-
nowość
Latarnik. Lektura z opracowaniem. Masz zdane! - ebook
Latarnik. Lektura z opracowaniem. Masz zdane! - ebook
Życie nie oszczędzało Skawińskiego, który tułał się po świecie, nie mogąc znaleźć swojego miejsca. Gdy udało mu się dostać posadę latarnika na niewielkiej wysepce, miał nadzieję, że wreszcie osiądzie gdzieś na stałe, znajdzie spokój i ukojenie. Niestety, los znów postanowił spłatać mu figla. Gdy Skawiński otrzymał przesyłkę z pewną polską książką, ponownie musiał wyruszyć na tułaczkę…
Seria "Masz zdane!" to praktyczna pomoc dla uczniów szkół podstawowych i średnich. Obejmuje ona lektury, których znajomość jest wymagana na egzaminie ósmoklasisty i na maturze. Opracowania – przygotowane przez doświadczonych nauczycieli – uwzględniają podstawę programową i wymagania egzaminacyjne.
Każdy tekst opatrzono notkami na marginesie, które zwracają uwagę na najważniejsze fragmenty lektury.
W opracowaniu znalazły się następujące elementy:
notka o autorze
streszczenia: krótkie (całego utworu) i szczegółowe (kolejnych rozdziałów lub części)
plan wydarzeń
charakterystyka bohaterów
problematyka utworu
gatunek i rodzaj literacki
znane cytaty
motywy literackie
geneza utworu i/lub wyjaśnienie tytułu
przykładowe tematy wypracowań
przykładowe zadania egzaminacyjne
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Opracowania i Wypracowania |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8449-265-9 |
| Rozmiar pliku: | 5,5 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
I
_Opowiadanie to osnute jest na wypadku rzeczywistym, o którym w swoim czasie pisał J. Horain w jednej ze swoich korespondencyj z Ameryki._
Pewnego razu zdarzyło się, że latarnik w Aspinwall, niedaleko Panamy, przepadł bez wieści. Ponieważ stało się to wśród burzy, przypuszczano, że nieszczęśliwy musiał podejść nad sam brzeg skalistej wysepki, na której stoi latarnia, i został spłukany przez bałwan. Przypuszczenie to było tym prawdopodobniejsze, że na drugi dzień nie znaleziono jego łódki stojącej w skalistym wrębie. Zawakowało tedy miejsce latarnika, które trzeba było jak najprędzej obsadzić, ponieważ latarnia niemałe ma znaczenie tak dla ruchu miejscowego, jak i dla okrętów idących z New Yorku do Panamy. Zatoka Moskitów obfituje w piaszczyste ławice i zaspy, między którymi droga nawet w dzień jest trudna, w nocy zaś, zwłaszcza wśród mgieł podnoszących się często na tych ogrzewanych podzwrotnikowym słońcem wodach, prawie niepodobna. Jedynym wówczas przewodnikiem dla licznych statków bywa światło latarni. Kłopot wynalezienia nowego latarnika spadł na konsula Stanów Zjednoczonych, rezydującego w Panamie, a był to kłopot niemały, raz z tego powodu, że następcę trzeba było znaleźć koniecznie w ciągu dwunastu godzin; po wtóre, następca musiał być nadzwyczaj sumiennym człowiekiem, nie można więc było przyjmować byle kogo; na koniec w ogóle kandydatów na posadę brakło. Życie na wieży jest nadzwyczaj trudne i bynajmniej nie uśmiecha się rozpróżniaczonym i lubiącym swobodną włóczęgę ludziom Południa. Latarnik jest niemal więźniem. Z wyjątkiem niedzieli nie może on wcale opuszczać swej skalistej wysepki. Łódź z Aspinwall przywozi mu raz na dzień zapasy żywności i świeżą wodę, po czym przywożący oddalają się natychmiast, na całej zaś wysepce, mającej morgę rozległości, nie ma nikogo. Latarnik mieszka w latarni, utrzymuje ją w porządku; w dzień daje znaki wywieszaniem różnokolorowych flag wedle wskazówek barometru, w wieczór zaś zapala światło. Nie byłaby to wielka robota, gdyby nie to, że chcąc się dostać z dołu do ognisk na szczyt wieży, trzeba przejść przeszło czterysta schodów krętych i nader wysokich, latarnik zaś musi odbywać tę podróż czasem i kilka razy dziennie. W ogóle jest to życie klasztorne, a nawet więcej niż klasztorne, bo pustelnicze. Nic też dziwnego, że Mr. Izaak Falconbridge był w niemałym kłopocie, gdzie znajdzie stałego następcę po nieboszczyku, i łatwo zrozumieć jego radość, gdy najniespodzianiej następca zgłosił się jeszcze tegoż samego dnia. Był to człowiek już stary, lat siedmiudziesiąt albo i więcej, ale czerstwy, wyprostowany, mający ruchy i postawę żołnierza. Włosy miał zupełnie białe, płeć¹ spaloną, jak u Kreolów, ale sądząc z niebieskich oczu, nie należał do ludzi Południa. Twarz jego była przygnębiona i smutna, ale uczciwa. Na pierwszy rzut oka podobał się Falconbridge’owi. Pozostało go tylko wyegzaminować, wskutek czego wywiązała się następująca rozmowa:
– Skąd jesteście?
– Jestem Polak.
– Coście robili dotąd?
– Tułałem się.
– Latarnik powinien lubić siedzieć na miejscu.
– Potrzebuję odpoczynku.
– Czy służyliście kiedy? Czy macie świadectwa uczciwej służby rządowej?
Stary człowiek wyciągnął z zanadrza spłowiały jedwabny szmat, podobny do strzępu starej chorągwi. Rozwinął go i rzekł:
– Oto są świadectwa. Ten krzyż dostałem w roku trzydziestym. Ten drugi jest hiszpański z wojny karlistowskiej; trzeci to legia francuska; czwarty otrzymałem na Węgrzech. Potem biłem się w Stanach przeciw południowcom, ale tam nie dają krzyżów – więc oto papier.
Falconbridge wziął papier i zaczął czytać.