-
nowość
Małpia łapa - ebook
Małpia łapa - ebook
W.W. Jacobs stworzył jedno z najbardziej znanych opowiadań grozy w historii literatury. "Małpia łapa" to mroczna przypowieść o ludzkiej chciwości i konsekwencjach spełnionych życzeń. Pewna rodzina otrzymuje tajemniczy talizman, który podobno pozwala prosić los o trzy życzenia — lecz każde z nich ma swoją cenę. Napięcie rośnie z każdą stroną, prowadząc do nieuchronnego, przerażającego finału. Klasyka angielskiej literatury grozy, która do dziś inspiruje twórców horroru i psychologicznego suspensu.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Horror i thriller |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788398171830 |
| Rozmiar pliku: | 181 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
| | | |
+--------------------------+--------------------------+--------------------------+
I
Na zewnątrz noc była chłodna i dżdżysta, lecz w małym saloniku Laburnum Villa rolety były opuszczone, a w kominku jasno płonął ogień. Ojciec i syn grali w szachy. Starszy z nich miał pomysły na grę wiążącą się z rewolucyjnymi wręcz zmianami, przez co narażał swojego króla na tak ostre i zbędne niebezpieczeństwa, że wywołało to nawet pomruk niezadowolenia ze strony siwowłosej starszej pani, która w spokoju robiła na drutach przy ogniu.
– Słuchaj, jak wieje – powiedział pan White. Zauważywszy fatalny błąd, gdy było już za późno, chciał w ten wielkoduszny sposób odwrócić uwagę syna.
– Słucham – odparł ten drugi, mierząc szachownicę ponurym wzrokiem i wyciągając rękę. – Szach.
– Wątpię, by dotarł tu dzisiejszej nocy – rzekł ojciec, zawieszając dłoń nad szachownicą.
– Mat – skwitował syn.
– To przez to, że mieszkamy na takim odludziu! – huknął nagle pan White z nieoczekiwaną gwałtownością. – Ze wszystkich zabłoconych, zapomnianych miejsc ta okolica jest najgorsza. Ścieżka to grzęzawisko, a droga zamieniła się w potok. Nie wiem, o czym ci ludzie myślą. Pewnie uważają, że skoro przy tej drodze wynajęto tylko dwa domy, to nie ma to żadnego znaczenia.
– Nie przejmuj się, kochanie – odezwała się łagodnie żona. – Może następną partię wygrasz.
Pan White podniósł wzrok na tyle szybko, by przechwycić porozumiewawcze spojrzenie, jakie wymienili matka z synem. Słowa zamarły mu na ustach, a w rzadkiej, siwej brodzie ukrył niewinny uśmieszek.
– Idzie – powiedział Herbert White, gdy furtka trzasnęła głośno, a w stronę drzwi poniosły się ciężkie kroki.