Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Mąż i żona - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
20 stycznia 2026
3200 pkt
punktów Virtualo

Mąż i żona - ebook

Bestsellerowa autorka znowu w Polsce!

Czasami prawda jest równie niszczycielska, jak kłamstwo…

Żona:

Jestem w szpitalu po wypadku samochodowym, a policjanci przeszukują mój dom. Czy znajdą apaszkę, która należała do zamordowanej kobiety o miodowych włosach? Kobiety utrzymującej się z pracy na platformie erotycznej. Tej, która zniszczyła moją rodzinę…

Mąż:

Walczę o życie w szpitalu. Moja żona właśnie rozmawia z policją i oskarża mnie o zamordowanie kobiety o miodowych włosach. Jej zazdrość i podłe kłamstwa mogą zniszczyć mi życie. Jeśli jednak powiem prawdę, policja zacznie grzebać w przeszłości, a to także mnie pogrąży.

Żadne z nich nie mówi całej prawdy. Komu więc uwierzysz?

K.L. Slater - bestsellerowa autorka ponad dwudziestu thrillerów psychologicznych, które sprzedały się w ponad dwóch milionach egzemplarzy na całym świecie. Jej twórczość doceniono także w literaturze dla młodych dorosłych – cztery z jej powieści były nominowane do prestiżowej nagrody Carnegie. Posiada tytuł magistra kreatywnego pisania. Mieszka z mężem w malowniczej wiosce w hrabstwie Nottinghamshire.

Kategoria: Kryminał
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8444-505-1
Rozmiar pliku: 623 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PROLOG

SARAH

PIĘĆ TYGODNI WCZEŚNIEJ

Ten dziwny wieczór zaczął się od internetowej randki z facetem, który się nie zjawił. A potem, kiedy Sarah już miała dać sobie spokój i wyjść, wpadła na kogoś, kogo nie spodziewała się więcej zobaczyć.

Dawne urazy chyba poszły w niepamięć i wieczór upłynął miło na wyjaśnieniach… i obietnicach, z których postanowiła go rozliczyć.

Kiedy się pożegnali, chwiejnie minęła ochroniarzy i wyszła z baru na opustoszałą ulicę. O wiele za dużo wypiła i mimo pewnego niedosytu wiedziała, że nie ma tego złego: jeszcze by się przewróciła albo zwymiotowała na parkiecie i narobiła sobie wstydu.

Znalazła się w modnej enklawie Lace Market, dzielnicy Notthingham. Podziwiała wysokie ceglane budynki z wiktoriańskimi gotyckimi fasadami. Nocą sprawiały wrażenie mrocznych i niebezpiecznych, górując nad nią w ciemności i potęgując uczucie klaustrofobii. Pospieszyła Stoney Street ku znajomej dzwonnicy kościoła St Mary’s na High Pavement, stukot jej obcasów poniósł się echem po okolicy.

Przestraszył ją odgłos szurania po prawej stronie; przystanęła na chwilę, po czym w przypływie przytomności umysłu ruszyła dalej w kierunku planowanego skrótu. Przesadza, bo jest późno i ciemno, stwierdziła. Przypływ adrenaliny otrzeźwił ją w jednej chwili, toteż przenikliwe miauczenie w uliczce, którą musiała przejść, wzbudziło jej natychmiastową czujność.

Zatrzymała się raz jeszcze i nadstawiła uszu. Dźwięk powtórzył się – tym razem wyraźniejszy, głośniejszy. Jeśli nie pójdzie tym skrótem, będzie zmuszona kuśtykać w przyciasnych szpilkach obrzeżem dzielnicy. Wydłuży trasę o piętnaście minut, a w tej okolicy niełatwo o taksówkę.

Stała rozdarta, drepcząc w miejscu na obolałych stopach. Zganiła się w duchu. To pewnie tylko kot, pomyślała. I tak wróci później, niż zapowiadała, wiedziała, że mama, która została z Millie, odetchnie dopiero na dźwięk klucza w zamku. Poza tym jutro musi wcześnie wstać. Ma lukratywne spotkania ze stałymi klientami, którzy wpłacili już zadatek, i nie chce, żeby przepadły, co oznacza, że budzik zadzwoni o szóstej.

Podeszła na palcach i zajrzała w głąb wąskiej uliczki. Dobiegł ją szmer. W tym miejscu panował mrok, było poza zasięgiem latarni.

Wtedy przypomniała sobie o latarce w telefonie. Jeśli to zwierzę, na pewno spłoszy je nagłe światło, a jeśli nie – jeżeli narkoman daje tam sobie w żyłę – no cóż, wybierze jednak dłuższą trasę. Weszła kawałek w uliczkę i wcisnęła ikonkę latarki. W chwili, gdy nastała jasność, ujrzała przed sobą twarz. Zanim zdążyła krzyknąć albo się cofnąć, silna dłoń brutalnie zasłoniła jej usta. Poczuła, że ktoś zarzuca jej coś na głowę i dusi. Otworzyła usta do krzyku, ale poleciała na ścianę pod gradem ciosów.

Osunęła się na ziemię.2

Doganiam Parkera i biorę od niego torbę. Zanim docieramy do drzwi, odwraca się w moją stronę.

– W jakim tata jest humorze?

– Bardzo dobrym! – odpowiadam z wymuszonym ożywieniem. – Jest trochę zawiedziony, że nie zostaniecie na herbatę, ale trudno.

Parker przewraca oczami.

– Myśli, że wszyscy są tacy jak on, naprawią kilka bojlerów i cieknących kranów, po czym do końca dnia gniją w fotelu. Problem w tym, że ma za dużo czasu.

– Och, nie mów tak, Parker – mówię, kiedy mijamy roboczą furgonetkę Cala na podjeździe. To jego trzeci wóz na przestrzeni osiemnastu lat i nadal upiera się, żeby malować na każdym napis „Vance & Syn hydraulika i ogrzewanie” ozdobnymi czarnymi literami, mimo że Parker nigdy nie przejawiał najmniejszej chęci, aby przejąć po ojcu pałeczkę, nawet w dzieciństwie. – Tata jest po sześćdziesiątce i wciąż ciężko pracuje. Doskwiera mu to bardziej, odkąd stracił dofinansowanie i musiał zwolnić czeladnika.

Cal przez lata miał dość stabilną pracę, lecz zgodnie z niemiłym przytykiem Parkera faktycznie na małą skalę. Nigdy nie stawiał sobie ambitnych celów w postaci rozszerzenia działalności lub zatrudnienia kogoś na stałe. Mimo to jakoś sobie radziliśmy, on w firmie, ja na część etatu w bibliotece, to znaczy do czasu mojej choroby. Za sprawą spadku po ciotecznej babce i depozytu kredyt nie był dla nas dużym obciążeniem. Nie mieliśmy zarazem oszczędności, dzięki którym moglibyśmy spędzać wakacje na Barbadosie. O kupnie tam domu nie wspominając.

W progu Parker ścisza głos.

– Musimy pogadać, mamo.

Patrzę na niego ze zdziwieniem. Nie gadaliśmy w cztery oczy od czasu mojej choroby. Półtora roku temu ubierałam się przed lustrem w sypialni i dostrzegłam pomarszczoną skórę na lewej piersi. Żadnego bólu ani dyskomfortu, lecz wyglądało to dziwnie i byłam pewna, że pojawiło się niedawno.

Poszłam do lekarza rodzinnego, który skierował mnie do specjalisty. Okazało się, że pomarszczona skóra wskazuje na guz pod spodem, który usunięto, i wysłano mnie na chemioterapię, zakończoną sukcesem. Szast-prast, wydawałoby się, lecz nic bardziej mylnego. Było to koszmarne doświadczenie, na każdym etapie. Nie tylko dla mnie, ale i dla Cala oraz Parkera.

W tamtym okresie częściej widywałam się z synem, ale sytuacja nie zbliżyła go do ojca. Przepaść między nimi wręcz się pogłębiła.

– Słuchasz mnie, mamo? Muszę z tobą porozmawiać – powtarza Parker, zniecierpliwiony moim pustym spojrzeniem.

– Okej, kochany… mów śmiało. Co się dzieje?

– Nie teraz, ale niedługo. – Zerka na podjazd. – Widzisz, sęk w tym, że chcę pogadać z tobą w cztery oczy, żeby tata i Luna się nie dowiedzieli.

– Wszystko w porządku, Parker? – Czuję rosnącą gulę w gardle. Cóż jest tak ważnego i poufnego, że nikt nie może się dowiedzieć?

– Tata pracuje jutro rano?

– Tak, musi coś pilnie skończyć w Linby – odpowiadam ściszonym tonem. Wie, że Cal czasem pracuje w soboty, ale nie co tydzień. – Wyjeżdża wcześnie, żeby zdążyć na mecz w południe.

– Świetnie. Powinniśmy wrócić najpóźniej o dziesiątej, bo Luna prowadzi pokaz w internecie, więc podrzucę ją do domu i przyjadę prosto do ciebie. Barney może pooglądać telewizję, a my pogadamy w kuchni.

Przyglądam się jego ściągniętym rysom, zmarszczonym brwiom. Chce mi powiedzieć, że ma romans? A może podejrzewa, że to ona ma romans, i chce zasięgnąć rady? Może ma problemy finansowe?

– Czy mógłbyś chociaż…

Potrząsa głową.

– Muszę ci wszystko wyjaśnić, mamo. Od początku. – Patrzy na naręcze toreb. – Dokąd mam je zanieść?

– Zostaw tutaj, zajmę się nimi, jak pojedziecie. – Stawia wszystko obok schodów, lecz uprzedzając jego następny ruch, pcham go delikatnie w stronę salonu, skąd dobiegają śmiechy Cala i Barneya, którzy właśnie rozkładają dinozaura. – Przywitaj się z tatą.

Otwiera i zamyka usta, po czym rusza z ociąganiem w stronę dużego pokoju.

– Cześć, tato.

Po krótkiej ciszy słyszę głos Cala.

– Cześć, Parker. Wszystko gra?

Patrzę od tyłu, jak syn się prostuje.

– Tak… super. Właśnie dostałem awans na regionalnego dyrektora sprzedaży. Dorzucili mi służbową furę. Mercedesa.

– Ten kawałek tu nie pasuje, chłopcze – mówi Cal do Barneya. – Spróbuj z drugiej strony. O tak.

– Piękny samochód, Cal – wtrącam, wychylając się zza Parkera. – Mógłbyś rzucić okiem.

Ojciec i syn patrzą po sobie jak nieznajomi postawieni w niezręcznej sytuacji. Zastanawiam się, kiedy doszło do tego rozdźwięku. To się nie stało z dnia na dzień, tylko tak stopniowo, że ciężko uchwycić moment. Dzień po dniu, milczenie po milczeniu. Jak warstwy cebuli… a potem zachorowałam i różnice tak się pogłębiły, że pojednanie zdawało się nie wchodzić w rachubę.

– Niemiecka technologia, co? Ja tam wolę rodzimą produkcję. – Cal pociąga nosem, wręczając wnukowi kolejny fragment dinozaura. – Miałem już kilka Fordów Transitów i nigdy mnie nie zawiodły.

– O tak, zdaje się, że Ford produkuje je w Hiszpanii – stwierdza nie bez satysfakcji Parker. Podchodzi do syna, mierzwi mu włosy i cmoka w czubek głowy. – Do jutro, młody. – A potem: – Muszę jechać, mamo. Luna nie może się doczekać wieczoru, potrzebuje dużo czasu na przygotowanie.

Biorę Barneya za rękę i idziemy do drzwi. Biegnie do samochodu, żeby uściskać mamę, a ja zwracam się do Parkera.

– Bawcie się dobrze i nie martw się o Barneya. Dopilnuję, żeby miał wszystko, co trzeba.

– Super. – Patrzy mi w oczy. – To do jutra, tak? Napiszę, jak będę jechał.

– Dobrze. – Schyla się i całuje mnie w policzek, po czym idzie do auta.

Barney przybiega do mnie i machamy im na pożegnanie. Kiedy Mercedes znika za zakrętem, wracam do salonu i staję przed fotelem Cala.

– Nie mogłeś sobie darować, prawda?

– No co? – Zdzwiony podnosi ręce i rozgląda się po pokoju, jakby obserwował go tłum równie urażonych sojuszników. – Co ja znowu zrobiłem?

– Dobrze wiesz, co zrobiłeś. Nie mogłeś być miły chociaż przez chwilę, dla syna? Nic dziwnego, że nie chcą tu przyjeżdżać.

– Kto nie chce tu przyjeżdżać? – Barney podnosi wzrok znad zabawki.

Cal się rozkręca.

– Parker też mógł się wysilić, ale oczywiście musiał mi zaleźć za skórę. A nadęta paniusia mogła wejść się przywitać, ale gdzie tam, nie będzie się do tego zniżać, więc została w samochodzie.

– Czy dziadek mówi o mojej mamie? – dopytuje ze zdziwieniem Barney.

– Nie, kochanie. – Gromię Cala wzrokiem. – Mam dosyć tych złośliwości, jasne? Cały tydzień cieszyłam się na miły wieczór, więc dajmy już temu spokój.

– Jasne. – Cal z urazą krzyżuje ręce na piersi, jak nadąsany uczeń. – Ale jedno ci powiem: patrzysz na niego przez różowe okulary. Zawsze patrzyłaś. Nie widzisz tego, ale jest samolubny i bywa okrutny. Ręczę, że brak kontaktu to nie tylko wina Luny.

– Bzdura!

– Naprawdę sądzisz, że gdyby chciał nas odwiedzać, ona by mu tego zabroniła? Gdzie tam! Woli przesiadywać u jej dzianych rodziców i brylować na przyjęciach, takie z niego panisko. Sama go tak rozpuściłaś. Hydraulika mu nie wystarczała, a teraz my mu nie wystarczamy. Lepiej się z tym pogódź, a oszczędzisz sobie przykrości.

Nie wie, że po tym, jak zachorowałam, Parker zaczął wpadać na herbatę pod jego nieobecność. Nie wspominałam o tym, żeby nie ranić uczuć Cala.

Barney odkłada zabawkę i patrzy to na niego, to na mnie.

– Lubię tu przyjeżdżać. Chcę odwiedzać ciebie i dziadka.

– Oczywiście! – Obejmuję go i patrzę ze złością na męża. – Widzisz, co narobiłeś? Zdenerwowałeś go. Nie powinien musieć tego słuchać.

– Nie chcę, żebyś z hukiem spadła na ziemię, Nicolo – mówi łagodniej Cal. – Chciałbym, żebyś przejrzała na oczy i zrozumiała, że Parker nie jest takim aniołem, za jakiego go miałaś. Kiedyś przekonasz się na własnej skórze, jaki jest naprawdę.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij