-
nowość
-
promocja
Kruche pragnienia - ebook
Kruche pragnienia - ebook
Miłość to gra, w której nie da się wygrać
Sara ma siedemnaście lat i dopiero wkracza w świat dorosłych. Wciąż chodzi do szkoły, a jej życie toczy się dobrze znanym rytmem – aż do chwili, gdy poznaje braci McKenzie.
Aidan, intrygujący i charyzmatyczny, od razu burzy jej emocjonalny spokój, ale to Liam, jego starszy brat, zdobywa jej serce. Sara nawiązuje z nim relację balansującą na granicy fascynacji i lęku, która z każdym dniem staje się coraz trudniejsza do zdefiniowania… Jego mroczna przeszłość i narastająca zazdrość Aidana nieoczekiwanie wciągają ją w wir sekretów, niebezpieczeństw, napięcia i pożądania.
Wkrótce dziewczyna będzie musiała zdecydować, komu może zaufać… i określić, czy ma siłę, by zawalczyć o siebie.
„Kruche pragnienia” to opowieść o dojrzewaniu do uczuć, które uderzają z całą siłą, kiedy nie jesteśmy na nie gotowi.
Poruszająca książka o odkrywaniu prawdy o sobie, bólu, jaki rodzi odwagę, i burzeniu murów, które wznosi przed nami świat.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Obyczajowe |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8423-512-6 |
| Rozmiar pliku: | 786 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Czasami miłość wydaje się być wszystkim, czego potrzebujemy, by poczuć, że żyjemy naprawdę. To niepowstrzymany ogień, który w nas płonie. Każdą chwilę wypala pasją, a każdą przestrzeń wypełnia pragnieniem. W takim ogniu byliśmy my – ja i on.
Nasze spojrzenia zawsze miały w sobie obietnice, a uśmiechy tkały niewidzialne nici między naszymi ciałami. Każde dotknięcie przypominało o tym, co niewypowiedziane. Lecz pod tą namiętnością czaił się mrok. Istniały słowa, które nigdy nie padły, i prawdy, które skrywaliśmy jak tajemnice. Oboje udawaliśmy, że miłość wystarczy, że to ona nas uratuje. W rzeczywistości było zupełnie inaczej. Brak szczerości, jak trucizna, powoli sączył się do naszych serc.
Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że to właśnie kłamstwa, ciche i niepozorne, miały zniszczyć wszystko. Dopiero teraz, kiedy patrzę wstecz, rozumiem, że każda namiętność bez zaufania jest jak ogień bez tlenu. Może płonąć chwilę, ale w końcu zgaśnie. Pozostaną jedynie popiół i zimne wspomnienia. To była miłość, która nas spaliła.ROZDZIAŁ I
Zakochać się oznacza doświadczyć uczucia, które przewraca świat do góry nogami. To jak podróż, magiczna i emocjonalna, w której serce bije szybciej, a myśli są skierowane ku jednej osobie. Miłość dodaje kolorów naszemu życiu i sprawia, że drobne rzeczy stają się ważne, a chwile nabierają wyjątkowego smaku. Zakochać się to odkrywać piękno w drugim człowieku i czerpać radość ze wspólnych doświadczeń.
Tak czytałam, ale w rzeczywistości nic o tym nie wiedziałam.
W dniu poprzedzającym moje siedemnaste urodziny życie zaczęło się zmieniać. To był zwyczajny dzień, może trochę zbyt duszny jak na początek wiosny, ale w powietrzu nie było nic, co zwiastowałoby, że wszystko, co znałam do tej pory, miało zostać wywrócone do góry nogami. Z perspektywy czasu dostrzegam znaki – drobne sygnały – które wtedy zignorowałam. Ale tego dnia byłam zbyt pochłonięta myślą o jutrze – o kolejnym roku i planach, które miałam na przyszłość. Nigdy nie spodziewałam się, że jedno spotkanie, jedno spojrzenie może rozplątać wszystkie nitki, z których utkałam swoją codzienność. Stałam na progu czegoś nowego, nieświadoma, że za chwilę przekroczę granicę, zza której nie będzie powrotu.
Kiedy wracałam ze szkoły, moją uwagę zwrócił czarny ptak siedzący na sterczącym fragmencie spalonego drzewa. Dwa miesiące temu uderzył w nie piorun i doszczętnie spłonęło. Dlaczego trafił akurat w to, skoro wokół rosło tyle wysokich drzew? Czy to przypadek, czy może było w tym jakieś ukryte znaczenie, którego nie potrafiłam zrozumieć?
Czarny ptak zdawał się należeć do tego zniszczenia – jakby jego obecność była odpowiedzią na pytania, które od tamtej pory krążyły mi po głowie. Trwał nieruchomo, a jego krucze oczy wpatrywały się w coś, czego nie widziałam… Czy był strażnikiem tego miejsca, a może zwiastunem czegoś nieuchronnego?
Przeszył mnie dziwny dreszcz. Nie potrafiłam oderwać wzroku od tego obrazu, jakby ptak i spalone drzewo kryły tajemnicę, której ujawnienie mogłoby odmienić moje życie.
Tego dnia miałam wrażenie, że cokolwiek się wydarzy, będzie powiązane z tym, co miało dopiero nadejść. Być może chodziło o moje urodziny, a może o coś o większym znaczeniu, czego jeszcze nie byłam w stanie pojąć.
Promienie słońca rozświetlały krajobraz, malując wszystko w jasnych odcieniach. W powietrzu unosiło się ciepło, a chmury zdawały się tańczyć na błękitnym tle. Natura pulsuje życiem, pomyślałam. Każde muśnięcie słońca przypominało ciepły uścisk. Odchyliłam głowę do tyłu i wciągnęłam głęboko powietrze. Było cudownie i nic nie zapowiadało tak gwałtownej zmiany pogody. W jednej chwili wiatr się wzmógł. Niebo poczerniało i spadł silny deszcz. Niczym kurtyna zasłonił wszystko wokół. Uderzał w ziemię z taką intensywnością, że w ciągu kilku sekund ulice spłynęły wodą.
Zaczął się spektakl natury, w którym potężne siły konfrontowały się na niebie. Błyskawice rozświetlały ciemność, malując dramatyczne obrazy chmur. Natura demonstrowała swoją siłę, tworząc niezwykłą symfonię dźwięków i widoków. Pioruny przecinały niebo niczym żyletki i uderzały w ziemię. Potężne grzmoty jak głosy gigantów zagłuszały ciszę i wypełniały korony drzew, które pod wpływem wiatru kołysały się na wszystkie strony. Przeraźliwy pomruk burzy atakował moje zmysły jak wygłodniały wilk swoją ofiarę. Byłam przerażona… Nie miałam dokąd uciec. Ulica przybrała postać tafli lustra i odbijała koszmar rozgrywający się na niebie. Silny podmuch wiatru cisnął mi deszczem w twarz. Uderzenia zimnych kropel i huk piorunów sprawiły, że zaczęłam drżeć.
Za kurtyną deszczu ujrzałam kruka. Siedział sztywno, jak zahipnotyzowany. Sprawiał wrażenie martwego, a może taki był… Jego ciemne pióra połyskiwały w szarości mokrego dnia, ale nie ruszał się. Nie drgnął nawet wtedy, gdy wokół uderzały krople i pioruny. Patrzył prosto na mnie z taką intensywnością, jakby znał każdy mój sekret. Zrobiłam krok w jego stronę, chociaż serce podpowiadało mi, żeby uciekać. Deszcz zacinał mi twarz, a ptak wciąż siedział niewzruszony, nieruchomo jak posąg. W powietrzu unosiło się coś dziwnego, czego nie potrafiłam nazwać, jakby ta chwila była zawieszona pomiędzy tym, co realne, a tym, co nieznane.
W pewnym momencie wiatr zatrzymał się na ułamek sekundy, a wtedy usłyszałam… szept. Nie należał do nikogo, a mimo to zdawał się pochodzić zewsząd. Nie rozumiałam słów, ale czułam ich znaczenie.
To kruk. On nie był zwykłym ptakiem, tylko symbolem czegoś, co na mnie czekało – od niego zaczynała się historia, której finału nie potrafiłam jeszcze przewidzieć. Sparaliżowana i przerażona osunęłam się na ziemię…
***
Gdy się obudziłam, bolała mnie głowa i czułam zmęczenie i napięcie, które obejmowały każdy mięsień i każdą kość. Nawet najmniejszy ruch wymagał ogromnego wysiłku, jakby pod skórą tkwiły drobne ciernie, raniące ciało przy najlżejszym drgnięciu, przypominające o swojej obecności. Mama siedziała przy moim łóżku. Uśmiechnęła się do mnie i ucałowała w czoło.
– No, już jesteś z nami. Spałaś tak długo, nie jesteś głodna?
– Nie pamiętam, co się stało, mamo. Dlaczego wszystko mnie boli?
– Poważnie, nic nie pamiętasz? – zapytała zaniepokojona. – Był lekarz i dokładnie cię przebadał. Nie masz żadnych obrażeń fizycznych poza drobnymi otarciami na nogach i dłoniach. Przepisał ci tabletki przeciwbólowe. Zaraz je przyniosę. – Wstała pospiesznie z krzesła i podała mi szklankę wody, a do drugiej dłoni wzięła białą tabletkę.
– Wczoraj była straszliwa burza, a ty po szkole nie wróciłaś do domu, więc zaczęłam cię szukać. Twój telefon nie miał zasięgu. Nie wiedziałam, gdzie jesteś. Obdzwoniłam każdego z twoich znajomych, ale nikt cię nie widział. – Do oczu napłynęły jej łzy, nie przestawała jednak mówić.
Z każdą kolejną chwilą czułam narastający ciężar jej słów, jakby były kamieniami, które z coraz większą siłą opadały na moją klatkę piersiową.
– Nie mogłam spać, całą noc cię szukałam – kontynuowała. – Myślałam, że może schroniłaś się gdzieś przed deszczem, że zaraz wrócisz… ale godziny mijały, a ja nie wiedziałam, co robić. W głowie pojawiały się najgorsze scenariusze. Ponoć ktoś przyniósł cię do kościoła w naszej parafii, a odkrył ksiądz Mateusz. Byłaś nieprzytomna. – Mama zacisnęła dłonie na krawędzi stołu. Po jej policzkach spłynęły łzy.
Słowa odbijały się echem w mojej głowie, choć powinny wywołać we mnie jakieś reakcje: strach, przerażenie, cokolwiek. Ale ja tylko leżałam w ciszy, z dziwnym ciężarem na piersi, który nie pozwalał mi normalnie oddychać.
– Czy ktoś ci zrobił krzywdę, kochanie? – zapytała z nadzieją, że zaprzeczę.
Skierowałam wzrok najpierw na nią, a później na ścianę. Czułam się inaczej, obco we własnym ciele. Coś we mnie uległo zmianie, jakby tamta noc była granicą, którą przekroczyłam, ale jeszcze nie rozumiałam konsekwencji. Moje samopoczucie mogło mieć z tym związek, choć nie w sposób, o którym myślała mama.
– Nie, mamo, wszystko jest w porządku – wyszeptałam w końcu kilka słów, które były bardziej pytaniem do samej siebie niż odpowiedzią.
Obrazy sprzed burzy pojawiały się i znikały w mojej głowie, rozmazane jak w koszmarze, ale wciąż nie potrafiłam połączyć ich w całość. Czułam, że wydarzenia tamtej nocy były mroczniejsze i miały głębsze znaczenie, niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Coś we mnie było inne… Budziło niepokój, którego nie potrafiłam nazwać.
– Chciałabym się przespać. Jestem strasznie zmęczona.
Wtuliłam się w poduszkę i zasnęłam.ROZDZIAŁ II
Minęło kilka tygodni i przestałam myśleć o tamtym przerażającym wydarzeniu. Poza tym niewiele pamiętałam, nie było nad czym się zastanawiać. Tamta dziwna noc sprawiała wrażenie odległej i zamglonej jak sen, który coraz bardziej tracił na ostrości. Może to i lepiej – w końcu im mniej o tym myślałam, tym łatwiej było wrócić do normalności. A normalność, choć chwilami przytłaczająca, była bezpieczna.
Wiosenne dni zleciały szybko w natłoku zajęć i niekończących się sprawdzianów. Nim zdążyłam się obejrzeć, wakacje były tuż-tuż.
W szkole panował luźniejszy nastrój. Nauczyciele przestali się przejmować zadaniami domowymi, a my odliczaliśmy dni do końca roku. Zamiast skupić się na lekcjach, planowaliśmy wspólne wyjazdy, wypady nad jezioro i długie letnie wieczory przy ognisku.
To była moja nowa rzeczywistość – codzienne rozmowy o niczym, śmiechy na korytarzach, wpatrywanie się w zegar, byle szybciej minęła kolejna nudna lekcja.
Siedzenie w domu doprowadzało mnie do szaleństwa. Przebywanie w czterech ścianach, w które wsiąknęło wspomnienie tej jednej nocy, sprawiało, że się dusiłam. Musiałam wyjść, ruszyć się, poczuć, że znowu mam kontrolę nad swoim życiem. Każdego dnia, kiedy zamykałam za sobą drzwi, czułam, jak napięcie powoli ustępuje, a powietrze staje się lżejsze. Ale, mimo że przestałam myśleć o tamtej nocy, od czasu do czasu łapałam się na tym, że coś było… nie tak. Niby wszystko wróciło do normy, a jednak miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje.
To uczucie pojawiało się nagle, bez powodu – czasem na ulicy, czasem w szkole, a czasem w środku nocy, kiedy leżałam w łóżku. Tamta noc wciąż rzucała cień na moje życie, nawet jeśli nie chciałam tego przyznać.
Mama krzątała się w kuchni, a zapach jajecznicy i smażonego bekonu dotarł aż do mojego pokoju. Ale pachniało czymś jeszcze. Coś słodkiego unosiło się delikatnie w powietrzu jak zapowiedź niespodzianki. Nie mogłam się oprzeć – szybko zbiegłam po schodach i wpadłam do kuchni jak błyskawica.
– Co tak pachnie? – zapytałam, niemal wpadając na stół, na którym leżała już miska świeżych owoców i kawałek ciepłego chleba.
Mama odwróciła się z patelnią w ręku i uśmiechnęła tajemniczo. Ale to nie jajecznica zwróciła moją uwagę – na blacie w kącie kuchni stało ciasto cynamonowe, pokryte lukrem, którego zapach wypełniał przestrzeń.
– To na później – powiedziała i zerknęła na mnie z uśmiechem. – Ale wiedziałam, że przyciągnie cię tu szybciej niż bekon.
Usiadłam przy stole. Czułam, jak moje myśli na chwilę ulatują od wszystkiego, co ostatnio działo się wokół mnie. Były takie dni jak ten, kiedy wszystko zdawało się być w porządku.
Ale wciąż, gdzieś głęboko we mnie czaiło się to niepokojące uczucie, które od czasu do czasu wracało. Jakby cienka linia oddzielająca ten spokojny poranek od czegoś mroczniejszego była gotowa pęknąć w każdej chwili. Dziś jednak… dziś chciałam uwierzyć, że wszystko będzie dobrze.
– Zawsze, gdy jest ładna pogoda, szykujesz jakieś wymyślne śniadanka – powiedziałam z uśmiechem, podchodząc do mamy.
Przytuliłam się do jej pleców. Poczułam ciepło, które od niej biło. To było takie znajome, takie kojące.
– Wiesz, że lubię cię rozpieszczać – odpowiedziała. Śmiała się przy tym, a ja poczułam jej ręce spoczywające na moich, kiedy delikatnie się odwróciła. – Poza tym kiedy pogoda jest taka piękna, to aż chce się coś zrobić.
Promienie słońca wpadające przez okno tworzyły w kuchni złote refleksy. Na chwilę wszystko wydało się idealne. Złapałam widelec i zaczęłam nakładać jajecznicę, było tak cudownie, normalnie. Powinnam pielęgnować te momenty, bo nigdy nie wiadomo, jak długo będą trwać. Coś we mnie szeptało, że ta harmonia może zostać przerwana, tak jak noc, której szczegóły wciąż były dla mnie zagadką.
– Pamiętaj, że ciasto jest na deser – rzuciła mama z uśmiechem, próbując przywrócić mnie do rzeczywistości.
– Obiecuję, że poczekam – odpowiedziałam.
– Dobrze spałaś?
– Tak, dziękuję, jestem wyspana i gotowa na nowe wyzwania! – Wyszczerzyłam się, by w końcu wypuściła mnie do szkoły.
– Na pewno czujesz się już dobrze? – spytała zatroskana, marszcząc czoło, a w jej głosie wyraźnie pobrzmiewała obawa.
– Tak, mamo, czuję się dobrze, a jeśli będę siedziała w domu, zwariuję i trafię do wariatkowa. – Parsknęłam śmiechem, żeby ją uspokoić.
Mama uśmiechnęła się niepewnie, ale widziałam, że wciąż nie była przekonana. Podała mi kubek kawy i przyjrzała się badawczo.
– No dobrze, skoro tak mówisz – odpowiedziała, ale jej oczy zdradzały, że martwi się bardziej, niż chciała pokazać.
Wzięłam widelec i zaczęłam jeść. Próbowałam nadać rozmowie lżejszy ton. Wiedziałam, że od tamtej nocy mama nie była sobą. Cały czas pytała, czy nic mi nie jest, czy na pewno dobrze się czuję. A ja sama, choć udawałam, że wszystko jest w porządku, miałam wrażenie, że coś we mnie się zmieniło – choć nie potrafiłam jeszcze powiedzieć co.
– Może pójdziemy na spacer pod wieczór? – zapytała niespodziewanie, jakby chciała odwrócić uwagę od swoich myśli.
– Jasne, czemu nie? Trochę ruchu mi się przyda – odpowiedziałam, mimo że w głowie wciąż krążyły pytania, na które nie miałam odpowiedzi.
***
W szkole panował spokój, niektórzy wyjechali już na wakacje, więc korytarze były o wiele mniej zatłoczone niż zwykle. Klasy wyglądały jak puste statki, a dźwięki śmiechu i rozmów, które zazwyczaj wypełniały przestrzeń, ustąpiły miejsca szumowi wentylatorów i szelestowi papierów.
W powietrzu unosiła się mieszanka woni letniego słońca i zapachu świeżej farby – szkoła przygotowywała się do letnich porządków.
Usiadłam na ławce w szkolnym ogrodzie, który tętnił życiem. Gałęzie pokrytych kwiatami drzew uginały się pod ciężarem delikatnych, białych i różowych płatków, wypełniających powietrze słodkim zapachem.
W słońcu kolorowe kwiaty mieniły się jak klejnoty, a drobne pszczoły i motyle krążyły wśród nich, ciesząc się letnią aurą.
Szkoła, choć prawie pusta, wydawała się pełna życia. Od czasu do czasu przechodziły grupki uczniów, a ich śmiech odbijał się od ścian budynku. Patrzyłam na nich i czułam, jak spokój tej chwili kołysze mnie do snu. W tym momencie, w tym ogrodzie, z widokiem na niebo w pełni błękitu, czułam, że mogę na chwilę zapomnieć o wszystkim.
Wtedy przyszła mi do głowy myśl, że może te wakacje będą dla mnie czasem odkryć, początkiem czegoś nowego. Może w końcu zdobędę się na odwagę, żeby wyjść poza strefę komfortu i zrealizować plany. Moje serce zaczęło bić mocniej na samą myśl o możliwościach, które przede mną stały.
Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk dzwonka na lekcje. Wstałam, odetchnęłam głęboko i ruszyłam w stronę klasy, gotowa na ostatnie lekcje przed wakacyjnym rozluźnieniem. Przede mną były jeszcze dni, które mogły odmienić moją perspektywę, a może nawet życie.
Baśka na boisku, jak zawsze, mizdrzyła się do chłopaków, przystępując do nich z uśmiechem, który mógłby rozpalić nawet w najchłodniejszy dzień. Jej kręcone włosy falowały na wietrze, a ruchy były pełne pewności siebie, co sprawiało, że nie dało się oderwać od niej wzroku. Wyglądało na to, że każdy chłopak w okolicy zwracał na nią uwagę, a ona, jak prawdziwa gwiazda, korzystała z tego z przyjemnością.
Anka, zawsze gotowa rzucić ciętą uwagę, nie mogła się powstrzymać od komentowania. Z bliska obserwowała sytuację, a w jej oczach czaił się złośliwy błysk.
– Patrzcie, patrzcie! Nasza Baśka znów myśli, że gra w teatrze – nabijała się z niej, zwracając uwagę reszty dziewczyn. – Może powinna zgłosić się do castingu na modelkę?
Reszta koleżanek wybuchła śmiechem, a Baśka, niezrażona, tylko przewróciła oczami i przekornie odpowiedziała:
– A ty może powinnaś zostać krytyczką mody, Anka? Może też ci się uda?
Dziewczyna uniosła brwi. Jej śmiech był zaraźliwy. Ich przyjaźń była pełna żartów i docinków, które sprawiały, że nawet najnudniejsze dni spędzane wspólnie miały w sobie iskrę.
– Nie potrzebuję tytułu, żeby wiedzieć, co jest modne – odparła Anka przez śmiech. – Ale jeśli chodzi o ciebie, to mogłabyś pomyśleć o tym, żeby zrezygnować z tej szminki. Wyglądasz jak straszydło z horroru!
Obie dziewczyny znowu zaczęły się śmiać, a Baśka z udawanym oburzeniem poprawiła swoją fryzurę.
Właśnie takie chwile sprawiały, że życie szkolne było znośne – drobne docinki, śmiech i przyjaźń, które dodawały kolorów do ich codzienności. Na boisku zapanowała radosna atmosfera, a reszta uczniów, choć może nie wszyscy byli z nimi blisko, również podchwyciła nastrój wywołany słońcem i błękitem nieba.
– Wiecie, że mamy nowego ucznia w mieście? – powiedziała Kaśka z wyrazem podekscytowania na twarzy. Wydawała się nieco bardziej ożywiona niż zwykle. – Widziałam zajebisty samochód pod szkołą dziś rano. Wcześniej go nie widziałam! A wczoraj wieczorem matka wspominała, że musi przygotować papiery w sekretariacie. Po co pod koniec wakacji przygotowuje się papiery? Dla nowego, nie?!
Wszyscy na chwilę się zatrzymali, zaintrygowani.
W szkole nic tak nie elektryzowało uczniów jak nowi. Oznaczało to nowe plotki, nowe twarze i oczywiście – nowe miłości.
– Co to za samochód? – zapytał Tomek, a jego oczy zaświeciły się na myśl o szybkim aucie. – Sportowy?
– Tak, wyglądał jak z jakiegoś filmu! – potwierdziła Kaśka, a w jej głosie słychać było podniecenie. – Czerwony, błyszczący, a silnik brzmiał jak… jakby chciał rzucić wyzwanie całej reszcie!
– Może jest jakimś celebrytą – zażartowała Anka, a reszta przytaknęła, wyobrażając sobie, jak nowy uczeń przyjeżdża do szkoły w otoczeniu fanów. – Albo synem jakiegoś bogacza.
Zaczęły się spekulacje. Każdy dodawał coś od siebie, a historie robiły się coraz bardziej absurdalne. Niektórzy mówili, że nowy uczeń jest mistrzem sportów ekstremalnych, inni twierdzili, że pochodzi z innego kraju i mówi kilkoma językami.
– A może wcale nie jest nowym uczniem, tylko przyszedł tu po prostu pojeździć autem – rzucił Kamil, rozbawiony. – Może zapisał się do tej szkoły tylko po to, żeby zdobyć nasze serca.
Kaśka kiwnęła głową.
– W każdym razie musimy sprawdzić, kim on jest! Może się z nim zaprzyjaźnimy. Takie auto może być świetnym pretekstem do rozmowy.
Plotki o przybyszu rozprzestrzeniały się po szkole jak wirus. Cała klasa zaczęła snuć plany, jak go odnaleźć i poznać. Ktoś zaproponował, by po lekcjach zbadać sprawę, inni byli za tym, by poczekać, aż sam się ujawni. Była to osoba, z interesującym samochodem i tajemniczą historią, a to oznaczało, że nadchodziły kolejne przygody.
– Tak nawiasem mówiąc, to dziwne, że ktoś nowy przyjechał do tej dziury – wtrąciła Ola, krzyżując ramiona i kręcąc głową z dezaprobatą.
Cała klasa zwróciła na nią uwagę, a Anka przytaknęła z uśmiechem.
– No właśnie, kto w ogóle decyduje się na przeprowadzkę do naszej małej wioski? To jakby pójść na wycieczkę do muzeum – dodała z przekąsem.
Kaśka nie dała się zniechęcić i tylko wzruszyła ramionami.
– To może być tymczasowe. Albo ma jakieś powody, o których nie wiemy.
Ola spojrzała na nią z wymownym uśmiechem.
– Albo chce się schować przed światem – powiedziała, a reszta znowu zaczęła snuć różne teorie.
– Może przegrał w pokera z gangsterami i teraz się ukrywa! – zażartował Tomek, co wywołało salwę śmiechu.
– A może jest geniuszem, który przeprowadził się tutaj, żeby w spokoju napisać swój debiutancki thriller – dodała Anka, po czym teatralnie zakryła usta dłonią.
Rozmowy przerodziły się w swoisty spektakl, a każdy dodawał coś od siebie, próbując wymyślić najdziwniejsze historie na temat nowego ucznia. W końcu wszyscy przyznali, że niezależnie od tego, kim był, stanowił ciekawy temat do rozmowy, a jego obecność z pewnością mogła wprowadzić świeżość w ich rutynę. Ola, widząc, że reszta grupy się bawi, postanowiła jednak dodać coś poważniejszego.
– Wiecie, co jest najdziwniejsze? Że nikt z nas nie wie, dlaczego w ogóle się tu pojawił. Może ma jakieś ukryte powody, które mogą nas wszystkich zaskoczyć.
Rozmowa nabrała nowego wymiaru. Inni zaczęli spekulować, a w ich oczach pojawiła się ciekawość. Wyglądało na to, że nie był tylko nowym uczniem z zajebistym samochodem. Krył w sobie tajemnice warte odkrycia. Gdy każdy z nas wymyślał coraz bardziej szalone historie, z drugiego końca boiska przyszła do nas Patrycja, najśliczniejsza dziewczyna w szkole, jeśli nie w całym mieście.
Jej długie, złociste włosy lśniły w promieniach słońca wpadających przez okno, a oczy miały kolor czystego, letniego nieba. Kiedy podeszła, rozmowy natychmiast ucichły. Chłopcy zaczęli się wiercić, jakby nagle w klasie zrobiło się cieplej.
Patrycja spojrzała na nas z uśmiechem, a w powietrzu dało się wyczuć dreszczyk ekscytacji. Jej obecność zawsze wprowadzała atmosferę tajemniczości i uroku. Sprawiała, że każdy zwracał na nią uwagę.
– Hej, co tu takiego ciekawego? – zapytała, przerywając nasze spekulacje. Jej głos brzmiał jak muzyka, a cała klasa wpatrywała się w nią z ciekawością.
Kaśka, nieco zaskoczona, zaczęła szybko opowiadać o nowym uczniu i jego samochodzie. Patrycja słuchała z zainteresowaniem, a jej uśmiech stawał się coraz szerszy.
– Może jest księciem z bajki? – dodała i puściła oko.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a Patrycja będąca w centrum uwagi zdawała się rozkwitać. Uniosła brwi. W jej oczach zaiskrzyła ciekawość.
– Zawsze warto poznać kogoś nowego. Może zaproponuję mu wspólny projekt – stwierdziła, a wszyscy spojrzeli na siebie, jakby dostrzegli w tym nieoczekiwaną możliwość.
– Dobry pomysł! – przytaknęła Anka. – Kto wie, może będzie zaskakująco utalentowany albo po prostu przystojny, co też by nam się przydało w tej szkole.
Patrycja zachichotała, a w klasie znów zapanowała radosna atmosfera. Obecność dziewczyny dodała energii całej grupie. Wszyscy zaczęli snuć coraz śmielsze pomysły na to, jak przyciągnąć świeżaka do swojego kręgu.
– Zdradzić wam pewną tajemnicę? – wyszeptała Pati zniżonym głosem, jakby bała się, że ktoś mógłby nas usłyszeć. W oczach koleżanki pojawił się błysk tajemnicy, a cała klasa zamarła w oczekiwaniu na to, co miała do powiedzenia.
– Co wiesz? – zapytała Kaśka, nie mogąc się powstrzymać. Jej ciekawość była niemal namacalna.
– Cała rodzina przyjechała do mojej sąsiadki, pani Karskiej, i mieszkają teraz naprzeciwko mnie! – wyznała Patrycja z wyraźną ekscytacją.
Na chwilę wszyscy zamarli, a w klasie zapanowała cisza, w której słychać było jedynie tykanie zegara. Wyglądało na to, że każdemu po głowie krążyły różne myśli, a wyobraźnia działała na pełnych obrotach.
– Jak to możliwe, że nic o tym nie wiedzieliśmy? – zdziwił się Tomek, nagle bardziej zainteresowany. – Musisz nam powiedzieć, co o nim wiesz!
Patrycja uśmiechnęła się tajemniczo.
– Widziałam go parę razy, ale jeszcze nie miałam okazji z nim porozmawiać. Mówią, że jest bardzo przystojny i podobno gra w piłkę nożną. Niektórzy twierdzą, że ma nawet kilka nagród z lokalnych rozgrywek.
Kiedy Anka to usłyszała, dodała z rozbawieniem:
– No to na pewno rzucimy się na niego jak sępy!
– Chyba nie tylko my – wtrącił Kamil, zerkając w stronę Baśki, która przez cały czas wydawała się znudzona. – Cała szkoła będzie go obserwować.
Patrycja pokiwała głową.
– A ja myślę, że to może być nasza szansa na kolejnego kumpla w klasie. Może będzie taki cool, że rozkręci całą paczkę!
Gdy koleżanka snuła opowieści o przybyszu, atmosfera stawała się coraz bardziej elektryzująca. Chłopcy zaczęli wymieniać spojrzenia i planować, jak najlepiej przywitać nowego kolegę, a dziewczyny już wyobrażały sobie, że będą go zapraszać na różne szkolne imprezy. Patrycja uśmiechnęła się z zadowoleniem, kiedy zobaczyła narastający entuzjazm.
– A wiecie co? Powiem wam coś… – Jest jeszcze drugie ciacho!
Dziewczyny zaczęły podskakiwać na krzesłach, klaskały, a w sali zapanował niesamowity hałas. Wszystkie czuły, jakby były w centrum jakiegoś wielkiego wydarzenia, a ich ekscytacja stała się zaraźliwa.
– Co? Naprawdę? – wrzasnęła Anka, niemal skacząc z radości. – Jak on wygląda? Czy jest równie przystojny?
Patrycja, widząc reakcję przyjaciółek, nie mogła się powstrzymać od śmiechu.
– Właściwie to jest nawet ładniejszy.
Ola, wciąż drżąc z emocji, dodała:
– To jak? Mamy dwóch nowych przystojniaków! Prawdziwe szczęście!
– Musimy to jakoś rozegrać! – zdecydowała Kaśka z szerokim uśmiechem na twarzy. – Może zorganizujemy małą imprezkę powitalną, żeby ich przywitać?
– I zaprosimy wszystkich, żeby nie było, że tylko nasza paczka się bawi! – zasugerowała Anka. – Może nawet na boisku.
Patrycja pokręciła głową.
– Ponoć starszy nie chodzi już do liceum. Chyba jest na urlopie dziekańskim. Czy jakoś tak. Ale taka impreza to jednak świetny pomysł! Będziemy mogli zaprosić ich obu i wszyscy się poznamy. Przygotujemy jakieś przekąski i zrobimy grilla.
W miarę jak planowali, rozmowy stały się coraz głośniejsze. Wyglądało na to, że nowi sąsiedzi zamierzali dostarczyć im wielu emocji.
Nagle Kaśka zapytała z tajemniczym uśmiechem:
– To od kiedy wiesz, że mamy takie ciacha w mieście? Ukrywałaś ich dla siebie?
Patrycja się roześmiała.
– Wariatka! Pamiętacie tę okropną burzę? To było chyba ósmego kwietnia. Wtedy pierwszy raz podjechał samochód do pani Karskiej.
Znowu zapanowała cisza, a po chwili cała klasa spojrzała na mnie. Czułam, jak na mojej twarzy pojawia się rumieniec. Pamiętałam tamten dzień doskonale. Deszcz lał jak z cebra, a ja biegłam do domu, żeby schować się przed żywiołem.
– Zobaczyłam ich przez okno, jak wysiadali z auta – kontynuowała Patrycja. – Miałam wtedy wrażenie, że coś wisi w powietrzu, jakby przynieśli ze sobą nie tylko siebie, ale i jakieś tajemnice…
W tej chwili wszyscy znowu skierowali na mnie zaciekawiony wzrok. Byli wyraźnie zainteresowani tym, co powiem.
– I co się stało dalej? – naciskał Tomek, bo nie mógł powstrzymać ciekawości.
– Ktoś w ciemnym płaszczu, z równie ciemnymi włosami, stał pod drzwiami pani Karskiej, a obok niego – drugi, niższy. W momencie, kiedy otworzyli drzwi, błyskawica przecięła niebo, a ja wstrzymałam oddech. Wtedy zadzwonił telefon i zorientowałam się, że Sary nie ma w domu.
Dziewczyny zaczęły szeptać między sobą, a chłopcy wymieniali się spojrzeniami. Wszyscy próbowali zrozumieć, co się dzieje.
– Ale to dziwne, aż przeszły mnie ciarki – powiedziała Anka i wyszczerzyła zęby.
Patrycja uśmiechnęła się i poklepała mnie po ramieniu.
– To był dziwny dzień, ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło. A oni trafili na kiepską pogodę – skwitowała.
Każdy chciał pomóc w realizacji planu poznania nowych, a ja czułam, że ci ludzie wniosą w nasze życie coś zupełnie innego. Lecz niezależnie od tego, kim byli, jedno było pewne – życie w szkole zyskało odmienne barwy, a rutyna została przerwana przez falę świeżości i ekscytacji, która nadchodziła w postaci dwóch chłopaków.
Nie mogliśmy się doczekać spotkania z kolegą i podrzucaliśmy sobie pomysły na to, jak najlepiej wprowadzić go do naszego świata. Tajemnice i spekulacje zamieniły się w ekscytację, która napełniła serca nadzieją na kolejne przygody.
Każdy z nas marzył o tym, żeby poznać tajemniczego nieznajomego, a Patrycja, która zawsze była w centrum uwagi, stała się kluczem do odkrycia jego tajemnic.ROZDZIAŁ III
Kolejnego dnia, ku naszemu zaskoczeniu, do klasy wszedł nowy mieszkaniec naszego miasta. Stanął w progu, a my zamarliśmy w milczeniu, jakby czas na chwilę się zatrzymał.
Chłopak miał ciemne włosy, lekko opadające na czoło, i błękitne oczy, które wydawały się przenikać do samej duszy. Ubrany był w jeansy i prostą koszulę, ale w jego postawie kryło się coś niezwykłego – emanował pewnością siebie, która natychmiast przyciągnęła naszą uwagę.
Patrycja, siedząca na swoim miejscu, szepnęła do mnie:
– To on! To jeden z braci!
Nie mogłam oderwać wzroku od jego twarzy, a reszta klasy zdawała się podzielać moje zdumienie. Rozejrzał się po sali i zatrzymał wzrok na mnie. Miałam wrażenie, że świat wokół zniknął, a w powietrzu zawisła niewypowiedziana obietnica przygody.
– Cześć, jestem Aidan – powiedział z uśmiechem, który sprawił, że moje serce zabiło mocniej. – Przepraszam, że się spóźniłem.
Nauczyciel widział, że uczniowie są bardziej zainteresowani nowym uczniem niż lekcją, więc szybko wskazał mu miejsce obok mnie. Gdy usiadł, poczułam narastające napięcie. Nareszcie miałam okazję go poznać!
Patrycja nie mogła się powstrzymać i zasugerowała głośno:
– Może Aidan opowie nam coś o sobie.
Chłopak spojrzał na nas z jeszcze szerszym uśmiechem.
– Jasne! Przyjechałem z Edynburga. To dość duża zmiana, ale jestem podekscytowany nowym miejscem. Lubię grać w piłkę nożną i interesuję się muzyką.
Chłopcy z naszej klasy wymienili spojrzenia, a niektórzy z nich podjęli temat piłki nożnej. Aidan z entuzjazmem opowiadał o doświadczeniach z drużyną w Edynburgu i odpowiadał na liczne pytania.
Słuchałam, jak chłopak mówił o swoich pasjach, ale jednocześnie chciałam dowiedzieć się więcej o jego życiu i o tym, co sprawiało, że był taki tajemniczy.
W miarę jak lekcja trwała, zdawałam sobie sprawę, że nie tylko ja byłam zaintrygowana – opowieść Aidana wciągnęła całą klasę, a jego urok zdawał się działać jak magnes.
Gdy nadszedł koniec lekcji, niechętnie pożegnałam się z chwilą, w której mogliśmy go słuchać. Aidan wstał, aby wyjść, po czym powiedział coś, co mnie zaskoczyło:
– Może moglibyśmy pograć razem w piłkę po szkole? Chciałbym poznać was lepiej!
Miał wyraziste rysy twarzy i jasną cerę, która sprawiała, że błękit jego oczu zdawał się intensywniejszy. Włosy, lekko niechlujne, opadały na czoło w sposób, który dodawał mu uroku. Wyglądał jak model prosto z okładki magazynu, a jednocześnie emanował swobodą, która sprawiała, że nie czułam się przy nim skrępowana.
W trakcie rozmowy zauważyłam na jego twarzy pojawiający się delikatny uśmiech, który sugerował, że jest otwarty na nowe znajomości. Sposób bycia Aidana powodował, że cała klasa z łatwością się do niego przywiązywała.
Chłopcy z drużyny piłkarskiej otoczyli go, a dziewczyny wymieniały między sobą spojrzenia, jakby podzielały moją myśl o tym, że mamy do czynienia z kimś wyjątkowym. Aidan z pewnością przyciągał uwagę, a jego obecność wprowadzała świeżość do naszej monotonnej codzienności. Po lekcjach chłopcy zorganizowali małe spotkanie na boisku, by pograć w piłkę. Nie mogłam się doczekać, by zobaczyć go w akcji. Gdy dotarłam na miejsce, zauważyłam, że nowy już się rozgrzewał z innymi. Jego ruchy były płynne i pełne energii, a kiedy piłka poleciała w jego stronę, z łatwością zagrał ją w stylu, który wskazywał na doświadczenie. Każdy strzał, każdy zwód wywoływał okrzyki podziwu wśród naszych kolegów, a ja nie mogłam oderwać wzroku od jego dynamicznych ruchów.
– Wygląda na to, że będzie naszym nowym gwiazdorem – zauważyła Patrycja, kiedy do mnie podeszła. Z jej oczu biła radość, a w głosie pobrzmiewała ekscytacja. – Chyba szybko się zadomowi!
Czułam, jak mój entuzjazm wzrasta. Nie tylko ja miałam nadzieję, że nowi uczniowie przyniosą ze sobą ciekawe historie i przygody, ale cała klasa zdawała się być wciągnięta w ten nowy rozdział życia. Aidan stał się kimś więcej niż tylko nowym uczniem – był osobą, która mogła odmienić rutynę i wprowadzić do niej kolorowe akcenty. Miał w sobie coś, co przyciągało uwagę, a jego pewność siebie była wręcz namacalna.
I tak, w blasku słońca i przy dźwiękach piłki odbijającej się od murawy, w naszym życiu zaczęła się nowa era, w której tajemnice i namiętności mogły przybrać kierunek trudny do przewidzenia. Może to był początek czegoś wyjątkowego, czegoś, co miało odmienić życie miasteczka i sprawić, że to lato będzie niezapomniane.
***
Kolejnego dnia zdawało się, że dziewczyny zwariowały na punkcie nowego chłopaka. Atmosfera w szkole była pełna ekscytacji, a na korytarzach szeptano i panował ożywiony ruch. Baśka, wyraźnie podkręcona i buzująca energią, naciągnęła na siebie top. Było jasne, że chciała przyciągnąć uwagę nowego ucznia, który wciąż krążył po szkole jak świeży powiew wiatru.
– Hej, Baśka! Co zamierzasz? Planujesz zaimponować Aidanowi? – zażartowała Anka. Śmiała się, gdy koleżanka minęła ją na korytarzu.
Baśka tylko uśmiechnęła się tajemniczo i założyła włosy za ucho.
– Może… Nie zaszkodzi spróbować, prawda? – odpowiedziała z iskrą w oku.
Nie mogłam uwierzyć, że tak bardzo były zafascynowane tajemniczym chłopakiem. Każda z nich snuła plany, jak się do niego zbliżyć, a rozmowy o Aidanie zdawały się wypełniać każdy zakątek szkoły.
Kiedy weszłam do klasy, dostrzegłam, że kilka koleżanek porównuje swoje fryzury i stroje, aby wyglądać jak najlepiej.
Patrycja, która siedziała obok mnie, zaczęła się śmiać.
– Wygląda na to, że będziemy miały niezłą rywalizację! – powiedziała i wskazała na rozbawione dziewczyny. – Wiesz, że jego brat jest w tej szkole? – dodała, a w jej oczach pojawił się błysk.
– Widziałaś go? – zapytałam z zainteresowaniem.
– Mignął mi, gdy wchodził do sekretariatu. Jest znacznie wyższy od Aidana i lepiej zbudowany.
Zamyśliłam się.
– A wiesz co? Gdy dziś w nocy wstałam do kuchni, bo, no wiesz, jak zawsze zgłodniałam, zauważyłam przez okno, że Aidan siedział pod drzewem w ogrodzie pani Karskiej. To było takie dziwne. Wyglądał, jakby był w transie, zapatrzony w coś, co tylko on widział. Miałam wrażenie, że czekał na kogoś, ale przecież nie było tam nikogo innego. Kiedy podeszłam do okna, żeby przyjrzeć się lepiej, dostrzegłam, że jego twarz była częściowo oświetlona blaskiem lampy z sąsiedniego ogrodu i miała jakiś grymas. To było… takie tajemnicze i trochę niepokojące. Dziwne, nie?
Faktycznie dziwne. Dlaczego był tam sam o tej porze? Co go tak bardzo zajmowało? Serce zabiło mi szybciej, gdy zadałam sobie pytanie, czy może coś się stało.
– A co z jego bratem? Gdzie wtedy był? Kim on w ogóle jest? I dlaczego są tu sami, bez rodziców? – zapytałam Patrycję, marszcząc brwi, w próbie zrozumienia sytuacji.
Pokręciła głową na znak, że nie ma odpowiedzi na te pytania. Wpatrywałam się w nią i usiłowałam złożyć wszystko w jedną całość, ale im więcej myślałam, tym więcej pojawiało się pytań. Kim był Aidan? To pytanie ciągle do mnie powracało. Czy to możliwe, że obaj przyciągali mnie w zupełnie inny sposób? Na pewno w inny, bo przecież tego drugiego jeszcze nie widziałam. Może to tajemnica, którą skrywali, tak mnie pociągała. A może fakt, że w naszym mieście niewiele rzeczy zaskakiwało.
Wkrótce po dzwonku na lekcję do klasy wszedł Aidan, a na jego twarzy gościł lekki uśmiech. Natychmiast zauważył zamieszanie towarzyszące jego przybyciu i skinął głową w kierunku dziewczyn, które go podziwiały. Nagle wszyscy skierowali na niego wzrok i w sali zapadła cisza. W powietrzu zawisło napięcie, jakby każdy z nas czekał na to, co się wydarzy. Czy rzeczywiście mógł być tą osobą, która odmieni nasze życie w tym małym miasteczku?
Gdy lekcja się zaczęła, nie mogłam oderwać wzroku od Aidana. Jego urok i charyzma sprawiały, że nawet najnudniejsze tematy stawały się interesujące. Wiedziałam, że nie tylko ja byłam zaintrygowana. Wszystkie dziewczyny w klasie miały swoje marzenia i plany związane z nowym chłopakiem.
Każdego dnia atmosfera w szkole była coraz bardziej elektryzująca, a ja zastanawiałam się, jaką rolę odegram w tej historii. Czy będę tylko obserwatorką? Czy może los postawi mnie na pierwszym planie, gdy wszystkie wątki zaczną się splatać i tworzyć niezapomniane wydarzenia?ROZDZIAŁ IV
Mojego ojca prawie nie pamiętam. Gdy miałam pięć lat, wyjechał za granicę za pieniędzmi. Tak postanowili z mamą. Na początku często dzwonił, obiecywał, że wróci na każde urodziny, przywiezie mi prezenty i opowie o swoich przygodach w obcym kraju. Byłam małą dziewczynką, która wierzyła w te zapewnienia, a w mojej wyobraźni ojciec stał się bohaterem walczącym o lepsze życie dla naszej rodziny. Z czasem jednak telefony pojawiały się coraz rzadziej, a obietnice pozostały niezrealizowane.
Gdy miałam osiem lat, mama powiedziała mi, że ojciec już nie wróci. Zgubiłam wtedy kawałek siebie, jakby zniknęła część mojego dzieciństwa. Mama zawsze starała się być silna, ale ja widziałam w jej oczach cień smutku, gdy myślała o ojcu. Pamiętam, że często siadałam w naszym ogrodzie, patrzyłam w dal i marzyłam o tym, jakby to było, gdyby tata był przy mnie. Wyobrażałam sobie wspólne chwile: jazdę na rowerze, długie spacery, śmiech i zabawy. Ale to wszystko to tylko mrzonki, bo rzeczywistość okazała się inna.
Mijały lata, a tata był dla mnie coraz bardziej odległy. Czasami widziałam zdjęcia sprzed lat, na których się uśmiechał. W końcu pozostały dla mnie jedynie obrazkami w albumie, a nie rzeczywistymi wspomnieniami. Moi znajomi wciąż mieli ojców przy sobie. Ich ciepłe i radosne relacje sprawiały, że moje serce biło z zazdrości.
Często zadawałam sobie pytania. Co się z nim stało? Czy w ogóle o mnie myśli? A może założył nową rodzinę i o nas zapomniał? Kotłowały się we mnie gniew, smutek i zagubienie, a jednocześnie czułam wstyd z powodu odczuwanych emocji. Mama nigdy nie mówiła o nim źle, więc i ja starałam się nie myśleć o nim negatywnie, ale w sercu nosiłam pustkę, którą trudno było zapełnić.
W klasie żaden chłopak mnie nie interesował. Oczywiście nie brakowało przystojnych twarzy i kolegów, którzy cieszyli się popularnością, ale nie mieli w sobie tego czegoś, co przyciągałoby moją uwagę na dłużej. Wszyscy wydawali mi się tacy przewidywalni – ciągle te same żarty, rozmowy o grach i sporcie, nic, co by mnie naprawdę poruszało. Czasem, kiedy wiedziałam, że moje koleżanki podkochują się w kimś z klasy, zastanawiałam się, czy ze mną wszystko jest w porządku, czy może po prostu szukałam czegoś więcej. Kogoś, kto miałby w sobie coś wyjątkowego, czego nie potrafiłam jeszcze dokładnie nazwać, ale wiedziałam, że gdy to znajdę, poczuję to natychmiast.
Kiedy poznałam Aidana, przypomniałam sobie o uczuciu straty i pragnieniu bliskości. Jego charyzma i pewność siebie przyciągały mnie jak magnes. Widziałam w nim coś, czego pragnęłam dla swojej rodziny – bezwarunkową miłość, wsparcie i zrozumienie. A jednak myśl o ojcu wciąż krążyła w mojej głowie, gdyż jego nieobecność zawsze miała swoje miejsce w moim sercu. Zamknęłam się na innych, ale chciałam mieć szansę na nowe doświadczenia, na budowanie relacji z kimś, kto nie zostawiłby mnie samej. Zdałam sobie sprawę, że mogę zaryzykować i otworzyć się na ludzi wokół siebie, na kogoś kto mógł być kluczem do wypełnienia pustki, której tak długo doświadczałam.
***
Ostatniego dnia szkoły, po rozdaniu świadectw, całą klasą mieliśmy się spotkać u Pati, na imprezie rozpoczynającej upragnione wakacje. Atmosfera była pełna ekscytacji i radości. Uczniowie, buzujący szczęściem z powodu zakończenia roku szkolnego, krążyli po korytarzach, wymieniali się uśmiechami i planami na nadchodzące miesiące. W powietrzu czuć było nadzieję i wolność, a każdy z nas miał ochotę na zabawę.
Pati, jak zawsze, zadbała o każdy szczegół, aby uczynić imprezę wyjątkową. Jej dom, otoczony kwitnącymi kwiatami i zielonymi drzewami, zamienił się w kolorowy raj, pełen balonów i girland.
W ogrodzie rozstawiono stół z przekąskami – od chipsów po domowe wypieki jej mamy, które zawsze były hitem na każdej imprezie. W powietrzu unosił się zapach pieczonych ciastek, a dźwięki muzyki z głośników sprawiały, że wszyscy odczuwaliśmy radosne napięcie. Na chwilę przed rozpoczęciem imprezy całą klasą zebraliśmy się w jednym miejscu, by zrobić wspólne zdjęcie i uwiecznić chwilę – jedną z tych, które pamięta się przez całe życie.
Uśmiechy na twarzach, gesty radości i hasło: „Wakacje!” niosły się echem w powietrzu. Kiedy w końcu przyjechał Aidan, entuzjazm wzrósł jeszcze bardziej. Jego obecność wywołała u innych dziewczyn lekkie podniecenie.
Usiadłam pod drzewem w zaułku ogrodu, by odpocząć od napływającego tłumu. Zawsze imprezy klasowe przeradzały się w imprezy dla całej szkoły, a ja czasami potrzebowałam chwili wytchnienia, z dala od wrzawy, głośnych śmiechów i radosnych okrzyków, które zdawały się unosić w powietrzu jak balony. Czułam, że niekiedy muszę złapać oddech, aby nie zagubić się w tym szaleństwie.
Uniosłam głowę ku górze, a promienie słońca przedzierające się przez korony drzew rzucały ciepłe plamy światła na moją twarz. Blask sprawił, że poczułam się lekko. Mogłabym wznieść się w powietrze razem z nim. I nagle nad moją głową przefrunął czarny ptak, który usiadł na gałęzi nieopodal. Jego pióra lśniły w słońcu, a spojrzenie miał hipnotyzujące. Czas na chwilę się zatrzymał. Zastanawiałam się, o czym ten ptak myślał i dlaczego tutaj przyleciał. Czy jest podobny do mnie? Może także szukał schronienia przed zgiełkiem, który nas otaczał.
W mojej wyobraźni zwierzę stało się symbolem wolności i niezależności, a jednocześnie zagadką, która mogła skrywać wiele tajemnic. Przypomniały mi się historie o czarnych ptakach, które opowiadała mi babcia. Mówiła, że przynoszą szczęście, ale tylko tym, którzy potrafią je zrozumieć. Miałam wrażenie, że ten ptak wie więcej niż ja i mógłby opowiedzieć mi o swoich podróżach, o tym, co widział i co czuł. Uśmiechnęłam się do siebie na myśl o tym, ile można by się nauczyć, gdyby tylko dało się rozmawiać z takimi stworzeniami.
Z zamyślenia wyrwał mnie śmiech dochodzący z ogrodu. Przyjemne dźwięki przypomniały mi, że życie płynie dalej. Gdy spojrzałam w stronę przyjaciół, zobaczyłam, że Aidan tańczy z Pati, a wszyscy wokół nich śmieją się i klaszczą do rytmu. W sercu znów poczułam dreszcz ekscytacji, ale i niepewności. Jaką rolę odegrają w moim życiu te wakacje?
Pozostało jeszcze 90% treści tej książki.