Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Kruche pragnienia - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
14 lipca 2026
3399 pkt
punktów Virtualo

Kruche pragnienia - ebook

Miłość to gra, w której nie da się wygrać

Sara ma siedemnaście lat i dopiero wkracza w świat dorosłych. Wciąż chodzi do szkoły, a jej życie toczy się dobrze znanym rytmem – aż do chwili, gdy poznaje braci McKenzie.

Aidan, intrygujący i charyzmatyczny, od razu burzy jej emocjonalny spokój, ale to Liam, jego starszy brat, zdobywa jej serce. Sara nawiązuje z nim relację balansującą na granicy fascynacji i lęku, która z każdym dniem staje się coraz trudniejsza do zdefiniowania… Jego mroczna przeszłość i narastająca zazdrość Aidana nieoczekiwanie wciągają ją w wir sekretów, niebezpieczeństw, napięcia i pożądania.

Wkrótce dziewczyna będzie musiała zdecydować, komu może zaufać… i określić, czy ma siłę, by zawalczyć o siebie.

„Kruche pragnienia” to opowieść o dojrzewaniu do uczuć, które uderzają z całą siłą, kiedy nie jesteśmy na nie gotowi.

Poruszająca książka o odkrywaniu prawdy o sobie, bólu, jaki rodzi odwagę, i burzeniu murów, które wznosi przed nami świat.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Obyczajowe
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8423-512-6
Rozmiar pliku: 786 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PROLOG

Cza­sa­mi mi­łość wy­da­je się być wszyst­kim, cze­go po­trze­bu­je­my, by po­czuć, że ży­je­my na­praw­dę. To nie­po­wstrzy­ma­ny ogień, któ­ry w nas pło­nie. Każ­dą chwi­lę wy­pa­la pa­sją, a każ­dą prze­strzeń wy­peł­nia pra­gnie­niem. W ta­kim ogniu by­li­śmy my – ja i on.

Na­sze spoj­rze­nia za­wsze mia­ły w so­bie obiet­ni­ce, a uśmie­chy tka­ły nie­wi­dzial­ne nici mię­dzy na­szy­mi cia­ła­mi. Każ­de do­tknię­cie przy­po­mi­na­ło o tym, co nie­wy­po­wie­dzia­ne. Lecz pod tą na­mięt­no­ścią cza­ił się mrok. Ist­nia­ły sło­wa, któ­re ni­g­dy nie pa­dły, i praw­dy, któ­re skry­wa­li­śmy jak ta­jem­ni­ce. Obo­je uda­wa­li­śmy, że mi­łość wy­star­czy, że to ona nas ura­tu­je. W rze­czy­wi­sto­ści było zu­peł­nie ina­czej. Brak szcze­ro­ści, jak tru­ci­zna, po­wo­li są­czył się do na­szych serc.

Jesz­cze wte­dy nie wie­dzia­łam, że to wła­śnie kłam­stwa, ci­che i nie­po­zor­ne, mia­ły znisz­czyć wszyst­ko. Do­pie­ro te­raz, kie­dy pa­trzę wstecz, ro­zu­miem, że każ­da na­mięt­ność bez za­ufa­nia jest jak ogień bez tle­nu. Może pło­nąć chwi­lę, ale w koń­cu zga­śnie. Po­zo­sta­ną je­dy­nie po­piół i zim­ne wspo­mnie­nia. To była mi­łość, któ­ra nas spa­li­ła.ROZDZIAŁ I

Za­ko­chać się ozna­cza do­świad­czyć uczu­cia, któ­re prze­wra­ca świat do góry no­ga­mi. To jak po­dróż, ma­gicz­na i emo­cjo­nal­na, w któ­rej ser­ce bije szyb­ciej, a my­śli są skie­ro­wa­ne ku jed­nej oso­bie. Mi­łość do­da­je ko­lo­rów na­sze­mu ży­ciu i spra­wia, że drob­ne rze­czy sta­ją się waż­ne, a chwi­le na­bie­ra­ją wy­jąt­ko­we­go sma­ku. Za­ko­chać się to od­kry­wać pięk­no w dru­gim czło­wie­ku i czer­pać ra­dość ze wspól­nych do­świad­czeń.

Tak czy­ta­łam, ale w rze­czy­wi­sto­ści nic o tym nie wie­dzia­łam.

W dniu po­prze­dza­ją­cym moje sie­dem­na­ste uro­dzi­ny ży­cie za­czę­ło się zmie­niać. To był zwy­czaj­ny dzień, może tro­chę zbyt dusz­ny jak na po­czą­tek wio­sny, ale w po­wie­trzu nie było nic, co zwia­sto­wa­ło­by, że wszyst­ko, co zna­łam do tej pory, mia­ło zo­stać wy­wró­co­ne do góry no­ga­mi. Z per­spek­ty­wy cza­su do­strze­gam zna­ki – drob­ne sy­gna­ły – któ­re wte­dy zi­gno­ro­wa­łam. Ale tego dnia by­łam zbyt po­chło­nię­ta my­ślą o ju­trze – o ko­lej­nym roku i pla­nach, któ­re mia­łam na przy­szłość. Ni­g­dy nie spo­dzie­wa­łam się, że jed­no spo­tka­nie, jed­no spoj­rze­nie może roz­plą­tać wszyst­kie nit­ki, z któ­rych utka­łam swo­ją co­dzien­ność. Sta­łam na pro­gu cze­goś no­we­go, nie­świa­do­ma, że za chwi­lę prze­kro­czę gra­ni­cę, zza któ­rej nie bę­dzie po­wro­tu.

Kie­dy wra­ca­łam ze szko­ły, moją uwa­gę zwró­cił czar­ny ptak sie­dzą­cy na ster­czą­cym frag­men­cie spa­lo­ne­go drze­wa. Dwa mie­sią­ce temu ude­rzył w nie pio­run i do­szczęt­nie spło­nę­ło. Dla­cze­go tra­fił aku­rat w to, sko­ro wo­kół ro­sło tyle wy­so­kich drzew? Czy to przy­pa­dek, czy może było w tym ja­kieś ukry­te zna­cze­nie, któ­re­go nie po­tra­fi­łam zro­zu­mieć?

Czar­ny ptak zda­wał się na­le­żeć do tego znisz­cze­nia – jak­by jego obec­ność była od­po­wie­dzią na py­ta­nia, któ­re od tam­tej pory krą­ży­ły mi po gło­wie. Trwał nie­ru­cho­mo, a jego kru­cze oczy wpa­try­wa­ły się w coś, cze­go nie wi­dzia­łam… Czy był straż­ni­kiem tego miej­sca, a może zwia­stu­nem cze­goś nie­uchron­ne­go?

Prze­szył mnie dziw­ny dreszcz. Nie po­tra­fi­łam ode­rwać wzro­ku od tego ob­ra­zu, jak­by ptak i spa­lo­ne drze­wo kry­ły ta­jem­ni­cę, któ­rej ujaw­nie­nie mo­gło­by od­mie­nić moje ży­cie.

Tego dnia mia­łam wra­że­nie, że co­kol­wiek się wy­da­rzy, bę­dzie po­wią­za­ne z tym, co mia­ło do­pie­ro na­dejść. Być może cho­dzi­ło o moje uro­dzi­ny, a może o coś o więk­szym zna­cze­niu, cze­go jesz­cze nie by­łam w sta­nie po­jąć.

Pro­mie­nie słoń­ca roz­świe­tla­ły kra­jo­braz, ma­lu­jąc wszyst­ko w ja­snych od­cie­niach. W po­wie­trzu uno­si­ło się cie­pło, a chmu­ry zda­wa­ły się tań­czyć na błę­kit­nym tle. Na­tu­ra pul­su­je ży­ciem, po­my­śla­łam. Każ­de mu­śnię­cie słoń­ca przy­po­mi­na­ło cie­pły uścisk. Od­chy­li­łam gło­wę do tyłu i wcią­gnę­łam głę­bo­ko po­wie­trze. Było cu­dow­nie i nic nie za­po­wia­da­ło tak gwał­tow­nej zmia­ny po­go­dy. W jed­nej chwi­li wiatr się wzmógł. Nie­bo po­czer­nia­ło i spadł sil­ny deszcz. Ni­czym kur­ty­na za­sło­nił wszyst­ko wo­kół. Ude­rzał w zie­mię z taką in­ten­syw­no­ścią, że w cią­gu kil­ku se­kund uli­ce spły­nę­ły wodą.

Za­czął się spek­takl na­tu­ry, w któ­rym po­tęż­ne siły kon­fron­to­wa­ły się na nie­bie. Bły­ska­wi­ce roz­świe­tla­ły ciem­ność, ma­lu­jąc dra­ma­tycz­ne ob­ra­zy chmur. Na­tu­ra de­mon­stro­wa­ła swo­ją siłę, two­rząc nie­zwy­kłą sym­fo­nię dźwię­ków i wi­do­ków. Pio­ru­ny prze­ci­na­ły nie­bo ni­czym ży­let­ki i ude­rza­ły w zie­mię. Po­tęż­ne grzmo­ty jak gło­sy gi­gan­tów za­głu­sza­ły ci­szę i wy­peł­nia­ły ko­ro­ny drzew, któ­re pod wpły­wem wia­tru ko­ły­sa­ły się na wszyst­kie stro­ny. Prze­raź­li­wy po­mruk bu­rzy ata­ko­wał moje zmy­sły jak wy­głod­nia­ły wilk swo­ją ofia­rę. By­łam prze­ra­żo­na… Nie mia­łam do­kąd uciec. Uli­ca przy­bra­ła po­stać ta­fli lu­stra i od­bi­ja­ła kosz­mar roz­gry­wa­ją­cy się na nie­bie. Sil­ny po­dmuch wia­tru ci­snął mi desz­czem w twarz. Ude­rze­nia zim­nych kro­pel i huk pio­ru­nów spra­wi­ły, że za­czę­łam drżeć.

Za kur­ty­ną desz­czu uj­rza­łam kru­ka. Sie­dział sztyw­no, jak za­hip­no­ty­zo­wa­ny. Spra­wiał wra­że­nie mar­twe­go, a może taki był… Jego ciem­ne pió­ra po­ły­ski­wa­ły w sza­ro­ści mo­kre­go dnia, ale nie ru­szał się. Nie drgnął na­wet wte­dy, gdy wo­kół ude­rza­ły kro­ple i pio­ru­ny. Pa­trzył pro­sto na mnie z taką in­ten­syw­no­ścią, jak­by znał każ­dy mój se­kret. Zro­bi­łam krok w jego stro­nę, cho­ciaż ser­ce pod­po­wia­da­ło mi, żeby ucie­kać. Deszcz za­ci­nał mi twarz, a ptak wciąż sie­dział nie­wzru­szo­ny, nie­ru­cho­mo jak po­sąg. W po­wie­trzu uno­si­ło się coś dziw­ne­go, cze­go nie po­tra­fi­łam na­zwać, jak­by ta chwi­la była za­wie­szo­na po­mię­dzy tym, co re­al­ne, a tym, co nie­zna­ne.

W pew­nym mo­men­cie wiatr za­trzy­mał się na uła­mek se­kun­dy, a wte­dy usły­sza­łam… szept. Nie na­le­żał do ni­ko­go, a mimo to zda­wał się po­cho­dzić ze­wsząd. Nie ro­zu­mia­łam słów, ale czu­łam ich zna­cze­nie.

To kruk. On nie był zwy­kłym pta­kiem, tyl­ko sym­bo­lem cze­goś, co na mnie cze­ka­ło – od nie­go za­czy­na­ła się hi­sto­ria, któ­rej fi­na­łu nie po­tra­fi­łam jesz­cze prze­wi­dzieć. Spa­ra­li­żo­wa­na i prze­ra­żo­na osu­nę­łam się na zie­mię…

***

Gdy się obu­dzi­łam, bo­la­ła mnie gło­wa i czu­łam zmę­cze­nie i na­pię­cie, któ­re obej­mo­wa­ły każ­dy mię­sień i każ­dą kość. Na­wet naj­mniej­szy ruch wy­ma­gał ogrom­ne­go wy­sił­ku, jak­by pod skó­rą tkwi­ły drob­ne cier­nie, ra­nią­ce cia­ło przy naj­lżej­szym drgnię­ciu, przy­po­mi­na­ją­ce o swo­jej obec­no­ści. Mama sie­dzia­ła przy moim łóż­ku. Uśmiech­nę­ła się do mnie i uca­ło­wa­ła w czo­ło.

– No, już je­steś z nami. Spa­łaś tak dłu­go, nie je­steś głod­na?

– Nie pa­mię­tam, co się sta­ło, mamo. Dla­cze­go wszyst­ko mnie boli?

– Po­waż­nie, nic nie pa­mię­tasz? – za­py­ta­ła za­nie­po­ko­jo­na. – Był le­karz i do­kład­nie cię prze­ba­dał. Nie masz żad­nych ob­ra­żeń fi­zycz­nych poza drob­ny­mi otar­cia­mi na no­gach i dło­niach. Prze­pi­sał ci ta­blet­ki prze­ciw­bó­lo­we. Za­raz je przy­nio­sę. – Wsta­ła po­spiesz­nie z krze­sła i po­da­ła mi szklan­kę wody, a do dru­giej dło­ni wzię­ła bia­łą ta­blet­kę.

– Wczo­raj była strasz­li­wa bu­rza, a ty po szko­le nie wró­ci­łaś do domu, więc za­czę­łam cię szu­kać. Twój te­le­fon nie miał za­się­gu. Nie wie­dzia­łam, gdzie je­steś. Ob­dzwo­ni­łam każ­de­go z two­ich zna­jo­mych, ale nikt cię nie wi­dział. – Do oczu na­pły­nę­ły jej łzy, nie prze­sta­wa­ła jed­nak mó­wić.

Z każ­dą ko­lej­ną chwi­lą czu­łam na­ra­sta­ją­cy cię­żar jej słów, jak­by były ka­mie­nia­mi, któ­re z co­raz więk­szą siłą opa­da­ły na moją klat­kę pier­sio­wą.

– Nie mo­głam spać, całą noc cię szu­ka­łam – kon­ty­nu­owa­ła. – My­śla­łam, że może schro­ni­łaś się gdzieś przed desz­czem, że za­raz wró­cisz… ale go­dzi­ny mi­ja­ły, a ja nie wie­dzia­łam, co ro­bić. W gło­wie po­ja­wia­ły się naj­gor­sze sce­na­riu­sze. Po­noć ktoś przy­niósł cię do ko­ścio­ła w na­szej pa­ra­fii, a od­krył ksiądz Ma­te­usz. By­łaś nie­przy­tom­na. – Mama za­ci­snę­ła dło­nie na kra­wę­dzi sto­łu. Po jej po­licz­kach spły­nę­ły łzy.

Sło­wa od­bi­ja­ły się echem w mo­jej gło­wie, choć po­win­ny wy­wo­łać we mnie ja­kieś re­ak­cje: strach, prze­ra­że­nie, co­kol­wiek. Ale ja tyl­ko le­ża­łam w ci­szy, z dziw­nym cię­ża­rem na pier­si, któ­ry nie po­zwa­lał mi nor­mal­nie od­dy­chać.

– Czy ktoś ci zro­bił krzyw­dę, ko­cha­nie? – za­py­ta­ła z na­dzie­ją, że za­prze­czę.

Skie­ro­wa­łam wzrok naj­pierw na nią, a póź­niej na ścia­nę. Czu­łam się ina­czej, obco we wła­snym cie­le. Coś we mnie ule­gło zmia­nie, jak­by tam­ta noc była gra­ni­cą, któ­rą prze­kro­czy­łam, ale jesz­cze nie ro­zu­mia­łam kon­se­kwen­cji. Moje sa­mo­po­czu­cie mo­gło mieć z tym zwią­zek, choć nie w spo­sób, o któ­rym my­śla­ła mama.

– Nie, mamo, wszyst­ko jest w po­rząd­ku – wy­szep­ta­łam w koń­cu kil­ka słów, któ­re były bar­dziej py­ta­niem do sa­mej sie­bie niż od­po­wie­dzią.

Ob­ra­zy sprzed bu­rzy po­ja­wia­ły się i zni­ka­ły w mo­jej gło­wie, roz­ma­za­ne jak w kosz­ma­rze, ale wciąż nie po­tra­fi­łam po­łą­czyć ich w ca­łość. Czu­łam, że wy­da­rze­nia tam­tej nocy były mrocz­niej­sze i mia­ły głęb­sze zna­cze­nie, niż kto­kol­wiek mógł przy­pusz­czać. Coś we mnie było inne… Bu­dzi­ło nie­po­kój, któ­re­go nie po­tra­fi­łam na­zwać.

– Chcia­ła­bym się prze­spać. Je­stem strasz­nie zmę­czo­na.

Wtu­li­łam się w po­dusz­kę i za­snę­łam.ROZ­DZIAŁ II

Mi­nę­ło kil­ka ty­go­dni i prze­sta­łam my­śleć o tam­tym prze­ra­ża­ją­cym wy­da­rze­niu. Poza tym nie­wie­le pa­mię­ta­łam, nie było nad czym się za­sta­na­wiać. Tam­ta dziw­na noc spra­wia­ła wra­że­nie od­le­głej i za­mglo­nej jak sen, któ­ry co­raz bar­dziej tra­cił na ostro­ści. Może to i le­piej – w koń­cu im mniej o tym my­śla­łam, tym ła­twiej było wró­cić do nor­mal­no­ści. A nor­mal­ność, choć chwi­la­mi przy­tła­cza­ją­ca, była bez­piecz­na.

Wio­sen­ne dni zle­cia­ły szyb­ko w na­tło­ku za­jęć i nie­koń­czą­cych się spraw­dzia­nów. Nim zdą­ży­łam się obej­rzeć, wa­ka­cje były tuż-tuż.

W szko­le pa­no­wał luź­niej­szy na­strój. Na­uczy­cie­le prze­sta­li się przej­mo­wać za­da­nia­mi do­mo­wy­mi, a my od­li­cza­li­śmy dni do koń­ca roku. Za­miast sku­pić się na lek­cjach, pla­no­wa­li­śmy wspól­ne wy­jaz­dy, wy­pa­dy nad je­zio­ro i dłu­gie let­nie wie­czo­ry przy ogni­sku.

To była moja nowa rze­czy­wi­stość – co­dzien­ne roz­mo­wy o ni­czym, śmie­chy na ko­ry­ta­rzach, wpa­try­wa­nie się w ze­gar, byle szyb­ciej mi­nę­ła ko­lej­na nud­na lek­cja.

Sie­dze­nie w domu do­pro­wa­dza­ło mnie do sza­leń­stwa. Prze­by­wa­nie w czte­rech ścia­nach, w któ­re wsiąk­nę­ło wspo­mnie­nie tej jed­nej nocy, spra­wia­ło, że się du­si­łam. Mu­sia­łam wyjść, ru­szyć się, po­czuć, że zno­wu mam kon­tro­lę nad swo­im ży­ciem. Każ­de­go dnia, kie­dy za­my­ka­łam za sobą drzwi, czu­łam, jak na­pię­cie po­wo­li ustę­pu­je, a po­wie­trze sta­je się lżej­sze. Ale, mimo że prze­sta­łam my­śleć o tam­tej nocy, od cza­su do cza­su ła­pa­łam się na tym, że coś było… nie tak. Niby wszyst­ko wró­ci­ło do nor­my, a jed­nak mia­łam wra­że­nie, że ktoś mnie ob­ser­wu­je.

To uczu­cie po­ja­wia­ło się na­gle, bez po­wo­du – cza­sem na uli­cy, cza­sem w szko­le, a cza­sem w środ­ku nocy, kie­dy le­ża­łam w łóż­ku. Tam­ta noc wciąż rzu­ca­ła cień na moje ży­cie, na­wet je­śli nie chcia­łam tego przy­znać.

Mama krzą­ta­ła się w kuch­ni, a za­pach ja­jecz­ni­cy i sma­żo­ne­go be­ko­nu do­tarł aż do mo­je­go po­ko­ju. Ale pach­nia­ło czymś jesz­cze. Coś słod­kie­go uno­si­ło się de­li­kat­nie w po­wie­trzu jak za­po­wiedź nie­spo­dzian­ki. Nie mo­głam się oprzeć – szyb­ko zbie­głam po scho­dach i wpa­dłam do kuch­ni jak bły­ska­wi­ca.

– Co tak pach­nie? – za­py­ta­łam, nie­mal wpa­da­jąc na stół, na któ­rym le­ża­ła już mi­ska świe­żych owo­ców i ka­wa­łek cie­płe­go chle­ba.

Mama od­wró­ci­ła się z pa­tel­nią w ręku i uśmiech­nę­ła ta­jem­ni­czo. Ale to nie ja­jecz­ni­ca zwró­ci­ła moją uwa­gę – na bla­cie w ką­cie kuch­ni sta­ło cia­sto cy­na­mo­no­we, po­kry­te lu­krem, któ­re­go za­pach wy­peł­niał prze­strzeń.

– To na póź­niej – po­wie­dzia­ła i zer­k­nę­ła na mnie z uśmie­chem. – Ale wie­dzia­łam, że przy­cią­gnie cię tu szyb­ciej niż be­kon.

Usia­dłam przy sto­le. Czu­łam, jak moje my­śli na chwi­lę ula­tu­ją od wszyst­kie­go, co ostat­nio dzia­ło się wo­kół mnie. Były ta­kie dni jak ten, kie­dy wszyst­ko zda­wa­ło się być w po­rząd­ku.

Ale wciąż, gdzieś głę­bo­ko we mnie cza­iło się to nie­po­ko­ją­ce uczu­cie, któ­re od cza­su do cza­su wra­ca­ło. Jak­by cien­ka li­nia od­dzie­la­ją­ca ten spo­koj­ny po­ra­nek od cze­goś mrocz­niej­sze­go była go­to­wa pęk­nąć w każ­dej chwi­li. Dziś jed­nak… dziś chcia­łam uwie­rzyć, że wszyst­ko bę­dzie do­brze.

– Za­wsze, gdy jest ład­na po­go­da, szy­ku­jesz ja­kieś wy­myśl­ne śnia­dan­ka – po­wie­dzia­łam z uśmie­chem, pod­cho­dząc do mamy.

Przy­tu­li­łam się do jej ple­ców. Po­czu­łam cie­pło, któ­re od niej biło. To było ta­kie zna­jo­me, ta­kie ko­ją­ce.

– Wiesz, że lu­bię cię roz­piesz­czać – od­po­wie­dzia­ła. Śmia­ła się przy tym, a ja po­czu­łam jej ręce spo­czy­wa­ją­ce na mo­ich, kie­dy de­li­kat­nie się od­wró­ci­ła. – Poza tym kie­dy po­go­da jest taka pięk­na, to aż chce się coś zro­bić.

Pro­mie­nie słoń­ca wpa­da­ją­ce przez okno two­rzy­ły w kuch­ni zło­te re­flek­sy. Na chwi­lę wszyst­ko wy­da­ło się ide­al­ne. Zła­pa­łam wi­de­lec i za­czę­łam na­kła­dać ja­jecz­ni­cę, było tak cu­dow­nie, nor­mal­nie. Po­win­nam pie­lę­gno­wać te mo­men­ty, bo ni­g­dy nie wia­do­mo, jak dłu­go będą trwać. Coś we mnie szep­ta­ło, że ta har­mo­nia może zo­stać prze­rwa­na, tak jak noc, któ­rej szcze­gó­ły wciąż były dla mnie za­gad­ką.

– Pa­mię­taj, że cia­sto jest na de­ser – rzu­ci­ła mama z uśmie­chem, pró­bu­jąc przy­wró­cić mnie do rze­czy­wi­sto­ści.

– Obie­cu­ję, że po­cze­kam – od­po­wie­dzia­łam.

– Do­brze spa­łaś?

– Tak, dzię­ku­ję, je­stem wy­spa­na i go­to­wa na nowe wy­zwa­nia! – Wy­szcze­rzy­łam się, by w koń­cu wy­pu­ści­ła mnie do szko­ły.

– Na pew­no czu­jesz się już do­brze? – spy­ta­ła za­tro­ska­na, marsz­cząc czo­ło, a w jej gło­sie wy­raź­nie po­brzmie­wa­ła oba­wa.

– Tak, mamo, czu­ję się do­brze, a je­śli będę sie­dzia­ła w domu, zwa­riu­ję i tra­fię do wa­riat­ko­wa. – Par­sk­nę­łam śmie­chem, żeby ją uspo­ko­ić.

Mama uśmiech­nę­ła się nie­pew­nie, ale wi­dzia­łam, że wciąż nie była prze­ko­na­na. Po­da­ła mi ku­bek kawy i przyj­rza­ła się ba­daw­czo.

– No do­brze, sko­ro tak mó­wisz – od­po­wie­dzia­ła, ale jej oczy zdra­dza­ły, że mar­twi się bar­dziej, niż chcia­ła po­ka­zać.

Wzię­łam wi­de­lec i za­czę­łam jeść. Pró­bo­wa­łam nadać roz­mo­wie lżej­szy ton. Wie­dzia­łam, że od tam­tej nocy mama nie była sobą. Cały czas py­ta­ła, czy nic mi nie jest, czy na pew­no do­brze się czu­ję. A ja sama, choć uda­wa­łam, że wszyst­ko jest w po­rząd­ku, mia­łam wra­że­nie, że coś we mnie się zmie­ni­ło – choć nie po­tra­fi­łam jesz­cze po­wie­dzieć co.

– Może pój­dzie­my na spa­cer pod wie­czór? – za­py­ta­ła nie­spo­dzie­wa­nie, jak­by chcia­ła od­wró­cić uwa­gę od swo­ich my­śli.

– Ja­sne, cze­mu nie? Tro­chę ru­chu mi się przy­da – od­po­wie­dzia­łam, mimo że w gło­wie wciąż krą­ży­ły py­ta­nia, na któ­re nie mia­łam od­po­wie­dzi.

***

W szko­le pa­no­wał spo­kój, nie­któ­rzy wy­je­cha­li już na wa­ka­cje, więc ko­ry­ta­rze były o wie­le mniej za­tło­czo­ne niż zwy­kle. Kla­sy wy­glą­da­ły jak pu­ste stat­ki, a dźwię­ki śmie­chu i roz­mów, któ­re za­zwy­czaj wy­peł­nia­ły prze­strzeń, ustą­pi­ły miej­sca szu­mo­wi wen­ty­la­to­rów i sze­le­sto­wi pa­pie­rów.

W po­wie­trzu uno­si­ła się mie­szan­ka woni let­nie­go słoń­ca i za­pa­chu świe­żej far­by – szko­ła przy­go­to­wy­wa­ła się do let­nich po­rząd­ków.

Usia­dłam na ław­ce w szkol­nym ogro­dzie, któ­ry tęt­nił ży­ciem. Ga­łę­zie po­kry­tych kwia­ta­mi drzew ugi­na­ły się pod cię­ża­rem de­li­kat­nych, bia­łych i ró­żo­wych płat­ków, wy­peł­nia­ją­cych po­wie­trze słod­kim za­pa­chem.

W słoń­cu ko­lo­ro­we kwia­ty mie­ni­ły się jak klej­no­ty, a drob­ne psz­czo­ły i mo­ty­le krą­ży­ły wśród nich, cie­sząc się let­nią aurą.

Szko­ła, choć pra­wie pu­sta, wy­da­wa­ła się peł­na ży­cia. Od cza­su do cza­su prze­cho­dzi­ły grup­ki uczniów, a ich śmiech od­bi­jał się od ścian bu­dyn­ku. Pa­trzy­łam na nich i czu­łam, jak spo­kój tej chwi­li ko­ły­sze mnie do snu. W tym mo­men­cie, w tym ogro­dzie, z wi­do­kiem na nie­bo w peł­ni błę­ki­tu, czu­łam, że mogę na chwi­lę za­po­mnieć o wszyst­kim.

Wte­dy przy­szła mi do gło­wy myśl, że może te wa­ka­cje będą dla mnie cza­sem od­kryć, po­cząt­kiem cze­goś no­we­go. Może w koń­cu zdo­bę­dę się na od­wa­gę, żeby wyjść poza stre­fę kom­for­tu i zre­ali­zo­wać pla­ny. Moje ser­ce za­czę­ło bić moc­niej na samą myśl o moż­li­wo­ściach, któ­re przede mną sta­ły.

Z za­my­śle­nia wy­rwał mnie dźwięk dzwon­ka na lek­cje. Wsta­łam, ode­tchnę­łam głę­bo­ko i ru­szy­łam w stro­nę kla­sy, go­to­wa na ostat­nie lek­cje przed wa­ka­cyj­nym roz­luź­nie­niem. Przede mną były jesz­cze dni, któ­re mo­gły od­mie­nić moją per­spek­ty­wę, a może na­wet ży­cie.

Baś­ka na bo­isku, jak za­wsze, miz­drzy­ła się do chło­pa­ków, przy­stę­pu­jąc do nich z uśmie­chem, któ­ry mógł­by roz­pa­lić na­wet w naj­chłod­niej­szy dzień. Jej krę­co­ne wło­sy fa­lo­wa­ły na wie­trze, a ru­chy były peł­ne pew­no­ści sie­bie, co spra­wia­ło, że nie dało się ode­rwać od niej wzro­ku. Wy­glą­da­ło na to, że każ­dy chło­pak w oko­li­cy zwra­cał na nią uwa­gę, a ona, jak praw­dzi­wa gwiaz­da, ko­rzy­sta­ła z tego z przy­jem­no­ścią.

Anka, za­wsze go­to­wa rzu­cić cię­tą uwa­gę, nie mo­gła się po­wstrzy­mać od ko­men­to­wa­nia. Z bli­ska ob­ser­wo­wa­ła sy­tu­ację, a w jej oczach cza­ił się zło­śli­wy błysk.

– Pa­trz­cie, pa­trz­cie! Na­sza Baś­ka znów my­śli, że gra w te­atrze – na­bi­ja­ła się z niej, zwra­ca­jąc uwa­gę resz­ty dziew­czyn. – Może po­win­na zgło­sić się do ca­stin­gu na mo­del­kę?

Resz­ta ko­le­ża­nek wy­bu­chła śmie­chem, a Baś­ka, nie­zra­żo­na, tyl­ko prze­wró­ci­ła ocza­mi i prze­kor­nie od­po­wie­dzia­ła:

– A ty może po­win­naś zo­stać kry­tycz­ką mody, Anka? Może też ci się uda?

Dziew­czy­na unio­sła brwi. Jej śmiech był za­raź­li­wy. Ich przy­jaźń była peł­na żar­tów i do­cin­ków, któ­re spra­wia­ły, że na­wet naj­nud­niej­sze dni spę­dza­ne wspól­nie mia­ły w so­bie iskrę.

– Nie po­trze­bu­ję ty­tu­łu, żeby wie­dzieć, co jest mod­ne – od­par­ła Anka przez śmiech. – Ale je­śli cho­dzi o cie­bie, to mo­gła­byś po­my­śleć o tym, żeby zre­zy­gno­wać z tej szmin­ki. Wy­glą­dasz jak stra­szy­dło z hor­ro­ru!

Obie dziew­czy­ny zno­wu za­czę­ły się śmiać, a Baś­ka z uda­wa­nym obu­rze­niem po­pra­wi­ła swo­ją fry­zu­rę.

Wła­śnie ta­kie chwi­le spra­wia­ły, że ży­cie szkol­ne było zno­śne – drob­ne do­cin­ki, śmiech i przy­jaźń, któ­re do­da­wa­ły ko­lo­rów do ich co­dzien­no­ści. Na bo­isku za­pa­no­wa­ła ra­do­sna at­mos­fe­ra, a resz­ta uczniów, choć może nie wszy­scy byli z nimi bli­sko, rów­nież pod­chwy­ci­ła na­strój wy­wo­ła­ny słoń­cem i błę­ki­tem nie­ba.

– Wie­cie, że mamy no­we­go ucznia w mie­ście? – po­wie­dzia­ła Kaś­ka z wy­ra­zem pod­eks­cy­to­wa­nia na twa­rzy. Wy­da­wa­ła się nie­co bar­dziej oży­wio­na niż zwy­kle. – Wi­dzia­łam za­je­bi­sty sa­mo­chód pod szko­łą dziś rano. Wcze­śniej go nie wi­dzia­łam! A wczo­raj wie­czo­rem mat­ka wspo­mi­na­ła, że musi przy­go­to­wać pa­pie­ry w se­kre­ta­ria­cie. Po co pod ko­niec wa­ka­cji przy­go­to­wu­je się pa­pie­ry? Dla no­we­go, nie?!

Wszy­scy na chwi­lę się za­trzy­ma­li, za­in­try­go­wa­ni.

W szko­le nic tak nie elek­try­zo­wa­ło uczniów jak nowi. Ozna­cza­ło to nowe plot­ki, nowe twa­rze i oczy­wi­ście – nowe mi­ło­ści.

– Co to za sa­mo­chód? – za­py­tał To­mek, a jego oczy za­świe­ci­ły się na myśl o szyb­kim au­cie. – Spor­to­wy?

– Tak, wy­glą­dał jak z ja­kie­goś fil­mu! – po­twier­dzi­ła Kaś­ka, a w jej gło­sie sły­chać było pod­nie­ce­nie. – Czer­wo­ny, błysz­czą­cy, a sil­nik brzmiał jak… jak­by chciał rzu­cić wy­zwa­nie ca­łej resz­cie!

– Może jest ja­kimś ce­le­bry­tą – za­żar­to­wa­ła Anka, a resz­ta przy­tak­nę­ła, wy­obra­ża­jąc so­bie, jak nowy uczeń przy­jeż­dża do szko­ły w oto­cze­niu fa­nów. – Albo sy­nem ja­kie­goś bo­ga­cza.

Za­czę­ły się spe­ku­la­cje. Każ­dy do­da­wał coś od sie­bie, a hi­sto­rie ro­bi­ły się co­raz bar­dziej ab­sur­dal­ne. Nie­któ­rzy mó­wi­li, że nowy uczeń jest mi­strzem spor­tów eks­tre­mal­nych, inni twier­dzi­li, że po­cho­dzi z in­ne­go kra­ju i mówi kil­ko­ma ję­zy­ka­mi.

– A może wca­le nie jest no­wym uczniem, tyl­ko przy­szedł tu po pro­stu po­jeź­dzić au­tem – rzu­cił Ka­mil, roz­ba­wio­ny. – Może za­pi­sał się do tej szko­ły tyl­ko po to, żeby zdo­być na­sze ser­ca.

Kaś­ka kiw­nę­ła gło­wą.

– W każ­dym ra­zie mu­si­my spraw­dzić, kim on jest! Może się z nim za­przy­jaź­ni­my. Ta­kie auto może być świet­nym pre­tek­stem do roz­mo­wy.

Plot­ki o przy­by­szu roz­prze­strze­nia­ły się po szko­le jak wi­rus. Cała kla­sa za­czę­ła snuć pla­ny, jak go od­na­leźć i po­znać. Ktoś za­pro­po­no­wał, by po lek­cjach zba­dać spra­wę, inni byli za tym, by po­cze­kać, aż sam się ujaw­ni. Była to oso­ba, z in­te­re­su­ją­cym sa­mo­cho­dem i ta­jem­ni­czą hi­sto­rią, a to ozna­cza­ło, że nad­cho­dzi­ły ko­lej­ne przy­go­dy.

– Tak na­wia­sem mó­wiąc, to dziw­ne, że ktoś nowy przy­je­chał do tej dziu­ry – wtrą­ci­ła Ola, krzy­żu­jąc ra­mio­na i krę­cąc gło­wą z dez­apro­ba­tą.

Cała kla­sa zwró­ci­ła na nią uwa­gę, a Anka przy­tak­nę­ła z uśmie­chem.

– No wła­śnie, kto w ogó­le de­cy­du­je się na prze­pro­wadz­kę do na­szej ma­łej wio­ski? To jak­by pójść na wy­ciecz­kę do mu­zeum – do­da­ła z prze­ką­sem.

Kaś­ka nie dała się znie­chę­cić i tyl­ko wzru­szy­ła ra­mio­na­mi.

– To może być tym­cza­so­we. Albo ma ja­kieś po­wo­dy, o któ­rych nie wie­my.

Ola spoj­rza­ła na nią z wy­mow­nym uśmie­chem.

– Albo chce się scho­wać przed świa­tem – po­wie­dzia­ła, a resz­ta zno­wu za­czę­ła snuć róż­ne teo­rie.

– Może prze­grał w po­ke­ra z gang­ste­ra­mi i te­raz się ukry­wa! – za­żar­to­wał To­mek, co wy­wo­ła­ło sal­wę śmie­chu.

– A może jest ge­niu­szem, któ­ry prze­pro­wa­dził się tu­taj, żeby w spo­ko­ju na­pi­sać swój de­biu­tanc­ki thril­ler – do­da­ła Anka, po czym te­atral­nie za­kry­ła usta dło­nią.

Roz­mo­wy prze­ro­dzi­ły się w swo­isty spek­takl, a każ­dy do­da­wał coś od sie­bie, pró­bu­jąc wy­my­ślić naj­dziw­niej­sze hi­sto­rie na te­mat no­we­go ucznia. W koń­cu wszy­scy przy­zna­li, że nie­za­leż­nie od tego, kim był, sta­no­wił cie­ka­wy te­mat do roz­mo­wy, a jego obec­ność z pew­no­ścią mo­gła wpro­wa­dzić świe­żość w ich ru­ty­nę. Ola, wi­dząc, że resz­ta gru­py się bawi, po­sta­no­wi­ła jed­nak do­dać coś po­waż­niej­sze­go.

– Wie­cie, co jest naj­dziw­niej­sze? Że nikt z nas nie wie, dla­cze­go w ogó­le się tu po­ja­wił. Może ma ja­kieś ukry­te po­wo­dy, któ­re mogą nas wszyst­kich za­sko­czyć.

Roz­mo­wa na­bra­ła no­we­go wy­mia­ru. Inni za­czę­li spe­ku­lo­wać, a w ich oczach po­ja­wi­ła się cie­ka­wość. Wy­glą­da­ło na to, że nie był tyl­ko no­wym uczniem z za­je­bi­stym sa­mo­cho­dem. Krył w so­bie ta­jem­ni­ce war­te od­kry­cia. Gdy każ­dy z nas wy­my­ślał co­raz bar­dziej sza­lo­ne hi­sto­rie, z dru­gie­go koń­ca bo­iska przy­szła do nas Pa­try­cja, naj­ślicz­niej­sza dziew­czy­na w szko­le, je­śli nie w ca­łym mie­ście.

Jej dłu­gie, zło­ci­ste wło­sy lśni­ły w pro­mie­niach słoń­ca wpa­da­ją­cych przez okno, a oczy mia­ły ko­lor czy­ste­go, let­nie­go nie­ba. Kie­dy po­de­szła, roz­mo­wy na­tych­miast uci­chły. Chłop­cy za­czę­li się wier­cić, jak­by na­gle w kla­sie zro­bi­ło się cie­plej.

Pa­try­cja spoj­rza­ła na nas z uśmie­chem, a w po­wie­trzu dało się wy­czuć dresz­czyk eks­cy­ta­cji. Jej obec­ność za­wsze wpro­wa­dza­ła at­mos­fe­rę ta­jem­ni­czo­ści i uro­ku. Spra­wia­ła, że każ­dy zwra­cał na nią uwa­gę.

– Hej, co tu ta­kie­go cie­ka­we­go? – za­py­ta­ła, prze­ry­wa­jąc na­sze spe­ku­la­cje. Jej głos brzmiał jak mu­zy­ka, a cała kla­sa wpa­try­wa­ła się w nią z cie­ka­wo­ścią.

Kaś­ka, nie­co za­sko­czo­na, za­czę­ła szyb­ko opo­wia­dać o no­wym uczniu i jego sa­mo­cho­dzie. Pa­try­cja słu­cha­ła z za­in­te­re­so­wa­niem, a jej uśmiech sta­wał się co­raz szer­szy.

– Może jest księ­ciem z baj­ki? – do­da­ła i pu­ści­ła oko.

Wszy­scy wy­buch­nę­li śmie­chem, a Pa­try­cja bę­dą­ca w cen­trum uwa­gi zda­wa­ła się roz­kwi­tać. Unio­sła brwi. W jej oczach za­iskrzy­ła cie­ka­wość.

– Za­wsze war­to po­znać ko­goś no­we­go. Może za­pro­po­nu­ję mu wspól­ny pro­jekt – stwier­dzi­ła, a wszy­scy spoj­rze­li na sie­bie, jak­by do­strze­gli w tym nie­ocze­ki­wa­ną moż­li­wość.

– Do­bry po­mysł! – przy­tak­nę­ła Anka. – Kto wie, może bę­dzie za­ska­ku­ją­co uta­len­to­wa­ny albo po pro­stu przy­stoj­ny, co też by nam się przy­da­ło w tej szko­le.

Pa­try­cja za­chi­cho­ta­ła, a w kla­sie znów za­pa­no­wa­ła ra­do­sna at­mos­fe­ra. Obec­ność dziew­czy­ny do­da­ła ener­gii ca­łej gru­pie. Wszy­scy za­czę­li snuć co­raz śmiel­sze po­my­sły na to, jak przy­cią­gnąć świe­ża­ka do swo­je­go krę­gu.

– Zdra­dzić wam pew­ną ta­jem­ni­cę? – wy­szep­ta­ła Pati zni­żo­nym gło­sem, jak­by bała się, że ktoś mógł­by nas usły­szeć. W oczach ko­le­żan­ki po­ja­wił się błysk ta­jem­ni­cy, a cała kla­sa za­mar­ła w ocze­ki­wa­niu na to, co mia­ła do po­wie­dze­nia.

– Co wiesz? – za­py­ta­ła Kaś­ka, nie mo­gąc się po­wstrzy­mać. Jej cie­ka­wość była nie­mal na­ma­cal­na.

– Cała ro­dzi­na przy­je­cha­ła do mo­jej są­siad­ki, pani Kar­skiej, i miesz­ka­ją te­raz na­prze­ciw­ko mnie! – wy­zna­ła Pa­try­cja z wy­raź­ną eks­cy­ta­cją.

Na chwi­lę wszy­scy za­mar­li, a w kla­sie za­pa­no­wa­ła ci­sza, w któ­rej sły­chać było je­dy­nie ty­ka­nie ze­ga­ra. Wy­glą­da­ło na to, że każ­de­mu po gło­wie krą­ży­ły róż­ne my­śli, a wy­obraź­nia dzia­ła­ła na peł­nych ob­ro­tach.

– Jak to moż­li­we, że nic o tym nie wie­dzie­li­śmy? – zdzi­wił się To­mek, na­gle bar­dziej za­in­te­re­so­wa­ny. – Mu­sisz nam po­wie­dzieć, co o nim wiesz!

Pa­try­cja uśmiech­nę­ła się ta­jem­ni­czo.

– Wi­dzia­łam go parę razy, ale jesz­cze nie mia­łam oka­zji z nim po­roz­ma­wiać. Mó­wią, że jest bar­dzo przy­stoj­ny i po­dob­no gra w pił­kę noż­ną. Nie­któ­rzy twier­dzą, że ma na­wet kil­ka na­gród z lo­kal­nych roz­gry­wek.

Kie­dy Anka to usły­sza­ła, do­da­ła z roz­ba­wie­niem:

– No to na pew­no rzu­ci­my się na nie­go jak sępy!

– Chy­ba nie tyl­ko my – wtrą­cił Ka­mil, zer­ka­jąc w stro­nę Baś­ki, któ­ra przez cały czas wy­da­wa­ła się znu­dzo­na. – Cała szko­ła bę­dzie go ob­ser­wo­wać.

Pa­try­cja po­ki­wa­ła gło­wą.

– A ja my­ślę, że to może być na­sza szan­sa na ko­lej­ne­go kum­pla w kla­sie. Może bę­dzie taki cool, że roz­krę­ci całą pacz­kę!

Gdy ko­le­żan­ka snu­ła opo­wie­ści o przy­by­szu, at­mos­fe­ra sta­wa­ła się co­raz bar­dziej elek­try­zu­ją­ca. Chłop­cy za­czę­li wy­mie­niać spoj­rze­nia i pla­no­wać, jak naj­le­piej przy­wi­tać no­we­go ko­le­gę, a dziew­czy­ny już wy­obra­ża­ły so­bie, że będą go za­pra­szać na róż­ne szkol­ne im­pre­zy. Pa­try­cja uśmiech­nę­ła się z za­do­wo­le­niem, kie­dy zo­ba­czy­ła na­ra­sta­ją­cy en­tu­zjazm.

– A wie­cie co? Po­wiem wam coś… – Jest jesz­cze dru­gie cia­cho!

Dziew­czy­ny za­czę­ły pod­ska­ki­wać na krze­słach, kla­ska­ły, a w sali za­pa­no­wał nie­sa­mo­wi­ty ha­łas. Wszyst­kie czu­ły, jak­by były w cen­trum ja­kie­goś wiel­kie­go wy­da­rze­nia, a ich eks­cy­ta­cja sta­ła się za­raź­li­wa.

– Co? Na­praw­dę? – wrza­snę­ła Anka, nie­mal ska­cząc z ra­do­ści. – Jak on wy­glą­da? Czy jest rów­nie przy­stoj­ny?

Pa­try­cja, wi­dząc re­ak­cję przy­ja­ció­łek, nie mo­gła się po­wstrzy­mać od śmie­chu.

– Wła­ści­wie to jest na­wet ład­niej­szy.

Ola, wciąż drżąc z emo­cji, do­da­ła:

– To jak? Mamy dwóch no­wych przy­stoj­nia­ków! Praw­dzi­we szczę­ście!

– Mu­si­my to ja­koś ro­ze­grać! – zde­cy­do­wa­ła Kaś­ka z sze­ro­kim uśmie­chem na twa­rzy. – Może zor­ga­ni­zu­je­my małą im­prez­kę po­wi­tal­ną, żeby ich przy­wi­tać?

– I za­pro­si­my wszyst­kich, żeby nie było, że tyl­ko na­sza pacz­ka się bawi! – za­su­ge­ro­wa­ła Anka. – Może na­wet na bo­isku.

Pa­try­cja po­krę­ci­ła gło­wą.

– Po­noć star­szy nie cho­dzi już do li­ceum. Chy­ba jest na urlo­pie dzie­kań­skim. Czy ja­koś tak. Ale taka im­pre­za to jed­nak świet­ny po­mysł! Bę­dzie­my mo­gli za­pro­sić ich obu i wszy­scy się po­zna­my. Przy­go­tu­je­my ja­kieś prze­ką­ski i zro­bi­my gril­la.

W mia­rę jak pla­no­wa­li, roz­mo­wy sta­ły się co­raz gło­śniej­sze. Wy­glą­da­ło na to, że nowi są­sie­dzi za­mie­rza­li do­star­czyć im wie­lu emo­cji.

Na­gle Kaś­ka za­py­ta­ła z ta­jem­ni­czym uśmie­chem:

– To od kie­dy wiesz, że mamy ta­kie cia­cha w mie­ście? Ukry­wa­łaś ich dla sie­bie?

Pa­try­cja się ro­ze­śmia­ła.

– Wa­riat­ka! Pa­mię­ta­cie tę okrop­ną bu­rzę? To było chy­ba ósme­go kwiet­nia. Wte­dy pierw­szy raz pod­je­chał sa­mo­chód do pani Kar­skiej.

Zno­wu za­pa­no­wa­ła ci­sza, a po chwi­li cała kla­sa spoj­rza­ła na mnie. Czu­łam, jak na mo­jej twa­rzy po­ja­wia się ru­mie­niec. Pa­mię­ta­łam tam­ten dzień do­sko­na­le. Deszcz lał jak z ce­bra, a ja bie­głam do domu, żeby scho­wać się przed ży­wio­łem.

– Zo­ba­czy­łam ich przez okno, jak wy­sia­da­li z auta – kon­ty­nu­owa­ła Pa­try­cja. – Mia­łam wte­dy wra­że­nie, że coś wisi w po­wie­trzu, jak­by przy­nie­śli ze sobą nie tyl­ko sie­bie, ale i ja­kieś ta­jem­ni­ce…

W tej chwi­li wszy­scy zno­wu skie­ro­wa­li na mnie za­cie­ka­wio­ny wzrok. Byli wy­raź­nie za­in­te­re­so­wa­ni tym, co po­wiem.

– I co się sta­ło da­lej? – na­ci­skał To­mek, bo nie mógł po­wstrzy­mać cie­ka­wo­ści.

– Ktoś w ciem­nym płasz­czu, z rów­nie ciem­ny­mi wło­sa­mi, stał pod drzwia­mi pani Kar­skiej, a obok nie­go – dru­gi, niż­szy. W mo­men­cie, kie­dy otwo­rzy­li drzwi, bły­ska­wi­ca prze­cię­ła nie­bo, a ja wstrzy­ma­łam od­dech. Wte­dy za­dzwo­nił te­le­fon i zo­rien­to­wa­łam się, że Sary nie ma w domu.

Dziew­czy­ny za­czę­ły szep­tać mię­dzy sobą, a chłop­cy wy­mie­nia­li się spoj­rze­nia­mi. Wszy­scy pró­bo­wa­li zro­zu­mieć, co się dzie­je.

– Ale to dziw­ne, aż prze­szły mnie ciar­ki – po­wie­dzia­ła Anka i wy­szcze­rzy­ła zęby.

Pa­try­cja uśmiech­nę­ła się i po­kle­pa­ła mnie po ra­mie­niu.

– To był dziw­ny dzień, ale na szczę­ście wszyst­ko do­brze się skoń­czy­ło. A oni tra­fi­li na kiep­ską po­go­dę – skwi­to­wa­ła.

Każ­dy chciał po­móc w re­ali­za­cji pla­nu po­zna­nia no­wych, a ja czu­łam, że ci lu­dzie wnio­są w na­sze ży­cie coś zu­peł­nie in­ne­go. Lecz nie­za­leż­nie od tego, kim byli, jed­no było pew­ne – ży­cie w szko­le zy­ska­ło od­mien­ne bar­wy, a ru­ty­na zo­sta­ła prze­rwa­na przez falę świe­żo­ści i eks­cy­ta­cji, któ­ra nad­cho­dzi­ła w po­sta­ci dwóch chło­pa­ków.

Nie mo­gli­śmy się do­cze­kać spo­tka­nia z ko­le­gą i pod­rzu­ca­li­śmy so­bie po­my­sły na to, jak naj­le­piej wpro­wa­dzić go do na­sze­go świa­ta. Ta­jem­ni­ce i spe­ku­la­cje za­mie­ni­ły się w eks­cy­ta­cję, któ­ra na­peł­ni­ła ser­ca na­dzie­ją na ko­lej­ne przy­go­dy.

Każ­dy z nas ma­rzył o tym, żeby po­znać ta­jem­ni­cze­go nie­zna­jo­me­go, a Pa­try­cja, któ­ra za­wsze była w cen­trum uwa­gi, sta­ła się klu­czem do od­kry­cia jego ta­jem­nic.ROZDZIAŁ III

Ko­lej­ne­go dnia, ku na­sze­mu za­sko­cze­niu, do kla­sy wszedł nowy miesz­ka­niec na­sze­go mia­sta. Sta­nął w pro­gu, a my za­mar­li­śmy w mil­cze­niu, jak­by czas na chwi­lę się za­trzy­mał.

Chło­pak miał ciem­ne wło­sy, lek­ko opa­da­ją­ce na czo­ło, i błę­kit­ne oczy, któ­re wy­da­wa­ły się prze­ni­kać do sa­mej du­szy. Ubra­ny był w je­an­sy i pro­stą ko­szu­lę, ale w jego po­sta­wie kry­ło się coś nie­zwy­kłe­go – ema­no­wał pew­no­ścią sie­bie, któ­ra na­tych­miast przy­cią­gnę­ła na­szą uwa­gę.

Pa­try­cja, sie­dzą­ca na swo­im miej­scu, szep­nę­ła do mnie:

– To on! To je­den z bra­ci!

Nie mo­głam ode­rwać wzro­ku od jego twa­rzy, a resz­ta kla­sy zda­wa­ła się po­dzie­lać moje zdu­mie­nie. Ro­zej­rzał się po sali i za­trzy­mał wzrok na mnie. Mia­łam wra­że­nie, że świat wo­kół znik­nął, a w po­wie­trzu za­wi­sła nie­wy­po­wie­dzia­na obiet­ni­ca przy­go­dy.

– Cześć, je­stem Aidan – po­wie­dział z uśmie­chem, któ­ry spra­wił, że moje ser­ce za­bi­ło moc­niej. – Prze­pra­szam, że się spóź­ni­łem.

Na­uczy­ciel wi­dział, że ucznio­wie są bar­dziej za­in­te­re­so­wa­ni no­wym uczniem niż lek­cją, więc szyb­ko wska­zał mu miej­sce obok mnie. Gdy usiadł, po­czu­łam na­ra­sta­ją­ce na­pię­cie. Na­resz­cie mia­łam oka­zję go po­znać!

Pa­try­cja nie mo­gła się po­wstrzy­mać i za­su­ge­ro­wa­ła gło­śno:

– Może Aidan opo­wie nam coś o so­bie.

Chło­pak spoj­rzał na nas z jesz­cze szer­szym uśmie­chem.

– Ja­sne! Przy­je­cha­łem z Edyn­bur­ga. To dość duża zmia­na, ale je­stem pod­eks­cy­to­wa­ny no­wym miej­scem. Lu­bię grać w pił­kę noż­ną i in­te­re­su­ję się mu­zy­ką.

Chłop­cy z na­szej kla­sy wy­mie­ni­li spoj­rze­nia, a nie­któ­rzy z nich pod­ję­li te­mat pił­ki noż­nej. Aidan z en­tu­zja­zmem opo­wia­dał o do­świad­cze­niach z dru­ży­ną w Edyn­bur­gu i od­po­wia­dał na licz­ne py­ta­nia.

Słu­cha­łam, jak chło­pak mó­wił o swo­ich pa­sjach, ale jed­no­cze­śnie chcia­łam do­wie­dzieć się wię­cej o jego ży­ciu i o tym, co spra­wia­ło, że był taki ta­jem­ni­czy.

W mia­rę jak lek­cja trwa­ła, zda­wa­łam so­bie spra­wę, że nie tyl­ko ja by­łam za­in­try­go­wa­na – opo­wieść Aida­na wcią­gnę­ła całą kla­sę, a jego urok zda­wał się dzia­łać jak ma­gnes.

Gdy nad­szedł ko­niec lek­cji, nie­chęt­nie po­że­gna­łam się z chwi­lą, w któ­rej mo­gli­śmy go słu­chać. Aidan wstał, aby wyjść, po czym po­wie­dział coś, co mnie za­sko­czy­ło:

– Może mo­gli­by­śmy po­grać ra­zem w pił­kę po szko­le? Chciał­bym po­znać was le­piej!

Miał wy­ra­zi­ste rysy twa­rzy i ja­sną cerę, któ­ra spra­wia­ła, że błę­kit jego oczu zda­wał się in­ten­syw­niej­szy. Wło­sy, lek­ko nie­chluj­ne, opa­da­ły na czo­ło w spo­sób, któ­ry do­da­wał mu uro­ku. Wy­glą­dał jak mo­del pro­sto z okład­ki ma­ga­zy­nu, a jed­no­cze­śnie ema­no­wał swo­bo­dą, któ­ra spra­wia­ła, że nie czu­łam się przy nim skrę­po­wa­na.

W trak­cie roz­mo­wy za­uwa­ży­łam na jego twa­rzy po­ja­wia­ją­cy się de­li­kat­ny uśmiech, któ­ry su­ge­ro­wał, że jest otwar­ty na nowe zna­jo­mo­ści. Spo­sób by­cia Aida­na po­wo­do­wał, że cała kla­sa z ła­two­ścią się do nie­go przy­wią­zy­wa­ła.

Chłop­cy z dru­ży­ny pił­kar­skiej oto­czy­li go, a dziew­czy­ny wy­mie­nia­ły mię­dzy sobą spoj­rze­nia, jak­by po­dzie­la­ły moją myśl o tym, że mamy do czy­nie­nia z kimś wy­jąt­ko­wym. Aidan z pew­no­ścią przy­cią­gał uwa­gę, a jego obec­ność wpro­wa­dza­ła świe­żość do na­szej mo­no­ton­nej co­dzien­no­ści. Po lek­cjach chłop­cy zor­ga­ni­zo­wa­li małe spo­tka­nie na bo­isku, by po­grać w pił­kę. Nie mo­głam się do­cze­kać, by zo­ba­czyć go w ak­cji. Gdy do­tar­łam na miej­sce, za­uwa­ży­łam, że nowy już się roz­grze­wał z in­ny­mi. Jego ru­chy były płyn­ne i peł­ne ener­gii, a kie­dy pił­ka po­le­cia­ła w jego stro­nę, z ła­two­ścią za­grał ją w sty­lu, któ­ry wska­zy­wał na do­świad­cze­nie. Każ­dy strzał, każ­dy zwód wy­wo­ły­wał okrzy­ki po­dzi­wu wśród na­szych ko­le­gów, a ja nie mo­głam ode­rwać wzro­ku od jego dy­na­micz­nych ru­chów.

– Wy­glą­da na to, że bę­dzie na­szym no­wym gwiaz­do­rem – za­uwa­ży­ła Pa­try­cja, kie­dy do mnie po­de­szła. Z jej oczu biła ra­dość, a w gło­sie po­brzmie­wa­ła eks­cy­ta­cja. – Chy­ba szyb­ko się za­do­mo­wi!

Czu­łam, jak mój en­tu­zjazm wzra­sta. Nie tyl­ko ja mia­łam na­dzie­ję, że nowi ucznio­wie przy­nio­są ze sobą cie­ka­we hi­sto­rie i przy­go­dy, ale cała kla­sa zda­wa­ła się być wcią­gnię­ta w ten nowy roz­dział ży­cia. Aidan stał się kimś wię­cej niż tyl­ko no­wym uczniem – był oso­bą, któ­ra mo­gła od­mie­nić ru­ty­nę i wpro­wa­dzić do niej ko­lo­ro­we ak­cen­ty. Miał w so­bie coś, co przy­cią­ga­ło uwa­gę, a jego pew­ność sie­bie była wręcz na­ma­cal­na.

I tak, w bla­sku słoń­ca i przy dźwię­kach pił­ki od­bi­ja­ją­cej się od mu­ra­wy, w na­szym ży­ciu za­czę­ła się nowa era, w któ­rej ta­jem­ni­ce i na­mięt­no­ści mo­gły przy­brać kie­ru­nek trud­ny do prze­wi­dze­nia. Może to był po­czą­tek cze­goś wy­jąt­ko­we­go, cze­goś, co mia­ło od­mie­nić ży­cie mia­stecz­ka i spra­wić, że to lato bę­dzie nie­za­po­mnia­ne.

***

Ko­lej­ne­go dnia zda­wa­ło się, że dziew­czy­ny zwa­rio­wa­ły na punk­cie no­we­go chło­pa­ka. At­mos­fe­ra w szko­le była peł­na eks­cy­ta­cji, a na ko­ry­ta­rzach szep­ta­no i pa­no­wał oży­wio­ny ruch. Baś­ka, wy­raź­nie pod­krę­co­na i bu­zu­ją­ca ener­gią, na­cią­gnę­ła na sie­bie top. Było ja­sne, że chcia­ła przy­cią­gnąć uwa­gę no­we­go ucznia, któ­ry wciąż krą­żył po szko­le jak świe­ży po­wiew wia­tru.

– Hej, Baś­ka! Co za­mie­rzasz? Pla­nu­jesz za­im­po­no­wać Aida­no­wi? – za­żar­to­wa­ła Anka. Śmia­ła się, gdy ko­le­żan­ka mi­nę­ła ją na ko­ry­ta­rzu.

Baś­ka tyl­ko uśmiech­nę­ła się ta­jem­ni­czo i za­ło­ży­ła wło­sy za ucho.

– Może… Nie za­szko­dzi spró­bo­wać, praw­da? – od­po­wie­dzia­ła z iskrą w oku.

Nie mo­głam uwie­rzyć, że tak bar­dzo były za­fa­scy­no­wa­ne ta­jem­ni­czym chło­pa­kiem. Każ­da z nich snu­ła pla­ny, jak się do nie­go zbli­żyć, a roz­mo­wy o Aida­nie zda­wa­ły się wy­peł­niać każ­dy za­ką­tek szko­ły.

Kie­dy we­szłam do kla­sy, do­strze­głam, że kil­ka ko­le­ża­nek po­rów­nu­je swo­je fry­zu­ry i stro­je, aby wy­glą­dać jak naj­le­piej.

Pa­try­cja, któ­ra sie­dzia­ła obok mnie, za­czę­ła się śmiać.

– Wy­glą­da na to, że bę­dzie­my mia­ły nie­złą ry­wa­li­za­cję! – po­wie­dzia­ła i wska­za­ła na roz­ba­wio­ne dziew­czy­ny. – Wiesz, że jego brat jest w tej szko­le? – do­da­ła, a w jej oczach po­ja­wił się błysk.

– Wi­dzia­łaś go? – za­py­ta­łam z za­in­te­re­so­wa­niem.

– Mi­gnął mi, gdy wcho­dził do se­kre­ta­ria­tu. Jest znacz­nie wyż­szy od Aida­na i le­piej zbu­do­wa­ny.

Za­my­śli­łam się.

– A wiesz co? Gdy dziś w nocy wsta­łam do kuch­ni, bo, no wiesz, jak za­wsze zgłod­nia­łam, za­uwa­ży­łam przez okno, że Aidan sie­dział pod drze­wem w ogro­dzie pani Kar­skiej. To było ta­kie dziw­ne. Wy­glą­dał, jak­by był w tran­sie, za­pa­trzo­ny w coś, co tyl­ko on wi­dział. Mia­łam wra­że­nie, że cze­kał na ko­goś, ale prze­cież nie było tam ni­ko­go in­ne­go. Kie­dy po­de­szłam do okna, żeby przyj­rzeć się le­piej, do­strze­głam, że jego twarz była czę­ścio­wo oświe­tlo­na bla­skiem lam­py z są­sied­nie­go ogro­du i mia­ła ja­kiś gry­mas. To było… ta­kie ta­jem­ni­cze i tro­chę nie­po­ko­ją­ce. Dziw­ne, nie?

Fak­tycz­nie dziw­ne. Dla­cze­go był tam sam o tej po­rze? Co go tak bar­dzo zaj­mo­wa­ło? Ser­ce za­bi­ło mi szyb­ciej, gdy za­da­łam so­bie py­ta­nie, czy może coś się sta­ło.

– A co z jego bra­tem? Gdzie wte­dy był? Kim on w ogó­le jest? I dla­cze­go są tu sami, bez ro­dzi­ców? – za­py­ta­łam Pa­try­cję, marsz­cząc brwi, w pró­bie zro­zu­mie­nia sy­tu­acji.

Po­krę­ci­ła gło­wą na znak, że nie ma od­po­wie­dzi na te py­ta­nia. Wpa­try­wa­łam się w nią i usi­ło­wa­łam zło­żyć wszyst­ko w jed­ną ca­łość, ale im wię­cej my­śla­łam, tym wię­cej po­ja­wia­ło się py­tań. Kim był Aidan? To py­ta­nie cią­gle do mnie po­wra­ca­ło. Czy to moż­li­we, że obaj przy­cią­ga­li mnie w zu­peł­nie inny spo­sób? Na pew­no w inny, bo prze­cież tego dru­gie­go jesz­cze nie wi­dzia­łam. Może to ta­jem­ni­ca, któ­rą skry­wa­li, tak mnie po­cią­ga­ła. A może fakt, że w na­szym mie­ście nie­wie­le rze­czy za­ska­ki­wa­ło.

Wkrót­ce po dzwon­ku na lek­cję do kla­sy wszedł Aidan, a na jego twa­rzy go­ścił lek­ki uśmiech. Na­tych­miast za­uwa­żył za­mie­sza­nie to­wa­rzy­szą­ce jego przy­by­ciu i ski­nął gło­wą w kie­run­ku dziew­czyn, któ­re go po­dzi­wia­ły. Na­gle wszy­scy skie­ro­wa­li na nie­go wzrok i w sali za­pa­dła ci­sza. W po­wie­trzu za­wi­sło na­pię­cie, jak­by każ­dy z nas cze­kał na to, co się wy­da­rzy. Czy rze­czy­wi­ście mógł być tą oso­bą, któ­ra od­mie­ni na­sze ży­cie w tym ma­łym mia­stecz­ku?

Gdy lek­cja się za­czę­ła, nie mo­głam ode­rwać wzro­ku od Aida­na. Jego urok i cha­ry­zma spra­wia­ły, że na­wet naj­nud­niej­sze te­ma­ty sta­wa­ły się in­te­re­su­ją­ce. Wie­dzia­łam, że nie tyl­ko ja by­łam za­in­try­go­wa­na. Wszyst­kie dziew­czy­ny w kla­sie mia­ły swo­je ma­rze­nia i pla­ny zwią­za­ne z no­wym chło­pa­kiem.

Każ­de­go dnia at­mos­fe­ra w szko­le była co­raz bar­dziej elek­try­zu­ją­ca, a ja za­sta­na­wia­łam się, jaką rolę ode­gram w tej hi­sto­rii. Czy będę tyl­ko ob­ser­wa­tor­ką? Czy może los po­sta­wi mnie na pierw­szym pla­nie, gdy wszyst­kie wąt­ki za­czną się spla­tać i two­rzyć nie­za­po­mnia­ne wy­da­rze­nia?ROZDZIAŁ IV

Mo­je­go ojca pra­wie nie pa­mię­tam. Gdy mia­łam pięć lat, wy­je­chał za gra­ni­cę za pie­niędz­mi. Tak po­sta­no­wi­li z mamą. Na po­cząt­ku czę­sto dzwo­nił, obie­cy­wał, że wró­ci na każ­de uro­dzi­ny, przy­wie­zie mi pre­zen­ty i opo­wie o swo­ich przy­go­dach w ob­cym kra­ju. By­łam małą dziew­czyn­ką, któ­ra wie­rzy­ła w te za­pew­nie­nia, a w mo­jej wy­obraź­ni oj­ciec stał się bo­ha­te­rem wal­czą­cym o lep­sze ży­cie dla na­szej ro­dzi­ny. Z cza­sem jed­nak te­le­fo­ny po­ja­wia­ły się co­raz rza­dziej, a obiet­ni­ce po­zo­sta­ły nie­zre­ali­zo­wa­ne.

Gdy mia­łam osiem lat, mama po­wie­dzia­ła mi, że oj­ciec już nie wró­ci. Zgu­bi­łam wte­dy ka­wa­łek sie­bie, jak­by znik­nę­ła część mo­je­go dzie­ciń­stwa. Mama za­wsze sta­ra­ła się być sil­na, ale ja wi­dzia­łam w jej oczach cień smut­ku, gdy my­śla­ła o ojcu. Pa­mię­tam, że czę­sto sia­da­łam w na­szym ogro­dzie, pa­trzy­łam w dal i ma­rzy­łam o tym, jak­by to było, gdy­by tata był przy mnie. Wy­obra­ża­łam so­bie wspól­ne chwi­le: jaz­dę na ro­we­rze, dłu­gie spa­ce­ry, śmiech i za­ba­wy. Ale to wszyst­ko to tyl­ko mrzon­ki, bo rze­czy­wi­stość oka­za­ła się inna.

Mi­ja­ły lata, a tata był dla mnie co­raz bar­dziej od­le­gły. Cza­sa­mi wi­dzia­łam zdję­cia sprzed lat, na któ­rych się uśmie­chał. W koń­cu po­zo­sta­ły dla mnie je­dy­nie ob­raz­ka­mi w al­bu­mie, a nie rze­czy­wi­sty­mi wspo­mnie­nia­mi. Moi zna­jo­mi wciąż mie­li oj­ców przy so­bie. Ich cie­płe i ra­do­sne re­la­cje spra­wia­ły, że moje ser­ce biło z za­zdro­ści.

Czę­sto za­da­wa­łam so­bie py­ta­nia. Co się z nim sta­ło? Czy w ogó­le o mnie my­śli? A może za­ło­żył nową ro­dzi­nę i o nas za­po­mniał? Ko­tło­wa­ły się we mnie gniew, smu­tek i za­gu­bie­nie, a jed­no­cze­śnie czu­łam wstyd z po­wo­du od­czu­wa­nych emo­cji. Mama ni­g­dy nie mó­wi­ła o nim źle, więc i ja sta­ra­łam się nie my­śleć o nim ne­ga­tyw­nie, ale w ser­cu no­si­łam pust­kę, któ­rą trud­no było za­peł­nić.

W kla­sie ża­den chło­pak mnie nie in­te­re­so­wał. Oczy­wi­ście nie bra­ko­wa­ło przy­stoj­nych twa­rzy i ko­le­gów, któ­rzy cie­szy­li się po­pu­lar­no­ścią, ale nie mie­li w so­bie tego cze­goś, co przy­cią­ga­ło­by moją uwa­gę na dłu­żej. Wszy­scy wy­da­wa­li mi się tacy prze­wi­dy­wal­ni – cią­gle te same żar­ty, roz­mo­wy o grach i spo­rcie, nic, co by mnie na­praw­dę po­ru­sza­ło. Cza­sem, kie­dy wie­dzia­łam, że moje ko­le­żan­ki pod­ko­chu­ją się w kimś z kla­sy, za­sta­na­wia­łam się, czy ze mną wszyst­ko jest w po­rząd­ku, czy może po pro­stu szu­ka­łam cze­goś wię­cej. Ko­goś, kto miał­by w so­bie coś wy­jąt­ko­we­go, cze­go nie po­tra­fi­łam jesz­cze do­kład­nie na­zwać, ale wie­dzia­łam, że gdy to znaj­dę, po­czu­ję to na­tych­miast.

Kie­dy po­zna­łam Aida­na, przy­po­mnia­łam so­bie o uczu­ciu stra­ty i pra­gnie­niu bli­sko­ści. Jego cha­ry­zma i pew­ność sie­bie przy­cią­ga­ły mnie jak ma­gnes. Wi­dzia­łam w nim coś, cze­go pra­gnę­łam dla swo­jej ro­dzi­ny – bez­wa­run­ko­wą mi­łość, wspar­cie i zro­zu­mie­nie. A jed­nak myśl o ojcu wciąż krą­ży­ła w mo­jej gło­wie, gdyż jego nie­obec­ność za­wsze mia­ła swo­je miej­sce w moim ser­cu. Za­mknę­łam się na in­nych, ale chcia­łam mieć szan­sę na nowe do­świad­cze­nia, na bu­do­wa­nie re­la­cji z kimś, kto nie zo­sta­wił­by mnie sa­mej. Zda­łam so­bie spra­wę, że mogę za­ry­zy­ko­wać i otwo­rzyć się na lu­dzi wo­kół sie­bie, na ko­goś kto mógł być klu­czem do wy­peł­nie­nia pust­ki, któ­rej tak dłu­go do­świad­cza­łam.

***

Ostat­nie­go dnia szko­ły, po roz­da­niu świa­dectw, całą kla­są mie­li­śmy się spo­tkać u Pati, na im­pre­zie roz­po­czy­na­ją­cej upra­gnio­ne wa­ka­cje. At­mos­fe­ra była peł­na eks­cy­ta­cji i ra­do­ści. Ucznio­wie, bu­zu­ją­cy szczę­ściem z po­wo­du za­koń­cze­nia roku szkol­ne­go, krą­ży­li po ko­ry­ta­rzach, wy­mie­nia­li się uśmie­cha­mi i pla­na­mi na nad­cho­dzą­ce mie­sią­ce. W po­wie­trzu czuć było na­dzie­ję i wol­ność, a każ­dy z nas miał ocho­tę na za­ba­wę.

Pati, jak za­wsze, za­dba­ła o każ­dy szcze­gół, aby uczy­nić im­pre­zę wy­jąt­ko­wą. Jej dom, oto­czo­ny kwit­ną­cy­mi kwia­ta­mi i zie­lo­ny­mi drze­wa­mi, za­mie­nił się w ko­lo­ro­wy raj, pe­łen ba­lo­nów i gir­land.

W ogro­dzie roz­sta­wio­no stół z prze­ką­ska­mi – od chip­sów po do­mo­we wy­pie­ki jej mamy, któ­re za­wsze były hi­tem na każ­dej im­pre­zie. W po­wie­trzu uno­sił się za­pach pie­czo­nych cia­stek, a dźwię­ki mu­zy­ki z gło­śni­ków spra­wia­ły, że wszy­scy od­czu­wa­li­śmy ra­do­sne na­pię­cie. Na chwi­lę przed roz­po­czę­ciem im­pre­zy całą kla­są ze­bra­li­śmy się w jed­nym miej­scu, by zro­bić wspól­ne zdję­cie i uwiecz­nić chwi­lę – jed­ną z tych, któ­re pa­mię­ta się przez całe ży­cie.

Uśmie­chy na twa­rzach, ge­sty ra­do­ści i ha­sło: „Wa­ka­cje!” nio­sły się echem w po­wie­trzu. Kie­dy w koń­cu przy­je­chał Aidan, en­tu­zjazm wzrósł jesz­cze bar­dziej. Jego obec­ność wy­wo­ła­ła u in­nych dziew­czyn lek­kie pod­nie­ce­nie.

Usia­dłam pod drze­wem w za­uł­ku ogro­du, by od­po­cząć od na­pły­wa­ją­ce­go tłu­mu. Za­wsze im­pre­zy kla­so­we prze­ra­dza­ły się w im­pre­zy dla ca­łej szko­ły, a ja cza­sa­mi po­trze­bo­wa­łam chwi­li wy­tchnie­nia, z dala od wrza­wy, gło­śnych śmie­chów i ra­do­snych okrzy­ków, któ­re zda­wa­ły się uno­sić w po­wie­trzu jak ba­lo­ny. Czu­łam, że nie­kie­dy mu­szę zła­pać od­dech, aby nie za­gu­bić się w tym sza­leń­stwie.

Unio­słam gło­wę ku gó­rze, a pro­mie­nie słoń­ca prze­dzie­ra­ją­ce się przez ko­ro­ny drzew rzu­ca­ły cie­płe pla­my świa­tła na moją twarz. Blask spra­wił, że po­czu­łam się lek­ko. Mo­gła­bym wznieść się w po­wie­trze ra­zem z nim. I na­gle nad moją gło­wą prze­fru­nął czar­ny ptak, któ­ry usiadł na ga­łę­zi nie­opo­dal. Jego pió­ra lśni­ły w słoń­cu, a spoj­rze­nie miał hip­no­ty­zu­ją­ce. Czas na chwi­lę się za­trzy­mał. Za­sta­na­wia­łam się, o czym ten ptak my­ślał i dla­cze­go tu­taj przy­le­ciał. Czy jest po­dob­ny do mnie? Może tak­że szu­kał schro­nie­nia przed zgieł­kiem, któ­ry nas ota­czał.

W mo­jej wy­obraź­ni zwie­rzę sta­ło się sym­bo­lem wol­no­ści i nie­za­leż­no­ści, a jed­no­cze­śnie za­gad­ką, któ­ra mo­gła skry­wać wie­le ta­jem­nic. Przy­po­mnia­ły mi się hi­sto­rie o czar­nych pta­kach, któ­re opo­wia­da­ła mi bab­cia. Mó­wi­ła, że przy­no­szą szczę­ście, ale tyl­ko tym, któ­rzy po­tra­fią je zro­zu­mieć. Mia­łam wra­że­nie, że ten ptak wie wię­cej niż ja i mógł­by opo­wie­dzieć mi o swo­ich po­dró­żach, o tym, co wi­dział i co czuł. Uśmiech­nę­łam się do sie­bie na myśl o tym, ile moż­na by się na­uczyć, gdy­by tyl­ko dało się roz­ma­wiać z ta­ki­mi stwo­rze­nia­mi.

Z za­my­śle­nia wy­rwał mnie śmiech do­cho­dzą­cy z ogro­du. Przy­jem­ne dźwię­ki przy­po­mnia­ły mi, że ży­cie pły­nie da­lej. Gdy spoj­rza­łam w stro­nę przy­ja­ciół, zo­ba­czy­łam, że Aidan tań­czy z Pati, a wszy­scy wo­kół nich śmie­ją się i klasz­czą do ryt­mu. W ser­cu znów po­czu­łam dreszcz eks­cy­ta­cji, ale i nie­pew­no­ści. Jaką rolę ode­gra­ją w moim ży­ciu te wa­ka­cje?

Pozostało jeszcze 90% treści tej książki.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij