruknął Christian.

Zamyślony wszedł prosto na jezdnię i nie zdążył nawet dojść do końca przejścia dla pieszych, gdy zza zakrętu z piskiem opon wyjechał samochód.

Christian zamarł.

W ostatniej sekundzie jego umysł zaczął znowu pracować.

Wykonał unik, lecz było już za późno.

Poczuł przeszywający ból w udzie i zaraz potem jego ciało niczym szmaciana kukła bezwładnie przeleciało przez pół ulicy.

Rozległ się krzyk przerażonych przechodniów, a sprawca wypadku odjechał.

Christian Bjerregaard leżał na chodniku i nie dawał oznak życia. W dłoni nadal kurczowo zaciskał rączkę swojej aktówki.ROZDZIAŁ II
WZGÓRZE WISIELCÓW

Kiedy Ania z Bartkiem opuścili stanowisko archeologiczne, na którym pracowali ich rodzice, było jeszcze wczesne popołudnie. Ponieważ właśnie rozpoczęły się wakacje, mogli towarzyszyć rodzicom w pracy. Profesor Adam Ostrowski i jego żona Beata prowadzili badania na wyspie Wolin. Urlop planowali spędzić razem z dziećmi na Bornholmie, gdzie mieli również pojawić się Gardnerowie – ich przyjaciele z Anglii. Ania z Bartkiem z niecierpliwością odliczali dni do tej wycieczki. Na razie jednak musieli zorganizować sobie czas w inny sposób. Wybrali się więc do skansenu. Można się było w nim przekonać, jak wyglądało życie wikingów, którzy niegdyś zbudowali na wyspie własny gród.

Festiwal Słowian i Wikingów: Festiwal Słowian i Wikingów każdego roku odbywa się w Wolinie.

Jest to międzynarodowa impreza, na której spotykają się miłośnicy wczesnego średniowiecza.

Później rodzeństwo wybrało się na długi spacer nad rzeką Dziwną. Wreszcie, nieco zmęczeni, usiedli nad brzegiem rzeki. Ania wyciągnęła swój szkicownik i ołówkiem kreśliła niewielki rysunek. Bartek za to pisał SMS-a do Mary Jane. Nagle podeszła do nich nieznajoma dziewczynka, której towarzyszył dość duży, brązowy kundelek.

– Cześć! To wy jesteście dziećmi tych archeologów? – zapytała bez zbędnych wstępów.

– Tak, a dlaczego pytasz? – Bartek spojrzał na nieznajomą nieufnie. Musiała być mniej więcej w wieku jego siostry. Miała tylko o wiele dłuższe i ciemniejsze włosy, jasną cerę i brązowe, bystre oczy. Była ubrana w fioletową bluzkę i jeansy.

– Szukacie tego skarbu? – spytała, ignorując pytanie Bartka.

Ania zmarszczyła brwi.

– Jakiego skarbu? – Nie rozumiała, o co dziewczynce chodzi.

– No właśnie nie wiem – odparła, drapiąc się po nosie. – Ale rozeszła się plotka, że archeolodzy wpadli na trop wielkiego skarbu wikingów.

Wikingowie:

ojczyzną wikingów była Skandynawia. Wyruszali na wiking, czyli na łupieżczą wyprawę. Słowo „wiking” w języku nordyckim oznacza „piractwo”, dlatego wikingowie nazywani są też „piratami północy”. Swoimi szybkimi, lekkimi łodziami wypuszczali się poza krańce świata znanego wówczas Europejczykom. Wikingowie dotarli do Bizancjum i do Ameryki na długo przed Krzysztofem Kolumbem. Leif Eriksson trafił tam prawdopodobnie 500 lat przed kolonizatorami z Europy. Ekspansja wikingów stała się możliwa dzięki osiągnięciom technologicznym, na przykład żaglom. Kiedy dodatkowo używali wioseł, ich atak stawał się niezwykle szybki i skuteczny. Długie łodzie wikingów mogły rozwijać prędkość powyżej dziesięciu węzłów i potrafiły się pojawiać znienacka na odległych wybrzeżach. Wikingowie wpływali w doliny rzeczne, a nawet ciągnęli swoje lekkie łodzie po lądzie, używając rolek z drewnianych kłód. Dzioby statków miały niezwykle piękną sylwetkę i były wygięte w kształt łabędziej szyi. Umieszczano na nich głowy smoków lub drapieżnych ptaków.

– Muszę cię rozczarować, ale nic o tym nie wiemy. – Bartek rozłożył ręce. – Jak się wabi twój pies? – zmienił temat.

Kundelek wyglądał na dość przyjaźnie nastawionego. Zamerdał ogonem, jakby był gotów do zabawy.

– To Brok – odparła. – A ja jestem Helenka – przedstawiła się. – Jeśli chcesz, możesz go pogłaskać, jest łagodny – zwróciła się Helenka do Ani, po której minie domyślała się, że dziewczynka ma wielką ochotę na zabawę z psem.

Ania od razu zbliżyła się do psiaka i ostrożnie pogłaskała go po grzbiecie.

– Dlaczego myślisz, że nasi rodzice szukają tego skarbu, i skąd w ogóle wzięła się taka plotka? – spytała, ciągle głaszcząc Broka.

– Ostatnio można tu spotkać dziwnych ludzi, Duńczyków albo Norwegów, którzy krążą po wyspie z różnym sprzętem – wyjaśniła Helenka.

– Może to jacyś naukowcy albo wielbiciele wikingów – podpowiedział Bartek. – Ich obecność nie musi zaraz oznaczać, że szukają nie wiadomo jakiego skarbu.

– Też tak myślałam, dopóki nie zobaczyłam czegoś bardzo podejrzanego – oświadczyła dziewczynka z tajemniczą miną.

– To znaczy? – Ania spojrzała na Helenkę zaciekawiona. Schowała ołówek i szkicownik do torby przewieszonej przez ramię i czekała na odpowiedź.

– To było w maju, ale do dziś się zastanawiam, co tamci ludzie wykopali – zaczęła Helenka.

– Wykopali? – dopytywała Ania.

– No tak. Tamtej nocy bardzo jasno świecił księżyc w pełni i nie mogłam spać. O świcie wstałam, ubrałam się i wzięłam Broka. Wyszliśmy na długi spacer i przybiegliśmy na Srebrne Wzgórze.

– Spotkałaś kogoś na tym spacerze? – spytała domyślnie Ania.

– Na wzgórzu usłyszałam jakieś rozmowy. Zdziwiłam się, że o tak wczesnej porze ktoś już tam był. Przyczailiśmy się z Brokiem za pagórkiem i zaczęliśmy obserwować z ukrycia. Było tam dwóch mężczyzn i jedna kobieta. Oni coś kopali, a ona nimi dyrygowała. Wydało mi się to dziwne, tym bardziej że rozmawiali w obcym języku. Nie słyszałam dokładnie, ale to był chyba duński, a może norweski. W każdym razie na pewno to byli Skandynawowie. Przestraszyłam się, że nas zobaczą. Na szczęście Brok jest grzecznym psem i siedział całkiem cichutko. Kto wie, mogli nam przecież zrobić coś złego…

– Powiedziałaś o tym komuś? – spytał Bartek.

– Wolałam nic nikomu nie mówić.

– Po co tam kopali? – Temat coraz bardziej ciekawił Anię.

– Widziałam, że wyciągnęli jakiś kamień. To mnie jeszcze bardziej zdziwiło. Myślałam, że znaleźli jakieś złoto, ale to był zwyczajny, duży kamień. Ta kobieta cieszyła się jednak tak, jakby znalazła co najmniej egipski grobowiec. – Helenka do tej pory nie przestała się dziwić.

Bartek się zamyślił.

– A może to był kamień runiczny?

– Taki z runami? – zapytała Helenka. – Być może były na nim runy, ale znajdowałam się za daleko, żeby dojrzeć takie szczegóły. Wolałam się nie narażać.

– I słusznie! – rzekł Bartek.

Runy: rodzaj sekretnego pisma. Alfabet runiczny był używany przez mieszkańców Skandynawii od III wieku n.e. Wyryte na kamieniach runicznych inskrypcje mają najczęściej charakter religijny lub są rodzajem epitafium ku czci poległych wikingów.

– Ale to jeszcze nie koniec, kilka dni później spotkałam ich także na Wzgórzu Wisielców, tam również coś wykopali. – Helenka doskonale pamiętała to zdarzenie. – To była mała skrzyneczka, jakby relikwiarz albo coś podobnego. – Dziewczynka nie była w stanie określić, czym tak naprawdę był przedmiot, który wykopała ta sama ekipa co na Srebrnym Wzgórzu.

– Relikwiarz? Ciekawe, co się w nim znajdowało. Hm… Ci ludzie raczej nie byli archeologami – stwierdziła po namyśle Ania. – Pamiętasz, w którym miejscu wykopali ten przedmiot? Możesz nas tam zaprowadzić?

– No pewnie, chodźcie – powiedziała Helenka i razem z Brokiem cała trójka pośpieszyła w stronę Wzgórza Wisielców.

Kiedy dotarli na miejsce, Ania poczuła się trochę nieswojo. Nie dość, że już sama nazwa wzgórza przyprawiała o gęsią skórkę, to jeszcze okazało się, że jest to stare cmentarzysko kurhanowe. Niektóre kopce mogły pochodzić jeszcze z dziewiątego wieku.

Kurhan: rodzaj mogiły, najczęściej w kształcie wysokiego kopca. Wewnątrz kurhanu znajduje się komora grobowa. Pomieszczenia grobowe mają konstrukcję kamienną lub drewnianą, mogą też być wykute w skale.

– Ten relikwiarz – Helenka nawiązała do głównego wątku rozmowy – wydobyli mniej więcej stąd. – Wskazała niewielkie zagłębienie tuż obok jednego z kopców i jaśniejszy piasek, zarośnięty już jednak trawą.

– Dziwne, że nie rozkopali kurhanu – mruknęła Ania.

– Musieli mieć pewność, że coś znajdą dokładnie w tym miejscu – stwierdził Bartek.

– Widziałaś jeszcze kiedyś tamtych ludzi? – zwróciła się Ania do Helenki.

– Może i w Wolinie byli, ale nie zauważyłam ich. Za to ostatnio czasem kręci się w okolicy paru innych typków.

– To by świadczyło o tym, że nadal czegoś szukają – wtrącił Bartek.

– Na pewno chodzi o skarb! Jeśli chcecie, możemy tę sprawę razem zbadać. Brok nam pomoże! – Helenka pogłaskała psa. – Jest świetnym tropicielem.

– Pies tropiciel z pewnością nam się przyda. – Ania się uśmiechnęła.

Sprawa mocno ją zaintrygowała. W głowie powoli układała plan kolejnego archeologicznego śledztwa.

– Zapytamy naszych rodziców, czy coś wiedzą o wykopaliskach w tym miejscu, ewentualnie o naukowcach, którzy mogliby tutaj kopać.

– Świetnie! – ucieszyła się Helenka. – W takim razie spotkajmy się wieczorem. Teraz muszę już wracać do domu. Uprzedzę tatę, że potem nie będzie mnie dłużej i że będę z wami. Nie chcę, żeby się martwił.

– Jasne, spotkamy się przed skansenem, może być? – zaproponowała Ania.

– Okej. – Helenka skinęła głową.

Brok zaszczekał na pożegnanie i razem ze swoją panią pobiegli do domu.

Bartek z Anią tymczasem podążyli w stronę wykopalisk, żeby porozmawiać z rodzicami. Chłopiec odwrócił się jeszcze na moment i popatrzył w kierunku oddalającej się Helenki. Przez chwilę zastanawiał się, skąd dziewczynka wzięła się tutaj tak nagle, i to z tak rewelacyjną historią. Może ktoś ją przysłał specjalnie? Chłopiec, nauczony doświadczeniem, bywał nieufny wobec obcych. Ale przecież czasami zdarzają się niezwykłe zbiegi okoliczności. Czemu to spotkanie nie miałoby być jednym z nich?

Chwilę później jego myśli zaczęły już krążyć wokół nowej zagadki.

– Może Skandynawowie prowadzą tu badania, a tylko miejscowym wydaje się to podejrzane? – zastanawiał się na głos Bartek. – Nie od razu musi przecież chodzić o skarb.

– Bartku, wiesz dobrze, że to, co opowiedziała nam Helenka, nie pasuje do opisu normalnych badań archeologicznych. W tym kryje się jakaś zagadka! – Ania była o tym święcie przekonana.

Wakacje zaczęły się dla nas obiecująco. Jesteśmy z Bartkiem na wyspie Wolin. Nasi rodzice kończą tu prace na wykopalisku. Potem popłyniemy na Bornholm, gdzie spotkamy się z Gardnerami. Poznaliśmy z Bartkiem Helenkę. Ma fajnego psa Broka. Opowiedziała nam interesującą rzecz o tajemniczych poszukiwaczach skarbu. Wskazała nawet miejsce, w którym coś wykopali. Rozmawialiśmy na ten temat z rodzicami. Nie słyszeli, aby jacyś Skandynawowie prowadzili w Wolinie badania. Obiecali, że porozmawiają z tutejszymi archeologami i sprawdzą, czy w maju odbywały się tam jakieś prace. Jestem przekonana, że musi chodzić o skarb. Ktoś kopie w różnych miejscach i szuka na własną rękę. Może już go znalazł? To bardzo możliwe, że na wyspie znajduje się skarb wikingów. Tylko gdzie? Czy tamci poszukiwacze odnaleźli jakieś wskazówki? Hm…

Zaraz idziemy na spotkanie z Helenką.

Ania

ROZDZIAŁ III
PODSTĘP HELENKI

– Mam wieści! – Helenka przybiegła zdyszana na miejsce spotkania. Przed nią na smyczy biegł Brok, wyraźnie zadowolony z przyjemnej, w jego mniemaniu, zabawy.

Anię zdziwił ten pośpiech.

– Coś się stało?

– Nie uwierzycie, kogo widziałam! – wysapała Helenka.

– Kogoś słynnego? – zgadywał Bartek. – Jakiegoś aktora, piosenkarza?

Dziewczynka kręciła przecząco głową.

– Widziałam kobietę, która wtedy wydobyła tamten kamień runiczny i relikwiarz! Ona znowu tu jest! Akurat gdy dopiero co o niej rozmawialiśmy.

Brok zaszczekał, jakby chciał zaświadczyć, że jego pani mówi prawdę.

– Gdzie ją widziałaś? – zapytał Bartek.

– Siedziała w kawiarnianym ogródku. Przechodziłam obok z Brokiem i wtedy ją zauważyłam – odpowiedziała Helenka.

– Jesteś pewna, że to była właśnie ona? – dopytywała Ania.

– Na sto procent!

– Ciekawe, po co tu znowu przyjechała? – zastanawiał się na głos Bartek.

Rodzeństwo Ostrowskich wymieniło spojrzenia.

– Przeprowadziliśmy już z Brokiem małe śledztwo – pochwaliła się Helenka. – Kiedy przechodziłam obok ogródka, usłyszałam, jak mówiła po polsku, ale z takim dziwnym akcentem. Rozmawiała z facetem, który siedział przy stoliku. Mówiła coś o zatopionym grodzie. Śledziliśmy ją z Brokiem i widzieliśmy, jak wchodzi do hotelu, pewnie tam się zatrzymała. Znowu czegoś tutaj szuka! Zna polski i ma polskich wspólników!

Bartek z Anią znów spojrzeli po sobie. Sprawa zataczała najwyraźniej coraz szersze kręgi.

– Znacie tę legendę o zatopionym mieście? – spytała Helenka.

– Jasne – potwierdził Bartek. – Podobno morze pochłonęło całą bardzo bogatą osadę. Legenda mówi, że domy w niej były zbudowane z marmuru i kryształu, a dachy pokryte złotem.

– A wiecie, co podobno jeszcze zatonęło? – Dziewczynka spojrzała przebiegle.

– Nie mamy pojęcia. – Ania wzruszyła ramionami.

– Mówią, że na dno poszła pewna łódź wikingów.

– To nie byłoby nic nadzwyczajnego – wtrącił Bartek. – Na pewno znajdowało się ich tutaj mnóstwo. Mogło się zdarzyć, że któraś z nich zatonęła.

– Tak, ale na tej łodzi był podobno mityczny młot Thora! – Helenka od dziecka znała tę historię.

– Eee, młot Thora to tylko element skandynawskiej mitologii.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij