Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Matka Polka - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
4 października 2026
22,00 zł
2200 pkt
punktów Virtualo

Matka Polka - ebook

Czy można kochać kogoś i jednocześnie nigdy naprawdę go nie zobaczyć? Adam ma trzydzieści trzy lata, jest gejem i mieszka w Londynie, gdzie próbuje zbudować życie z dala od rodzinnego domu. Jego matka została w Polsce, ze swoimi wspomnieniami, poczuciem krzywdy i przekonaniem, że zrobiła dla dzieci wszystko, co mogła. Dzielą ich kilometry i dwie zupełnie różne opowieści o tej samej rodzinie. Dla niej dom jest miejscem, do którego syn zawsze może wrócić. Dla niego – przestrzenią wspomnień, od których od dawna próbuje się uwolnić. Między ich głosami mieszczą się rzeczy, o których w rodzinach mówi się najtrudniej: samotność, wstyd, niespełnione oczekiwania, potrzeba akceptacji i miłość, która nie zawsze dociera do drugiego człowieka w takiej formie, w jakiej została ofiarowana. I czy można przebaczyć komuś, kto nigdy o to nie prosił? A może nie istnieje jedna prawda? Być może istnieją tylko historie, które opowiadamy o sobie nawzajem?

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Obyczajowe
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
Rozmiar pliku: 799 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WIARA

– Synku, czemu się nie odzywasz? Dlaczego nie dzwonisz tyle czasu? Masz jakieś kłopoty? Przecież wiesz, że zawsze możesz na nas liczyć. Na Kamilkę i na babcię, a na mnie… to wiesz. Zawsze ci pomożemy. Czekamy na telefon! Nigdy się nie poddamy, będziemy o ciebie walczyli. Nie ma cię tutaj, ale wydaje mi się, że jesteś, że nadal z nami mieszkasz, że za chwilę wejdziesz, wrócisz z pieskiem. Tak mi ciebie brakuje i nieustannie myślę o tobie. Tylko razem może nam się udać. Adaś, ja wiem, że ty o nas myślisz. Ja wiem, że ci ciężko, że musisz dużo pracować, żeby zarobić. Że chcesz tylko trochę tam popracować, ale wrócisz, wybudujesz dom, ożenisz się. Że już niedługo będę mogła zająć się wnukami. Że tęsknisz. Ale ja też tęsknię! I to bardziej! Cały czas czekam na ciebie. Codziennie myślę o tobie: jak sobie radzisz, jak się czujesz, co się dzieje u ciebie. Ja bym chciała, żebyś pamiętał, że masz dom, w którym cię kochają i myślą o tobie. Nawet jak ci się nie uda na własny dom zarobić, możesz wrócić tutaj. Przecież się pomieścimy. Tu jest dużo miejsca, dwa pokoje stoją wolne, a wkrótce będą trzy, bo Kamilka się wyprowadzi do narzeczonego. To nie zapominaj, że masz dom, do którego możesz wrócić. Że wszyscy na ciebie czekamy. Że bardzo cię kochamy. Pamiętaj, masz dom! Dom, w którym rodzina czeka na ciebie! A ty się włóczysz po obcych… Po co? Powiedz szczerze: po ci był ten wyjazd? Musiałeś jechać? Więcej tam zarobisz, tak? Może, ale co z tego, jak matka w domu płacze? Ja cały czas płaczę za tobą! Babka też cały czas o ciebie pyta. Kiedy wrócisz? Siedzisz w tej Anglii i po co? Marnujesz tylko czas! Zawsze byłeś taki mądry. Babka mówiła, że jesteś taki bystry. Świetnie się uczyłeś. Myśmy z tatą płacili na naukę, na studia. Tyle pieniędzy poszło! A teraz co? Jesteś daleko, nawet cię nie widujemy. Siedzisz tam sam jak palec. I po co te studia były? Teraz i tak w zawodzie nie pracujesz. Robisz byle co, zaharowujesz się. Nie możesz się tak przemęczać. Musisz dbać o siebie. Jadłeś obiad dzisiaj? Jak tak, to dobrze. Bardzo za tobą tęsknimy.

W dzieciństwie myślałem, że może kiedyś ktoś przyjdzie i powie, że to jednak pomyłka, że zamieniono mnie w szpitalu i że moja prawdziwa rodzina mieszka gdzieś indziej i na mnie czeka. Naprawdę w to wierzyłem. Byłem wtedy bardzo mały. Wiem, to głupie z mojej strony, ale bardzo chciałem, żeby ktoś w końcu przyszedł. Oczywiście, tak się nigdy nie stało. Dlatego tutaj jestem. To znaczy, jasne, jestem tu, bo było, jak było. Trochę sobie z tym nie radzę, a chciałbym, żeby już było dobrze. Wcześniej, właściwie zawsze, myślałem, że jak wyjadę – im dalej, tym lepiej – to będzie dobrze i jakoś się ułoży. Że matka trochę się uspokoi po śmierci ojca, zajmie się domem i babcią. Jakoś to będzie. Tak do końca to się nie ułożyło. Często do mnie dzwoni. Boję się tych połączeń. Łapię się na tym, że nawet nie sprawdzam, kto dzwoni, tylko wyciszam telefon. A potem sprawdzam: piętnaście nieodebranych połączeń i robi się jeszcze gorzej. Wtedy mnie pyta, co się ze mną działo. Czemu nie odbieram? Czemu nie chcę prowadzić rozmów, które nic nie wnoszą. Chciałbym ją zapytać o wiele spraw z przeszłości, o których teraz myślę i które nieustannie mnie dręczą. Ale mama nigdy do tego nie wraca. Temat tego, co wydarzyło się kiedyś, nie istnieje. Opowiada o tym, co słychać u znajomych, u sąsiadów, u siostry, ale nigdy o tym, co chciałbym usłyszeć. Woli skupiać się na codzienności, niż choćby próbować jakoś wyjaśnić przeszłość. To dlatego rzadko jej słucham, a ją na szczęście zadowala prowadzenie monologów. W zupełności wystarcza jej moja iluzoryczna obecność, którą potwierdzam rytmicznym przytakiwaniem. Szkoda, że mnie nie. Z tego powodu nie znoszę tych rozmów – bo podczas nich czuję nieskończoną tęsknotę za mamą, której nigdy nie miałem.

– Słuchaj, dzwoniłam do ciebie, bo bardzo się zdenerwowałam. Mógłbyś czasami odbierać telefon? Przecież to może być coś ważnego. Mogłam się źle poczuć albo zasłabnąć, albo babce mogło się coś stać…? Nie możesz tak nie odbierać, jak dzwonię! A chciałam porozmawiać, bo panią Bożenę pogotowie zabrało. Nie wiesz, o kogo chodzi? No tę, taką starszą, mieszka dwa domy dalej. Podobno wyskoczyła do sąsiada z pięściami. Nie wiem, o co poszło, ale już wcześniej była taka dziwna, odkąd dzieci się wyprowadziły i sama zamieszkała. No nie wiem, co się stało, ale podobno właśnie próbowała pobić sąsiada i strasznie go wyzywała. Mówią, że zwariowała, ale ona mi się nigdy nie podobała. Zawsze tak dziwnie patrzyła, chowała się po kątach. Nie śmiej się ze mnie, ale czasami to myślałam, że mnie próbuje przekląć. Wiem, to głupoty. I podobno przyszedł sąsiad, zapytał ją o coś, a ta go zaczęła okładać. On uciekł do domu i zadzwonił na policję. A jak przyjechało pogotowie, to dali jej coś na uspokojenie i zabrali. Szkoda kobiety, ale może i lepiej – jak dojdzie do siebie, to już innym nie będzie nieprzyjemności robić.

Na początku miałem mnóstwo obaw, żeby z kimś porozmawiać o moich problemach. Skonsultować się ze specjalistą, że tak to eufemistycznie ujmę. Oczywiście, że chodziło o to, że nie jestem wariatem, i też o to, że poradzę sobie sam. Nie potrzebuję niczyjej pomocy – przecież już tyle lat sobie świetnie radzę. Ale okazało się, że sobie nie radzę. Miałem wrażenie, że życie wyślizguje mi się z rąk. Albo inaczej: że tracę kontakt z rzeczywistością. Dlatego zacząłem się zastanawiać nad psychoterapią. Nie sądziłem, właściwie dalej nie sądzę, że to naprawdę pomocne. Czy to, że się porozmawia o problemie, może pomóc w jego rozwiązaniu? Wtedy jeszcze nie wiedziałem, na czym on polega. Jednak jak już trochę doczytałem i moje nastawienie nieco się zmieniło, przestałem podchodzić do tematu tak sceptycznie. Jednak wciąż obawiam się etykiety szaleńca. No tak, niby jestem wykształcony i czytałem Foucaulta, a nawet mnie przeraża szaleństwo. Mam w sobie całą tę pogardę, którą pozornie zdrowy umysł żywi dla chaotycznego szału wariatów. Tak, wydaje mi się, że mało kto umie podejść z prawdziwą empatią do choroby psychicznej. Prawdziwą. Nie tyle że nieudawaną, ale też niezakłamaną. Bez romantycznej idealizacji samotnego, nadwrażliwego geniusza, którego choroba skazuje na cierpienie. I bez strachu, bez uprzedzeń. Ale też nie sądzę, żeby osoby chore psychicznie można było sprowadzić do wspólnego mianownika, powiedzieć, że wszystkie są jakieś… Myślę, że po pierwsze, na poziomie emocjonalnym jesteśmy, zdrowi czy chorzy, tacy sami, a po drugie, środowisko, z którego się wywodzimy, i przeżyte doświadczenia różnie kształtują ludzką osobowość. Przepraszam, że się na tym tyle skupiam, ale to strach, który teraz odczuwam. Boję się, że zwariuję! A może już zwariowałem? Właściwie przeszłość wydaje mi się nierealna. Nie mam pewności, czy naprawdę przeżyłem to, co opowiadam. A może to wymyśliłem, bo po prostu jestem niewdzięczny? Nie umiem docenić tego, co mi ofiarowano? Zawsze, w ciągu całego życia, odczuwałem pewien niedosyt. Może jakiś deficyt? Być może objawia się on właśnie teraz? Że nie czuję się szczęśliwy, chociaż powinienem. Mam ogromny żal, że tyle mi się nie udało, a teraz w dalszym ciągu zawodzę najbliższych. Tak jakbym nie potrafił się dopasować, jakbym wciąż nie był wystarczająco dobry. Nie wiem, może przez całe życie śniłem? Teraz czuję, jak budzę się z długiego, bardzo długiego snu. Sam nie wiem, czy budzę się z koszmaru, czy budzę się do nowego życia. Na ile jest możliwe, abym jeszcze przeżył coś nowego? Abym odzyskał szczęście? Tak, nie tracę nadziei, przynajmniej staram się jej nie stracić, bo gdybym jej nie miał, co by mi pozostało? Jak wtedy mógłbym umotywować swoje dalsze istnienie?

– Adasiu? A jak tam ci idzie w pracy? Bo wiesz, martwię się trochę. Kamilka ostatnio nic nie może znaleźć. Tak, ja wiem dobrze, co ty o niej myślisz. Ale ona naprawdę się stara! I świetnie jej teraz szło. Nawet babcia pożyczyła jej trochę pieniędzy na start, ale wiesz, że trudno się przebić. Tym razem ona naprawdę próbowała i to nie jej wina, że znowu nie wyszło. Wierz mi, na początku dobrze sobie radziła, ale po kilku miesiącach się posypało. Oj, nie wiem dokładnie, jakiś sklep internetowy czy coś. I teraz znów jest ciężko. Tak że Kamila teraz czegoś szuka, ale nie idzie jej za dobrze. Szczególnie tak jak my, gdy nie znamy nikogo, kogo trzeba. Nikt ze znajomych nie może nam pomóc. Wiesz, jak to jest, niby mamy rodzinę i przyjaciół, ale jak coś, to nie ma na kogo liczyć. To może byś pomógł Kamilce? Wiesz, że ona jest zdolna i zna angielski. Na pewno szybko coś znajdzie. To tylko na wakacje, po obronie. Albo może ty byś jej coś znalazł, a ona by tylko dojechała, popracowała troszkę i wróciła? No wiem, że ostatnio to nie wypaliło, ale sam mówiłeś, że to była bardzo ciężka praca. A Kamila mówiła, że z szefem trudno się było dogadać. Sam wiesz, jak to w obcym kraju, na emigracji… Nie jesteś u siebie, to tobą pomiatają. Zresztą ona się bardzo zmieniła, naprawdę, sam się przekonasz. Inaczej już mówi niż kiedyś. Zrozumiała, że źle robiła. Tak że ja bym bardzo chciała, żebyś jej pomógł trochę, chociaż tak na początek. Tak, ty miałeś ciężko na starcie i sam do wszystkiego doszedłeś, to mógłbyś też siostrze pomóc. Pamiętaj, co ci zawsze powtarzałam: kiedyś nas zabraknie i sami zostaniecie na świecie, to musicie sobie pomagać. A teraz sam widzisz, ojca już nie ma, więc kto Kamilce został? Bądźże pomocny choć trochę. Siostrze chyba nie pozwolisz się błąkać gdzieś po obcym kraju? Nie miałbyś serca. No, rozejrzyj się przynajmniej, popytaj. To… czekamy na wiadomość.

Mieszkam w Anglii od trzech lat. W Londynie. Jest dobrze, chociaż żałuję, że nie udało mi się uciec dalej. Myślałem też o Stanach, ale jednak trudno się tam gdzieś zaczepić. Przynajmniej ja nic nie znalazłem. Może też za bardzo nie szukałem, bo bardzo zależało mi na czasie? Po śmierci ojca myślałem tylko, żeby wyjechać stamtąd jak najdalej. Myślę, że stanęło na Londynie, bo tutaj nie mieszkał nikt z rodziny, a w Stanach siostra ojca. Nie wiem nawet, jak ona teraz wygląda, ale sama myśl, że mógłbym minąć się z nią na ulicy, całkowicie mnie paraliżuje. Czego się obawiam? Że zacząłbym z nią rozmawiać i nagle zobaczyłbym w jej oczach ducha swojego ojca… Boję się, że byłaby do niego podobna; że tak samo zacisnęłaby usta, gdybym powiedział coś nieodpowiedniego. Co? Nie wiem, w przypadku taty nigdy nie wiedziałem, jak zareaguje na to, co mówię. Zdarzyła się raz taka sytuacja, że zażartowałem coś o którymś z jego kolegów, a on zamachnął się i uderzył mnie otwartą dłonią prosto w twarz. To nie był może udany żart i mogłem się powstrzymać od wygłupów, ale naprawdę… Nie spodziewałem się tego, chociaż może powinienem. No tak, trudno mi się nie obwiniać. Cały czas myślę, że cokolwiek się wydarzyło, to moja wina. Że gdybym powiedział coś innego albo z kolei milczał, nasza rodzina wyglądałaby tak, jak trzeba. Mówiłem o oczach ojca, o tym, jak na mnie czasami patrzył. Powiem szczerze, że do tej pory czuję na sobie jego spojrzenie. Czuję, że nie pochwala ani tego, kim jestem, ani tego, jak żyję. Bardzo chciałbym się z tym uporać, ale boję się, że sam nie dam rady. Myślę, że skoro przez trzydzieści trzy lata mi się nie udało, to już się nie uda. Tak… Sądzę, że dość rozpaczliwie poszukuję pomocy. Wkrótce chyba przestanę dawać sobie radę. Na początku wydawało mi się, że jak wyjadę, to będę daleko od tego wszystkiego. Teraz już wiem, że nie potrafię uciec od tego pełnego nienawiści karzącego spojrzenia, które sprawiało, że czasami chciało mi się wyć z rozpaczy. Nie wiem… Jak to możliwe?

– Tak, synku kochany, u nas dobrze. Tak, u Kamilki też. Ja nie wiem, czemu ty o to pytasz. Przecież wiesz, że ona sobie świetnie radzi. Taka mądra… Jestem dumna z córeczki. Broni się już niebawem, a potem doktorat planuje. Tak, z prawa karnego. Ja to w ogóle nie rozumiem, czym ona się zajmuje. Jak opowiada o swoich planach, to nie wiem, co powiedzieć, taka niemądra się czuję. Żałuję, że się nie uczyłam tyle, co ona, mogłabym jej coś pomóc, doradzić. A tak, to co? Nawet jak sobie myślę o jej obronie… Pojadę tam i co? Tylko wstyd bym jej przyniosła. Tam sami profesorowie, mądrzy ludzie, a ja jestem prosta kobieta. Studia skończyłam, ale nie przykładałam się aż tak. Nie zależało mi. Zresztą już przecież z ojcem byłam, to inne rzeczy miałam w głowie. Myślałam, żeby rodzinę zakładać, dzieci mieć, a nie w książkach siedzieć. No nie lubiłam tego, a to trzeba lubić. Dlatego tak Kamilkę podziwiam, że taka wyjątkowa. A ty nie chcesz na jakieś studia jeszcze pójść? Wiem, że skończyłeś, ale coś dodatkowo? Bo jednak to tylko filologia, a to by ci w pracy może pomogło, jakbyś miał jakiś dyplom solidniejszy? No wiesz, poważniejszy taki. A tak w ogóle, jak ci w pracy idzie? Dobrze? To dobrze, bo wiesz, może byś nam coś przysłał? Głodem nie przymieramy, ale zawsze grosz jakiś się przyda. Jakbyś dzisiaj przelew puścił, to jutro już by doszedł. Dziękujemy ci bardzo! Jak to za co? Że tak o nas myślisz. Kochany jesteś!

Jakie mam wykształcenie? Wyższe. Skończyłem anglistykę i stąd ta Anglia. Dobrze mówię po angielsku, akcent mam, ale całkiem nieźle mi idzie. Trochę słychać, że jestem ze słowiańskiego kraju, ale kto na to teraz zwraca uwagę? Mówią, że angielski to taka współczesna lingua latina. Wszyscy mówią po angielsku i nikt się akcentem nie przejmuje. A pracę mam dobrą. Nieźle zarabiam, nawet nie jak na emigranta, tylko w ogóle jak na warunki tutaj. I mam tak zwaną perspektywę rozwoju zawodowego, bo w pracy mnie chwalą. Zresztą czasami aż trudno mi w to uwierzyć, że tak dobrze sobie radzę. Matka mnie zawsze pytała: po co ja się uczę tego angielskiego? Mówiła, że z tego pieniędzy nie będzie. A tu? Proszę! Są! I to jakie?! Mam jeszcze matkę. Ojca już nie. Zmarł niedawno. To po jego śmierci wyjechałem. I siostrę mam, Kamilę. Młodszą, kończy prawo, ale potem chyba planuje doktorat. Nie, nie mamy dobrego kontaktu, ale to kiedyś opowiem. To ona była córeczką tatusia. I mamusi też, perfekcyjna córka. A ja niestety na tym tle wypadałem gorszy, niedoskonały. Chociaż teraz chyba nie jest aż tak dobrze. Matka ciągle prosi o pieniądze, a przecież jest dorosła i pracuje. Mieszka sama, ale babcia, to znaczy jej mama, dwie ulice dalej. I Kamila pomieszkuje częściowo u matki, a częściowo na studiach. Babcia już dawno na emeryturze, pieniądze ma po dziadku. Matka to nie wiem, ile zarabia, ale na urzędniczej pensji różowo nie jest. A Kamila czasem coś dorobi, ale nie za dużo, bo skupia się na nauce. Tak matka mówi. No nie wiem… Ja dorabiałem cały czas na studiach. Musiałem, bo rodzice mi dużo nie dawali. Ale filologia to nie prawo. Na prawo nie chciałem pójść, choć się dostałem, ale nikomu się nie przyznałem. Nie mam głowy do takiej pamięciówki. Za to zawsze lubiłem się uczyć języków i teraz mi się to przydaje. Zastanawiam się nad nauką jakiegoś nowego języka. W końcu to atut na rynku pracy. No tak, muszę myśleć w tej perspektywie, bo nikt mi nie pomoże, jakby mi się noga powinęła. Mówią, że Londyn to najdroższe miasto do życia, a jestem tutaj całkiem sam. Gdybym stracił pracę, muszę wracać do Polski, do domu. Zresztą nie wiem, czy do domu. Tak się tylko mówi.

– Kamila cały czas zajęta. W kółko jakieś spotkania. Bardzo się zaangażowała w działalność tutaj, na miejscu. Ty też byś się przydał, jakbyś wrócił. Mógłbyś jej pomóc! Jej jest bardzo ciężko się przebić. Teraz wszędzie patrzą na studia, na papierki, a ona zawsze była taka zdolna. Nie skończyła jeszcze studiów, ale prawda taka, że ona mądrzejsza niż ci wszyscy tutaj razem wzięci. Jak ona dobrze mówi! Zawsze tak było! Jak czasem coś powie, to w ogóle nie wiadomo, co odpowiedzieć. Ja studia skończyłam, a czasem mnie zagnie, to co dopiero takich, co studiów w ogóle nie mają? A są tacy i nawet nieźle sobie radzą. A że ona papierka nie ma, to co z tego? A babka to już w ogóle. Ona jej wcale nie rozumie. Myślę, że Kamilka dla niej za mądra. Wiesz, babcia jest taka prosta. Co ona tam wie o świecie? Nigdzie nie była, co najwyżej w Krakowie parę razy. Z dziadkiem Kamilka się lepiej dogadywała, bo mieli wspólne tematy. Mogli sobie porozmawiać o polityce, bo Kamilka lubiła politykę. Z ojcem też dużo o tym gadała. A ojciec lubił też motoryzację… Znał się na samochodach. Tyle razy naszego Malucha naprawiał, że znał go lepiej niż ci, co go produkowali. Kamilka mu zresztą pomagała, pamiętasz? Chociaż dziewczynka. Razem sobie siedzieli w garażu. Cieszyłam się, że mają taką więź. I ona teraz nie bardzo z babcią rozmawia. Bo babka jest mściwa i bardzo pamiętliwa, to jej wypomina różne rzeczy. Tak, wiem, że Kamilka się czasem źle zachowywała i kłóciła z dziadkami czy ze mną, ale po co o tym pamiętać? Myślę, że lepiej żyć tym, co dzisiaj. Zawsze tak mówiłam, że ważne to, co tu i teraz, a matka nie może długo gniewać się na swoje dziecko. I na Kamilkę się też nie obrażałam na długo, chociaż mówiła mi nieraz przykre rzeczy. Na ciebie też się nie gniewam, że wyjechałeś i nas zostawiłeś samych, ale mam o to żal. Tak, mam, bo musimy się sami borykać. Wiem, że czasem coś kupisz do domu albo przyślesz pieniądze, ale to nie to samo, co być na miejscu. Mówiłeś, że jesteś dorosły, że masz swoje życie, ale dorosłe życie nie polega na tym, że się matkę samą zostawia. Powinieneś mi pomagać, żeby mi w życiu było lżej, a nie ciężej. Pamiętaj: matkę trzeba szanować!

Nie pamiętam, jak się urodziła Kamila. Dopiero potem, gdy rosła i babcia od strony matki mówiła, że dobrze, że zdecydowali się na drugie dziecko, bo pierwsze to im nie wyszło. To o mnie. Nie wiem, dlaczego mnie nie lubiła ani nie lubi, bo przy niej starałem się być grzeczny. Właściwie nie tylko przy niej, bo ogólnie byłem grzecznym dzieckiem, spokojnym. Pamiętam, że głównie siedziałem i coś sobie czytałem albo rysowałem. Lubiłem rysować. Nawet kiedyś pani chciała wziąć moją pracę na konkurs. Nic wielkiego, konkurs w szkole. Chciałem poprawić rysunek w domu. Pochwaliłem się rodzicom, bo myślałem, że się ucieszą, że w końcu coś ze mnie mają. Ale powiedzieli, żebym dał rysunek Kamili, bo ona dużo ładniej rysuje, jak to dziewczynka. To oddałem jej rysunek i odpuściłem sobie ten konkurs. Zresztą, odpuściłem sobie konkursy i ogólnie wszystko. Nie wiem, dlaczego zawsze miałem wrażenie, że rodzice, szczególnie tata, wolą Kamilę. Starałem się, byłem grzeczny i miałem dobre stopnie, ale to nie pomogło. Teraz myślę, że nie mogło pomóc, bo moja rodzina, to znaczy rodzice i siostra, nigdy mnie nie lubiła. Nie wiem, czy nie wymyślam, ale może wyczuwali jakoś, że jestem inny? Ja czułem się jak podrzutek i oni też podświadomie myśleli, że do nich nie pasuję. Rodzina ze strony mamy też w najlepszym wypadku mnie ignorowała. Za to dziadkowie, rodzice taty, zawsze mnie bronili. Byli moim wsparciem przez całe dzieciństwo, ale czy to dobrze? Bo przez to ojciec jeszcze bardziej mnie nie znosił. Wyśmiewał się, że jestem ich pupilkiem, albo – co gorsza – oskarżał mnie, że trzymam ich stronę, a nie jego, jak powinienem, bo przecież to jego synem jestem, a nie tylko ich wnukiem. I powtarzał, że dziadkowie próbują mnie przekabacić, to znaczy, że przekupują mnie. Z kolei Kamila zwykle wspierała tatę. Nie wiem, czy dobrze na tym wyszła, ale podobno całkowicie się zmieniła.

– Jak tam? Dbasz o siebie? Idzie wiosna, wiesz, jak to jest. Człowiek myśli, że już ciepło, ubierze się za lekko, a potem zaraz katar i, nie daj Boże, coś gorszego. Uważaj na siebie! Pamiętam, jak byłeś mały, bardzo dużo chorowałeś. Co chwila wracałeś z czymś z przedszkola. Bałam się, że w końcu mnie zwolnią, jak ja ciągle na opiece. Raz nawet wylądowałeś w szpitalu, pamiętasz? O, myślałam, że nie będziesz tego pamiętał. Mały jeszcze byłeś. Miałeś ze trzy albo cztery lata. Ale na szczęście wyszedłeś z tego. Bardzo się wtedy baliśmy, co z tobą będzie, jak ty taki chorowity. Zwłaszcza ojciec, że ty taki słabiutki. Ale na szczęście było, minęło, wyszedłeś z tego. W szkole już nie chorowałeś. Nie wiem… Może jeden dzień opuściłeś? No, tak się dobrze uczyłeś i lubiłeś szkołę, prawda? Starałeś się bardzo, nauczyciele cię chwalili. Tak, ojciec powtarzał, że taki bystry jesteś. I dobrze, że już nie chorujesz, bo wiesz, z chorobą to same kłopoty. Ja to musiałam te zwolnienia brać, później się tłumaczyć. Potem to myślę, że nawet mi nie wierzyli, że znowu syn chory. Tak że miałam nieprzyjemności. Ale o dziecko trzeba dbać, zawsze mówiłam. I też myślę, że dziecko ważniejsze niż praca, nie? No to myśl też o tym. Za dużo pracujesz, przemęczasz się, spać potem nie możesz. Powtarzam ci, że te kłopoty z bezsennością to masz od tego. Za bardzo się przejmujesz. Ale to po mnie masz, że taki wrażliwy jesteś. Ja też taka byłam, że za bardzo się przejmowałam. Ciągle się martwiłam, o ciebie, o Kamilkę, o tatę, o dziadków. Dlatego może teraz taka schorowana jestem. Człowiek nie może mieć za dużo zmartwień w życiu.

Tak… To ciekawe, gdy o tym pomyślę. Odnoszę wrażenie, że moi rodzice sądzili, że dziecku wystarczy dach nad głową i cokolwiek do jedzenia, aby żyło sobie szczęśliwie. Myślę, że bardzo by się zdziwili, gdybym kiedykolwiek porozmawiał z nimi tak szczerze jak teraz. Chciałbym im opowiedzieć o swoich odczuciach, które kłębią się we mnie od wczesnego dzieciństwa. Wiem, że to bez sensu. Wiem, że skoro już wtedy zaniedbywali mnie emocjonalnie, to dlaczego potem mieliby się czymkolwiek przejąć? Zresztą nie tylko emocjonalnie. Myślę, że ogólnie nie przejmowali się za bardzo tym, że mają dzieci. Nie pamiętam, żeby brali mnie na zakupy, żebym wybrał sobie coś do ubrania czy jakieś zabawki. Wiem, to były inne czasy, ale i tak czułem, że odstaję od innych dzieci, chociaż wcale nie byliśmy jakoś wyjątkowo niezamożni. Tak samo do lekarza. Już w tamtym czasie miałem problemy ze snem, z bezsennością, ale nie pamiętam, żebyśmy gdzieś z tym poszli. Gdy nie mogłem spać, leżałem tylko i patrzyłem w sufit. Nie mogłem robić nic innego, bo gdy mama mnie na czymś przyłapała, zawsze robiła straszne awantury. Czasami próbowałem coś poczytać z latarką, ale przeważnie się nie udawało. Tak że mogłem tylko leżeć i rozmyślać. A im dłużej myślałem, tym bardziej nie mogłem spać. To wtedy wyobrażałem sobie swoją prawdziwą rodzinę. Zastanawiałem się, jak wyglądają moi rodzice, czy mam rodzeństwo… Wolałem mieć inną siostrę. Wydawało mi się, że byłaby dla mnie milsza. Albo młodszego braciszka. Chciałem też mieć pieska, tak jak w rzeczywistości. I może kotka? Ojciec nie lubił kotów. Mawiał, że są złośliwe. A ja lubiłem zwierzęta i zostało mi to do tej pory. I bardzo chciałem mieszkać w domku, gdzieś blisko zieleni. Tak żeby można pójść z pieskiem na spacer do lasu albo chociaż do parku. Więc tak leżałem i całymi godzinami fantazjowałem sobie o swoim lepszym życiu. Co innego mogłem robić?

– Adaś? A ty pamiętasz, jaki dzisiaj mamy dzień? Tak, rocznica dzisiaj. To aż dziwne, że już tyle lat minęło od jego śmierci. Zawsze myślałam, że to on mnie przeżyje. Jak to się mówi: złego licho nie bierze. A tu widzisz, wzięło i to jeszcze tak wcześnie. Może to i dobrze? Przynajmniej nie chorował długo, nie cierpiał. Nagle odszedł, w spokoju. A ty nie mów już na niego. O zmarłym to tak nie można. Pamiętaj, o zmarłych to albo dobrze, albo wcale. A dla ciebie to wszystko takie proste było i jest, ale życie nie jest takie proste i łatwo się mówi. Ja wtedy myślałam, że nie będę dzieci pozbawiać ojca; że dzieci nie powinny się same wychowywać. No, a jak by to? Poza tym nie wiadomo, co by z nim wtedy było, jakbym odeszła. Czy by sobie sam poradził? Może by się załamał i jeszcze bardziej rozpił? Wiesz, on nie był złym człowiekiem, tylko sobie nie radził z problemami. Też miał ciężkie życie. Jego matka niby taka dobra, a nigdy mnie nie lubiła, ciągle tylko krytykowała. Za co? Za wszystko! Nic jej nie pasowało. Szukała tylko, do czego tu by się można dowalić. Ja też jej nie lubiłam. Tak, ja wiem, że ty wiesz i ty byś sobie poradził, ale najwyraźniej nie jestem taka mądra. Masz swoje życie i co? Też sobie jakoś świetnie nie radzisz. Wciąż nie masz nikogo, a mnie krytykujesz. Bo to się łatwo czyjeś życie urządza. Swoje własne trudniej…
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij