Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Krucha niepodległość. Wydanie nowe uzupełnione - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
3 czerwca 2026
39,90
3990 pkt
punktów Virtualo

Krucha niepodległość. Wydanie nowe uzupełnione - ebook

Jaką lekcję powinniśmy dziś wyciągnąć z polityki Piłsudskiego? Taką, że suwerenność i podmiotowość nigdy nie są dane raz na zawsze, że cały czas trzeba o nie walczyć.

Głównym wyzwaniem polityki polskiej w okresie międzywojennym była groźba kolejnego rozbioru. Wielkie mocarstwa, dążąc do strategicznego porozumienia, nie kryły, kto miał ostatecznie ponieść jego koszty. Niejasna była tylko geopolityczna konfiguracja, która przyniesie zagładę Rzeczypospolitej. W latach dwudziestych XX wieku wydawało się, że główną rolę w tym dziele odegrają Niemcy i sowiecka Rosja. Ale na początku następnej dekady coraz bardziej realne stawało się porozumienie Niemiec i mocarstw zachodnich w tej sprawie. Mimo to Polska nie tylko utrzymała niepodległość, lecz także – choć na krótko – uzyskała pozycję podmiotową. Wszystko to za sprawą mistrzowskiej dyplomacji Józefa Piłsudskiego, który potrafił wciągnąć do swojej gry Józefa Stalina i Adolfa Hitlera.

Dziś przed Polską stoją wyzwania przypominające te z lat trzydziestych minionego stulecia, dlatego warto wiedzieć, w jaki sposób nasi poprzednicy próbowali im sprostać.

Kategoria: Biografie
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-11-18995-9
Rozmiar pliku: 1,5 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WSTĘP

Rok 1939 był dla Pola­ków wstrzą­sem. Nie spo­dzie­wali się, że nagle utracą dopiero co odzy­skane pań­stwo. Zaufali eli­tom, które prze­ko­ny­wały, że zbu­do­wały mocar­stwo zdolne pora­dzić sobie z rze­komo sła­bymi wro­gami. Zwią­zek Sowiecki miał znaj­do­wać się na skraju upadku, a kar­mieni mar­ga­ryną Niemcy dys­po­no­wali jedy­nie tek­tu­ro­wymi czoł­gami. Wyda­rzyło się jed­nak coś nie­moż­li­wego do poję­cia: Rzecz­po­spo­lita w ciągu kilku tygo­dni prze­stała ist­nieć.

Upa­dek zwia­sto­wało wiele zna­ków. Kon­ste­la­cja mię­dzy­na­ro­dowa zmie­niała się na nie­ko­rzyść Pol­ski od połowy lat dwu­dzie­stych XX wieku. Na początki lat trzy­dzie­stych wyda­wało się, że jej los jest już przy­pie­czę­to­wany. Mocar­stwa dążyły do stra­te­gicz­nego poro­zu­mie­nia w imię pokoju i sta­bi­li­za­cji na kon­ty­nen­cie, za które miała zapła­cić Rzecz­po­spo­lita. Taki sce­na­riusz wyda­wał się być nie­unik­niony. Stał się jed­nak cud – drugi cud nad Wisłą. Pol­ski dyk­ta­tor, Józef Pił­sud­ski, dostrzegł zagro­że­nie i wyko­rzy­stał sprzy­ja­jące oko­licz­no­ści. Poli­tykę Józefa Sta­lina, który dzia­łał prze­ciwko poro­zu­mie­niu fran­cu­sko-nie­miec­kiemu, i doj­ście do wła­dzy w Niem­czech Adolfa Hitlera. Mar­sza­łek, podej­mu­jąc grę, odniósł suk­ces, nie tylko obro­nił suwe­ren­ność pań­stwa, ale także na kilka ład­nych lat zapew­nił mu pod­mio­tową pozy­cję wobec mocarstw. Pol­ska w poło­wie lat 30. osią­gnęła taki sto­pień nie­za­leż­no­ści, jakiego nie miała ani wcze­śniej ani póź­niej w XX wieku.

Sys­tem mię­dzy­na­ro­dowy okresu mię­dzy­wo­jen­nego sta­no­wił bez­po­śred­nią kon­se­kwen­cję I wojny świa­to­wej oraz decy­zji pod­ję­tych na kon­fe­ren­cji pary­skiej w latach 1919–1920, któ­rej zasad­ni­czym rezul­ta­tem był pod­pi­sany w czerwcu 1919 roku trak­tat wer­sal­ski – akt poko­jowy usta­na­wia­jący nowy porzą­dek w Euro­pie. Z punktu widze­nia geo­po­li­tycz­nej logiki głów­nym gwa­ran­tem ładu wer­sal­skiego powinna była zostać Fran­cja jako zwy­cię­skie mocar­stwo kon­ty­nen­talne. Jej szcze­gólna pozy­cja miała opie­rać się na współ­pracy z pozo­sta­łymi pań­stwami alianc­kimi oraz na sieci powią­zań z nowo powsta­łymi pań­stwami Europy Środ­ko­wej, poło­żo­nymi mię­dzy Niem­cami a Rosją. Kraje te peł­niły ważną rolę, two­rzyły wschod­nią flankę fran­cu­skiego sys­temu bez­pie­czeń­stwa, dzięki któ­rej Paryż miał nadzieje hamo­wać mocar­stwowe ape­tyty Nie­miec. Jed­no­cze­śnie były bufo­rem odgra­dza­ją­cym Europę od bol­sze­wic­kiej Rosji i tamą chro­niącą ją przed komu­ni­styczną rewo­lu­cją. I wresz­cie _last but not least_ kli­nem wbi­tym mię­dzy Ber­lin i Moskwę, zabez­pie­cza­ją­cym przed ich ewen­tu­al­nym alian­sem.

Główną sła­bo­ścią nowego porządku były mocar­stwa, które miały go gwa­ran­to­wać. Teo­re­tycz­nie rzecz bio­rąc powi­nien on opie­rać się na zwy­cię­skim trium­wi­ra­cie: Fran­cji, Wiel­kiej Bry­ta­nii i Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Jed­nak mocar­stwa anglo­sa­skie nie wzięły zań peł­nej odpo­wie­dzial­no­ści. Waszyng­ton i Lon­dyn nie raty­fi­ko­wały umów sojusz­ni­czych z Pary­żem, w któ­rych zobo­wią­zy­wały się do przyj­ścia z pomocą w razie nie­spro­wo­ko­wa­nej agre­sji Nie­miec. Umowy te miały być swo­istą rekom­pen­satą za łagod­niej­sze warunki poko­jowe posta­wione Niem­com. Jakby tego było mało, Stany Zjed­no­czone nie raty­fi­ko­wały trak­tatu wer­sal­skiego i nie wstą­piły do Ligi Naro­dów. Świa­do­mie ogra­ni­czyły swój wpływ na poli­tykę euro­pej­ską, mimo że to one stwo­rzyły ide­olo­giczne pod­wa­liny Wer­salu zawarte w kon­cep­cjach pre­zy­denta USA Woodrow Wil­sona.

Fran­cję przy­mu­szono zatem do peł­nie­nia roli osa­mot­nio­nego kon­ty­nen­tal­nego hege­mona. Musiała ona sta­wić czoło kra­jom rewi­zjo­ni­stycz­nym: nie­miec­kiej Rze­szy i bol­sze­wic­kiej Rosji, mając za jedy­nych pew­nych sojusz­ni­ków sła­biut­kie pań­stwa środ­ko­wo­eu­ro­pej­skie. Nie mogła przy tym liczyć na wspar­cie Wiel­kiej Bry­ta­nii, gdyż ta tra­dy­cyj­nie prze­ciw­sta­wiała się ukła­dowi kon­ty­nen­tal­nemu zdo­mi­no­wa­nemu przez jedną potęgę. Lon­dyn grał na powrót Ber­lina do kon­certu mocarstw. Naj­gor­sze jed­nak było to, że roli kon­ty­nen­tal­nego Hege­mona nie zamie­rzali i nie byli w sta­nie odgry­wać sami Fran­cuzi.

Pol­ska była naj­więk­szym i naj­waż­niej­szym dziec­kiem Wer­salu. We fran­cu­skim sys­te­mie sojusz­ni­czym prze­jęła rolę podobną do tej, jaką car­ska Rosja odgry­wała przed rokiem 1914. W oczy­wi­sty spo­sób była to rola na wyrost dla pań­stwa co prawda sto­sun­kowo lud­nego, ale sła­bego spo­łecz­nie i gospo­dar­czo. War­szawa dzięki umo­wie sojusz­ni­czej i kon­wen­cji woj­sko­wej z 1921 roku była naj­waż­niej­szym part­ne­rem Paryża w Euro­pie Środ­ko­wej i Wschod­niej. W grun­cie rze­czy, wzięła na sie­bie zada­nia ponad swoje siły, bo miała trzy­mać w mili­tar­nym sza­chu Niemcy i Rosję rów­no­cze­śnie. Pyta­nie, czy miała jaki­kol­wiek wybór.

Pozo­sta­wiona sama sobie Fran­cja szybko dotarła do gra­nic mocar­stwo­wo­ści. Gdy w roku 1923 oka­zało się, że nie potrafi zmu­sić Nie­miec do ści­słego wypeł­nia­nia zobo­wią­zań wer­sal­skich (oku­pa­cja zagłę­bia Ruhry), zachę­cana przez Wielką Bry­ta­nię porzu­ciła rolę hege­mona. Uznała, że zda się na zasadę rów­no­wagi sił i w ten spo­sób zapewni trwa­nie porządku kon­ty­nen­tal­nego. A to ozna­czało zgodę na poli­tyczne rów­no­upraw­nie­nie Nie­miec i ich powrót do gry w kon­cer­cie mocarstw.

Naj­pierw, w roku 1924, alianci wraz z Niem­cami uzgod­nili plan Dawesa, który zmie­nił mecha­nizm spłat repa­ra­cji. Otwo­rzył on drogę do roko­wań w spra­wie tzw. paktu bez­pie­czeń­stwa, które zakoń­czyły się pod­pi­sa­niem w Locarno w 1925 roku pakietu umów. Ich sens pole­gał na tym, że Ber­lin zagwa­ran­to­wał nie­na­ru­szal­ność swo­ich gra­nic zachod­nich, ale nie uczy­nił tego samego wobec wschod­nich. Wielka Bry­ta­nia i Fran­cja dopu­ściły Niemcy do udziału w euro­pej­skim kon­cer­cie mocarstw i pozwo­liły na stop­niową odbu­dowę ich potęgi. W istotny spo­sób prze­kształ­ciły ówcze­sny porzą­dek euro­pej­ski, albo­wiem, przy­wra­ca­jąc suwe­ren­ność Nie­miec, zgo­dziły się na rezy­gna­cję z „bez­piecz­ni­ków”, jakie zawa­ro­wały sobie w trak­ta­cie wer­sal­skim (przede wszyst­kim z woj­sko­wej kon­troli wschod­nich przy­czół­ków mosto­wych na Renie).

Zgoda mocarstw zachod­nich, by Niemcy nie musiały zagwa­ran­to­wać gra­nic wschod­nich, wyzna­czała dal­szy kie­ru­nek poli­tyki mocarstw. Ber­lin jasno i otwar­cie dekla­ro­wał, że odzy­ska­nie Pomo­rza Gdań­skiego (tzw. kory­ta­rza) i czę­ści Gór­nego Ślą­ska jest prio­ry­te­tem jego poli­tyki zagra­nicznej. A zatem poro­zu­mie­nie mocarstw zachod­nich z Niem­cami, w któ­rym gwa­ran­to­wali oni jedy­nie gra­nicę zachod­nią ozna­czała co naj­mniej _désintéressement_ w odnie­sie­niu do przy­szło­ści gra­nicy wschod­niej. Rewi­zja musiała się jed­nak doko­nać w spo­sób poko­jowy, czyli także za zgodą państw, które na wscho­dzie gra­ni­czyły z Niem­cami. Mocar­stwa poro­zu­miały się w typowy dla sie­bie spo­sób: kosz­tem małych i sła­bych państw środ­ko­wo­eu­ro­pej­skich w pierw­szej kolej­no­ści Pol­ski.

Niemcy w dru­giej poło­wie lat dwu­dzie­stych, w okre­sie gdy mini­strem spraw zagra­nicz­nych był Gustav Stre­se­mann, byli prze­ko­nani, że rewi­zja gra­nic jest na wycią­gnię­cie ręki. Zakła­dali, że Pol­ska znaj­duje się na kra­wę­dzi upadku, wywo­ła­nego nara­sta­ją­cym kry­zy­sem spo­łeczno-gospo­dar­czym. Wów­czas byli gotowi przyjść jej z pomocą, za którą ocze­ki­wali ustępstw tery­to­rial­nych. Wie­rzyli, że Polacy, nie mając innej drogi ratunku, będą musieli przy­stać na taki układ, a mocar­stwa zachod­nie zgo­dzą się nań dla dobra sta­bil­no­ści i pokoju euro­pej­skiego. Taki był nie­miecki _master plan_.

Moż­li­wość stra­te­gicz­nego poro­zu­mie­nia Ber­lina z Pary­żem, Lon­dy­nem i Waszyng­to­nem budziła nie­po­kój jed­nego mocar­stwa – Związku Sowiec­kiego. Sowieci nie brali udziału w kon­fe­ren­cji pary­skiej i nie byli stroną trak­tatu wer­sal­skiego. Zna­leźli się więc w izo­la­cji poza ramami nowego porządku mię­dzy­na­ro­do­wego. Gdy w poło­wie lat dwu­dzie­stych stra­cili nadzieje na szybki wybuch rewo­lu­cji świa­to­wej, roz­po­częli grę na salo­nach dyplo­ma­tycz­nych. Ich pierw­szym suk­ce­sem było poro­zu­mie­nie z Niem­cami zawarte w Rapallo w 1922 roku – układ dwóch paria­sów, któ­rych łączyła nie­zgoda na powstały ład mię­dzy­na­ro­dowy. Ber­lin i Moskwa stwo­rzyły wspólny front sprze­ciwu wobec mocarstw zachod­nich, w szcze­gól­no­ści wobec ich głów­nego eks­po­nenta w Euro­pie Środ­ko­wej – Pol­ski. Niemcy liczyli wów­czas na to, że uda im się doko­nać rewi­zji tanim kosz­tem, bo cudzymi rękoma. Przy­go­to­wy­wali się na sce­na­riusz pod­boju Pol­ski przez Sowiety, wie­rząc, że dzięki niemu na wscho­dzie powróci _sta­tus quo ante bel­lum_.

Pomimo wysił­ków Moskwy Rapallo ni­gdy nie zma­te­ria­li­zo­wało się jako sojusz. W Niem­czech lat 20. zwy­cię­żyła bowiem linia współ­pracy z mocar­stwami zachod­nimi. Rela­cje z Sowie­tami miały słu­żyć Ber­li­nowi przede wszyst­kim jako lewar w rela­cjach z Lon­dy­nem i Pary­żem. Wśród nie­miec­kich elit zwo­len­nicy osi kon­ty­nen­tal­nej Ber­lin-Moskwa byli w mniej­szo­ści; jej naj­więk­szymi entu­zja­stami byli kon­ser­wa­tywni przed­sta­wi­ciele Reich­swehry z gene­ra­łem von Seeck­tem na czele.

Roz­mowy na temat paktu bez­pie­czeń­stwa dopro­wa­dziły do rede­fi­ni­cji rela­cji nie­miecko-sowiec­kich. Moskwa, zagro­żona powtórną izo­la­cją, nie mogła nie zare­ago­wać na to, że Ber­lin wzmac­nia zachodni wek­tor poli­tyki zagra­nicz­nej kosz­tem wschod­niego. Naj­pierw sta­rała się temu prze­ciw­dzia­łać, pró­bu­jąc stor­pe­do­wać poro­zu­mie­nie Ber­lina z Lon­dy­nem i Pary­żem. W tym celu w grud­niu 1924 roku czło­nek kole­gium Ludo­wego Komi­sa­riatu Spraw Zagra­nicz­nych (LKSZ) Wik­tor Kopp zwró­cił się do nie­miec­kiego amba­sa­dora w Moskwie Ulri­cha von Brock­dorff-Rant­zaua z pro­po­zy­cją poro­zu­mie­nia w „kwe­stii pol­skiej”, którą w Ber­linie zro­zu­miano jako ini­cja­tywę roz­bioru Rze­czy­po­spo­li­tej. Gdy Stre­se­mann zwle­kał z odpo­wie­dzią, prze­wod­ni­czący Rady Komi­sa­rzy Ludo­wych (pre­mier ZSRR) Alek­siej Rykow pod­bił stawkę i zaofe­ro­wał Niem­com sojusz mili­tarny skie­ro­wany prze­ciwko Fran­cji i Wiel­kiej Bry­ta­nii. Ber­lin pomimo tych sta­rań nie odrzu­cił oferty mocarstw zachod­nich i w paź­dzier­niku 1925 roku pod­pi­sał trak­taty lokar­neń­skie, a w następ­nym roku stał się człon­kiem Ligi Naro­dów. Sowieci musieli zado­wo­lić się pod­pi­sa­nym w kwiet­niu 1926 roku trak­ta­tem ber­liń­skim, który gwa­ran­to­wał im neu­tral­ność Nie­miec w przy­padku kon­fliktu z Zacho­dem.

Moskwa po Locarno nie miała dobrego wyboru i była zmu­szona podą­żać w tym samym kie­runku co Ber­lin, czyli nor­ma­li­zo­wać sto­sunki z zachod­nimi sąsia­dami, przede wszyst­kim z Pol­ską, a w miarę moż­li­wo­ści także z Fran­cją i Wielką Bry­ta­nią. Kreml nie­po­ko­iło, że poro­zu­mie­nie Nie­miec z Fran­cją i Wielką Bry­ta­nią otwo­rzy moż­li­wość orga­ni­za­cji wiel­kiej anty­ko­mu­ni­stycz­nej kru­cjaty wschod­niej. Sta­lin i jego współ­pra­cow­nicy obse­syj­nie bali się inter­wen­cji mocarstw kapi­ta­li­stycz­nych, która poło­ży­łaby kres wła­dzy bol­sze­wi­ków w Rosji. Dla­tego dostrze­gli wspólny inte­res łączący ich z Pola­kami. W stycz­niu 1925 roku sowiecki połpred (bol­sze­wicy zre­zy­gno­wali z tra­dy­cyj­nych rang dyplo­ma­tycz­nych i sze­fów pla­có­wek zwali połpre­dami, co było skró­tem od peł­no­mocny przed­sta­wi­ciel – _полномочный представитель_) Piotr Woj­kow w roz­mo­wie z pol­skim mini­strem spraw zagra­nicz­nych Alek­san­drem Skrzyń­skim przed­sta­wił ofertę zawar­cia paktu o nie­agre­sji. Skrzyń­ski nie był nią zain­te­re­so­wany, bo ufał w dobrą wolę sojusz­ni­czego Paryża i Lon­dynu, licząc, że w trak­cie przy­szłej kon­fe­ren­cji poświę­co­nej spra­wie bez­pie­czeń­stwa euro­pej­skiego obroni fun­da­men­talne inte­resy swo­jego kraju. Nie­stety, z Locarno wró­cił na tar­czy i jakby tego było mało, w ciągu kilku mie­sięcy poniósł kolejną porażkę, gdy speł­zły na niczym jego próby stor­pe­do­wa­nia nowego trak­tatu pomię­dzy ZSRR a Niem­cami.

Kilka mie­sięcy póź­niej, w wyniku prze­wrotu woj­sko­wego, wła­dzę w Pol­sce objął Józef Pił­sud­ski. Jedną z jego pierw­szych decy­zji była próba odwró­ce­nia skut­ków kolej­nych klęsk dyplo­ma­tycz­nych i zmiana nie­ko­rzyst­nej kon­ste­la­cji, w jakiej Pol­ska zna­la­zła się po Locarno. Zamiast ocze­ki­wać na dobrą wolę mocarstw zachod­nich, pró­bo­wał uło­żyć sto­sunki z dwoma wro­gimi sąsia­dami. Przede wszyst­kim dążył do poro­zu­mie­nia z Niem­cami, a potem do unor­mo­wa­nia, acz­kol­wiek nie na dro­dze trak­ta­to­wej, sto­sun­ków z Sowie­tami. Jego kal­ku­la­cje oka­zały się płonne. Stre­se­mann nie miał naj­mniej­szego zamiaru ukła­dać się z Pol­ską, bo w ten spo­sób wzmoc­niłby kraj, na któ­rego rychły upa­dek liczył. Mar­szał­kowi nieco lepiej powio­dło się na wscho­dzie, gdyż znor­ma­li­zo­wał sto­sunki z Moskwą. Sowieci odczu­wali jed­nak silny nie­do­syt, ponie­waż zale­żało im na zawar­ciu for­mal­nego paktu gwa­ran­cyj­nego lub paktu o nie­agre­sji.

Na początku lat trzy­dzie­stych sytu­acja w Euro­pie Środ­ko­wej i Wschod­niej poważ­nie się skom­pli­ko­wała. Niemcy stali się peł­no­praw­nymi człon­kami kon­certu mocarstw. Wzmac­niali swoją pozy­cję mię­dzy­na­ro­dową i jed­no­cze­śnie coraz aser­tyw­niej sta­wiali postu­lat rewi­zji gra­nicy pol­sko-nie­miec­kiej. Pro­po­no­wali mocar­stwom zachod­nim nastę­pu­jący układ: osta­teczny pokój i sta­bi­li­za­cję w Euro­pie kosz­tem czę­ści tery­to­riów Pol­ski. Cho­dziło o powo­ła­nie do życia trium­wi­ratu: Paryż – Lon­dyn – Ber­lin. A to wszystko przede wszyst­kim na koszt War­szawy i innych kra­jów środ­ko­wo­eu­ro­pej­skich.

Nad Pol­ską zawi­sła realna groźba roz­bioru. Tym razem jed­nak odbyłby się on rów­nież za sprawą mocarstw zachod­nich, które War­szawa trak­to­wała jako głów­nych alian­tów. Było wielce praw­do­po­dobne, że ziści się naj­czar­niej­szy sce­na­riusz. Pol­ska zosta­łaby okro­jona z dwóch klu­czo­wych dla jej bytu regio­nów: Pomo­rza Gdań­skiego i czę­ści Gór­nego Ślą­ska, tra­cąc dostęp do morza, a także klu­czowy okręg prze­my­słowy. Z tej ope­ra­cji wyszłaby na zawsze osła­biona. Nie mia­łaby żad­nego manewru na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej: cze­ka­łaby ją pełna sate­li­ty­za­cja wobec Nie­miec, albo kolejny roz­biór.

Pol­skie elity poli­tyczne nie zda­wały sobie sprawy z grozy sytu­acji i mimo wyraź­nych sygna­łów nie dopusz­czały do myśli nie­lo­jal­no­ści mocarstw zachod­nich. Były przy­zwy­cza­jone do bez­re­flek­syj­nego pły­nię­cia w głów­nym nur­cie poli­tyki wyzna­czo­nej przez Fran­cję i Wielką Bry­ta­nię. Nie były w sta­nie wyobra­zić sobie, że dwa naj­waż­niej­sze mocar­stwa, powo­łane do pod­trzy­my­wa­nia porządku wer­sal­skiego, mogą pew­nego dnia same wystą­pić prze­ciwko niemu.

Pił­sud­ski nie myślał tak jak elity. Wcze­śnie dostrzegł zagro­że­nia zwią­zane z moż­li­wo­ścią poro­zu­mie­nia Fran­cji i Wiel­kiej Bry­ta­nii z Niem­cami. Dla­tego bar­dzo ostro wyra­żał się o trak­ta­tach lokar­neń­skich. Z tego samego względu po zdo­by­ciu wła­dzy dyk­ta­tor­skiej nadał prio­ry­tet sto­sun­kom z Niem­cami i sowiecką Rosją. Jed­nak na początku jego wysiłki dyplo­ma­tyczne nie przy­nio­sły żad­nych skut­ków. Dopiero zmiana uwa­run­ko­wań na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej pozwo­liła mu na sku­teczną grę o obronę i utrwa­le­nie suwe­ren­no­ści Pol­ski. Para­dok­sal­nie w tej grze wyko­rzy­stał dwóch arcyw­ro­gów Pol­ski: Józefa Sta­lina i Adolfa Hitlera.

Sta­lin na prze­ło­mie lat dwu­dzie­stych i trzy­dzie­stych posta­no­wił prze­pro­wa­dzić w ZSRR odgórną rewo­lu­cję, będącą warun­kiem koniecz­nym suk­cesu świa­to­wej rewo­lu­cji i opa­no­wa­nia przez Sowiety kuli ziem­skiej. Powszechna kolek­ty­wi­za­cja miała zapew­nić środki na indu­stria­li­za­cję, w efek­cie któ­rej Sowieci dys­po­no­wa­liby siłą zbrojną, mogącą roz­strzy­gnąć losy świata w trak­cie kon­fliktu powszech­nego. Aby zre­ali­zo­wać ten zamiar, Sta­lin potrze­bo­wał kil­ku­let­niego okresu pokoju z pań­stwami leżą­cymi za zachod­nią gra­nicą ZSRR. Gdy oka­zało się, że jego eks­pe­ry­ment dopro­wa­dził do poważ­nego kry­zysu spo­łeczno-poli­tycz­nego, zdwoił wysiłki na rzecz poko­jo­wych gwa­ran­cji ze strony Pol­ski i Fran­cji. W tym celu zła­mał opór ger­ma­no­fil­sko nasta­wio­nego Ludo­wego Komi­sa­riatu Spraw Zagra­nicz­nych. Jego oso­bi­ste zaan­ga­żo­wa­nie w latach 1930–1932 dopro­wa­dziło w końcu do tego, że Pił­sud­ski zgo­dził się na zawar­cie paktu o nie­agre­sji.

Umowa ta, jak było do prze­wi­dze­nia, spo­wo­do­wała kry­zys w sto­sun­kach sowiecko-nie­miec­kich. Jed­nak Ber­li­nowi na początku lat trzy­dzie­stych nie zale­żało na zupeł­nym zerwa­niu z duchem Rapallo, albo­wiem sowiecka karta na­dal ważyła w roz­gryw­kach z Pary­żem i Lon­dy­nem. Sytu­ację zmie­niło doj­ście Hitlera do wła­dzy w stycz­niu 1933 roku. Wódz naro­do­wych socja­li­stów doko­nał reorien­ta­cji nie­miec­kiej poli­tyki zagra­nicz­nej; osta­tecz­nie zre­zy­gno­wał z prób oży­wie­nia ducha Rapallo i przy­jął kurs na anty­so­wiecki sojusz z Pol­ską.

Pił­sud­ski zna­lazł się w korzyst­nym poło­że­niu, ponie­waż poro­zu­mie­nie z Hitle­rem otwo­rzyło przed nim opcję nie­miecką, umoż­li­wia­jąc balan­so­wa­nie mię­dzy mocar­stwami. W swo­jej poli­tyce zagra­nicz­nej przy­jął zasadę nie­wcho­dze­nia w alians z Niem­cami prze­ciwko ZSRR i odwrot­nie. Pro­blem pole­gał jed­nak na tym, że zarówno Sta­lin, jak i Hitler byli gotowi pod­jąć z nim stra­te­giczną współ­pracę wyłącz­nie pod warun­kiem zawar­cia ści­słego soju­szu mili­tar­nego – dla każ­dego z nich sta­no­wią­cego jedy­nie etap w walce o domi­na­cję nad kon­ty­nen­tem. Sta­lin jako pierw­szy zro­zu­miał, że pod­po­rząd­ko­wa­nie Pol­ski nie będzie moż­liwe, i sto­sun­kowo szybko, już w pierw­szych mie­sią­cach 1934 roku, porzu­cił kon­cep­cję zbli­że­nia. Hitler oka­zał się bar­dziej cier­pliwy i utra­cił nadzieję na sojusz z Pol­ską dopiero wio­sną 1939 roku.

Wielka gra, jaką Pił­sud­ski roze­grał w latach 1932–1934, jest dosko­na­łym przy­kła­dem, że mąż stanu nie kreuje rze­czy­wi­sto­ści, ale wyko­rzy­stuje ją do wła­snych celów. Na początku mar­sza­łek obró­cił na swoją korzyść rela­cje ze Sta­li­nem, zawie­ra­jąc z nim w 1932 roku pakt o nie­agre­sji. Z oczy­wi­stych wzglę­dów akt ów nie miał wyłącz­nie dwu­stron­nego zna­cze­nia. Popra­wiał pozy­cję Pol­ski wobec Nie­miec i mocarstw zachod­nich, zapew­nia­jąc bez­pie­czeń­stwo pol­skich gra­nic wschod­nich. Był wyraź­nym sygna­łem, że Moskwa nie wes­prze ewen­tu­al­nego roz­bioru Pol­ski doko­na­nego przez Niemcy przy popar­ciu mocarstw zachod­nich. _Nota­bene_, nie ozna­cza to wcale, że Sta­lin nie byłby skłonny zaak­cep­to­wać roz­bioru prze­pro­wa­dzo­nego wspól­nie przez sowiecką Rosję i Niemcy, lecz bez udziału Fran­cji i Wiel­kiej Bry­ta­nii.

Następ­nie Pił­sud­ski potra­fił wpi­sać swoją dyplo­ma­cję w zasad­ni­czy prze­łom euro­pej­skiej poli­tyki, jakim było doj­ście do wła­dzy w Niem­czech par­tii nazi­stow­skiej. Dostrzegł, że Hitler był bar­dziej zain­te­re­so­wany pod­bo­jem ZSRR niż rewi­zją gra­nic. Zawarł więc z nim poro­zu­mie­nie, które _ad calen­das Gra­ecas_ odło­żyło groźbę roz­bioru Pol­ski spro­ku­ro­wa­nego wspól­nie przez Niemcy i mocar­stwa zachod­nie. To mistrzow­skie wyko­rzy­sta­nie oko­licz­no­ści nie tylko ura­to­wało suwe­ren­ność Rzecz­po­spo­li­tej, ale także pozwo­liło jej przez kilka lat cie­szyć się pod­mio­tową pozy­cją w Euro­pie. War­szawa prze­stała być sate­litą Paryża, nie wpa­da­jąc w zależ­ność od Moskwy lub Ber­lina. Mar­szał­kowi udała się więc wielka sztuka, bo Pol­ska uzy­skała naj­szer­sze pole manewru dyplo­ma­tycz­nego w całej swo­jej poroz­bio­ro­wej histo­rii.ROZDZIAŁ 1. PIŁSUDSKIEGO GRA O PODMIOTOWOŚĆ POLSKI

Józef Pił­sud­ski był wytraw­nym kon­spi­ra­to­rem, nie miał więc w zwy­czaju dzie­lić się prze­my­śle­niami na temat poli­tyki zagra­nicz­nej nawet z naj­bliż­szymi współ­pra­cow­ni­kami. Inna sprawa, czy w ogóle two­rzył zło­żone stra­te­gie w tej dzie­dzi­nie. W tym punk­cie róż­nił się od swo­ich głów­nych kon­ku­ren­tów Sta­lina i Hitlera, któ­rzy powo­do­wani ide­olo­giami wymy­ślali szcze­gó­łowe pro­gramy poli­tyczne, a następ­nie sta­rali się je wdra­żać. Pił­sud­ski naj­bli­żej był wzorca postu­lo­wa­nego przez Makia­wela, poli­tyka zorien­to­wa­nego na wła­dzę, na jej zdo­by­cie, zacho­wa­nie i roz­sze­rza­nie. Nie był dok­try­ne­rem i nie miał szcze­gól­nej pre­dy­lek­cji do ide­olo­gii. Czuł, że mate­ria jego dzia­ła­nia, rze­czy­wi­stość spo­łeczna, nie pod­daje się łatwo ludz­kim zmy­słom, rozu­mowi i woli. Nie spo­sób jej zatem ura­biać i for­mo­wać zgod­nie z wła­snymi zamie­rze­niami i pla­nami. Poli­tyk, praw­dziwy mąż stanu, rozu­mie, że nie two­rzy histo­rii, ale, że w grun­cie rze­czy jest jej two­rzywem. Dla­tego klu­czowe zna­cze­nie ma dla niego nie tyle reflek­sja nad wykon­cy­po­wa­nymi stra­te­giami, co umie­jęt­ność dostrze­że­nia tego, czego nie widzą inni, łut szczę­ścia, intu­icja i wła­ściwa kal­ku­la­cja ryzyka. Krótko mówiąc, cechuje go pokora wobec rze­czywistości. Pił­sud­ski, co prawda, demon­stro­wał ją z rzadka, ale w roz­mo­wie z nie­miec­kim poli­tykiem w roku 1933, odno­sząc się alu­zyj­nie do Hitlera, stwier­dził za Goethem, że „mistrza poznać po ogra­ni­cze­niu”.

Praw­dziwy mąż stanu – wbrew obie­go­wym wyobra­że­niem – wcale nie przy­po­mina arcy­mi­strza sza­cho­wego, który przed roz­po­czę­ciem gry prze­my­ślał moż­liwe stra­te­gie, a jego suk­ces wynika z inte­lek­tu­al­nej prze­wagi nad prze­ciw­ni­kiem. Poli­tyka to nie sza­chy, cho­ciażby dla­tego, że jest grą o wiele bar­dziej skom­pli­ko­waną i nie spo­sób zamknąć jej w skoń­czo­nej licz­bie reguł. Poli­tyk musi pole­gać i dosto­so­wy­wać się do cią­gle zmie­nia­ją­cej się rze­czy­wi­sto­ści, a nie ślepo trzy­mać się wymy­ślo­nych a priori stra­te­gii. Dok­try­ner­stwo prę­dzej czy póź­niej przy­nosi mu klę­skę.

Mistrzem tak rozu­mia­nej poli­tyki był Bismarck. Sens swo­jego fachu wyja­śniał z nad­zwy­czajną pokorą, wręcz umniej­sza­jąc swoją rolę. Uży­wał meta­fory prądu i fali, twier­dząc, że nie można pły­nąć prze­ciwko nim, a co naj­wy­żej je wyko­rzy­sty­wać. Porów­ny­wał poli­tyka do czło­wieka idą­cego przez las, który nie widzi jesz­cze drogi, ale widzi kie­ru­nek, w któ­rym znaj­duje się jego cel – koniec lasu. Idzie więc w tę stronę, wybie­ra­jąc ścieżki, które się przed nim otwie­rają. Jak­kol­wiek Pił­sud­ski nie pozo­sta­wił po sobie takich dzia­ła­ją­cych na wyobraź­nię meta­for, to jed­nak dobrze opi­sują one jego spo­sób upra­wia­nia poli­tyki. I to dawało mu ważny atut w grach ze Sta­li­nem i Hitle­rem.

Nie powinno zatem dzi­wić, że Pił­sud­ski nie przed­sta­wił ni­gdy cało­ścio­wej kon­cep­cji poli­tyki zagra­nicz­nej. Ni­gdy takiej nie miał, bo nie była mu potrzebna, gdyż kie­ro­wał się zupeł­nie oczy­wi­stą mak­symą, zgod­nie z którą jego dzia­ła­nia na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej mają słu­żyć zacho­wa­niu bytu pań­stwa pol­skiego. Mar­sza­łek dzie­lił się ze swo­imi współ­pra­cow­ni­kami myślami na ten temat, wyda­jąc im szcze­gó­łowe instruk­cje. Dla­tego ana­lizę jego dzia­łań należy poprze­dzić przy­wo­ła­niem kilku rela­cji, jakie pozo­sta­wili po sobie bez­po­średni wyko­nawcy jego pole­ceń. Rzucą one pewne świa­tło na jego rozu­mie­nie dyplo­ma­cji. Trzeba jed­nak pamię­tać, że każda z nich jest rodza­jem wytycz­nych kon­kret­nego dzia­ła­nia, prze­zna­czo­nych dla kon­kret­nej osoby w kon­kret­nym cza­sie. Dla­tego pełna rekon­struk­cja poli­tyki zagra­nicz­nej Pił­sud­skiego przy­nie­sie dopiero ana­liza gier mar­szałka z jego głów­nymi kon­ku­ren­tami zawarta w kolej­nych roz­dzia­łach.

Decy­zję o akty­wi­za­cji pol­skiej poli­tyki zagra­nicz­nej Pił­sud­ski pod­jął pod koniec roku 1930. Sprzy­jała temu sta­bi­li­za­cja wewnętrzna jego reżimu, czego dowo­dem były listo­pa­dowe wybory do Sejmu i Senatu, które zakoń­czyły się suk­ce­sem BBWR. W tych oko­licz­no­ściach 18 listo­pada 1930 roku odbyła się „kon­fe­ren­cja”, w któ­rej obok mar­szałka wzięli udział: pre­zy­dent Ignacy Mościcki, Walery Sła­wek, Kazi­mierz Świ­tal­ski i Józef Beck. W jej trak­cie Pił­sud­ski prze­ka­zał naj­bliż­szym współ­pra­cow­ni­kom swoje poli­tyczne zamiary. Na wstę­pie zauwa­żył, że „mamy 5 lat spo­koj­nego życia i trzeba ten okres czasu umieć wyzy­ska㔹. Potem doko­nał krót­kiej oceny dotych­cza­so­wych rzą­dów wła­snego obozu, twier­dząc, że ich wadą było to, iż „nie obra­ca­li­śmy się dość swo­bod­nie i oba­wia­li­śmy się roz­strzy­ga­nia w spra­wach finan­so­wych, jak i w spra­wach poli­tyki zagra­nicz­nej”. Dodał, że gdy go zabrak­nie, „będzie musiała Pol­ska ustę­po­wać zagra­nicy w spra­wach, które nie wyma­gają zupeł­nie ustępstw, gdyż w bar­dzo wielu kwe­stiach, w któ­rych ist­nieje nacisk zagra­nicy, można po pro­stu nie ustę­po­wa㔲. Skry­ty­ko­wał przy tej oka­zji Zale­skiego, który miał zwy­czaj stra­szyć zaostrze­niem sytu­acji mię­dzy­na­ro­do­wej, aby wytar­go­wać wię­cej pie­nię­dzy budże­to­wych dla swo­jego resortu. Wyja­śnił, że obec­nie Zale­ski chciałby iść na ustęp­stwa wobec mniej­szo­ści naro­do­wych, na co nie będzie jego zgody, ponie­waż „wkrótce mogli­by­śmy odwró­cić zupeł­nie sto­su­nek i zacząć mniej­szo­ściom «wła­zić w dupę»”.

Mar­sza­łek nega­tyw­nie oce­nił poli­tykę MSZ, zarzu­ca­jąc jej, że „ma kie­ru­nek naj­zu­peł­niej fał­szywy, gdyż negli­żuje wschód, a nato­miast ma skłon­ność do «wła­że­nia w dupę» zacho­dowi”³. Dla­tego uznał za konieczne wzmoc­nie­nie mini­ster­stwa i poin­for­mo­wał zebra­nych o dwóch decy­zjach per­so­nal­nych: wysła­niu dotych­cza­so­wego wice­mi­ni­stra spraw zagra­nicz­nych Alfreda Wysoc­kiego na szefa pla­cówki w Ber­li­nie i nomi­no­wa­niu na jego miej­sce Józefa Becka oraz mia­no­wa­niu Tade­usza Scha­et­zla na sta­no­wi­sko naczel­nika Wydziału Wschod­niego MSZ. Na koniec uznał, że sytu­acja mię­dzy­na­ro­dowa „raczej się popra­wiła”, co uza­sad­nił w nastę­pu­jący spo­sób: „Ame­ryka ciśnie w tej chwili nie­da­wa­niem kre­dy­tów Niem­com, sto­su­nek nasz z Fran­cją tro­chę się popra­wił, Wło­chy raczej chcą iść na pewne umi­zgi, a Anglia przy obec­nym rzą­dzie nie szko­dzi nam”⁴.

Ta zde­cy­do­wana kry­tyka pol­skiej poli­tyki zagra­nicz­nej może dzi­wić, albo­wiem uczest­nicy kon­fe­ren­cji wie­dzieli, że poli­tyka zagra­niczna leżała wyłącz­nie w dome­nie mar­szałka. A zatem Pił­sud­ski musiał godzić się na to, że w końcu lat 20. XX wieku była ona ule­gła wobec mocarstw zachod­nich (przede wszyst­kim Fran­cji) oraz zanie­dby­wała (tak chyba należy rozu­mieć słowo „negli­żo­wała”) to, co działo się za wschod­nią gra­nicą Pol­ski. Taka ocena podyk­to­wana była zapewne fak­tem, że pierw­sza próba korekty kursu, jaką mar­sza­łek pod­jął zaraz po zama­chu majo­wym, nie powio­dła się: Niemcy nie zgo­dziły się na zawar­cie ogól­nego poro­zu­mie­nia poli­tycz­nego, słu­żą­cego gene­ral­nemu upo­rząd­ko­wa­niu sto­sun­ków dwu­stron­nych, a Sowieci byli nie­usa­tys­fak­cjo­no­wani zwy­kłą nor­ma­li­za­cją, gdyż chcieli zawrzeć z Pol­ską poro­zu­mie­nie trak­ta­towe. Ina­czej mówiąc, w latach 1926–1930 Pił­sud­ski grał na prze­cze­ka­nie. Jak widać z prze­biegu powyż­szej narady, pod koniec roku 1930 dostrzegł moż­li­wość zak­ty­wi­zo­wa­nia pol­skiej poli­tyki zagra­nicz­nej. Decy­zja o zmia­nach per­so­nal­nych w MSZ poka­zuje, że pla­no­wał nowe otwar­cie w sto­sun­kach ze Związ­kiem Sowiec­kim. Zasto­so­wał manewr balan­so­wa­nia: skoro nie udało się dojść do poro­zu­mie­nia z Ber­li­nem, to trzeba zagrać z Moskwą.

Nie­przy­pad­kowo wła­śnie w listo­pa­dzie i grud­niu 1930 roku doszło do kolej­nych son­daży pol­sko-sowiec­kich, w które bar­dzo sil­nie zaan­ga­żo­wał się sam Sta­lin (patrz niżej). Gen­sek za pośred­nic­twem szefa przed­sta­wi­ciel­stwa dyplo­ma­tycz­nego w Anka­rze prze­ka­zał stro­nie pol­skiej sygnał goto­wo­ści do ustępstw w klu­czo­wej spra­wie, zwią­za­nej z nego­cjo­wa­niem paktu pol­sko-sowiec­kiego, a mia­no­wi­cie wyra­ził zgodę, aby trak­taty ZSRR z limi­tro­fami, czyli pań­stwami gra­ni­czą­cymi z ZSRR na Zacho­dzie, zostały zawarte jed­no­cze­śnie i na iden­tycz­nych warun­kach. Pił­sud­ski w odpo­wie­dzi zako­mu­ni­ko­wał, że zawar­cie paktu o nie­agre­sji uważa za moż­liwe i, że zaj­mie się sto­sun­kami pol­sko-sowiec­kimi w całym ich zakre­sie. Co dla niego cha­rak­te­ry­styczne, o tych kon­kre­tach nawet sło­wem nie zająk­nął się w trak­cie listo­pa­do­wej kon­fe­ren­cji ze swo­imi naj­bliż­szymi współ­pra­cow­ni­kami. Potwier­dza to tezę, że wię­cej o jego poli­tyce zagra­nicz­nej dowiemy się z ana­lizy pol­skiej prak­tyki dyplo­ma­tycz­nej tego okresu, ani­żeli z jego prze­mów wygła­sza­nych w gro­nie naj­bliż­szych współ­pra­cow­ni­ków.

Dyrek­tywę o akty­wi­za­cji poli­tyki zagra­nicz­nej Pił­sud­ski uszcze­gó­ło­wił nieco w trak­cie narady, jaką odbył z wice­mi­ni­strem Bec­kiem na prze­ło­mie roku 1931 i 1932. Mar­sza­łek podzie­lił się reflek­sją, „, że arma­tura poli­tyczna sto­sun­ków euro­pej­skich słab­nie w dal­szym ciągu, z jed­nej strony naka­zuje więk­szą czuj­ność i bar­dziej indy­wi­du­alne usta­wie­nie poli­tyki pol­skiej, gdyż na orga­ni­za­cje kolek­tywne nie można już za wiele liczyć, a z dru­giej strony otwiera być może okres upo­rząd­ko­wa­nia pol­skich spraw «zale­głych»”⁵, czyli Gdań­ska, trak­tatu mniej­szo­ścio­wego, rela­cji z Litwą oraz Ślą­ska Cie­szyń­skiego.

Pił­sud­ski przy­znał, że te cztery sprawy wyma­gają roz­wią­za­nia i są spu­ści­zną po pierw­szych latach nie­pod­le­głej Rze­czy­po­spo­li­tej, która wów­czas była zbyt słaba, aby sobie z nimi pora­dzić. Następ­nie omó­wił każdą z nich. W Gdań­sku „w obec­nym sta­nie rze­czy nie­mal codzien­nie tra­cimy coś z naszego stanu posia­da­nia i możemy dojść do sytu­acji nie­bez­piecz­nie dra­stycz­nej”⁶. Aby temu prze­ciw­dzia­łać, strona pol­ska winna zaostrzać spór, a nawet wziąć pod uwagę „moc­niej­sze ude­rze­nia”. Trak­tat mniej­szo­ściowy stał się czyn­ni­kiem roz­kła­da­ją­cym pań­stwo od wewnątrz. Pro­blem ten będzie musiał być roz­wią­zany drogą fak­tów doko­na­nych, ponie­waż insty­tu­cje Ligi Naro­dów nie dają nadziei na roz­wią­za­nie. Z akcją na tym fron­cie należy jed­nak zacze­kać na odpo­wied­nią koniunk­turę. Z Litwą trzeba pod­jąć próbę dys­kret­nych roz­mów, mając świa­do­mość kontr­ak­cji ze strony Ber­lina i Moskwy i _désintéressement_ Fran­cji. Z kolei decy­zje w spra­wie Ślą­ska Cie­szyń­skiego będą mogły zostać pod­jęte tylko „w razie wiel­kiego wstrząsu”. Beck przy­po­mniał w tym kon­tek­ście, że mar­sza­łek nie wie­rzył w trwa­łość bytu pań­stwo­wego Cze­cho­sło­wa­cji. Na koniec tej narady Pił­sud­ski ponow­nie dał do zro­zu­mie­nia Bec­kowi, że „w miarę zaostrza­nia się sytu­acji i otwie­ra­nia wspo­mnia­nych pro­ble­mów”⁷ powi­nien się liczyć z obję­ciem teki mini­stra spraw zagra­nicz­nych po Zale­skim.

Jak wynika z powyż­szego, Pił­sud­ski na początku lat trzy­dzie­stych dostrzegł zmianę kon­ste­la­cji mię­dzy­na­ro­do­wej, która otwie­rała przed Pol­ską moż­li­wość pro­wa­dze­nia bar­dziej aktyw­nej poli­tyki zagra­nicz­nej oraz ure­gu­lo­wa­nia zale­głych kwe­stii w rela­cjach z sąsia­dami. W trak­cie tej roz­mowy nie poru­szono jed­nak naj­waż­niej­szej kwe­stii, a mia­no­wi­cie powodu słab­nię­cia „arma­tury” mię­dzy­na­ro­do­wej, pozwa­la­ją­cej myśleć o roz­wią­za­niu spraw zale­głych. Z pol­skiego punktu widze­nia klu­czową zmianą kon­ste­la­cji mię­dzy­na­ro­do­wej na prze­ło­mie roku 1931 i 1932 było poro­zu­mie­nie, jakie Pił­sud­ski zawarł ze Sta­li­nem, któ­rego kon­se­kwen­cją mógł być kry­zys w rela­cjach sowiecko-nie­miec­kich. Ale nie­stety tra­dy­cyj­nie w roz­mo­wach ze swo­imi naj­bliż­szymi współ­pra­cow­ni­kami, wier­nymi wyko­naw­cami swo­jej poli­tyki zagra­nicz­nej, mar­sza­łek bar­dzo ostroż­nie wypo­wia­dał się na temat sensu swo­ich kon­cep­cji.

Warto rów­nież zwró­cić uwagę, że dwie spo­śród „zale­głych” kwe­stii, o któ­rych Pił­sud­ski roz­ma­wiał z Bec­kiem, doty­czyły pośred­nio Nie­miec. W Ber­li­nie rzą­dziły wów­czas gabi­nety nie­przy­chylne Pol­sce, które nie tylko nie były skłonne do jakich­kol­wiek ustępstw w spra­wach Gdań­ska czy mniej­szo­ści, lecz wręcz coraz wyraź­niej pod­wa­żały tery­to­rialne _sta­tus quo_ w rela­cjach z Pol­ską. Czy Pił­sud­ski pla­no­wał zatem zaostrze­nie sporu z Niem­cami? Jaka kal­ku­la­cja stra­te­giczna mogła stać za takim zamia­rem?

Mar­sza­łek dostrze­gał przede wszyst­kim słab­nię­cie osi Moskwa–Ber­lin, czego sygna­łem była fina­li­za­cja roz­mów na temat pol­sko-sowiec­kiego paktu o nie­agre­sji. Miał przy tym świa­do­mość sła­bo­ści mili­tar­nej Nie­miec zwią­za­nej z obo­wią­zu­ją­cymi jesz­cze posta­no­wie­niami wer­sal­skimi. Z tego punktu widze­nia była to ostat­nia moż­li­wość wej­ścia w spór z Niem­cami, ponie­waż na początku lat 30. mocar­stwa zachod­nie zgo­dziły się na stop­niowe usu­wa­nie nało­żo­nych na Niemcy ogra­ni­czeń w dzie­dzi­nie zbro­jeń. Taki spro­wo­ko­wany kry­zys w sto­sun­kach pol­sko-nie­miec­kich byłby świet­nym spraw­dzia­nem sto­sunku mocarstw zachod­nich do Pol­ski, a przede wszyst­kim war­to­ści soju­szu pol­sko-fran­cu­skiego. Oka­zja do tego nada­rzyła się szybko. W czerwcu 1932 roku ORP Wicher wpły­nął do portu gdań­skiego, czy­niąc honory gospo­da­rza wobec flo­tylli Royal Navy. Gdyby wła­dze Gdań­ska pod­jęły próbę uczy­nie­nia jakie­go­kol­wiek despektu pol­skiej ban­de­rze, dowódca pol­skiego okrętu otrzy­mał roz­kaz ostrze­la­nia naj­bliż­szego budynku nale­żą­cego do Wol­nego Mia­sta. Dzięki tej demon­stra­cji mili­tar­nej udało się zała­twić pewną zale­głą sprawę, a mia­no­wi­cie odno­wić wypo­wie­dzianą na początku roku 1931 przez wła­dze Gdań­ska umowę o korzy­sta­niu przez okręty RP z tam­tej­szego portu.

Pił­sud­ski wymie­nił Zale­skiego na Becka pod koniec 1932 roku. Ten ostatni dwu­krot­nie zre­la­cjo­no­wał treść instruk­cji, jaką wtedy otrzy­mał od mar­szałka. W prze­mó­wie­niu do urzęd­ni­ków MSZ wygło­szo­nym 3 listo­pada 1937 roku z oka­zji pią­tej rocz­nicy obję­cia przez sie­bie urzędu wspo­mi­nał, że 2 listo­pada 1932 roku Pił­sud­ski udzie­lił mu dwóch wska­zó­wek:

„Pierw­sze – powie­dział mi Mar­sza­łek: «Musi pan pamię­tać, że idą czasy, kiedy zachwieje się kon­wen­cjo­nalna struk­tura życia mię­dzy­na­ro­do­wego, jaka cią­gnęła się w poprzed­nich dzie­się­ciu latach pra­wie. Formy, do któ­rych świat się już pra­wie jakby do sta­łych przy­zwy­czaił, kru­szeją. Na nowo nam trzeba będzie spraw­dzać myśli i na nowo jakby wery­fi­ko­wać pań­stwa, jakby okre­ślać ich prawo zabie­ra­nia głosu w szer­szym czy mniej­szym zna­cze­niu. Zja­wi­sku temu towa­rzy­szyć będzie sze­reg dłu­gich kom­pli­ka­cji i dla nas, dla Pol­ski, sta­nie się pro­blem podej­mo­wa­nia z cza­sem walki, może prze­ciwko wszyst­kim, a w każ­dym razie popra­wienia tej naj­now­szej powo­jen­nej histo­rii naszej, która z natury rze­czy zosta­wiła za nami smugi sła­bo­ści, nie­do­kład­no­ści i nie­do­cią­gnięć» .

Druga rzecz – w tej samej roz­mo­wie, przy odej­ściu, powie­dział Komen­dant: «Ale pamię­taj­cie przede wszyst­kim, że nie wolno robić myśli i pla­nów ponad wytrzy­ma­łość instru­mentu, który ma je wyko­nać, bo wszystko robią ludzie»”⁸.

W grud­niu 1939 roku w rumuń­skim Bra­sov Beck podyk­to­wał Wła­dy­sła­wowi Pobóg-Mali­now­skiemu tro­chę inną wer­sję tej instruk­cji. Pierw­szą zasadą postę­po­wa­nia miało być utrzy­my­wa­nie dobrych sto­sun­ków z sąsia­dami, drugą – prze­strze­ga­nie zobo­wią­zań, wyni­ka­ją­cych z ist­nie­ją­cych soju­szy. Mar­sza­łek przed­sta­wił także kilka reguł tech­nicz­nych. Przy­ka­zał Bec­kowi, aby ten pamię­tał, że „sto­pień zain­te­re­so­wa­nia Pol­ski kra­jami Europy i świata zależy od odle­gło­ści geo­gra­ficz­nej, w dąże­niu do celu trzeba prze­cho­dzić jak pług od śniegu; usu­wa­nie prze­szkód zaczy­nać trzeba zawsze od strony naj­trud­niej­szej, za wszelką cenę trzy­mać się swego i bro­nić swego; sprze­ci­wiać się wszel­kiej decy­zji, powzię­tej bez udziału Pol­ski w spra­wach ją obcho­dzą­cych; wresz­cie – ni­gdy, nikomu, ni­gdzie nie kła­niać się bez potrzeby”⁹.

Jak widać instruk­cja, jaką Beck otrzy­mał od Pił­sud­skiego na początku urzę­do­wa­nia, była bar­dzo ogól­nej natury. Skła­dała się z pew­nych nie­po­ko­ją­cych prze­czuć mar­szałka doty­czą­cych nie­trwa­ło­ści obec­nego porządku mię­dzy­na­ro­do­wego oraz wska­zań, naka­zu­ją­cych dużą ostroż­ność w dzia­ła­niach dyplo­ma­tycz­nych. A prze­cież wiemy z dal­szego biegu histo­rii, że nomi­na­cja Becka miała wyraźny cel, a mia­no­wi­cie była przy­go­to­wa­niem do wiel­kiej ofen­sywy dyplo­ma­tycz­nej, jaką Pił­sud­ski podej­mie w latach 1932–1934, słu­żą­cej odda­le­niu zagro­że­nia rewi­zją gra­nicy zachod­niej i prze­kształ­ce­niu rela­cji w trój­ką­cie War­szawa–Ber­lin–Moskwa.

Decy­du­jące dla poli­tyki Pił­sud­skiego oka­zały się zmiany w Niem­czech. Już w stycz­niu 1933 roku mar­sza­łek prze­czu­wał, że dla pol­skiej poli­tyki zagra­nicz­nej nad­cho­dzą rewo­lu­cyjne czasy¹⁰. Świ­tal­ski, rela­cjo­nu­jąc „kon­fe­ren­cję” u Pry­stora z 18 stycz­nia 1933 roku, w któ­rej wzięli rów­nież udział Beck i Sła­wek, zapi­sał: „Z rela­cji Becka wyglą­da­łoby na to, że Komen­dant wyjąt­kowo inten­syw­nie inte­re­suje się kwe­stiami poli­tyki zagra­nicz­nej i nale­ża­łoby przy­pusz­czać, że Komen­dant w jakimś momen­cie chciałby przy­stą­pić do ofen­sywy na tym tere­nie”. I rze­czy­wi­ście, widocz­nymi efek­tami tej ofen­sywy na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej były roz­mowa Hitlera z Wysoc­kim, do któ­rej doszło w maju, a następ­nie lip­cowa wizyta pre­zy­denta Senatu Wol­nego Mia­sta Gdań­ska, Her­manna Rau­sch­ninga. Wyda­rze­nia te sta­no­wiły wyraźne świa­dec­two istot­nej zmiany kon­ste­la­cji mię­dzy­na­ro­do­wej. Do końca lat 20. Niemcy i Zwią­zek Sowiecki izo­lo­wały Pol­skę. Pierw­szy izo­la­cję tę prze­rwał Sta­lin w 1930 roku, a następ­nie Hitler w roku 1933. W ten spo­sób przed Pił­sud­skim otwo­rzyły się dwie dotych­czas zamknięte opcje – naj­pierw wschod­nia, a następ­nie zachod­nia.

Pił­sud­ski był świa­dom korzy­ści, zwią­za­nych z powsta­niem nowej kon­ste­la­cji. Ujaw­nia to narada w Pikie­lisz­kach 21 lipca 1933 roku, w trak­cie któ­rej mar­sza­łek w obec­no­ści mini­stra Becka prze­ka­zał instruk­cję Alfre­dowi Wysoc­kiemu, który wła­śnie został mia­no­wany amba­sa­do­rem przy Kwi­ry­nale. Pił­sud­ski zaczął od uwagi, że „Pol­ska myślała, że Ita­lia będzie pro­wa­dziła i pro­wa­dzi, tak jak ona, poli­tykę samo­dzielną, nie­za­leżną, poli­tykę wol­nej ręki. Oka­zało się jed­nak, że tak nie jest”¹¹. Mar­sza­łek nie wyja­śnił jed­nak, dla­czego jego zda­niem poli­tyka Mus­so­li­niego nie jest nie­za­leżna i od razu prze­szedł do kwe­stii nie­miec­kich. Pochwa­lił Wysoc­kiego, który do nie­dawna był posłem w Ber­li­nie, że słusz­nie prze­wi­dział, że reżim hitle­row­ski usta­bi­li­zuje swoją wła­dzę oraz, że nie dopro­wa­dzi do pogor­sze­nia sto­sun­ków z Pol­ską, a być może wpły­nie nawet na ich polep­sze­nie. Dodał, że oba­wia się, że jun­krzy i nacjo­na­li­ści nie­mieccy mogą prze­szko­dzić Hitle­rowi w polep­sze­niu sto­sun­ków z Pol­ską. Następ­nie krótko wyło­żył zasady pol­skiej poli­tyki zagra­nicz­nej. Powinna ona przede wszyst­kim stać na straży trak­ta­tów, które gwa­ran­tują obecny porzą­dek tery­to­rialny w Euro­pie. Zauwa­żył jed­nak, że w przy­padku, gdy inni sygna­ta­riu­sze je zła­mią, to Pol­ska pój­dzie w ich ślady i pozbę­dzie się zobo­wią­zań, jakie one na nią nakła­dają. Zapew­nił, że Pol­ska ni­gdy nie będzie człon­kiem Małej Ententy i to nie z powodu, „aby­śmy nie chcieli iść z tym d… Benešem, ale z tego powodu, iż mamy w naszej poli­tyce pewne tra­dy­cje i pewne sen­ty­menty, któ­rych ni­gdy się nie wyrzek­niemy”¹². Pił­sud­ski uza­sad­nił to sto­sun­kiem Pol­ski do Węgier i Tur­cji.

Mar­sza­łek odniósł się też do ansz­lusu Austrii. Zauwa­ża­jąc, że Mus­so­lini jest mu „bar­dzo prze­ciwny”, poin­stru­ował Wysoc­kiego: „niech pan do tych spraw ni­gdy się nie mie­sza ani się niczym nie przej­muje, bo my jeste­śmy gotowi sprze­dać cały ów _Anschluss_, tylko musimy dostać za niego dobrą cenę. Nie będzie także zbyt­nio się gnie­wać, jeżeli połu­dniowy Tyrol wróci z powro­tem do swej macie­rzy nie­miec­kiej”¹³. O ZSRR Pił­sud­ski kazał Wysoc­kiemu mil­czeć, ponie­waż uznał, że „się na tym nie wyznaje, więc lepiej sie­dzieć cicho”. W kon­tak­tach z Bry­tyj­czy­kami pole­cił przy­po­mi­nać rolę, jaką odgrywa w regio­nie:

„My pra­cu­jemy istot­nie nad pacy­fi­ka­cją Wschodu. Dążymy do sta­bi­li­za­cji sto­sun­ków Moskwy z jej sąsia­dami, do wyrów­na­nia prze­ci­wieństw mię­dzy ZSRR i Rumu­nią, do utwier­dze­nia nie­pod­le­gło­ści państw bał­tyc­kich. W tym celu pra­cu­jemy nad zawie­ra­niem pak­tów regio­nal­nych, a nie dok­try­nal­nych, bo tylko pakty regio­nalne mają swoją realną, a nie papie­rową war­tość. Poza tym nie mie­szamy się do spraw, które nas bez­po­śred­nio nie obcho­dzą, i nie wtrą­camy naszych trzech gro­szy do ogól­no­eu­ro­pej­skich dok­tryn”¹⁴.

To ogra­ni­czone zain­te­re­so­wa­nie poli­tyką świa­tową powo­duje, że Pol­ska według Pił­sud­skiego ma „dość luźny zwią­zek z Ligą Naro­dów”. Łączą ją bowiem z nią tylko trzy kwe­stie: Gdańsk, Górny Śląsk i mniej­szo­ści naro­dowe. Mar­sza­łek przy­znał, że w ciągu ostat­nich kilku lat zasta­na­wiał się nad wystą­pie­niem z Ligi, gdyby jej dzia­ła­nia oka­zały się dla Pol­ski nie­bez­pieczne. Zauwa­żył jed­nak obec­nie poprawę sytu­acji, albo­wiem „ Pol­ska nie­za­gro­żona od Wschodu i Zachodu wcho­dzi naresz­cie w sta­dium zupeł­nej nie­za­leż­no­ści swej poli­tyki, która może słu­żyć tylko wła­snym pol­skim, a nie cudzym inte­re­som”¹⁵.

Pił­sud­ski zauwa­żył, że to „unie­za­leż­nie­nie od wszel­kich obcych wpły­wów”, do któ­rego zawsze dążył, pro­wa­dzi do nor­mal­no­ści w sto­sun­kach z Fran­cją. Dla­tego uwa­żał, że rolą nowego amba­sa­dora w Rzy­mie będzie uświa­do­mie­nie gospo­da­rzom istot­nego zna­cze­nia rela­cji pol­sko-fran­cu­skich:

„Jeste­śmy zawsze gotowi speł­nić nasze zobo­wią­za­nia wobec Fran­cji, jeżeli zaj­dzie tego potrzeba, i uwa­żam przy­mie­rze z nią za jedną z pod­staw mojej poli­tyki naro­do­wej. Staje się ono aktu­alne w razie agre­sji Nie­miec w sto­sunku do Fran­cji lub do nas, pozo­sta­wia jed­nak obu stro­nom zupełną swo­bodę ruchów”¹⁶.

Moty­wem prze­wod­nim tej roz­mowy była nie­za­leż­ność Pol­ski na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej. Sta­łym ele­men­tem poli­tyki zagra­nicz­nej Pił­sud­skiego od roku 1926 było unie­za­leż­nie­nie od obcych wpły­wów. Był on nie­wąt­pli­wie fana­ty­kiem nie­za­leż­no­ści i ta jego postawa miała uza­sad­nie­nie, ponie­waż przez prze­szło pół wieku swo­jego życia doświad­czał braku bytu pań­stwo­wego Pol­ski. Dla­tego po odzy­ska­niu przez nią nie­pod­le­gło­ści jego poko­le­niu towa­rzy­szyła wyide­ali­zo­wana wizja nie­za­leż­no­ści wła­snego, świeżo zdo­by­tego pań­stwa. Ta wizja nie prze­szka­dzała jed­nak Pił­sud­skiemu dostrze­gać rze­czy­wi­sto­ści. Pol­ska po roku 1918 nie była mocar­stwem, na co pośred­nio zwró­cił uwagę mar­sza­łek w tej roz­mo­wie, wska­zu­jąc na ogra­ni­czone do wła­snego regionu zain­te­re­so­wa­nia pol­skiej dyplo­ma­cji. Dla­tego była uwi­kłana w róż­no­rodne zależ­no­ści, przede wszyst­kim ze strony Fran­cji. Jed­nak od początku swo­ich rzą­dów Pił­sud­ski sta­rał się uzy­skać „samo­dzielną” pozy­cję, by mieć „wolną rękę” na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej. Co naj­waż­niej­sze, w jego oce­nie Pol­ska w lipcu 1933 roku osią­gnęła „sta­dium zupeł­nej nie­za­leż­no­ści”. Udało się to dzięki odsu­nię­ciu zagro­że­nia ze strony Rosji Sowiec­kiej i Nie­miec, czyli dzięki balan­so­wa­niu pomię­dzy Sta­li­nem i Hitle­rem.

Warto zwró­cić uwagę, że pozy­cja Pol­ski nie popra­wiła się wsku­tek wzro­stu jej poten­cjału mocar­stwo­wego (zwięk­sze­nie liczby lud­no­ści, gospo­darki i armii), ale wsku­tek uda­nego manewru dyplo­ma­tycz­nego. Pol­ska wsku­tek zmiany poli­tyki przez Sta­lina, a następ­nie Hitlera oraz dzięki wyko­rzy­sta­niu tej oko­licz­no­ści przez Pił­sud­skiego wyrwała się z dotych­cza­so­wej izo­la­cji¹⁷.

Ana­liza wypo­wie­dzi Pił­sud­skiego na temat poli­tyki zagra­nicz­nej musi pro­wa­dzić do wnio­sku, że nie wyja­wiał on naj­bar­dziej skry­tych myśli swoim inter­lo­ku­to­rom. Można odnieść wra­że­nie, że roz­ma­wiał z nimi jak dyplo­mata, czyli tak aby pod żad­nym wzglę­dem nie wyja­wiać zasad­ni­czych celów, do jakich zmie­rzał. Co wię­cej, mogłoby się wyda­wać, że mar­sza­łek był zado­wo­lony z poło­że­nia mię­dzy­na­ro­do­wego Pol­ski. No bo jak rozu­mieć jego uwagę z lipca 1933 roku skie­ro­waną do Wysoc­kiego, że Pol­ska osią­gnęła „zupełną nie­za­leż­ność”. Jak zoba­czymy, jego dzia­ła­nia będą świad­czyć jed­nak o tym, że dosko­nale dostrze­gał zagro­że­nia dla bez­pie­czeń­stwa Pol­ski. Gdyby było ina­czej, to w lipcu 1933 r. nie kusiłby Sta­lina soju­szem prze­ciwko Hitle­rowi.Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. K. Świ­tal­ski, Dia­riusz 1919–1935, War­szawa 1992, s. 524.

2. Tamże, s. 524–525.

3. Tamże, s. 525.

4. Tamże, s. 529.

5. Pol­ska poli­tyka zagra­niczna w latach 1926–32. Na pod­sta­wie tek­stów min. Józefa Becka opra­co­wała Anna M. Cien­ciała, Cien­ciała Anna M. (opr.), Paryż 1990, s. 54.

6. Tamże.

7. Tamże, s. 55.

8. J. Beck, Prze­mó­wie­nia, dekla­ra­cje, wywiady 1931–1937, War­szawa 1938, s. 327.

9. W. Pobóg-Mali­now­ski, Naj­now­sza histo­ria poli­tyczna Pol­ski 1864–1945. Tom drugi. Część pierw­sza, Lon­dyn 1956, s. 544.

10. K. Świ­tal­ski, op. cit., s. 640–641.

11. A. Wysocki, Tajem­nice dyplo­ma­tycz­nego sejfu, War­szawa 1979, s. 176.

12. Tamże, s. 177.

13. Tamże, s. 178.

14. Tamże.

15. Tamże, s. 179.

16. Tamże.

17. Świ­tal­ski rela­cjo­nu­jąc prze­bieg kon­fe­ren­cji u Komen­danta w 31 stycz­nia 1934 roku zapi­sał nastę­pu­jącą uwagę Pił­sud­skiego: „ gdyby nie Hitler, to wiele rze­czy by się nie udało” (K. Świ­tal­ski, op. cit., s. 654).

18. Zob. H. von Rie­khoff, Ger­man-Polish Rela­tions 1918–1933, Bal­ti­more 1971, s. 226.

19. Zob. Akten zur deut­schen auswärtigen Poli­tik 1918–1945 (dalej: ADAP), B, Bd. XVII, dok. nr 18, s. 54-61.

20. Tamże, s. 55

21. Zob. Z. Wro­niak, Poli­tyka Pol­ska wobec Fran­cji w latach 1925–1932, Poznań 1987, s. 132–138.

22. J. Wri­ght, Gustav Stre­se­mann. Weimar’s Gre­atest Sta­te­sman, Oxford–New York 2002, s. 483–485 oraz Z. Wro­niak, wyd. cyt., s. 138–139.

23. Zob. P. Krüger, Die Aus­sen­po­li­tik der Repu­blik von Weimar, Darm­stadt 1985, s. 531–534.

24. Zob. A. Tooze, Cena znisz­cze­nia. Wzrost i zała­ma­nie nazi­stow­skiej gospo­darki, Oświę­cim 2017, s. 38–43.

25. Zob. Pol­skie Doku­menty Dyplo­ma­tyczne 1931 (dalej: PDD), dok. nr 180, s. 469–471.

26. Zob. ADAP, B, XVIII, dok. nr 69, s. 115–126.

27. Tamże, s. 123.

28. Tamże, dok. nr 69, s. 129.

29. Tamże, dok. nr 95, s. 184–187 oraz dok. nr 98, s. 191–193.

30. Tamże, dok. nr 134, s. 266–269.

31. Tamże, dok. nr 144, s. 290–296.

32. Zob. tamże, dok. nr 192, s. 417–421.

33. Zob. tamże, dok. nr 194, s. 426.

34. Tamże, s. 427.

35. Tamże, s. 430.

36. Zob. tamże, dok. 212–215, s. 464–476, oraz rela­cję na temat tej wizyty, jaką posłowi Wysoc­kiemu w Ber­li­nie zło­żył nie­wy­mie­niony z nazwi­ska wyż­szy urzęd­nik AA, który brał udział w roz­mo­wach z Fran­cu­zami: PDD, 1931, dok. nr 236, s. 604–607.

37. Zob. tamże, dok. nr 214, s. 473, przyp. nr 1.

38. Tamże, dok. nr 212, s. 465.

39. Zob. tamże, dok. nr 214, s. 472–473.

40. J.W. Sta­lin, Prze­mó­wie­nie na ple­num KC RKP(b), 19 stycz­nia 1925 roku; w: J.W. Sta­lin, Dzieła, t. 7, War­szawa 1950, s. 23–24. Warto zauwa­żyć, że tekst tego wystą­pie­nia został wydany po raz pierw­szy dopiero w roku 1947 w Moskwie w sowiec­kiej edy­cji Dzieł Sta­lina, a więc prze­szło dwie dekady po jego wygło­sze­niu.

41. J.W. Sta­lin, Spra­woz­da­nie poli­tyczne Komi­tetu Cen­tral­nego z 3 grud­nia 1927 roku; w: J.W. Sta­lin, Dzieła, t. 10, War­szawa 1950, s. 302.

42. Tamże, s. 284.

43. Zob. S. Cie­siel­ski, Rewo­lu­cja Sta­lina, Łomianki 2017, s. 23–96.

44. Zob. tamże, s. 24–29.

45. O. Ken, «Alarm wojenny» wio­sną 1930 roku a sto­sunki sowiecko-pol­skie, „Stu­dia z dzie­jów Rosji i Europy Środ­kowo-Wschod­niej”, t. XXXV, War­szawa 2000, s. 41–74.

46. Zob. B. Musiał, Na Zachód po tru­pie Pol­ski, War­szawa 2009, s. 49–153.

47. Zob. tamże, s. 160–165.

48. Zob. tamże, s. 187–197.

49. Zob. tamże, s. 238–274.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij