-
nowość
KRWAWA ŻĄDZA - ebook
KRWAWA ŻĄDZA - ebook
Lata 90. XX wieku, mała miejscowość na pograniczu polsko-ukraińskim. Seryjny morderca kontra para detektywów: zgorzkniały komisarz Hys i przesadnie ambitna starsza aspirant Michalska.
Cztery lata śledztwa.
Dramatyczny finał.
Książka przeznaczona jest wyłącznie dla osób pełnoletnich (18+).
CZERWONY SZTYLET to nowa seria mini powieści inspirowanych prawdziwymi
historiami kryminalnymi.
| Kategoria: | Proza |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8467-378-2 |
| Rozmiar pliku: | 1,9 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
PROLOG
Na rozwidleniu dróg skręcił w prawo i wolno ruszył wąską ścieżką przecinającą po przekątnej zagon pszenicy. Za niewielkim pagórkiem, jakieś sześćdziesiąt metrów od szosy, zobaczył samotną nieogrodzoną posesję. Kilka uschniętych, nieowocujących jabłonek i pomiędzy nimi drewniany niski dom, zapadający się ze starości w ziemię. W oknach ciemno. Blady księżyc przeglądał się w zakurzonych szybach.
Przystanął i przez chwilę zbierał się w sobie. Oddalał mdłości, szarpiące mu trzewia. Był moment, kiedy chciał zrezygnować. Zrobił krok w tył i drgnął, gdy coś zaszeleściło w zaroślach. Pewnie kot albo jakiś nocny ptak — uspokoił się.
I ta myśl sprawiła, że przestał się wahać. Nikt go przecież nie będzie podejrzewał. Ruszył pewniejszym krokiem. Po chwili podszedł do drzwi, zapukał. Usłyszał szuranie kroków, a po kilku sekundach zaspane „kto tam?” Odpowiedział na pytanie i dodał:
— Pani mnie wpuści.
— O tej porze?
— Mam sprawę. To bardzo ważne, muszę z panią porozmawiać.
— Po nocy?
Nie odpowiedział, czekał, spodziewając się, że ciekawość zwycięży i kobieta mu otworzy. Nie mylił się. Zazgrzytał dawno nieoliwiony zamek. Gdy tylko otworzyła drzwi, rzucił się na nią w milczeniu. Przewrócił ją na podłogę. Jęknęła z bólu, próbowała się podnieść. Ale nie miała z nim szans. Kilkoma ciosami pięści w twarz stłumił jej opór. Była tylko w koszuli nocnej. Zadarł ją, potem zaczął rozpinać zamek u spodni. Ręce mu się trzęsły, suwak trochę się zacinał, musiał zapalić światło.
Wszedł w nią. Patrzył gdzieś w bok, widział stojącą w kącie kraciastą torbę na zakupy, z której wystawała szyjka pustej butelki po winie.
Nie osiągnął satysfakcji. Ogarnął go amok. Zaczął demolować mieszkanie. Otwierał szafy i półki, wszystko wyrzucał na podłogę, gniótł, deptał, tłukł szkło.
Kobieta cicho jęczała. Miała zamknięte oczy. Przyskoczył do niej i znowu zaczął ją bić. Przyklęknął na jej klatce piersiowej. Nie miała siły krzyczeć. Po każdym uderzeniu czuł coraz większą pewność siebie i samozadowolenie. Ale jeszcze nie euforię.
Tę osiągnął pięć minut później, gdy odsunął dłonie od jej szyi.
Kobieta była martwa. Był o tym przekonany. Musiał coś zrobić z ciałem. Lepiej, żeby za szybko jej nie znaleźli.
Na rozwidleniu dróg skręcił w prawo i wolno ruszył wąską ścieżką przecinającą po przekątnej zagon pszenicy. Za niewielkim pagórkiem, jakieś sześćdziesiąt metrów od szosy, zobaczył samotną nieogrodzoną posesję. Kilka uschniętych, nieowocujących jabłonek i pomiędzy nimi drewniany niski dom, zapadający się ze starości w ziemię. W oknach ciemno. Blady księżyc przeglądał się w zakurzonych szybach.
Przystanął i przez chwilę zbierał się w sobie. Oddalał mdłości, szarpiące mu trzewia. Był moment, kiedy chciał zrezygnować. Zrobił krok w tył i drgnął, gdy coś zaszeleściło w zaroślach. Pewnie kot albo jakiś nocny ptak — uspokoił się.
I ta myśl sprawiła, że przestał się wahać. Nikt go przecież nie będzie podejrzewał. Ruszył pewniejszym krokiem. Po chwili podszedł do drzwi, zapukał. Usłyszał szuranie kroków, a po kilku sekundach zaspane „kto tam?” Odpowiedział na pytanie i dodał:
— Pani mnie wpuści.
— O tej porze?
— Mam sprawę. To bardzo ważne, muszę z panią porozmawiać.
— Po nocy?
Nie odpowiedział, czekał, spodziewając się, że ciekawość zwycięży i kobieta mu otworzy. Nie mylił się. Zazgrzytał dawno nieoliwiony zamek. Gdy tylko otworzyła drzwi, rzucił się na nią w milczeniu. Przewrócił ją na podłogę. Jęknęła z bólu, próbowała się podnieść. Ale nie miała z nim szans. Kilkoma ciosami pięści w twarz stłumił jej opór. Była tylko w koszuli nocnej. Zadarł ją, potem zaczął rozpinać zamek u spodni. Ręce mu się trzęsły, suwak trochę się zacinał, musiał zapalić światło.
Wszedł w nią. Patrzył gdzieś w bok, widział stojącą w kącie kraciastą torbę na zakupy, z której wystawała szyjka pustej butelki po winie.
Nie osiągnął satysfakcji. Ogarnął go amok. Zaczął demolować mieszkanie. Otwierał szafy i półki, wszystko wyrzucał na podłogę, gniótł, deptał, tłukł szkło.
Kobieta cicho jęczała. Miała zamknięte oczy. Przyskoczył do niej i znowu zaczął ją bić. Przyklęknął na jej klatce piersiowej. Nie miała siły krzyczeć. Po każdym uderzeniu czuł coraz większą pewność siebie i samozadowolenie. Ale jeszcze nie euforię.
Tę osiągnął pięć minut później, gdy odsunął dłonie od jej szyi.
Kobieta była martwa. Był o tym przekonany. Musiał coś zrobić z ciałem. Lepiej, żeby za szybko jej nie znaleźli.
więcej..