-
nowość
-
promocja
Martwy Zachód - ebook
Martwy Zachód - ebook
Esau Ast – pokerzysta i włóczęga. Miłośnik książek, których całe skrzynie wozi ze sobą na wozie ciągniętym przez ulubionego konia, Miśka. Na wozie tym podróżuje również ukochana żona Asta, Emma. Przemierzają prerie i góry, czasem sami, czasem w towarzystwie zaprzyjaźnionych Indian. Po drodze spotykają mityczne stworzenia, martwych prezydentów i owianych legendą banitów, ludzi uzależnionych od czytania, umysłowo chorych, szalonych kapeluszników i nie mniej szalonych naukowców.
Czy z takim bohaterem, w świecie którego baśń, koszmar i rzeczywistość tworzą jedno, może być nudno? Oczywiście - nie. Czy będzie ponuro i mrocznie? No pewnie. Czy będzie się z czego pośmiać? Owszem, choć bardziej szczękać zębami.
[…] ujmująco paradoksalna: pełna palącego słońca, ale mroczna; dusząca zawieszonym w powietrzu pyłem, ale przejrzysta; czerpiąca garściami z wielu tradycji literackich i tekstów źródłowych, ale stojąca pewnie na własnych nogach. […] Daje dużo bezpretensjonalnej rozrywki […]
Wojciech Gunia
Zakurzony Dziki Zachód, stare opowieści Indian, mroczne cienie bogów przemykających po preriach, czających się tam, gdzie koła pociągów przestają stukać po szynach. Jeśli wyobrażacie sobie, że pierwotna Ameryka, ta stara Ameryka, kryła zagadki starsze niż ludzkość, to musicie sięgnąć po "Martwy Zachód" i zmierzyć Waszą wyobraźnię z Nienazwanym.
Jarosław Klonowski
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Fantasy |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-66767-95-9 |
| Rozmiar pliku: | 1,7 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Martwy Zachód, żywa wyobraźnia
Niniejszy tekst, chociaż składający się z kilku opowiadań, tworzy jednolitą historię – dzieje, a przynajmniej fragmenty dziejów jednego bohatera. Sytuuje się on w rzadko spotykanej w Polsce konwencji „weird westernu” – pomieszania, zdawałoby się, niemożliwego: fantastyki grozy spod znaku dziwności, eksplorującej niesamowitość wynikającą z braku jakiejkolwiek ontologicznej i aksjologicznej pewności wobec świata, i westernu – konwencji powszechnie kojarzonej jako pole literatury czysto przygodowej, opartej na oczywistych podziałach moralnych.
W Martwym Zachodzie nic nie jest, na szczęście, oczywiste. Zbiór przedstawia spójną światotwórczo wizję, osadzoną na spalonych słońcem pustkowiach i rozległych preriach, na których od czasu do czasu trafić można na jakieś zapomniane przez wszystkich bogów miasteczko. Sceneria ta staje się areną zmagań, których spektrum rozciąga się między zupełnie realistycznym przedstawieniem ludzkich konfliktów w dość trudnych warunkach bytowych, legendami wywiedzionymi z folkloru ludności rdzennej Ameryki Północnej po zupełnie surrealistyczne odloty koncepcyjne, których kontrast z surowym światem przedstawionym jest źródłem zaskoczenia i ogromnej czytelniczej przyjemności.
Tekst Wojnowskiego świadczy o kilku rzeczach: o wyrazistej, oryginalnej wizji, jaką ten młody pisarz ma wobec swojej twórczości, oraz – co równie ważne – o dojrzałym warsztacie, który w ramach krótkiej formy pozwala zbudować kompletne, wiarygodne fabuły napędzane akcją, którą chce się śledzić, zasiedlone postaciami, w które się wierzy, które chce się poznawać i obserwować ich rozwój, szczególnie w przypadku głównego bohatera Esau Asta, spinającego swoją osobą wszystkie opowieści. Dzięki temu prostemu zabiegowi Martwy Zachód, choć zawierający niezależne fabuły, czyta się jak powieść.
Książka jest ujmująco paradoksalna: pełna palącego słońca, ale mroczna; dusząca zawieszonym w powietrzu pyłem, ale przejrzysta; czerpiąca garściami z wielu tradycji literackich i tekstów źródłowych, ale stojąca pewnie na własnych nogach. Daje dużo bezpretensjonalnej rozrywki, a po jej przeczytaniu zostaje trudny do usunięcia ślad – jakby ciężar napędzających fabuły dylematów moralnych odciskał się na Czytelniku, a zawiesisty klimat oklejał go szczelnie, niczym drobny, wżerający się w skórę pył pustyni.
Wojciech GuniaProlog
– Pan żeś mówił, że go znał.
– Nie.
– To w końcu jak?
– Ja go tylko spotkałem. Znaczy… no tak.
– To jeszcze raz, jak miał na imię?
– Jedni mówili, że to Esau Ast. Inni… w ogóle jakoś nie mówili. Może z szacunku.
– A nie ze strachu?
– Albo i tak, bo wiesz: śmierć to marny sposób na życie.
– Hah, dobre. A kim on tak naprawdę był, może pan coś o tym…?
– Kimś, kto zawsze był pomiędzy.
– Między czym?
– A to już zależy i od wiatru, i od dnia.
– Pan tak na poważnie?
– Czasem kroczył między grzechem a łaską. Innym razem między czasem a przestrzenią. A czasem między życiem a czymś, co tylko tak wyglądało… jak życie.
– To hazardzista był, nie?
– Tak też mówią.
– A to nieprawda niby, psze pana?
– Cóż, podobno nie grał wyłącznie dla pieniędzy. Karty były dla niego językiem.
– Ach tak? To niech pan powie, co takiego mówiły?
– Że świat jest miejscem, z którym nie da się wygrać.
– Cokolwiek to znaczy.
– Jakby to powiedzieć… Koniec końców zawsze przegrywamy, tracąc wraz z czasem wszystko: znajomych, rodzinę, miłość, pieniądze, włosy, zęby, a potem samych siebie. Chociaż… niekoniecznie w tej kolejności.
– I co się z nim stało, z tym Astem?
– Nic, co dałoby się zamknąć w jednym zdaniu.
– Może pan spróbować.
– Mogę.
– Ale?
– Lepiej, jak posłuchasz dłużej niż chwilę. Chociaż… nie wiem, czy tyle w siodle wysiedzisz.
– Niech będzie, wysiedzę.
– Bo wiesz, wszystkie te historie, że tak powiem, mają w sobie jego cień.
– Znaczy, że nie są prawdziwe, psze pana?
– Ha, ha.
– No co? Co pan taki?
– Na pewno nie są mniej prawdziwe niż te cienie, niż to wszystko, co mamy tu, o, przed sobą.