Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Lekcja Sanctuary tom 1 - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
9 kwietnia 2026
2559 pkt
punktów Virtualo

Lekcja Sanctuary tom 1 - ebook

On: właściciel klubu erotycznego. Ona: specjalistka od PR-u. Pechowo – młodsza siostra jego najlepszego przyjaciela. Michael pamięta Ally z czasów, gdy była uroczym brzdącem, urządzała herbatki dla lalek i wciąż oglądała bajki Disneya. Teraz odkrywa, że dziecko zmieniło się w seksowną kobietę, której trudno się oprzeć. W dodatku mają razem pracować, bo jego klub, Sanctuary, staje się celem ataku w czasie kampanii wyborczej. Ally przyjmuje wyzwanie i chce się wykazać, aby udowodnić szefowi i jednocześnie starszemu bratu, że jest kompetentna. Szkoda tylko, że to jego nadopiekuńczość jest dla niej największym wyzwaniem… Wkracza do świata Sanctuary, a jej przewodnikiem zostaje mężczyzna, który najchętniej wykopałby ją na drugi koniec Nowego Jorku i zamknął przed nią drzwi klubu na cztery spusty. Tylko czy Michael da radę oprzeć się urokowi chętniej do nauki dziewczyny w szkolnym mundurku? Książka dla czytelników powyżej 18 roku życia ze względu na liczne sceny erotyczne.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Erotyka
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788397005372
Rozmiar pliku: 1,2 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

1 Michael

2 Ally

3 Michael

4 Ally

5 Michael

6 Ally

7 Michael

8 Ally

9 Michael

10 Ally

11 Michael

12 Ally

13 Michael

14 Ally

15 Ally

16 Michael

17 Ally

18 Ally/Michael

19 Ally

20 Michael

21 Ally

22 Michael

23 Ally

24 Ally

25 Michael

26 Ally

27 Michael

28 Ally

29 Michael

30 Michael

31 Ally

32 Ally/Michael

33 Rafael

Strona redakcyjna1 MICHAEL

– Politycy zaczynają z buciorami wchodzić nam pod kołdry. – Postawiłem na stoliku butelkę whisky, której zawartość rozlałem wcześniej do szklanek i zająłem miejsce na kanapie.

– Nie pierwszy i nie ostatni raz – prychnął Rafael Walsh i puścił oczko atrakcyjnej blondynce przy barze. Kobieta odwzajemniła gest i dodała do tego kuszący uśmiech.

– Ale po raz pierwszy próbują wejść pod TE kołdry. – Rozpostarłem ramiona i wskazałem na salę.

To wreszcie przyciągnęło uwagę Rafaela. Oderwał wzrok od celu i wykrzywił z irytacją usta. Na szczęście, bo nie miałem ochoty odciągać go od potencjalnej partnerki na tę noc. Mieliśmy ważne sprawy do omówienia, a dokładnie przyszłość Sanctuary – najlepszego klubu erotycznego w Nowym Jorku, a być może po wschodniej stronie kraju.

– Co wymyślili? – sapnął z frustracją, pochylił się do przodu i oparł łokcie na kolanach.

– Wygląda na to, że Sanctuary może stać się jednym z tematów w nadchodzącej kampanii na gubernatora – wyjaśniłem z niechęcią.

Sam nigdy nie pchałem się do polityki, chociaż moje pochodzenie mi na to pozwalało. Rodzina Redingów miała w swoim drzewie genealogicznym dwóch senatorów, jednego prokuratora generalnego i miejskiego radnego. Ale zazwyczaj woleliśmy skupiać się na tym, na czym się znaliśmy – zarabianiu pieniędzy.

A teraz jakiś polityk próbował mi odebrać źródełko dochodu.

– Czyli co? – zagadnął Rafael, marszcząc brwi.

Z zadowoleniem rozpoznałem tę jego minę. Już rozmyślał, co może zrobić. Był szefem agencji PR-owej. Obsługiwał głównie grube ryby z Wall Street, ale też Sanctuary.

– Znasz ten świat, wiesz co się stanie – skwitowałem i wyzerowałem drinka.

– Już to widzę – westchnął. – Na wiecach zacznie się straszenie wyborców upadkiem moralnym i piekielnymi kotłami.

– Tak – przyznałem. – Wyślę ci wszystkie informacje. Ten kandydat Republikanów ma wyjątkowe wsparcie. Współpracuje z telewizyjnym kaznodzieją – ostrzegłem, a w ustach poczułem niesmak.

Rafael syknął wściekle. Pochodził z liberalnej rodziny bez religijnych tradycji i gardził wszelkimi przejawami fanatyzmu, a pastora showmana zdecydowanie uważał za dupka wykorzystującego naiwniaków pragnących duchowej pociechy.

– I mamy jeszcze jeden problem – dolałem oliwy do ognia.

Walsh nawet się nie odezwał. Rozparł się wygodnie na kanapie i czekał.

– Pamiętasz, co się działo podczas wyborów prezydenckich? – zacząłem nakreślać temat. – Szał wśród teoretyków spiskowych…

– QAnon¹, pizzagate² i te sprawy – warknął rozzłoszczony. – Jestem w dupie. W cholernej dupie.

Z grzeczności nie zaprzeczyłem. To była prawdziwa zmora Walsha – teorie spiskowe. Często powtarzał, że dostęp do internetu powinien być przyznawany na podstawie zaświadczenia od psychiatry i testu na inteligencję. Mógł przygotować najlepszą strategię komunikacyjną, ale nic ona nie znaczyła, gdy w grę wchodziły emocje związane z kretyńskimi wpisami świrów z 4chana³.

– Raczej nie chcesz powtórki z Cornet Ping Pong. – Dołączył do nas Gabriel Bishop. Nasz kumpel z czasów szkolnych, a obecnie świetny prawnik. – Powinieneś zatrudnić więcej ochrony – zasugerował z powagą.

– Już to zrobiłem – mruknąłem ponuro.

Gabriel wspomniał o pizzerii Cornet Ping Pong w Waszyngtonie, która według oszołomów była przykrywką dla pedofilskiej szajki, a zboczeńcy mogli zamówić sobie w niej dziecko tak, jak włoskie żarcie. I właśnie przez tę historię obawiałem się skupienia uwagi na Sanctuary podczas kampanii wyborczej. Nie chciałem ryzykować, że jakiś wariat dostanie się do środka z bronią i zaatakuje, bo mu polityk naopowiadał bzdur.

Martwiła mnie też wizja utraty zysków. Obawiałem się, że pod wpływem kampanii oszczerstw stracę część klientów. Do klubu przychodziła prawdziwa śmietanka towarzyska. Wiele gwiazd czy rekinów biznesu dbało o wizerunek i unikało niepotrzebnych kontrowersji. Sanctuary było bezpieczną przystanią dla osób chcących spełnić fantazje seksualne i poznać interesujących ludzi. Ale rozumiałem, że moi goście będą woleli święty spokój od zdjęć sprzed klubu w bulwarówkach. A kampania Frosta miała przyciągnąć do nas niepotrzebną uwagę.

– Potrzebujemy dobrej akcji promującej klub, zaprzeczającej fałszywej narracji i najlepiej współpracy z Demokratami – zasugerowałem odpowiednią formę działania.

– To da się załatwić, ale – Rafael z szelmowskim uśmiechem potarł dłonie – pogadamy o tym później. Nie po to dzisiaj tu przyszedłem.

– Popieram – mruknął Gabriel.

Westchnąłem w geście poddania. Walsh i Bishop wpadli do klubu, by się zabawić. Dzisiaj akurat nie organizowałem w Sanctuary żadnego wydarzenia, ale i tak po lokalu kręciło się wiele osób poszukujących przyjemności.

– A ty? – Rafael spojrzał na mnie wyczekująco. – Przyłączysz się?

– Przyłączę – parsknąłem i pokręciłem z rozbawieniem głową.

To nie był pierwszy raz, gdy planowaliśmy seks grupowy. Widziałem fiuty przyjaciół więcej razy, niż mogłem zliczyć. Znaliśmy się od czasów liceum, studiowaliśmy razem, dzieliliśmy jeden pokój w akademiku, a później mieszkanie. Nie mieliśmy przed sobą tajemnic.

Gdy otworzyłem Sanctuary, Rafael i Gabriel nie tylko trafili na listę jego członków jako jedni z pierwszych, ale też pomogli mi z kwestiami prawnymi i promocyjnymi. Ten klub należał do mnie, ale był naszym wspólnym dzieckiem. Przyjaciele znajdowali się w jego zarządzie i ceniłem ich rady.

– Może one? – Raf wskazał dyskretnie na blondynkę przy barze. W czasie naszej rozmowy dołączyła do niej koleżanka, apetyczna brunetka o hiszpańskiej urodzie.

– Interesujący wybór – mruknąłem z zainteresowaniem. – Wyglądają jak ogień i woda. Ciekawe, czy tak samo będzie w łóżku.

– Mogą być – zgodził się Gabriel. Z pozoru wydawał się obojętny, ale wiedziałem, że to tylko maska. W sypialni wychodził z niego prawdziwy diabeł.

Rafael gestem przywołał kelnerkę ubraną w koronkowy gorset i skórzane szorty, zamówił drinki dla naszych potencjalnych partnerek na dzisiejszy wieczór. Nie minęły trzy minuty, a kobiety już podeszły do naszej loży.

– Cześć – przywitała się blondynka.

– Cześć – wymruczał Raf, wkładając w swój ton tyle uroku, ile tylko mógł. Z naszej trójki to on był największym bajerantem. – Jestem…

– Rafael, a to Gabriel i Michael – wtrąciła kobieta, posyłając nam kokieteryjne spojrzenia.

Uśmiechnąłem się pod nosem. Nie było sensu bawić się w kurtuazję. Byliśmy tu znani. Nie tylko dlatego, że Sanctuary należało do mnie. Trzymaliśmy się razem, często wspólnie uczestniczyliśmy w erotycznych imprezach, orgiach lub spotkaniach w bardziej kameralnym gronie. W dodatku nasze imiona sprawiły, że dostaliśmy przydomek – Aniołowie Seksu. Tandetne, ale z jakiegoś powodu działało jak świetna reklama. Kobiety lgnęły do nas niczym ćmy do światła.

– W takim razie chyba możemy zrezygnować z marnowania czasu na pogawędki – powiedział lekko znudzony Gabriel. Jego zachowanie wcale nie zniechęciło przyszłych seksualnych partnerek. Przeciwnie, zdawały się podekscytowane. – Może przejdziemy od razu do jednego z pokoi?

***

– Niegrzeczna dziewczynka – warknąłem, uderzając mocno w pośladek blondynki.

Kobieta odrzuciła do tyłu głowę i przeciągle jęknęła w reakcji na ból. Na jej tyłku pojawił się jaskrawy ślad w kształcie mojej dłoni. Stała pochylona, opierając się o wysokie łóżko. Brunetka klęczała pomiędzy moimi przyjaciółmi i zaspokajała ich za pomocą ust i rąk. Wykazywała przy tym wielki entuzjazm, a Gabriel i Rafael wydawali się zadowoleni z jej ciężkiej pracy.

Skupiłem ponownie uwagę na partnerce, a dokładniej na jej krągłych pośladkach. Wciąż miała na sobie koronkowe stringi. Odchyliłem je i dotknąłem jej cipki. Była mokra, a wręcz ociekała wilgocią. Wsunąłem w jej ciepłe wnętrze dwa palce. Poruszyła biodrami, nabijając się na nie bardziej.

– Pozwoliłem? – spytałem spokojnie, zabierając rękę, co spotkało się z jękiem zawodu. – To ja tu rządzę – upomniałem ją aksamitnym głosem.

Uwielbiałem doprowadzać partnerki na skraj wytrzymałości, do stanu, gdy błagały mnie o litość i były gotowe na wszystko, by dostać orgazm.

Sięgnąłem po prezerwatywę i założyłem ją na penisa. Nie planowałem w nią jeszcze wejść, ale już byłem gotowy, a wolałem uniknąć nieprzewidzianych komplikacji. Wprawdzie każdy członek Sanctuary musiał regularnie dostarczać do klubu wyniki aktualnych badań, ale nigdy nie ryzykowałem.

Ustawiłem się za kobietą. Zaczęła się o mnie ocierać niczym kotka w rui. Pozwoliłem jej na to. Dzięki temu podniecenie blondwłosej rosło, ale nie mogła osiągnąć zaspokojenia. Zacisnąłem dłonie na jej biodrach i wypchnąłem miednicę do przodu.

– Proszę, Michael! – krzyknęła desperacko.

Uśmiechnąłem się pod nosem i gestem przywołałem Gabriela. Odszedł od pozostałej dwójki i wszedł na łóżko, prezentując blondynce swoją erekcję. Widziałem jej profil. Oblizała łapczywie usta, a później rozchyliła zapraszająco wargi.

– Zasłużyła? – zapytał Bishop, udając, że nie wie, czy dać jej swojego kutasa.

– Nie jestem pewny. Trochę się wierci – odparłem z udawaną obojętnością.

– Proszę! – jęknęła błagalnie.

– Myślę, że nie będziemy jej dłużej męczyć – zdecydowałem, a Gabriel zachichotał.

Mieliśmy wypracowany styl. Każdy z nas miał swoje fetysze i potrafiliśmy realizować je w swoim towarzystwie. Ja uwielbiałem zgrywać rolę surowego nauczyciela, wywoływać wstyd, pouczać. Gabriel kochał, gdy kobiety wykazywały się desperacką służalczością. A Rafael? On miał słabość do dobrych pokazów. Najbardziej lubił patrzeć i być oglądanym jednocześnie.

Walsh ze swoją partnerką dołączyli do nas na łóżku. Tak jak podejrzewałem – Raf ustawił ją tak, by móc nas obserwować.

Gabriel łaskawie wszedł wreszcie w usta kobiety między nami, a ja w tym samym czasie pchnąłem biodrami, wypełniając jej spragnioną cipkę. Być może się starzałem, a może uroki Sanctuary przestały już robić na mnie wrażenie. Uczucie było przyjemne, ale bez szału. Czegoś mi brakowało… jakiejś iskry, nuty nieprzyzwoitości. Niby byliśmy w jaskini rozpusty, ale przecież w klubie takie zachowanie było normalne, a więc traciło swój zakazany smak.

Przymknąłem oczy i rozpocząłem powolny spacer ku orgazmowi. Nie zapomniałem o partnerce. Zsunąłem dłoń na jej łechtaczkę i masowałem ją okrężnymi ruchami, a Gabriel wypełniał jej kuszące usta i pieścił wrażliwe sutki. Na podstawie stłumionych dźwięków domyślałem się, że było jej lepiej niż dobrze.

Spojrzałem na Rafa i jego partnerkę. Miałem ochotę roześmiać się, bo kobieta zdecydowanie nie spodziewała się, że kumpel w ten sposób poprowadzi grę. Siedziała na łóżku z szeroko rozłożonymi nogami, opierając się o jego pierś. Była skierowana twarzą w naszą stronę, by obserwować rozgrywającą się przed nią scenę. Jej twarz wyrażała dwie emocje – rozkosz i dezorientację. Rafael siedział za nią i robił palcami wszystko, by było jej dobrze. A było. Wskazywała na to wilgotna plama na pościeli.

Przyspieszyłem ruchy, aby zapewnić brunetce lepsze wrażenia wizualne. Gabriel postąpił tak samo. Wypełnialiśmy blondynkę, a ona wiła się pomiędzy nami i desperacko jęczała.

– Ktoś tu jest blisko – mruknąłem z rozbawieniem, a moje słowa pasowały do obu kobiet.

– Podoba ci się? Chcesz być na jej miejscu? – Rafael zapytał swoją partnerkę.

Brunetka z zapałem pokiwała głową. Na twarzy przyjaciela wykwitł diabelski uśmiech. Znałem go i wiedziałem, że dopiero rozpoczął zabawę. Miał zamiar pomęczyć swoją zabaweczkę, a na koniec odstawić z nią pokaz na naszych oczach.

Ponownie uderzyłem blondynkę w pośladek. Pod wpływem lekkiego bólu jej cipka zacisnęła się na moim kutasie tak mocno, że wyrwało mi się ciche sapnięcie. Byłem blisko. Gabriel też. Ale nasza partnerka potrzebowała jeszcze chwili.

– Ja dokończę – zaproponował Bishop, co przyjąłem z ulgą.

Wykonałem jeszcze kilka szybkich ruchów i poczułem skurcz w jądrach. Wyciągnąłem penisa z kobiety, kończąc w prezerwatywę. Jęknęła żałośnie w proteście.

– Spokojnie, kotku. Ja o ciebie zadbam – pocieszył ją Bishop i wyszedł z jej ust. Przewrócił blondynkę na plecy, założył gumkę i zajął moje miejsce.

Partnerka Rafa odepchnęła jego dłoń i ułożyła się tak, że jej głowa znalazła się obok głowy przyjaciółki. Walsh przewrócił oczami z udawanym niezadowoleniem, ale odział fiuta w lateksowy garniturek i ułożył się na kobiecie.

Zdjąłem prezerwatywę i wyrzuciłem ją do kosza. Usiadłem wygodnie w fotelu, obserwując przyjaciół. Zapach seksu mieszał się z jękami par. To jednak mnie nie ruszało. Potrzebowałem czegoś nowego.

I czułem, że walka o los Sanctuary da mi stymulację, dzięki której odzyskam radość z wyuzdanego seksu.2 ALLY

Wpadłam do domu zdyszana i spocona. Potrzebowałam prysznica i nowych ubrań.

– Nie biegaj! Dopiero umyłam podłogę! – krzyknęła Rosita. Była zirytowana, więc jej ekwadorski akcent mocno wybijał się w brzmieniu angielskich słów.

Podreptałam do gosposi i ucałowałam ją w policzek, za co zdzieliła mnie lekko w ramię. Zachichotałam. Rosita pracowała u moich rodziców od zawsze, zajmowała się mną od najmłodszych lat. Zabierała na plac zabaw w Central Parku, odbierała ze szkoły, piekła pyszne ciasteczka i wysłuchiwała moich lamentów po tym, gdy jako nastolatka miałam złamane serce. Ba! Nawet pomogła mi ukryć fakt, że wróciłam do domu pijana po szesnastych urodzinach. Nie żeby mi to odpuściła, ale nie naskarżyła rodzicom. Zamiast tego torturowała mnie psychicznie tak długo, że do studiów nie tknęłam więcej alkoholu.

– Przepraszam, utknęłam w korku – jęknęłam ze skruchą.

Zrzuciłam szpilki i wzięłam je w ręce, by nie bałaganić. Doceniałam pracę gospodyni. Może i mieszkałam na Upper East Side, śmierdziałam „starymi” pieniędzmi, ale nie byłam rozpuszczona. A przynajmniej taką miałam nadzieję. Rosita, jako moja honorowa przybrana matka, zadbała, bym wyrosła na przyzwoitego człowieka. Żeby nie było, rodzice też się do tego przyczynili.

– Ally! To ty? – Z salonu dobiegł mnie głos mamy. Mogłam wparować do pomieszczenia i ogłosić, że jestem po czasie, ponieważ Rafael wpakował mnie w koszmarną podróż, ale wtedy zostałabym odesłana do pokoju z nakazem doprowadzenia się do porządku. Lepiej było poczekać i zaatakować we właściwym momencie.

Skrzywiłam się i położyłam palec na ustach, prosząc gosposię, by mnie kryła. Pokiwała głową i uśmiechnęła się czule. Wskazała na schody, a ja przebiegłam przez hol na paluszkach i cicho wspięłam się na piętro.

– To ja, pani Walsh! – zawołała do mamy Rosita.

– Daj mi znać, gdy przyjedzie Ally. Ten dzieciak wiecznie się spóźnia! – odkrzyknęła moja rodzicielka.

Wbiegłam do swojej sypialni, zrzuciłam ubrania na podłogę i od razu popędziłam do łazienki, by wziąć szybki prysznic.

Miałam pecha. Utknęłam u klienta w Williamsburgu, po drugiej stronie rzeki. Nowy Jork w godzinach szczytu zdecydowanie nie nadawał się do poruszania poza najbliższą okolicę, a ja miałam do przejechania ponad sześć mil! Nie mogłam złapać taksówki.

Zmarnowałam mnóstwo czasu na podróż, z której nic nie wynikło. Miałam poważne podejrzenia, że Rafael celowo wysłał mnie na to spotkanie, żeby pozbyć się mojej ambitnej osoby z biura. Nie chciał, aby młodsza siostra kręciła mu się pod nogami. A ja chciałam się wreszcie wykazać i być traktowana poważnie! Nie po to zrobiłam licencjat z komunikacji i nauk politycznych na Yale, a teraz studiowałam na Columbii, aby robić za asystentkę starszego brata! Tak! Raf traktował mnie jak natrętną muchę, która bzyczy mu koło ucha! Nie mógł mnie ubić, więc wysyłał na bezsensowne spotkania i dawał pracę poniżej kwalifikacji! Może i wciąż miałam status studentki, ale to nie znaczyło, że nie posiadałam doświadczenia. Miałam je! I to znacznie większe niż część jego pracowników!

Wyszłam spod prysznica, szybko się wytarłam i wróciłam do sypialni. Z szafy wyciągnęłam bieliznę oraz pierwszą lepszą sukienkę. Spojrzałam na zegarek.

– Mama mnie zabije! – marudziłam pod nosem, zbiegając po schodach.

Wpadłam do jadalni. Rodzice już siedzieli przy stole. Mój brat też tu był. Złoty chłopiec nigdy się nie spóźniał. Może dlatego, że nie musiał jeździć na spotkania poza Manhattan i spędzał czas w swoim wygodnym biurze.

– No wreszcie, Ally! – Rafael wyszczerzył zęby w złośliwym uśmiechu.

– Jedzmy wreszcie. Wszystko zaraz wystygnie – westchnęła mama. Nie skarciła mnie. Nigdy tego nie robiła. Jej ostry niczym u jastrzębia wzrok był wystarczającą karą.

– Spóźniłaś się – kontynuował niezrażony Raf.

Przewróciłam oczami. Mój brat miał trzydzieści lat, a wciąż zachowywał się jak rozpuszczony dzieciak, łaknący pochwał.

– Może bym zdążyła, gdybyś nie wysłał mnie do Williamsburga – syknęłam, zajmując miejsce.

Zachowałam kamienną twarz, ale w duchu robiłam fikołki z radości. Rodzice złapali przynętę. Obydwoje patrzyli na mojego kochanego braciszka z dezaprobatą.

– Rafaelu, mówiłem ci, że ten projekt nie ma sensu. Po co zmarnowałeś czas Ally? – Tato ułożył serwetkę na kolanach i skupił wzrok na wiercącym się ze zdenerwowania Rafie.

– Wolałem się upewnić – bąknął zażenowany. Już nie miał powodu do śmiechu.

– I mogłeś nam powiedzieć, że przez to Ally się spóźni? Przesunęłabym trochę obiad – dodała mama i zerknęła na mnie z czułością. – Kochanie, wiem, jak wygląda podróż o tej porze. Musisz być bardzo zmęczona. Może wolisz coś innego? Poproszę Rositę…

– Mamo, nie trzeba – wtrąciłam wesoło. – To wszystko wygląda pysznie. Zjem z przyjemnością. A czas, który spędziłam na staniu w korkach, policzę sobie jako nadgodziny. – Wystawiłam bratu język, a ten w odpowiedzi parsknął.

– Nadgodziny? Przecież ty nie masz nic do roboty – odciął się, a ja prawie pisnęłam z radości. Głupek po raz kolejny złapał przynętę.

– Masz rację, Raf – odparłam poważnie, zerknęłam na ojca, a później wróciłam spojrzeniem do brata. – Bo nie dajesz mi poważnej pracy. Traktujesz mnie jak swoją asystentkę lub wysyłasz na rozmowy do klientów, z którymi wcale nie chcesz współpracować. Zaczynam żałować, że dołączyłam do rodzinnego biznesu. Z moim dyplomem i listą odbytych staży mogłabym spokojnie znaleźć pracę u konkurencji. I tam może byłabym traktowana poważnie.

Przy stole zapadła cisza. Rafael mordował mnie wzrokiem. Miałam świadomość, że nie ogranicza moich zadań ze złośliwości. Był typowym nadopiekuńczym bratem, który chciał chronić ukochaną siostrzyczkę. Gdy byłam dzieckiem i uczyłam się jeździć na rowerze, bał się dużo bardziej ode mnie. To on potrzebował wtedy czasu na przyzwyczajenie się, że mogę już sama poruszać się na dwóch kółkach i uparcie trzymał kij przymocowany do mojego jednośladu, przez co utrudniał mi naukę. Teraz postępował tak samo. Tyle że już nie miałam siedmiu lat, a dwadzieścia dwa.

– Ally ma rację – zdecydował tato i odchrząknął poważnie, co zapowiadało tyradę. – Ukończyła studia na równie prestiżowej uczelni, co ty.

Raf się skrzywił. W naszym domu trwała wieczna wojna – Yale czy Harvard.

– Od początku studiów brała udział w różnych projektach. Pracowała przy kampanii do Senatu. Możesz uważać, że nie jest gotowa samodzielnie prowadzić spraw klientów – dodał, a ja zrobiłam ponurą minę. – Ale z pewnością jest w stanie reprezentować firmę i budować strategię komunikacyjną. Nie możesz traktować siostry jak asystentki. Musi rozwinąć skrzydła. Gdy zdecydowałem się oddać ci władzę w Walsh Communication, nie sądziłem, że staniesz się hamulcowym. Liczyłem, że poprowadzisz firmę ze świeżym spojrzeniem, wprowadzisz ją w nowoczesność. Ja już sobie z tym nie radzę. Media społecznościowe, sztuczna inteligencja, to nie dla mnie. Sam ledwo za tym nadążasz. Kto poradzi sobie w tym nowym, technologicznym świecie lepiej niż nasza Ally, która nie zna już innego i pewnie nawet nie wie, co to budka telefoniczna.

Oczywiście, że wiedziałam! Widziałam budki telefoniczne w filmach. Ale nie przyznałam się do tego, za to z zapałem kiwałam głową, przytakując tacie.

Rafaelowi zrzedła mina. Musiał się przyznać do błędu. Może i tato przeszedł na emeryturę, ale jego zdanie wciąż znaczyło najwięcej w naszym domu. Wiedziałam, że braciszek później się na mnie zemści, ale liczyło się tylko jedno – chciałam być traktowana na równi z innymi pracownikami.

– Ally ma przed sobą jeszcze rok studiów – przebąkiwał Raf, szukając wyjścia z sytuacji.

– Prawie nie mam zajęć na uczelni – odparłam jego wymówkę. – Spędzam w firmie tyle czasu, co reszta pracowników.

– Może Ally jeszcze się uczy, ale docelowo macie zostać partnerami i wspólnie zarządzać Walsh Communication – przypomniała mama.

– Dobrze, dam jej jakiś projekt. – Brat uniósł ręce w poddańczym geście. – Czy możemy już wrócić do jedzenia? Umieram z głodu.

Pisnęłam jak mała dziewczynka, zerwałam z miejsca i podbiegłam do ojca. Złożyłam na jego policzku soczystego buziaka.

– I jak ja mam traktować ją poważnie? – jęknął z pretensją Raf.

Dałam radę! Nie przewróciłam oczami. Nie wystawiłam mu języka. Nie rzuciłam w niego groszkiem! Zamiast tego zajęłam swoje miejsce z gracją godną damy z Upper East Side i wreszcie zaczęłam pałaszować już przestudzoną zupę.

Po obiedzie wróciłam na górę i zamknęłam się w swoim pokoju. Mogłam poszukać sobie własnego lokum, ale mieszkanie z rodzicami było wygodne. Nie musiałam martwić się o pranie i gotowanie. Dodatkowo miałam najlepszy widok w mieście. Okna mojej sypialni wychodziły na Central Park. Uwielbiałam bliskość tego kawałka zieleni w zabudowanym Nowym Jorku. Każdego ranka wyruszałam pobiegać. No dobrze, pospacerować, po otoczonych drzewami alejkach.

Usiadłam na ławce przy oknie i podciągnęłam kolana pod brodę. Napawałam się krajobrazem i osiągniętym sukcesem. Nie grałam czysto. Wykorzystałam rodziców, by wpłynęli na Rafaela, ale cóż… cel uświęca środki, a mój kochany braciszek nie był łatwym przeciwnikiem i potrzebowałam każdej możliwej broni, by go pokonać.

Raf bywał uparty i nienawidził przyznawać się do błędów. Dla niego wciąż byłam małą siostrzyczką wymagającą opieki. Nie miał złych intencji, ale nie rozumiał, że swoim zachowaniem robi mi krzywdę. Musiałam mu udowodnić, że sobie poradzę. A mogłam to zrobić tylko ciężką pracą z sukcesami. Aby tego dokonać, potrzebowałam szansy. I wreszcie ją dostałam.

– Mogę? – Brat najpierw wszedł do pokoju, a dopiero później zapukał.

Westchnęłam i przewróciłam oczami.

– Już tu jesteś – stwierdziłam oczywiste.

Nie odpowiedział. Wsunął dłonie do kieszeni spodni i rozejrzał się po pokoju. Dawno tu nie był. W przeciwieństwie do mnie wyprowadził się do własnego mieszkania.

Uniósł z rozbawieniem brwi na widok Filipa, różowego misia, który był już lekko sfatygowany, miał swoje lata.

– Nadal go masz? – zapytał zdziwiony. Usiadł na łóżku i miętolił w dłoni maskotkę.

– Oczywiście – odparłam z oburzeniem. – Wygrałeś go dla mnie na Coney Island!

Rafael uśmiechnął się lekko, ukazując dołeczki w policzkach. Byliśmy rodzeństwem i odziedziczyliśmy irlandzkie korzenie przodków, ale to właśnie ten szczegół nas do siebie upodabniał – uśmiech.

Ja miałam ognistorude włosy, a on raczej kasztanowe. Zdecydowanie nie można było go nazwać rudzielcem. Ja byłam niska, a on wysoki. Czasem dziwiłam się, że aż tyle nas różni. Ale i tak wiedziałam, że mamy te same geny. Łączyły nas nie tylko dołeczki w policzkach. Mieliśmy ten sam temperament i uwielbialiśmy rywalizację. Dopiero niedawno dorosłam do tego, by konkurować z bratem i miałam zamiar w pełni to wykorzystać. Szkoda tylko, że on wciąż nie widział, że jego mała siostrzyczka przestała być taka mała.

– Przemyślałem słowa rodziców – zaczął swobodnie, ale dokładnie obserwował moją reakcję. Dlatego starałam się trzymać fason i nie wiercić na swoim miejscu. – Zaangażuję cię w pewien projekt. To ważny projekt – podkreślił z wyjątkowym naciskiem. – Osobiście będę go nadzorował, ale chcę byś wykazała się kreatywnością i zaproponowała plan.

Wyprostowałam plecy i słuchałam dalej. Wewnątrz aż gotowałam się z radości. Hamowałam jednak emocje, by brat nie uznał mnie za dziecinną i nie zmienił zdania.

– Wyślę ci adres i umówię spotkanie z klientem – zaproponował, wpatrując się we mnie intensywnie. Cwaniaczek czekał aż okażę entuzjazm.

Pokiwałam głową i przybrałam najbardziej wyluzowany wyraz twarzy, na jaki było mnie stać.

– Jasne. Daj znać, kiedy mam być gotowa – odpowiedziałam swobodnym tonem.

– Dobrze, to już nie będę ci przeszkadzał. – Wstał i odłożył Filipa. – Już się możesz cieszyć.

Zdziwiona uniosłam brwi.

– Możesz zgrywać twardą, ale twoje policzki i tak mówią mi, co czujesz. – Wyszczerzył zęby. – Jesteś czerwona, Marcheweczko. – Puścił mi oczko i ruszył do drzwi.

Dopiero gdy zamknął je za sobą, uniosłam ręce i krzyknęłam radośnie:

– Tak!

– Słyszałem! – Dobiegł mnie jego roześmiany głos z korytarza.

– Dupek – mruknęłam ciszej, ale już nie potrafiłam się złościć.

Rafael złamał się i dał mi pracę przy poważnym projekcie. Na tyle poważnym, że osobiście miał go nadzorować. Zerwałam się ze swojego miejsca i położyłam na łóżku z laptopem. Znałam przedsiębiorstwa obsługiwane przez naszą firmę. Byłam ciekawa, czy miałam pracować dla jednego z nich, czy może szykował się jakiś nowy klient. Zaczęłam wertować listę biznesów na Wall Street w poszukiwaniu wskazówek. Czy któraś z firm miała problemy wizerunkowe? A może szykowała się do wejścia na rynek z jakąś nową usługą lub produktem?

Niestety nic takiego nie znalazłam. Pozostało mi jedynie czekać na spotkanie, by poznać tajemnicę.3 MICHAEL

– Masz podejrzanie dobry humor – zauważyłem, przyglądając się podekscytowanemu Rafaelowi.

Kończyliśmy dwugodzinny trening. Marzyłem tylko o prysznicu, kawie i bajglu. Tymczasem kumpel uśmiechał się radośnie i był wyjątkowo pełen energii. Gdybym go nie znał, podejrzewałbym, że wciągnął kreskę przed wizytą na siłowni. Na Wall Street to była norma, ale Raf nie należał do ludzi, których kręciły takie używki. Wiedziałem, że zdarzyło mu się wywalić z pracy faceta, który dodawał sobie w ten sposób mocy przy ciężkich projektach.

– Byłem wczoraj u rodziców – odpowiedział, odkładając hantle.

– No i? – zdziwiłem się. – Rosita zaczęła piec ciasteczka z marychą czy matka znalazła ci narzeczoną?

Raf prychnął i posłał mi spojrzenia o nazwie „spotkamy się jutro na ringu”. Raz w tygodniu trenowaliśmy boks i zazwyczaj były to przyjacielskie sparingi, ale od czasu do czasu musieliśmy wyrzucić z siebie negatywne emocje i wtedy zmieniały się w krwawą jatkę. Po niej wszystko wracało do normy i znowu stawaliśmy się kumplami.

Uśmiechnąłem się z satysfakcją, że udało mi się mu dopiec. Nawiązałem do jego nastoletniej traumy. Gdy mieliśmy po szesnaście lat, Rafael kupił zioło od jednego z naszych szkolnych kolegów. Nie wiedział, co z nim zrobić, bo nie chciał go ukrywać w swoim pokoju. Wpadł na genialny pomysł – schował je w spiżarni. Biedna Rosita nie miała pojęcia, że to nie jest jedna z jej przypraw, bo akurat miała katar i straciła węch. Dodała marihuanę do wytrawnych babeczek przygotowanych na spotkanie klubu książki pani Walsh. Powiem tyle, spotkanie zostało okryte zmową milczenia, a Raf dostał długi szlaban. Nie poszedł na bal zimowy i jego ówczesna dziewczyna, Betty Wilson, znalazła sobie nowego chłopaka.

Aktualnie głównym życiowym celem pani Walsh było znalezienie małżonki dla swojego jedynego syna. Dwoiła się i troiła, szukając idealnej kandydatki wśród córek przyjaciółek i przedstawicielek nowojorskiej śmietanki towarzyskiej. Posuwała się już do tego, że wprost pytała nowopoznane dziewczyny o to, czy są w związkach.

– Ani to, ani to. Odbyłem z rodzicami interesującą rozmowę na temat przyszłości Ally – odparł z nabzdyczoną miną.

Potrzebowałem chwili, by załapać, o kim mówił. Oczywiście znałem irytującą, młodszą siostrę Walsha. Pamiętałem tego brzdąca, który chodził za nami niczym upierdliwy szczeniaczek. Raf miał słabość do małej i był kochającym bratem, dlatego w czasach liceum wielokrotnie rezygnowaliśmy z planów i spędzaliśmy czas na oglądaniu „Księżniczki i żaby”, „Krainy Lodu” i innych animacji. Wciąż pamiętałem upokarzającą herbatkę z lalkami, w której ja, Gabriel i Raf musieliśmy brać udział, bo Ally miała urodziny i to było jej życzenie przy zdmuchnięciu świeczek.

Z czasem straciłem kontakt z tym dzieciakiem. Wyjechaliśmy na Harvard, a po ukończeniu studiów zajęliśmy się pracą. Rafael wyprowadził się z rodzinnego domu, więc już tam nie bywałem. Ally rozpoczęła studia na Yale, wróciła kilka miesięcy temu, by kontynuować naukę w Nowym Jorku i pracować w rodzinnej firmie. Nie widziałem jej chyba z dziesięć lat.

– No i co? – zapytałem z grzeczności. Wcale nie interesował mnie los siostry kumpla. Może zmieniłbym zdanie, gdyby chodziło o coś niepokojącego. Ale z tego, co się orientowałem, miała dach nad głową, pieniądze i nie cierpiała na żadną śmiertelną chorobę. Inaczej z pewnością zostałbym o tym poinformowany.

– Chciałem, żeby Ally powoli przyzwyczaiła się do pracy w firmie. Nie uważam, że rzucenie jej na głęboką wodę to dobry pomysł. Nie chcę, by zniechęciła się przez niepowodzenia – wytłumaczył z napięciem w głosie.

Uświadomiłem sobie, że może dziewczyna zniknęła z mojego życia, ale dla Rafa wciąż była numerem jeden.

– I? – ponagliłem go, chcąc wreszcie wskoczyć pod prysznic.

– I się ze mną nie zgodzili. Gówniara poskarżyła się, że nie daję jej poważnej roboty – wyjaśnił z oburzeniem, ale wciąż podejrzanie się szczerzył.

– I? – powtórzyłem zniecierpliwiony.

– I dostanie to, czego chciała. Zobaczysz, jeszcze dziś przybiegnie do mnie, błagając, żebym jednak odebrał jej projekt, pozwolił parzyć kawę i robić notatki – dokończył dumny z siebie.

Pokręciłem głową. Nie rozumiałem logiki Rafa. Kochał siostrę, chciał dla niej jak najlepiej, a jednocześnie rzucał jej kłody pod nogi.

– Myślisz, że to dobry pomysł? Chcesz, żeby poszła na skargę do rodziców? Czy może wolisz, aby rzuciła pracę i poszukała szczęścia u konkurencji? – Uniosłem brwi.

Gwałtownie zaprzeczył ruchem głowy. Sięgnął po butelkę z wodą i upił z niej spory łyk.

– Chcę, by Ally skończyła magisterkę i powoli wdrażała się w naszą pracę. Nie chcę jej rzucać na głęboką wodę. Jest młoda, śliczna. Widzę, że klienci ślinią się na jej widok, flirtują, próbują zapraszać na kolację. Jeszcze nie dała się na to nabrać, ale to kwestia czasu. W końcu któryś z tych dupków zawróci jej w głowie – wyjaśnił, gniewnie wykrzywiając twarz. – Znasz moich klientów, są też twoimi. Nie chcę, by ktoś taki położył łapska na mojej siostrze! Potrzebuje trochę obycia w tym świecie, a pod opiekuńczym kloszem go nie zdobędzie.

Moim zdaniem to Rafael roztaczał nad Ally klosz. Dziewczyna nie mogła być wiecznie chroniona przed niepowodzeniami. W ten sposób nie miała szans wyrobić sobie grubej skóry, która uchroniłaby ją w tym morzu pełnym rekinów biznesu.

Nie skomentowałem jednak słów kumpla, bo nie chciałem wchodzić w dyskusję. Mała Ally już nie była moją sprawą. Nie musiałem oglądać z nią bajek. Mogła sama zająć się własnym życiem, a skoro zależało jej na samodzielności, powinna sama znaleźć sposób, by przekonać brata, że ten się myli.

– Muszę jechać do Sanctuary. Mam spotkanie z nową performerką od pokazów burleski i projektantką wnętrz – zakończyłem temat.

Ruszyłem do szatni, a Raf mnie dogonił.

– Dopisz sobie jeszcze czas na moją wizytę. Wpadnę omówić sprawę Harrisona Frosta – uprzedził i poklepał mnie po ramieniu.

Doszliśmy do szatni, gdzie wyjąłem z szafki telefon i sprawdziłem kalendarz.

– Będę wolny od południa – poinformowałem, zdejmując koszulkę.

Zrzuciłem resztę ciuchów i nago pomaszerowałem pod prysznic. Raf zrobił to samo. Zajęliśmy sąsiednie kabiny.

Moje rozgrzane, zmęczone mięśnie dobrze zareagowały na chłodną wodę. Przymknąłem oczy, namydlając ciało.

– Wracając do Ally… – Usłyszałem zza ściany głos Rafaela.

– Stary, serio chcesz rozmawiać o swojej młodszej siostrze, gdy jestem nagi i akurat szoruję fiuta? – przerwałem mu z rozbawieniem.

Zaklął cicho, a następnie zamilkł. Uśmiechnąłem się pod nosem, bo wreszcie dotarł do niego absurd sytuacji.

Zakręciłem wodę i mokry wyszedłem z kabiny. Raf dołączył do mnie po minucie.

– Sorry, stary – bąknął zażenowany.

Pokręciłem głową z rozbawieniem.

– Koniec tematu Ally. Życzę jej jak najlepiej, ale muszę się skupić na swoich sprawach. – Wytarłem ciało, owinąłem się w pasie ręcznikiem i podszedłem do lustra, by poprawić wilgotne włosy. – Przekaż jej moje pozdrowienia.

Zostawiłem kumpla z tyłu i wróciłem do szafki po ciuchy. Ubrałem białą koszulkę i garnitur. Standardowo zostawiłem rozpięte górne guziki przy kołnierzyku. W przeciwieństwie do korposzczurów nie musiałem spędzać życia pod krawatem.

– Lecę, do zobaczenia później – pożegnałem przyjaciela i opuściłem siłownię.

***

Miałem wyjątkowo pracowity poranek. Artystka okazała się wyjątkową gadułą. Nie mogłem się z nią dogadać. Zamiast skupiać się na umowie, posyłała mi zalotne uśmiechy i trzepotała rzęsami. Najchętniej podziękowałbym jej za współpracę jeszcze przed rozpoczęciem, ale potrzebowałem nowych atrakcji. Goście Sanctuary byli wymagającą klientelą. Oczekiwali rozrywki na najwyższym poziomie. Tak, przychodzili do klubu dla seksu i drinków, ale potrzebowali czegoś więcej. Prawdziwego show. Czegoś pobudzającego zmysły, inspirującego, estetycznego.

– Może pokażesz mi co potrafisz? – przerwałem artystce, gdy nakręciła się podczas niezbyt interesującej mnie opowieści o podróży do Brazylii.

Kobieta przygryzła wymalowaną czerwoną szminką wargę i sugestywnie popatrzyła na moje krocze.

– Mam na myśli pokaz na scenie. Ten, za który chcę ci zapłacić – wyjaśniłem sztywno.

Sanctuary było miejscem swobodnym i tolerancyjnym, ale wykluczałem seks z pracownicami. A moi podwładni mieli bezwzględny zakaz sypiania z klientami. Wprowadziłem go, gdy w wyjątkowo ruchliwy wieczór musiałem sam stanąć za barem, bo dwie barmanki zniknęły i, jak się okazało, zabawiały się z Gabrielem i jego kolegą z pracy. Zapomniałem wspomnieć, że innym razem połowa załogi przepadła podczas szalonej orgii, gdzie brało udział ze trzydzieści osób.

Artystka z niezadowoleniem wydęła usta.

– Gdzie mogę się przygotować? Muszę się przebrać i zabrać rekwizyty. Bez tego… – wymieniała głosem pełnym zawodu.

– Nie trzeba. Wystarczą mi twoje filmy z występów – przerwałem jej, bo czas mnie gonił. Zaraz miała przyjechać projektantka. To spotkanie trwało dłużej niż planowałem. – Prześlę ci umowę na próbny występ. Oczywiście dostaniesz za niego pełną stawkę.

To trochę udobruchało kobietę. Podała mi rękę w biznesowym uścisku, ale przeciągała go, więc niezbyt taktowanie musiałem wyszarpnąć dłoń.

– Do zobaczenia w piątek.

Odprowadziłem ją do wyjścia dla pracowników, przy którym już czekała projektantka.

– Cześć, Michael – przywitała się radośnie Noel, a artystka posłała jej zazdrosne spojrzenie.

Uśmiechnąłem się lekko. Miałem nadzieję, że uzna mnie za zajętego i odpuści polowanie.

Projektantka była obładowana torbami z katalogami i próbkami materiałów.

– Pomogę ci – zaoferowałem się i przejąłem od niej tobołki.

Westchnęła z wyraźną ulgą. Weszliśmy do baru.

– Mam dużo pomysłów, chciałabym ci je przedstawić, lecz może lepiej zróbmy to w przestrzeni, nad którą będę pracować, żebyś mógł sobie wyobrazić te zmiany – trajkotała, ale przynajmniej z sensem.

Współpracowaliśmy ze sobą już wcześniej. Odpowiadała za projekt mojego apartamentu oraz za Sanctuary. Teraz miałem w planie powiększyć klub i to jej powierzyłem pracę nad aranżacją wnętrz. Była zdolna, działała szybko, znała świetne ekipy remontowe i, w przeciwieństwie do większości kobiet, nie śliniła się na mój widok. Może miałbym u niej szansę, gdybym sam wcześniej nie wyswatał jej z jednym z klientów lokalu.

Przeszliśmy korytarzem za barem do starych, metalowych drzwi. Odsunąłem je z głośnym łoskotem. Musiałem włożyć w to trochę siły.

– To niesamowite, że udało ci się odkryć to miejsce! – wykrzyknęła podekscytowana. – W czasach prohibicji w piwnicy znajdował się nielegalny klub rządzony przez irlandzką mafię. Przynajmniej tyle się dowiedziałam, wertując miejskie archiwum. Co ciekawe, gangsterzy robili wszystko, by władze nie dobrały się do ich interesu. Dlatego z dokumentów zniknęły plany i to przejście było ukryte przez tyle lat!

Zeszliśmy po schodach przy świetle latarek w telefonach. Dopiero na dole znalazłem włącznik. Co zaskakujące, żarówka sprzed prawie stu lat wciąż działała. Cicho brzęczała, ale dawała wystarczająco blasku, byśmy mogli swobodnie poruszać się po piwnicy.

Projektantka zabrała ode mnie torby i rozłożyła je na blacie drewnianego stołu – pozostałości po nielegalnym barze. Wyciągnęła i odpaliła laptopa.

– Muszę wszystko pomierzyć i przysłać elektryka, żeby sprawdził kable. To cud, że jeszcze nie doszło do zapłonu – mruczała pod nosem, robiąc notatki. – Proponuję wykorzystać historię tego miejsca. Jest ono wyjątkowe – westchnęła z zachwytem, rozglądając się po zagraconym wnętrzu. – Irlandczycy raczej nie działali w tej okolicy. Skupiali się w Hell’s Kitchen i na Harlemie. Ale jak widać, komuś z nich udało się rozszerzyć biznes.

– Też myślałem o tym, by stworzyć tu klimat lat dwudziestych – przyznałem, podłapując temat. – Ekskluzywne miejsce, tylko dla wybranych. Początkowo chciałbym oferować dostęp tylko najlepszym klientom. Wiesz, tajne hasło, by wejść i takie tam – rozmarzyłem się.

– Na tym się nie znam, ale mogę sprawić, by wnętrze miało odpowiedni klimat. Na górze panuje czerń i srebro. Tu pójdziemy w ciemne drewno i złote elementy. Tam – wskazała ręką na jedną ze ścian – zrobimy dyskretne loże. Będą osłonięte kotarami, jak w teatrze. Dasz gościom wybór. Będą mogli posłuchać muzyki i się napić lub zasłonić i zabawić w odważniejszy sposób.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij