Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

  • Empik Go W empik go

Manifest codziennego bohatera. Myśl pozytywnie, działaj skutecznie, zmieniaj świat na lepsze - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Data wydania:
23 lutego 2022
Ebook
49,90 zł
Audiobook
49,90 zł
Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Manifest codziennego bohatera. Myśl pozytywnie, działaj skutecznie, zmieniaj świat na lepsze - ebook

Robin Sharma, autor bestsellera Klub 5 Rano jest jednym z czołowych guru rozwoju osobistego na świecie. Jego książki sprzedały się w nakładzie ponad 20 milionów egzemplarzy. Z rad Sharmy korzystały takie firmy jak Microsoft, NASA, Nike czy FedEx.

Poznaj ukryte nawyki najbardziej kreatywnych i odnoszących sukcesy ludzi na świecie i zrealizuj własne wizjonerskie ambicje, poprzez:
- opanowanie oryginalnych technik przekształcania strachu w paliwo, problemów
w siłę, a dawnych kłopotów w triumfy;

- przygotowanie przełomowego planu walki z prokrastynacją i brakiem skupienia
i zamianę ich w energię, którą przemienisz w działanie i rozwój;
- odkrycie zwyczajów i nawyków ludzi sukcesu, dzięki którym osiągniesz nadludzką sprawność fizyczną i staniesz się najbardziej zdyscyplinowaną osobą, jaką znasz;
- poznanie drogi do życia pod znakiem piękna, trwałej radości i wolności duchowej.

Osobista wiadomość od Robina Sharmy

To książka o wielkim geniuszu, o przyzwoitości i bohaterstwie, które drzemią w każdym sercu bijącym dziś na naszej planecie.
Praca nad nią była dla mnie niesamowitą, a jednocześnie napawającą lękiem przygodą. Była inspirująca, a przy tym wyczerpująca.

Pisząc Manifest codziennego bohatera, dotarłem do zupełnie mi nie znanych zakamarków mojego rzemiosła i charakteru, zacząłem też inaczej niż dotąd patrzeć na obowiązek służenia innym.
Czytając kolejne strony, poznasz starannie przemyślaną filozofię odkrywania swoich najsubtelniejszych talentów oraz rewolucyjne metody tworzenia arcydzieł i formułowania kolejnych spostrzeżeń wytyczających drogę do życia pod znakiem piękna, trwałej radości i wolności duchowej.

W żadnej z moich wcześniejszych książek tak bardzo się nie otworzyłem przed moimi czytelnikami. Pokazywałem się światu nie bez lęku, ale ostatecznie przyniosło mi to wielką satysfakcję. Uczciwe spojrzenie na własne błędy pomaga nam się na nich uczyć, czyż nie? Pochylenie się nad własną krzywdą pozwala zaś czerpać z niej siłę.

Mam nadzieję, że dzięki lekturze tej książki będziesz wiedział, jakich niebezpieczeństw unikać, jak przekuwać porażki na sukcesu i że niesamowite życie zawsze układa się z korzyścią dla nas, nawet jeśli czasem trudno nam je z początku dostrzec.

Fragment książki

Kategoria: Poradniki
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-963524-1-5
Rozmiar pliku: 5,4 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Osobista wiadomość od Robina Sharmy

To książka o wielkim geniuszu, o przyzwoitości i bohaterstwie, które drzemią w każdym sercu bijącym dziś na naszej planecie.

Praca nad nią była dla mnie niesamowitą, ale jednocześnie napawającą lękiem przygodą. Była inspirująca, a przy tym wyczerpująca. Pisząc Manifest codziennego bohatera, dotarłem do zupełnie mi nieznanych zakamarków mojego rzemiosła i charakteru, zacząłem też inaczej patrzeć na obowiązek służenia innym. Czytając kolejne strony, poznasz starannie przemyślaną filozofię odkrywania swoich najsubtelniejszych talentów oraz rewolucyjne metody tworzenia arcydzieł i formułowania kolejnych spostrzeżeń wytyczających drogę do życia pod znakiem piękna, trwałej radości i wolności duchowej.

W żadnej z moich wcześniejszych książek tak bardzo się nie otworzyłem przed moimi czytelnikami. Pokazywałem się światu nie bez lęku, ale ostatecznie przyniosło mi to wielką satysfakcję. Uczciwe spojrzenie na własne błędy pomaga nam się na nich uczyć, czyż nie? Pochylenie się nad własną krzywdą pozwala zaś czerpać z niej siłę. Mam nadzieję, że dzięki lekturze tej książki będziesz wiedział, jakich niebezpieczeństw unikać, jak przekuwać porażki na sukcesy i że niesamowite życie zawsze układa się z korzyścią dla nas, nawet jeśli czasem trudno nam je z początku dostrzec.

Do pracy nad Manifestem codziennego bohatera przykładałem się tak, jakby to miała być moja ostatnia książka. Mam nadzieję i modlę się o to, że dane mi będzie napisać jeszcze wiele kolejnych, niemniej życie ludzkie jest kruche i nikt z nas nie wie, co mu przyniesie jutro. Dlatego też starałem się zawrzeć w tej książce wszystko, co mam najważniejszego do powiedzenia, aby stworzyć podręcznik wybitnej produktywności, mistrzowskich wyników, trwałego szczęścia i nadzwyczajnej służby dla ludzkości.

Życzyłbym sobie z całego serca, aby wiedza tu zawarta pomogła ci odnaleźć w sobie ukryte talenty i roznieciła tlący się w tobie ogień, abyś mógł stworzyć swoje opus magnum. Chciałbym pomóc ci dopuścić do głosu twoją osobistą magię, dzięki której zaczniesz żyć życiem, jakiego pragnąłeś – a jednocześnie będziesz zmieniać świat na lepsze.

Z miłością i szacunkiem

Robin

PS. Dostęp do wszystkich szablonów myślowych, wzorców implementacyjnych i arkuszy taktycznych prezentowanych w tej książce, jak również do edukacyjnych filmów wideo wspierających rozwój, można znaleźć na stronie TheEverydayHeroManifesto.com.1.

Odezwa do drzemiącego
w tobie codziennego bohatera

„Jeśli nie potrafisz wskazać niczego, za co warto by umrzeć – powiedział Martin Luther King jr – nie poznałeś życia”.

Gotów byłbym umrzeć w imię idei, że jesteś wspaniały.

Przyjąłbym kulkę w obronie myśli, że pisane jest ci dokonanie wspaniałych rzeczy, doświadczenie nadzwyczajnych zdarzeń i zgłębienie tajników świata biegłości zaludnianego przez mądre dusze, które chodziły po świecie przed nami.

Jako mieszkaniec Ziemi zostałeś powołany do tego, aby wykrzesać z siebie najwięcej sił witalnych – aby robić rzeczy niezwykłe, osiągnąć zdumiewający postęp i wzbogacić życie swoich braci i sióstr, z którymi wspólnie sprawujecie opiekę nad planetą.

Wierzę, że to wszystko prawda. Gdziekolwiek przyszło ci wieść życie, twoja przeszłość nie determinuje twojej przyszłości. Jutro zawsze może być lepsze niż dziś. Jesteś człowiekiem, a ludzie zdolni są to osiągnąć.

Owszem, różnimy się od siebie. Kolorem skóry, rozmiarami ciała, płcią, wyznaniem, narodowością, sposobem bycia. Nelson Mandela, Harriet Tubman, Mahatma Gandhi, Florence Nightingale czy Oskar Schindler to postaci zupełnie wyjątkowe. Na miano bohaterów zasługują jednak również i ci, o których się aż tyle nie mówi – nauczyciele i pracownicy restauracji, poeci i początkujący przedsiębiorcy, rzemieślnicy otwierający piekarnie i rodzice wychowujący dzieci w zaciszu własnego domu, a także wszyscy ci, którzy wspierają członków swoich społeczności w chwilach kryzysu jako strażacy albo niosą pomoc humanitarną ludziom dotkniętym różnymi klęskami. Wśród tych ludzi nie brak takich, którzy podejmują wielkie wyzwania i trwają przy swoim postanowieniu, pomimo trudności uśmiechają się i zawsze okazują innym serce.

Gdy zdarzy mi się kogoś takiego spotkać na swojej drodze, przepełnia mnie pokora. Mówię zupełnie poważnie. Staram się od takich ludzi uczyć, żeby te spotkania podnosiły mnie na duchu i coś w moim życiu zmieniały.

To są bowiem codzienni bohaterowie. Tak zwani „zwykli ludzie”, którzy w swoim życiu kierują się wartościami i honorem.

Zanim więc zaczniemy wspólną podróż, chciałbym wyrazić wielki szacunek dla ogromnego potencjału, który w tobie drzemie i pragnie się wydostać na świat. Dlatego też postanowiłem zacząć od słów zachęty.

Obiecaj sobie, że od dziś postarasz się ani na chwilę nie zapominać o tym, że mocą swojej wrodzonej mądrości możesz być subtelną duszą, dzielnym wojownikiem i niezmordowanym twórcą.

Dzięki trudnościom, z którymi przyszło ci się mierzyć w przeszłości, mogłeś stać się mocniejszą wersją siebie, bardziej świadomą źródeł własnej wyjątkowości i zdolną głębiej doświadczać wdzięczność za najbardziej podstawowe dobrodziejstwa pięknie przeżywanego życia – za dobre zdrowie, za szczęśliwą rodzinę, za satysfakcjonującą pracę i serce przepełnione nadzieją. Te pozorne trudności w rzeczywistości stały się odskocznią do twoich obecnych i przyszłych sukcesów.

Gdyby nie ograniczenia, które musiałeś pokonać, gdyby nie „niepowodzenia”, które tak boleśnie przeżywałeś, nie osiągnąłbyś obecnego poziomu biegłości. Wszystko, co się dzieje, w jakiś sposób ci służy. Naprawdę masz w życiu szczęście.

Czy ci się to podoba, czy nie, jesteś lwem, a nie owcą. Jesteś liderem, a nie ofiarą. Zasługujesz na wielkie osiągnięcia, na inspirujące przygody, na niczym niezakłóconą satysfakcję i dumę z własnych dokonań, dzięki której z czasem uzyskasz dostęp do pokładów niekwestionowanej i niezachwianej miłości do samego siebie.

Jesteś naturalną potęgą i dynamicznym twórcą, a nie otępiałą przybłędą wałęsającą się bez celu po świecie przeciętności, odczłowieczenia, samozadowolenia i uprzywilejowania.

Dzięki nieustannym wysiłkom i niewzruszonemu zaangażowaniu z czasem odkryjesz w sobie idealistę, nadzwyczajnego artystę i absolutnie wyjątkową istotę. Dojdziesz do przekonania, że naprawdę możesz zmieniać świat – w zgodzie z samym sobą i w tobie tylko właściwy, doskonały sposób.

Wyzbądź się więc cynizmu, wyrzeknij krytykanctwa i malkontenctwa. Wątpliwości są domeną ludzi, którzy pogubili się w marzeniach. Nie zasługujesz na przeciętność.

Od dziś każdego dnia swojego cudownie wyjątkowego, genialnie odkrywczego i życzliwego dla innych życia trwaj nieodmiennie w przekonaniu, że nic nie może ci stanąć na drodze, jeśli zechcesz kształtować swoją przyszłość, realizować swoje ambicje i w coraz większym zakresie realizować marzenia w duchu poświęcenia i entuzjazmu.

Umacniaj więc w sobie pogodę ducha, ćwicz odwagę i świeć wszem wobec przykładem wspaniałego człowieczeństwa.

My zaś będziemy obserwować twój rozwój, zachwycać się tym, co nam zechcesz podarować, doceniać twoje cnoty i podziwiać nieśmiertelność, którą dzięki nim osiągniesz.

W ten bowiem sposób na zawsze pozostaniesz w sercach wielu ludzi.2.

Wierność własnym ideałom dodaje mocy

Najbardziej powinieneś wierzyć w siebie wtedy, gdy nikt akurat w ciebie nie wierzy.

Kto z determinacją dąży do tego, aby jego wrodzony geniusz zyskał przestrzeń do rozwoju, ten wie, że kluczem do nadzwyczajnych dokonań jest wiara w siebie, wierność własnym ideałom i konsekwencja w realizacji życiowej misji – zwłaszcza w obliczu drwin i niepewności, zwłaszcza w obliczu nieprzychylności innych ludzi i losu. Tylko w ten sposób można sobie zapewnić nieśmiertelność, bo szlachetny przykład będzie trwać w zbiorowej świadomości jeszcze długo po naszym odejściu.

Życiowe bohaterstwo to barwna droga, inspirująca i pogmatwana, ale pełna zachwytów, burzliwa, ale niewątpliwie chwalebna. Aby przejść przez życie najlepiej i najmądrzej, jak się da, należy dążyć do pełnego wykorzystania swojego potencjału i zabiegać o jak najwięcej dobrych rzeczy, aby w ten sposób przyczynić się do budowania lepszej rzeczywistości. To jest coś, co wiem na pewno. Poza tym sięgając do najgłębszych pokładów własnej kreatywności, mocy i współczucia, pomożesz ludziom wokół siebie odkrywać własne talenty i dzięki temu świat stanie się bardziej życzliwym miejscem.

Jeśli pozwolisz, chciałbym ci teraz opowiedzieć trochę o sobie – żebyś mógł mnie lepiej poznać. Bo przecież na tych stronach przyjdzie nam spędzić ze sobą ładnych parę chwil.

Nie jestem nikim wyjątkowym. Nie jestem żadnym guru. Nie zostałem utkany z żadnej wyjątkowej nici.

Tak samo jak i ty, mam jakieś talenty, ale mam też typowo ludzkie wady. Jak my wszyscy... Zdarzają mi się chwile zwątpienia, niepewności i lęku. Kiedy indziej czuję się przydatny, wykazuję się odwagą i z nadzieją patrzę w przyszłość.

Dorastałem w robotniczym miasteczku liczącym mniej więcej pięć tysięcy mieszkańców, blisko oceanu, w małym domu. Byłem dzieckiem imigrantów. Moi rodzice byli bardzo dobrymi ludźmi, ale w żadnym razie nie mógłbym o sobie powiedzieć, że jestem w czepku urodzony.

Tryskający entuzjazmem czterolatek

Bawię się na śniegu przed domem

Tak, to ja. Gram w szkolnej sztuce. Na drugim zdjęciu bawię się przed domem podczas bardzo mroźnej zimy. Nie, nie ma ferrari na podjeździe. Nie ma też żadnych wyszukanych ozdób ani w ogóle nic zbędnego. Tylko podstawowe rzeczy. Lepiej być nie może.

W szkole jakoś mi nigdy nie było po drodze z „fajnymi” dzieciakami. Wolałem spędzać czas z własnymi myślami, snuć fascynujące wizje i robić wszystko po swojemu. Można powiedzieć, że szedłem własną drogą.

Dyrektor powiedział kiedyś mojej kochanej mamie, że nie rokuję najlepiej i że prawdopodobnie nie ukończę szkoły średniej. Inni nauczyciele przy różnych okazjach sugerowali moim rodzicom, że mam bardzo ograniczony potencjał. Niektórzy wróżyli mi nawet przyszłość włóczęgi i żebraka. Większość dorosłych po prostu się ze mnie nabijała.

Większość, z jednym wyjątkiem.

Tym wyjątkiem była Cora Greenaway, moja nauczycielka historii z piątej klasy. Ona we mnie wierzyła. Ona pomogła mi uwierzyć w siebie.

Pani Greenaway nauczyła mnie, że każdy człowiek rodzi się z jakimiś talentami. Wyjaśniała, że każdy może być w czymś zdumiewająco dobry, ponieważ przyszedł na świat z jakimiś atutami, z pewnymi nadzwyczajnymi mocami i sobie tylko właściwymi cnotami. Przekonywała, że jeśli będę o tym pamiętać, a oprócz tego postanowię ciężko pracować i zdołam pozostać wierny samemu sobie, to spotkają mnie w życiu dobre rzeczy i zaznam od losu licznych błogosławieństw.

Ta życzliwa nauczycielka dostrzegła we mnie to, co najlepsze. Zachęcała mnie i traktowała z przyzwoitością, której więcej przydałoby się społeczeństwu tak skłonnemu lekceważyć ludzkie talenty i umniejszać wartość drugiego człowieka. Czasem wystarczy jedna rozmowa z niezwykłą osobą, żeby nasze życie mogło potoczyć się zupełnie innym torem.

Kilka lat temu wpisałem jej imię i nazwisko w wyszukiwarkę internetową. Dowiedziałem się o niej czegoś, co mnie do głębi poruszyło.

Otóż jako młoda kobieta Cora Greenaway należała do holenderskiego ruchu oporu. Przedostawała się na terytorium wroga, aby ratować dzieci zagrożone śmiercią w nazistowskich obozach zagłady. Ryzykowała życiem, aby dochować wierności swoim przekonaniom i nieść pomoc najmłodszym. A potem uratowała mnie.

Pani Greenaway już nie żyje. Umarła w tym samym roku, w którym poznałem jej przeszłość. Bardzo jestem wdzięczny dobremu człowiekowi z Amsterdamu, który otaczał ją troską do końca jej dni, a mnie przekazywał informacje na temat stanu ważnej dla mnie życiowej mentorki.

Cora Greenaway była jedną z tych osób, które zwykłem nazywać bohaterami codzienności. Cicha i pokorna, potężna i wrażliwa, wierna swoim wartościom i odciskająca swoje piętno na rzeczywistości, mądra i kochająca. Dzięki niej świat – dzień po dniu – stawał się lepszy.

To ona mnie przekonała, abym się nie przejmował tym, że inni nie wróżą mi szkolnych ani życiowych sukcesów. Wziąłem sobie jej słowa do serca. Podjąłem studia, podczas których specjalizowałem się w dziedzinie biologii, ale uzyskałem też dyplom z angielskiego. Potem dostałem się na prawo. Uzyskałem stypendium i ukończyłem studia magisterskie.

Nie daj się przekonać krytykom. Nie przejmuj się opiniami tych, którzy umniejszają twoje możliwości. Nie słuchaj głosów, które cię próbują zniechęcać. Tacy ludzie nie wiedzą, na co cię stać.

Cora Greenaway w wieku 101 lat

Z czasem zostałem prawnikiem i z powodzeniem toczyłem spory sądowe. Zarabiałem dużo, ale w życiu mi czegoś brakowało. Niby stawiałem sobie cele, ale ich osiąganie nie dawało mi satysfakcji. Wykazywałem się dyscypliną, ale nie mogłem nawiązać kontaktu z własnym „ja”. Co rano po wstaniu z łóżka z niechęcią spoglądałem w lustro. Brakowało mi nadziei. Nie potrafiłem nawiązać kontaktu z własnym naturalnym bohaterstwem, które – czego wtedy jeszcze nie wiedziałem, ale teraz już wiem – zalicza się do największych uroków bycia człowiekiem.

Cóż to za sukces, któremu nie towarzyszy poczucie szacunku do samego siebie?

Postanowiłem więc przedefiniować swoje życie. Chciałem poznać bardziej autentyczną, szczęśliwszą, harmonijną i lepszą wersję samego siebie. Wkroczyłem na drogę dynamicznego rozwoju osobistego. Przeżyłem dogłębne uzdrowienie w sferze emocji i rozwinąłem skrzydła w sferze ducha.

Ty również możesz dokonać w swoim życiu takich radykalnych zmian, naprawdę! Ewolucja, wędrówka ku szczytom, a nawet radykalne przeobrażenie – to wszystko wpisane jest w twoją naturę. Im częściej zaś korzystasz ze swoich wewnętrznych mocy, tym bardziej one rosną w siłę.

Wzmacnianie własnej kreatywności, produktywności, pomysłowości i niestrudzonej woli walki o „ja” radosne, odważne i zdolne zaznawać wewnętrznego spokoju bynajmniej nie jest wyłączną domeną Bogów Subtelnego Geniuszu czy Aniołów Nadzwyczajnej Doskonałości.

Nie! Geniusz w mniejszym stopniu zależy od genów, w większym zaś od nawyków. Każdy może stać się tym człowiekiem, którego zawsze w sobie widział. Wystarczy tylko się na siebie otworzyć, podjąć wysiłek i trzymać się konsekwentnie praktyk, dzięki którym magia staje się rzeczywistością.

W tamtym okresie mojego życia postanowiłem zdefiniować siebie na nowo i zamiast zabiegać o zewnętrzne błyskotki – pozycję, dobra materialne czy prestiż – zacząć czerpać siły z wewnętrznego układu sterowania. Chciałem stać się człowiekiem, który nie wahałby się mówić, co tak naprawdę myśli, nawet gdyby miało się to okazać niepopularne; który trwa przy swoich wartościach i który postrzega swoją pracę nie tylko jako formę aktywności zarobkowej, ile raczej jako powołanie; który nie musi kupować kolejnych przedmiotów, żeby zaznać przyjemności; i który spożytkuje swój czas na zapewnienie innym szczęśliwszego życia.

Nazbyt często się zdarza, że człowiek przez całe życie zdobywa kolejne szczyty, a na koniec stwierdza, że wybrał niewłaściwie.

...bo ciągle był zajęty tym, jak bardzo jest zajęty.

...bo uzależnił się od bodźców i uganiał się za tym, co mu dawało fałszywe poczucie postępu – a w rzeczywistości jedynie ograbiało go z kolejnych cennych godzin bezcennych dni.

...bo dał się omamić wizją wypełniania życia przedmiotami i aktywnościami, które kultura wciska nam jako autentyczny miernik życiowego sukcesu, lecz które przestają nas cieszyć natychmiast po powrocie z kolejnej wycieczki do supermarketu.

Gdy wspominam, jak tuż przed trzydziestką obiecałem sobie skupiać się w życiu na rzeczach ważniejszych, na usta cisną mi się słowa poety Charlesa Bukowskiego:

Wszyscy umrzemy, wszyscy. Co za cyrk! Samotność powinna nas skłonić do tego, żeby się nawzajem kochać, ale to się jakoś nie dzieje. Trywialność życia terroryzuje nas i spłyca. Pochłaniają nas banały.

Przez trzy długie lata wstawałem bardzo wcześnie. Moja rodzina jeszcze słodko spała, a ja eksperymentowałem z praktykami, które miały mi pomóc choć w pewnym stopniu przezwyciężyć moje słabości, uwolnić drzemiący we mnie potencjał i podążać za moim przeznaczeniem.

Zagłębiałem się w lekturę książek o wielkich postaciach historii – o płodnych artystach, nieustraszonych wojownikach, genialnych naukowcach, tytanach biznesu i ludziach niosących innym pomoc humanitarną bez względu na wszystko. Chłonąłem wiedzę na temat ich przekonań i przeżyć, ale też ich codziennej rutyny i konsekwentnie kultywowanych rytuałów, którym zawdzięczali swój życiowy triumf. Tu na tych stronach chciałbym się z tobą podzielić wszystkim, czego się dowiedziałem.

Brałem udział w konferencjach poświęconych kwestii rozwoju osobistego. Inwestowałem w kursy w tym zakresie.

Uczyłem się medytować i stosować technikę wizualizacji, pisałem dziennik i oddawałem się refleksji, pościłem i oddawałem modlitwie.

Korzystałem ze wsparcia najlepszych coachów, konsultowałem się z akupunkturzystami, hipnoterapeutami, doradcami duchowymi i uzdrowicielami, którzy pracują z emocjami. Brałem zimne prysznice, pociłem się w saunach i inwestowałem w cotygodniowe masaże.

Gdy teraz to wszystko wspominam i patrzę na to z perspektywy swoich niemłodych już lat, wydaje mi się, że dużo tego było.

Przyznam, że momentami gubiłem się w tym procesie. Nie zawsze dobrze się z tym wszystkim czułem, niekiedy ogarniał mnie strach. Jednocześnie było to jednak doświadczenie porywające, fascynujące, satysfakcjonujące, a niekiedy po prostu oszałamiająco piękne. Dogłębna zmiana na płaszczyźnie osobowości bywa bolesna, ponieważ wymaga istotnego przeobrażenia. Niemniej nie sposób otworzyć się na to wszystko, czego możemy w życiu doświadczyć, nie odcinając się od dawnego „ja”. Słabsza wersja naszego jestestwa musi w pewnym sensie umrzeć, żeby ta silniejsza mogła się odrodzić. Gdyby zmiana nie niosła nowych doświadczeń, to czy można by rzeczywiście mówić o jakiejkolwiek poprawie?

Zanim świat wokół mnie obudził się, aby przeżyć kolejny dzień, ja co rano podejmowałem trud pracy nad sobą. Z czasem zauważyłem, że moje zachowania – i moje podejście do życia w ogóle – zaczynają się zmieniać. Dzięki wsparciu całej ekipy doradców wyzwoliłem się od największych lęków. Przestałem zaprzątać sobie głowę najróżniejszymi codziennymi troskami, które dotąd niekorzystnie wpływały na moje zachowania. Przestałem odczuwać potrzebę dogadzania innym, zabiegania o sympatię i podążania za stadem.

Zacząłem kłaść większy nacisk na moje podstawowe wartości, zaobserwowałem u siebie poprawę stanu zdrowia, stałem się bardziej kreatywny, pogodny i spokojny. Mniej czasu spędzałem na przeżywaniu myśli, zbliżyłem się za to do własnego serca. To pomogło mi odkryć w sobie nowe pokłady inspiracji, zwiększyć produktywność i zyskać większe poczucie pewności siebie. Dotarło do mnie, że tego szczególnego rodzaju magii doświadczyć może absolutnie każdy człowiek – jeśli tylko poważnie się w to zaangażuje.

Pod koniec tego trzyletniego okresu niemal ciągłego uzdrawiania i rozwoju nabrałem przekonania, że oto wkraczam w nową fazę mojej przygody. Odtąd miałem kroczyć ścieżką osobistej biegłości i przywództwa, którą podążam do dziś. Instynkt podpowiadał mi, że powinienem napisać książkę o tym doświadczeniu i o moich wnioskach, żeby inni również mogli dokonać tego, co ja.

Postanowiłem zatytułować ją Mnich, który sprzedał swoje ferrari.

Niektórzy pokpiwali sobie z tytułu i twierdzili, że nikt nie przeczyta poradnika napisanego przez prawnika. Inni mamrotali, że pisanie książek to ciężki kawałek chleba i że w ogóle powinienem dać sobie spokój. Postanowiłem nie przejmować się tymi ograniczającymi poglądami i z entuzjazmem przystąpiłem do pisania opowieści o drodze wiodącej od życia półgębkiem do egzystencji pod znakiem zachwytu nad światem, odwagi i nieograniczonych możliwości. Pisanie mocno mnie wciągnęło.

O działalności wydawniczej nie wiedziałem zupełnie nic, nie wyniosłem z domu przedsiębiorczych tradycji (moja mama była nauczycielką, ojciec zaś lekarzem rodzinnym). Wiedziałem jednak, że jeśli człowiek gotów jest się uczyć, to może przekuć na rzeczywistość nawet najśmielsze fantazje. Czego nie wiedziałem, mogłem się przecież dowiedzieć. Czego nie umiałem, mogłem się nauczyć. Skoro ktoś inny może coś osiągnąć, to ja również – jeśli tylko się skupię, podejmę trud, zgromadzę wszystkie niezbędne informacje i zapewnię sobie wsparcie dobrych nauczycieli. Zapisałem się więc na jednodniowy kurs wieczorowy organizowany przez The Learning Annex.

Podczas tego kursu sporo się dowiedziałem na temat rękopisów i redaktorów, wydawców i drukarzy, dystrybutorów i księgarń. To był niesamowity kurs, z którego wyszedłem przepełniony pragnieniem realizacji mojego marzenia. Po zakończeniu zajęć na dworze powitała mnie chłodna zimowa noc. Wpatrywałem się w padający śnieg z wielką nadzieją spoglądając w przyszłość, ze szczerym zamiarem wydania książki.

Postanowiłem zrobić to samodzielnie. Moja wspaniała mama podjęła się redakcji tekstu, wieczorami pochylając się nad każdą kolejną linijką. Potem zleciłem wydruk całości w całodobowym punkcie ksero. Pamiętam dobrze, jak ojciec zawiózł mnie tam o czwartej nad ranem, żebym zdążył wypełnić założenia mojej misji, zanim o ósmej będę musiał skupiać się na realizacji moich prawniczych obowiązków. Jestem mu dozgonnie wdzięczny za to bezwarunkowe wsparcie i pomoc w najbardziej newralgicznych momentach.

Nie miałem w tej kwestii żadnego doświadczenia, nie zdawałem sobie więc sprawy, że tekst tak bardzo się skurczy, gdy się go wydrukuje w formacie właściwym dla książki. Pierwsze wydanie czytało się przez to z trudem. Mimo wszystko robiłem, co mogłem. Starałem się rozpowszechniać przesłanie w niej zawarte wśród członków lokalnych branżowych klubów. Moje pierwsze seminarium – zorganizowane całkiem przypadkiem pod egidą The Learning Annex – zgromadziło publiczność liczącą dwadzieścia trzy osoby, przy czym dwadzieścia jeden spośród nich stanowili członkowie mojej rodziny. Nie żartuję.

Laozi miał rację co do tego, że „podróż licząca tysiąc mil rozpoczyna się od jednego kroku”. Jako pisarz zaczynałem właściwie od zera. (Jeśli będziesz się wstrzymywać z realizacją swoich najważniejszych marzeń w oczekiwaniu na idealne warunki, to nigdy się za to nie zabierzesz).

Pewien znany autor zgodził się ze mną spotkać. Poprosiłem o tę rozmowę, bo byłem przekonany, że potrzebuję dodatkowego wsparcia. Chciałem się dowiedzieć, co mógłbym zrobić, żeby dotrzeć do szerszej publiczności. Dla kogoś, kto znajduje się na początku drogi pod znakiem bohaterstwa, wsparcie mądrego mentora to rzecz nie do przecenienia. Włożyłem garnitur, wziąłem ze sobą egzemplarz mojej wydanej własnym nakładem książki i poszedłem na spotkanie. Zająłem miejsce w wysłużonym skórzanym fotelu po drugiej stronie ogromnego biurka, przy którym ów pisarz przyjmował gości.

– Robin, w tej branży nie jest lekko. Mało komu się udaje – powiedział, po czym zaraz dodał: – A ty masz dobrą robotę jako prawnik. Powinieneś się tego trzymać. Po co podejmować takie ryzyko?

Poczułem, jak uchodzi ze mnie powietrze. Mój rozmówca mnie zniechęcił. Rozczarował. Przeszło mi przez myśl, że może się wygłupiam, marząc o tym, że ktoś przeczyta moją książkę i wyniesie z niej coś wartościowego. Może przeceniam swoje możliwości. Przecież nigdy wcześniej nie napisałem żadnej. Nikt mnie nie znał. To był rynek, na którym trudno się było przebić. Może ten znany pisarz miał rację? Może należało się nie wychylać i wytrwać przy prawie?

Nagle doznałem olśnienia. Przecież jego opinia to tylko opinia. Dlaczego niby miałbym przypisywać jej jakiekolwiek większe znaczenie? W sumie nie musiałem się nią nawet za bardzo przejmować. Ktoś w końcu napisze następny bestseller, dlaczego więc nie miałbym to być ja? Każdy profesjonalista był kiedyś amatorem. Nie mogłem przecież pozwolić, aby te jego rady stłumiły moją pasję. Aby zgasiły mój zapał. Dzień w dzień siedziałem w kancelarii z dotkliwą świadomością: „Każda godzina, którą tu spędzam, to godzina, której nie spędzam na tym, co naprawdę chciałbym robić. I co jest mi pisane”.

Najwyraźniej moja wiara wzięła górę nad strachem, a śmiałość przezwyciężyła wątpliwości.

Trzymam kciuki, żebyś i ty podążał zawsze za głosem intuicji bez względu na to, co ci podpowiada chłodna i pragmatyczna kalkulacja. Dziś ludzie chwalą mnie za odwagę i wytrwałość w obliczu wyzwań i krytyki. W moim postępowaniu nie było jednak nic z odwagi. Tak zupełnie szczerze – a chcę być zawsze szczery i będę szczery w tych naszych wspólnych dywagacjach – nie widziałem wówczas żadnego innego rozwiązania, jak tylko podążać tropem mojego własnego entuzjazmu.

„Ludzie, którzy zaznają głębi życia, nie boją się śmierci”, napisała Anaïs Nin. Norman Cousins poczynił zaś spostrzeżenie, że „wielką tragedią życia bynajmniej nie jest śmierć, lecz przyglądanie się temu, co w nas umiera jeszcze za życia”. Przytaczam tu te cytaty, aby przypomnieć samemu sobie, jak krótkie i kruche jest życie. Nazbyt wielu z nas zdarza się odkładać na później – na jakiś idealny czas – to, dzięki czemu nasza dusza mogłaby naprawdę rozkwitnąć. Ten idealny czas nigdy nie nadejdzie. Nie ma lepszego momentu niż „teraz”, żeby stać się tym człowiekiem, którym się we własnym wnętrzu czujemy – i żeby zacząć żyć życiem, o jakim skrycie marzymy. Jutro świat może wyglądać zupełnie inaczej. Historia to spostrzeżenie potwierdza. Proszę cię, nie spędzaj swoich najlepszych dni w poczekalni życia!

Lepiej zaryzykować i się wygłupić – i mieć świadomość, że się spróbowało – niż przegapić okazję i skończyć życie jako rozgoryczona wydmuszka.

Poszedłem więc z tekstem Mnicha, który sprzedał swoje ferrari do jednego ze znanych wydawców, żeby poprosić o wsparcie. Ucieszyłem się, że mój tekst zostanie oceniony przez fachowca. Spodziewałem się zachwytów nad moim wyjątkowym dziełem.

List, który dostałem z wydawnictwa, był jak litania krytycznych uwag. Rozpoczynał się słowami: „Robinie, mamy kilka poważnych zastrzeżeń do książki Mnich, który sprzedał swoje ferrari. Tu nie ma sensu owijać w bawełnę”.

Cóż recenzent myślał o moich bohaterach?

„Bohaterowie zdecydowanie zbyt mocno wpisują się w znane stereotypy. Na przykład Mantle to człowiek sukcesu, zamożny, błyskotliwy, charyzmatyczny, surowy, nadzwyczaj zabawny i tak dalej, im dłużej mu się jednak przyglądamy, tym bardziej wydaje się banalny...”

W końcówce listu jego autor pisał: „Domyślam się, że moja opinia Cię rozczaruje, mam jednak nadzieję, że uznasz moje wskazówki za pomocne. Trzeba się naprawdę sporo napracować, żeby stworzyć dobry tekst. To się niestety tylko tak wydaje, że pisanie dobrych tekstów jest proste. Nie jest”.

Czytałem ten list w samochodzie. Gdy skończyłem, jeszcze przez chwilę siedziałem w bezruchu, wpatrując się w dom z czerwonej cegły otoczony starannie przystrzyżonym trawnikiem. Serce waliło mi jak młot, a dłonie się pociły. Rękopis, spięty gumką, leżał obok mnie na siedzeniu. Do dziś dokładnie pamiętam tamtą chwilę. Pamiętam, jak się wtedy czułem.

Zażenowany. Odrzucony. Przybity. Tamtego słonecznego dnia ten człowiek złamał mi serce swoim listem.

Mój instynkt znów jednak wziął górę nad rozumem. Przecież postęp zawsze był zasługą marzycieli, których pomysły tak zwani eksperci wykpiwali jako głupie, a kreatywne wysiłki jako nic niewarte. Z całego serca będę więc namawiać, aby chronić poczucie szacunku do samego siebie i do owoców swojej pracy przed podszytymi strachem i przesyconymi aurą niedorzeczności ocenami ludzi, którzy są mocni w gębie, ale w praktyce nic nie potrafią zdziałać.

Wewnątrz mnie odezwał się głos siły, a może mądrości. Dobiegał gdzieś spoza sfery logiki. Powiedział mi: „Nie słuchaj go. Tak samo jak zniechęcające słowa znanego pisarza, tak i ta recenzja z redakcji to przecież tylko opinia. Walcz dalej. W imię honoru i miłości własnej wykaż się determinacją i nie wyrzekaj się swojej misji”.

Nie ustawałem więc w wysiłkach. Mam szczerą i głęboką nadzieję, że ty również się nie poddasz, nawet jeśli zdarza ci się upaść i trochę – albo bardzo – się poobijać, pokaleczyć i poranić. Narażając nas na niepowodzenia, życie tylko wystawia nas na próbę. W ten sposób sprawdza, na ile poważnie podchodzimy do realizacji marzeń.

W wykładzie zatytułowanym Obywatelstwo republiki, wygłoszonym 23 kwietnia 1910 roku na paryskiej Sorbonie, Theodore Roosevelt powiedział:

To nie krytyk się liczy. Nie ten, który wytyka silnemu potknięcia i podpowiada, co kto mógłby zrobić lepiej. Zasługi należą się temu, kto faktycznie staje do walki; kto ma twarz w pyle, pocie i krwi, kto niestrudzenie o coś zabiega; kto błądzi i raz po raz się myli, bo dotrzeć do czegoś można tylko drogą błędów i niepowodzeń. Temu, kto faktycznie stara się coś robić; kto zna smak wielkiego entuzjazmu i wielkiego poświęcenia; kto trudzi się w szczytnej sprawie; kto w najlepszym razie będzie się pławił w chwale z powodu swoich wielkich osiągnięć, w najgorszym zaś razie, w razie niepowodzenia, upadnie, ale ze świadomością, że się wykazał wielką odwagą – nigdy się więc nie znajdzie w jednym szeregu z zimnymi i milczącymi duszami tych, którzy nie znają ni zwycięstwa, ni porażki.

Życie zdaje się cenić obsesje. Szczęście sprzyja ludziom, którzy realizują swoje ambicje bez oglądania się na cokolwiek. Wszechświat wspiera tych, którzy nie ulegają w obliczu strachu, odmowy czy zwątpienia.

Kilka miesięcy po publikacji książki odwiedziłem jedną z miejscowych księgarń. Towarzyszył mi mój czteroletni wówczas syn. Wiele mu zresztą zawdzięczam, bo to z powodu jego zamiłowania do młotków, miarek i innych narzędzi stolarskich – oraz do roboczej koszuli w kratkę, żółtego plastikowego kasku i paska ze sztucznej skóry, z którymi nie rozstawał się nawet na czas posiłków – zajrzeliśmy tamtego dnia do sklepu z narzędziami, który sąsiadował z księgarnią. Tego wieczoru padał deszcz, ale na niebie świecił księżyc w pełni. Zapadło mi to w pamięć, bo uznałem to za dobry znak.

Po przekroczeniu progu księgarni udaliśmy się prosto do sekcji, w której na półce stał Mnich, który sprzedał swoje ferrari. Przekazałem właścicielowi sklepu sześć egzemplarzy – w komis (zobowiązałem się odebrać te, których nie uda mu się sprzedać). Inny pisarz wydający książki nakładem własnym podpowiedział mi, że jeśli książka zostanie podpisana przez autora, to księgarz nie będzie mógł jej zwrócić. Postanowiłem więc odwiedzić wszystkie punkty, w których sprzedawano moją książkę i wszystkie egzemplarze podpisać.

Zdjąłem z półki wszystkie sześć egzemplarzy i podszedłem z nimi do lady. Uprzejmie zapytałem ekspedienta, czy mogę złożyć autografy w książce. Ten się zgodził, a ja wówczas posadziłem mojego synka na ladzie i – trzymając go jedną ręką – drugą podpisywałem kolejne egzemplarze mojej nikomu nieznanej książki.

Lada w księgarni

Zauważyłem, że ktoś mi się przygląda. Mężczyzna w przemoczonym zielonym trenczu stał nieco z boku i uważnie śledził każdy mój ruch.

Kilka minut później podszedł do mnie i – bardzo starannie artykułując każde słowo – powiedział: „Mnich, który sprzedał swoje ferrari. Cóż za ciekawy tytuł. Niech mi pan o sobie opowie”.

Wyjaśniłem, że jestem prawnikiem, że przez lata zmagałem się z frustracją i nie mogłem zaznać szczęścia, ponieważ nie żyłem w zgodzie z samym sobą. Opowiedziałem, jak odkryłem kilka różnych sposobów na to, aby bardziej cieszyć się życiem, nabrać pewności siebie, skuteczniej działać i zapewnić sobie większe bogactwo doświadczeń. Powiedziałem, że chciałbym dotrzeć z moją książką do jak najszerszego grona odbiorców. I że chciałbym służyć społeczeństwu najlepiej, jak potrafię. Wspomniałem, że druk książki zleciłem w całodobowym punkcie ksero i że w trakcie realizacji mojego projektu nieraz już zetknąłem się z drwiną, krytyką i lekceważeniem.

Mężczyzna spojrzał na mnie i przez moment bacznie mi się przyglądał. Milczał przez chwilę, która zdawała się trwać całą wieczność. Potem zaś wyjął portfel i podał mi wizytówkę. Widniał na niej napis: Edward Carson. Prezes. HarperCollins Publishers.

Zbieg okoliczności to chyba taki znak od losu, prawda?

Trzy tygodnie później wydawnictwo HarperCollins kupiło globalne prawa do mojej książki. Za siedem i pół tysiąca dolarów.

Mnich, który sprzedał swoje ferrari trafił na listę bestsellerów wszech czasów i pomógł milionom dobrych ludzi z całego świata.

Na zakończenie tego rozdziału chciałbym cię zachęcić, abyś zaczął poważnie traktować wartościowe ambicje, które drzemią gdzieś w twoim sercu i czekają na swój czas. Zastanów się, czy aby nie mógłbyś przysłużyć się drugiemu człowiekowi tak, jak to swego czasu uczyniła Cora Greenaway. Czy nie zdołałbyś sprawić, aby ludzie czuli się w twoim towarzystwie odważniejsi? Zachęcam cię do poznania strachu, który cię zniewala, przekraczania granic, które dotychczas wydawały ci się nie do ruszenia, i refleksji nad krzywdami z przeszłości, które cię dotąd zniechęcały do działania. Możesz się wznieść ponad to wszystko!

Ten dzień to nowe otwarcie. Nasz świat z niecierpliwością wyczekuje twojego codziennego bohaterstwa.

------------------------------------------------------------------------

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

------------------------------------------------------------------------
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: