Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Książę Bismarck jako mówca - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Rok wydania:
2011
Czytaj fragment
Pobierz fragment
0,00
Cena w punktach Virtualo:
0 pkt.

Książę Bismarck jako mówca - ebook

Klasyka na e-czytnik to kolekcja lektur szkolnych, klasyki literatury polskiej, europejskiej i amerykańskiej w formatach ePub i Mobi. Również miłośnicy filozofii, historii i literatury staropolskiej znajdą w niej wiele ciekawych tytułów.

Seria zawiera utwory najbardziej znanych pisarzy literatury polskiej i światowej, począwszy od Horacego, Balzaca, Dostojewskiego i Kafki, po Kiplinga, Jeffersona czy Prousta. Nie zabraknie w niej też pozycji mniej znanych, pióra pisarzy średniowiecznych oraz twórców z epoki renesansu i baroku.

Kategoria: Klasyka
Zabezpieczenie: brak
Rozmiar pliku: 364 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

KSIĄ­ŻĘ BI­SMARCK JAKO MÓW­CA.

na­pi­sał

F. K.

(Od­druk z Bi­blio­te­ki War­szaw­skiej z m. Stycz­nia do Kwiet­nia 1882 r.).

War­sza­wa.

Skład Głów­ny w Księ­gar­ni E. Wen­de i Spół­ki.

Kra­kow­skie-Przed­mie­ście, Nr. 412a.

1882.

Дозволено Цензурою. Варшасa 15 Апргьдя 1882 года.

W dru­kar­ni J. Ber­ge­ra, Elek­to­ral­na Nr. 14 w War­sza­wie.

KSIĄ­ŻĘ BI­SMARCK JAKO MÓW­CA (1).

Czy­ta­ją­cy dzien­ni­ki, od ja­kich lat 20-tu, z żad­nem na­zwi­skiem za­pew­ne tak czę­sto się nie spo­ty­ka­li, jak z na­zwi­skiem księ­cia Bi­smarc­ka, obec­ne­go kanc­le­rza ce­sar­stwa Nie­miec­kie­go. A ileż­to razy i w ilu po­sta­ciach, spo­ty­ka­li go wiel­bi­cie­le Klad­de­ra­dat­scha, z cha­rak­te­ry­stycz­nem! trze­ma wło­ska­mi na po­tęż­nej ły­si­nie, któ­re, jak­by trzy pal­ce, sto­ją­ce obok sie­bie, do­da­ją, jesz­cze gro­zy tej mar­so­wej twa­rzy i ol­brzy­miej fi­gu­rze, nie bez słusz­no­ści, zwa­nej "że­la­znym księ­ciem!" Nie brak też i ży­cio­ry­sów, ma­ją­cych uwiecz­nić za­słu­gi jego, po­ło­żo­ne tak dla mniej­szej, pra­skiej, jak i dla więk­szej, nie­miec­kiej oj­czy­zny. Wie­le w tych bio­gra­fiach kul­tu spe­cy­al­nie pru­skie­go, któ­ry, póź­niej­sze po­ko­le­nia, gdy się kar­ta hi­sto­ryi od­wró­ci i gdy zda­la pa­trząc na nie­go, za­sią­dą do prze­trzą­sa­nia taj­nych dy­plo­ma­tycz­nych ak­tów, może zmo­dy­fi­ku­ją. Tym­cza­sem jed­nak, w oczach spół­cze­sne­go po­ko­le­nia nie­miec­kie­go, a na­wet dal­szych na­ro­dów, je­st­to naj­zna­ko­mit­szy dy­plo­ma­ta i mąż sta­nu, z któ­rym nie­wie­lu po­rów­nał­by moż­na.

Po­stać taka zaj­mu­je spół­cze­snych pod każ­dym wzglę­dem, bo jest wcie­le­niem nie­ja­ko bie­żą­cej hi­sto­ryi, a dzię­ki po­wo­dze­niom, zy­sku­je w wy­obra­że­niach wie­lu, urok siły nie­zwy­cię­żo­nej, Więc i par­la­men­tar­ne jego tur­nie­je, nie­tyl­ko nie uszły bacz­no­ści ludz­kiej, gdy się roz­gry­wa­ły w sej­mach nie­miec­kich wiel­kie spra­wy spół­cze­sne; lecz wy­da­no je dru­kiem, aże­by do­rzu­cić nowy liść do wień­ca chwa­ły, naj­po­pu­lar­niej­sze­go dzi­siaj w Niem­czech męża. Te wła­śnie tur­nie­je sej­mo­we, czy­li prze­mó­wie­nia, miaue w cią­gu lat pra­wie 20-tu, w sej­mach pru­skich i par­la­men­cie nie­miec­kim, wy­da­no w trzech to­mach, obej­mu­ją­cych mowy księ­cia Bi­smarc­ka po rok 1881. Są to mowy naj­cel­niej­sze, – (1) 1) Aus­ge­wähl­te Re­den des Für­sten von Bi­smarck. Er­ster The­il. Re­den aus den Jah­ren 1862 – 1870. Ber­lin, 187 7 (L – 491). – 2) Zwe­iter Band. Re­den aus den Jah­ren 1871 – 1877. Ber­lin. 1881. (XV – 522). 3) Drit­ter Band. He­den uns den Jah­ren 1871 – 1881. Ber­lin, 1881 (XVI – 800).

wy­bra­ne z wi­ciu mniej­szych i mniej waż­nych, któ­re po­zwa­la­ją, cu­dzo­ziem­co­wi oce­nić re­to­rycz­ny ta­lent, siłę ar­gu­men­ta­cji, traf­ność uwag, sar­ka­stycz­ny, cza­sa­mi gru­by dow­cip wiel­kie­go sta­ty­sty pru­skie­go i już z tego ty­tu­łu, jako utwór li­te­rac­ki, za­słu­gu­ją na uwa­gę. Na­su­wa się… czy­tel­ni­ko­wi, przy ich czy­ta­niu, mi­mo­wo­li po­rów­na­nie z wiel­ki­mi mów­ca­mi sta­ro­żyt­no­ści i now­szych cza­sów, roz­ma­itych na­ro­dów; przy­po­mi­na się spo­ry ustęp hi­sto­ryi spół­cze­snej i zmia­ny, któ­rym ule­gła mapa Eu­ro­py; sło­wem, lek­tu­ra sta­je się, je­że­li nie bar­dzo po­nęt­ną, zato bar­dzo na­ucza­ją­cą. Wzglę­dy te jed­nak nie skło­ni­ły­by nas do pra­cy nad tym przed­mio­tem, gdy­by mowy księ­cia Bi­smarc­ka były czy­sto nie­miec­kie lub pru­skie, gdy­by do­ty­ka­ły spraw tyl­ko tych kra­jów i nie za­wie­ra­ły nic ogól­niej­sze­go, coby mo­gło za­in­te­re­so­wać nie­ko­niecz­nie sa­mych Niem­ców, ale i dal­szych lu­dzi. Nas zno­wu in­te­re­su­ją te mowy… nie­tyl­ko temi ogól­no-ludz­kie­mi po­glą­da­mi ks. Bi­smarc­ka, na spra­wy spół­cze­sne, lecz temi szcze­gól­ne­mi prze­ciw nam wy­ciecz­ka­mi, któ­rych w zbio­rze obec­nym kil­ka umiesz­czo­no. Usły­szeć, co o nas tacy lu­dzie, jak ks. Bi­smarck są­dzą, może być rze­czą na­ucza­ją­cą, choć­by nie bar­dzo przy­jem­ną; na­ucza­ją­cą zaś dla­te­go, że od nie­przy­ja­ciół czę­ściej o so­bie do­wia­du­je­my się praw­dy, niż od przy­ja­ciół. Może to wresz­cie nie być cał­ko­wi­ta praw­da, bo na­mięt­ność po­li­tycz­na za­śle­pia nie­raz na­wet re­ali­stycz­nych po­li­ty­ków i mow­ców, rów­nie jak i in­nych lu­dzi; za­wsze jed­nak znaj­dzie się tam choć część praw­dy, któ­rej war­to po­słu­chać.

Mógł­by ktoś po­wie­dzićć, że to rze­czy zna­ne i sta­re; przy­po­mi­nać ich nie war­to. Otóż, co do tego, od­po­wia­da­my, ze wpraw­dzie w swo­im cza­sie dzien­ni­ki na­sze po­da­wa­ły stresz­cze­nia te­le­gra­ficz­ne w kil­ku lub kil­ku­na­stu wier­szach mów ks. Bi­smarc­ka, któ­re nas do­ty­czy­ły; ale ta­kie kró­ciut­kie wia­do­mo­ści nie­wie­le uczą i dziś już nikt ich nie pa­mię­ta. Po­nie­waż zaś mowy te obec­nie wy­szły w ca­łej roz­cią­gło­ści i w for­mie au­ten­tycz­nej, a ich au­tor do­tych­czas nie prze­sta­je swo­ją oso­bą zaj­mo­wać świa­ta; więc przy­po­mnie­nie tych sta­rych rze­czy, może nie­jed­ne­go z na­szych czy­tel­ni­ków zaj­mie, a może i na­uczy ja­kie­goś fak­tu, wra­zi w umysł jaką praw­dę, co by­ło­by już pew­nym re­zul­ta­tem z tej wę­drów­ki, po nie­daw­no mi­nio­nej prze­szło­ści.

Po­stą­pi­my więc so­bie tak, żeby za­jąć my­ślą­ce­go czy­tel­ni­ka; przy­po­mni­my mu po­krót­ce ży­cie kanc­le­rza nie­miec­kie­go; po­wtó­re, scha­rak­te­ry­zu­je­my po­glą­dy jego na spra­wy ogól­niej­szej na­tu­ry, o ile je w mo­wach swo­ich trak­to­wał; a na­resz­cie i naj­dłu­żej za­ba­wi­my się nad mo­wa­mi, któ­re nas do­ty­czą.I.

Mia­rą po­tę­gi, zna­cze­nia i wpły­wu męża sta­nu, po­li­ty­ka, a na­wet mniej wy­so­ko sto­ją­cych lu­dzi, jest, do pew­ne­go stop­nia, suma nie­na­wi­ści, jaką ten­że prze­ciw so­bie, wśród współ­cze­snych, obu­dził. Je­st­to wpraw­dzie mia­ra, jak na­zy­wa­ją, tyl­ko ne­ga­tyw­na; ale i to pew­na, że czło­wiek po­spo­li­ty, nie gó­ru­ją­cy nad in­ny­mi ani ro­zu­mem, ani do­ko­na­ne­mi czy­na­mi, nie za­wa­dza­ją­cy ni­ko­mu, po­tul­ny, nie bu­dzi w bliź­nich swo­ich za­zdro­ści, a tem sa­mem i nie­na­wi­ści. Że tale by­wa­ło za­wsze i tak się dzie­je cią­gle w na­szych cza­sach, do­wo­dy moż­na zna­leźć w dzie­jach sta­ro­żyt­nych i no­wo­żyt­nych, w ob­cych i na­szych. Że fakt ten po­wtó­rzył się na księ­ciu Bi­smarc­ku, to rów­nież rzecz wia­do­ma, do dziśd­nia trwa­ją­ca. I on sam wić o tem do­sko­na­le, a nie­tyl­ko wie, ale pu­blicz­nie to wy­zna­je i tę po­wszech­ną nie­na­wiść ku so­bie, uwa­ża za swój za­szczyt naj­więk­szy. Oto na po­sie­dze­niu izby po­sel­skiej sej­mu pru­skie­go, w r. 1874, ks. Bi­smarck tak o tej nie­na­wi­ści mó­wił: "Gdy­bym się chciał, moi pa­no­wie, zaj­mo­wać zbi­ja­niem tego wszyst­kie­go, co prze­ciw mnie dru­ko­wa­no, albo choć­by tego tyl­ko, co w du­chu stron­nic­twa środ­ko­we­go prze­ciw mnie dru­ko­wa­no, nie po­do­ła­ło­by temu żad­ne biu­ro pra­sso­we, ża­den ka­pi­tał We­lfów; trze­ba­by utwo­rzyć osob­ne mi­ni­ste­ry­um, aże­by chcieć to przy­najm­niej prze­czy­tać. Otóż, mam ja to so­bie za za­szczyt! W ca­łem mo­jem ży­ciu po­li­tycz­nem, któ­re ubie­ga­ło wśród roz­ma­itych za­wi­kłań po­li­ty­ki eu­ro­pej­skiej i cią­gle było od­da­ne obro­nie spraw mo­je­go kró­la i mo­jej oj­czy­zny, spo­tkał mię za­szczyt, żem miał bar­dzo wie­lu nie­przy­ja­ciół. Przejdź­cie od Ga­ron­ny, aż do Wi­sły i od Beł­tu aż do Ty­bru, po­szu­kaj­cie nad brze­ga­mi rzek kra­jo­wych Odry albo Renu, a prze­ko­na­cie się, że je­stem w tej chwi­li naj­bar­dziej, a do­da­ję z dumą, i naj­ser­decz­niej nie­na­wi­dzo­nym czło­wie­kiem."

Je­że­li tak jest, a że jest, temu nikt nie za­prze­czy, py­ta­nie: dla­cze­go ks. Bi­smarck zo­stał tak znie­na­wi­dzo­nym? Od­po­wiedź na to py­ta­nie, znaj­du­je się we współ­cze­snej hi­sto­ryi Nie­miec naj­przód, a na­stę­pu­ie ca­łej Eu­ro­py. Chcąc od­po­wiedź tę roz­to­czyć przed czy­tel­ni­kiem, na­le­ża­ło­by mu przy­po­mnieć szcze­gó­ły dzie­jów eu­ro­pej­skich, przy­najm­niej z ostat­nich lat 20-tu. Otóż, by­ło­by to zby­tecz­nem w tem miej­scu, zwłasz­cza że po­ko­le­nie na­sze ma te dzie­je w pa­mię­ci bar­dzo ży­wej, a nad­to nie bra­ku­je dzieł w bie­żą­cej li­te­ra­tu­rze eu­ro­pej­skiej, z któ­rych ła­two moż­na so­bie owe szcze­gó­ły przy­po­mnieć. Nam tu cho­dzi tyl­ko o jed­nę, ma­lut­ką cząst­kę par­la­men­tar­nej wy­mo­wy ks. Bi­smarc­ka; spo­dzie­wa­my się jed­nak, że i ta cząst­ka, gdy ją czy­tel­nik po­zna, utwier­dzi w nim prze­ko­na­nie, iż zna­ko­mi­ty sta­ty­sta pru­ski, nie my­lił się, gdy mó­wił o so­bie, że jest czło­wie­kiem obec­nie grun­tow­nie i ser­decz­nie znie­na­wi­dzo­nym, nie­tyl­ko nad Ga­ron­ną i w oko­li­cach Beł­tu, lecz aż nad Wi­słą. Spra­woz­da­niem ato­li ni­niej­szem, lubo jest pi­sa­ne nad Wi­słą, nie kie­ru­je by­najm­niej nie­na­wiść, choć­by dla­te­go, że to szpet­na wada, a co waż­niej­sza, że sąd nasz o lu­dziach i rze­czach wy­pa­cza: nam zaś cho­dzi o sąd bez­stron­ny, na­wet wzglę­dem tego, kto nas tak ser­decz­nie, jak ks. Bi­smarck, nie­na­wi­dzi.

Cho­ciaż na bio­gra­fiach, apo­te­ozu­ją­cych "że­la­zne­go księ­cia," zwłasz­cza w li­te­ra­tu­rze nie­miec­kiej, nie zby­wa, u nas jed­nak mniej one są, zna­ne: dla­te­go, nim do roz­bio­ru mów jego przy­stą­pi­my, chce­my przy­po­mnieć czy­tel­ni­ko­wi głów­niej­sze fak­ta z ży­cia kanc­le­rza nie­miec­kie­go.

Ot­ton Edward Le­opold ksią­żę von Bi­smarck, kanc­lerz pań­stwa Nie­miec­kie­go, uro­dził się 1 kwiet­nia 1815 r. w Schön­hau­sen, w Sta­rej Mar­chii (Alt­marck). Ród Bi­smarc­ków, od­daw­na osia­dły w Sta­rej Mar­chii, li­czy wśród człon­ków swo­ich, bar­dzo wie­lu, wzglę­dem tro­nu i oj­czy­zny, za­słu­żo­nych mę­żów. Oj­ciec kanc­le­rza, Ka­rol Wil­helm Fer­dy­nand von Bi­smarck, od­by­wał kam­pa­nią prze­ciw rze­czy­po­spo­li­tej Fran­cuz­kiej (1792 – 1796 r.), na­stęp­nie wziął dy­mi­syą, jako rot­mistrz i ob­jął go­spo­dar­stwo w ma­jąt­ku ro­dzin­nym. W Ber­li­nie, gdzie zimą po kil­ka mie­się­cy prze­by­wał, po­znał Lu­dwi­kę Wil­hel­mi­nę Men­ken, cór­kę rad­cy ga­bi­ne­to­we­go Men­ke­na i oże­nił się z nią w r. 1806. Z tego mał­żeń­stwa uro­dzi­ło się kil­ko­ro dzie­ci, z któ­rych, czwar­tem z rzę­du, był dzi­siej­szy kanc­lerz. Od naj­młod­szych lat, dziec­ko oka­zy­wa­ło szcze­gól­ną ży­wość tem­pe­ra­men­tu i po­god­ne, we­so­łe uspo­so­bie­nie. Pierw­sze dzie­cin­ne lata upły­wa­ły mu w Knie­pho­fie na Po­mo­rzu, do­kąd się ro­dzi­ce w r. 1816 prze­nie­śli. Gdy do­szło roku 7-go, od­da­li je ro­dzi­ce na pen­syą męz­ko, utrzy­my­wa­ną w Ber­li­nie przez pro­fe­so­ra Pla­man­na, w celu przy­go­to­wa­nia chłop­ca do gim­na­zy­um. Trwa­ło to do r. 1827, po­czem mło­dy Bi­smarck za­czął uczęsz­czać do gim­na­zy­um Fry­de­ry­ka Wil­hel­ma, a na­stęp­nie do gim­na­zy­um zum grau­en Klo­ster, pod kie­run­kiem pro­fe­so­rów Pre­vost'a i Bon­ne­la. Pod wzglę­dem re­li­gij­nym, kie­ro­wał nim Schle­ier­ma­cher, któ­ry go też przed­tem ochrzcił. W r. 1832 udał się mło­dzie­niec, naj­przód do uni­wer­sy­te­tu w Ge­tyn­dze, dla słu­cha­nia pra­wa i ba­wił tam do r. 1833, po­czem wró­cił do Ber­li­na i tu stu­dy­ów aka­de­mic­kich do­koń­czył. Zło­żyw­szy eg­za­men rzą­do­wy (Sta­at­se­xa­men), wszedł w r. 1835 do służ­by rzą­do­wej i roz­po­czął ją jako au­skul­ta­tor, przy są­dzie miej­skim ber­liń­skim. Po roku wszak­że po­rzu­cił li­nią są­do­wą i prze­szedł do służ­by ad­mi­ni­stra­cyj­nej, naj­przód w Akwi­zgra­nie, a od 1837 r. w Po­ts­da­mie. Na­stęp­nie od­był służ­bę woj­sko­wą w kor­pu­sie strzel­ców gwar­dyi.

Po skoń­cze­niu służ­by woj­sko­wej, co trwa­ło rok je­den, ob­jął Bi­smarck, wraz ze star­szym bra­tem, za­rząd dóbr oj­czy­stych: Knie­pho­fu, Kül­zu i Jar­che­li­na (1839 r.). Gdy star­szy Bi­smarck zo­stał w 1841 r. wy­bra­ny na lan­dra­ta po­wia­tu na­ugardz­kie­go i prze­niósł się do miej­sca urzę­do­wa­nia, ob­jąw­szy na sie­bie za­rząd Kül­zu, wte­dy młod­szy brat ad­mi­ni­stro­wał Jar­che­li­nem i Knie­pho­fem, a zaś oj­ciec po­zo­stał w Söchon­hau­sen. Tak więc przy­szły kanc­lerz za­jął się go­spo­dar­ką, i jak bio­graf za­pew­nia, od­da­wał się jej z za­pa­łem; obok tego upra­wiał hi­sto­ryą, teo­lo­gią i fi­lo­zo­fią, oraz zna­lazł czas na wy­ciecz­kę do Fran­cyi i An­glii. Po­wró­ciw­szy, znów wszedł, lubo na krót­ko, do służ­by rzą­do­wej w Po­ts­da­mie. Nie­dłu­go po­tem, wi­dzi­my go de­pu­to­wa­nym z swo­je­go po­wia­tu, za­stę­pu­ją­cym bra­ta lan­dra­ta i nie­ba­wem de­pu­to­wa­nym z dóbr ry­cer­skich do sej­mu pro­win­cy­onal­ne­go. Ma­ło­waż­ne jed­nak spra­wy, trak­to­wa­ne w tem zgro­ma­dze­niu, tak go znu­dzi­ły, że za­raz po pierw­szej se­syi, zło­żył man­dat.

Gdy w r. 1845 umarł oj­ciec, Bi­smarck od­dał bra­tu do­bra Jor­che­lin, a sam ob­jął w za­rząd gniaz­do ro­do­we Schön­hau­sen. Szlach­ta po­wia­tu je­ry­chow­skie­go, wy­bra­ła go na de­pu­to­wa­ne­go do sej­mu pro­win­cyi Sa­skiej, któ­ry ob­ra­do­wał w Mer­se­bur­gu. Było to w r. 1847/8 i od tego cza­su za­czy­na się po­li­tycz­ny za­wód te­raź­niej­sze­go kanc­le­rza Na­sta­ły cza­sy nie­po­ko­ju w ca­łej Eu­ro­pie, któ­ry do­tknął i mo­nar­chii Pru­ską: król dał swo­je­mu na­ro­do­wi kon­sty­tu­cyą, zwo­ła­no izby. Bi­smarck zna­lazł się w izbie po­sel­skiej, jako de­pu­to­wa­ny z kra­ju za­chod­niej Ha­ve­li (okrąg wy­bor­czy Za­uche-Bel­zich-Bran­den­burg). W to­czą­cych się ob­ra­dach, Bi­smarck brał żywy udział, jako je­den z wy­bit­niej­szych po­stów i na­le­żał do pra­wi­cy, wal­cząc z przy­wódz­ca­mi stron­nictw ra­dy­kal­nych i de­mo­kra­tycz­nych (1849 r.). Wkrót­ce izba zo­sta­ła roz­wią­za­na, a w zwo­ła­nej na­stęp­nej, któ­ra mia­ła przed­się­wziąć re­wi­zyą kon­sty­tu­cyi, zno­wuż zna­lazł się i Bi­smarck. Na­stęp­ne­go roku (1850), za­sia­dał w par­la­men­cie er­furc­kim, któ­ry na­dziei Niem­ców nie zi­ścił. Upo­ko­rze­nie, ja­kie­go wkrót­ce po­tem Pru­sy od Au­stryi w Oło­muń­cu do­zna­ły, żywo go ubo­dło; jed­nak­że stał wier­nie i moc­no przy tro­nie, al­bo­wiem, jak mó­wił "dziel­ny pa­try­ota, wte­dy, gdy król jego upo­ko­rzeń do­zna­je, tem mniej opusz­czać go po­wi­nien." Te­goż, 1850 r., wy­stą­pił przed izba­mi pru­skie­mi ze zda­niem o po­li­ty­ce rzą­do­wej; mów­ca obu­rzał się, na pod­da­nie Prus Au­stryi, chciał on po­ko­jo­we­go i zgod­ne­go dzia­ła­nia obu państw, w spra­wach nie­miec­kich i w Związ­ku. Na­pa­ści, któ­rych przed­mio­tem była kró­lew­skość w pierw­szych par­la­men­tach i sej­mach pru­skich ze stro­ny de­mo­kra­tów, bu­dzi­ły w Bi­smarc­ku moc­ne nie­za­do­wo­le­nie, z któ­rem się nie taił, kru­sząc ko­pie w obro­nie kró­la. Oko­licz­ność ta zwró­ci­ła uwa­gę sfer rzą­dzą­cych na mło­de­go po­li­ty­ka. Kie­dy w r. 1847, przy­szły kanc­lerz od­by­wał po­dróż po­we­sel­ną, spo­tkał się nie­spo­dzie­wa­nie z kró­lem pru­skim w We­ne­cyi. Fry­de­ryk Wil­helm IV za­pro­sił go do sto­łu i dłu­go o spra­wach nie­miec­kich z nim roz­ma­wiał; przy tej spo­sob­no­ści Bi­smarck za­po­znał się z mi­ni­stra­mi i świa­tem dy­plo­ma­tycz­nym. Zwró­ci­ły się na nie­go oczy wszyst­kich, za­czął zy­ski­wać za­ufa­nie, dzię­ki zdol­no­ściom nie­po­spo­li­tym i otwar­to­ści cha­rak­te­ru. Rząd pru­ski po­trze­bo­wał mieć wów­czas we Frank­fur­cie przy bun­de­sta­gu po­sła, któ­ry­by się po­do­bał Au­stryi, a z dru­giej stro­ny umiał bro­nić in­te­re­sów pru­skich. Wten­cza­sto mia­no­wa­no Bi­smarc­ka pierw­szym se­kre­ta­rzem po­sel­stwa pru­skie­go we Frank­fur­cie, z ty­tu­łem rad­cy le­ga­cyi (1851 r.); w kil­ka mie­się­cy po­tem, zo­stał już sam sta­łym po­słem tam­że. Na tym urzę­dzie przyj­rzał się zbliz­ka in­try­gom dy­plo­ma­tycz­nym, po­znał pla­ny Au­stryi i za­mia­ry Fran­cyi i już wten­czas po­wziął myśl zmie­nie­nia sta­no­wi­ska Prus wzglę­dem Au­stryi.

Pod­czas po­by­tu we Frank­fur­cie, wszedł Bi­smarck do izby pa­nów, z ty­tu­łu po­sia­dło­ści swo­jej Knie­pho­fu, któ­rą gdy sprze­dał, po­wa­lał go król roz­ka­zem swo­im do tej­że izby, na człon­ka do­ży­wot­nie­go (1854 r.). Nud­ny po­byt we Frank­fur­cie, prze­ry­wa­ły mu urzę­do­we po­dró­że do Ber­li­na, kil­ka­krot­ne wy­ciecz­ki do Fran­cyi i mis­sya do Wied­nia. Co do udzia­łu i wpły­wu w bun­de­sta­gu, nic wio­dło się krew­kie­mu am­ba­sa­do­ro­wi pru­skie­mu, wszel­kie bo­wiem jego za­bie­gi, pa­ra­li­żo­wa­ła z jed­nej stro­ny czuj­ność Au­stryi, z dru­giej oba­wa drob­nych państw związ­ko­wych, żeby się nie do­sta­ły pod he­ge­mo­nią pru­ską. Re­zul­ta­ty więc, któ­re osią­gnął, były bar­dzo skrom­ne, ogra­ni­czo­ne do wzno­wie­nia trak­ta­tów cel­nych i wcią­gnię­cia do związ­ku cel­ne­go pań­ste­wek pół­noc­no-za­chod­nich.

Wbrew ży­cze­niu, prze­nie­sio­no Bi­smarc­ka na po­sel­stwo do Pe­ters­bur­ga (1859 r.); nie­za­do­wo­le­nie to jed­nak, je­że­li było rze­czy­wi­ste, ustą­pi­ło, al­bo­wiem nada­rza­ła się mu spo­sob­ność przyj­rze­nia się dy­plo­ma­cyi w więk­szym sty­lu, ani­że­li we Frank­fur­cie; ze­bra­ne tu do­świad­cze­nie umiał po­tem do­brze spo­żyt­ko­wać. Tym­cza­sem w Pru­sach z po­wo­du prze­wle­kłej cho­ro­by kró­la, na­czel­na wła­dza prze­szła w ręce bra­ta jego, księ­cia Wil­hel­ma (1858 r.). Na­sta­ła nowa era w po­li­ty­ce pru­skiej; mi­ni­ste­ry­um Man­teu­fel-We­st­pha­len ustą­pi­ło miej­sca no­we­mu, z Ho­hen­zol­ler­nem na cze­le; po­sta­no­wio­no ze­rwać z po­li­ty­ką in­au­gu­ro­wa­ną w Oło­muń­cu.

Pod­czas woj­ny wło­skiej z 1859 r., Pru­sy były zmu­szo­ne uru­cho­mić część swo­je­go woj­ska: przy tej spo­sob­no­ści oka­za­ły się bra­ki, któ­re ksią­żę re­gent po­sta­no­wił na­pra­wić i ar­mią zor­ga­ni­zo­wać, co już mowa kró­lew­ska w 1860 r. za­po­wia­da­ła. Po­mi­mo opo­ru, ze stro­ny li­be­ral­nych po­słów, re­or­ga­ni­za­cyą woj­ska prze­pro­wa­dzo­no; w dzie­le tem naj­wię­cej za­sług po­ło­ży­li: mi­ni­ster woj­ny Roon i na­czel­nik szta­bu ge­ne­ral­ne­go Molt­ke.

Bi­smarck zy­ski­wał tym­cza­sem co­raz bar­dziej za­ufa­nie re­gen­ta, któ­ry go czę­sto z po­sel­stwa w Pe­ters­bur­gu do swo­je­go boku przy­zy­wał, jak np. la­tem w Ba­den-Ba­den 1861 r. i na­stęp­nie te­goż roku, pod­czas ko­ro­na­cyi, od­by­tej w Kró­lew­cu. Na­stęp­ne­go roku, na wio­snę, od­wo­ła­no Bi­smarc­ka z Pe­ters­bur­ga i po­sła­no go do Pa­ry­ża, gdzie jed­nak­że tyl­ko kil­ka mie­się­cy am­ba­sa­dę spra­wo­wał i już we wrze­śniu 1862 r. wró­cił do Ber­li­na. Krót­ki ten po­byt jed­nak­że po­zwo­lił mu wy­tro­pić za­my­sły rzą­du fran­cuz­kie­go, co do gra­ni­cy Renu. Kie­dy sejm pru­ski od­mó­wił rzą­do­wi fun­du­szu, po­trzeb­ne­go na re­or­ga­ni­za­cją ar­mii, wy­nik­nął ztąd dłu­gi kon­flikt, mię­dzy tro­nem a re­pre­zen­ta­cyą na­ro­du, i w tym cza­sie król po­wie­rzył Bi­smarc­ko­wi pre­ze­so­stwo ga­bi­ne­tu, oraz kie­ru­nek spraw za­gra­nicz­nych (8 paź­dzier­ni­ka 1862 r.) Od tej chwi­li roz­po­czął nowy pre­zes mi­ni­ste­ry­um czte­ro­let­nią wal­kę w imie­niu rzą­du z izbą de­pu­to­wa­nych, któ­rą cią­gle roz­wią­zy­wa­no, a mimo tego z no­wych wy­bo­rów wy­cho­dzi­li jesz­cze bar­dziej opo­zy­cyj­ni po­sło­wie; trze­ba więc było rzą­dzić bez sej­mu i oby­wać się bez jego ze­zwo­le­nia na po­bór środ­ków pie­nięż­nych. To rze­czy­wi­ście gro­ma­dzi­ło chmu­ry nie­za­do­wo­le­nia nad gło­wą Bi­smarc­ka; ale po­myśl­na woj­na z Da­nią, na­stęp­nie ode­pchnię­cie Au­stryi i po­bi­cie tej­że na gło­wę w r. 1866, roz­bro­iło nie­chęt­nych, a przedew­szyst­kim po­ka­za­ło na­ro­do­wi, ja­kie po­tęż­ne i sku­tecz­ne na­rzę­dzie zy­skał w zre­or­ga­ni­zo­wa­nej ar­mii, o któ­rą wła­ści­wie to­czył się ów spór dłu­go­let­ni. Za od­da­ne usłu­gi mia­no­wał król Bi­smarc­ka hra­bią (1865 r.). Po szczę­śli­wej woj­nie z Au­stryą i jej nie­miec­ki­mi sprzy­mie­rzeń­ca­mi, po utwo­rze­niu związ­ku Pół­noc­no-Nie­miec­kie­go, na­le­ża­ło po­my­śleć o po­jed­na­niu się z re­pre­zen­ta­cyą kra­jo­wą. I to w czę­ści uda­ło się szczę­śli­we­mu mi­ni­stro­wi sze­reg środ­ków pra­wo­daw­czych, licz­ne trak­ta­ty han­dlo­we, pocz­to­we i t… p., po­sta­wi­ły nowy Zwią­zek Nie­miec­ki na nogi. Obu­dzi­ła się Fran­cya spo­strze­gł­szy, jak, dzię­ki swo­jej neu­tral­no­ści w woj­nie au­stry­ac­ko-pru­skiej, po­zwo­li­ła nie­bacz­nie na wzrost groź­ne­go są­sia­da. Nowa woj­na wi­sia­ła w po­wie­trzu: Pru­sy i pierw­szy ich mi­ni­ster, nie lę­ka­li się jej ma­jąc po­tęż­ną ar­mią na po­go­to­wiu.

Nim jesz­cze Bi­smarck wszedł do mi­ni­ste­ry­um, pro­po­no­wa­ła Fran­cya Pru­som kil­ka­krot­nie, by ich kosz­tem mo­gła so­bie spro­sto­wać gra­ni­cę swo­ję od stro­ny Renu. W maju 18615 r., po­seł fran­cuz­ki pro­po­no­wał Bi­smarc­ko­wi przy­mie­rze, któ­rem Na­po­le­on III obo­wią­zy­wał się pro­wa­dzić łącz­nie z Pru­sa­mi woj­nę prze­ciw Au­stryi, a za to żą­dał ustą­pie­nia ka­wał­ka kra­ju nad Re­nem. Ofia­ry nie przy­ję­to, a Na­po­le­ona łu­dzo­no, że ja­koś się to wy­rów­na. Po za­war­tym trak­ta­cie po­ko­ju z Au­stryą, Na­po­le­on znów, w na­gro­dę swo­jej neu­tral­no­ści, żą­dał ustą­pie­nia ka­wał­ka Pa­la­ty­na­tu i pro­win­cyi Nad­reń­skiej. Król pru­ski od­po­wie­dział, że nie ustą­pi "ani pię­dzi zie­mi nie­miec­kiej;" a gdy rząd fran­cuz­ki wy­stą­pił z ul­ti­ma­tum, żą­da­jąc albo ustą­pie­nia te­ry­to­ry­um, albo przy­ję­cia woj­ny, Bi­smarck od­rzekł: "Zgo­da na woj­nę!" Woj­na jed­nak­że od­wle­kła się na lat kil­ka. Tym­cza­sem Fran­cya za­pro­po­no­wa­ła znów kup­no Luk­sem­bur­ga. Spra­wa przy­bra­ła groź­ny ob­rót i wi­szą­cą woj­nę le­d­wie za­że­gna­ła kon­fe­ren­cya lon­dyń­ska (1867 r.). Na­po­le­on wy­stą­pił za­raz z no­wym pro­jek­tem, któ­re­go ofia­rą mia­ła paść Bel­gia; rów­no­cze­śnie pra­wie kor­te­zy hisz­pań­skie wy­bra­ły na kró­la swo­je­go księ­cia Le­opol­da von Ho­hen­zol­lern-Sig­ma­riu­gen, bra­ta te­raź­niej­sze­go kró­la Ru­mu­nii. Jak­kol­wiek rząd fran­cuz­ki wie­dział o ukła­dach, któ­re ge­ne­rał Prim z tym księ­ciem pro­wa­dził, jed­nak do­znaw­szy nie­po­wo­dze­nia w swo­ich pro­jek­tach co do Bel­gii, uznał owę kan­dy­da­tu­rę Ho­hen­zol­ler­na do tro­nu hisz­pań­skie­go za nie­bez­piecz­ną dla Fran­cyi i uczy­nił z tego pre­tekst do woj­ny (li­piec, 1870 r.). Bi­smarck tego tyl­ko cze­kał: zwo­ła­ny sejm na se­syą nad­zwy­czaj­ną, usły­szał je­dy­ne rzą­do­we za­wia­do­mie­nie o wy­po­wie­dze­niu Pru­som woj­ny ze stro­ny Fran­cyi.

Prze­bieg i re­zul­ta­ty woj­ny fran­cuz­ko-pru­skiej, tkwią jesz­cze w świe­żej pa­mię­ci spół­cze­sne­go po­ko­le­nia; po­kój frank­furc­ki, tak upa­ka­rza­ją­cy dla Fran­cyi, przy­go­to­wał Bi­smarck w po­prze­dza­ją­cych ukła­dach z Ju­liu­szem Fa­vrem i Thier­sem a ol­brzy­mie kosz­ta wo­jen­ne, oraz utra­ta Al­za­cyi i Lo­ta­ryn­gii, spa­dły na Fran­cyą, jako kara za lek­ko­myśl­ność jej ce­sa­rza. Wszyst­kie te zdo­by­cze, za­wdzię­cza­ją Pru­sy prze­waż­nie Bi­smarc­ko­wi. Po­myśl­ny wy­nik woj­ny frau­cuz­ko-pru­skiej, po­zwo­lił na dal­sze i ści­ślej­sze jed­no­cze­nie Nie­miec; li­nia Menu, dzie­lą­ca je po woj­nie au­stry­ac­ko-pru­skiej na pół­noc­ne i po­łu­dnio­we, zni­kła: drob­ni ksią­żę­ta mu­sie­li pro­sić kró­la pru­skie­go, by się ogło­sił ce­sa­rzem nie­miec­kim (w Wer­sa­lu 1870 r.). Sta­ło się, co przed­tem mó­wił Fry­de­ryk Wil­helm IV "że ko­ro­nę ce­sar­ską moż­na zdo­być tyl­ko na pla­cu boju," a co in­ne­mi sło­wy po­wtó­rzył Bi­smarck jesz­cze w 1862 r., że

"wiel­kie spra­wy spół­cze­sne roz­strzy­ga­ją się nie za po­mo­cą mów i wo­tów par­la­men­tar­nych, jak myl­nie są­dzo­no w 1848 i 1849 r., lecz za po­mo­cą krwi i że­la­za.'' Tym spo­so­bem Bi­smarck osią­gnął pierw­szy wiel­ki cel swo­jej po­li­ty­ki: upo­ko­rze­nie Fran­cyi i zjed­no­cze­nie, lubo jesz­cze nie­zu­peł­ne Nie­miec. Za te po­wo­dze­nia ce­sarz mia­no­wał go księ­ciem (1871 r.).

Dru­gim waż­nym ce­lem po­li­ty­ki, nowo kre­owa­ne­go księ­cia, była we­wnętrz­na or­ga­ni­za­cya wskrze­szo­ne­go ce­sar­stwa, któ­rej na prze­szko­dzie sta­nął ko­ściół ka­to­lic­ki, bro­nią­cy swo­jej nie­za­leż­no­ści od chło­ną­ce­go w sie­bie wszyst­kie od­ręb­ne in­sty­tu­cye, ce­za­ry­zmu. Ta chęć jed­no­cze­nia i pod­cią­ga­nia wszyst­kie­go pod wszech­władz­two pań­stwa, uwi­kła­ła Pru­sy i ich kanc­le­rza w dłu­go­let­ni spór z Rzy­mem, t… j… ze sto­li­cą pa­piez­ki!, spór, trwa­ją­cy do dziśd­nia, a no­szą­cy na­zwi­sko Kul­tur­kamp­fu, jak­by wal­ki mię­dzy świa­tło­ścią, któ­rej przed­sta­wi­cie­lem jest pań­stwo, a ciem­no­ścia­mi, któ­re wy­obra­ża ko­ściół ka­to­lic­ki. Już po bi­twie pod Königs­grät­zem i zła­ma­niu Au­stryi, miał się ode­zwać kar­dy­nał An­to­nel­li, że "świat się za­pa­da." Ja­koż, w isto­cie, na­sta­ły cza­sy nie­po­myśl­ne dla ko­ścio­ła w ca­łej Eu­ro­pie, na­wet w kra­jach ka­to­lic­kich. Zjed­no­czo­ne Wło­chy za­czę­ły ogra­ni­czać pa­pie­ża i sto­li­cę apo­stol­ską w wy­ko­ny­wa­niu jej wła­dzy; Au­strya znio­sła w r. 1870 kon­kor­dat, za­war­ty z Rzy­mem (1855 r.); na ka­to­lic­ki tron hisz­pań­ski, wstą­pił, lubo na krót­ko, syn Wik­to­ra Ema­nu­ela; we Fran­cyi, rząd re­pu­bli­kanc­ki nie oka­zy­wał się wca­le skłon­nym do po­pie­ra­nia pa­piez­twa, a Wło­si, ko­rzy­sta­jąc z po­wszech­ne­go za­mie­sza­nia, ogło­si­li Rzym za sto­li­cę swo­ję. W Pru­siech pa­no­wał do cza­su woj­ny au­stro-pru­skiej, na polu ko­ściel­nem, po­kój i to­le­ran­cya, któ­rej im za­zdro­ści­ły inne pań­stwa. Ale gdy Au­strya zo­sta­ła zgnie­cio­na, a tem­bar­dziej, gdy się Fran­cyi po­wi­nę­ła noga, wy­stą­pił w Pru­sach sta­ry an­ta­go­nizm, mię­dzy ka­to­li­cy­zmem a pro­te­stan­ty­zmem, któ­re­go wo­jow­ni­kiem i he­rol­dem stał się ksią­żę Bi­smarck. Nie na­próż­no stu­dy­ował on teo­lo­gią w swo­ich po­mor­skich do­brach, gdy jesz­cze nie my­ślał być kanc­le­rzem: przy­da­ła mu się ona te­raz do ucze­nia pa­pie­ża i bi­sku­pów, ja­kie są ich obo­wiąz­ki wzglę­dem pań­stwa. Po­mi­mo tego wszak­że, jak­kol­wiek ce­ni­my teo­lo­gicz­ną wie­dzę księ­cia kanc­le­rza, trud­no się z nim zgo­dzić w poj­mo­wa­niu tej wal­ki z ko­ścio­łem, ja­ko­by to był od­wiecz­ny spór ka­to­li­cy­zmu z pro­te­stan­ty­zmem. Je­st­to ra­czej wzno­wio­ny z cza­su Ho­hen­stau­fe­nów bój, mię­dzy pa­piez­twem a ce­sar­stwem, o su­pre­ma­cyą jed­ne­go nad dru­giem, co sam po­źniej przy­znał. Tym­cza­sem, z po­cząt­ku swo­jej ka­ry­ery, w mo­wie, mia­nej 1872 r., w pru­skiej izbie pa­nów, in­a­czej ten kon­flikt poj­mo­wał. Wspo­mniaw­szy o przy­kład­nej zgo­dzie, pa­nu­ją­cej do­tych­czas w Pru­sach mię­dzy rzą­dem a ko­ścio­łem ka­to­lic­kim, tak da­lej mó­wił: "Po­kój ten jed­nak­że za­czął się chwiać, od cza­su, gdy Pru­sy ze swo­ją dy­na­styą ewan­ge­lic­ką wzro­sły w po­tę­gę. Póki w Eu­ro­pie, obok Prus, sta­ły dwie po­tę­gi ka­to­lic­kie, z któ­rych każ­da sam na sam wzię­ta, zda­wa­ła się być dla ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go sil­niej­szą pod­sta­wą, ani­że­li Pru­sy, za­ży­wa­li­śmy po­ko­ju; za­czął się on jed­nak chwiać, gdy po­tę­ga, bę­dą­ca wła­ści­wie w Niem­czech ogni­skiem wpły­wu rzym­skie­go, ule­gła w woj­nie 1866 r., gdy się wy­raź­nie na ho­ry­zon­cie za­czę­ła uka­zy­wać przy­szłość ewan­ge­lic­kie­go ce­sar­stwa w Niem­czech." Za­wiel­ką… tu wagę, na­szem zda­niem, przy­wią­zu­je ksią­że Bi­smarck do ewan­ge­lic­kie­go cha­rak­te­ru dy­na­styi i pań­stwa gdy każ­dy wi­dzi, że spór się to­czył nic o do­gma­ta obu wy­znań, ile ra­czej o wła­dzę, o po­chło­nię­cie w idei pań­stwa wszel­kiej, ile tyle nie­za­leż­nej in­sty­tu­cyi.

Za­chwia­nie po­ko­ju re­li­gij­ne­go w Niem­czech, o któ­rem Bi­smarck mó­wił, da­tu­je się od r. 1866, mia­no­wi­cie od cza­su, gdy ka­to­lic­ka lud­ność Ba­wa­ryi prze­wi­du­jąc po­chło­nię­cie swo­jej oj­czy­zny przez Pru­sy, za­czę­ła tak w sej­mie jak i w dzien­ni­kach pio­ru­no­wać na żar­łoc­two pru­skie. Po­wtó­rzy­ło się to na mniej­szą ska­lę rów­nież w pro­win­cyi po­znań­skiej. Ów­cze­sny pru­ski mi­ni­ster wy­znań v. Müh­ler pa­trzał obo­jęt­nie na agi­ta­cyą ka­to­lic­ką, któ­ra znaj­do­wa­ła po­par­cie w de­par­ta­men­cie ka­to­lic­kim ist­nie­ją­cym przy mi­ni­ste­ry­um wy­znań. Trze­ba więc było usu­nąć tak mi­ni­stra wy­znań jak i de­par­ta­ment ka­to­lic­ki. Ja­koż, miej­sce v. Müh­le­ra za­jął gło­śny w swo­im cza­sie po­moc­nik ks. Bi­smarc­ka p. Falk (1872 r.), któ­ry miał prze­pro­wa­dzać tak zwa­ne pra­wa ma­jo­we wy­mie­rzo­ne prze­ciw ka­to­li­kom nie­miec­kim i pru­skim. Wy­dział wy­znań ka­to­lic­ki znie­sio­no i za­pro­wa­dzo­no try­bu­nał zło­żo­ny z lu­dzi świec­kich i nie­ka­to­li­ków do są­dze­nia spraw, wy­ni­ka­ją­cych z prze­kra­cza­nia usta­wo­daw­stwa ma­jo­we­go. Ini­cy­ato­rem tych środ­ków re­pre­syj­nych prze­ciw ka­to­li­cy­zmo­wi był Bi­smarck, przy współ­udzia­le par­la­men­tu nie­miec­kie­go i sej­mu pru­skie­go. Bio­gra­fo­wie ks. Bi­smarc­ka na­zna­cza­ją datę otwar­te­go roz­po­czę­cia woj­ny z ko­ścio­łem ka­to­lic­kim, od cza­su ogło­sze­nia przez so­bór wa­ty­kań­ski de­kre­tu o nie­omyl­no­ści pa­pie­ża (1870). Był to oczy­wi­ście tyl­ko po­zór, gdyż dla pro­te­stanc­kie­go na­ro­du i pań­stwa, de­kret ów nie mógł mieć tego zna­cze­nia, co dla ka­to­li­ków; a jed­nak pa­mię­ta­my, że dzien­ni­kar­stwo pro­te­stanc­kie wię­cej się nim zaj­mo­wa­ło niż ka­to­lic­kie, sie­jąc nie­zgo­dę mię­dzy wy­zna­nia­mi.

Ka­to­li­cy Prus i no­we­go ce­sar­stwa Nie­miec­kie­go wi­dząc się za­gro­żo­ny­mi, utwo­rzy­li zwar­te stron­nic­two po­li­tycz­no w par­la­men­cie, zwa­ne środ­ko­wem, któ­re do­tych­czas dziel­nie, i jak obec­nie zda­je się sku­tecz­nie, wal­czy w obro­nie wol­no­ści swo­je­go wy­zna­nia. Jest ono naj­czę­ściej tar­czą, do któ­rej ksią­żę Bi­smarck kie­ru­je sar­ka­stycz­ne po­ci­ski swo­jej wy­mo­wy, i o któ­rem kanc­lerz w roku 1871, pod­czas roz­praw nad eta­tem wy­dzia­łu wy­znań wy­ra­ził się, że "uwa­ża za naj­po­twor­niej­sze zja­wi­sko utwo­rze­nie się frak­cyi wy­zna­nio­wej w stron­nic­twie po­li­tycz­nem." W ślad za­tem, po­szły pra­wa kar­ne prze­ciw du­chow­nym nad­uży­wa­ją­cym am­bo­ny (1871 i no­wel­la z 1870 r.), znie­sie­nie sek­cyi ka­to­lic­kiej w wy­dzia­le wy­znań, i pra­wo odej­mu­ją­ce pro­bosz­czom nad­zór nad szko­ła­mi ele­men­tar­ne­mi. Ks. Bi­smarck nie wa­hał się za­rzu­cać ka­to­li­kom zdra­dy pań­stwa, gdy w apo­stro­fie do du­cho­wień­stwa zwró­co­nej, mó­wił: "wam bar­dziej na ser­cu leży ko­ściół ka­to­lic­ki sta­ją­cy po­przek roz­wo­io­wi Nie­miec, niż szczę­ście oj­czy­zny." Ję­zyk po­dob­ny nie nada­wał się do jed­na­nia zwa­śnio­nych, a szyb­ko na­stę­pu­ją­co po so­bie zda­rze­nia, jesz­cze ich bar­dziej ją­trzy­ły. Tak, gdy w par­la­men­cie nie­miec­kim przy­szło na stół ob­sa­dze­nie po­sel­stwa pru­skie­go przy pa­pie­żu, na któ­re rząd pru­ski chciał wy­siać źle wi­dzia­ne­go w Rzy­mie kar­dy­na­ła księ­cia Ho­hen­lo­he, ode­zwał siej Bi­smarck: "nie bój­cie się, nie pój­dzie­my do Ka­nos­sy ani cia­łem, ani du­chem;" na co li­be­ral­ni hucz­ne­mi od­po­wie­dzie­li okla­ska­mi (maj, 1872). W dal­szym prze­bie­gu roz­praw w tej ma­te­ryi, chcąc uwy­dat­nić sta­no­wi­sko rzą­du wzglę­dem ko­ścio­ła i opo­zy­cyj­nych bi­sku­pów ka­to­lic­kich, mó­wił: "mogę za­pew­nie p. Win­dhor­sta, że wbrew pre­ten­sy­om nie­któ­rych pod­da­nych JKMo­ści, na­le­żą­cych do sta­nu du­chow­ne­go, któ­rzy są­dzą, ja­ko­by mo­gły być pra­wa kra­jo­we dla nich nie obo­wią­zu­ją­ce, po­tra­fi­my na­ka­zać im po­słu­szeń­stwo wszel­kie­mi środ­ka­mi, ja­kie są w na­szem roz­po­rzą­dze­niu. Na­czel­na wła­dza w pań­stwie może i musi być tyl­ko jed­na, a tą wła­dzą jest pra­wo; kto pra­wa swo­je­go kra­ju uwa­ża za nie­obo­wia­zu­ją­ce dla sie­bie, ten sam się wyj­mu­je z pod pra­wa." W kil­ka dni po­tem, na­de­szły do par­la­men­tu licz­ne pe­ty­cye do­ma­ga­ją­ce się wy­gna­nia Je­zu­itów: ja­koż ścią­ga­ją­ce się do nich pra­wo prze­szło ogrom­ną więk­szo­ścią gło­sów (181 prze­ciw 93). Za­kon je­zu­ic­ki i po­krew­ne z nim sto­wa­rzy­sze­nia roz­wią­za­no. Wów­czas to Pius IX. pa­pież, na wia­do­mość o tem za­wo­łał: "wkrót­ce ode­rwie się ka­mień od góry i zgru­cho­cze nogi ko­lo­su." Spór się za­ogniał z dnia na dzień. Rząd pru­ski wy­stą­pił z całą su­ro­wo­ścią prze­ciw opor­nym bi­sku­pom i niż­sze­mu du­cho­wień­stwu. Na­stęp­ne­go roku 1873, uchwa­lo­no w maju gło­śne czte­ry pra­wa zwa­ne od­tąd ma­jo­we­mi, a ście­śnia­ją­ce wszel­ki swo­bod­ny ruch ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go. Ze stro­ny bi­sku­pów po­szły pro­te­sta, któ­re na swo­ję rękę i z in­nych po­bu­dek po­par­ły pro­te­sta sta­ro­lu­te­rań­skich pa­sto­rów w Hes­syi i Ha­no­wer­skiem. Chcąc zro­bić wy­łom w ka­to­li­cy­zmie, rząd pru­ski uznał bi­sku­pa tak zwa­nych Sta­rych ka­to­li­ków i sek­cie tej za­pew­nił byt praw­ny. Nie po­prze­sta­jąc na wszyst­kich przy­to­czo­nych wy­żej środ­kach re­pre­syj­nych, sejm pru­ski uchwa­lił w roku 1874 za­pro­wa­dze­nie mał­żeństw cy­wil­nych, aże­by tym spo­so­bem z rąk du­cho­wień­stwa wy­trą­cić wszel­ką broń opo­zy­cyj­ną. Po­mi­mo tego, ks. Bi­smarck za­pew­niał, że "kto mówi ja­ko­by w Pru­sach na­ród zo­stał odar­ty z naj­więk­sze­go do­bra, z re­li­gii, ze swo­bo­dy wy­zna­wa­nia swo­jej wia­ry, ten szka­lu­je rząd JKMo­ści."

Ku wiel­kie­mu jed­nak­że zdu­mie­niu, pęta na­ło­żo­ne na ka­to­li­ków, mało jesz­cze skut­ko­wa­ły. Po­mi­mo, że set­ki pa­ra­fii zo­sta­ły bez pro­bosz­czów, że tu i owdzie w hie­rar­chii ka­to­lic­kiej zna­lazł się du­chow­ny, któ­ry pra­wa ma­jo­we obo­wią­zał się sza­no­wać: opo­zy­cya wszak­że zda­wa­ła się ra­czej wzra­stać niż usta­wać. Wte­dy znów przy­stą­pio­no do ob­ostrzeń pra­wo­daw­czych. Sej­mo­wi pru­kie­mu zło­żył rząd w r. 1875 pro­jekt do pra­wa o wstrzy­my­wa­niu pen­syi opor­nym bi­sku­pom i pro­jekt po ży­wych roz­pra­wach prze­szedł znacz­ną więk­szo­ścią gło­sów. Kil­ku bi­sku­pom wnet od­ję­to pen­sye, za­bra­no i sprze­da­no ich mie­nie na opła­tę kar przez try­bu­na­ły wy­mie­rza­nych, wy­da­lo­no z kra­ju ar­cy­bi­sku­pa gnieź­nień­sko-po­znań­skie­go. Gdy to nie po­ma­ga­ło, zwią­za­no ukła­dy z Rzy­mem, któ­re tak­że do ni­cze­go nie do­pro­wa­dzi­ły tak że wal­ka ko­ściel­na w Pru­sach do obec­nej chwi­li trwa z więk­szem lub ni­niej­szem na­tę­że­niem i koń­ca jej prze­wi­dzieć trud­no. Du­szą jej słusz­nie mia­nu­ją Bi­smarc­ka, któ­ry wresz­cie z tem się nie tai, że chciał­by ko­ściół ka­to­lic­ki uczy­nić na­rzę­dziem po­li­tycz­nem w ręku pań­stwa, tak jak są wy­zna­nia pro­te­stanc­kie.

Lau­rów zdo­by­tych przez ks. Bi­smarc­ka na in­nych po­lach tak w po­li­ty­ce we­wnętrz­nej jak i za­gra­nicz­nej, nie do­ty­ka­my w tem miej­scu, gdyż cho­dzi­ło nam tyl­ko o przy­po­mnie­nie nie­któ­rych dat i szcze­gó­łów mo­gą­cych po­słu­żyć do lep­sze­go ro­zu­mie­nia tego, co na­stą­pi. Nie mo­że­my się jed­nak od­jąć chę­ci przy­to­cze­nia tego, co o zwy­cięz­twach kanc­le­rza pi­sał nie­daw­no je­den z jego bio­gra­fów, i jaka to cześć, nie­mal re­li­gij­na, ota­cza wiel­kie­go sta­ty­stę pru­skie­go.
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: