Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Łap chwilę - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
15 maja 2026
1992 pkt
punktów Virtualo

Łap chwilę - ebook

"Łap chwilę" to pełna emocji, namiętności i nieoczekiwanych zwrotów akcji opowieść o kobiecie, która po trudnych doświadczeniach nauczyła się ufać wyłącznie sobie. Paulina ceni porządek, kontrolę i bezpieczeństwo, dlatego spontaniczne decyzje nie leżą w jej naturze. Wszystko zmienia się pewnej letniej nocy, gdy na jej drodze staje Sebastian – charyzmatyczny, pewny siebie mężczyzna, który burzy jej spokój jednym spojrzeniem.
To, co miało być tylko ulotnym spotkaniem bez zobowiązań, szybko się komplikuje, gdy los ponownie splata ich drogi. Między nimi rozpoczyna się gra pełna napięcia, pożądania i walki o dominację, lecz pod warstwą ciętych ripost i wzajemnych prowokacji kryją się rany, lęki i pragnienia, do których żadne z nich nie chce się przyznać.
Czy można otworzyć serce, gdy przeszłość wciąż boli? Czy warto zaryzykować wszystko dla uczucia, które pojawiło się w najmniej odpowiednim momencie?
"Łap chwilę" to zmysłowy romans o sile namiętności, odwadze do zmian i o tym, że czasem jedna chwila potrafi odmienić całe życie.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8308-884-6
Rozmiar pliku: 856 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ 1

Szłam szarym, wąskim chodnikiem wzdłuż długiej kolejki osób czekających na wejście do najbardziej znanego klubu w mieście. Ich kolorowe ubrania wyraźnie wskazywały, że wszyscy chcieli dopasować się do wnętrza lokalu. Moje obcasy wystukiwały równy rytm. Nie zwracałam uwagi na beznadziejne komentarze, jakie padały pod moim adresem. Jedne zachęcały mnie do zatrzymania się i poświęcenia innym swojego czasu, choć często były zbyt prostackie, abym nawet chciała je zapamiętać. Kolejne okazywały brak szacunku i zawierały wyzwiska, sugerujące, że zamierzam dostać się do klubu przed ich autorami. Oczywiście, że tak było, bo kiedy doszłam do wejścia ozdobionego niebiesko-czerwonymi neonami, przywitałam się z moim kolegą w czarnym garniturze i weszłam do środka. Niebieskie ściany ozdobione złotymi kwiatami nie były w moim stylu, więc nie marnując czasu, zeszłam po szerokich schodach prowadzących do pomieszczenia. Następnie ruszyłam w kierunku sali dla VIP-ów.

Dziś w klubie Twoje Niebo było mniej osób niż zazwyczaj w piątkowy wieczór, a zapach tanich perfum zmieszany z potem nie zachęcał do przebywania na trzeźwo w tym miejscu. Pomieszczenie było przyciemnione i przestronne. Zatrzymałam wzrok na kolorowych światłach reflektorów przesuwających się po sylwetkach na dużym parkiecie. Ich ruchy wydawały się chaotyczne. Stoliki otaczające parkiet stały niedbale, ale ich trupio blade blaty można było dostrzec nawet w tym półmroku. Jedynie one wzbudzały we mnie jakąś sympatię. Dostrzegłam na nich różne szklane naczynia – jedne pełne, inne puste. Właśnie zbierała je dziewczyna w krótkiej spódnicy, ledwie zakrywającej pośladki. Jej ruchy były nerwowe, być może dlatego, że dopiero niedawno zaczęła tu pracę. Wiele studentek znajdowało w tym klubie zatrudnienie. Muzyka płynąca z głośników dudniła i odbijała się echem w moich uszach. Pozwoliła mi powrócić myślami do powodu mojej wizyty. Cieszyłam się, że dziś moim celem są oddzielne pomieszczenia, które nie były tak zatłoczone. Tylko dlatego jeszcze tu przychodziłam i cieszyłam się chwilą.

Zatrzymałam się przy małym drewnianym barze znajdującym się po prawej stronie sali. Przy długim blacie stało około dziesięciu wysokich stołków. Większość z nich była zajęta, ale to mnie nie zniechęciło. Znalazłam miejsce i kiwnęłam w stronę barmana. Mimo że nie dotarłam jeszcze do celu, musiałam się napić. Po tak ciężkim dniu potrzebowałam alkoholu, i to teraz. Poprosiłam Piotrka, barmana o niebieskich oczach i ufarbowanych na zielono włosach, o wódkę i drinka. Nie musiałam długo czekać – już po chwili wychyliłam kieliszek z przezroczystym trunkiem i popijałam Tequilą Sunrise. Poczułam ciepło rozchodzące się po całym ciele. Na moje zazwyczaj blade policzki wypłynął rumieniec. Zrobiło mi się tak dobrze, że szybko wypiłam pozostałą zawartość szklanki. Teraz byłam gotowa do dalszej części wieczoru.

– Pięknie wyglądasz. – Usłyszałam za plecami seksowny, pewny siebie męski głos.

– Dzięki – odpowiedziałam z uśmiechem, nie odwracając się.

Nie interesowało mnie, kto obdarza mnie tanim komplementem, a poza tym to oczywiste, że pięknie wyglądałam i każdy mógł to dostrzec. Moja twarz promieniała, a czerwone pełne usta bez wątpienia przyciągały uwagę. Zdecydowałam się tego wieczoru na czarne szpilki i srebrną sukienkę na cienkich ramiączkach z zabudowanym dekoltem. W biuście była na tyle obcisła, że podkreślała moje krągłości. Sięgała do połowy ud, a wycięcie na plecach kończyło się tuż nad pośladkami. Ta kreacja idealnie eksponowała moją zgrabną sylwetkę, o którą starannie dbałam ćwiczeniami. Buty na wysokich obcasach akcentowały moje pośladki, nadając im ponętny kształt. Ruszyłam przed siebie. Niestety, do osobnego pomieszczenia zmuszona byłam stanąć w kolejce, ale znacznie mniejszej niż ta na zewnątrz. Kilka osób przede mną głośno o czymś rozmawiało, choć raczej mogłam to nazwać przekrzykiwaniem. Stanęłam za nimi i zerknęłam na zegarek. Byłam umówiona, a nie lubiłam się spóźniać. Przerzuciłam brązowe włosy za ramię, jednocześnie zakładając je za ucho. W tym momencie na plecach poczułam męską dłoń. Jej ciepło rozeszło się po moim odkrytym ciele. Świeży zapach mężczyzny drażnił moje zmysły. Wyróżniał się w otoczeniu.

– Mówiłem, że pięknie wyglądasz – wyszeptał mi do ucha.

– A ja mówiłam „dzięki” – odpowiedziałam z lekkim przekąsem i obróciłam twarz w jego stronę. Spojrzałam na niego spod długich, mocno wytuszowanych rzęs i dosłownie mnie zatkało. Nieznajomy okazał się przystojny. Niesamowicie przystojny! Czarne włosy wymodelował żelem. Był wyższy ode mnie o głowę. Jego ciemne oczy przypominały jakby niebo nocą.

– Nie lubię, jak mi się odmawia.

Jego głos był ochrypły i brzmiał, jakby wydał mi polecenie służbowe, a nie chciał poderwać na imprezie. Przez moje ciało przeszedł dreszcz podniecenia. Zawsze ciągnęło mnie do mężczyzn, którzy wiedzieli, czego chcą. Niegrzeczna strona mojej osobowości podjęła wyzwanie.

– Może nie jestem zainteresowana?

– Będziesz. – W jego głosie zabrzmiało rozbawienie.

Przewróciłam oczami. Już dawno nie spotkałam nikogo tak pewnego siebie, a zarazem na swój sposób uprzejmego. Dobrze wiedział, że mi się spodobał. Moje ciało nie ukrywało tego, twarde sutki i gęsia skórka na ciele w miejscach, w których mnie dotykał, nie pozostawiały wątpliwości. Zaintrygował mnie.

– Chcę być już w środku – powiedziałam zalotnie i wskazałam palcem na osoby stojące przed nami. Oczami powędrowałam na jego wargi.

Widziałam, jak kąciki jego ust się podnoszą, i dopiero teraz przyjrzałam mu się bliżej. Miał jednodniowy zarost, który podkreślał ostre rysy, a czarny T-shirt idealnie komponował się z luźnymi dżinsami.

– Ja też chciałbym być w środku. – Oczy mu błyszczały.

Przysunął mnie do siebie. Przymrużyłam swoje zielone oczy, gdy pochylał się w moją stronę, i poczułam, jak jego usta napierają na moje. Nie zastanawiając się, oddałam pocałunek z równym żarem, z jakim go przyjęłam. Nasze języki łapczywie pieściły się nawzajem, poznając się w zawrotnym tempie. To doznanie wywołało drżenie mojego ciała. Musiał je poczuć, bo przyciągnął mnie jeszcze bliżej. Taniec naszej namiętności nie trwał zbyt długo i kiedy nagle się ode mnie odsunął, wiedziałam, że pragnę więcej.

– Idziemy? – zapytał i wskazał ochroniarza.

Kolejka zniknęła, a ja patrzyłam w jego radosne oczy i na zniewalający uśmiech. Szybko kiwnęłam głową i witając się z pracownikiem klubu, weszłam do pomieszczenia dla gości mających rezerwację. Starałam się przybrać neutralny wyraz twarzy. Coś sprawiało, że jego obecność mnie uwodziła, a jednocześnie odpychała. Uwalniając się spod jego dotyku, powiedziałam:

– Było miło, baw się dobrze. – Nie odwracając się, pośpiesznie powędrowałam do stolika, przy którym stała Beata.

Kręciłam biodrami, mając nadzieję, że to go zachęci do dalszego kontaktu i podpowie mu, że musi się bardziej postarać, bym zapomniała o całym świecie. Tego wieczoru byłam skłonna pozwolić sobie na chwilowe zapomnienie. Ku mojemu zdziwieniu, a może i rozczarowaniu, nieznajomy nie poszedł za mną.

Kobieta z kręconymi rudymi włosami i zielonymi oczami była moją przyjaciółką od siedemnastu lat. Obie miałyśmy zielone oczy, ale jej były zdecydowanie ciemniejsze. Przypominały trawę w pochmurny dzień, a moje iskrzyły się, jakby na stałe zamieszkało w nich słońce. Miała lekki makijaż. Mały nos i wydatne usta, pomalowane jasnobrązową pomadką, a obrysowane ciemniejszym konturem, dodawały uroku jej okrągłej twarzy. Była moim przeciwieństwem. Przy niej wyglądałam na bladą i chudą. Swoje wystające kości policzkowe podkreśliłam lekko różem. Nie za dużo, gdyż po ilości alkoholu, jaką zamierzałam dzisiaj spożyć, same nabiorą koloru.

– Co to za przystojniak już cię podrywa? – zapytała wścibskim tonem, przyglądając się mężczyźnie, z którym jeszcze chwilę temu stałam.

– Nie wiem – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

– Przydałby ci się szybki numerek. Z nikim już dawno nie byłaś i ostatnio jesteś zestresowana. Musisz się rozluźnić, nacieszyć chwilową przyjemnością i w stu procentach ją wykorzystać. Poza tym – kiwnęła głową w stronę stolika, przy którym zatrzymał się nieznajomy – kolegę też ma nieziemskiego!

Popatrzyłam w kierunku, który wskazała mi Beata, i musiałam przyznać jej rację. Nawet z daleka on i jego kumpel wyróżniali się wśród gości. Obaj przystojni i dobrze zbudowani, stali przy stoliku i wpatrywali się w nas. Na pierwszy rzut oka widać było, że są samcami alfa, którzy mają tendencję do dominacji i rywalizacji. Nasze spojrzenia się spotkały, lecz tylko na chwilę. Kiedy się rozejrzałam, dostrzegłam, że większość kobiet zerka na nich. Intrygowali je.

– Nie po to tu dziś przyszłyśmy! A przynajmniej nie w tej kolejności – zauważyłam rozbawiona i zaczęłyśmy się śmiać.

Z Beatą spotkałyśmy się, aby świętować jej awans i rozpoczęcie treningów. Została kierowniczką placówki w sieci salonów fryzjerskich i szefowa wysłała ją na szkolenie dotyczące zarządzania. Oznaczało to wiele pracy i nauki, ale obie wiedziałyśmy, że jest to dla niej wielka szansa. Zazdrościłam jej dążenia do celu, wyznaczania drogi i pokonywania przeszkód, jakie napotykała niezależnie od okoliczności. Zamówiłyśmy drinki i po chwili już świętowałyśmy, popijając procenty. Po kilku kieliszkach wylądowałyśmy na parkiecie, rozkręcając się z każdym ruchem.

Tańczyłam sama, odcinając się od wszystkiego wokół. Każde przypadkowe muśnięcie odczuwałam jak krótkie, nieprzyjemne ukłucie. Każdy obcy dotyk przynosił więcej niepokoju niż ciepła. Podobał mi się chwilowy brak towarzystwa i nie zamierzałam tego zmieniać. Po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że dobrze mi samej. Często przymykałam oczy i pozwalałam, by muzyka przejęła nade mną kontrolę. Skupiałam się tylko na niej i na mnie. Moje ruchy idealnie zlewały się z melodią, wpasowując się w jej rytm. Tańczyłam dynamicznie, energicznie i odważnie. Uwielbiałam to, bo pozwalało mi zapomnieć o problemach i pomagało się zrelaksować. Kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam przed sobą Beatę tańczącą w czerwonej sukience w objęciach przystojnego mężczyzny, na którego już wcześniej zwróciła uwagę. Przesuwał dłońmi po jej plecach i pośladkach. Wzrokiem wędrował od jej oczu i ust do piersi uwydatnionych wielkim dekoltem. Jego kolega, który flirtował ze mną tuż po moim wejściu do klubu, stał kilka kroków ode mnie. Przyglądał mi się uważnie z lekko przechyloną głową. Nie wiedziałam czemu, więc podeszłam do niego, nie tracąc rytmu, i rozpoczęliśmy wspólną zabawę. Tańczyliśmy, jakbyśmy byli idealnie dopasowani i czytali sobie w myślach, rozumiejąc się bez słów. W swoim towarzystwie poruszaliśmy się swobodnie. Wszystko to odzwierciedlało intensywność naszych emocji, jakie w tym momencie odczuwaliśmy. Kontakt naszych ciał był bliski i zmysłowy. Pragnęłam go. Chciałam zatracić się w jego objęciach i zapachu, który przyciągał jak narkotyk. Świeżym i surowym jak powietrze w zimowy, mroźny poranek. Po kilku utworach usłyszałam jego ochrypły głos. Jego oddech otulał mnie tak blisko, że zapragnęłam go jeszcze bardziej.

– Chcesz wyjść?

Odwróciłam delikatnie głowę i posłałam mu najbardziej zdzirowaty uśmiech, na jaki potrafiłam się zdobyć.

– Czujesz się zbyt pewnie – powiedziałam, udając niezadowolenie.

– Jeśli tylko zechcesz, mogę pokazać ci, jak pewny potrafię być.

– Tak od razu?

Nachylił się i szepnął mi do ucha, przygryzając jego płatek:

– Wcześniejszy pocałunek i ten taniec powiedział mi wszystko, ale masz rację. Dla pewności…

Wciągnęłam głośno powietrze, zdradzając jednocześnie to, co czułam. Obrócił mnie do siebie i zdecydowanym ruchem przyciągnął tak, bym poczuła jego nabrzmiałą męskość. Obejmował mnie jedną ręką w talii, drugą wplótł w moje długie włosy. Nie wahał się i namiętnie pocałował, wsuwając język do moich ust. Zdecydowanie za szybko mu się poddałam, a nasze połączenie było gwałtowne, mocne i namiętne. Było w nim tyle intymności, że odruchowo położyłam ręce na jego klatce piersiowej i mimo że skończyliśmy się całować, nadal je tam trzymałam. Staliśmy tak przez chwilę, a ja miałam wrażenie, że oboje łapczywie łapiemy powietrze.

– Dobra, kochana, wychodzimy! – krzyknęła Beata, puściła do mnie oczko i dosłownie wyrwała mnie z objęć przystojniaka.ROZDZIAŁ 2

Stanęłam pod gołym niebem, przymknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech. Uderzył mnie mocny zapach perfum i spalin. W powietrzu wisiała zapowiedź deszczu. Delektowałam się ciepłym powiewem wiatru na prawie nagiej skórze. Otulał mnie, sprawiając, że ta chwila wydawała się jeszcze bardziej wyjątkowa. Dopiero teraz poczułam, jak duszno było w klubie i jak bardzo rozluźnił mnie wcześniejszy taniec.

– Jestem Sebastian – powiedział mężczyzna, który doprowadzał mnie do szaleństwa samymi pocałunkami. Teraz jego głos był ciepły, ale nadal przenikliwy.

– Paulina – odparłam, podnosząc powieki.

Staliśmy przez chwilę nieruchomo, obserwując siebie nawzajem. Moje spojrzenie wędrowało z jego ciemnych oczu, uważnie wpatrujących się we mnie, do ust, lekko rozchylonych i zapowiadających rozkosz. Każde z nas czekało na krok drugiej osoby. On, aż dam mu jakiś znak, a ja, aż ochłonę z natłoku emocji. Oczy błyszczały mu intensywnie. Przypominały teraz czarną otchłań obiecującą zatracenie. Naszą niewerbalną komunikację i narastające podniecenie przerwała Beata.

– Paulino, to jest Daniel. Zaprosił mnie na drinka. Idziemy do Piano.

Niechętnie odwróciłam wzrok w jej stronę.

– Baw się dobrze, kochana. – Przytuliłam ją i pocałowałyśmy się w policzek na pożegnanie.

– Pamiętaj, łap chwilę! – zawołała.

Kiedy odeszli, ponownie spojrzałam na Sebastiana. Podszedł spokojnym, wywarzonym krokiem, jakby był drapieżnikiem i nie chciał spłoszyć swojej ofiary. Objął mnie w pasie i poprowadził w przeciwną stronę, niż udali się nasi znajomi.

– Daniel to mój przyjaciel. Idziemy do mnie, jeśli nie masz nic przeciwko. – Popatrzył na mnie, czekając na zgodę.

– Dobrze – odparłam pośpiesznie.

Chciałam iść do niego. Pragnęłam spędzić z nim kolejną chwilę i zobaczyć, dokąd nas to zaprowadzi. Pociągał mnie, a jego dotyk sprawił, że moje sutki stwardniały jeszcze bardziej. Po kilku krokach zaczęliśmy luźną rozmowę o ulubionym alkoholu i pogodzie. Zaczęliśmy żartować. Padło też pytanie o plany na weekend, ale kiedy zignorowałam je, mój nowy znajomy postanowił chyba mnie lepiej poznać.

– Łap chwilę?

Popatrzyłam na niego zaskoczona, nie do końca zdając sobie sprawę, o co mu chodzi. Po chwili wyjaśnił:

– Tak powiedziała twoja koleżanka. Co miała na myśli?

– Beata uważa, że nie potrafię poddać się chwili i często nie podejmuję ryzyka.

– A tak jest?

– Lubię stąpać po pewnym lądzie. Życie nauczyło mnie, że w naszym świecie musi istnieć równowaga, a to, co się dzieje, ma jakiś powód. Bardzo chcę w to wierzyć. Przypadki się zdarzają, ale zazwyczaj mają jakieś drugie dno.

– Pewnie masz powód, żeby tak myśleć. Powiesz mi?

– Przepraszam, nie chciałam zanudzać. Czym się zajmujesz?

– Szybka zmiana tematu, rozumiem. Pracuję w biurze, ale nie lubię rozmawiać o swojej pracy, zwłaszcza z wyjątkową kobietą i w tak piękny lipcowy wieczór. A ty?

– Hm… W restauracji, ale masz rację, nie rozmawiajmy o pracy.

– Jesteśmy już blisko.

Mężczyzna wskazał na wolno stojący, ciemny dom ze spadzistym dachem. Na podjeździe stał Hyundai Santa Fe. Równo przycięte tuje posadzone wzdłuż ogrodzenia wyglądały imponująco. Starannie przystrzyżony trawnik dopełniał całości. Ta posesja mogłaby być spełnieniem marzeń niejednej kobiety. Moich również.

– Mieszkasz tu sam? – Nie ukrywałam zdziwienia.

– Tak.

Sebastian otworzył drzwi, wziął moją dłoń i wprowadził do środka. Jego ręce były ciepłe, a dotyk mimo pewnego chwytu delikatny. Po chwili staliśmy w salonie połączonym z kuchnią. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Wystrój był nowoczesny i minimalistyczny. Ściany pomalowane na szaro i biało. Wszystkie meble były ciemne, a kilka małych dodatków sprawiało, że miejsce stawało się bardziej przyjazne i osobiste. Na pierwszy rzut oka można było dostrzec męską rękę. Kuchnia, która widniała w oddali, nieznacznie różniła się od salonu. Meble były jasnobrązowe, drewniane, a długa wyspa oddzielała oba pomieszczenia. A jeśli otoczenie zdradzało charakter pana domu, to… Podobało mi się i na swój sposób byłam nawet zachwycona. To była kolejna niespodzianka tego wieczoru i tego mężczyzny. Nie miałam pojęcia, czy często zapraszał tu kobiety, ale jeśli tak, to zapewne wywoływał u nich jeszcze większe zaciekawienie. Dokładnie tak jak i u mnie. Włączył radio i podał mi piwo, jakby wszystko miało swój rytm.

– Przepraszam, nie mam nic innego – powiedział, marszcząc brwi. – Nie planowałem gości.

A więc jest szansa, że tak jak ja, nie robił tego zbyt często. Upiłam łyk, odwróciłam się do niego i ruszyłam w stronę wyspy kuchennej, przy której stały dwa wysokie krzesła. Poruszałam się pewnie, z odrobiną prowokacji. Świadoma swoich pragnień. Nie zamierzałam pozostawiać wszystkiego przypadkowi. Chciałam poczuć go w sobie, a dziwna, nagła pewność siebie, pozwoliła mi w końcu na uwolnienie mojej niegrzecznej strony. Nie wiem, czy to on tak na mnie wpłynął, czy to miejsce, ale chciałam poczuć jego dotyk na ciele, gorące usta i język sunący po mojej gładkiej skórze. Świadomość, że nie spotkam go więcej, dodawała mi odwagi. Słyszałam jego szybki, urywany oddech i kroki przybliżające się do mnie. Nie musiałam długo czekać. Sebastian już wyjmował butelkę z mojej ręki. Odstawił ją na blat. Popatrzyłam w górę i napotkałam spojrzenie pełne pożądania, od którego zadrżało mi serce. Przygryzłam dolną wargę.

– Nie rób tak – powiedział, przejeżdżając kciukiem po moich ustach i zbliżył je do swoich.

Delektował się nimi, delektował się mną. Nie pogłębiał pocałunku, a jego język był leniwy i ospały, jakbyśmy mieli wieczność na igraszki. Podobało mi się, jak drażnił się ze mną i mnie smakował. Było w tym coś delikatnego, pozwalającego mi poczuć się wyjątkowo. Gdyby nie świadomość, że spędzimy razem tylko jedną noc, mogłabym chcieć pozwolić sobie na więcej. Ale to nie mogło się wydarzyć. Decyzję podjęłam, wchodząc do jego domu. Nie spotkamy się ponownie i zgodnie z prośbą przyjaciółki dam się ponieść chwili. Postanowiłam zaspokoić swoje potrzeby. Pragnęłam go całego. Pragnęłam tu i teraz. Przytrzymałam jego włosy i przylgnęłam do ust, a on pozwolił mi nadać tempo naszemu pocałunkowi. Nogi uginały się pode mną z rozkoszy. Drugą rękę położyłam na jego klatce piersiowej. Poczułam szybkie bicie serca. Gorący płomień pożądania rozchodzący się od najbardziej wilgotnej części mojego ciała obejmował mnie całą. Pragnęłam go zaspokoić.

Jego dłonie krążyły po moich plecach, wywołując gęsią skórkę każdym muśnięciem. Kiedy ścisnął moje pośladki, jęknęłam i odchyliłam głowę, by na niego spojrzeć. Podniósł mnie, a ja szybko objęłam nogami jego biodra. Nasze ciała znajdowały się tak blisko, a zarazem tak daleko. Choć miałam na sobie skąpą sukienkę, teraz zdawała się największą przeszkodą. Sebastian był rozpalony, jego czarne oczy płonęły. Pragnął mnie tak samo jak ja jego. Posadził mnie na blacie, jednocześnie podciągając sukienkę. Zahaczył o koronkowe wykończenie moich pończoch, a ja wciągnęłam głęboko powietrze. Uniosłam ręce, a on sprawnie pozbył się mojego ubrania. Jego dotyk był raptowny, szorstki. Moja skóra jednak zdawała się tego nie zauważać i przyjęła to jak niewinną pieszczotę. Zimny blat idealnie kontrastował z żarem bijącym ode mnie. Sebastian odsunął się i spojrzał na mnie uważnie, badając każdy centymetr mojego ciała. Zachowywał się, jakby chciał zapamiętać każdy detal. Oblałam się rumieńcem, jaki chyba nigdy mi się nie zdarzył.

– Jesteś niesamowita! Podoba mi się, jak na mnie reagujesz.

Nie byłam w stanie nic powiedzieć, nie chciałam przerywać tej chwili. Uwielbiałam jego spojrzenie. Było tak przenikliwe, że mnie rozpalało. Od początku dawkował mi doznania, obiecując więcej. Piersi mi nabrzmiały, jasno wskazując na moje podniecenie. Zaczęłam drżeć. Przygryzłam wargę, bo nie wiedziałam, co powinnam zrobić. Rzadko zdarzały mi się takie sytuacje, a on… On był urzekający. Siedziałam prawie nago przed mężczyzną, którego nie znałam, a mimo to była to jedna z najlepszych rzeczy, jakiej od dawna doświadczyłam. Sama świadomość, że udało mi się doznać tyle emocji za sprawą jednego faceta, już była zaskoczeniem.

Nadal emanował pewnością siebie. Doskonale wiedział, czego chce, i zdawało się, że nic nie pozostawia przypadkowi. Idealnie. On był idealny. I nie kazał mi długo czekać. Pozbył się szybkim ruchem swojej czarnej koszulki. Teraz mogłam podziwiać jego ciało. Serce biło mi jeszcze szybciej. Muskuły na klatce piersiowej i brzuchu wyraźnie się odznaczały, a dżinsy opadające nisko na biodra odsłaniały kuszący zarys mięśni prowadzących w dół, tylko potęgując moje zniecierpliwienie. Kiedy zaczął rozpinać spodnie, miejsce między moimi nogami zaczęło równomiernie pulsować, domagając się uwagi.

Sebastian uśmiechał się przez cały czas. Kiedy pozbył się również spodni i pozostał w czarnych bokserkach, podszedł do mnie. Rozpoczął naszą przygodę od pieszczot sterczących brodawek. Przygryzał je zębami i ściskał dwoma palcami. Nie był delikatny. Każdy jego ruch posyłał mnie na granicę bólu i przyjemności, jednak zdecydowanie to drugie uczucie wygrywało. Oddychałam szybko i głośno, nie mogąc zebrać myśli. Czułam, że za chwilę osiągnę szczyt. Jego ręka drażniła moje uda. Przesuwał palcami po ich wewnętrznej stronie, odsuwając pończochy. Sprawiał wrażenie, że robi to niedbale, ale nie przekroczył granicy. Jeszcze nie. Moje dłonie błądziły po omacku, szalejąc na jego ciele. Nie mogłam skupić się na niczym innym, jak tylko na odczuwaniu przyjemności.

Kiedy nasze usta ponownie się spotkały, byłam już mokra i gotowa. Jedyne, czego teraz pragnęłam, to poczuć go w sobie. Ponownie pociągnęłam go za włosy, by odchylił głowę. Zaczęłam językiem drażnić jego szyję. Lekko przygryzłam ucho. Wyrwało mu się niskie warknięcie. Następnie skupiłam uwagę na bieliźnie i odznaczającej się męskości. Uśmiechnął się, jakby wyczuwał moją niewypowiedzianą prośbę. Zdjął bokserki i gwałtownym ruchem rozerwał mi stringi. Podskoczyłam ze zdziwienia, ale nie miałam czasu się nad tym zastanawiać. Poczułam tylko, jak zaskoczenie przeradza się w jeszcze większe podniecenie. Widok jego penisa sprawił, że poczułam, jak robię się coraz bardziej wilgotna. Opierając się na rękach, wygięłam się w łuk, wypinając biodra w jego stronę i zapraszając go do środka. Zapomniałam o wstydzie. Zapomniałam o wszystkich zasadach, którymi do tej pory się kierowałam.

Wyjął z szuflady srebrne zawiniątko i już po chwili nakładał prezerwatywę, stojąc między moimi nogami. Nie odrywał ode mnie wzroku, na ustach zagościł mu diaboliczny, przeszywający uśmiech. Nie zważając na nic, przyciągnął mnie do siebie i wszedł we mnie głęboko, bez zawahania. Nie mogłam się powstrzymać. Z moich ust wyrwał się jęk rozkoszy. Zrobił to bez przygotowania mnie na to doznanie. Uczucie, kiedy mnie wypełnił, było niesamowite. Tego nie mogłam porównać do niczego innego. Przestał się poruszać, dając mi szansę przyzwyczaić się do grubości i długości jego przyrodzenia. Głowę nadal miałam odchyloną do tyłu. Przeżywałam każdą chwilę. Dawno nie czułam czegoś tak intensywnego. Włosy luźno opadały mi na plecy i tylko pojedyncze pasemko przykleiło się do mojego policzka. Nie zwróciłam na to uwagi do momentu, kiedy kochanek nie zdjął go delikatnym ruchem, by zbliżyć się do mojej twarzy.

– Jesteś zajebiście mokra! – wyszeptał, przygryzając mi płatek ucha, co podziałało na mnie jak narkotyk.

Poruszałam się coraz intensywniej, czekając, aż przejmie inicjatywę. Gdy to się stało, jego dotyk zrobił się pewny, skupiony, kontrolujący. Odchyliłam bardziej głowę, pozwalając, by ta chwila mnie pochłonęła. Na moment zapomniałam o całym świecie. Nie hamowałam się. A mocny uścisk potęgował doznania między moimi nogami. Fala przyjemności rosła we mnie z każdym jego pchnięciem. Położył dłoń na nabrzmiałej łechtaczce, a jej ruchy zataczały spokojne, niemal hipnotyczne kręgi. Kiedy lekko nachylił się i przygryzł mój sutek, nie wytrzymałam. Zacisnęłam mięśnie na jego penisie i pozwoliłam, aby moje ciało rozpoczęło swój taniec. Przyciągnęłam go nogami jeszcze bliżej. Poczekał, aż trochę się uspokoję, lecz sam nie ustępował. Jego bliskość była coraz intensywniejsza. A potem stanowczym gestem zmusił mnie do położenia się na plecach i założył moje nogi na swoje ramiona. Ta pozycja pozwoliła Sebastianowi penetrować mnie głębiej i gdy tylko przyciągnął moje biodra bliżej siebie, znów poruszał się tak, jakby od tego miało zależeć jego życie. Sprawił, że w mgnieniu oka znalazłam się na skraju przyjemności. Gdy ponownie ogarnęła mnie narastająca euforia, usłyszałam jego urwany, pełen napięcia głos. Osiągnął orgazm. Przyciągnął mnie i znieruchomieliśmy oparci o siebie, dając chwilę naszym ciałom, by wyrównały oddechy. Pocałował mnie w czoło, przesunął ręką po ustach i wysunął się ze mnie. Nadal ciężko dyszałam, a on, zupełnie niewzruszony, podał mi piwo z miną absolutnego zwycięzcy.

Patrzyłam na niego z zachwytem i musiałam w końcu przyznać sama przed sobą, że urzekał mnie bardziej, niż chciałam to okazać. Wyrzeźbione ćwiczeniami ciało, zarost na opalonej twarzy, który delikatnie mnie drapał, i czarne oczy niczym niekończąca się otchłań. Rozczochrane włosy, przepiękny uśmiech ukazujący dołeczki na policzkach, i białe, równe zęby. Widok idealny. Rozpalał moją kobiecość, a jednocześnie pozwalał poczuć mi się pewnie, beztrosko. Dawno tego nie odczuwałam, będąc z osobą, której wcale nie znałam. Choć prawdę mówiąc nawet wśród tych, którzy mnie otaczali, nie było to nadzwyczaj często spotykane. Tym bardziej poczułam, jak zależy mi na zapamiętaniu tego widoku. Tego wieczoru połączył nas przelotny seks. Wiedziałam, że nie będziemy kontynuować tej znajomości, ale chciałam cieszyć się chwilą i pozwolić sobie na noc pełną beztroskiej wolności.

Spojrzałam na jego męskość, która ponownie była w zwodzie, mimo iż minęła ledwo chwila od stosunku. Był sporych rozmiarów. Kiedy pomyślałam, że przed chwilą był we mnie, moje piersi od razu nabrzmiały. Sebastian również uważnie obserwował moją sylwetkę. Lustrował ją leniwym wzrokiem, w którym dostrzegłam zachłanność i zniecierpliwienie. Wydawało się, że nie może się doczekać ponownego spotkania naszych ciał. Kiedy dłonią przejechał po mojej brodawce, lekko uniosłam biust, zadowolona z jego gestu. Rozpoczął powolną wędrówkę swoimi palcami w dół. Sunął lekko, lecz stanowczo. Tak, zdecydowanie stanowczo. Kreślił niewinne koła na mojej gładkiej skórze, z każdą chwilą schodząc niżej. Zatrzymał palce na moich pończochach, które były jedyną moją garderobą. Zaczął je zsuwać. Dłonie miał gorące, a spojrzenie rozpalone. Kiedy zostałam już zupełnie naga, jego warga drgnęła.

– Chciałabyś jeszcze? – zapytał ochrypłym głosem, patrząc mi w oczy.

– Uhm. – Przełknęłam ślinę.

– Więc łapiesz chwilę? Powiedz to głośno – poprosił.

Złapał mnie za włosy, odchylił głowę do tyłu i zaczął pieścić językiem moją szyję. Pozwoliłam mu na droczenie się ze mną, ale nie zamierzałam zostać dłużna. Odepchnęłam go, zeszłam z blatu i skierowałam go w stronę kanapy. Poczekałam, aż swobodnie na niej opadnie. Podeszłam do szuflady, z której wcześniej wyjął prezerwatywę, i wzięłam jedną. Usiadłam na nim w rozkroku, wzięłam w rękę jego nabrzmiałego penisa i zaczęłam przesuwać rytmicznie w górę i dół. Przygryzłam wargę, by ukryć rozbawienie, gdy jego usta się rozchyliły.

Po zbliżeniu poszliśmy pod prysznic. Myliśmy siebie nawzajem, nie szczędząc sobie pieszczot. Później położyliśmy się razem. Zasnęłam szybko w jego ramionach, z cichym uczuciem spełnienia.ROZDZIAŁ 3

Obudziłam się nad ranem, nie mając nic na sobie. Męska ręka obejmowała mnie w talii, a to dodawało intymności tej scenie. Sebastian wyglądał spokojnie, niewinnie, a jednocześnie wciąż tak wspaniale. Jego ciepło otulało mnie przyjemnie, uspokajając i podnosząc ciśnienie zarazem. Wieczorna wersja tego mężczyzny przyprawiała mnie o dreszcze, ale ta, leżąca obok rano, wzbudzała jeszcze więcej dziwnych uczuć. Takich, które zdecydowanie nie powinny się pojawić po jednorazowej nocy. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Chłonęłam ten widok, zapamiętując go. Zapisywałam w pamięci każdy detal, każdą linię jego ciała. Wiedziałam, że ta chwila już się nie powtórzy. Promienie słońca padały na jego nagi tors, jego męskość skrywała się pod kocem. Wyglądał ponętnie i gdyby nie to, że musiałam przygotowywać się do pracy, pewnie obudziłabym go jakimiś igraszkami. Cieszyłam się z bliskości, jaką nieświadomie mi dawał. W tej chwili pozwalał mi poczuć się spokojną i bezpieczną. Serce mi się ścisnęło z tęsknoty. Zabrakło mi tchu, gdy zrozumiałam, przy kim ostatnio pozwoliłam sobie na takie uczucia. Szybko przegoniłam wspomnienia i ostatni raz spojrzałam na kogoś, kto na chwilę stał się ważny. Mimo wszystko uśmiechnęłam się do siebie. Udało mi się nie obudzić Sebastiana i szybko wyszłam z pokoju.

Po opuszczeniu łóżka i rozgrzanego w nim mężczyzny przeszedł mnie zimny dreszcz. Zeszłam schodami. Stawiałam stopy na małe szare dywaniki i trafiłam z powrotem do wczorajszego pokoju zabaw. Nagle impuls przeszył całe moje ciało. Pragnęłam więcej. Jednak nie tracąc czasu, pozbierałam swoje rzeczy. Nie miałam bielizny, ponieważ poprzedniego wieczoru stała się ona ofiarą namiętności. Przeszukałam wzrokiem całe pomieszczenie. Zależało mi na czasie. Nie chciałam przecież zostać przyłapana na ucieczce, ale moja sukienka bez bielizny wydawała się najmniej odpowiednia na poranek. Ku mojemu zadowoleniu na jednym z krzeseł wisiała koszula w kolorze écru. Włożyłam ją. Sięgała mi do połowy ud i zakrywała wykończenie pończoch i cały dekolt. Nie opinała moich piersi tak dokładnie jak wczorajszy strój. Koszula była przesiąknięta jego zapachem. Świeżość i delikatna woń wody kolońskiej. Wciągnęłam głęboko powietrze, otulając się męskim aromatem. Zamrugałam, przypominając sobie, gdzie jestem. Rozejrzałam się. Chłonęłam przestrzeń tego miejsca, które od razu przypadło mi do gustu. Wszędzie panowała niemal sterylna czystość, każdy przedmiot miał swoje miejsce, poza jednym kątem, w którym stał mały stoliczek zasypany książkami, a przy nim czarny, skórzany fotel. Wyglądał na wygodny i zachęcał, by go przetestować. Nagle zobaczyłam leżący na nim zwinięty granatowy krawat. Postanowiłam, że to on będzie brakującą kropką nad „i” dla mojego stroju. Przewiązałam się nim w talii, używając go jako paska. Zaczęłam się zastanawiać, czy powinnam obudzić Sebastiana, ale zrezygnowałam z tego pomysłu. Na stoliczku zostawiłam karteczkę z wiadomością i, nie wahając się więcej, włożyłam szpilki, a następnie wyszłam.

Po wyjściu z domu zadzwoniłam po taksówkę i podałam adres ulicy za rogiem. Chodniki nadal były mokre po wieczornym deszczu. Słońce jednak świeciło już dość mocno, zapowiadając, że ten lipcowy dzień będzie upalny. Oddalenie się od domu Sebastiana pozwalało mi zostać anonimową i wiedziałam, że nawet jeśli mężczyzna się obudzi, nie będzie mógł mnie zatrzymać. Uśmiechnęłam się do siebie. Czułam, jakbym uciekała przed czymś, jak niegrzeczna dziewczynka przed karą. Jakbym nie chciała zostać przyłapana na czymś niewłaściwym. Choć świadomość, że to on mógłby mnie ukarać, przywołała rumieniec na moje policzki i na nowo obudziła pożądanie. Mimo wszystko cieszyłam się z podjętej decyzji. Wolałam uniknąć porannych niedomówień, kiedy po obudzeniu nie wiedzielibyśmy, czy powinniśmy zjeść razem śniadanie, szybko się pożegnać, jeszcze raz się zabawić czy umówić na randkę. Nie liczyłam na żadną z tych opcji. Nie zamierzałam ponownie spotkać się z Sebastianem, choć sama myśl, że ten przystojny mężczyzna mógłby obudzić się w moim łóżku kolejnego dnia, pobudzała moje libido. Niestety, tak się kończą szybkie numerki po imprezie w klubie.

Moje myśli rozproszyły się na widok taksówki. Wsiadłam do niej i ruszyłam do domu. Dzisiaj był ważny dzień. Miałam przygotować wszystko na jutrzejszy bankiet i moja restauracja, to znaczy restauracja mojej szefowej, w której byłam menedżerką, była zamknięta. Wszystkie stoliki, ozdoby i wiele innych rzeczy miały zostać przygotowane do końca dnia, by uniknąć komplikacji. Cieszyłam się, że w końcu wrócę do miejsca, które było moją ostoją. Jedynym problemem będzie jutrzejsze towarzystwo, ale i z tym zamierzałam sobie poradzić. Na takie przyjęcia przychodzili ludzie majętni, przekonani o własnej wyjątkowości. Do tego miała się pojawić najbliższa rodzina szefowej, świętującej swoje sześćdziesiąte urodziny. Na dziś zaplanowano degustację menu, więc miałam jeszcze czas, by dopilnować wszystkiego i dopiąć każdy detal na ostatni guzik.

Po szybkim prysznicu, przebraniu się i zadbaniu o delikatny makijaż byłam gotowa do pracy. Postawiłam na prostotę i profesjonalizm. Biała bluzka z kołnierzykiem oraz ołówkowa spódnica z wysokim stanem prezentowały się nienagannie. Do tego czarne szpilki i skromne dodatki. Srebrne wiszące kolczyki i bransoletka z tego samego kruszcu. Wyprostowałam włosy, więc wydawały się teraz dłuższe i sięgały połowy pleców. Na policzki nałożyłam delikatnie róż, by zaznaczyć wystające kości policzkowe. Powieki musnęłam brązowym cieniem i podkreśliłam czarną kredką. Lekko wytuszowałam rzęsy. Moje duże, zielone oczy wydawały się mniejsze niż zwykle. Na usta nałożyłam bordową szminkę i ostatnią kreską podkreśliłam brwi. Byłam gotowa na wyzwania. Po wczorajszej wersji mnie nie było już śladu. Tylko mgliste wspomnienia i delikatne poczucie spełnienia przypominały mi o minionej nocy. Postanowiłam nie zastanawiać się nad tym, jak bardzo jestem zmęczona, i ruszyłam do pracy.

W restauracji Czerwona Róża stanęłam naprzeciwko recepcji i Kamili, która witała wszystkich gości i była odpowiedzialna za ogólny plan rezerwacji. Jej głównym miejscem pracy była wąska, wysoka, masywna lada, wykonana z ciemnego drewna. Kamila spokojnie stała za nią i wydawała się rozluźniona. Mebel nie przytłaczał jej, wręcz przeciwnie. Dodawał jej uroku i sprawiał, że wyglądała na osobę pewną siebie. Dobrze nam się współpracowało, ale jej ciekawość nie miała granic. Często plotkowała z innymi pracownikami o klientach i różnych ich wpadkach podczas kolacji. Z jej miejsca można było dostrzec wejście, połowę sali oraz czerwony korytarz prowadzący do pokoi biurowych. Tam zmierzałam w pierwszej kolejności.

Na biurku zostawiłam dokumenty i wszystkie uzgodnienia. Chciałam mieć pewność, że zanim przybędzie szefowa z grupką gości, wszystko będzie pod kontrolą. Wzięłam filiżankę zza ciemnozielonego kontuaru i skierowałam się do kantoru. Aromat świeżo parzonej kawy rozszedł się w moim biurze. Rozkoszowałam się tym zapachem. Po upiciu kilku łyków moje ciało zaczęło wracać do formy. Wkrótce zajęłam się swoimi obowiązkami. Lubiłam być przygotowana. Nie przepadałam za niespodziankami. W moim życiu było już sporo niemiłych sytuacji, więc w każdej kwestii, która zależała ode mnie, chciałam mieć kontrolę.

Moje biuro znajdowało się na końcu korytarza po prawej stronie, ale nie zachwycało wystrojem. Było skromnie urządzone, z dużym biurkiem stanowiącym jego centrum. Stały tam też dwa krzesła, fotel, wieszak na ubrania, mała kanapa pod oknem i stolik ze szkła. Ściany pomalowane na biało dodawały pomieszczeniu surowości. Jasnobrązowe meble sprawiały, że pokój zdawał się bardziej przestronny. Moim jedynym prywatnym elementem w tym miejscu był obraz namalowany na zamówienie. Wisiał nad kanapą, którą mogłam obserwować zza biurka. Przedstawiał zakochaną parę na łące pełnej czerwonych maków. Choć kochankowie byli od siebie oddaleni, to nadal trzymali się za ręce. Przypominał mi o minionym czasie oraz napawał nadzieją na przyszłość. Nie lubiłam o nim opowiadać, a gdy ktoś o niego pytał, szybko zbywałam go beznamiętnym stwierdzeniem, że mi się zwyczajnie podoba. Jedyną osobą w całej restauracji, która znała historię tego obrazu, była szefowa i tylko ona wiedziała, że to pamiątka po Tomku, moim byłym narzeczonym. Obraz przywoływał mieszane uczucia i kilka razy zastanawiałam się, czy nie powinnam się go pozbyć. Wyrzuty sumienia, jakie pojawiłyby się później, nie pozwoliłyby mi spokojnie żyć. Przynajmniej przez jakiś czas. Nie zamierzałam jednak tego sprawdzać.

Usiadłam za biurkiem w wygodnym fotelu i popijając kawę, czytałam dokumenty i zapamiętywałam szczegóły przyjęcia. Po około półgodzinie stałam już w kuchni u boku mojego przyjaciela.

– Będą znów te kolorowe wariacje rybno-warzywne – napomknął Karol, szef kuchni. – Dobrze, że nie wybrali fugu.

– Oby niezbyt zdrowe. Ryba i warzywa, to za dużo dla mnie naraz. Ostatnio wszyscy mają fazę na ryby. Fugu? – zapytałam.

– To taka ryba, która jest trująca, a żeby móc ją przyrządzać, trzeba posiadać specjalny patent. Je się ją głównie w Japonii, gdzie jest narodowym przysmakiem. Oj, kochana, nie chciałabyś jej tutaj.

– Może jednak czasem by się przydała? Jeśli znajdę kogoś na czarną listę, zaproponuję właśnie to danie. – Puściłam do niego oko.

Lubiliśmy żartować i wymieniać się ciekawostkami. Tylko z Karolem z całej ekipy nie trzymałam się sztywnych zawodowych zasad. Był odpowiedzialny za kuchnię i był najlepszym kucharzem, jakiego znałam. Potrafił być elastyczny i dosłownie wyczarowywać coś z niczego. Jasne włosy miał starannie przystrzyżone, a dłonie zawsze zadbane. Przyjazna twarz jak zawsze promieniała, a szare oczy lśniły. Mimo swoich pięćdziesięciu ośmiu lat wciąż był przystojny.

– Ponoć zacząłeś szykować lody?

– Tak, ale tylko podstawowe smaki. A ty jakie lubisz?

– Karol, ja jestem tradycjonalistką, waniliowe. Ale słyszałam, że są o smaku pizzy, piwa, kawioru i viagry.

– Jeśli zaczniemy je sprzedawać, musielibyśmy przygotować dodatkowe stanowisko tylko dla tych ostatnich.

– Kolejka na całą ulicę po otwarciu. Ciekawe czy…

Dyskusję przerwał nam dzwonek do drzwi. Przywrócił również moje rutynowe zachowanie. Zerknęłam na zegarek i szybkim krokiem powędrowałam na salę. Była piętnasta, więc miałam jeszcze godzinę, zanim przybędzie szefowa.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij