Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Ktoś był tu przed nami - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Produkt niedostępny.  Może zainteresuje Cię

Ktoś był tu przed nami - ebook

Nowy dom. Nowe życie. Moja ostatnia szansa na ucieczkę...
Wymarzona posiadłość wciąż pachnie świeżą farbą, ale pod tą maską czuję odór kłamstwa. Christian obejmuje mnie swoimi silnymi ramionami, a ja zastanawiam się, czy coś przede mną ukrywa, czy tylko ja po prostu popadam w paranoję.
Mój mąż chce, bym milczała. Chce, bym zapomniała. Ale ja widzę to, co dzieje się w ogrodzie sąsiadów – coś, czego nie da się zignorować. A kiedy przez przypadek podsłuchuję jego rozmowę telefoniczną, mój świat pęka na pół.
Już nie pytam, co stało się z ludźmi, którzy mieszkali tu przed nami. Wiem jedno: powinnam była uciec, póki jeszcze mogłam. Teraz drzwi są już zamknięte.

 

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Horror i thriller
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8441-490-3

FRAGMENT KSIĄŻKI

PROLOG

To miał być nowy rozdział w naszym życiu – w końcu przeprowadzka do nowego domu powinna być ekscytującym wydarzeniem, chwilą pozostającą w pamięci na zawsze. To szansa na nowy start, nowy początek, a w takiej sytuacji człowiek chce, żeby wszystko potoczyło się idealnie.

A już na pewno nikt nie oczekuje jakichkolwiek szokujących niespodzianek.

Co zatem byłoby najgorszą rzeczą, jaką można odkryć tuż po wprowadzeniu się do nowego domu?

Gdy patrzę na kartkę w swoich rękach, mam wrażenie, że znam już odpowiedź.

To wyglądało na ostrzeżenie i wszystko wskazywało na to, że zostało napisane dla mnie.

Ukryta notatka znaleziona przeze mnie w sypialni na piętrze pięknego domu, do którego właśnie wprowadziliśmy się z mężem, nie była częścią planu. Przyjechaliśmy tu, żeby być rodziną. Ja, mój mąż Christian, nasz pięcioletni syn Kai i nasza nienarodzona córka, która ma przyjść na świat za kilka miesięcy.

Jedną ręką obejmuję brzuch, a drugą wciąż ściskam złowieszczy kawałek papieru, patrząc przez okno sypialni na duży ogród, w którym wyobrażałam sobie dwójkę swoich dzieci bawiących się razem szczęśliwie pewnego dnia. Ale zamiast marzyć o przyszłości rodziny, teraz skupiam się wyłącznie na tym, co właśnie przeczytałam.

Kto to napisał? Dlaczego to tutaj zostawił? I dlaczego ja miałam to znaleźć?

Liczyłam, że to będzie nasz nowy, wspaniały początek – w tych pokojach wciąż jeszcze pachnących świeżą farbą. Wierzyłam, że będziemy pierwszą parą, która kiedykolwiek zamieszkała w tym nowo wybudowanym domu, i zakładałam, że Christian myśli podobnie, chociaż teraz nie jestem już tego taka pewna. Albo jedno z nas, albo oboje zostaliśmy okłamani.

Przed nami mieszkała tu inna para.

Ich życie było zagrożone. Co się z nimi stało?

I czy to oznacza, że moja rodzina nie może się tu czuć bezpieczna?JEDEN

Z niepokojem kładę dłonie na swoim coraz większym brzuchu, rozglądam się po domu i próbuję sobie wyobrazić, czy to jest miejsce, w którym powinna żyć moja rodzina. Za trzy miesiące urodzę dziewczynkę, która ją dopełni. Mój mąż i nasz pięcioletni syn są bardzo podekscytowani. Jakby tego było mało, jesteśmy w trakcie przeprowadzki. Nasze poprzednie mieszkanie zrobiło się dla nas za małe i potrzebujemy czegoś większego. I to szybko. Sprzedaliśmy je po tym, jak otrzymaliśmy ofertę, która była zbyt dobra, aby ją odrzucić. Nie znaleźliśmy jednak żadnej nowej, idealnej nieruchomości, do której moglibyśmy się wprowadzić, więc na razie mieszkamy w pokoju hotelowym, jeszcze ciaśniejszym niż nasze poprzednie mieszkanie.

Jeszcze nie wpadam w panikę, ale zacznę, jeśli nie znajdziemy domu przed narodzinami dziecka. Dlatego wiązałam z tą wizytą duże nadzieje. Ale teraz, kiedy tu jestem, nie czuję się już niczego taka pewna.

– I co o tym myślisz? – pyta mój mąż, podwijając rękawy roboczej koszuli i rozpinając górny guzik po zdjęciu krawata. Może i skończył na dziś pracę, ale zanim wieczorem położy się spać, ma jeszcze sporo prywatnych spraw do ogarnięcia.

Odwracam się od idealnie wypolerowanego marmurowego blatu w kuchni i patrzę na Christiana, który stoi przy dużych przesuwnych szklanych drzwiach prowadzących do ogromnego ogrodu za domem. Wystarczyło jedno spojrzenie, żebym wiedziała, co myślał. Podoba mu się tutaj. Bardzo mu się podoba. Ale nie pytałam go o zdanie. To on zapytał o moje.

– Nie jestem pewna – odpowiadam cicho. Nie chcę, żeby usłyszał mnie agent nieruchomości. Mężczyzna w eleganckim garniturze, który otworzył nam drzwi i zaprosił nas do środka, stoi teraz w korytarzu, dając nam trochę przestrzeni po tym, jak przedstawił nam ofertę. Wykonał swoją pracę, opowiadając nam o wszystkich czterech sypialniach, trzech łazienkach i pokoju na parterze, który mógłby służyć jako gabinet lub pokój zabaw.

Powiedział też, że bylibyśmy pierwszymi mieszkańcami tego nowo wybudowanego domu. W rzeczywistości w ogóle będziemy jednymi z pierwszych osób, które zamieszkają na tym nowym, luksusowym osiedlu. Zapewniał nas, że nieliczni mieszkańcy są bardzo zadowoleni ze swojej decyzji. Na koniec wspomniał, że ceny nieruchomości w okolicy z pewnością wzrosną w najbliższych latach, przez co dał nam do zrozumienia, że jeśli nie zdecydujemy się na zakup teraz, możemy już nigdy nie mieć okazji, aby to zrobić. Na szczęście potem zakończył swoją prezentację i zostawił nas samych, abyśmy mogli ze sobą porozmawiać. Nadal jednak mówię cicho, bo wiem, że ma nadzieję na podpisanie transakcji i zarobienie prowizji, więc może mu się nie spodobać, jeśli usłyszy, że nie jestem jeszcze przekonana do zakupu. Zerkam przez okno i widzę dużą żółtą koparkę pracującą przy ogromnym rowie na końcu ulicy. Chociaż jestem pewna, że to fundamenty pod kolejną budowę, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że patrzę na kopanie grobu.

Szybko odganiam tę myśl.

– Co ci się nie podoba, Di? – pyta Christian, rozkładając ramiona, jakbym była ślepa na cuda, które on zdaje się widzieć w tym domu. Zawsze nazywa mnie Di, co jest skrótem od mojego imienia, Dionne.

– Po prostu nie jest zbyt przytulny – odpowiadam, wyrażając swoje pierwsze obawy.

– Oczywiście, że nie. Nie wprowadziliśmy się jeszcze i nie uczyniliśmy go naszym domem. Ale możemy to zrobić – mówi Christian zręcznie, ale najwyraźniej nie rozumiał, co miałam na myśli.

– Nie, chodzi mi o to, że nie czuję się tutaj jak w domu. Wydaje się nieco zbyt zwyczajny. Może bez wyrazu. Nie, jak to ująć… – zastanawiam się na głos, szukając najlepszego sposobu, aby opisać to, co czuję. – Mdły.

– Mdły? – Christian chichocze. – Czytałaś po drodze słownik?

– Po prostu opisuję to, co czuję – kontynuuję, nie mając ochoty na żarty. – Nie wydaje mi się, żeby to było miejsce, w którym siebie widzę. Ten dom jest zbyt nowoczesny. Zbyt schludny i idealny. Wolę chyba zamieszkać w budynku o nieco dłuższej historii. Takim z charakterem.

– Wiedziałaś przecież, że to nowy dom – mówi Christian, w końcu zdając sobie sprawę, że naprawdę mi się tu nie podoba.

– Tak, ale nie spodziewałam się, że będzie aż tak nowy. Jest po prostu trochę… pozbawiony duszy.

– Nie, wcale nie jest. Moim zdaniem jest niesamowity. Świeży. W idealnym stanie. Rozejrzyj się tylko. Ta kuchnia jest cudowna. Te gładkie powierzchnie. Ten lśniący marmur. Dwuskrzydłowe drzwi. Nieskazitelny trawnik. A sypialnie? Każda z nich mogłaby być naszą. I łazienki. Kabiny prysznicowe. Podwójne lustra. Podgrzewana podłoga. O salonie nawet nie wspominam. Jest tam wystarczająco dużo miejsca na sofę w kształcie litery „L”, a zawsze mówiłaś, że pragnęłaś taką mieć. Moglibyśmy wstawić dwie, gdybyśmy chcieli, tyle tu miejsca. Pomyśl też o pokoju zabaw, który urządzilibyśmy w tym wolnym pokoju. To idealne miejsce dla naszych dzieci, żeby mogły się bawić swoimi zabawkami.

Przez chwilę odnoszę wrażenie, jakby agent nieruchomości przemówił ustami mojego męża. Tak bardzo przypomina to jego gadkę sprzedażową. Rzecz w tym, że wszystko, o czym mówił Christian, jest prawdą. W niczym się nie pomylił. Rzeczywiście dom jest nieskazitelny, przestronny, gotowy i tylko czeka, aż się wprowadzimy i nadamy mu nasz charakter. Ale ja też mam rację. Sam fakt, że to miejsce jest duże, nowe i gotowe do zamieszkania, nie musi oznaczać, że powinniśmy je kupić. Może wyglądać idealnie, ale czy to nie właśnie niedoskonałości tworzą dom? Skrzypiąca deska podłogowa w korytarzu. Lekko przekrzywiona półka. Klamka, która skrzypi, gdy się ją przekręca, mniej irytująca, a bardziej kojąca, bo znajoma. W tym domu nic nie skrzypi ani nie trzeszczy. Schody nie jęczą pod naszym ciężarem, a na ścianach wszystko jest równe, jakby nikt nigdy nie robił tu niczego w pośpiechu, między jednym obowiązkiem a drugim. Nie chcę domu idealnego, chcę zwyczajnego. A najbardziej chciałabym ten, który oglądaliśmy wczoraj.

– Bardziej podoba mi się tamten – odpowiadam cicho.

– Mówisz poważnie? Ten z zarośniętym ogrodem i małą drugą łazienką? Jak możesz go woleć od tego?

– Sama nie wiem, tak po prostu – odpowiadam, zirytowana tym, że muszę tak bardzo bronić swoich preferencji. Z drugiej strony wydaje mi się, że różnice zdań są częścią każdego związku, a zwłaszcza małżeństwa. W ciągu siedmiu lat naszego wspólnego życia nie toczyliśmy zbyt wielu sporów, często jednak dyskutowaliśmy. Właściwie zaczęło się jeszcze przed naszą pierwszą randką. Poznaliśmy się przypadkiem podczas wieczornego wyjścia z przyjaciółmi i wymieniliśmy się numerami telefonów. Później umówiliśmy się na spotkanie tylko we dwoje. Planując randkę, chciałam pójść coś zjeść, a Christian próbował przekonać mnie do wyjścia na drinka. Ostatecznie to ja wygrałam. Moje pasmo zwycięstw nie jest już jednak nieprzerwane.

Mam prawo lubić to, co lubię, tak samo jak Christian. Jeśli jednak chodzi o coś tak ważnego, jak zakup domu, konieczne jest, abyśmy oboje byli zgodni. Wydaje mi się, że w tym przypadku tak nie jest, więc rozsądnym rozwiązaniem byłoby odejść i kontynuować poszukiwania. Kiedy otwieram usta, by zasugerować, abyśmy tak właśnie zrobili…

– Możemy się wprowadzić od razu – zaczyna mnie przekonywać Christian. – Nie ma żadnych ograniczeń, bo nikt nigdy tu nie mieszkał. Będziemy pierwszymi właścicielami tego niesamowitego domu. To prawdziwa okazja. Zamiast spędzać pierwsze miesiące na usuwaniu okropnych tapet przyklejonych przez poprzednich właścicieli lub naprawianiu wszystkich usterek, które spowodowali, moglibyśmy po prostu cieszyć się tym nowym miejscem już od pierwszego dnia.

Wiem, że mój mąż nie znosi remontów, więc rozumiem, dlaczego jest to dla niego takie atrakcyjne. To prawda, że moglibyśmy po prostu się wprowadzić i właściwie nic nie robić poza rozpakowaniem rzeczy, kiedy firma przeprowadzkowa przywiezie je z magazynu. Wiem, że Christian bardzo chce, abyśmy osiedlili się w bezpiecznym miejscu, zanim urodzi się nasza córka. Wiem również, że wkrótce będziemy mieli wystarczająco dużo na głowie, aby znaleźć czas na rozterki związane z malowaniem. Rozumiem też, dlaczego Christian woli skupić się na obowiązkach ojca niż na otwieraniu puszek z farbą i montowaniu półek. Do tej pory był dla mnie niezwykle troskliwy podczas ciąży i wiem, że po porodzie będzie jeszcze bardziej zaangażowany. Doceniam również to, jak ciężko pracował, abyśmy mogli pozwolić sobie na większe mieszkanie. Mimo to coś w tym domu wydaje mi się nieswoje i chyba wiem, co to jest. Ma to związek z kwestią, którą właśnie poruszył Christian. On uważa to za zaletę, a ja za wadę.

– Niepokoi mnie fakt, że bylibyśmy pierwszymi mieszkańcami tego domu – mówię mu. – Czułabym się bardziej komfortowo, kupując dom od pary, która wychowała w nim swoje dzieci i ma z nim związane dobre wspomnienia. A tutaj nie ma żadnej historii. To czyste płótno. Skąd mamy wiedzieć, że jest to dom, w którym powinniśmy wychowywać nasze dzieci? I nie chodzi tylko o sam budynek, ale również o tę dzielnicę. Wciąż jest w większości niezamieszkana i nawet nie do końca ukończona. Wolałabym mieszkać w miejscu, które ma sąsiedzką atmosferę, a nie w okolicy z dużymi, pustymi domami i budową na końcu alei.

– Kiedy wszystko będzie gotowe, to będzie najbardziej pożądane osiedle w mieście – ripostuje Christian. – Ale wtedy może być już za późno, abyśmy mogli kupić ten dom. Teraz albo nigdy.

– Ale czy to jest dobre miejsce dla dzieci? – pytam, nie dbając o to, czy zamieszkam w pożądanej przez innych lokalizacji. Nie próbuję zaimponować innym dorosłym, staram się być po prostu dobrym rodzicem.

Jak zawsze moim głównym zmartwieniem nie jest moje samopoczucie, ale dobro moich dzieci. Rozpieszczam swojego syna, a wkrótce będę rozpieszczać także swoją córeczkę. Ta przeprowadzka jest przede wszystkim dla nich. Wszystkie pieniądze, które wydamy – pieniądze, które naprawdę nadwyrężą nasz budżet – mają im zapewnić jak najlepsze dzieciństwo, z przestrzenią do zabawy i miejscem, gdzie będą mogły rozwijać swoją wyobraźnię. Nie chcę, żeby kiedykolwiek czuli się przytłoczeni lub ograniczeni, bo to mogłoby tłumić ich szczęście i potencjał do rozwoju. Ale chociaż ten dom jest duży, czegoś mu brakuje. Brakuje mu tego, co miało nasze poprzednie mieszkanie i co chcę, żeby miało następne – rekomendacji osób, które mieszkały tu przed nami. A tu takowych nie ma. Jesteśmy tylko my. Będziemy pierwszymi mieszkańcami tego domu. I właśnie to sprawia, że czuję się nieswojo…

– Czy nas na to stać? – pytam męża, licząc, że dyskusja o finansach pomoże sprowadzić go z powrotem na ziemię. – Cena chyba przekracza nasz budżet.

– Nie martw się tym. Niebawem dostanę premię, a w przyszłym roku najprawdopodobniej czeka mnie awans – odpowiada Christian, nie przechwalając się. Nie należy do takich osób. Ciężko pracuje jako specjalista od finansów i jest dumny z postępów, jakie robi, wspierając naszą powiększającą się rodzinę. Skoro on nie martwi się o pieniądze, to ja też nie powinnam. W końcu wie o wiele więcej o zarządzaniu nimi niż ja, więc rezygnuję z tego argumentu. Zanim zdążę powiedzieć coś jeszcze, Christian podchodzi do mnie, kładzie mi dłoń na ramieniu i wskazuje na szklane drzwi.

– Spójrz – mówi cicho, a kiedy to robię, zauważam naszego blondwłosego, niebieskookiego syna, który cicho wpatruje się w ogród.

– Myślisz o tym samym co ja, Kai? – pyta go Christian. – Czy uważasz, że ogród jest wystarczająco duży, aby postawić w nim bramki do piłki nożnej i rozegrać te wszystkie planowane mecze?

Obserwuję reakcję syna, chcąc się zorientować, czy ten dom mu się podoba. Kiedy się odwraca, zdaję sobie sprawę, że trzyma bardziej stronę ojca niż moją.

Uśmiecha się.

– Tak – odpowiada uradowany. Odnoszę wrażenie, że ogród przesądził o jego decyzji. Kai jest fanem piłki nożnej, więc tak duża przestrzeń do zabawy jest dla niego spełnieniem marzeń. Cieszę się, że jest szczęśliwy, ale nadal się waham. Nie mogę jednak pozostać w tym stanie przez długi czas. Niezależnie od tego, czy to będzie ten dom, czy inny, musimy szybko znaleźć jakieś nowe miejsce do życia. Czuję, że moja córka znów kopie, co przypomina mi, że za kilka miesięcy będzie w moich ramionach, domagając się jedzenia, ciepła i bliskości. Kiedy nadejdzie ten moment, nie będę miała już czasu myśleć o niczym innym niż o opiece nad nią.

Musimy szybko znaleźć nowy dom i sądząc po minach mojego męża i syna, oni uważają, że już go znaleźli.

Może to rzeczywiście jest to miejsce.

Ale jeśli tak jest, to dlaczego wciąż mam tak złe przeczucia?DWA

– Nie rób tego! – wołam, rzucając się w kierunku lampy, w którą mój syn właśnie trafił swoją miniaturową piłką. Na szczęście udaje mi się ją złapać, jeszcze chwiejącą się niebezpiecznie, zanim rozbije się na milion kawałków, co jest dla mnie ulgą, i to nie tylko dlatego, że sprzątanie zajęłoby mi dużo czasu. Czuję ulgę, bo to nie moja lampa i musiałabym zapłacić za jej wymianę.

Lampa należy do hotelu, w którym się zatrzymaliśmy, chociaż trudno mówić o wakacjach.

To nasz obecny dom.

Życie w pokoju hotelowym szybko uczy pokory. Takie miejsca są doskonałe na krótki wypad lub podróż służbową, ale znacznie gorzej sprawdzają się, gdy całe życie musi się zmieścić w czterech ścianach niewielkiej przestrzeni. Christian i ja śpimy na podwójnym łóżku, które zajmuje większość pokoju, a Kai na małym przy ścianie. Resztę podłogi zakryły wszystkie nasze rzeczy. Meble zostały na przechowaniu w magazynie, ale większość ubrań mamy ze sobą, a jedyna szafa w pokoju nie jest wystarczająco duża, aby pomieścić je wszystkie.

Życie na walizkach w takich warunkach jest dalekie od idealnego, a już szczególnie dla kobiety w ciąży. Każda próba znalezienia czegoś, czego akurat potrzebuję, pośród wszystkich tych bagaży, które otaczają łóżko, to prawdziwy koszmar. Nawet pójście do toalety jest wyzwaniem, ponieważ przy tak ograniczonej przestrzeni trudno znaleźć przejście od łóżka do łazienki. Wystarczy spróbować zrobić to w nocy, nie chcąc budzić reszty. Ostatnio mój pęcherz skurczył się do wielkości ziarnka grochu, więc ciągle wstaję i z powrotem się kładę, potykając o walizki i mrucząc pod nosem, że nie powinniśmy byli sprzedawać naszego domu przed znalezieniem nowego miejsca do zamieszkania.

Kai początkowo uważał, że całkiem fajnie jest żyć tak blisko siebie. Podobało mu się to, że może biegać po hotelowych korytarzach i jeździć windą na dowolne piętro. Cieszyło go również, że podczas pobytu otrzymujemy bezpłatne śniadania oraz że z pokoju rozciąga się widok na samochody pędzące autostradą w oddali. Nowość ta przestała go już jednak fascynować i teraz jest tak samo zmęczony naszą obecną sytuacją mieszkaniową jak ja. Christian natomiast woli skupiać się na „rozwiązaniach, nie problemach”, a dla niego rozwiązanie stało się oczywiste, gdy położyłam się z powrotem w łóżku obok niego.

– Myślę, że powinniśmy kupić ten dom – oznajmia. Ogląda telewizję, podczas gdy Kai siedzi teraz na swoim łóżku, pochłonięty oglądaniem czegoś na iPadzie. – Mogę od razu wysłać wiadomość do agenta z naszą ofertą i myślę, że ją zaakceptują. Mówił, że jego zdaniem wszystko powinno być gotowe w ciągu miesiąca, więc szybko byśmy się stąd wynieśli.

Chciałabym, żeby było między nami trochę bardziej romantycznie niż teraz, kiedy oboje jesteśmy zmęczeni, mieszkamy w ciasnym pokoju z naszym synem i bez entuzjazmu oglądamy coś w telewizji. To dalekie od naszych początków, kiedy czas spędzony w łóżku miał zupełnie inne znaczenie. A już z pewnością bardzo różni się od czasów, kiedy jeździliśmy razem na wakacje do ciepłych krajów – tylko po to, by zamiast popijać chłodne drinki przy basenie, spędzić długi, leniwy dzień w pościeli w przestronnym hotelowym pokoju.

Chciałabym też mieć energię, aby podjąć dyskusję na ten temat lub przynajmniej mieć więcej opcji do wyboru, jeśli chodzi o inne nieruchomości, do których moglibyśmy się potencjalnie przeprowadzić. Nie mam jednak ani jednego, ani drugiego. Jestem wyczerpana, wszystko mnie boli i właśnie zakończyłam kolejne przeglądanie ofert dostępnych na rynku nieruchomości, tylko po to, by rozczarować się brakiem sensownych wyników. Nawet dom, który mi się podobał, ten starszy, z charakterem, został wycofany. Może został sprzedany, a może właściciele zmienili zdanie. Nie wiem, ale tak czy inaczej nie jest już dostępny, co oznacza, że obecnie jedynym potencjalnym nowym domem, który rozważamy, jest ten, który oglądaliśmy dzisiaj. Ten, który podoba się Christianowi i Kaiowi. Ten sam, co do którego nadal nie jestem przekonana.

– Nie możemy go kupić tylko dlatego, że chcemy wyprowadzić się z tego pokoju hotelowego – odpowiadam. – To nie jest wystarczający powód, aby podjąć tak ważną decyzję.

– Oczywiście, że nie – przytakuje. – Kupujemy go, ponieważ za kilka miesięcy będzie nas czworo, a nie troje, i naprawdę potrzebujemy prawdziwego domu. Co zatem powiesz? Czy powinniśmy to zrobić?

– Nie wiem – odpowiadam, kładąc ręce na obrzmiałym brzuchu, a Christian wzdycha.

– Wysłałem link do oferty twoim rodzicom. Uważają, że jest świetna – oznajmia, a ja, mimo że zajmuje mi to kilka sekund przy moich obecnych kształtach, siadam na łóżku.

– Dlaczego to zrobiłeś? – pytam, czując narastającą frustrację.

– Chcieli się dowiedzieć, jak nam idą poszukiwania domu.

– To nie jest ich sprawa.

– Ale to dotyczy ich córki i wnuków, więc myślę, że mają prawo mieć swoje zdanie – odpowiada Christian, nadal leżąc na łóżku obok mnie, choć nie wygląda na szczególnie zrelaksowanego. – A oni się o ciebie martwią. Chcą, żebyś czuła się komfortowo w ostatnich kilku miesiącach ciąży.

– Czułabym się bardziej komfortowo, gdyby nie wściubiali nosa w nie swoje sprawy – ripostuję, czując, jak mój nastrój się pogarsza i nie można tego całkowicie przypisać moim hormonom.

– Di, uspokój się, proszę. Mówię tylko, że…

– Daj już spokój.

Wstaję z łóżka i idę do łazienki, pokonując niebezpieczną drogę i omijając wszystkie nasze kartony, ale wysiłek się opłaca, kiedy w końcu zamykam drzwi łazienki i zyskuję odrobinę prywatności. Nie chcę kłócić się z mężem, zwłaszcza w tej małej przestrzeni, w obecności Kaia, ale jest to trudne, kiedy świadomie robi rzeczy, które mnie irytują.

Może twierdzić, że moi rodzice, Walter i Loretta, mają dobre intencje, ale ja wiem lepiej. Mama i tata nie są po prostu troskliwi – potrafią być również kontrolujący, co jest głównym powodem, dla którego odmówiłam zaproszenia, aby zatrzymać się w ich domu, kiedy się wyprowadziliśmy. Może czuję się tu ograniczona, ale to nic w porównaniu z tym, co przeżywałabym, mieszkając teraz z rodzicami, tak jak dawniej, kiedy nieustannie mnie kontrolowali. Chcę być niezależna, dlatego odkąd jestem dorosła, zawsze staram się odrzucać ich pomoc finansową. Oczywiście łatwiej byłoby przyjąć takie wsparcie i wiem, że oni by tego chcieli, ale tylko dlatego, że przywykli do rozwiązywania wszelkich problemów pieniędzmi.

Moi rodzice zbudowali silną pozycję zawodową, poświęcając dziesiątki lat na wspinanie się po szczeblach kariery w świecie ubezpieczeń i dobrze na tym zarabiając. Nie udaję, że wiem dużo o ich pracy, ponieważ moje jedyne doświadczenie z ubezpieczeniami ogranicza się do domu, samochodu i okazjonalnych wyjazdów, ale wiem, że z każdym rokiem są one coraz droższe. Na pewno lepiej być pracownikiem firmy ubezpieczeniowej niż klientem, ponieważ moi rodzice przez lata sporo zaoszczędzili, a potem mądrze zainwestowali te pieniądze, więc cieszą się z beztroskiej emerytury. Jednak wraz z rosnącym majątkiem pojawił się snobizm i poczucie, że wszystko im się należy. Nie chciałam być taka jak oni i nie chcę też, aby Kai i moja nienarodzona córka dorastali z takim podejściem do życia. Pieniądze to nie wszystko, choć moi rodzice myślą inaczej. Odkryłam, że jestem znacznie szczęśliwsza, gdy spędzam z nimi mniej czasu i nie angażuję się w ich problemy. Kocham ich, ale chcę mieć własne życie.

Frustrujące jest to, że zamiast mnie szanować i zapewnić mi trochę przestrzeni, rodzice po prostu piszą do Christiana, aby uzyskać aktualne informacje o nas, a on, jak przykładny zięć, odpowiada im za każdym razem, dając im dokładnie to, czego chcą. Wygląda na to, że bardzo im zależy, abyśmy się wprowadzili do tego nowego domu, ale szczególnie mnie to nie dziwi. Oznaczałoby to bowiem, że mogliby opowiadać swoim bogatym znajomym o tym, jak ich córka zamieszkała w nowej, eleganckiej posiadłości. Już sobie wyobrażam, jak tata chwali się swoim kolegom na polu golfowym, a mama dzieli się tą nowiną z innymi kobietami w klubie. Może powinnam odmówić tylko po to, żeby zrobić im na złość. To jednak byłoby głupie, a kiedy patrzę na swoje odbicie w lustrze, wiem, że to z góry przegrana walka. Twarz mam opuchniętą i pokrytą plamami, a mój brzuch wygląda na jeszcze większy niż rano. Chociaż nie widzę w lustrze swoich nóg, czuję ich ból, co zmusza mnie do ponownego położenia się do łóżka. Wtedy, jak na zawołanie, pojawia się kolejne kopnięcie. Moja córeczka porusza się w moim brzuchu, jakby próbowała mi coś powiedzieć.

Weź ten dom, mamo. Wyprowadź nas z tego pokoju hotelowego.

Zrób to, czego potrzebuje twoja rodzina.

Może to hormony, a może zmęczenie, ale wsłuchuję się w mądre słowa swojego nienarodzonego dziecka do tego stopnia, że wychodząc z łazienki, sama nie mogę uwierzyć w to, co zamierzam powiedzieć. Czekam jednak, aż wrócę do łóżka i położę się obok męża.

– W porządku, złóżmy ofertę.

Christian otwiera szeroko oczy, próbując zrozumieć to, co powiedziałam. Tym razem to on prostuje się na łóżku. Całuje mnie w czoło, wyglądając jak dziecko, które dostało wymarzony prezent pod choinkę.

– Jesteś pewna? – pyta ponownie, zanim zacznie się zbytnio ekscytować.

– Tak – odpowiadam z wahaniem. – Może nie przyjmą naszej oferty, ale musimy się przekonać.

Jakaś część mnie ma nadzieję, że oferta zostanie odrzucona – wtedy spróbowałabym uspokoić męża, ale nie musiałabym przeprowadzać się do tego domu. Inna część wie jednak, że kończy nam się czas i życie z pewnością byłoby dużo łatwiejsze, gdybyśmy w przyszłym miesiącu mieszkali już tam, a nie tutaj.

Kiedy Christian wyjmuje telefon i oznajmia z ekscytacją, że zamierza wysłać wiadomość do agenta, widzę, jak bardzo jest szczęśliwy, więc zamykam oczy i próbuję wyobrazić sobie siebie mieszkającą w tej posiadłości. Próbuję wymazać wszystkie elementy, takie jak puste nowe domy i plac budowy, a zamiast tego wyobrażam sobie tętniącą życiem okolicę, do której będzie mi miło należeć. Próbuję też sobie zwizualizować, jak zmieniam ten budynek w prawdziwy dom, wypełniam go naszymi rzeczami oraz dodaję własne, misternie wykonane detale, które odwracają uwagę od niezmiennego charakteru nieruchomości w jej obecnym stanie.

Może mi się to uda. Może życie tam będzie jednak wspaniałe.

Niektóre rodziny muszą być tymi pierwszymi, które zamieszkają w nowo zbudowanym domu i stworzą cenne wspomnienia.

Równie dobrze możemy to być my.

Mam tylko nadzieję, że podejmujemy właściwą decyzję...TRZY

To już drugi raz, kiedy stoję przed tym nowo wybudowanym domem na nowo powstałym osiedlu. To także drugi raz, kiedy dostrzegam trwające w oddali prace budowlane i rozglądam się po pustych domach dookoła, wyobrażając sobie panującą w nich ciszę.

Ale po raz pierwszy jestem tu w roli właścicielki domu.

Kiedy Christian powiedział mi, że nasza oferta została przyjęta, nie czułam ekscytacji, która powinna towarzyszyć takiej chwili. Zamiast tego ogarnęło mnie przytłaczające uczucie paniki. Nie mogę przestać się zastanawiać, czy postąpiliśmy słusznie. Czas pokaże, a to dopiero dzień pierwszy – dzień przeprowadzki – a ogromna ciężarówka zaparkowana za moimi plecami jest najwyraźniejszym tego dowodem.

– Będziemy tu bardzo szczęśliwi, po prostu to czuję – mówi Christian, kładąc uspokajająco dłoń na moim ramieniu, po czym idzie pokierować jednym z pracowników, który właśnie wyjął krzesło kuchenne z tyłu furgonetki.

Uśmiecham się, bo widzę, jak szczęśliwy jest mój mąż, i mam nadzieję, że niebawem sama poczuję to samo, kiedy już się zadomowimy i wszystko się ułoży. Ale jeszcze nie jestem na tym etapie.

Ciężarówka jest kolejnym dowodem na to, jak szybko potoczył się cały proces od momentu, kiedy zdecydowaliśmy się kupić ten dom. Taka transakcja często trwa długo, ponieważ zazwyczaj istnieje łańcuch sprzedaży nieruchomości, a każda z nich jest zależna od pozostałych. Ale ponieważ jesteśmy pierwszymi mieszkańcami tego domu, nie musieliśmy czekać, aż poprzedni właściciele znajdą nowe miejsce do życia. Skoro sprzedaliśmy już swoje mieszkanie i przebywaliśmy w tymczasowym lokalu, gdy tylko nasza oferta została przyjęta – co nastąpiło bardzo szybko – poinformowano nas, że możemy się wprowadzić, gdy tylko formalności zostaną dopełnione. Cały proces został zakończony w ciągu zaledwie kilku tygodni, co było niesamowicie szybkie, a kiedy tutaj stoję i obserwuję kręcących się pracowników, zastanawiam się, czy nie poszło przypadkiem trochę zbyt pośpiesznie.

– Na pewno nie chcecie, panowie, niczego do picia? – pytam dwóch krzepkich mężczyzn, którzy mijają mnie z naszym stołem jadalnym, ale odmawiają po raz drugi, wyraźnie skupieni na tym, by jak najszybciej skończyć pracę. Nie mogę narzekać, więc zostawiam ich i idę do Kaia, który właśnie gra w piłkę na trawniku przed domem. Nie jest zbyt zachwycony moimi próbami dołączenia do zabawy i śmieje się ze mnie, bo ledwie potrafię kopnąć piłkę, a już na pewno nie prosto, ale staram się okazać zainteresowanie pasją swojego syna. Jego ojciec zazwyczaj z nim gra, ale jest zajęty rozmową z mężczyzną, który przyszedł zainstalować nam Wi-Fi, przez co ja muszę pogodzić obowiązki rodzicielskie z przeprowadzką. Mimo wszystko miło jest widzieć, jak mój syn cieszy się przestrzennym ogrodem będącym jednym z głównych powodów, dla których chcieliśmy się przenieść do większego domu. Kai naprawdę będzie mógł tu korzystać z zabawy na świeżym powietrzu przez kolejne lata.

Kiedy biegnie w pogoni za piłką, którą po raz drugi nieudolnie kopnęłam, spoglądam w górę ulicy na okoliczne domy. Wszystkie wyglądają identycznie jak ten, który kupiliśmy – piętrowe, z fasadą z białego kamienia, trawnikiem i podjazdem o dokładnie takich samych rozmiarach i w takiej samej konfiguracji. Jak na mój gust jest to trochę zbyt monotonne i schematyczne, ale jestem pewna, że sytuacja z czasem ulegnie zmianie i każdy z nich zacznie nabierać indywidualnego charakteru. Święta zawsze sprzyjają takim zmianom. Ludzie mają zazwyczaj różne gusta, jeśli chodzi o dekoracje bożonarodzeniowe lub halloweenowe, więc wszystkie te sezonowe girlandy i lampki z pewnością dodadzą okolicy tak bardzo potrzebnego uroku.

Udało mi się ustalić, że tylko trzy z ośmiu domów przy tej ulicy są obecnie zamieszkane, co oznacza, że pięć stoi pustych, mimo że są gotowe do zakupu i wprowadzenia się nowych mieszkańców. Zauważam tego samego agenta nieruchomości, który oprowadzał nas po okolicy, prowadzącego kilkoro potencjalnych nabywców do domu na samym końcu, więc być może wkrótce zyskamy nowych sąsiadów. Na razie jednak dobrze byłoby poznać tych, których już mamy, więc spoglądam w stronę domu obok. Zakładam, że jest zamieszkany, ponieważ na podjeździe stoi samochód, ale nie widziałam jeszcze żadnego z lokatorów. Chętnie poznałabym tych ludzi, i to nie tylko dlatego, że byłoby miło, gdyby ktoś uspokoił mnie w kwestii naszej decyzji o zakupie tego domu.

Chciałabym poznać nową przyjaciółkę, więc mam nadzieję, że obok mieszka kobieta w zbliżonym wieku. Idealnie byłoby, gdyby była to inna świeżo upieczona mama w wieku około trzydziestu pięciu lat, lubiąca długie rozmowy o wychowywaniu dzieci i życiu małżeńskim, a gdyby temat stał się zbyt poważny, przechodziłybyśmy do dyskusji o tandetnych reality show i plotek o gwiazdach. Zaczęłybyśmy od wspólnej kawy, ale po moim porodzie mogłybyśmy przejść do kieliszków wina i z czasem stałybyśmy się świetnymi przyjaciółkami. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby jej partner zaprzyjaźnił się z Christianem, a moje dzieci mogły bawić się z jej dziećmi. To byłoby miłe urozmaicenie życia na przedmieściach. Albo, w alternatywnej rzeczywistości, mogłabym mieć pecha i w ogóle nie dojść do porozumienia z osobą mieszkającą obok, co ostatecznie skończyłoby się niezręcznym machaniem do siebie ręką w trakcie przypadkowych spotkań na ulicy.

Tak bardzo chciałabym wiedzieć, co mnie czeka. Dostrzegając, że otwierają się drzwi wejściowe domu sąsiadów, dochodzę do wniosku, że zaraz się tego dowiem.

– Cześć, witajcie w sąsiedztwie! – odzywa się elegancko ubrany mężczyzna w wieku około trzydziestu lat, który wyszedł z domu i przemierzył idealnie wypielęgnowany trawnik z ręką wyciągniętą w geście powitania. – Jestem Theo. Miło mi cię poznać – mówi, podchodząc bliżej. Szybko ściskam mu dłoń, aby zrobić dobre pierwsze wrażenie.

– Dionne – odpowiadam, zanim zauważam, że wzrok Theo szybko przesuwa się z mojej twarzy na moje ciało. Czy on mi się przygląda? A może po prostu nie da się nie zauważyć mojego brzucha?

– Wygląda na to, że wkrótce będziemy mieli kolejną osobę do poznania – mówi z uśmiechem. – Chłopiec czy dziewczynka?

– Dziewczynka. Termin porodu mam za około trzy miesiące.

– Gratulacje. A kim jest ten pełen energii chłopiec? – pyta Theo, spoglądając na mojego syna, który właśnie kopie piłkę.

– To Kai. A mój mąż ma na imię Christian. Jest w środku.

– Nie mogę się doczekać, żeby go poznać – mówi Theo, a przy tym brzmi, jakby naprawdę tak uważał. Kiedy on spogląda na mój dom, ja patrzę ponad jego ramieniem na jego. Zastanawiam się, czy ktoś jeszcze z nim mieszka, czy jest jedyną osobą, którą poznam.

– Och, moja partnerka też jest w środku – mówi wtedy, jakby odgadując, o czym myślę. – Ma na imię Hayley. Jestem pewien, że wkrótce ją poznasz, chociaż potrafi być dość skrytą osobą, więc nie obrażaj się, jeśli nie wyjdzie, aby się od razu przedstawić.

– Oczywiście, że nie – odpowiadam. Jestem gotowa poznać Hayley, ale nie chcę, aby czuła się zobowiązana ze mną spotkać, dopóki nie będzie gotowa.

– Przypuszczam, że daliście się nabrać na tę samą gadkę marketingową co my – mówi Theo.

– Słucham?

– Cała ta opowieść o tym, dlaczego to jest takie świetne miejsce do życia i że bylibyśmy szaleni, gdybyśmy nie kupili tego domu, zanim osiedle się zapełni. No wiesz, wszystkie te bzdury, które wcisnął nam agent nieruchomości.

– Bzdury? – powtarzam niepewnie, obawiając się, że Theo chce mi w ten sposób powiedzieć, że mieszkanie tutaj nie jest tak wspaniałe, jak to reklamowano.

– Pewnie. To wszystko ściema, uwierz mi. Przeprowadzka tutaj była wielkim błędem. Wyprowadzilibyśmy się stąd, gdybyśmy tylko mogli, ale stracilibyśmy mnóstwo kasy, a na to nie możemy sobie pozwolić. Więc utknęliśmy tutaj. Tak jak wy teraz.

Wpatruję się w mężczyznę, którego właśnie poznałam, moje serce zamiera, a żołądek podchodzi do gardła. Wiedziałam. Decyzja o tej przeprowadzce była błędem. To dopiero pierwszy dzień, a mój sąsiad już mnie ostrzega. Ale jest za późno. Mleko się wylało.

Że też nie spotkałam Theo wcześniej i nie ostrzegłam Christiana w porę, żeby nie składał oferty kupna na ten dom. W tym samym momencie zauważam szeroki uśmiech na twarzy Theo i uświadamiam sobie, że zostałam wkręcona.

– Mam cię – mówi, śmiejąc się, najwyraźniej rozbawiony krótką chwilą paniki, którą przeżyłam. Z ulgą uświadamiam sobie, że nie mówił prawdy, więc w końcu też zaczynam się śmiać.

– Przez chwilę byłam przerażona – przyznaję, czując się trochę zawstydzona, że dałam się tak łatwo nabrać. – Czyli dom jest w porządku?

– Tak, jest świetny. Spodoba się wam tutaj – mówi Theo z pewnością w głosie. – Może wydawać się dziwne, że większość domów jest nadal pusta, ale mamy tu prawdziwy spokój. Myślę, że będzie mi tego bardzo brakowało, gdy ludzie zaczną się masowo wprowadzać i wszędzie będą biegały hałaśliwe dzieciaki.

Po tej ostatniej uwadze odniosłam wrażenie, że Theo może nie mieć dzieci i nawet za nimi nie przepadać, ale wtedy znów się uśmiecha.

– Nie martw się, uwielbiam dzieci – mówi, a potem dodaje: – Nie jestem jeszcze ojcem, ale mam nadzieję, że wkrótce nim zostanę. Tymczasem nie przejmuj się, jeśli twój syn kopnie piłkę przez nasze ogrodzenie lub coś w tym rodzaju. Nie będę miał nic przeciwko. I nie martw się, jeśli twoje dziecko będzie płakało, kiedy tylko przyjdzie na świat. Niczego się nie obawiaj.

Dobrze to usłyszeć, bo jestem pewna, że nawet gdybym ostrzegła Kaia, żeby nie przeszkadzał sąsiadom swoimi zabawami, najprawdopodobniej nie dotrzymałby tej obietnicy. Który pięciolatek bawi się w ciszy? A jeśli chodzi o dziecko, które wkrótce będę miała, żadna siła na świecie nie powstrzyma noworodka od płaczu.

– Lepiej wrócę już do domu, ale miło było cię poznać. Wiesz, gdzie mnie znaleźć, jeśli ty lub twoja rodzina będziecie czegoś potrzebowali podczas przeprowadzki – mówi Theo, po czym odwraca się i wraca do siebie.

To było całkiem miłe z jego strony, ale postanawiam w duchu, że będę się miała przy nim na baczności, przynajmniej dopóki nie spędzę z nim trochę więcej czasu i nie poznam go lepiej. Jest on ewidentnie typem osoby, która lubi żartować i droczyć się w rozmowach, zamiast mówić wprost. Tacy ludzie zazwyczaj sprawiają, że czuję się nieswojo, ponieważ nigdy przy nich nie wiadomo, na czym się stoi, i trudno ustalić, czy w danym momencie mówią poważnie. Mam nadzieję, że z czasem przyzwyczaję się do niego i jego charakteru oraz będę czuła się w jego towarzystwie swobodniej. Liczę również na to, że poznam Hayley, nawet jeśli jest tak skryta, jak twierdzi Theo. Na razie skupiam się na swojej rodzinie.

_Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej_
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij