-
nowość
Mateo i Wyprawa po Cichą Odwagę - ebook
Mateo i Wyprawa po Cichą Odwagę - ebook
Trzynastoletni Mateo nauczył się grać rolę „prawdziwego faceta”, która pozwala mu czuć się bezpiecznie: głośne żarty, lekceważenie uczuć i unikanie wszystkiego, co mogłoby zostać uznane za „miękkie”. Gdy Mateo zaczyna eksperymentować z cichszymi, bardziej szczerymi wyborami – dzieli się prawdziwym zmartwieniem z Avą, szkicuje w pracowni plastycznej, nosi kolorowy szalik, który sam wybrał – napotyka na drobne, ale bolesne przeszkody: kilku kolegów dokucza mu, a chwila z tatą zamiast pocieszenia przynosi mu niezręczność. Mateo wygłasza krótki, szczery monolog o momencie, w którym próbował być odważny w sposób, który nie pasował do odwagi innych chłopców. Brawa są prawdziwe, ale ważniejsza jest liczba uczniów, którzy podchodzą do niego po występie, mówiąc, że poczuli się zrozumiani. Opowieść kończy się tym, że Mateo rozumie, iż odwaga to także łagodność, a bycie sobą zaprasza do głębszych przyjaźni i szacunku – takiego, na który się zasługuje, a nie którego się domaga.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Dzieci 6-12 |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| Rozmiar pliku: | 9,6 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Mateo szeroko się uśmiechnął, oparty o swoją niebieską szafkę, a żarty sypały się z jego ust jeszcze przed pierwszą lekcją. Wszyscy dookoła śmiali się lub szturchali go w ramię, nazywając go klasowym błaznem. Ale pod tym promiennym uśmiechem czuł ścisk w piersi, a jego uśmiech wydawał się naciągnięty, jakby podtrzymywał namalowaną maskę, której nikt inny nie widział.
Nikt nie widział, jak uśmiech Matea gasł w chwili, gdy odwracał się od przyjaciół. W szkole wszyscy spodziewali się, że Mateo będzie głośny — zawsze gotowy do żartu czy opowieści, nigdy nie pozwalający, by cisza stała się niezręczna. Nawet nauczyciele liczyli na jego humor, by przełamać monotonię lekcji, a przyjaciele czerpali z jego energii jak z tarczy przed nudą i stresem. Głośność wydawała się bezpieczniejsza niż cisza w rozbrzmiewających korytarzach. Nie musiał dzielić się prawdziwymi myślami, które kłębiły się w jego głowie. Gdyby przestał „grać” — gdyby pozwolił, by pauzy po żarcie trwały zbyt długo — Mateo martwił się, że po prostu zniknie w szczelinach między szafkami. Nauczył się wypełniać każdą chwilę śmiechem, zanim ktoś zauważy nieśmiałe myśli, które kuliły się w jego piersi. Ale ostatnio policzki bolały go jeszcze przed rozpoczęciem lekcji wychowawczej, a każdy wymuszony uśmiech męczył go bardziej niż poprzedniego dnia. Jego prawdziwy głos — ten cichy, który szeptem zapisywał wiersze w pustym zeszycie o północy — zawsze pozostawał ukryty, ściśnięty, mały i cienki, w kącikach jego serca. Ten głos, myślał Mateo, miał pozostać sekretem, i nie był pewien, jak pozwolić mu wyjść, nie niszcząc wszystkiego, co ludzie w nim lubili.
Po ostatnim dzwonku Mateo wślizgnął się do sali kółka literackiego. Przesunął kciukiem po zużytych brzegach swojego zielonego zeszytu, przekraczając próg. W środku biurka były zsunęte, tworząc szeroki krąg, a tablica już była oblepiona karteczkami samoprzylepnymi i w połowie wytartymi cytatami z zeszłotygodniowego spotkania. Złociste promienie słońca oblewały drewniane listwy, ogrzewając ścianę i przeganiając resztki chłodu z korytarza. Przez chwilę świat zdawał się mniejszy i cichszy – jakby ktoś ściszył dźwięk tylko dla niego. Mateo zawsze siadał przy oknie, na tyle blisko słońca, by móc bazgrać spirale na marginesach zeszytu, nie zwracając niczyjej uwagi, ale wystarczająco daleko od tablicy, by móc zatopić się w myślach, jeśli tego potrzebował. Wepchnął plecak pod krzesło, a serce zaczęło bić wolniej, gdy znajomy rozgardiasz pokoju kółka otoczył go. Tutaj cisza nie była tak straszna. Tutaj wydawało się możliwe, że ktoś mógłby się przejmować tymi cichymi sprawami, które ukrywał między stronami zeszytu, nawet jeśli nigdy nie udało mu się wypowiedzieć ich na głos.