Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Liga Rudzielców - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
29 maja 2026
E-book: EPUB, PDF
2,49 zł
Audiobook
2,49 zł
2,49
249 pkt
punktów Virtualo

Liga Rudzielców - ebook

Jabez Wilson, londyński właściciel lombardu o płomiennie rudych włosach, odpowiada na osobliwe ogłoszenie prasowe i zostaje przyjęty do tajemniczej „Ligi Rudzielców" – stowarzyszenia, które płaci mu cztery funty tygodniowo za przepisywanie Encyklopedii Britanniki po cztery godziny dziennie. Gdy po ośmiu tygodniach Liga znika równie nagle, jak się pojawiła, zrozpaczony Wilson zwraca się do Sherlocka Holmesa. Detektyw szybko dostrzega, że za absurdalnym pretekstem kryje się jeden z najzuchwalszych planów przestępczych, jakie widział Londyn – a rozwiązanie zagadki wymaga jedynie trzech fajek, spaceru po Saxe-Coburg Square i jednego spojrzenia na kolana pewnego pomocnika. Wydanie na podstawie anonimowego tłumaczenia z 1907 roku.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Kryminał
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788368914276
Rozmiar pliku: 709 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Pewnego dnia jesienią ubiegłego roku zaszedłem do mojego przyjaciela, Sherlocka Holmesa. Trafiłem właśnie na chwilę, gdy odbywał rozmowę z pewnym tęgim, starszym mężczyzną o obliczu tak rumianym i włosach tak ogniście rudych, że od razu mnie to uderzyło.

Miałem już zamiar wycofać się i wybąkać jakieś usprawiedliwienie za niespodziewaną wizytę, gdy Sherlock Holmes zatrzymał mnie niemal natarczywym gestem i wciągnąwszy do salonu, rzekł, zamykając drzwi tonem serdecznym:

– Kochany doktorze, nie mogłeś przyjść bardziej w porę.

– Czyżby? Obawiałem się, że jesteś bardzo zajęty – odrzekłem.

– Istotnie jestem bardzo zajęty.

– W takim razie poczekam w drugim pokoju.

– Ależ nie, właśnie zostań tutaj.

Sherlock przedstawił mnie obecnemu mężczyźnie i rzekł:

– Doktor Watson był mi już bardzo często pomocny w wielu najważniejszych sprawach, służąc mi radą i pomocą, nie wątpię więc, że i w pańskiej sprawie okaże się bardzo pożyteczny.

Tęgi jegomość uniósł się do połowy z krzesła i skinął głową na powitanie, spoglądając przy tym na mnie swoimi małymi oczyma badawczo.

– Niech pan usiądzie – poprosił Holmes, siadając również w swoim fotelu i splatając palce, jak to zwykle czynił w ważnych chwilach. – Wiem doskonale, kochany Watsonie, że dzielisz ze mną upodobanie do wszystkiego, co odznacza się niezwykłością i co nie powtarza się codziennie. Dowiodłeś tego serdecznością, z jaką opisałeś w książkach niektóre drobne wypadki z mojego życia, daruj jednak, że ci powiem, iż nieco upiększyłeś moją osobę.

– Bezwarunkowo, twoje przygody zawsze żywo mnie interesowały – odparłem.

– Przypominasz sobie zapewne, że kiedy mieliśmy do czynienia z tą prostą sprawą panny Mary Sutherland, zauważyłem, iż samo życie wytwarza najdziwaczniejsze wypadki i najbardziej zdumiewające powikłania. Najczęściej to, co się dzieje na świecie, przekracza wytwory najbujniejszej fantazji.

– To twierdzenie, któremu ośmieliłem się zaprzeczyć.

– Prawda, że zaprzeczyłeś, ja jednak i dziś jeszcze twierdzę, że się nawrócisz, tyle bowiem nagromadzę ci materiałów, że cię przekonam i przyznasz mi rację. Oto teraz na przykład pan Jabez Wilson był tak łaskaw odszukać mnie dzisiaj rano, by mi opowiedzieć coś takiego, o czym się nie słyszy codziennie. Już dawniej wyraziłem zdanie, że rzeczy niezwykłe zdarzają się częściej przy drobnych przestępstwach niż przy wielkich zbrodniach, a bywają wypadki tak osobliwe, że nawet wątpliwą jest rzeczą, czy w ogóle zachodzi tu jakiekolwiek przestępstwo. Być może i teraz nie mamy do czynienia z żadną zbrodnią. A przecież jest rzeczą pewną, że cały ten wypadek jest niezmiernie oryginalny.

Sherlock Holmes zwrócił się teraz do Wilsona ze słowami:

– Czy nie byłby pan łaskaw jeszcze raz zacząć opowiadanie od początku? Proszę o to nie tylko dlatego, że doktor Watson nie słyszał wstępu, lecz także dlatego, że bardzo mi zależy, by żaden najmniejszy nawet szczegół nie uszedł mojej uwagi. Zwykle już po pobieżnym zapoznaniu się ze szczegółami potrafię wyrobić sobie obraz całości, czynię to bowiem na podstawie licznych podobnych wypadków. Tu jednak tego uczynić nie mogę i wszelkie moje przypuszczenia od razu upadają.

Gość Sherlocka z gestem znamionującym pewnego rodzaju dumę sięgnął do bocznej kieszeni surduta i wyciągnął brudną, pogniecioną gazetę. Podczas gdy Wilson pochylił głowę i zatopił wzrok w dziale ogłoszeń, miałem sposobność przyjrzeć się spokojnie temu człowiekowi, aby na wzór mojego przyjaciela Sherlocka, na podstawie obserwacji, wyprowadzić wnioski o jego osobie.

Niewiele mi się to przydało. Nasz gość nosił na sobie piętno zupełnie przeciętnego człowieka, a jego ociężała postura, powolne ruchy i otyłość, świadcząca o dobrym odżywianiu, kazały się domyślać, że mamy do czynienia z człowiekiem należącym do stanu kupieckiego. Miał na sobie bardzo szerokie spodnie w szarą kratę, niezbyt czysto utrzymany czarny surdut, rozpięty, jasnoszarą płócienną kamizelkę i ciężką niklowaną dewizkę u zegarka, zakończoną czworokątną sztabką metalową jako ozdobą. Mocno zniszczony cylinder i takież palto z wytartym aksamitnym kołnierzem leżały na krześle obok niego. Mimo że z nadzwyczajną uwagą obserwowałem tego człowieka, nie znalazłem w nim żadnych szczególnych cech – chyba tę tylko, że miał włosy czerwone jak ogień, a w rysach twarzy odbijało się zniechęcenie i rozdrażnienie.

Wprawnym oczom Sherlocka Holmesa nie uszedł sposób mojego badania. Z uśmiechem potrząsnął głową, spoglądając na mnie, po czym rzekł:

– I ja nic więcej nie wiem ponad to, co ty już może dostrzegłeś. Wiem zatem tylko, że pan Wilson był przez pewien czas robotnikiem fizycznym, że zażywa tabakę, że jest wolnomularzem, że bywał w Chinach i że w ostatnim czasie musiał dużo pisać. To są fakty oczywiste, leżące jak na dłoni, ale nic ponadto wyczytać nie zdołam.

Jabez Wilson z osłupieniem w oczach poruszył się na krześle. Palec trzymał na ogłoszeniu w gazecie, a zdumionym wzrokiem wpatrywał się w mojego przyjaciela.

– Na miły Bóg! Skąd pan to wszystko wie, panie Holmes? – zapytał. – Skąd na przykład może pan wiedzieć, że byłem robotnikiem? Ma pan zupełną rację, karierę swoją rozpoczynałem jako cieśla okrętowy.

– To łatwo poznać, drogi panie, po pańskich rękach. Prawa ręka jest znacznie większa od lewej, co dowodzi, że dużo pan nią pracował i lepiej wyrobił muskulaturę.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij