-
nowość
-
promocja
Maluch przed ekranem. Jak chronić dzieci przed negatywnym wpływem technologii - ebook
Maluch przed ekranem. Jak chronić dzieci przed negatywnym wpływem technologii - ebook
Łatwo wymienić rzeczy, które NIE SĄ dla małych dzieci. Noże kuchenne, kawa, horrory.
A EKRANY? Czy one naprawdę są takie złe? TAK, SĄ.
Twoje dziecko nie reaguje na imię, ale podnosi głowę na dźwięk powiadomienia? Nie potrafi zbudować wieży z klocków, ale wie, gdzie kliknąć, by pominąć reklamę? Koniec bajki oznacza dla niego koniec świata?
Martwisz się, że to twoja wina, że to kolejny błąd wychowawczy. Ale to nie ty jesteś problemem. Ani twoje dziecko. Problemem jest technologia zaprojektowana tak, by uzależniać.
Są jednak sposoby, by przeciwdziałać tym negatywnym skutkom obecności ekranów. Na szczęście największy wpływ na dziecko w pierwszych latach jego życia masz ty. Nie algorytmy.
Dowiedz się:
– jak chronić swoje dziecko przed wpływem technologii;
– co robić, kiedy ekrany są już obecne w jego życiu;
– jak sprawić, by nieznajomość bajki nie stała się powodem wykluczenia z grupy;
– czym zastąpić ekrany w sytuacjach, gdy wydają się one jedyną deską ratunku.
Autorka:
Adrianna Dzięgielewska – psycholog, logopeda, popularyzatorka wiedzy o rozwoju małych dzieci. Od ponad dekady łączy wiedzę naukową i codzienną pracę z dziećmi z wyzwaniami rozwojowymi. Jej materiały edukacyjne zamieszczane na profilu @instrukcjaobslugidziecka docierają do milionów rodziców. Doświadczenie zdobyte w gabinecie przekłada na praktyczne wskazówki, które pomagają rodzicom świadomie wspierać rozwój ich dzieci.
Opinie ekspertów:
„Jestem pewna, że żaden rodzic, który mierzy się z problemem nadużywania nowych technologii przez jego dziecko, w najmniejszym stopniu nie chciał przyłożyć ręki do takiej sytuacji. A jednak – stało się. Zabrakło odpowiedniej wiedzy? Zabrakło sprzeciwu na wczesnym etapie? A może po prostu wygrało zmęczenie ciągłym odmawianiem? Jako rodzice potrzebujemy lektur, które będą nas edukować, wzmacniać i upewniać w stawianiu naszym maluchom mądrych, choć trudnych granic. Ta książka zdecydowanie jest taką właśnie pomocną lekturą”.
Aga Rogala
„W świecie, w którym o uwagę naszych dzieci codziennie walczą algorytmy, ta książka daje rodzicom wiedzę, spokój i konkretne narzędzia do ochrony tego, co najcenniejsze – zdrowego rozwoju dziecka. To lektura obowiązkowa dla każdego rodzica”.
dr Michał Wrzosek
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Poradniki |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8469-297-4 |
| Rozmiar pliku: | 2,2 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
I nie – to nie są powody do dumy z cyfrowej zaradności latorośli. Takie zachowania stały się już normą. A kiedy coś staje się normą, przestajemy to kwestionować i zastanawiać się nad tym. Nie patrzę na tę sytuację przez pryzmat raportów czy krzykliwych nagłówków. Moja wiedza i doświadczenie podpowiadają mi, że przy tej „normie” warto się zatrzymać.
Przyglądam się zachodzącym zmianom z poziomu podłogi w gabinecie – wśród klocków, puzzli i innych zabawek, w towarzystwie pierwszych nieśmiałych prób powiedzenia „mama” czy „da”. Mogłabym wzruszyć ramionami i powiedzieć: „Taki znak czasów”, a potem uśmiechnąć się, zamknąć drzwi za jednym pacjentem i przejść do spotkania z kolejnym. Byłoby łatwiej. Ale gdy codziennie obserwuję maluchy, które dopiero uczą się mówić, trudno udawać, że wszystko jest w porządku.
Ta książka nie powstała po to, żeby kogokolwiek straszyć, zawstydzać czy wywoływać w kimkolwiek poczucie winy. Nie jestem od oceniania. Nie przyznaję punktów karnych ani czerwonych kartek. Nie napisałam jej PRZECIWKO rodzicom. Napisałam ją DLA rodziców.
Pierwsze 3 lata życia to najbardziej wrażliwy okres w rozwoju mózgu. Wtedy budują się fundamenty: mowy, koncentracji, regulacji emocji, relacji. I w tym czasie ekrany naprawdę nie są dzieciom do niczego potrzebne. Nie wnoszą nic, czego nie można dać dziecku przez kontakt, ruch, zabawę i zwykłą spokojną obecność. Postaram się przekonać cię do ochrony tego, co w pierwszych latach życia najcenniejsze – rozwijającego się mózgu dziecka.
Nie chcę również wypowiadać wojny nowoczesności. To nie jest krucjata przeciwko wszechobecnej technologii. Doskonale też rozumiem, dlaczego ekrany są tak atrakcyjne – dla dzieci i dla nas, dorosłych (sama z nich korzystam). Są szybkie, wygodne, skuteczne. Czasem aż za bardzo. Czasami dają jedyną szansę na odrobinę spokoju w ciągu całego dnia, kiedy można w ciszy wypić herbatę, zanim wystygnie. Walka z technologią i ekranami byłaby bez sensu. Trzeba byłoby stanąć w szranki z działami marketingowymi całego świata, z zespołami psychologów behawioralnych, z analitykami danych, a przede wszystkim z algorytmami, które potrafią przewidzieć, co się kliknie, zanim się o tym pomyśli. Po drugiej stronie ekranów są przecież potężne firmy, które doskonale wiedzą, jak działa mózg. Sprzęt ma być prosty w obsłudze. Nagroda – szybka. Bodziec – intensywny. Treść – nieskończona. A przerwa? Najlepiej, żeby w ogóle jej nie było.
To nie ty jesteś problemem. Dzieci również nim nie są. Problemu nie stanowią też „słaba silna wola” ani „brak konsekwencji”. Problemem jest technologia zaprojektowana tak, by przyciągać i zatrzymywać uwagę jak najdłużej. Zadaniem rodziców nie jest wygrać z internetem, lecz od początku budować zdrową relację dziecka z ekranami. Na to mamy realny wpływ: jasne zasady, ograniczenia, świadome korzystanie. To jest ochrona. Brzmi poważnie? Powinno. Ale dobra wiadomość jest taka, że w pierwszych latach życia to rodzice mają największy wpływ na dziecko. Nie algorytmy.
Nasze mózgi nie zostały zaprojektowane do przetwarzania tak dużej ilości informacji w tak szybkim tempie i tak wielkiej intensywności – takiej sytuacji ewolucja nie przewidziała. Mózg kocha to, co łatwe i przyjemne. Nie analizuje długofalowych skutków. On chce nagrody, najlepiej teraz, natychmiast.
historia
Krzysztof: Mój syn ma 11 miesięcy i potrafi sam włączyć bajkę na tablecie. Tak działa ewolucja. Świat się zmienia, trzeba iść z duchem czasu i nie można dzieciom wszystkiego zabraniać.
Dzisiejsze urządzenia są tworzone tak, żeby obsłużył je każdy: intuicyjnie, bez instrukcji, bez czytania, bez wysiłku. Wystarczy jeden palec. Przesuń. Dotknij. Gotowe. Nawet jeśli ten palec jest jeszcze lekko pulchny i jego właściciel przed chwilą badał fakturę dywanu językiem. Niemowlak przesuwający palcem po ekranie nie jest dowodem na skok ewolucyjny ludzkości. To dowód na to, jak skutecznie zaprojektowano bodziec.
W internecie bez trudu można znaleźć nagrania, na których szympansy przeglądają media społecznościowe i lajkują zdjęcia. Bynajmniej nie przygotowują się do matury z informatyki. Ekran bazuje na bardzo podstawowych mechanizmach mózgu: ruch, światło, kontrast, natychmiastowa reakcja: „coś miga – sprawdzę”. To, że dziecko potrafi coś kliknąć, nie oznacza, że jest na to gotowe biologicznie i rozumie, co robi. Potrafi też włożyć kamyk do buzi, a jednak nie mówimy wtedy: „Ależ zdolniacha!”. Postęp technologiczny pędzi jak bolid Formuły 1, ale rozwój układu nerwowego dziecka wciąż jedzie tym samym ewolucyjnym tempem. I to takim, które nie zmieniło się od kilkudziesięciu pokoleń. Biologia nie działa jak aktualizacja systemu. Nie wgrywamy co kilka lat nowej wersji tolerancji ekranów. Dzieci urodzone dziś mają taki sam układ nerwowy jak my, nasi rodzice i dziadkowie. Zmieniły się bodźce – są mocniejsze, głośniejsze, szybsze.
Możemy więc zachłysnąć się nowoczesnością i powiedzieć: „Świat się zmienia, dzieci sobie poradzą”, albo podejść do tematu ze świadomością, że mierzymy się z czymś większym niż nasza intuicja. Nie chodzi o życie w jaskini bez Wi-Fi. Chodzi o to, żeby nie oddać dzieciństwa algorytmowi tylko dlatego, że tak jest wygodniej. Postęp nie zwalnia nas z myślenia.
Jeśli wiem, że coś może szkodzić, nie będę milczeć, bo jestem osobą odpowiedzialną. Jeśli widzę powtarzający się schemat, chcę o nim mówić. Nie po to, żeby zawstydzać czy pouczać, ale po to, żeby przekazać wiedzę. Kiedy mamy wiedzę, możemy wybierać świadomie. Tylko o to chodzi. Świadomy rodzic nie musi być idealny, musi być uważny.
Temat ekranów nie należy do łatwych i przyjemnych. Jeśli twoje małe dziecko już z nich korzysta, to nie znaczy, że wszystko stracone. Mózg jest plastyczny, relacje można wzmocnić, a nawyki można zmienić.
To od twoich decyzji w dużej mierze zależy przyszłość twojego małego dziecka i to ty masz na nią największy wpływ. Wykorzystaj go w dobry sposób.