Labirynt - ebook
W odciętym od świata pensjonacie dochodzi do zabójstwa, w którym każdy może okazać się sprawcą.
Rok 2006. Młoda prokuratorka, Beata Drejer, rozpoczyna karierę w organach ścigania pod okiem doświadczonego śledczego, Gerarda Edlinga. Uczy się od niego sztuki, w której jest on pionierem – czytania mowy ciała.
Podczas wyjazdu szkoleniowego sztorm odcina od świata ośrodek na Mierzei Wiślanej, w którym się zatrzymują – a w zamkniętym od środka pokoju zostają odkryte zwłoki nastolatka.
Szybko staje się jasne, że sprawcą jest któryś z uczestników. Problem w tym, że wszyscy są związani z organami ścigania i znają sposoby na uniknięcie wykrycia. Żadne z nich nie miałoby jednak powodu, by odebrać życie dziecku.
Kto więc zaatakował ofiarę? Dlaczego? I jakim cudem pozostawił zarówno drzwi, jak i okna zamknięte od wewnątrz?
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Horror i thriller |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8441-007-3 |
| Rozmiar pliku: | 1,7 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
2026 rok
1
ul. Kościuszki, Opole
Noce były niespokojne, a poranki krótkie. Po każdym przebudzeniu Małgorzata Rosa tylko przez kilka sekund mogła cieszyć się błogością czystego umysłu i chwytać powidoki snów, które stanowiły wytchnienie od rzeczywistości. Zaraz potem ta zwalała się na nią z całą mocą.
Wszystko, co się stało, przygniatało ją tak, że z coraz większym trudem wstawała z łóżka. Wielokrotnie w ciągu tygodnia gotowa była w nim zostać, olać pracę, olać cały świat. Po prostu leżeć i udawać, że nie istnieje.
Ani razu sobie na to nie pozwoliła, świadoma, że byłby to krok postawiony na jednokierunkowej drodze.
Odrzuciła kołdrę, jakby ta czymś jej zawiniła, potem poszła do łazienki i zaczęła przygotowywać się do kolejnego dnia. Kolejnego dnia wypełnionego smutkiem, brakiem i uporczywymi myślami. Kolejnego dnia pozbawionego osoby, która powinna jej towarzyszyć.
Nie chciała myśleć o tym, ile czasu minęło, odkąd ostatnim razem widziała Gerarda Edlinga, od kiedy ostatnim razem z nim rozmawiała, od kiedy ostatnim razem mogła go pocałować. Wydawało się to kilkoma wiecznościami.
Zbierała się do wyjścia w ciszy, zastanawiając się, czy wypić kawę w domu, czy wziąć na wynos z kawiarni po drugiej stronie ulicy. Lokal o wymownej nazwie Tutaj zaopatrywał ją właściwie codziennie, ale americano kosztowała trzynaście złotych – niby nic, a jednak sporo, szczególnie gdy pomnożyć to przez liczbę dni w roku. Wychodziło prawie pięć tysięcy. A jeśli dodać do tego coś na ząb, to…
Gocha urwała tok myśli, gdy otworzyła drzwi. Na wycieraczce ktoś postawił niewielki karton.
Kurier o tej porze? Nie, raczej nie, wiedziała doskonale, że zjawiają się później, kiedy ona jest już w redakcji „Głosu Obywatelskiego”. Ten z DPD, miły gość, zostawiał paczki pod drzwiami, pozostali jednak zazwyczaj byli temu niechętni.
Rosa rozejrzała się, dochodząc do wniosku, że może wczoraj jakieś zamówienie trafiło do jednego z sąsiadów i ten wieczorem podrzucił je pod jej drzwi.
Pochyliła się i zamarła.
Na paczce nie było żadnego kodu kreskowego, żadnej naklejki charakterystycznej dla firm kurierskich. Zamiast nich widniał na niej napis wykonany czarnym markerem.
„Beata Drejer
Krynica Morska
2006 rok”.
2
Plac Wolności, Opole
Jeszcze niedawno Rosa nie zwracała uwagi na ceny w menu, kiedy przychodziła dobrze zjeść. Od kiedy jednak zrezygnowała z pracy w warszawskiej centrali NSI i wróciła na etat do opolskiego „Głosu Obywatelskiego”, sytuacja nieco się zmieniła – musiała wynająć tu mieszkanie i wciąż opłacać to w stolicy.
Zamówiła bałkański klasyk, burek sa sirom, czyli zawijane ciasto filo, nadziewane serem. Być może powinna poczekać na osobę, z którą miała się tu spotkać, czas wypieku wynosił jednak ponad pół godziny, a ona przyszła głodna.
Rosa stuknęła palcem w leżący na stole telefon. Jej znajoma powinna się już zjawić. Nie zwykła się spóźniać, przynajmniej nie w czasach, kiedy widywały się w Warszawie.
Gośka spędziła tam rok, pracowała jak opętana i była na najlepszej drodze ku temu, by dostać własny program na antenie NSI. Miał nazywać się „Rekonesans”, być jedną z tych głośnych produkcji, które łączą dziennikarstwo śledcze z działalnością interwencyjną.
Wszystko się posypało, kiedy wróciła do Opola, by nakręcić materiał na temat sprawy Laury Nowosielskiej, zaginionej dziewczyny, której tutejsza prokuratura niegdyś wyrządziła krzywdę. Umorzono wówczas postępowanie w sprawie gwałtu zgłoszonego przez pokrzywdzoną, a ona była przekonana, że stał za tym Gerard Edling.
To, co stało się później, zakończyło się horrorem.
Laura, jak się okazało, córka lokalnego mafiosa, wykorzystała swoje koneksje, by zemścić się na Gerardzie. Doprowadziła do porwania jego syna i postawienia Edlingowi ultimatum.
By ocalić syna, musiał stanąć na szczycie Wieży Piastowskiej, włączyć sprzęt do transmisji, który Laura tam umieściła, a potem zdecydować, czy jest gotów oddać życie.
Gocha stała na dole, patrząc, jak niegdyś najważniejszy dla niej mężczyzna zatrzymuje się na skraju wieży. Jak zerka w dół, świadomy, że nie ma innego wyjścia, że musi popełnić samobójstwo, by uratować Emila.
Wystarczył krok.
Krok, który Gerard postawił.
Rosa zamknęła oczy i głośno wypuściła powietrze z płuc. Nie chciała wracać do tamtych chwil, nie chciała przeżywać tego na nowo.
Wiedziała jednak, że to wszystko będzie musiała opisać osobie, która zaraz miała się tutaj zjawić. Po to przyjechała do Opola. Była dla Gochy ostatnią deską ratunku.
Danie pojawiło się na stole, rozmówczyni jednak wciąż nie dotarła. Ledwo Rosa zaczęła jeść, zobaczyła, że na ekranie komórki wyskoczył esemes. Od razu ją uniosła i przeczytała wiadomość na podglądzie.
„Do chuja Wacława, jak w tak małym mieście mogą być tak duże korki? Za 10 minut będę”.
Gocha odłożyła telefon i starała skupić się na jedzeniu. Myśli jednak meandrowały, a słowa powitania dla znajomej dziennikarki gorączkowo układały się w umyśle. Ani się obejrzała, zjadła połowę ciasta.
Sandra Szpila weszła do restauracji zaraz potem. Legendarna wydawczyni szeregu programów, w których naświetlano grzechy polityków, niedostatki demokracji i patologie wymiaru sprawiedliwości, od razu wypatrzyła Rosę. Uniosła rękę i skierowała się do jej stolika.
Objęły się, po czym Sandra zerknęła na wpół zjedzone danie.
– Świetnie, że poczekałaś.
– Próbowałam.
_Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej_