-
nowość
Krzyż i Płomień. Tom 3. Siedem Bram - ebook
Krzyż i Płomień. Tom 3. Siedem Bram - ebook
Siedem bram. Jedna Straż. I tajemnica starsza niż wszyscy, którzy przysięgali jej strzec.Gdy Siódma zaczyna się budzić, Jan Lewicki odkrywa, że znane dotąd przejścia są częścią znacznie większej sieci. Zaginieni Strażnicy, zapomniane przysięgi i Clavis prowadzą do miejsca, z którego nie każdy może powrócić. Aby ocalić równowagę, trzeba odnaleźć wszystkie siedem bram. I dokonać wyboru, którego nie podejmie za nich żaden Klucz.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Opowiadania |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8467-147-4 |
| Rozmiar pliku: | 2,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
SIÓDMY ZNAK
Drżenie pod kamienną posadzką ustało po kilku sekundach, lecz nikt przy stole nie uznał tego za powód do ulgi. Jan patrzył na mapę rozłożoną obok Księgi Strażników Wieczności. Jeszcze przed chwilą była tylko starym dokumentem pokrytym liniami i siedmioma symbolami. Teraz jeden z nich wydawał się ciemniejszy. Nie świecił i nie pulsował jak Clavis. Zmiana była znacznie subtelniejsza, ale Jan był pewien, że wcześniej znak wyglądał inaczej. Horák trzymał telefon z wykresem pomiarów. Linia na ekranie opadła, po czym ponownie zaczęła się podnosić.
— Jeszcze raz — powiedział.
Anna Kral podeszła bliżej.
— W jakim odstępie?
Profesor przesunął palcem po ekranie.
— Dwie minuty i czterdzieści jeden sekund. Poprzednio prawie tyle samo.
— Czyli to nie przypadkowe drganie.
— Kamienie rzadko przestrzegają rozkładu jazdy — odpowiedział Horák. — Jeżeli coś powtarza się z dokładnością do kilku sekund, zaczynam podejrzewać, że ma powód.
Przywódca Bractwa stał po drugiej stronie stołu i milczał. Jeszcze kilka dni wcześniej największym problemem była uszkodzona brama na polanie. Teraz Marek związał się z nią przysięgą, Echa Straży zniknęły, a Clavis spoczywał ponownie w Krucyfiksie Płomieni przy Czarnej Wieży. Wszystko powinno się uspokoić. Tymczasem mapa, której istnienia nie znało nawet Bractwo, pokazała siedem przejść, a jedno z nich właśnie zaczynało odpowiadać. Jan spojrzał na Annę.
— Powiedziałaś, że eksperymenty Vargi wygasają.
— Bo wygasają.
— Jego urządzenia są wyłączone?
— Wszystkie, o których wiemy.
Horák uniósł głowę.
— To ostatnie trzy słowa nie brzmią szczególnie uspokajająco.
Anna nie odpowiedziała od razu.
— Erik Varga przekazał listę sprzętu, magazynów i ludzi związanych z eksperymentami. Nasi ludzie sprawdzają każde miejsce. Na razie wszystko się zgadza.
— Na razie — powtórzył Jan.
Anna westchnęła.
— Nie ufam mu bardziej niż ty. Ale po tym, co stało się z Adrianem, Varga zrozumiał przynajmniej jedną rzecz: nie kontrolował tego, co próbował otworzyć.
Jan spojrzał na jeden z trzech znanych punktów mapy. Kamieniołom. To tam Adrian zniknął po drugiej stronie przejścia. Nie wiedzieli, czy żył ani gdzie właściwie trafił. Nie wiedzieli nawet, czy słowo „gdzie” miało w tym przypadku takie samo znaczenie jak w ich świecie. Telefon Horáka zawibrował. Profesor spojrzał na ekran i zmarszczył brwi.
— No proszę.
— Co? — zapytał Jan.
— Nasz ulubiony człowiek od złych pomysłów.
Na ekranie widniało nazwisko Erika Vargi.
— Odbierz — powiedziała Anna.
Horák włączył głośnik.
— Jeśli dzwonisz, żeby powiedzieć, że właśnie uruchomiliście jakieś urządzenie, proponuję zacząć od przeprosin.
— Niczego nie uruchomiliśmy — odpowiedział Varga. Nie było w jego głosie zwykłej pewności siebie. — Dlatego dzwonię.
Jan pochylił się nad telefonem.
— Co się dzieje?
— Trzy nasze stacje obserwacyjne zarejestrowały sygnał.
— Jakie stacje? — zapytała ostro Anna.
— Obserwacyjne. Pasywne. Zostawiliśmy czujniki przy kilku miejscach, zanim zaczęliśmy demontować resztę sprzętu. Niczego nie emitują.
— Gdzie?
— Przy kamieniołomie, przy fragmencie zabranym z wieży nad Łabą i przy jednym miejscu, którego wcześniej nie zdążyliśmy zbadać.
Jan spojrzał na mapę.
— Jak wygląda sygnał?
Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.
— Jak uderzenie.
Horák przesunął telefon bliżej mapy.
— Bardzo naukowe określenie.
— Mogę powiedzieć „gwałtowny wzrost amplitudy w krótkim przedziale czasu”, jeśli poczujesz się lepiej.
— Trochę.
— Sygnał pojawia się regularnie. Mniej więcej co dwie minuty i czterdzieści sekund.
Nikt przy stole się nie poruszył. Horák odwrócił ekran telefonu w stronę Anny. Wykres właśnie rozpoczął kolejny wzrost.
— Tutaj mamy to samo — powiedział Jan.
Varga zamilkł.
— Gdzie jesteście?
— W archiwum.
— Przy mapie?
Jan spojrzał na Annę. Nie powiedzieli Vardze o mapie.
— Skąd o niej wiesz?
— Nie wiem o mapie. Zgadłem po twoim milczeniu.
— Nie zgaduj więcej.
— Jan, naprawdę nie mam teraz ochoty na gry. Adrian zniknął przez moje decyzje. Jeżeli to, co rejestrujemy, ma z nim jakikolwiek związek, chcę o tym wiedzieć.
Anna pochyliła się do telefonu.
— Nie mamy żadnego dowodu, że sygnał pochodzi od Adriana.
— A macie dowód, że nie?
Nie odpowiedziała. Varga mówił dalej:
— Prześlę Horákowi surowe dane. Wszystko. Możecie sprawdzić sami. Jeśli uznacie, że to pozostałość po naszych eksperymentach, przyjmę tę odpowiedź. Ale nie wygląda jak nic, co wcześniej generowaliśmy.
— Wyślij — powiedział Horák.
Połączenie się zakończyło. Przywódca Bractwa patrzył na Annę.
— Powinniśmy byli zniszczyć ich urządzenia.
— I wtedy nie wiedzielibyśmy, że coś się dzieje — odpowiedział Jan.
Mężczyzna spojrzał na niego.
— Bronisz Vargi?
— Nie. Bronię danych.
Horák uniósł palec.
— Jako człowiek nauki pragnę odnotować, że to było bardzo ładne zdanie.
Jan zignorował komentarz. Wpatrywał się w mapę. Trzy znane bramy zajmowały tylko część układu. Cztery kolejne pozostawały dla nich zagadką. Nie znali ich dokładnego położenia, stanu ani tego, czy ktokolwiek nadal ich pilnował. A teraz wszystko wskazywało na to, że jeden z tych punktów przestał spać. Anna wyjęła własny metalowy znak Strażników i położyła go obok mapy.
— Co robisz? — zapytał Jan.
— Sprawdzam coś, czego nigdy nie miałam okazji sprawdzić.
— To brzmi jak początek większości naszych problemów — zauważył Horák.
— Tym razem niczego nie otwieram.
Obróciła znak tak, aby płomień skierowany do środka znalazł się dokładnie nad niewielkim symbolem umieszczonym na krawędzi mapy. Przez moment nic się nie wydarzyło. Potem metal cicho kliknął. Jan pochylił się bliżej. Na odwrotnej stronie znaku pojawiła się cienka linia. Ta sama, którą wcześniej odsłonił Strażnik Czarnej Wieży. Tym razem jednak linia wydłużyła się i podzieliła na siedem krótkich odgałęzień. Jedno z nich ściemniało. Horák przestał żartować.
— Czy to powinno się wydarzyć?
— Nie wiem — odpowiedziała Anna.
— Coraz mniej lubię tę odpowiedź.
— Ja również.
Jan przyjrzał się mapie. Ciemniejsze odgałęzienie na metalowym znaku odpowiadało dokładnie temu samemu punktowi, który przed chwilą wskazywał Horák.
— Siódmy znak.
Anna skinęła głową.
— Tak nazywano go w jednym ze starych przekazów.
— Dlaczego siódmy?
— Nie wiem, czy chodzi o kolejność powstania, numer w dawnym systemie czy coś zupełnie innego. Strażnicy przechowywali fragmenty wiedzy, nie całość. Po stuleciach każdy odłam miał inne księgi i inne nazwy.
Przywódca Bractwa wskazał pozostałe symbole.
— A te?
— Jeżeli mapa jest prawdziwa, trzy już znamy. Czterech nie.
— Ale ten jeden się obudził.
— Na to wygląda.
Horák odsunął się od stołu i otworzył komputer. Dane Vargi właśnie dotarły. Profesor pobrał pliki, przez kilka minut porównywał wykresy, a potem ustawił trzy z nich obok siebie.
— To jest ciekawe.
Jan stanął za nim.
— Co widzisz?
— Opóźnienie.
— Jakie?
Horák wskazał pierwszy wykres.
— Tutaj sygnał pojawił się najwcześniej. Potem wykryła go stacja przy kamieniołomie. Na końcu czujnik bliżej nas.
— Czyli możemy ustalić kierunek? — zapytała Anna.
— Być może. Jeśli to rzeczywiście fala przechodząca przez sieć, a nie trzy niezależne reakcje.
Jan spojrzał na siedem połączonych punktów.
— Bramy przekazują sobie sygnał.
— Albo jedna z nich woła, a pozostałe odpowiadają — powiedział Horák.
To zdanie zawisło nad stołem. Jan przypomniał sobie wydarzenia ostatnich dni. Kiedy Dziedzice naruszyli przejście, inne miejsca zaczęły reagować. Wtedy uznali, że to skutek zaburzenia równowagi. Teraz jednak nikt nie używał rezonansu. Clavis był uśpiony. Nie dotykali żadnej bramy. A mimo to sygnał wrócił.
— Musimy skontaktować się z Markiem — powiedział.
Anna już wyjmowała telefon. Połączenie trwało krótko. Marek odebrał natychmiast. Na polanie było spokojnie. Kamienie nie świeciły, pęknięcia się nie powiększały, a on sam nie czuł żadnej zmiany w więzi z przejściem. Kiedy jednak Anna zapytała, czy wydarzyło się cokolwiek nietypowego, zamilkł.
— Około dziesięciu minut temu — powiedział w końcu — usłyszałem dźwięk.
— Jaki?
— Jak uderzenie w kamień. Bardzo daleko.
Jan spojrzał na Horáka.
— Ile razy?
— Cztery. Może pięć. Nie liczyłem. Myślałem, że to coś w lesie.
— W równych odstępach?
Marek zastanowił się.
— Tak.
Anna zakończyła rozmowę i natychmiast wybrała kolejny numer. Tym razem czekali dłużej. Strażnik Czarnej Wieży nie miał telefonu. Kontakt z nim odbywał się przez ludzi obserwujących teren ruin. Po kilku minutach jeden z nich odebrał i przekazał wiadomość, która sprawiła, że Anna pobladła.
— Co powiedział? — zapytał Jan.
— Strażnik wyszedł z podziemi.
— Przecież może poruszać się w pobliżu wieży.
— Może. Ale podobno stoi przed wejściem od kilkunastu minut i patrzy na północny zachód.
Horák zerknął na mapę.
— W stronę siódmego punktu?
— Mniej więcej.
Jan poczuł znajome napięcie. Nie strach, jeszcze nie. Raczej świadomość, że układanka, którą dopiero zaczęli rozumieć, znów zmieniała kształt.
— Jedziemy do niego.
Anna pokręciła głową.
— Nie teraz.
— Dlaczego?
— Bo jeśli Strażnik coś wyczuł, sam nam to powie. Najpierw musimy wiedzieć, dokąd prowadzi sygnał.
Horák powiększał kolejne fragmenty mapy na fotografii wykonanej telefonem. Stary dokument nie miał współczesnych granic ani dokładnej skali. Rzeki zmieniały koryta, miasta rosły i znikały, a część nazw użytych przez dawnych kartografów nie istniała w żadnych współczesnych atlasach. Mimo to profesor zauważył coś, czego wcześniej nie dostrzegli.
— Te linie nie są tylko połączeniami.
— Co masz na myśli? — zapytał Jan.
— Spójrz. Każda brama jest połączona z dwiema następnymi, ale od siódmego znaku prowadzi jeszcze jedna linia. Bardzo cienka.
Anna nachyliła się.
— Dokąd?
Horák przesunął palcem. Linia nie prowadziła do żadnej z pozostałych sześciu bram. Kończyła się na niewielkim symbolu w samym środku mapy. Jan patrzył na niego przez dłuższą chwilę.
— To nie jest brama.
— Nie ma takiego samego oznaczenia — przyznał Horák.
— Węzeł? — zapytała Anna.
Profesor wzruszył ramionami.
— Nazwij go, jak chcesz. Na razie wiemy tylko, że twórca mapy uznał to miejsce za wystarczająco ważne, żeby połączyć je bezpośrednio z siódmą bramą.
Przywódca Bractwa odsunął się od stołu.
— Czyli znowu mamy coś, o czym Strażnicy zapomnieli.
Anna nie zaprotestowała.
— Albo coś, co kazano im zapomnieć.
Horák spojrzał na nią.
— To duża różnica.
— Wiem.
Metalowy znak leżący na mapie nagle drgnął. Wszyscy zamilkli. Nie był to ruch wywołany wstrząsem podłogi. Krążek obrócił się o kilka milimetrów, jak igła kompasu szukająca kierunku. Ciemna linia na jego odwrocie stała się wyraźniejsza. Po chwili telefon Horáka zapiszczał. Kolejny impuls. Tym razem silniejszy. Profesor wpatrywał się w ekran.
— Amplituda wzrosła prawie dwukrotnie.
— Czyli brama się otwiera? — zapytał przywódca.
— Nie wiemy — odpowiedziała Anna.
Jan nie odrywał wzroku od siódmego znaku.
— Ale się budzi.
Nikt nie zaprzeczył. Przez następne pół godziny impulsy powtarzały się z niemal idealną regularnością. Każdy był odrobinę silniejszy od poprzedniego. Varga przesyłał nowe dane, ludzie Anny próbowali nawiązać kontakt z pozostałymi grupami Custodes, a Horák nanosił na współczesną mapę wszystko, co dało się odczytać ze starego dokumentu. W końcu profesor zatrzymał się.
— Mam coś.
Jan podszedł do niego. Na ekranie widniała mapa Europy. Horák zaznaczył trzy znane miejsca, następnie dodał przybliżone położenie wynikające z kierunku i opóźnienia kolejnych sygnałów. Linie przecięły się na dużym obszarze obejmującym kilka regionów.
— To nadal setki kilometrów kwadratowych — powiedział Jan.
— Na razie.
— Da się zawęzić?
— Jeśli dostaniemy jeszcze jeden punkt pomiarowy.
Anna podniosła telefon.
— Dostaniemy.
— Skąd?
Spojrzała na niego.
— Od Strażników, o ile jeszcze tam są.
W jej głosie pojawiło się coś, czego Jan wcześniej u niej nie słyszał. Niepewność. Kilka minut później nadeszła odpowiedź na jedno z wysłanych przez nią zapytań. Nie była to rozmowa telefoniczna ani wiadomość tekstowa. Na ekranie pojawiło się zdjęcie wykonane w ciemnym pomieszczeniu. Przedstawiało kamienną ścianę oraz symbol zamkniętego płomienia. Pod nim ktoś narysował siedem pionowych kresek. Sześć było przekreślonych. Siódma pozostawała nietknięta. Jan poczuł, jak skóra na karku mu cierpnie.
— Kto to wysłał?
Anna sprawdziła nadawcę.
— Grupa, z którą nie mieliśmy kontaktu od jedenastu lat.
— Gdzie są?
Kobieta powiększyła zdjęcie. Pod symbolem znajdował się jeszcze jeden napis, prawie niewidoczny. Horák podszedł bliżej i przeczytał go pierwszy.
— „Septima vigilat.”
Jan spojrzał na niego.
— Tłumacz.
Profesor nie spuszczał wzroku z ekranu.
— „Siódma czuwa.”
Anna pokręciła głową.
— Nie.
— Co?
— To słowo można odczytać również inaczej, zależnie od kontekstu.
Horák zrozumiał pierwszy. Jan zobaczył to po jego twarzy.
— Jak?
Anna popatrzyła na siódmy znak na mapie.
— „Siódma nie śpi.”
W tej samej chwili pod ich stopami kamień zadrżał ponownie. Tym razem znacznie mocniej.ROZDZIAŁ 2
MAPA BEZ GRANIC
Silniejsze drżenie trwało zaledwie kilka sekund, ale wystarczyło, żeby z kamiennego sklepienia archiwum posypał się drobny pył. Horák odruchowo przykrył dłonią Księgę Strażników, a przywódca Bractwa spojrzał w górę, jakby oceniał, czy strop wytrzyma kolejne wstrząsy. Jan pozostał przy stole. Metalowy znak Anny nadal leżał na mapie, przesunięty o kilka milimetrów w stronę siódmego symbolu.
— Jeśli następne uderzenie będzie silniejsze, proponuję kontynuować tę rozmowę gdzieś, gdzie kilkaset ton kamienia nie znajduje się nad naszymi głowami — powiedział Horák.
— Archiwum przetrwało kilka stuleci — odparł przywódca Bractwa.
— Wspaniale. Nie chciałbym być pierwszym profesorem, który zepsuje statystykę.
Anna podniosła swój znak. Ciemna linia na jego odwrocie nie zniknęła. Jan przyglądał się jej przez chwilę, po czym spojrzał na zdjęcie przesłane przez grupę Strażników, z którą Anna nie miała kontaktu od jedenastu lat. Siedem pionowych kresek. Sześć przekreślonych. Siódma pozostawiona bez znaku. Pod nimi dwa słowa: „Septima vigilat”.
— Musimy ustalić, kto to wysłał — powiedział.
Anna już sprawdzała telefon.
— Wiadomość przyszła przez kanał używany kiedyś przez jedną z naszych grup. Było ich pięcioro. Przemieszczali się pomiędzy kilkoma miejscami i zbierali informacje o dawnych przejściach.
— Co się z nimi stało?
— Tego właśnie nie wiemy. Jedenaście lat temu kontakt się urwał. Nie było ostrzeżenia, prośby o pomoc ani informacji o rozwiązaniu grupy. Po prostu przestali odpowiadać.
Horák podniósł wzrok znad komputera.
— Pięć osób znika i nikt ich nie szuka?
— Szukaliśmy.
— I?
— Znaleźliśmy pusty dom, dokumenty i samochód. Żadnych śladów walki. Żadnych ciał. Żadnego wyjaśnienia.
Jan poczuł, że rozmowa zaczyna prowadzić w stronę, której się spodziewał.
— Pilnowali siódmej bramy?
— Nie mamy pewności.
— Ale podejrzewasz, że tak.
Anna popatrzyła na zdjęcie.
— Teraz tak.
Horák ponownie zajął się mapą. Wykonał serię fotografii w wysokiej rozdzielczości i przeniósł je na komputer. Stary dokument został rozłożony na stole pod przezroczystą osłoną, a profesor pracował na cyfrowej kopii, powiększając kolejne fragmenty. Jan obserwował, jak na ekranie pojawiają się rzeki, pasma górskie, niewielkie znaki osad oraz linie, które początkowo brali za dawne drogi.
— Coś mi tu nie pasuje — powiedział Horák.
— Dopiero coś? — zapytał Jan.
Profesor zignorował uwagę.
— Jeżeli to jest mapa Europy, jej autor miał bardzo dziwne pojęcie o odległościach. Spójrz tutaj. Ta rzeka jest za długa, ten łańcuch górski przesunięty, a odległość pomiędzy tymi punktami nie zgadza się z żadną skalą, jaką próbuję zastosować.
Anna podeszła do niego.
— Może autor nie potrafił sporządzać map.
— Człowiek, który zaznaczył przebieg kilku rzek z dokładnością zaskakującą jak na epokę, nagle przesunął góry o kilkaset kilometrów?
— Czyli mapa jest błędna?
— Nie. My ją źle czytamy.
Horák wyłączył warstwę współczesnych granic, którą wcześniej nałożył na fotografię. Zniknęły linie państw, regionów i administracyjnych podziałów. Zostały jedynie rzeki, góry oraz punkty odpowiadające bramom. Przez chwilę patrzył na ekran bez słowa.
— No właśnie.
Jan przysunął krzesło.
— Co zobaczyłeś?
— Granice nam przeszkadzały.
— Jak granice mogą przeszkadzać w czytaniu mapy?
— Bo zakładaliśmy, że jej autor myślał tak jak my. Polska, Czechy, Niemcy, Austria… Dla niego część tych państw nie istniała. A nawet jeśli istniały jakieś królestwa czy księstwa, nie miały dla niego znaczenia. On nie zaznaczał granic politycznych.
Horák powiększył fragment mapy.
— Patrzył na rzeki, góry, przełęcze i miejsca, których nie dało się przesunąć jednym traktatem albo wojną.
Przywódca Bractwa skrzyżował ręce.
— Czyli?
— Czyli to mapa świata Strażników, nie władców.
Jan spojrzał na siedem symboli. Nagle zrozumiał, dlaczego żaden z nich nie był opisany nazwą miasta czy państwa. Bramy istniały dłużej niż granice. Ludzie zmieniali nazwy krain, przesuwali państwa i budowali miasta, lecz kamienny krąg ukryty w lesie pozostawał dokładnie tam, gdzie wcześniej.
— Spróbuj dopasować rzeki bez współczesnych granic — powiedział.
Horák zaczął pracować. Przesuwał warstwy, obracał starą mapę o kilka stopni, porównywał przebieg głównych rzek i charakterystyczne układy górskie. Po kilkunastu minutach pierwszy fragment znalazł właściwe miejsce. Potem drugi. Trzeci dopasował się niemal idealnie.
— Mamy trzy znane bramy — powiedział profesor. — Jeśli potraktujemy je jako punkty kontrolne, możemy zniekształcić mapę i zobaczyć, gdzie powinny znaleźć się pozostałe.
— Zniekształcić? — zapytał przywódca.
— Autor zrobił to pierwszy.
Na ekranie pojawiła się współczesna mapa bez granic państwowych. Horák naniósł trzy znane przejścia: Czarną Wieżę, polanę oraz kamieniołom. Następnie dopasował do nich symbole starego dokumentu. Część linii zaczęła układać się logicznie, lecz siódmy znak nadal przesuwał się w zależności od sposobu skalowania. Jan obserwował przez chwilę.
— To nadal nie działa.
— Wiem.
— Może dlatego, że te linie nie pokazują odległości.
Horák spojrzał na niego.
— Mów dalej.
Jan wskazał połączenia pomiędzy siedmioma symbolami.
— Widzieliśmy już, że bramy reagują na siebie. Co jeśli autor nie próbował pokazać, jak daleko jedna leży od drugiej? Może zaznaczył tylko, które są ze sobą połączone.
Profesor patrzył na ekran przez kilka sekund.
— Czyli część dokumentu jest mapą geograficzną, a część schematem.
— Tak.
Horák oparł się o krzesło.
— Nienawidzę, kiedy historyk bez dostępu do komputera okazuje się sprytniejszy ode mnie.
— Może miał dostęp do bramy — zauważyła Anna.
— To wcale nie poprawia mi humoru.
Profesor usunął część linii z nakładanej warstwy. Zostawił tylko naturalne punkty orientacyjne. Siódmy symbol przestał być związany z układem pozostałych bram i po raz pierwszy można było dopasować go wyłącznie na podstawie rzek oraz gór. Obszar poszukiwań przesunął się na północny zachód. Jan zauważył to natychmiast.
— Strażnik Czarnej Wieży patrzył właśnie w tym kierunku.
Anna skinęła głową.
— Tak.
Horák powiększył mapę.
— Nadal mamy ogromny teren, ale przynajmniej nie szukamy już w połowie Europy. Jeżeli dobrze dopasowałem stare oznaczenia, interesuje nas pas górski na terenie dzisiejszych Niemiec.
— Jak duży?
— Za duży, żeby chodzić z łopatą i pytać mieszkańców, czy widzieli ostatnio przejście do innego świata.
Telefon Anny zawibrował. Wszyscy spojrzeli na nią. Na ekranie pojawiła się nowa wiadomość. Tym razem nie było zdjęcia. Tylko ciąg liter i cyfr. Horák przeczytał go dwa razy.
— Współrzędne?
— Nie — odpowiedziała Anna. — Stary kod Straży.
— Potrafisz go odczytać?
— Częściowo.
Wyjęła z kieszeni niewielki notes. Jan po raz pierwszy zobaczył, że na kilku stronach znajdowały się ręcznie zapisane ciągi podobnych symboli. Anna porównywała je przez chwilę, zapisując obok kolejne litery.
— To nie jest wiadomość — powiedziała w końcu. — To oznaczenie archiwum.
— Jakiego?
— Tej zaginionej grupy.
Horák natychmiast się zainteresował.
— Gdzie?
— Muszę sprawdzić.
Anna zadzwoniła do jednego ze swoich ludzi. Rozmowa trwała kilka minut. Przekazywała kod fragment po fragmencie. Potem czekała, słuchając odpowiedzi. Kiedy zakończyła połączenie, jej twarz była poważna.
— Archiwum nadal istnieje.
— Gdzie? — zapytał Jan.
— W prywatnym magazynie. Zabezpieczyliśmy rzeczy tej grupy po ich zniknięciu. Nikt ich nie otwierał, bo nie mieliśmy klucza do części skrzyń.
Jan wyjął metalowy znak otrzymany w Pradze.
— A teraz mamy?
Anna spojrzała na niego.
— Być może.
Przywódca Bractwa pokręcił głową.
— Znowu znak.
— Znak jest identyfikatorem — odpowiedziała Anna. — Nie otwiera każdej skrzyni Strażników.
Horák popatrzył na Jana.
— Jeśli ją otworzy, proponuję przestać mówić, czego ten przedmiot nie robi.
Jeszcze tego samego dnia sprowadzono do archiwum dwie metalowe skrzynie. Nie wyglądały imponująco. Były niewielkie, ciemne i pozbawione ozdób. Na wieku pierwszej znajdował się symbol zamkniętego płomienia, na drugiej jedynie siedem krótkich nacięć. Jan rozpoznał układ ze zdjęcia.
— Sześć i jeden.
Anna przesunęła palcem po znakach.
— To ta.
Zamek nie miał otworu na klucz. Jan przyłożył swój metalowy krążek do niewielkiego zagłębienia w wieku. Nic się nie wydarzyło. Horák czekał kilka sekund.
— Mówiłem, żebyśmy nie zakładali, że…
Zamek kliknął. Profesor westchnął.
— Oczywiście.
Wewnątrz znajdowały się dokumenty, stary aparat fotograficzny, kilka metalowych płytek oraz gruby notes oprawiony w ciemną skórę. Anna wzięła go ostrożnie i otworzyła na pierwszej stronie. Widniało tam pięć nazwisk. Pod każdym znajdował się symbol Strażników.
— To oni — powiedziała. — Zaginiona grupa.
Jan przesunął wzrok niżej. Ostatnia linia została dopisana innym atramentem. Anna przeczytała ją półgłosem:
— „Straż Siódmej.”
Horák usiadł.
— Czyli mamy potwierdzenie.
Kolejne strony zawierały raporty, daty, obserwacje oraz opisy podróży. Część była zaszyfrowana, inne zapisy sporządzono po niemiecku, czesku i łacinie. Horák przeglądał je coraz szybciej, zatrzymując się przy każdej wzmiance o bramie.
— Tutaj.
Wskazał szkic pasma górskiego. Nie było nazwy miejsca. Nad rysunkiem znajdował się jednak symbol identyczny z siódmym znakiem na mapie. Pod nim ktoś narysował trzy charakterystyczne szczyty oraz wejście przypominające łuk wykuty w skale.
— To nie wygląda jak kamienny krąg — powiedział Jan.
— Bo nie każda brama musi wyglądać tak samo — odpowiedziała Anna.
Horák przewrócił stronę. Pojawiły się kolejne szkice. Kamienne schody prowadzące pod ziemię. Fragment muru. Znak Strażników. Na jednej z kart widniał szkic budynku przypominającego niewielką kaplicę albo dawne schronienie. Profesor podszedł do komputera i zaczął porównywać rysunek z obszarem wyznaczonym przez mapę.
— Trzy szczyty. Dolina otwarta od wschodu. Stary trakt biegnący wzdłuż zbocza. Jeśli znajdziemy ten układ…
Jan stał nad notesem.
— Kiedy wykonano ostatni wpis?
Anna przejrzała końcowe strony.
— Jedenaście lat temu.
— W dniu ich zniknięcia?
— Dzień wcześniej.
Jan poczuł, że właśnie ta strona będzie ważniejsza niż wszystkie mapy.
— Czytaj.
Anna zaczęła powoli:
— „Aktywność pozostaje niewielka, lecz Strażnik twierdzi, że przejście zmieniło rytm. Sygnał pojawia się regularnie. Nie przypomina wcześniejszych przebudzeń.”
Horák oderwał wzrok od komputera. Anna czytała dalej:
— „Nie potrafimy ustalić źródła. Strażnik od trzech dni nie opuszcza wejścia. Mówi, że po raz pierwszy od czasu złożenia przysięgi słyszy coś po drugiej stronie.”
Jan poczuł chłód.
— Co słyszał?
Anna przewróciła stronę. Nie było tam dalszego raportu. Następna karta została wyrwana.
— Brakuje strony.
Horák podszedł do notesu.
— Wyrwanej czy wypadła?
— Wyrwanej.
Na resztce papieru pozostał fragment ostatniego zdania. Profesor pochylił się, próbując odczytać kilka zachowanych liter.
— „Nie jest…”
— Co? — zapytał Jan.
Horák przesunął lampę.
— Dalej zostały może trzy słowa.
Anna przytrzymała kartę. Profesor odczytał je powoli:
— „Nie jest sam.”
W archiwum zapadła cisza. Jan spojrzał na siódmy znak widoczny na mapie. Jedenaście lat wcześniej grupa Strażników zniknęła po tym, jak człowiek związany z przejściem zaczął słyszeć coś po jego drugiej stronie. A teraz brama ponownie wysyłała sygnał. Telefon Horáka zabrzęczał. Profesor wrócił do komputera. Dane z kolejnego pasywnego czujnika Vargi właśnie dotarły. Nowy punkt znajdował się znacznie bliżej obszaru, który wyznaczyli. Horák naniósł go na mapę. Potem dodał kierunek zapisany w dokumentach zaginionej grupy. Dwie linie przecięły się. Tym razem obszar nie miał setek kilometrów. Miał niecałe trzydzieści. Horák powiększył mapę.
— Mamy ją.
Jan podszedł bliżej. Na ekranie widniało górskie pasmo w środkowych Niemczech. Anna patrzyła na punkt, który przez jedenaście lat pozostawał poza zasięgiem Strażników.
— Jeżeli dokumenty są prawdziwe, siódma brama znajduje się gdzieś tutaj.
Jan spojrzał na stary notes.
— A Strażnik?
Anna zamknęła oczy na moment.
— Tego nie wiemy.
Telefon leżący na stole zawibrował. Tym razem wiadomość przyszła z tego samego źródła, które wysłało wcześniejsze zdjęcie. Tylko jedno zdanie. Anna przeczytała je i znieruchomiała. Jan zobaczył, jak zaciska dłoń na telefonie.
— Co napisali?
Odwróciła ekran. Wiadomość była po polsku.
„Nie szukajcie Strażnika. Szukajcie miejsca, w którym przestał czuwać.”ROZDZIAŁ 3
GŁOS ZZA PROGU
Wiadomość pozostawała na ekranie telefonu Anny, jakby sam fakt jej odczytania mógł sprawić, że nabierze innego znaczenia. Jan przeczytał zdanie po raz kolejny. Ktoś znał historię zaginionej grupy, wiedział o siódmej bramie i najwyraźniej również o związanym z nią Strażniku. Najbardziej niepokoiło go jednak to, że nadawca nie próbował ich powstrzymać przed podróżą. Wskazywał im kierunek.
— Odpowiedz — powiedział.
Anna pokręciła głową.
— Najpierw musimy wiedzieć, z kim rozmawiamy.
— Jedenaście lat czekaliśmy na tę możliwość.
— Ja czekałam. Ty jeszcze nie wiedziałeś, że istniejemy.
Horák oderwał wzrok od komputera.
— Jeśli mogę przerwać spór o staż pracy w tajnym zakonie, mamy drugi problem.
Obrócił ekran. Na wykresie widać było kolejne impulsy. Główna linia nadal wznosiła się i opadała w regularnych odstępach, lecz pod nią pojawił się drugi zapis, znacznie słabszy i pozornie chaotyczny.
— Tego wcześniej nie było — powiedział Jan.
— Było. Tylko patrzyliśmy na silniejszy sygnał.
Horák powiększył fragment.
— Dane Vargi mają znacznie większą rozdzielczość niż nasze. Jego ludzie zbierali wszystko, nawet kiedy nie wiedzieli, czego szukają. Gdy usunąłem główny impuls, zostało to.
Anna przysunęła się bliżej.
— Zakłócenie?
— Tak myślałem. Potem zobaczyłem powtarzalność.
Profesor zaznaczył kilka fragmentów. Słabsza linia nie poruszała się regularnie. Tworzyła grupy krótkich i dłuższych wychyleń. Trzy małe. Jedno większe. Przerwa. Dwa małe. Potem znowu trzy.
— To może być przypadek — powiedział przywódca Bractwa.
— Może. Dlatego nie powiedziałem jeszcze, że znaleźliśmy wiadomość od kosmitów.
Jan spojrzał na niego.
— Bardzo pocieszające.
— Staram się.
Telefon Horáka zadzwonił. Varga. Tym razem profesor odebrał bez komentarza.
— Masz dane? — zapytał Varga.
— Mam. Interesuje mnie drugi przebieg.
Po drugiej stronie przez chwilę panowała cisza.
— Jaki drugi?
— Ten pod głównym sygnałem.
— Myśleliśmy, że to szum.
— Ja też. Nie jest przypadkowy.
Varga nie odpowiedział. Horák powiększył wykres.
— Trzy krótkie, jeden długi, dwa krótkie. Potem układ się zmienia.
Nadal cisza. Jan spojrzał na telefon.
— Erik?
— Pokaż mi ten fragment.
Horák przesłał plik. Kilkanaście sekund później w głośniku usłyszeli gwałtowny oddech Vargi.
— Skąd to macie?
— Z twoich czujników — odpowiedział profesor. — Właśnie dlatego dzwonisz do nas, pamiętasz?
— Nie o to pytam. Która stacja?
Horák sprawdził.
— Kamieniołom.
— Tylko tam?
— Nie. Przy pozostałych również, ale znacznie słabszy.
Varga zaklął cicho.
— Co się dzieje? — zapytał Jan.
— Muszę to sprawdzić.
— Erik.
— Oddzwonię.
Połączenie się zakończyło. Horák odłożył telefon.
— Coraz bardziej doceniam rozmowy z ludźmi, którzy kończą je w najciekawszym momencie.
Jan patrzył na wykres.
— Rozpoznał ten układ.
— Na to wygląda.
Anna sięgnęła po telefon.
— Jedziemy do kamieniołomu.
— Nie — powiedział Jan.
Spojrzała na niego.
— Dlaczego?
— Jeśli sygnał jest związany z bramą, nie powinniśmy zbliżać się do niej bez potrzeby. Zwłaszcza teraz, kiedy Clavis jest uśpiony, a przejście zostało uszkodzone.
Horák skinął głową.
— Po raz pierwszy od dawna proponujesz, żeby nie wchodzić do niebezpiecznego miejsca. Jestem dumny.
— Zapisz datę.
Profesor udawał, że sięga po notes. Przez następne dwadzieścia minut analizowali dane. Główny sygnał pozostawał niezmienny. Pojawiał się regularnie, jak puls ogromnego mechanizmu pracującego gdzieś poza ich zasięgiem. Drugi był słabszy i występował pomiędzy uderzeniami. Horák rozdzielił oba przebiegi, nałożył je na siebie i odkrył, że słabszy wzór nigdy nie pokrywa się z głównym. Jakby ktoś czekał na ciszę pomiędzy kolejnymi impulsami. Jan wskazał ekran.
— Jeżeli to przypadek, jest bardzo uprzejmy. Nie przeszkadza głównemu sygnałowi.
— Właśnie.
— Czyli ktoś wykorzystuje przerwy.
— Albo coś.
Anna spojrzała na profesora.
— Czy kamienie mogą przesyłać informacje?
— Kamienie? Nie. Bramy? Po wszystkim, co widziałem, przestałem odpowiadać na takie pytania kategorycznie.
Jan pomyślał o Clavis. Przedmiot przechowywał pamięć, obrazy, fragmenty ludzkich decyzji. Słyszał przez niego głos Elżbiety, choć sama Elżbieta nie żyła od stuleci. Jeżeli bramy potrafiły przenosić coś więcej niż materię, możliwość przekazywania sygnału przestawała brzmieć absurdalnie. Telefon zadzwonił ponownie. Varga.
— Mów — powiedział Jan.
— To nasz kod.
Nikt przy stole się nie odezwał.
— Jaki kod? — zapytała Anna.
— Podczas eksperymentów używaliśmy prostych sekwencji impulsów do synchronizacji urządzeń. Każda ekipa miała własny sygnał kontrolny. Dzięki temu wiedzieliśmy, czy zmiana na wykresie pochodzi z naszego generatora, czy z zewnętrznego zakłócenia.
Horák natychmiast otworzył nowy plik.
— Masz zapis?
— Wysyłam.
Po chwili na ekranie pojawił się drugi wykres. Jan nie potrzebował pomocy profesora. Układ był niemal identyczny. Trzy krótkie wychylenia. Jedno długie. Dwa krótkie. Przerwa.
— Czyj to kod? — zapytał.
Varga nie odpowiedział. Jan już wiedział.
— Adriana.
— Tak.
Przy stole zrobiło się cicho.
— Jesteś pewien? — zapytała Anna.
— Każdy operator miał swój identyfikator. Adrian wybrał tę sekwencję. Śmialiśmy się, że gdyby kiedyś zgubił się w kopalni, znajdziemy go po wykresie.
Nikt się nie roześmiał. Varga mówił dalej:
— Kiedy brama otworzyła się drugi raz, Adrian stał najbliżej przejścia. Widziałem, jak go wciągnęło. Nie miał przy sobie żadnego nadajnika zdolnego wysłać ten sygnał.
— Ale znał sekwencję — powiedział Jan.
— Znał.
— Kto jeszcze?
— Cały jego zespół. Kilkanaście osób.
Anna zmarszczyła brwi.
— Czyli nie możemy zakładać, że to on.
— Nie zakładam. Mówię tylko, że ktoś albo coś wysyła przez bramę kod Adriana.
Horák patrzył na dwa wykresy.
— Jest jeszcze jeden problem.
— Jaki? — zapytał Varga.
— Sygnał nie pochodzi wyłącznie z kamieniołomu. Rejestrujemy go także przy pozostałych miejscach.
— Jak to możliwe?
Profesor przesunął jeden przebieg względem drugiego.
— Bramy przekazują go dalej. Tyle że nie tak jak fale radiowe. Nie odpowiada to odległościom w naszym świecie. Przy jednym miejscu pojawia się niemal natychmiast, przy innym z kilkusekundowym opóźnieniem.
Jan spojrzał na mapę.
— Bo liczy się odległość w sieci.
Horák popatrzył na niego.
— Właśnie to podejrzewam.
Na starej mapie siedem bram było połączonych liniami. Dotychczas traktowali je jak schemat zależności. Teraz po raz pierwszy mieli dowód, że te połączenia mogły być rzeczywistymi drogami — tylko nie takimi, które prowadziły przez ich świat.
— Sprawdź siódmy punkt — powiedział Jan.
Profesor już to robił. Dane z najbliższej dostępnej stacji nie pochodziły bezpośrednio z siódmej bramy, lecz wystarczały do oszacowania siły reakcji. Horák porównał amplitudę słabszego wzoru. Zmarszczył brwi.
— To nie ma sensu.
— Co?
— Przy siódmym znaku sygnał Adriana jest silniejszy niż przy kamieniołomie.
Varga odezwał się natychmiast.
— Niemożliwe.
— Chcesz się pokłócić z własnymi czujnikami?
— Jeśli Adrian przeszedł przez bramę w kamieniołomie, sygnał powinien być tam najmocniejszy.
— Chyba że po drugiej stronie odległości działają inaczej — powiedział Jan.
Spojrzał na centralny symbol starej mapy. Węzeł. Punkt, który nie był bramą, a mimo to łączył się bezpośrednio z siódmym przejściem. Anna zrozumiała.
— Może nie znajduje się już za bramą kamieniołomu.
Varga długo milczał.
— Co to znaczy?
— Nie wiemy — odpowiedział Jan. — Ale jeśli przejścia są ze sobą połączone, Adrian mógł się przemieścić.
— Sam?
— Albo został przeniesiony.
Po drugiej stronie rozległ się odgłos przesuwanego krzesła.
— Jadę do was.
Anna natychmiast odpowiedziała:
— Nie.
— Nie pytałem o pozwolenie.
— To archiwum Bractwa.
— Więc spotkajmy się gdzie indziej.
Jan spojrzał na przywódcę. Mężczyzna nie wyglądał na zachwyconego, lecz po chwili skinął głową.
— Niech przyjedzie.
Anna odwróciła się do niego.
— Jesteś pewien?
— Jeśli jego człowiek naprawdę wysyła sygnał zza bramy, potrzebujemy wszystkiego, co Varga wie o tym kodzie.
Varga pojawił się dwie godziny później. Przyjechał sam. Nie miał ze sobą żadnego urządzenia poza laptopem i niewielką torbą z dokumentami. Wyglądał gorzej niż kilka dni wcześniej. Zwykle starannie ubrany i opanowany, teraz miał niewyspaną twarz i kilkudniowy zarost. Położył laptop na stole.
— Pokażcie mi wszystko.
Horák przesunął komputer w jego stronę.
— Najpierw ty.
Varga wyjął kilka zapisów z okresu eksperymentów. Pokazał sygnały kontrolne używane przez poszczególnych operatorów. Kod Adriana rzeczywiście odpowiadał temu, co rejestrowały czujniki.
— Czy Adrian mógł przewidzieć, że po drugiej stronie będzie w stanie wpływać na bramę? — zapytał Jan.
— Nie. Nikt z nas nie wiedział, że można przejść całym ciałem. Zakładaliśmy, że osiągniemy szczelinę szeroką najwyżej na kilka centymetrów.
Varga zatrzymał nagranie z dnia wypadku. Na ekranie pojawił się obraz kamiennego przejścia. Jan nie chciał ponownie oglądać chwili, w której człowiek został wciągnięty do środka, ale zmusił się. Adrian znajdował się blisko bramy, sprawdzając jedno z urządzeń. Kiedy przejście rozszerzyło się gwałtownie, zdążył tylko odwrócić głowę. Potem zniknął. Varga zatrzymał obraz.
— Odtwarzałem to setki razy.
Jan spojrzał na niego.
— Nie znajdziesz na nagraniu odpowiedzi.
— Wiem.
— Ale nadal oglądasz.
— Tak.
Nie trzeba było mówić nic więcej. Horák wrócił do sygnału.
— Spróbujmy odpowiedzieć.
Anna natychmiast pokręciła głową.
— Nie będziemy generować rezonansu.
— Nie mówię o bramie. Mówię o czujnikach.
— Czujnik nie wysyła.
— Ale urządzenia Vargi potrafiły.
Varga zrozumiał pomysł profesora.
— Możemy użyć minimalnej mocy. Znacznie poniżej poziomu potrzebnego do naruszenia przejścia.
— Nie — powtórzyła Anna.
Jan spojrzał na nią.
— Jeśli to Adrian…
— Nie wiemy, czy to Adrian.
— Właśnie dlatego musimy sprawdzić.
Anna patrzyła na niego długo.
— Jedna próba. Minimalna moc. Przy pierwszej zmianie aktywności bramy przerywamy.
Varga skinął głową.
— Zgoda.
Nie wrócili do kamieniołomu. Varga połączył się z jednym ze swoich ludzi i polecił uruchomić niewielki nadajnik znajdujący się kilkaset metrów od przejścia. Anna zażądała transmisji obrazu na żywo. Na monitorze widzieli kamienny krąg. Brama pozostawała zamknięta. Żadnego światła, żadnych Ech Straży.
— Gotowi — powiedział technik.
Varga spojrzał na Jana.
— Co wysyłamy?
Jan odpowiedział bez zastanowienia:
— Ten sam kod.
Horák uniósł brwi.
— Jeśli po drugiej stronie jest człowiek, powinien wiedzieć, że go usłyszeliśmy.
Varga przekazał polecenie. Nadajnik wysłał sekwencję. Trzy krótkie impulsy. Jeden długi. Dwa krótkie. Potem urządzenie wyłączono. Czekali. Dziesięć sekund. Dwadzieścia. Minuta. Nic. Anna wypuściła powietrze.
— Koniec. Nie powtarzamy.
Wtedy wykres drgnął. Horák pochylił się nad ekranem.
— Czekajcie.
Pojawił się pierwszy impuls. Potem drugi. Trzeci. Nie był to kod Adriana. Varga przybliżył ekran.
— Co to jest?
Horák zapisywał kolejne długości.
— Inna sekwencja.
Jan patrzył na wykres. Główny puls siódmej bramy pojawił się w tym samym czasie, ale słabszy sygnał nie zniknął. Przeciwnie — stał się wyraźniejszy. Varga pobladł.
— On odpowiedział.
— Nie wiemy tego — powiedziała Anna.
— Wiem.
Sygnał powtórzył się. Tym razem Horák uruchomił program analizujący częstotliwość drgań. Przez kilka sekund na ekranie pojawiały się chaotyczne wykresy. Nagle profesor przestał się poruszać.
— Co? — zapytał Jan.
Horák zwiększył głośność komputera. Z głośników dobiegł niski szum. Przypominał wiatr przechodzący przez kamienny tunel. Profesor zmienił prędkość odtwarzania, odfiltrował najniższe częstotliwości i ponownie uruchomił nagranie. Szum. Trzask. A potem coś jeszcze. Bardzo słabe. Ludzki głos. Varga podszedł tak gwałtownie, że uderzył dłonią o stół.
— Jeszcze raz.
Horák odtworzył fragment. Tym razem Jan również usłyszał. Jedno słowo. Zniekształcone, odległe, jakby wypowiadane przez wiele metrów kamienia i coś znacznie większego niż przestrzeń.
— Erik…
Varga znieruchomiał. W pomieszczeniu nikt się nie odezwał. Horák odtworzył nagranie trzeci raz.
— Erik…
Varga powoli usiadł. Cała jego pewność siebie zniknęła.
— To jego głos.
Anna patrzyła na wykres.
— Jesteś pewien?
Varga nie odrywał wzroku od głośnika.
— Pracowałem z nim osiem lat.
Po raz pierwszy odkąd Jan go poznał, Erik Varga wyglądał na człowieka naprawdę przestraszonego. Nie przez bramę. Nie przez Strażników. Przez nadzieję. Jan spojrzał na siódmy znak starej mapy. Jeśli rozpoznanie Vargi było trafne, Adrian żył. A jeśli odczyty Horáka były prawidłowe, nie znajdował się już za bramą, przez którą zniknął. Jego głos dochodził z kierunku Siódmej.ROZDZIAŁ 6
BRAMA W GÓRACH
Przez kilka minut nikt nie ruszył się z miejsca, w którym zobaczyli Matthiasa Kellera. Helena stała najbliżej drzew, wpatrując się w pustą przestrzeń pomiędzy pniami. Jan obserwował ją uważnie. Do tej pory sprawiała wrażenie kobiety, której jedenaście lat życia w ukryciu nauczyło kontroli nad każdą emocją. Teraz po raz pierwszy zobaczył w jej oczach coś więcej niż ostrożność.
— To na pewno był Matthias? — zapytał.
Helena nie odwróciła się.
— Tak.
— Nie Echo Straży?
— Echa przyjmują postać dawnych Strażników, ale nie konkretnego człowieka, którego znałam. Nie patrzą w ten sposób.
Anna podeszła do niej.
— W jaki?
Helena odwróciła głowę.
— Jak ktoś, kto cię rozpoznał.
Varga stał kilka kroków dalej i patrzył w stronę doliny. Nie powiedział nic o Adrianie, ale Jan wiedział, o czym myślał. Jeżeli Matthias mógł pokazać się po tej stronie mimo fizycznego zniknięcia, istniała szansa, że Adrian również znajdzie sposób, żeby się z nimi skontaktować. Horák schował telefon.
— Stoimy w miejscu, w którym właśnie zobaczyliśmy człowieka zaginionego jedenaście lat temu. Proponuję ustalić, czy chcemy czekać na kolejne atrakcje, czy ruszamy.
Helena odzyskała opanowanie.
— Do strażnicy zostały niecałe dwa kilometry.
— W takim razie głosuję za strażnicą. Przynajmniej będzie miała dach.
— Nie liczyłabym na to.
Ruszyli. Ścieżka prowadziła coraz wyżej. W kilku miejscach niemal całkowicie znikała pod mchem i opadłymi gałęziami. Helena poruszała się jednak bez wahania. Co pewien czas zatrzymywała się przy dużym kamieniu, odgarniała mech i sprawdzała znak pozostawiony przez dawnych Strażników. Jan zauważył, że im bardziej zbliżali się do strażnicy, tym częściej pojawiały się cienkie niebieskie linie. Początkowo widział je tylko na pojedynczych głazach. Później zaczęły występować na skałach po obu stronach ścieżki. Nie świeciły mocno. W półmroku lasu przypominały delikatne żyły biegnące pod powierzchnią kamienia.
— Były tutaj wcześniej? — zapytał Helenę.
— Nie.
— Nigdy?
— Widziałam światło przy samej bramie. Nie tutaj.
Varga przykucnął obok jednego z głazów. Nie dotknął go.
— Chciałbym wykonać pomiar.
Helena spojrzała na niego.
— Pasywny?
— Tylko odczyt pola i temperatury.
— Możesz.
Wyjął niewielki miernik. Helena natychmiast zmarszczyła brwi.
— Mówiłeś, że nie zabierasz sprzętu.
— Powiedziałem, że nie zabieram generatora rezonansu. Tym mogę najwyżej sprawdzić temperaturę ściany.
Horák zajrzał mu przez ramię.
— I?
— Kamień przy linii jest cieplejszy.
— O ile?
— Dwa i pół stopnia.
Jan spojrzał w stronę gór.
— Czyli coś się rozchodzi.
— Albo wraca — powiedziała Anna.
Nikt nie skomentował. Starą strażnicę zobaczyli dopiero wtedy, gdy znajdowali się kilkadziesiąt metrów od niej. Została niemal całkowicie wbudowana w zbocze. Kamienny łuk, który widzieli na fotografii Heleny, wystawał z ziemi i skał niczym wejście do dawno zapomnianej sztolni. Drzewa rosły przed nim tak gęsto, że z dalszej odległości konstrukcja była niewidoczna. Horák zatrzymał się.
— Kto to zbudował?
— Nie wiemy — odpowiedziała Helena. — Kiedy Strażnicy znaleźli to miejsce, konstrukcja już istniała.
— Jak stara?
— Starsza niż dokumenty, które o niej mówią.
Profesor uśmiechnął się.
— Czyli odpowiedź Strażnika na każde pytanie historyka.
Wewnątrz było chłodno i wilgotno. Tunel prowadził kilka metrów w głąb zbocza, po czym rozszerzał się w okrągłe pomieszczenie. Nie było tam żadnych mebli ani pozostałości dawnego wyposażenia. Całą przestrzeń zdominowała kamienna ściana pokryta siedmioma okręgami. Jan natychmiast rozpoznał układ.
— Mapa.
Helena skinęła głową. Okręgi połączono cienkimi rowkami. Sześć było ciemnych. Siódmy, znajdujący się po prawej stronie, wypełniało słabe niebieskie światło. Varga podszedł bliżej.
— Tego wcześniej też nie było?
— Nie.
Jan wyjął metalowy znak Strażników. Krążek zrobił się ciepły. W tej samej chwili siódmy okrąg rozjarzył się mocniej. Helena odwróciła się gwałtownie.
— Schowaj go.
Jan natychmiast wsunął znak pod kurtkę. Światło osłabło.
— Zareagowało na symbol — powiedział Horák.
— Na przysięgę — poprawiła Anna.
— Jan nie składał przysięgi.
— Ale jego znak został rozpoznany przez Strażnika Czarnej Wieży. Nosi potwierdzenie Custodes.
Varga patrzył na kamienną ścianę.
— Czyli ta konstrukcja nie tylko słucha. Potrafi rozpoznać, kto tutaj stoi.
Helena podeszła do miejsca, w którym jedenaście lat wcześniej widziała Matthiasa po raz ostatni.
— Tutaj się zatrzymał.
Na posadzce widniał ciemniejszy kamień. Jan zauważył na nim niewielkie zagłębienie.
— Co to?
— Położył tutaj dłoń.
Anna przykucnęła.
— I wtedy otworzyło się przejście?
— Nie od razu. Najpierw odezwał się głos.
Horák uruchomił nagrywanie w telefonie.
— Spróbujmy przez chwilę niczego nie robić.
— To wyjątkowo rozsądna propozycja — powiedział Jan.
Stali w ciszy. Przez pierwszą minutę słyszeli tylko krople wody spadające gdzieś w tunelu. Potem pojawił się niski dźwięk. Nie dochodził ze ściany ani z podłogi. Jan miał dziwne wrażenie, że słyszy go wewnątrz własnej klatki piersiowej. Niebieski okrąg zadrżał. Varga natychmiast spojrzał na miernik.
— Impuls.
— Ten sam? — zapytał Horák.
— Tak.
Kolejne dwie minuty i czterdzieści kilka sekund. Drugie uderzenie. Tym razem wraz z nim pojawiło się coś jeszcze. Szum. Jan spojrzał na Vargę.
— Słyszysz?
— Tak.
Erik podszedł do ściany. Helena złapała go za ramię.
— Nie dotykaj.
— Nie zamierzałem.
Szum wzrósł, a potem zniknął. Horák sprawdził nagranie.
— Mam to.
— Głos? — zapytał Varga.
— Za wcześnie.
Profesor założył słuchawki i odsłuchał fragment. Zmarszczył brwi, cofnął kilka sekund i spróbował ponownie.
— Jest tam coś, ale za słabe.
— Adrian?
— Nie wiem.
Varga zacisnął szczękę.