-
nowość
Level Up. Część 2. Bohater - ebook
Level Up. Część 2. Bohater - ebook
Jak daleko można zajść, gdy ktoś – lub coś – daje ci drugą szansę?
Fil, do niedawna życiowy nieudacznik, zaczyna nagle postrzegać świat przez interfejs rozszerzonej rzeczywistości. Teraz mierzy się z nowymi życiowymi wyzwaniami tak, jakby codzienność była grą RPG.
Dzięki wskazaniom systemu i statystykom stopniowo zmienia swoje życie. Ale nie chce na tym poprzestać: zakłada firmę, by pomagać także innym. Choć o biznesie nie wie prawie nic, szybko się uczy – także na błędach.
Coraz częściej Fil kieruje się nie tylko komunikatami systemu, lecz także własnym sumieniem. Jednocześnie, krok za krokiem, dąży do poznania prawdy o tajemniczym źródle swoich niezwykłych zdolności.
Ta książka to nie tylko wciągające LitRPG ze wszystkimi zaletami gatunku. To także opowieść o rozwoju, odpowiedzialności oraz walce z przeciwnościami losu.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Science Fiction |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68639-15-5 |
| Rozmiar pliku: | 10 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
– Okropny koszmar! Wszędzie zera i jedynki. Chyba widziałem też dwójkę. Prawdziwą dwójkę.
– To tylko sen, Bender. Nie ma czegoś takiego jak dwójki.
Futurama
– Zapytam inaczej. Jak ich zabiłeś?
– Jeden chłopaczek… Udusił się… Nie zrobiłem tego celowo! Była jeszcze dziewczynka… Ona też sama umarła! Wykrwawiła się…
Huk wystrzału nad moim uchem niemal mnie ogłusza. Kula, trafiając w ramię urzędnika, przewraca go na plecy. Uszy mam jak zatkane watą i ledwo słyszę Wikę, która, odrzuciwszy pistolet, mamrocze przekleństwa:
– Drań, swołocz, kanalia! Nienawidzę!
– O rany, Wika, coś ty zrobiła…
Gleb Greczkin, prominentny urzędnik Wydziału Kultury w Urzędzie Miasta, wije się na podłodze, ale nie żeby miał zaraz umierać. Jego rana nie jest śmiertelna, a zapas witalności ma ciągle spory. Jednak debuff krwotoku działa, odbierając powoli zdrowie pedofilowi.
– To kanalia, rozumiesz! Nie zasługuje, by żyć!
– Yyy… – jęczy urzędnik. – Odpowiecie za to! Załatwię was… Uuu…
– Dobra, dość tego, zwijamy się! – Potrząsam Wiką za ramiona. – Idziemy!
– Dokąd? Trzeba go dobić!
Przeraża mnie jej nastawienie, ale widzę wiszące nad nią buffy „Furii” i „Sprawiedliwego gniewu”. Łapię ją za rękę i ciągnę do wyjścia. Pistolet, na wszelki wypadek, zabieram ze sobą.
W bagażniku SUV-a znajduję kanister i wąż. Spuszczam benzynę, podczas gdy ona sprawdza inne samochody.
– Jest, znalazłam. – Wika podaje mi jeszcze jeden kanister…
Napełnienie ich zajmuje dłuższą chwilę, po czym wracam do domu z dwoma kanistrami benzyny w rękach. Greczkin trzęsie się w kącie za kanapą i coś mamrocze. Ciągnie się za nim krwawy ślad.
Przeklinając, ogarniam się i wycieram pistolet chusteczką nasączoną wódką, którą znalazłem w bocznej kieszeni Dimy Dimycza Dimedrola – unurzanego w korupcji i poczuciu bezkarności pułkownika policji i przyjaciela Greczkina. Wika wychodzi, żeby zrobić to samo z odciskami palców w samochodzie Kolca i Cebuli. To właśnie ci dwaj narkomani, sługusy Dimedrola, ogłuszywszy nas w ciemnej uliczce, przywieźli tu w bagażniku najpierw mnie, a następnie Wikę.
– Co wy robicie? – pyta osobnik wskazany przez system, starannie wymawiając sylaby. – Nie czuję nóg, co się ze mną dzieje?
Wpatruję się w jego profil. Minus pierwszy poziom reputacji spowodował wielokrotne obniżenie poziomu cech. Debuffy również nie sprzyjają aktywności, bo ma ekstremalnie obniżony metabolizm i niemal całkowitą utratę funkcji motorycznych. Na podstawie wszystkich jego zeznań system uznał go za osobnika o negatywnym znaczeniu społecznym i przydzielił mi systemowy quest likwidacji pedofila. To właśnie zamierzam zaraz zrobić.
Słyszę, jak ktoś w pobliżu rzęzi, i nie jest to Greczkin. Z uniesioną zakrwawioną głową porusza nogą ciągle jeszcze żywy Kolec. Nie chcę go dobijać, niech sobie nadal żyje… na razie.
Spoglądam na zegar wiszący nad drzwiami – jest czwarta nad ranem. Oblewam benzyną trupy, meble i stół bilardowy, starając się trzymać jak najdalej od płonącego kominka. Drugi kanister zużywam na werandę i drewniane schody prowadzące na pierwsze piętro i do przedpokoju. Resztka przyda się na zrobienie łatwopalnej ścieżki od domu.
Wracam do salonu i trzymając pistolet przez chusteczkę, wkładam go do ręki Cebuli.
– Nie zostawiajcie mnie… – mamrocze Greczkin. – Milion dolarów… W gotówce…
Biorę zapalniczkę z podłokietnika sofy, a kanistry zostawiam w środku domu. Rozglądam się po miejscu naszego koszmaru…
Przechodzę przez próg. Wika staje obok mnie i opiera głowę na moim ramieniu.
Nawet jeśli piekło nie istnieje, my urządzimy mu jego osobiste. Tu na Ziemi, w lokalnym segmencie Galaktyki.
Niech wszystko idzie w diabły!
Kątem oka zauważam, jak zza rogu domu wyłania się czyjaś sylwetka.
Ostatnią rzeczą, jaką słyszę, jest dźwięk kilku strzałów. Gasnąca świadomość rejestruje cichnący krzyk Wiki…