Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Kroniki Pogodaru. Pora płomieni - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
3 czerwca 2026
2399 pkt
punktów Virtualo

Kroniki Pogodaru. Pora płomieni - ebook

„Kroniki Pogodaru” to fascynująca seria fantasy dla młodych czytelników, osadzona w niezwykłym świecie, gdzie siły natury wpływają na życie i charakter ludzi. Tylko nieliczni – Zaklinacze – potrafią władać wszystkimi żywiołami, a odkrycie własnych mocy staje się początkiem wielkiej przygody.

Seria łączy elementy klasycznej fantastyki z wątkiem szkoły magii, zagadkami i tajemnicami, które stopniowo odsłaniają się przed bohaterami. To opowieść o dorastaniu, przyjaźni i odkrywaniu siebie, która wciąga klimatem i zachęca do dalszego odkrywania świata Pogodaru.

Bliźnięta Juniper i Rafferty coraz lepiej rozumieją swoje niezwykłe moce. Wraz z nadejściem nowej pory roku ich zdolności rosną, ale pojawiają się też nowe zagrożenia i tajemnice. W Pogodarze nic nie jest oczywiste, a odpowiedzi często kryją się tam, gdzie najmniej się ich spodziewamy.

Równolegle poznajemy historię Elio, który w magicznym cyrku opiekuje się niezwykłymi stworzeniami i odkrywa sekrety świata pełnego iluzji i niebezpieczeństw. Losy bohaterów zaczynają się splatać, a napięcie rośnie z każdą stroną.

To wciągająca, pełna przygód i magii opowieść dla młodych czytelników, łącząca klimat szkoły czarodziejów, tajemnice i dynamiczną akcję, która trzyma w napięciu od początku do końca.

 

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Dzieci 6-12
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8449-207-9
Rozmiar pliku: 12 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PROLOG

Blask słońca wlewa się przez otwarte drzwi tarasu. Starszy mężczyzna siedzi w otoczeniu wnucząt. Nie zamierza dać się skusić jasnemu ogrodowi, bo gdzieś zgubił kapelusz, ale pozwolił, żeby jego fotel przeniesiono bliżej drzwi. Dzięki temu dzieci rozsiadły się na trawie i go słuchają. Na stoliku obok niego stoi miska z truskawkami, a obok szklanki soku jabłkowego, w których topią się kostki lodu i nasiąkają cieczą słomki.

– Obiecałeś nam kolejną historię o Pogodarze – przypomina jedno z wnucząt.

– Chcemy wiedzieć, co będzie dalej – dodaje drugie.

– A przypomnicie, co było w poprzednich kronikach, zanim dowiemy się, co będzie dalej? – pyta dziadek i uśmiecha się pod wąsem.

– Oczywiście! – odzywa się kolejne wnuczę. – Pierwsza kronika była o Juniper i Raffertym i o tym, jak Juniper dowiedziała się, że jest czarodziejką, i poszła do szkoły w… w…

– W Burzogrodzie – uzupełnia najstarsze z wnucząt. – Do Akademii Czarodziejstwa Thistledown.

– Tak było – zgadza się dziadek. – A co to znaczy być czarodziejem?

– Czarodziej może korzystać z magii wszystkich czterech pór roku – wyjaśnia nieco zarozumiałym głosem pierwsze z wnucząt. – A nie tylko jednej, jak wszyscy inni.

– Ale jej brat też przyjechał do Burzogrodu – wtrąca małe wnuczę. – Bo nie chciał być sam. Został uczniem w introligatorni, ale jej właściciele okazali się złolami i chcieli ukraść Juniper magię. Ale wszystko dobrze się skończyło.

– Jeszcze nie doszliśmy do końca – zauważa dziadek.

– Nawet nie doszliśmy do drugiej kroniki – dodaje najstarsze wnuczę. – To ona? – Wskazuje wielką, starą księgę opartą o fotel dziadka. Wszystkie dzieci desperacko pragną kolejnych historii z wyspy zwanej Pogodarem, gdzie magia wypływa ze zmiennych pór roku i gdzie można spotkać fantastyczne stworzenia nazywane Splątkami i Supłami. Mają wiele pytań o ten świat i niewiele odpowiedzi. Dziadek z uśmiechem bierze książkę, która wygląda tak samo jak pierwsza: oprawiona w skórę, zniszczona od częstego przemieszczania.

– Tak, to kolejna kronika – przyznaje. – Ale ta opowie nam, co wydarzyło się w Pogodarze trzynaście lat po tym, jak Juniper dowiedziała się, że jest czarodziejką. Trzynaście lat po tym, jak ona i Rafferty powstrzymali Towarzystwo Wycinanek przed kradzieżą magii, która nie należała do niego. Trzynaście lat po tym, jak Oleander Young pomógł Towarzystwu i uciekł z Akademii Thistledown.

– Trzynaście lat! – oburza się jedno z wnucząt. – Ale ja chcę wiedzieć, co dalej z Juniper i Raffertym.

– Nie mówiłem, że się tego nie dowiesz – oznajmia poważnie dziadek. – Ale zanim przeczytamy, dokąd zawiodła ich ścieżka losu, musicie poznać historię chłopca imieniem Elio, którego ojciec uciekł, by dołączyć do cyrku.1

Życie w cyrku wygląda tak, że każdy dzień jest taki sam i zarazem każdy dzień jest zupełnie inny. Co kilka dni człowiek wędruje do nowego miasta lub miasteczka, gdzie powietrze jest chłodniejsze lub cieplejsze, bardziej suche albo bardziej słone. Czuć niepewność, zakłopotanie mieszkańców wioski, którzy nie do końca wiedzą, co powinni sądzić o cyrku, albo buzującą ekscytację życzliwego miasteczka, gdzie wietrzyk niemal pachnie popcornem tuż przed tym, jak ziarna kukurydzy zaczynają strzelać. Jednak dni Elio Gale’a mniej się między sobą różniły. Były dni podróży i dni przedstawień, i od czasu do czasu dni odpoczynku. Lecz wszystkie kręciły się wokół zadań zwierząt, którymi się zajmował: zarówno niemagicznych stworzeń przenoszących cyrk z miejsca na miejsce, jak i zaczarowanych Splątków, które występowały w pokazach.

– Stwory gotowe? – rozbrzmiał głos spoza namiotu, w którym Elio szykował magiczne zwierzęta.

– W każdej chwili – odkrzyknął, zerkając na gwiazdy wieczoru. Miniaturowe tygrysy ćwiczące ryki, z którymi z ich pysków buchał ogień i sadza. Pawie z ogonami z lodowych kryształów piór, które nigdy nie tajały. I ulubieńcy Elio: myszy, które wyglądały całkiem normalnie… jeśli nie liczyć pięknych skrzydeł wyrastających z ich grzbietów. Ludzie ciągnęli z bliska i z daleka, by ujrzeć niesamowite Splątki z Cyrku Astra. Wszystkie wykonała konferansjerka cyrku, czarodziejka Stella, specjalistka od splatania nici magii tworzących wyspę Pogodar. Stella plotła i rozplatała Splątki wedle uznania, ze zniecierpliwieniem zapewniając Elio, że stworzenia z radością występują w cyrku, jako że – zgodnie z nazwą – stanowią zaledwie splątane magią nici. Cokolwiek uważał Elio, to Stella decydowała o wszystkim, co się działo w Cyrku Astra.

Elio przekazał Splątki najnowszemu akrobacie, Coltowi, który pokazał mu uniesiony kciuk, po czym zniknął pod wielką płachtą z myszami krążącymi wokół uszu, tygrysami u stóp i lodowymi pawiami drepczącymi dumnie w ślad za nim. Kiedy Colt starał się o pracę w Cyrku Astra, Stella zapytała go – jak pytała każdego potencjalnego podwładnego – jaką magią włada. A to dlatego, że każdy w Pogodarze miał w sobie nieco magii czerpiącej z jakiejś pory roku. Niewielu było czarodziejów takich jak Stella. Ona sama wolała zatrudniać osoby z letnią magią w żyłach, ponieważ lato było magią odkrywania i świętowania, ciepła i dzielenia, co pomagało w pewności siebie i przy cyrkowych występach. Dzisiaj czuło się wyjątkowo dużo tej magii – był Letni Dzień Przejścia, święto rozpoczynające nową porę roku. Tętniący magią i radością cyrk został specjalnie udekorowany złotem, różem i fioletem uzupełniającymi zwykłe banery i ozdoby związane z niebem.

Cztery Dni Przejścia zawsze sprawiały, że Elio czuł się dziwnie, ale szczególnie ściskało go w żołądku na lato. Zastanawiał się, czy to znaczy, że ma letnią magię, ale sądził, że raczej nigdy się tego nie dowie. A to dlatego, że chociaż skończył trzynaście lat w odpowiednim momencie, żeby przejść ostatnią rundę magicznych testów, nie dostał żadnego listu z Rady Miesięcy z zaproszeniem na egzaminy. Ojciec też go na nie nie wziął.

– To na pewno błąd administracji – przekonywał ojciec, Jonah, ale nie patrzył Elio w oczy. – Jak tu się trochę uspokoi, to się tym zajmiemy. Ale to nie zmienia tego, kim jesteś. Czasem się zastanawiam, czy w ogóle potrzebujemy to wiedzieć.

Ale nigdy się nie uspokajało. W cyrku stale było pełno roboty, stale się przemieszczał, a Jonah nigdy więcej nie wspomniał o testach.

Kwadrans później zdyszany Colt znowu wyłonił się spod płachty i pojawił się pod skrzydłem namiotu, gdzie Elio czekał na Splątki.

– Nie ma nic bardziej ekscytującego niż te oklaski – stwierdził, a pot spływał mu z czoła. – Nie masz ochoty sam wejść na scenę?

– O nie. – Elio zaczął się śmiać. – Zdecydowanie wolę siedzieć za kulisami. Nie lubię być w centrum uwagi, wolę się opiekować tym stadem. – Jedna z myszy wzbiła się w powietrze i wylądowała na jego ramieniu. Elio pogładził ją delikatnie.

– Każdemu, co jego – odparł Colt i wypił kufel wody z beczki stojącej przy namiocie właśnie w tym celu. – Ale ja za nic w świecie bym tego nie zamienił. Zanim tu trafiłem, występowałem w teatrze w Solnej Arkadzie. Ale potrzebowałem czegoś mniej sztywnego. Jak ostatnio byliście w mieście, zrozumiałem, że cyrk jest idealną opcją. Często bywacie w Solnej Arkadzie?

– Raz na kilka lat – odparł Elio, nieco rozproszony, ponieważ próbował dopilnować miniaturowych tygrysów. Ich zachowanie zawsze groziło pożarem. – Ale nie mamy za wiele czasu na zwiedzanie. Wiesz, jak to jest.

– Solna Arkada jest wspaniała – zapewnił Colt, odstawił kufel i zanurzył głowę w beczce. – Nie jest taka wielka jak Burzogród, jasna sprawa, ale to tym lepiej. Kiedy jesteś drugim największym miastem na wyspie, masz rozrywki takie, jak to największe, ale mieszkańcy nie zadzierają nosa aż tak bardzo. Solna Arkada jest idealna do psot. Jak będziemy tam następnym razem, pokażę ci jej uroki. Kiedy ostatnio tam przyjechaliście, też tu byłeś?

– Aha. – Elio skinął głową. – Jonah i ja jesteśmy w cyrku, odkąd byłem zupełnie mały. A jak podrosłem na tyle, żeby się przydać, zacząłem się zajmować zwierzętami. – Jednak zanim zdążył powiedzieć coś więcej, jeden z tygrysów posłał ognistą iskrę na skraj namiotu i Elio musiał zdeptać zalążek pożaru. Łypnął ponuro na zwierzątko, a zwierzątko zrobiło odpowiednio skruszoną minę.

– Dzięki za pomoc – odezwał się Colt z szerokim uśmiechem i poklepał Elio po ramieniu. – Zobaczymy się w namiocie jadalnym po spektaklu?

– Niemal na pewno.

Kiedy już Splątki bezpiecznie wylądowały w swoich boksach i klatkach z różnym wyposażeniem, Elio poszedł zerknąć pod klapę namiotu na zakończenie pokazu. Stella miała na sobie swój wyjątkowy strój składający się z cylindra, obcisłych czarnych spodni, botków do kolan, bialutkiej koszuli i czarnego fraka wyszywanego złotymi i srebrnymi nićmi w motywy nocnego nieba. Jako że był Dzień Przejścia, owinęła szyję fioletowym szalikiem z jedwabiu, a w białe włosy wplotła różowy kwiat.

– Drodzy przyjaciele – odezwała się głosem zwielokrotnionym przez zaczarowany megafon. – Nasze dzisiejsze przedstawienie dobiega końca. To dla nas zaszczyt, że postanowiliście spędzić Letni Dzień Przejścia wraz z nami. Z radością go z wami dzielimy. To nasz ostatni wieczór w Strzałkowie. Mamy nadzieję, że wspaniale się bawiliście. Cyrk Astra powróci, ale na razie, przyjaciele, powitajcie ponownie jego gwiazdy, które zaprezentują cuda po raz ostatni!2

Tłum oszalał, gdy na pokrytą trocinami scenę wysypali się akrobaci i klauni, i muzycy. Mieli wykonać spektakularny finał, który Elio widział już wiele razy. I który nigdy mu się nie znudził. Uwielbiał patrzeć, jak przyjaciele korzystają z magii i otrzymują zasłużony aplauz. Szczególnie lubił obserwować swoją przyjaciółkę, Lidę, wykonującą zdumiewające akrobacje, przeskakującą z drążka na równoważnię i błyszczącą w brokatowej sukience z tiulowych chmurek oraz kolorowych leginsach, a do tego z kwiatami w kręconych czarnych włosach.

– Zawsze zachwyca cię tak samo, prawda? – odezwał się głos za jego plecami. Elio odwrócił się i zobaczył ojca ze znajomą zatroskaną miną. Jonah był rachmistrzem Cyrku Astra i odpowiadał za budżet, rachunki oraz kontrakty.

– Bo publiczność zawsze jest inna – odparł Elio, słuchając zachwyconych okrzyków, śmiechów i wybuchów radości. – Lubię myśleć, że wracają do domu i o tym rozmawiają. Lubię się zastanawiać, które Splątki spodobały im się najbardziej.

– Cieszę się, że jesteś tu szczęśliwy, synu – powiedział Jonah. Elio nie odpowiedział. – Bo jesteś, prawda?

– Prawda – zareagował Elio. – Uwielbiam ludzi, zwierzęta, nasze spektakle. Nie chciałbym się zamienić na normalne życie albo normalną pracę… – Zawahał się. – Widzimy tak dużą część wyspy, ale przy tym widzimy jej tak mało. Czasem… czasem się zastanawiam, jak by to było się obudzić i nie wiedzieć, co się dziś wydarzy. Ty nie myślisz o tym, jak wygląda życie poza namiotem?

– Widziałem go trochę – oznajmił cicho Jonah. – Ma swoje uroki i swoje mroki. A teraz to, jestem pewny, najlepsze miejsce dla nas. Trzymajmy się go, a inni niech się trzymają swoich miejsc. Większości ludzi nie warto poznawać.

– Naprawdę w to wierzysz? – zapytał zaskoczony Elio. Jonah wzruszył ramionami.

– Czasem tak, czasem nie – odparł. – Tutaj jesteśmy bezpieczni. A przynajmniej dość bezpieczni.

– Bezpieczni? – zapytał Elio, myśląc o tysiącu zagrożeń związanych z życiem w cyrku. Normalni ludzie na pewno nie musieli się takimi przejmować.

– Po prostu lubię wiedzieć, gdzie jesteś, jak każdy ojciec – stwierdził Jonah. – Nie masz pojęcia, co się kryje w świecie. Jesteś dla mnie ważny. Jesteś ważny dla nas wszystkich. – Popatrzył długo na syna, po czym ruszył do namiotu jadalnego. Elio spoglądał w ślad za nim, czując znajome połączenie miłości i irytacji. Byli podobni z wyglądu, mieli takie same ciemnobrązowe włosy i oczy, a do tego takie same długie, chude kończyny – ale na tym podobieństwa raczej się kończyły. Jonah był mężczyzną nieśmiałym i nerwowym, nie sprawiał wrażenia kogoś, kto pasowałby do życia w cyrku. Ale ewidentnie coś go tu trzymało. Nie wspominał o matce Elio, ale chłopak przypuszczał, że cokolwiek się z nią stało, to przez to Jonah jest taki rozedrgany. Elio był zadowolony z obecnego życia, przynajmniej na razie. To nie tak, że go nie lubił, tylko czasem to życie go dusiło i miał wrażenie, że nie może zaczerpnąć powietrza.

Teraz odwrócił się do namiotu i w tej samej chwili nocą wstrząsnęła ostatnia fala oklasków. Jako że byli już gotowi do opuszczenia Strzałkowa następnego ranka, nie miał wiele do roboty: tylko sprawdzić ostatni raz, co u Splątków, upewnić się, że niemagiczne zwierzęta są najedzone i napojone. Obchodził je ostrożnie. Na koniec zajrzał do koni, bo konie lubił najbardziej. Występowały tylko magiczne zwierzęta, ale w cyrku było wiele koni, które przewoziły ich kram z miejsca na miejsce, ciągnąc przyczepy i powozy. W każdym mieście miały kilka dni na odpoczynek.

Ulubiony koń Elio potruchtał w jego stronę, wiedząc, że czeka go drapanie po brodzie i jabłko do zjedzenia.

– Tak myślałam, że cię tu znajdę – odezwała się Lida, stając obok niego i konia. Wciąż miała na sobie tiulową sukienkę, ale na ramiona narzuciła haftowaną chustę.

– Jak poszedł pokaz? – zapytał Elio.

– Jak zwykle.

– Myślisz, że jak już będziesz stara i siwa, dalej będziesz to robić?

– Nie wiem, czy będę wtedy dość gibka – odparła ze śmiechem. – Ale może do tego czasu dorobię się własnego cyrku. A może dorobimy się go razem. O ile oczywiście nie uciekniemy na pirackim statku.

– Chciałbym – westchnął melancholijnie Elio. – Wyobraź sobie, jak to jest płynąć po oceanie i widzieć skraj świata.

– Myślę, Elio, że z wielką przygodą byłoby ci do twarzy. – Lida żartobliwie szturchnęła go pod żebra.

– Jonah w życiu mi na nią nie pozwoli, choćby wielka przygoda weszła do cyrku i wzięła mnie za rękę – zauważył ze smutkiem chłopak.

– Jonah sobie poradzi – zapewniła Lida. – Kocha cię po prostu. Najpierw poszukaj swojej przygody, potem pomartwisz się o niego. Teraz bardziej interesuje mnie przygoda, która czeka na nas w stołówce. Clem zrobiła fasolkę na ostro i Coltowi aż pociekło z nosa, jak próbował jej po południu.

Złapała Elio za rękę i pociągnęła go w stronę hałaśliwego, ciepłego, intensywnie pachnącego namiotu jadalnego. Czekał tam ogromny kocioł potrawki z fasolą, a do niego chleb i masło. Była też spora sterta ciastek maślanych sklejonych kremem cytrynowym. Elio i Lida podziękowali Clem i wzięli swoje miski. Usiedli w kącie, jak zwykle – tam mogli rozmawiać i obserwować, i nikt im nie przeszkadzał.

Jonah zazwyczaj siadał z innymi pracownikami, którzy nie występowali w cyrku: sprzedawcami jedzenia, budowniczymi, kostiumografami, a także kobietą będącą jednocześnie lekarką, weterynarką i wróżką. Cyrk stanowił wielką rodzinę, razem z jej miłością i kłótniami. Tylko jedna osoba nie jadła z całą resztą: Stella. Cyrkowcy dzielili się na dwie grupy – tych, których Stella wybrała osobiście, albo tych, którzy pewnego dnia zjawili się pod namiotem, a Stella pozwoliła im zostać. Lida należała do tej pierwszej. Kiedy przed trzema laty przejeżdżali przez jej miasto, Stella zauważyła dziewczynkę robiącą fikołki i salta na łące – i od razu zaproponowała jej staż, chociaż Lida nie przeszła jeszcze magicznego testu. Lida chciała ruszyć w drogę z cyrkiem, a dziadek jej na to pozwolił.

Jonah i Elio należeli do drugiej kategorii.

Kiedy Lida i Elio jedli, Colt minął ich i z łobuzerskim uśmiechem rzucił im pod nogi złożoną kartkę. Elio rozprostował ją i zobaczył plakat reklamujący potańcówkę w strzałkowskiej tawernie z okazji Dnia Przejścia.

– Pomyślałem, że może dobrze by było, żebyście się trochę pobawili, rozwinęli skrzydła – oznajmił cicho Colt. – Idę tam niedługo z paroma innymi osobami, może chcecie dołączyć?

– Nie sądzę… – zaczął już odmawiać Elio, ale Lida nie dała mu dokończyć.

– Wspaniały pomysł. Dzięki, Colcie – oznajmiła, wzięła plakat od Elio, złożyła go na nowo i schowała do kieszeni. – Gdzie się spotykamy?

– Przy tylnej bramie – odparł. – Za jakieś dziesięć minut.

– Tata mnie nie puści – wtrącił Elio. – Będzie się zamartwiał.

– Nie musi o niczym wiedzieć – zauważyła Lida. – Elio, masz już trzynaście lat, a to zwykłe senne miasteczko w Dzień Przejścia. Wrócimy, zanim się spostrzeże, że nas nie ma.

W Elio wyrzuty sumienia, że się wymyka, walczyły z potężnym pragnieniem, żeby pójść. W końcu skinął głową i nie mógł przy tym stłumić podekscytowanego uśmiechu.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij