Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Melody - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 lutego 2026
50,48
5048 pkt
punktów Virtualo

Melody - ebook

Melody budzi się w szpitalu, nie pamiętając nic. Otoczona ludźmi podającymi się za jej rodzinę, czuje narastające osaczenie. Czy była wzorową żoną, czy to tylko starannie utkana iluzja? Odkrywanie tożsamości staje się niebezpieczną grą, w której pozory mylą na każdym kroku. Poznaj początek mrocznej historii, która wciąga i nie daje o sobie zapomnieć. Książka przeznaczona jest wyłącznie dla osób pełnoletnich (18+).

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Proza
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8440-507-9
Rozmiar pliku: 1,2 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Rozdział pierwszy

Bolało mnie całe ciało i czułam, jak każda jego komórka dosłownie pulsuje. Dotykając delikatnie czoła, z trudem otwarłam oczy.

_Gdzie ja byłam? Co ja tu właściwie robiłam?_ Nade mną rozpościerały się korony drzew. Czy to był las? Zmuszając się do jakiegokolwiek ruchu, zmieniłam pozycję na siedzącą. Czując, jak coś spływa mi po policzku, ostrożnie tego dotknęłam. Na widok krwi, jęknęłam cicho… O cholera! _Co mi się stało?_

Ze wszystkich sił, które w sobie miałam, starałam się sobie cokolwiek przypomnieć, ale bezskutecznie. W głowie miałam czarną dziurę. Próbując znaleźć punkt zaczepienia, rozejrzałam się dookoła. Teraz byłam pewna, że to był las. Nagle zrobiło mi się niedobrze. Odchylając się w bok, zwymiotowałam. Gdy szarpanie żołądka ustąpiło, otarłam usta wierzchem dłoni i jeszcze raz uniosłam głowę, by spojrzeć na korony drzew. Słońce powoli zaczynało się za nimi chować i jeśli chciałam się stąd wydostać, musiałam się pośpieszyć. W przeciwnym razie, spędzę tu noc.

Walcząc o utrzymanie równowagi, stanęłam na nogach. Ręce i kolana drżały od wysiłku, ale nie to było najważniejsze. Kiedy spojrzałam na rozdarte rajstopy i bose stopy głośny szloch wydostał się z mojego gardła. _Czy ja zostałam porwana?_ Nie, to niemożliwe. By nie dopuścić do siebie paniki, wzięłam kilka głębszych wdechów a następnie wolno wypuściłam powietrze z płuc… moje dłonie. One też wyglądały, jakby stoczyły z kimś bitwę. Lewy wskazujący palec miał zerwany paznokieć i sączyła się z niego krew, jednak ja nie czułam żadnego bólu. Pod wpływem emocji, zaczęło kręcić mi się w głowie, która jak na złość nie chciała ze mną współpracować i przypomnieć mi, jak się tu znalazłam. Jedyne wspomnienie, jakie miałam to moment, w którym wysiadałam z samochodu pod jakimś budynkiem, ale on również był zamazany. _Czy to był mój dom?_ _Jak daleko od niego byłam?_ Okręcając się wokół własnej osi, pozwoliłam sobie na łzy.

— Pomocy! — W akcje desperacji krzyknęłam w powietrze mając nadzieję, że ktoś mnie usłyszy. — Ratunku!

Przerażony głos, rozszedł się echem. Po chwili wszystko ucichło i ponownie zapanowała absolutna cisza przerywana jedynie trelem ptaków. Przełamując się w sobie, zrobiłam krok do przodu. Nie wiedziałam, w którą stronę powinnam iść, ale pozostanie tu również nie miało sensu. Właściwie nic mnie tak nie przerażało, jak niewiedza wymieszana ze strachem i bezradnością. Może gdybym miała pewność, że ktoś za chwilę zacznie mnie szukać było by mi nieco lepiej, jednak tego też nie wiedziałam. Byłam zdana sama na siebie i sama musiałam się stąd wydostać. Napędzana determinacją by przed zmrokiem opuścić to miejsce, pozwoliłam nogom mnie prowadzić, aż w pewnym momencie spokojny krok zamieniłam na bieg. Nie przeszkadzał mi z trudem łapany oddech i gałęzie, które biły mnie po twarzy. Wręcz przeciwnie. Odnosiłam wrażenie jakby sam las faktycznie chciał mnie stąd przepędzić. Za każdym razem, kiedy próbowałam się zatrzymać, moje ciało, przestawało mnie słuchać, prowadząc dalej. Dopiero, gdy dotarłam do asfaltowej drogi, wszystko ustało i mogłam się zatrzymać. Z braku sił, opadłam na kolana. Przejechałam poranionymi dłońmi po asfalcie, śmiejąc się w głos. Z dwojga złego wolałam być tu niż na tamtej cholernej polanie. _Czy mogłam uznać, że byłam bezpieczna?_ Tu istniało większe prawdopodobieństwo odnalezienia, chociaż droga wyglądała na mało uczęszczaną albo i wcale.

Tydzień później…

Obok mojej głowy coś piszczało, ale nie otworzyłam jeszcze oczu, żeby przekonać się, co to mogło być. Czując na sobie coś miękkiego, przejechałam po tym dłonią. Materiał był przyjemny w dotyku. Uchyliłam powieki. Zamiast nieba i koron drzew, dostrzegłam biały sufit. Ostatnie wspomnienie miałam z lasu. _Co się ze mną działo? Czy ktoś jednak mnie odnalazł?_ Spróbowałam poruszyć głową, ale w gardle miałam jakiś przedmiot. _Niech ten koszmar już się skończy._ Wydając z siebie jęk, ściągnęłam na siebie uwagę jakiejś kobiety, która pochyliła się nad moją twarzą. Uśmiechnęła się do mnie.

— Obudziłaś się. Dzięki Bogu! — Dotknęła mojego policzka i pogładziła mnie po nim z czułością. — Nie ruszaj się, zaraz zawołam lekarza.

Mrugnęłam oczami, dając tej miłej kobiecie znać, że ją zrozumiałam. Rzucając mi ostatnie spojrzenie, wyszła z pomieszczenia, w którym leżałam. Po kilku sekundach drzwi znów się otworzyły i byłam pewna, że to wróciła ona, ale zamiast kobiety do sali wszedł mężczyzna.

— Melody — usiadł przy mnie na łóżku i wziął mnie za rękę. — Twoja mama przed chwilą powiedziała mi, że się obudziałaś i musiałem tu przyjść, żeby cię zobaczyć. Nieźle nas wystraszyłaś. Nie rób tego więcej.

_Mama?_ W pamięci od razu zaczęłam jej szukać, ale twarz była zupełnie obca. Tak samo jak tego mężczyzny. _Był moim bratem?_ Tak, jak wcześniej zamrugałam by dać mu znać, że go słyszę. W przeciwieństwie do tej kobiety na jego twarzy nie dostrzegłam żadnego uśmiechu. Był poważny. _A może tylko mi się tak wydawało?_

— Moja córka — w sali nagle zrobiło się głośno. — Otworzyła oczy. Proszę zabrać jej tę rurkę!

— Alice — mężczyzna siedzący przy mnie, miękko wymówił imię kobiety. — Lekarz wie, co ma robić.

Naprawdę próbowałam przypomnieć sobie które kolwiek z nich, ale nie miałam żadnych wspomnień z nimi związanych. _Czy to było normalne?_ To coś w gardle coraz bardziej zaczynało mi przeszkadzać, uniemożliwiając przełykanie śliny. Wydałam z siebie pomruk niezadowolenia.

— Proszę teraz państwa o wyjście z sali — nagle dostrzegłam trzecią postać ubraną w biały kitel. — Jak tylko zbadam pacjentkę, pozwolę wejść wam ponownie.

Mężczyzna podniósł się z łóżka i biorąc kobietę pod ramię, wyprowadził ją z sali. Gdy zostałam sama z lekarzem, wyciągnął z kieszeni fartucha latarkę i chwytając mnie pod brodę, włączył ją i poświecił mi nią po oczach. Od razu musiałam je zmrużyć. Światło oślepiało.

— Odruch źreniczny zachowany — powiedział bardziej do siebie. — Teraz proszę poruszyć nogami.

Czułam się obolała, ale bez problemu wykonałam polecenie.

— Dobrze — kiwnął głową. — Rękami.

Uniosłam ręce nad łóżko.

— Świetnie — pochylił się nade mną. — Będzie trochę nieprzyjemnie, ale proszę się nie ruszać.

Ostrożnie i z doskonałą precyzją usunął z mojego gardła kawałek plastiku. Poczułam ulgę nie do opisania.

— Proszę spróbować przełknąć ślinę. Przez jakiś czas może występować chrypka i ból gardła, ale to jest naturalny objaw i powinien minąć samoistnie za kilka dni.

Przyjęłam te informacje z wdzięcznością. Teraz, gdy już nic mi nie przeszkadzało kiwnęłam głową. Sekundę później ponownie otworzył drzwi, wpuszczając do sali dwójkę ludzi, których sam wyprosił.

Gdy podeszli do mojego łóżka, spięłam się w sobie. Byli dla mnie obcy.

— Czy wszystko jest z nią w porządku panie doktorze? — Mężczyzna wsadził dłonie do kieszeni spodni.

— Fizycznie, tak — potwierdził. — Psychicznie trudno mi ocenić i będę musiał wezwać neurologa.

Rozmawiali o mnie w taki sposób, jakby mnie tu nie było. Nie podobało mi się to, ale byłam zbyt słaba żeby protestować. Gdy mężczyzna ponownie przy mnie usiadł, przesunęłam się na łóżku bliżej ściany. Podświadomie chciałam, żeby wyszedł. Ona mogła zostać, ale w jego otoczeniu źle się czułam.

— Jesteś już bezpieczna — złapał mnie za rękę. — Nigdy więcej nie dopuszczę do takiej sytuacji. Masz moje słowo.

_Sytuacji? Chodziło mu o moje porwanie?_ Przezwyciężając ból gardła, odezwałam się:

— Przykro mi, ale ja nie wiem o czym mówisz.

— Jak to nie wiesz?

— Nie znam cię.

— Melody — kobieta wtrąciła się w nasza wymianę zdań. — Na litość Boską, nie żartuj sobie.

— Pani też nie znam — odparłam zgodnie z prawdą i z powagą przesuwając po nich wzrokiem. — Nie pamiętam was.

W sali zapadła cisza. Wymienili ze sobą porozumiewawcze spojrzenia, a ja skupiłam swoją uwagę na tym, w co byli ubrani. Ona miała na sobie czerwoną sukienkę sięgającą do kolan z delikatnym dekoltem w serek, a on w garnitur. Oboje sprawiali wrażenie jakby właśnie wyszli z jakiejś eleganckiej imprezy.

— Max, może będzie lepiej, jeśli jedno z nas poszuka już teraz neurologa?

— Tak — przeniósł wzrok na moją twarz. — To dobry pomysł. Ty pójdziesz czy ja?

_Max…_

Tym razem zostałam sama z kobietą. Gdy zajęła miejsce na moim łóżku i spróbowała wziąć mnie za rękę, poczułam się, jak w potrzasku.

— Jestem twoją matką — powiedziała, łamiącym się z emocji głosem. — Powiedz, że mnie poznajesz.

Uciekłam spojrzeniem w bok. Gdyby była moją matką, na pewno bym ją poznała. Przecież wiedziałam, jak się nazywa i gdzie mieszka. I to z pewnością nie była ona.

— Przykro mi to mówić, ale — delikatnie zabrałam rękę, ukrywając ją pod kołdrą — musiała mnie pani z kimś pomylić. Ja nie jestem tą osobą, za którą zostałam wzięta. Nazywam się…

Kobieta uniosła brwi w oczekiwaniu, aż się jej przedstawię, ale nawet to przychodziło z trudem. Nie mogłam sobie przypomnieć imienia i nazwiska. _Co działo się z moją głową?_

— Nazywasz się Melody Cherry — na ustach kobiety pojawił się delikatny uśmiech. — I z nikim cię nie pomyliłam, nie mogłabym.

Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, bo drzwi do sali kolejny raz się otworzyły.

— To tutaj — wskazał na mnie ręką. — Proszę zbadać moją żonę.

_Żona?_ Nie, to nie prawda. W zasadzie teraz byłam pewna, że zostałam z kimś pomylona. Mogłam się przyznać do tego, że zapomniałam jak się nazywam i ta kobieta rzeczywiście jest moją matką, ale on na pewno nie był moim mężem. Nigdy bym za niego nie wyszła. Wewnętrzny wstręt, który do niego czułam, musiał o czymś świadczyć.

Nie zwracając uwagi na moje przerażenie, lekarz podszedł do krzesła, które stało na końcu sali i podniósł je do góry, a następnie przeniósł bliżej mojego łóżka. Gdy na nim siadał, z kieszeni fartucha wyciągnął notatnik i długopis.

— Zadam ci kilka pytań — poinformował mnie. — Na początek zaczniemy od bardzo prostych i stopniowo przejdziemy do tych trudniejszych. Jesteś gotowa?

Kiwnęłam głową. To czy byłam gotowa czy nie i tak niczego nie zmieniało. Wiedziałam, że prędzej czy później i tak będzie musiał mi je zadać.

— Jaki mamy dzisiaj dzień?

— Wtorek? A może środa? Nie wiem.

Lekarz spojrzał na mnie i chwilę mi się przyglądał. Nie miałam pojęcia jaki jest dzień, dlatego strzelałam w nadziei, że uda mi się zgadnąć.

— Jak masz na imię?

Spojrzałam na kobietę stojącą za plecami mężczyzny. Gdyby nie ona, na to pytanie też nie umiałabym odpowiedzieć.

— Melody.

— Jak się tu znalazłaś?

Musiałam spuścić głowę, bo tego też nie wiedziałam. Właściwie nic nie wiedziałam. Jedynie jak przez mgłę pamiętałam moment, w którym obudziłam się w lesie. Te pytania były bez sensu.

— Nie wiesz — lekarz powiedział to bardziej do siebie niż do mnie. — Więc ja ci powiem. Starsze małżeństwo, przejeżdżało przez las i zauważyli, jak leżysz na drodze. To cud, że ktokolwiek tamtędy jechał, bo droga od dawna była nieużywana.

_A więc to rzeczywiście cud._ Westchnęłam ciężko i mimowolnie spojrzałam na Maxa, który przestępował z nogi na nogę, zaciskając dłonie w pięści. Trudno było mi wierzyć, że cieszył się z mojego odnalezienia.

— Czy może pan już powiedzieć, co jest mojej żonie?

Lekarz wstał z krzesełka.

— Zlecę jeszcze tomograf, ale na ten moment mogę powiedzieć, że doszło do utraty pamięci długotrwałej a konkretnie deklaratywnej.

— Co to znaczy?

— To znaczy tyle, że umysł ludzki dla lekarzy wciąż pozostaje zagadką i nie mogę dać żadnej gwarancji, że pamięć czy wspomnienia kiedykolwiek wrócą. Nie wykluczam takiej opcji, ale proszę uzbroić się w cierpliwość, bo może to potrwać kilka dni, tygodni, lat albo wcale.

Chłonęłam każde słowo, jak pieprzona gąbka wodę. _Mogę już nigdy nie oddzyskać pamięci. Mogę nigdy się nie dowiedzieć, jak właściwie znalazłam się w lesie._

— A jakieś leki?

— Najlepszym lekiem, jest czas. A teraz pozwólcie, że już pójdę. Inni pacjenci czekają.

Gdy zostaliśmy z Maxem i Alice sami, kobieta spojrzała na mnie ze współczuciem.

— Jeszcze dzisiaj przywiozę albumy ze zdjęciami — powiedziała. — Wiem, że to niewiele, ale może to ci w jakiś sposób pomoże i rozjaśni coś w głowie.

Wiedziałam, że chce dobrze, dlatego to doceniałam.

— A ty Max? — Zwróciłam się bezpośrednio do mężczyzny. — Możesz mi również coś przywieźć? Coś, co potwierdzi, że jesteś moim mężem albo chociaż rozjaśni mi w głowie?

Posłał w moją stronę nienawistne spojrzenie, pod wpływem którego ciarki przeszły po kręgosłupie. I to był ten kochający mąż? _Jakim cudem za niego wyszłam?_

— Melody, proszę cię– przeciągnął dłonią po twarzy. — Alice przywiezie ci albumy, w których są również nasze zdjęcia. Czego jeszcze chcesz?

— Nie wiem — wzruszyłam ramionami. — Coś osobistego, co dostałam od ciebie.

— Mam ci przywieźć całą szafę?

— Wystarczy jedna rzecz.

— Dobrze — wycedził przez zaciśnięte zęby — dostaniesz ją.

Poczułam przypływ satysfakcji. Dopóki nie dostanę jakiegoś dowodu nie będę musiała z nim rozmawiać i będę mogła go ignorować. Nie wiem dlaczego, ale byłam pewna, że nie dotrzyma słowa.

— Max, odwieziesz mnie w takim razie do domu? — Alice zabierając swoją torebkę z mojego łóżka, dotknęła mojej stopy. — Wrócimy z rzeczami.

Wykonał gest zapraszający do wyjścia, a ja odetchnęłam z ulgą. Chociaż na jakiś czas będę od niego wolna.

— Do zobaczenia — powiedział, kładąc rękę na klamce. — Odpocznij.

— Taki mam zamiar — przyznałam niechętnie. — Wróć, gdy już znajdziesz coś mojego.

Czy to była moja wina, że mu nie wierzyłam i byłam w stosunku do niego podejrzliwa? Nie codziennie ktoś się budził i dowiadywał się, że ma męża o którym zapomniał, bo zdążył stracić pamięć. _Tylko czemu musiało to spotkać właśnie mnie?_Rozdział drugi

Alice tak jak powiedziała, przywiozła ze sobą albumy ze zdjęciami. Przeglądałam je z ciekawością, ostrożnie obracając każdą stronę i wpatrując się w fotografie. Próbowałam w sobie odnaleźć tę dziewczynę ze zdjęć, ale nie umiałam. Sama sobie wydawałam się obca. _Kim ja tak naprawdę byłam?_ Gdy dotarłam do zdjęć z własnego ślubu, wstrzymałam oddech. Szczęśliwa w objęciach mężczyzny, sprawiałam wrażenie, jakbym poza Maxem nie widziała świata. Szczególnie jedna fotografia przykuła moją uwagę. Staliśmy na tle wielkiego domu. Obejmował mnie w pasie i całował w policzek, a ja z szerokim uśmiechem i błyskiem w oczach, wpatrywałam się w aparat, którym ktoś robił nam zdjęcia. Im dłużej na nas patrzyłam, tym coraz bardziej nie potrafiłam zrozumieć, czemu teraz czułam do niego tylko odrazę_. Czy to możliwe, by jeden wypadek wszystko zmienił? A może po prostu zdjęcia, były tylko grą pozorów i od dawna nic między nami nie było?_

— Co to za miejsce? — Zapytałam, czując jednocześnie gulę w gardle.

Palcem wskazałam na dom, który znajdował się za naszymi plecami. Wolałam skupić się na budynku, niż mężczyźnie.

— To jest twój prezent — usłyszałam w odpowiedzi. — Max kupił ten dom na tydzień przed waszym ślubem.

— Skąd wziął na niego pieniądze?

Może straciłam pamięć i wielu rzeczy nie wiedziałam, ale na pewno rozum i zdolność do oceny pozostała. Ten dom musiał kosztować fortunę. Alice posłała mi zdziwione spojrzenie, że akurat ta kwestia przyciągnęła moją uwagę i postanowiłam o nią zapytać.

— Max, jest biznesmenem.

— Czym się zajmuje?

— Nie wiem — spojrzała gdzieś ponad moją głową. — Nigdy o to nie pytałam.

_Czy jego praca mogła mieć związek z moim zniknięciem? A co jeśli, to właśnie przez nią?_ Nagle przyszło mi coś do głowy. Jeszcze ani razu to nie zostało poruszone.

— Właściwie, jak długo mnie nie było? — Poprawiłam poduszkę, o którą opierałam się plecami. — No wiesz, zanim tu trafiłam.

— Tydzień — dłonie Alice zaczęły drżeć. — Przez ten czas Max poruszył niebo i ziemię. Wszędzie cię szukał, ale ty zapadłaś się pod ziemię. Dopiero telefon ze szpitala sprawił, że wróciła nadzieja. Jeszcze nigdy tak bardzo nie musiałam się o ciebie martwić.

W oczach kobiety zamajaczyły łzy. Ostrożnie dotknęłam drżącej dłoni Alice i uścisnęłam palce. Na przytulanie nie czułam się jeszcze gotowa. Odnalezienie się w sytuacji jako zaginiona i znaleziona sprawiało mi duże problemy.

Gdy Alice wyszła, postanowiłam spożytkować ten czas na sen. Niestety nie wiem jak długo spałam, bo kiedy ponownie otworzyłam oczy przy moim łóżku siedział nie kto inny, jak Max. Na kolanach trzymał szklaną szkatułkę.

— Więc jednak masz coś dla mnie. — Stłumiłam ziewnięcie.

— Oczywiście — odparł zupełnie spokojnym tonem. — A ty myślałaś, że niczego nie przyniosę?

— Pokaż — wyciągnęłam ręce.

Max podając mi pudełko, dotknął moich dłoni. Pod wpływem tego dotyku prąd przeszedł po skórze, ale to było na tyle przyjemne, że nie cofnęłam rąk. Zamiast tego spokojnie otworzyłam wieczko. Wewnątrz znajdowała się biżuteria i to całkiem sporo. Takiej ilości, mógłby pozazdrościć nie jeden sklep jubilerski.

— To wszystko jest moje? — Zatrzepotałam rzęsami.

— A niby czyje? — Prychnął z lekkim uśmiechem. — Byłem dla ciebie hojny.

— Alice mówiła, że jesteś biznesmenem — postanowiłam zweryfikować tę informację. — To prawda?

— Tak — kiwnął głową.

Między nami zapanowała cisza. Nie wiedziałam, co mogłabym jeszcze powiedzieć. _Przeprosić za swoją podejrzliwość? Powiedzieć o swojej niechęci do niego?_ Westchnęłam ciężko.

— Posłuchaj, jest coś, o czym chciałbym ci powiedzieć jako pierwszy. — Max wstał z krzesełka na którym siedział.

— Tak? A o czym?

— Za drzwiami czeka detektyw. Zada ci tylko kilka prostych pytań, które być może pomogą rozwiązać zagadkę twojego zniknięcia.

Przecząco pokręciłam głową. Lekarz też zadawał mi kilka pytań i nie uzyskał żadnej odpowiedzi. Dlaczego więc nagle przy detektywie miałabym powiedzieć coś więcej? Posłałam Maxowi niechętne spojrzenie.

— Nic nie pamiętam — powiedziałam oskarżycielskim tonem.

— Wiem, ale dopóki sami tego nie potwierdzą, nie dadzą ci spokoju.

— Niech będzie — zgodziłam się po dłuższej chwili — ale obiecaj, że będziesz tu przez cały czas.

— Obiecuję.

Podszedł do drzwi i je otworzył. Po kilku sekundach do sali wszedł detektyw. Patrząc na niego nie byłam pewna, co powinnam myśleć. Przez swój wygląd, budził skrajne emocje i dałabym sobie rękę uciąć, że dopiero wyszedł z więzienia. Ręce i szyja w całości były pokryte tatuażami. Rozbudowane bicepsy chciały wyskoczyć spod bluzki z długim rękawem. W dodatku to spojrzenie. Czułam się jak kawał mięsa, podanego mu na tacy i gotowego do zjedzenia.

— Max — powoli wymówiłam imię swojego męża. — Czy zanim zaczniemy rozmawiać, ten człowiek mógłby pokazać mi jakąś legitymację albo coś w tym stylu?

Obaj zaczęli się śmiać czym wprawili mnie w lekkie zakłopotanie, ale Morris wyciągnął z kieszeni plakietkę. Pokazał mi ją.

— Rozumiem, że na pierwszy rzut oka — zaczął mówić, gdy schował swój dowód — nie wzbudziłem twojego zaufania. To całkowicie normalne i zrozumiałe. Wielu ludzi reaguje podobnie do ciebie. Mam świadomość, że mój wygląd nie pasuje do zawodu, który wykonuję.

— Przez grzeczność nie zaprzeczam. — Założyłam ramiona na piersi.

Musiałam się mocno postarać by nie dać po sobie poznać, że ani plakietka ani jego słowa nie zadziałały na mnie przekonująco. Zamiast detektywa dostrzegałam w nim wygłodniałe i spragnione ludzkiej krwi zwierzę.

— Czy możemy już zacząć? — Zajął miejsce przy moim łóżku.

— Od razu uprzedzę, że nie wiem zbyt wiele i za dużo nie powiem.

— Powiesz tyle, ile wiesz.

— Czyli nic.

Ukradkiem spojrzałam na Maksa. Wyglądał, jakby nad czymś intensywnie myślał.

— Zaraz się przekonamy — mężczyzna uśmiechnął się do mnie. — Pamiętasz moment, w którym znalazłaś się w lesie?

— Pamiętam moment, jak się w nim obudziłam.

— Czy był tam ktoś z tobą?

— Ptaki i drzewa — odparłam z ironią. — To ma być żart? Ja niczego nie pamiętam. Nawet tego, jak się nazywam!

Max przestąpił z nogę na nogę, a ja poczułam, jak złość bierze nade mną górę. Czy oni wszyscy myślą, że udaję? Przecież gdybym cokolwiek pamiętała, już bym powiedziała. Nie ciągnęłabym tego przedstawienia.

— Będzie lepiej, jeśli skończymy tę rozmowę — Max stanął w mojej obronie, wtrącając się do przesłuchania. — Moja żona, gdy poczuje się lepiej sama opowie, jak było.

— Tak — detektyw odsunął się od mojego łóżka. — Bardzo przepraszam. Pójdę już.

Jak tylko wyszedł od razu poczułam się lepiej. Wreszcie mogłam zacząć oddychać.

— Jeśli mam być szczera — zwróciłam się do Maxa. — To chciałabym wyjść już z tego szpitala. Nie wytrzymam tu ani dnia dłużej.

— Obawiam się, że dzisiaj to i tak już niemożliwe, ale jutro z samego rana przyjadę do ciebie i porozmawiam z lekarzem, a potem zabiorę cię do domu.

Miałam wrócić z nim do tego domu ze zdjęć? Nie, tylko nie to. Jeszcze nie teraz.

— Do Alice — powiedziałam. — Chcę przez jakiś czas pomieszkać u niej.

— Dlaczego? — Wsadził ręce do kieszeni. — W naszym domu będzie ci lepiej.

_I co ja miałam mu powiedzieć? Zdjęcia ze ślubu i kuferek z biżuterią potwierdzały, że coś nas łączyło, ale to wciąż było za mało, żebym chciała jeszcze kiedykolwiek z nim być. Nawet fakt, że był moim mężem w obecnej sytuacji nie zmieniał zbyt wiele. Nadal w moim odczuciu pozostawał obcym człowiekiem._

— Po prostu tego potrzebuję — powiedziałam w końcu. — Czy to nie jest wystarczające?

— Jesteś moją żoną i twoje miejsce jest przy mnie. Wrócisz ze mną.

Co to miało znaczyć? Zacisnęłam usta w wąską linię. Nie znajdowaliśmy się w kraju muzułmańskim, gdzie kobieta nie ma prawa głosu i jest podległa mężczyźnie w każdej sferze życia. Może Melody sprzed wypadku godziła się na takie traktowanie, ale ja nie zamierzałam.

— W takim razie zostanę tutaj tak długo, aż przypomnę sobie wszystko.– Odparłam buntowniczym tonem. — Nie możesz zabrać mnie stąd siłą. Nie jestem małym dzieckiem, o którego losie możesz decydować.

To było dziwne, ale nie bałam się mówić przy nim tego, co przychodziło mi na myśl. Jakaś część mnie wiedziała, że jest bezpieczna i on nigdy nic mi nie zrobi.

— W porządku — powiedział. — Wygrałaś. Zadzwonię zaraz do Alice i poproszę ją o przygotowanie pokoju dla ciebie. Jestem pewien, że znajdzie się również miejsce dla mnie. Tylko pod takim warunkiem mogę się zgodzić na twoje mieszkanie u niej.

_Co za bezczelny dupek?_ Chyba się nie zrozumieliśmy. Nie chciałam by razem ze mną przenosił się do Alice. Chciałam, by dał mi spokój. Żebym mogła się od niego uwolnić. Pomimo uśmiechu, jakim go obdarzyłam miałam nadzieję, że Alice nie pozwoli na takie rozwiązanie.

Max, tak jak powiedział, zadzwonił do Alice. W krótkiej rozmowie, która odbywała się przy mnie, powiedział, że jutro najprawdopodobniej wychodzę i zapytał czy mogłabym przez jakiś czas pomieszkać u niej. Czekałam, aż powie, że wprowadza się razem ze mną, ale nie padło żadne słowo na ten temat. Gdy skończył rozmawiać, zmierzyłam go niechętnym spojrzeniem.

— Nie wydaje ci się, że byłoby miło z twojej strony, gdybyś poprosił o pozwolenie? — Zapytałam, przechodząc do ataku.

— Pozwolenie na co? — Zachowywał się, jakby nie zrozumiał, co do niego mówię. — Chyba wracasz do zdrowia, bo robisz się marudna, jak przed wypadkiem.

Zignorowałam tę uwagę, puszczając ją mimo uszu.

— Oznajmiłeś mi, że wprowadzisz się razem ze mną do Alice — cmoknęłam, przejeżdżając językiem po zębach — a jej nawet o tym nie wspomniałeś.

— Powiedziałem, że w domu twojej matki znajdzie się miejsce również dla mnie, a nie że zamieszkam tam razem z tobą. To zasadnicza różnica.

— Nie chcesz u niej mieszkać?

_Zrobiłam z siebie idiotkę._Rozdział trzeci

Max zgodnie z obietnicą przyjechał po mnie do szpitala z samego rana. Zdziwił mnie, kiedy wręczył mi torbę, ale po zajrzeniu do niej, wszystko stało się jasne.

— Pomyślałeś…

— A jak inaczej chciałaś stąd wyjść?

Wyciągnęłam z torby komplet bielizny, granatowe spodnie sportowe i w tym samym kolorze top. Ubrania wyglądały na nowe. Posłałam mężczyźnie zdziwione spojrzenie. Od razu je zauważył.

— Uwielbiałaś, gdy wszystko kolorystycznie do siebie pasowało.

— I w tym celu musiałeś kupić nowe ubrania?

— Nie musiałem — przecząco pokręcił głową. — W garderobie masz bardzo dużo rzeczy, których jeszcze nigdy nie miałaś na sobie. Wystarczyło tam czegoś poszukać.

Chowając ponownie rzeczy do torby, wstałam z łóżka.

— Pójdę do łazienki, przebiorę się.

Nie zdążył odpowiedzieć, bo jego telefon dał o sobie znać. Wyciągnął go z kieszeni i patrząc na wyświetlacz, uśmiechnął się do niego. Byłam ciekawa, czyj telefon tak bardzo go ucieszył, ale nie zadałam tego pytania na głos.

Dom Alice wyglądał tak, jak wyobrażałam sobie, jadąc tutaj. Pomalowane na biało okiennice, kwiaty posadzone wzdłuż podjazdu, idealnie skoszony trawnik. Dom z zewnątrz pomalowany szarą farbą i czarny dach. Już z daleka od tego miejsca biło ciepło i spokój, którego tak bardzo w tej chwili potrzebowałam. Gdy tylko Max zatrzymał samochód od razu chciałam z niego wysiąść, ale mężczyzna zatrzymał mnie, kładąc mi dłoń na kolanie i przesuwając ją wyżej. Odruchowo zacisnęłam uda i chyba to zauważył, bo cofnął rękę.

— Możesz zostać w tym miejscu przez tydzień — jego głos brzmiał stanowczo. — Później zabieram cię do naszego domu.

To było jak uderzenie w twarz. Tydzień. A później mam robić tak, jak on chce? Ani mi się śniło. Przecząco pokręciłam głową. Byłam pewna, że po tym, jak odpuścił w szpitalu, udało nam się dojść do porozumienia.

— Max…

Zdziwiona szeptem wymówiłam jego imię, kiedy pochylił się w moją stronę. Położył dłoń na moim policzku i przysunął swoją twarz do mojej. Z czułością musnął moje usta swoimi. Próbowałam się cofnąć, ale skutecznie mi to uniemożliwił. Przytrzymał moją głowę nieruchomo i wpił się w moje usta, brutalnie i zachłannie. Językiem torował sobie drogę głębiej. Wiedząc, że jestem na straconej pozycji, oddałam pocałunek. _Nasz pierwszy kontakt fizyczny od czasu, jak straciłam pamięć._

— Tęskniłem za tym — powiedział, puszczając mnie. — Mam nadzieję, że już nie zapomnisz, że jesteś moją żoną. A teraz chodź. Alice i Paul czekają.

_Paul?_ Wcześniej o nim nie słyszałam. Nie byłam nawet pewna czy widziałam go na którym kolwiek ze zdjęć.

— Kto to jest? — Zapytałam, bojąc się odpowiedzi. — Znam go?

— To twój brat. — Odpowiedź sprawiła, że odetchnęłam z nieukrywaną ulgą. — Jest starszy od ciebie o trzy lata.

_Dlaczego Alice wcześniej mi o nim nie mówiła?_ Dopiero teraz dotarło do mnie, jak niewiele faktów znałam o samej sobie. Przecież, jak tak dalej pójdzie, wmówią mi wszystko, co będą chcieli.

— A ja? — Położyłam dłoń na piersi. — Ile ja mam właściwie lat?

Jeżeli miałam wrogów, o których nie wiedziałam, to nawet im nie życzyłam tego, przez co musiałam przechodzić. Amnezja przypominała chodzenie po omacku z zasłoniętymi oczami.

— Dwadzieścia cztery.

Wciągnęłam głębiej powietrze. To oznaczało, że dosyć wcześnie podjęłam decyzję o zostaniu żoną. Zbyt wcześnie i zbyt młodo.

— Czy my mamy dzieci? — Musiałam to wiedzieć. _Tylko ciąża tłumaczyłaby moją decyzję._

— Jeszcze nie — w oczach Maxa dostrzegłam błysk — ale przed twoim wypadkiem, intensywnie nad nią pracowaliśmy.

_Więc chyba naprawdę musiałam go kochać, skoro to nie ciąża stała się główną przyczyną ślubu._ Z emocji zaczynało brakować mi powietrza. Dusiłam się we własnym ciele.

— Może już lepiej chodźmy do domu — powiedziałam, odwracając wzrok w kierunku drzwi. — Tę rozmowę, dokończymy później.

_O ile w ogóle ją dokończymy._ Jeżeli miałam wybór wolałam rozmawiać z kimś innym, byle nie z nim. W całym swoim zachowaniu wydawał się nieszczery i tak bardzo sztuczny, nieprawdziwy.

— Oczywiście — usłyszałam w odpowiedzi. — Gotowa na spotkanie z bratem i matką?

Skinęłam potwierdzająco głową i wysiadłam z samochodu. Zrobiłabym wszystko, żeby chociaż na chwilę, móc się do niego uwolnić.

Salon, do którego zostaliśmy zaproszeni, był przytulny. Bezpieczeństwo krzyczało do mnie z każdego kąta. Kanapa w kształcie litery „C” zajmowała większą część pokoju, ale idealnie pasowała do białych ścian, przyozdobionych gdzieniegdzie narysowanymi od szablonu kwiatami. Siedzieliśmy z Maksem blisko siebie, ale tylko dlatego, że nie pozwalał mi się od siebie odsunąć. Alice wyglądała z kolei na zadowoloną z takiego widoku, bo uśmiechała się do nas z życzliwością.

— Jak poszła rozmowa z detektywem? — Zapytała spokojnym tonem.

_Skąd ona o tym wiedziała?_

— Nijak — Max mnie wyprzedził. — Przez wzgląd na utratę pamięci u Melody, ta rozmowa była bez sensu.

Alice nie wyglądała na zadowoloną, ale byłam ciekawa, jaką miałaby minę, gdyby wiedziała kogo jej ukochany zięć do mnie przyprowadził.

— Bardzo mi przykro — posłała mi smutne spojrzenie — ale może jak wydobrzejesz, wtedy wszystko sobie przypomnisz.

Też na to liczyłam, bo dzięki odzyskaniu pamięci dużo rzeczy stałoby się łatwiejszych.

— Wiem — przytaknęłam. — I też tego chcę.

— Nie od razu Rzym zbudowano — Max, położył rękę na moim kolanie. — Małymi krokami, stopniowo do przodu.

Zsunęłam jego rękę ze swojego ciała. W obecności Alice, czułam się jeszcze bardziej niezręcznie.

— Łatwo ci powiedzieć, bo to nie ty niczego nie pamiętasz — przewróciłam oczami. — Jestem ciekawa, jak ty poczułbyś się, będąc na moim miejscu.

— Spokojnie — Max starał się być uprzejmy. — Nie musisz od razu się denerwować.

— Chcę iść do swojego pokoju.

Paul, który do tej pory siedział cicho i tylko nas obserwował, poderwał się do góry.

— Chodź — wyciągnął rękę w moją stronę. — Zaprowadzę cię.

Nie uszło mojej uwadze, że wymienił spojrzenia z Maxem, a potem mój mąż kiwnął głową jakby dał zgodę na to, żebym poszła z własnym bratem. _O co w tym chodziło? Dlaczego zachowywali się tak dziwnie?_

Wstałam z kanapy i bez słowa poszłam za Paulem.

Gdy tylko weszliśmy do mojego pokoju, Paul nie tylko zamknął za nami drzwi ale również zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku. Stałam nieruchomo z rękoma opuszczonymi wzdłuż tułowia nie bardzo wiedząc, co powinnam teraz zrobić.

— Cieszę się, że nic ci nie jest i że się odnalazłaś — usłyszałam cichy głos. — Nigdy więcej nam tego nie rób. Nie znikaj w ten sposób.

Przyjęłam to milczeniem. On i Max, stawiali mnie w coraz bardziej krępujących sytuacjach. Może poprzednia Melody lubiła być ciągle przytulana i dotykana, ale ta nowa już nie koniecznie.

— Udusisz mnie — powiedziałam po dłuższej chwili, starając się odsunąć na bezpieczną odległość. — Przepraszam, ale wolę chwilowo zachować dystans.

— No tak — chłopak wytarł dłonie w dżinsy. — Przecież ty wcale mnie nie pamiętasz.

— I jest mi z tego powodu cholernie przykro — odparłam zgodnie z prawdą. — Byłoby dużo lepiej, gdyby którekolwiek z was zostało w mojej pamięci, bo przynajmniej miałabym jakiś punkt zaczepienia, ale jest jak jest i musimy sobie z tym poradzić.

Moja odpowiedź chyba go zaskoczyła, bo wytrzeszczył oczy, ale kiwając potakująco głową, zrobił kilka kroków w tył. W przeciwieństwie do mojego męża przynajmniej nie próbował wymuszać na mnie zmiany zdania.

Rano po przebudzeniu dłuższą chwilę zajęło mi zorientowanie się, gdzie jestem. Przez kilka minut leżałam nieruchomo, wpatrując się tylko w sufit i zastanawiając się co dalej. Intuicja podpowiadała mi, bym na własną rękę postarała się poszukać czegoś, co mogłoby mi pomóc odzyskać pamięć. Z drugiej jednak strony, nie miałam pojęcia, skąd powinnam rozpocząć poszukiwania. Polana majaczyła we wspomnieniach, ale wątpiłam w to, bym mogła sama do niej dotrzeć. _Mogłabym poprosić Maxa, żeby pomógł mi ją odnaleźć, ale to była ostateczność._ Na samą myśl, że musiałabym go poprosić o pomoc, coś mnie powstrzymywało. Po przeleżeniu dłuższego czasu w łóżku, w końcu zdecydowałam się wyjść z pokoju. W domu panowała cisza. Ostrożnie zeszłam po schodach. Dzięki temu, że Alice wczoraj oprowadziła mnie po domu wiedziałam, gdzie znajduje się kuchnia, ale zamiast od razu do niej iść, by zrobić sobie coś do picia i może jedzenia, postanowiłam nieco zboczyć z drogi i poszłam w kierunku pomieszczenia, którego drzwi były uchylone. Podchodząc bliżej, wyciągnęłam rękę i pchnęłam je lekko. Po zajrzeniu do środka, zaniemówiłam.

Przy olbrzmich rozmiarów biurku siedział Max, bez przerwy stukając w klawiaturę. Zajęty pracą nawet nie usłyszał, gdy weszłam do środka i zajęłam miejsce po drugiej stronie drewnianego mebla.

— Co tu robisz? — Warknęłam. — Jednak uprosiłeś Alice, by móc zostać na noc?

Podniósł na mnie wzrok znad otwartego laptopa.

— Jak długo tutaj jesteś? — Zignorował moje pytanie, zadając własne. — Pracuję nad czymś ważnym i nawet nie słyszałem, jak otwierasz drzwi.

— Nie zmieniaj tematu — odparłam zła sama nie wiedząc dokładnie na co.– I odpowiedz na pytanie. Co tu robisz?

— Powiedziałem w pierwszym zdaniu, mam powtórzyć?

— To niewiarygodne! — Podniosłam głos, pełna irytacji. — Jednak ubłagałeś moją matkę, żeby pozwoliła ci tu zostać na noc, chociaż wcześniej mówiłeś, że…

Z hukiem zamknął klapę laptopa. Wstał ze swojego miejsca i w ciągu sekundy pokonał odległość, która nas dzieliła. Znów poczułam się osaczona. Jakbym została zamknięta w więzieniu.

— Nie spałem tutaj — Przerwał mi stanowczym głosem. — Jeśli tak bardzo chcesz wiedzieć, to Alice sama dała mi komplet kluczy, żebym mógł przychodzić tu kiedy zechcę.

— A gdzie ona jest?

— Musiała wyjść.

— Dokąd?

— Skąd mam wiedzieć? Alice nie ma obowiązku się przede mną tłumaczyć.

— A Paul?

— Paul jest w pracy — głos nie stał się nawet na sekundę łagodniejszy. — Podczas gdy ja jestem tutaj, ktoś musi doglądać interesów.

Przez chwilę przetwarzałam w głowie to, czego się dowiedziałam. _Czy on i mój brat byli wspólnikami?_ Bez Alice nie czułam się w tym domu tak dobrze i bezpiecznie.

— Rozumiem. — Kiwnęłam głową.

— Na pewno?

Patrzenie Maxowi prosto w oczy, stawało się coraz cięższe. Pod wpływem twardego spojrzenia, zaczęłam uginać się w sobie. Traciłam pewność siebie.

— Chyba pójdę do siebie — odwróciłam wzrok. — Zawołaj mnie, kiedy moja matka albo brat wrócą.

— Ze mną nie możesz spędzić czasu? — Założył ramiona na piersi. — O co chodzi?

— O nic — potrząsnęłam głową. — Po prostu…

— Nie ma żadnego „po prostu” Melody — niszczył mnie spojrzeniem. — Pozwoliłem ci tu pomieszkać przez tydzień. Wczoraj nie naciskałem, by pokazać ci twój pokój, a dzisiaj rano nie zakradłem się do niego po cichu. Więc dobrze ci radzę, żebyś zaczęła doceniać moją dobroć i przestała trzymać mnie na dystans, jakby nic nas nie łączyło.

Zamurowało mnie. Jakim prawem odzywał się do mnie w ten sposób i kto dał mu do tego prawo? Nawet jeśli był moim mężem, powinien liczyć się ze słowami.

— A jeśli nie zacznę, to co?

Widziałam zaciśnięte dłonie w pięści i nozdrza rozszerzające się przy każdym wciąganiu powietrza. Ledwo nad sobą panował.

— Chodź, zrobię ci śniadanie.

— Nie jestem głodna. — Potrząsnęłam głową.

— To nie była prośba.

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, pochylił się nade mną i łapiąc za ramiona, podniósł do góry. W przypływie strachu, przymknęłam oczy.

— A teraz idziemy.

_Co to było?_ Nie chcąc sprawdzać, co jeszcze może zrobić jeśli sprzeciwię mu się kolejny raz, bezwiednie poszłam za nim do kuchni. Usiadłam przy kuchennym blacie i wbiłam wzrok w jego plecy. Przez materiał koszuli widziałam napinające się przy każdym ruchu mięśnie.

Po około piętnastu minutach Max położył przede mną talerz z jajecznicą. Już od samego zapachu, zaczęło burczeć mi w brzuchu. Wzięłam widelec do ręki.

— Wyszła naprawdę dobra — powiedziałam, biorąc ostatni kęs do ust.– Dziękuję.

— Cieszę się, że ci smakowało — Posłał w moją stronę uśmiech. — A teraz ubierz się. W szafie znajdziesz swoje ubrania, których nigdy stąd nie zabrałaś.

— W jakim celu mam się przebrać? — Uniosłam brwi. — Jest mi tak dobrze.

— Zabieram cię na przejażdżkę. — Wytłumaczył cierpliwie. — Chcę ci coś pokazać.

W pierwszym odruchu zamierzałam odmówić. Powiedzieć, że boli mnie głowa i zamknąć się od środka w swoim pokoju, by nie mógł do niego wejść. Wtedy jednak dotarło do mnie, że to być może jedyny sposób bym czegoś się dowiedziała. _Nie mogłam stracić takiej okazji._

— Daj mi piętnaście minut. — Wstałam do stołu i wyszłam z kuchni.

_Siedząc na tyłku w domu, ciągle będę stała w miejscu i nie zrobię nawet pół kroku do przodu._

Staliśmy na molo. Przed nami na wodzie były zacumowane łodzie. Wszystkie piękne i przepełnione luksusem. Od razu było wiadomo, że nie wszyscy mogli sobie na nie pozwolić.

— Co my tutaj robimy? — Zapytałam, przysłaniając oczy przed słońcem. — Wyciągnąłeś mnie z domu po to, bym popatrzyła sobie na wodę i łódki?

— Melody — pokręcił przecząco głową, wymawiajac przy tym moje imię. — To nie są łodzie, tylko jachty. Jeden z tych jachtów należy do nas.

Nas? Byłam pewna, że teraz nie tylko pamięć, ale i słuch mnie zawodzi. Po cholerę mi łódź czy też jacht? Co niby miałabym z nim robić? Nie zamoczyłam nawet pół stopy w wodzie, a już wiedziałam, że to nie jest miejsce dla mnie. I najchętniej już bym sobie stąd poszła.

— Chcę wracać do domu. — Powiedziałam, zamierzając odejść.

Max chwycił mnie za rękę i pociągnął w kierunku największego jachtu.

— Chodź — powiedział, nadal ciągnąc mnie za rękę. — Zawsze marzyłaś o tym, żeby mieć swój jacht. Spełniłem twoje marzenie.

_I tu zaczynał się problem. Mógł wmówić mi cokolwiek tylko chciał._ Nawet jeśli nie marzyłam, to nie mogłam mu tego powiedzieć, bo o tym nie pamiętałam. To zaczynało być przerażające.Rozdział ósmy

Po zrobieniu makijażu, poczułam się nieco lepiej. Niby wciąż wyglądałam tak samo, a jakby lepiej. I to była kolejna rzecz, która zaskoczyła mnie na przestrzeni kilku tygodni. Umysł nie pamiętał czy lubiłam się malować, ale dłonie wiedziały, co robią. Odsunęłam jedną z szuflad znajdujących się przy toaletce. Wewnątrz były nożyczki. Sięgnęłam po nie i obracając je w dłoniach, westchnęłam. Raz kozie śmierć. Albo teraz, albo nigdy. Patrząc w lustro, zaczęłam obcinać włosy. Kiedy zaczęły sięgać do kości policzkowej, odłożyłam nożyczki. Zadowolona z uzyskanego efektu uśmiechnęłam się do swojego odbicia. Teraz jedyne co bym w nich zmieniła, to kolor. Blond nie pasował do mnie. Melody sprzed utraty pamięci na każdym ze zdjęć była blondynką, ale ja już nie chciałam nią być.

— Melody?

Na dźwięk głosu Maxa podskoczyłam do góry. Byłam tak bardzo zajęta sobą, że nawet nie usłyszałam, jak wchodzi do sypialni. — Co ty do cholery wyprawiasz?

Wzruszyłam ramionami i odwróciłam się w jego stronę. Liczyłam na to, że zaraz usłyszę jakiś komplement.

— Podoba ci się? Obcięłam włosy. I tak były za długie.

— Za długie? — powtórzył z jękiem. — Dziewczyno, zapuszczałaś je miesiącami. Wydałaś fortunę na różnego rodzaju odżywki, żeby wyglądały tak, jak — ręką omiótł podłogę i moją głowę. — Nie ważne zresztą, ale dlaczego to zrobiłaś?

Wzruszyłam ramionami. To był impuls i musiałam iść za głosem serca.

— Chciałam na dobre zerwać z przeszłością — wyjaśniłam. — Lepiej powiedz czy ci się podobam w takiej wersji.

Posłał mi zrezygnowane spojrzenie. Następnie wyciągnął telefon z kieszeni i wybrał czyjś numer.

— Dzwonię do twojego fryzjera. — Powiedział. — Może uda mu się uratować w jakiś magiczny sposób to, co zostało na twojej głowie.

No jasne. Mogłam się w sumie sama tego domyślić. Wokół mnie skakał sztab wykwalifikowanych ludzi i robili wszystko, bym sama nie musiała brudzić sobie rąk. Idealne życie w idealnie złotej klatce.

Max po krótkiej rozmowie telefonicznej, oznajmił mi, że wyjeżdżamy. Droga nie była długa, ale dla mnie i tak ciągnęła się w nieskończoność. Po wyjściu z samochodu rozejrzałam się po okolicy. Wszędzie były sklepy. Miałam ochotę wejść do każdego z nich, ale Max ujmując mnie pod ramię, skutecznie mi to uniemożliwił i podprowadził pod salon fryzjerski.

— Idź — powiedział. — On już na ciebie czeka.

Podeszłam do drzwi i popychając je lekko, weszłam do środka. Niemal natychmiast zostałam przywitana przez mężczyznę w czarnym fartuchu, który na mój widok zareagował niemal łzami.

— Tak się cieszę, że nic ci nie jest — wziął z obrzydzeniem pasemko moich włosów w palce. — Gorzej z nimi, ale już ja coś wymyślę.

_Gdyby chociaż się przedstawił, byłoby mi łatwiej z nim rozmawiać._ Jakaś część mnie cieszyła się, że Max zabrał mnie do miejsca, gdzie wcześniej kogoś znałam. To spotkanie mogło okazać się pomocne przy odzyskiwaniu pamięci.

— Powiesz mi, jak masz na imię? — Zapytałam, nieśmiało zerkając na mężczyznę. — Wybacz, ale nic nie pamiętam.

— O mój Boże! Przepraszam! — Przystawił teatralnie ręce do twarzy. — Chuan.

— A więc Chuan, jesteś coś w stanie jeszcze z nimi zrobić?

— Seksowny Bob — posłał mi uśmiech. — Tył krótszy, przód dłuższy. Będzie ci do twarzy.

Jeśli chodziło o mnie, to mógł użyć nawet maszynki do golenia. Dla mnie najważniejsze było to, żebym przestała być blondynką.

— A kolor?

— Kiedyś przymierzałaś czarną perukę — odparł, odsuwając przede mną fotel, żebym na nim usiadła. — I nawet później próbowałem przekonać cię do farbowania włosów, ale nie chciałaś słuchać. Mówiłaś, że farba niszczy włosy. Cóż, to może teraz dasz się namówić na czarny?

To był dobry pomysł. Skinęłam głową, po czym oparłam ją o zagłówek i przymknęłam oczy. Już się nie mogłam doczekać, aż zobaczę w lustrze coś innego, niż jasne włosy.

Dwie godziny później, było po wszystkim. Powoli zaczynałam rozumieć, dlaczego Max postanowił mnie tu przywieźć. Oddał mnie w prawdopodobnie w najlepsze ręce, jakie mogłam trafić. Opuszkami palców przejechałam po włosach. Idealnie proste, lśniące i czarne.

— Nic więcej z nich już nie wycisnę. — Spojrzałam oczarowana na mężczyznę.

Nic więcej od niego nie chciałam. Właśnie dał nowe życie moim włosom, a przy okazji również mi.

— Dziękuję. — Szepnęłam z wdzięcznością.

— I błagam — złożył ręce, jak do modlitwy. — Nic więcej sama z nimi nie rób. Jeden telefon i jestem do twojej dyspozycji.

— W porządku. — Mruknęłam, wciąż nie mogąc napatrzeć się na swoje odbicie w lustrze.

Chuan pomógł mi ściągnąć ochronną pelerynę, którą wcześniej mi nałożył. Następnie wstałam z fotela i chciałam go poprosić, żeby zadzwonił do Maxa, ale wyprzedził mnie swoim wyznaniem.

— Ta dziewczyna, którą mi podesłałaś od jutra zaczyna dla mnie pracę.

— Dziewczyna? — Przechyliłam głowę w bok. — Wybacz, ale…
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij