-
nowość
-
promocja
Księgarnia na tyłach Kresu - ebook
Księgarnia na tyłach Kresu - ebook
Dziewiątka i jej przyjaciele wyleczyli dom z czkawki i wyruszają do dziwnego i zupełnie nieprzewidywalnego Kresu w poszukiwaniu Profesory Miski – najlepszej przyjaciółki Doktora Łyżka i jego wspólniczki w alchemii. Kiedy znajdują ją uwięzioną przez chciwą czarownicę Ohydię w piwnicy kryjącego wiele tajemnic sklepu To-i-Tamto, szybko staje się jasne, że ich czas się kończy. Czy para osobliwych naukowców zdąży wyprodukować „nie do końca złoto”? Czy w walce z mściwą ciotką na pewno warto postawić na pomoc nad wyraz sprytnej czarownicy? I czy sekrety trzymane w piwnicach osobliwych sklepów są rzeczywiście bardziej niebezpieczne niż te ukrywane głęboko w sercu? Zajrzyj do księgarni na tyłach Kresu i sprawdź, z jakimi cieniami przeszłości przyjdzie się mierzyć nietuzinkowym mieszkańcom magicznego domu.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Dzieci 6-12 |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68382-63-1 |
| Rozmiar pliku: | 2,9 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
1
Z pewnością istniał taki moment, w którym życie nie mogło stać się dziwniejsze, ale Dziewiątka nie była do końca przekonana, czy już do tego punktu dotarła.
Zmrużyła oczy i powoli, ostrożnie, przykucnęła w wyłożonym śliwkowym dywanem korytarzu domu na skraju magii, twarzą do drzwi wejściowych. Torebka, którą nosiła na ramieniu, musnęła dywan, a cenna pozytywka zadźwięczała w środku.
Skupienie. Jak kotka wypatrująca ofiary Dziewiątka zbliżała się po cichu, gotowa do ataku w odpowiedniej chwili. Zacisnęła pięści, rozprostowała palce – to był jej rytuał przed skokiem.
Łypnęła na stworzenie prawie w zasięgu jej ręki. Wielkością przypominało małego szczura z dużymi okrągłymi oczami i ciałem jak kłębek niebieskiej wełny. Siedziało na tylnych łapkach, a w przednich trzymało – i skubało – swoją zdobycz. Zdobycz, którą ukradło z talerza Dziewiątki. Ale dziewczyna nie zamierzała się na to godzić.
Trzy…
Och, odzyska tego nieszczęsnego tosta.
Dwa…
Nawet jeśli to będzie ostatnia rzecz, jaką zrobi.
Jeden…
Rzuciła się do przodu z determinacją doświadczonej złodziejki, torebka podskoczyła na jej biodrze. Jednak cel wydawał się równie zdeterminowany i doświadczony. Stworzenie skrzeknęło z oburzeniem, pospiesznie wepchnęło tosta do pyszczka i uciekło przed wyciągniętymi palcami dziewczyny, a ona wylądowała twarzą na dywanie.
Obróciła głowę w prawo i zobaczyła, jak kłębek niebieskiej wełny na nóżkach w podskokach wspina się po schodach.
– O nie, nie ma mowy! – krzyknęła, poderwała się z podłogi i pobiegła za nim.
– Hmm, madame? – Z końca korytarza dobiegł głos czarodzieja. – Wszystko w porządku?
– Tak, Mroczysławie! – fuknęła Dziewiątka. Prawie upadła, gdy stworzenie znów wymknęło jej się z rąk. – W idealnym!
– Ach, no to dobrze, wspaniale – odpowiedział, nieco podenerwowany. Miał na sobie fioletową piżamę, spiczasty fioletowy kapelusz oraz puszyste fioletowe kapcie i opierał się o framugę kuchennych drzwi.
Dziewiątka ponownie rzuciła się na stworzenie. Tym razem prawie zleciała ze schodów z nie do końca idealnym hukiem.
Czarodziej skrzywił się z powątpiewaniem.
– Mógłbym po prostu poprosić Eryka, żeby zrobił więcej.
Zmarszczyła brwi. Niebieski kłębek pognał w górę i wpadł na półpiętro. Obróciła się, by spiorunować Mroczysława wzrokiem, po czym wytknęła go palcem.
– Nikt – zaczęła – nie kradnie mojego tosta.
Znów poderwała się na nogi i pomknęła po wyłożonych śliwkowym dywanem schodach.
Liczne portrety przodków Mroczysława – czarownic i czarodziejów z takimi samymi rozszerzonymi nozdrzami i błyszczącymi srebrzystymi oczami – migały jak rozmyte plamy, kiedy dziewczyna pędziła za stworzeniem. Gdy dotarła na półpiętro, wściekle rozejrzała się dookoła.
Otaczały ją dziesiątki drzwi w przeróżnych kształtach i rozmiarach. Do niektórych prowadziły przecinające się pod kątem schody, do innych – drewniane drabiny, a do jeszcze innych nie prowadziło nic. Wszystkie piętra połączone były ogromnymi spiralnymi schodami z linową poręczą, które wiły się wysoko w górę, aż do zdobnie malowanego sufitu.
– Gdzie jesteś? – wyszeptała Dziewiątka przez zaciśnięte zęby.
Kątem oka dostrzegła ruch. Podniosła wzrok i zobaczyła muszlę klozetową chichoczącą i podskakującą zuchwale na chwiejnym podeście. Muszla miała irytujący zwyczaj wędrowania i znikania – i rzeczywiście, właśnie teraz Dziewiątka obserwowała, jak ukrywa się za jakimiś drzwiami. Dziewczyna cmoknęła z dezaprobatą i zapamiętała pomieszczenie na przyszłość, w razie gdyby zaszła potrzeba.
Wtedy usłyszała tupot małych stóp tostowego złodziejaszka. Popatrzyła w prawo i ujrzała chwiejne schody prowadzące do srebrnych drzwi opatrzonych złotym znakiem zapytania. Dawna sypialnia jej mamy.
Zimny nadgryziony tost leżał na progu, a niebieski kłębek rozpłaszczał się jak naleśnik. Wślizgnął się pod framugę i zniknął.
– O nie! Nie wejdziesz tam!
Dziewiątka zadudniła po schodach tak szybko, że zdawało się, iż zaraz się zawalą. Wyciągnęła rękę do gałki – kropki pod znakiem zapytania – i przekręciła ostro w prawo.
Kiedy wpadła do pomieszczenia, uderzył ją znajomy zapach i wzięła szybki, głęboki wdech, ale nie miała czasu rozmyślać nad tym, co czuje. Rozejrzała się po pokoju w poszukiwaniu stworzenia. Przy każdej pomalowanej na intensywny turkus ścianie stał wąski regał z książkami. Oprócz tego wisiały tam puste ramki, a na półce milczał nietykający złoty zegar.
Nagle jej uwagę przykuł srebrny blask w oknie obok łóżka. Za szybą czerń Świata Między Światami przecinały błyszczące pasma, które splatały się i eksplodowały w blednące gwiazdy. Małe okienko nad oknem pozostawało wiecznie otwarte – to przez nie Dziewiątka kiedyś przecisnęła się do środka, kiedy dom był zamknięty. Wspięła się do niego po cegłach wystających z muru. Tak jak jej mama zapewne robiła to przed nią…
– Nie zostaniesz tu! – oznajmiła dziewczyna.
Spod łóżka dobiegło buntownicze skrobanie. Dziewiątka odłożyła torebkę, wzbudzając brzęk protestu cennej pozytywki. Padła na brzuch i zajrzała pod mebel. Znalazła trochę ubrań, sieć rybacką na drewnianym kiju, a tuż pod ścianą dzbanek do herbaty… zza którego wystawał kuperek niebieskiego kłębka.
„Mam cię”.
Powoli przesunęła rękę ku sieci i złapała kij. Czuła, że wystarczy jeden szybki ruch, by capnąć stworzenie. Chwyciła kij mocniej. Utkwiła wzrok w ofierze. Napięła mięśnie w gotowości i…
– Szafka z herbatą! – zawołał odległy głos Mroczysława.
Nie! Tylko nie herbata…
Pstryk!
Dziewiątka zamieniła się w konika na biegunach z głową smoka i ogonem świni. Niebieski kłębek stał się bańką, która rosła i rosła.
Zaczarowana szafka z herbatą była przemiłą pozostałością po klątwie rzuconej na dom na skraju magii przez siostrę Mroczysława – tę samą, która uwięziła czarodzieja i resztę w środku i zmniejszyła ich do rozmiarów ozdoby ukradzionej przez Dziewiątkę. Tę samą, która wielokrotnie próbowała ich zabić i z którą Mroczysław – jak dał jasno do zrozumienia – nie chciał mieć nic wspólnego. Ale klątwa została złamana i wiedźma dała im spokój. Tylko czasami przypominali sobie o wszystkim, kiedy sięgali do szafki, żeby wyjąć herbatę truskawkową.
Irytujące zaklęcie zaczęło mijać, jak zawsze. Dziewiątka stawała się Dziewiątką, a bańkowaty kuperek pękł, uwalniając łzawiący zapach, w jego miejscu zaś pojawił się zwyczajny wełnisty kuper. Uciekinier wystawił głowę zza dzbanka. Ich spojrzenia się spotkały i istotka przechyliła łepek na bok, jakby się zastanawiała. Dziewiątka zmarszczyła brwi, rozluźniając uchwyt na kiju. Stworzenie dwa razy poniuchało dziewczynę, raz dzbanek… po czym wybiegło z sypialni.
Dziewiątka westchnęła z frustracją i wynurzyła się z cienia. Przysiadła na piętach i ponownie rozejrzała się po pokoju mamy. Nie wiedziała, kto był bardziej zdumiony – ona czy Mroczysław – gdy zdała sobie sprawę, że jej mama kiedyś podróżowała z domem, a próg, na którym (jak mgliście pamiętała) dziewczynka została zostawiona z niczym prócz pozytywki, nie był progiem przytułku ani innego byle jakiego miejsca, lecz progiem domu na skraju magii. Było to, oczywiście, zanim Szmal, wąsaty gangster, porwał ją, żeby została jedną z jego złodziejek. Miała wrażenie, jakby ta cała historia wydarzyła się wieki temu…
– Wszystko dla mnie zaplanowałaś, mamo – szepnęła do siebie. – Dlaczego wszystko poszło nie tak?
Żarliwie pragnęła odkryć prawdę, zrozumieć, co się stało.
Zadała Mroczysławowi mnóstwo pytań. Na niektóre odpowiedział, od innych się wymigał. Poznał jej mamę, kiedy sprzedawała kwiaty na ulicy, w świecie śmiertelników. Przeszedł obok niej i dostał okropnego ataku kichania. Gdy podała mu chusteczkę, natychmiast narodziła się między nimi niespodziewana przyjaźń.
Oczy czarodzieja błyszczały, srebrzyste i łagodne, kiedy opowiadał o przygodach, które razem przeżyli. Jednak gdy Dziewiątka spytała, dlaczego jej mama odeszła, jego oczy przygasły i posmutniały.
– Ludzie odchodzą – odparł ostro. – Ostatecznie zawsze tak jest. – I odmówił dalszych wyjaśnień.
Dziewiątka spojrzała na książkę leżącą na łóżku mamy. Wydrukowany złotymi literami tytuł był tytułem jej własnej ulubionej książki, tej, którą zawsze wypożyczała z biblioteki u pana Cymela, najlepszego bibliotekarza na świecie. _Tajemnica Wilczego Wrzosowiska._ Dziewczyna otworzyła książkę i przeciągnęła palcami po napisanym odręcznie imieniu wewnątrz. To imię jej mamy. Eliza.
Ponownie zerknęła pod łóżko. Znajdowały się tam rzeczy należące do mamy. Rzeczy, których faktycznie dotykała. Dziewiątka znów położyła się na brzuchu, sięgnęła po sieć rybacką i wyłowiła dzbanek obwąchany przez niebieskie wełniste stworzenie, a następnie usiadła z plecami opartymi o żelazną ramę. Przyjrzała się delikatnej białej porcelanie ozdobionej złotymi gwiazdkami. Pogłaskała ją w zamyśleniu. Czy jej mama piła herbatę truskawkową – najlepszą herbatę we wszystkich krainach – z tego właśnie dzbanka? Dlaczego był upchnięty pod łóżkiem? Podniosła pokrywkę, zajrzała do środka i… zmarszczyła brwi.
Wewnątrz znajdowało się sześć kawałków podartego pergaminu. Wsunęła rękę do dzbanka, wyciągnęła je i obróciła w palcach. Nic na nich nie zobaczyła… były czyste.
– W takim razie… dlaczego są podarte? – mruknęła do pustego pokoju. Ułożyła kawałki w całość. Kiedy umieściła ostatni na miejscu, jej serce zabiło mocniej. Na złożonym pergaminie pojawiły się falujące słowa:
Otrzymane z podziękowaniami,
STRAŻNIK
Od strony drzwi usłyszała głośne PUK-PUK.
Podskoczyła – a kiedy to zrobiła, przypadkiem musnęła fragment pergaminu, oddzielając go od pozostałych. Zobaczyła, jak litery prędko znikają. Pospiesznie zebrała kawałki i wetknęła z powrotem do dzbanka.
W drzwiach pojawiła się twarz Mroczysława okolona kasztanowymi lokami, wystającymi spod spiczastego fioletowego kapelusza.
– Madame? Ach, tu jesteś! – powiedział, stukając palcami o drzwi. Wszedł do pokoju. Rozejrzał się, a w jego wiekowych niebieskich tęczówkach zalśnił srebrny błysk. – Była naprawdę… niezwykła. Szkoda, że… – Błysk w jego oczach natychmiast zniknął.
– Co? – zapytała cicho Dziewiątka. Musiała postępować ostrożnie. Zlustrowała go bystrym wzrokiem, szukając wskazówek. – No dalej. Czego mi nie mówisz?
Mroczysław wzruszył ramionami, jeszcze smutniejszy niż wcześniej.
– Przypuszczam, że każdy ma jakieś sekrety, prawda?
Dziewiątka nie odpowiedziała, ale obraz podartego pergaminu zapisał się w jej umyśle tak wyraźnie, że Mroczysław z pewnością mógłby go zobaczyć. Nieznacznym ruchem zasłoniła dzbanek.
„A co, jeśli podarty pergamin był sekretem, który mama ukrywała przed Mroczysławem? Czy powinnam to zatrzymać dla siebie? Czy powinnam mu powiedzieć? Czy powinnam mu zaufać?”
Czarodziej odchrząknął i wygładził swoją fioletową piżamę.
– Choć z pewnością nie było sekretem, że lubiła tego nieszczęsnego kłębkołaza. Te stworzenia żyją dziesiątki lat.
Dziewiątka poczuła w powietrzu zapach ziemi i pieprzu. Jej serce zamarło.
O nie…
– Przychodzę jednak z ostrzeżeniem – kontynuował Mroczysław, zaniepokojony. – Eryk próbuje wynagrodzić ci skradzione śniadanie, przygotowując dla ciebie naleśniki.
Dziewiątka zwiesiła ramiona na myśl o szarych, grudkowatych naleśnikach z kości przygotowywanych przez kochanego trolla kamerdynera.
– I nie próbowałeś mu tego wyperswadować?
– Madame, wiesz, jaki on jest. Był taki szczęśliwy, że może pomóc. A teraz… – Czarodziej się skrzywił. – Dodaje nowy składnik.
Dziewiątka westchnęła. Eryk był bez wątpienia najlepszym trollem i najgorszym kucharzem, jakiego spotkała w swoim życiu.
– Twoja siostra ma sporo na sumieniu. Nie mogę uwierzyć, że zostawiła wszystkie jego książki kucharskie po krasnoludzku. Złamaliśmy klątwę uczciwie i sprawiedliwie – narzekała.
– Nie sądzę, żeby sprawiedliwość była jej najmocniejszą stroną.
– Ale jest mądra – zauważyła, świadoma, że to zirytuje czarodzieja.
– Jest koszmarna – odparł.
Dziewiątka dotknęła dzbanka, chłodnego pod jej lekko spoconą dłonią. Mroczysław go nie rozpoznał, zyskała zatem pewność, że mama nie powierzyła czarodziejowi tej tajemnicy, cokolwiek to było. Może więc ona również nie powinna mu jej powierzać.
– Madame? – odezwał się, patrząc na nią z mieszanką ciekawości i zdenerwowania. – Chyba nie… myślisz za dużo, prawda?
– Cóż, jedno z nas musi – stwierdziła. Odsunęła na bok wątpliwości i poczucie winy, podniosła torebkę, podeszła do drzwi i chwyciła Mroczysława za rękaw.
– Madame? – rzucił, gdy pociągnęła go w stronę chwiejnych schodów.
– Jeśli ja muszę jeść naleśniki z kości, to ty też.
Z tymi słowami poprowadziła go po wyłożonych dywanem stopniach w kierunku dziwnego pieprzno-ziemistego zapachu, celowo ignorując smugę zadowolonego z siebie niebieskiego kłębka, którą zauważyła kątem oka.