-
nowość
-
promocja
Menopauza od środka. Zadbaj o jelita, przywrócić równowagę mikrobiomu, odzyskaj energię i dobre samopoczucie - ebook
Menopauza od środka. Zadbaj o jelita, przywrócić równowagę mikrobiomu, odzyskaj energię i dobre samopoczucie - ebook
Menopauza to temat, który dotyczy każdej kobiety. Jest coraz częściej omawiany w mediach i pracach naukowych, jednak dyskusja skupia się na łagodzeni objawów. A co, jeśli są inne czynniki, na które warto zwrócić uwagę?
Książka Menopauza od środka. Zadbaj o jelita, przywrócić równowagę mikrobiomu, odzyskaj energię i dobre samopoczucie to skoncentrowane na jelitach podejście do zdrowia kobiet w okresie okołomenopauzalnym i menopauzalnym. Skład mikrobiomu jelitowego zmienia się w ciągu życia kobiety, co nie pozostaje bez znaczenia dla ogólnego dobrostanu ciała. Najnowsze badania sugerują dwukierunkową zależność między poziomem estrogenu i progesteronu a mikroorganizmami. Zmiany hormonalne powodują, że organizm kobiety staje się bardziej podatny na stany zapalne, a one mogą negatywnie wpływać na układ odpornościowy, metabolizm, zdrowie kości i wiele innych.
Cynthia Thurlow, pielęgniarka i propagatorka zdrowia, w swojej książce pomaga kobietom zrozumieć związek między stanem mikrobiomu a objawami menopauzy. Dostarcza wiedzy w zakresie zdrowego stylu życia, aktywności fizycznej, sposobu odżywiania czy radzenia sobie ze stresem. Oferuje praktyczne wskazówki, które pomagają zmniejszyć wpływ menopauzy na organizm i samopoczucie.
To książka dla wszystkich kobiet, które chcą zrozumieć zasady działania swojego organizmu i oswoić temat menopauzy. Które poszukują pełniejszej wiedzy i konkretnych porad, które będą mogły z łatwością wprowadzić w życie.
Od jelit zaczyna się zdrowie! Odzyskaj równowagę w okresie menopauzy
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Poradniki |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8417-931-4 |
| Rozmiar pliku: | 1,4 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Historia mojego przekwitania
W moim wypadku wszystko zaczęło się podczas niezwykle romantycznego urlopu. We wrześniu 2018 roku razem z moim mężem Toddem zdecydowaliśmy się zaszaleć i uczcić piętnastą rocznicę ślubu wycieczką do Maroka oraz południowej Hiszpanii. Pierwszym przystankiem był Marrakesz, który idealnie spełnił moje oczekiwania: był egzotyczny, upalny, a także pełen barw i światła. Tak samo jak podczas innych wyjazdów za granicę, oboje bardzo zwracaliśmy uwagę na to, co jemy i pijemy, gdyż podczas podróży nietrudno o zatrucie pokarmowe. Z Marrakeszu udaliśmy się do Casablanki, a dzień później pojechaliśmy do Nerji w południowej Hiszpanii. Właśnie tam zaczęły się problemy: pierwszej nocy w Hiszpanii obudziły mnie dolegliwości żołądkowe. Nigdy wcześniej nie zmagałam się z tak silnymi wymiotami – w którymś momencie stały się one tak gwałtowne, że zaczęłam się obawiać potencjalnego uszkodzenia przełyku (nazywanego fachowo zespołem Mallory’ego-Weissa; czasami rozległa wiedza na temat ludzkiego ciała może być zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem). Na domiar złego miałam też biegunkę, można więc powiedzieć, że toczona przeze mnie batalia rozgrywała się na dwa fronty. Za każdym razem gdy wróciłam do łóżka, czułam, że muszę znów skorzystać z łazienki, więc ostatecznie wywiesiłam białą flagę i położyłam się na pokrytej płytkami podłodze obok prysznica. Pomiędzy kolejnymi falami problemów żołądkowych zastanawiałam się, dlaczego jestem tak chora, podczas gdy mojemu mężowi nic nie dolega – przecież poprzedniego wieczoru jedliśmy dokładnie to samo. _Co wywołało u mnie tak poważne problemy?_ Następnego dnia mieliśmy pojechać do Alhambry, słynnego mauretańskiego pałacu. Zawsze marzyłam, żeby zobaczyć to miejsce, a zwłaszcza znajdujący się tam Dziedziniec Lwów, lecz w przerwach między wymiotowaniem myślałam tylko o tym, że jeśli chcę tam w ogóle dotrzeć, mój stan musi ulec wyraźnej poprawie.
Zanim wzeszło słońce, gwałtowne wymioty ustały, podobnie jak biegunka. Z pewnością nie czułam się całkowicie zdrowa, ale miałam zamiar zrobić wszystko, by zobaczyć Alhambrę. Wsiedliśmy zatem do samochodu, Todd zajął miejsce za kierownicą (dziękuję, kochanie – nie nadawałam się wtedy do prowadzenia auta, zwłaszcza w obcym kraju), a potem ruszyliśmy do Alhambry oddalonej od Nerji o godzinę jazdy krętymi drogami. Po fakcie mogę napisać, że pałac sprostał moim oczekiwaniom. W kolejnych dniach zwiedzaliśmy południową Hiszpanię, a ja zaczęłam stopniowo włączać do mojej diety produkty, które były bardziej treściwe niż bulion na kościach, woda czy elektrolity. Przez resztę wyjazdu dbałam o nawodnienie i starałam się jak najwięcej odpoczywać. Po fakcie uznałam całą tę historię za zatrucie pokarmowe i przestałam o niej myśleć. Tak właściwie _czym innym mógł być ten incydent?_
Kilka miesięcy później, w grudniu 2018 roku, wybrałam się do Toronto, żeby po raz pierwszy w życiu wystąpić podczas konferencji TEDx. Byłam niezwykle podekscytowana, choć czułam się też podenerwowana. Wieczorem przed moją prelekcją wyszłam z hotelu do pobliskiego sklepu z żywnością ekologiczną i zaopatrzyłam się tam w dużą porcję sałatki z kurczakiem (w ramach przygotowań do ważnego dnia postanowiłam zapewnić organizmowi wartościowe białko). Zjadłam ją, wypiłam sporo wody i poszłam spać. Obudziły mnie sensacje żołądkowe i rozwolnienie, ale byłam przekonana, że to wszystko z powodu stresu: gdy człowiek jest czymś podenerwowany lub zaniepokojony, lekki rozstrój żołądka nie jest niczym niezwykłym. Byłam dobrze przygotowana – nauczyłam się swojego wystąpienia na pamięć – lecz gdy występuję przed publicznością złożoną z nieznanych mi osób, zawsze odczuwam tremę. Moje wystąpienie okazało się naprawdę udane, a ja miałam potem do siebie pretensje, że niepotrzebnie się denerwowałam. Wróciłam do domu, a o swoich problemach żołądkowych przypomniałam sobie dopiero przy okazji rozmowy z moim lekarzem medycyny funkcjonalnej, gdy zapytał on:
– Czy zdaje sobie pani sprawę, że w czasie pani wizyty w Toronto wiele przebywających tam osób zmagało się z zakażeniem bakterią _E. coli_?
Oj…
Po wykonaniu badań okazało się, że borykam się z ostrą infekcją _E. coli_. Rozwiązaliśmy ten problem przy użyciu środków zwalczających drobnoustroje (suplementów o silnym działaniu antybakteryjnym) i na tym historia się zakończyła – tak przynajmniej sądziłam. Dwa miesiące później towarzyszyłam mężowi podczas jego wyjazdu służbowego na Hawaje (słowo daję, moje życie nie zawsze wygląda tak efektownie). Po jakichś 24 godzinach od powrotu do domu obudziłam się w środku nocy, znów z powodu bardzo silnych wymiotów. _Co jest, u licha, grane? Wydawało mi się, że uwolniłam się od bakterii_ E. coli_. Czy naprawdę mam aż takiego pecha?_, pomyślałam. Początkowo zakładałam, że to ponowne zatrucie pokarmowe, ale gdy spędziłam w łóżku cały następny dzień i późnym popołudniem wcale nie czułam się lepiej, wysłałam SMS-a do przyjaciółki, która podobnie jak ja jest pielęgniarką o rozszerzonych uprawnieniach. Zasugerowała, żebym pojechała do szpitala.
„Jeśli masz bóle w okolicach brzucha i zwracasz wszystkie przyjmowane płyny, powinni się Tobą zająć specjaliści. Dobrze o tym wiesz, prawda?”, napisała.
Miała rację – musiałam udać się do szpitala. Pojechałam zatem na ostry dyżur; na tym etapie tej historii dokuczał mi tak intensywny ból, że nie mogłam znaleźć dla siebie komfortowej pozycji (możesz mi wierzyć: ból był silniejszy niż podczas porodu). Nie byłam w stanie leżeć nieruchomo na noszach i nieustannie się wierciłam, gdy specjaliści sprawdzali moje podstawowe parametry życiowe. Pielęgniarka i asystent lekarza widzieli, że zmagam się z silnym bólem, lecz początkowo nie byli w stanie wyciągnąć żadnych wniosków z mojej opowieści i objawów, ponieważ moje parametry życiowe nie sugerowały poważnych problemów zdrowotnych. Łamali sobie głowy i z braku lepszych pomysłów podali mi Maalox, ale lek nie pomógł. Pomyślałam ponuro: _Co będzie, jeśli nie zdołają ustalić, co mi dolega? Czy umrę?_ Czułam zbliżającą się katastrofę – miałam wrażenie, że w moim organizmie dzieje się coś ważnego, aczkolwiek nie potrafiłam powiedzieć, co to takiego. Po pojawieniu się wyników badań krwi wydarzenia nabrały tempa. Przekazano mnie w ręce dyżurnej lekarki, która zleciła pilne wykonanie tomografii jamy brzusznej i miednicy. Gdy tylko dostała wyniki tych badań, powiedziała mi:
– Ma pani pęknięcie wyrostka robaczkowego i pancolitis .
Ściągnęła też chirurga, który chciał jeszcze tego samego wieczoru przeprowadzić operację i usunąć część mojej okrężnicy.
– Chwileczkę – zaprotestowałam. – Nie zgodzę się na usunięcie okrężnicy.
Choć byłam zaskoczona tym, że zdiagnozowano u mnie zapalenie wyrostka robaczkowego, na które zwykle chorują młodsze osoby, większe obawy budziło we mnie potencjalnie niepotrzebne usunięcie ważnego organu wewnętrznego. Z proponowanym zabiegiem wiązałaby się kolostomia, nawet jeżeli miałaby być wyłącznie tymczasowa.
Chociaż czułam się fatalnie, wiedziałam, że usunięcie okrężnicy to bardzo kiepski pomysł. Lekarze połączyli siły i zaczęli podawać mi antybiotyki oraz leki przeciwgrzybiczne. Zastosowali też sondę nosowo-żołądkową, żeby zniwelować część trapiących mnie powikłań, w tym niedrożność jelita cienkiego. Po 13 dniach hospitalizacji, podczas której nie brakowało problemów – straciłam około 7 kilogramów, a moje ciało zaczęło spalać mięśnie – zostałam wypisana ze szpitala. Plan zakładał, że po jakichś 6 tygodniach, gdy mój stan zdrowia trochę się poprawi, lekarze usuną mi wyrostek robaczkowy. Wróciłam zatem do domu z centralnym cewnikiem żylnym (specjalną kaniulą umożliwiającą podawanie leków stosowanych podczas leczenia ambulatoryjnego). Wyglądałam jak szkielet i mniej więcej tak się czułam. Nie potrafiłam wykrzesać z siebie choćby odrobiny energii.
Opiekujący się mną zespół złożony z trzech lekarzy: chirurga, specjalisty od chorób zakaźnych i gastroenterologa, zaordynował mi sześciotygodniową kurację kroplówkami z antybiotykami i lekami przeciwgrzybiczymi. Co tydzień przechodziłam badania obrazowe, które miały pokazać, czy jestem już gotowa na usunięcie drenu znajdującego się między moim jelitem ślepym (częścią jelita grubego) a wyrostkiem robaczkowym, który był objęty stanem zapalnym. Tak się bowiem złożyło, że jednym z licznych powikłań, z jakimi się borykałam, była przetoka – kanał łączący dwie części ciała, które w normalnych okolicznościach nie powinny być ze sobą połączone. W tym miejscu muszę jeszcze dodać, że zanim wylądowałam w szpitalu, zgodziłam się wygłosić drugą prelekcję TEDx. Organizatorzy tego wydarzenia nie mieli pojęcia o mojej hospitalizacji. Na szczęście czułam się zdecydowanie lepiej – mogłam już jeść i spać. Mój lekarz prowadzący zgodził się, żebym pojechała do Greenville w Karolinie Południowej, o ile nie pojawią się u mnie nowe objawy. (Ogromnie się cieszę, że zdecydowałam się na ten wyjazd, nawet z pęknięciem wyrostka robaczkowego – ta druga prelekcja TEDx poświęcona postom przerywanym doczekała się ponad 15 milionów wyświetleń i zdecydowała o tym, jak potoczyła się moja dalsza kariera). 10 dni później przeszłam zabieg usunięcia wyrostka robaczkowego.
Ostra faza moich problemów gastrycznych dobiegła wreszcie „końca”. Nie walczyłam już o życie w szpitalu ani nie musiałam się mierzyć z koszmarnymi powikłaniami, natomiast w tym okresie nie zdawałam sobie sprawy, że nie udało mi się jeszcze poznać prawdziwej przyczyny mojej choroby. W jej ustaleniu pomogła rozmowa, jaką odbyłam na początku 2020 roku z doktor Gabrielle Lyon (która wkrótce miała opublikować swój bestseller _Forever Strong_). Z Gabrielle poznałyśmy się podczas jakiejś dyskusji panelowej i szybko się zaprzyjaźniłyśmy. W trakcie jednego z naszych spotkań opowiedziałam jej o moich niedawnych problemach zdrowotnych.
– Hm… wiem, że sporo podróżowałaś. Powiedz mi, proszę, jakie miejsca odwiedziłaś w ciągu ostatniego roku – poprosiła.
– No cóż, w Toronto zaraziłam się _E. coli_, a wcześniej byłam w Maroku, gdzie dopadło mnie jakieś zatrucie pokarmowe – odpowiedziałam.
– Wiesz, opiekuję się wieloma żołnierzami z jednostek specjalnych, a wraz z mężem odwiedziliście sporo miejsc, które nie są zbyt popularne. Sądzę, że podczas pobytu w Maroku zaraziłaś się giardiozą – stwierdziła. – To sprawiło, że twój układ odpornościowy był nadaktywny i nieskuteczny zarazem, co mogło doprowadzić do infekcji wtórnej i zapalenia wyrostka robaczkowego.
Miała rację. Zostałam przebadana pod kątem obecności w moim organizmie ogoniastków jelitowych – pasożytów występujących powszechnie w tej części Afryki Północnej – i okazało się, że te pierwotniaki wciąż żyją w moich jelitach. Lekarze przepisali mi odpowiednie leki, które pozwoliły mi uporać się z tą chorobą. Pasożyty zniknęły, ale kontakt z nimi miał długofalowe konsekwencje. Jestem pielęgniarką o rozszerzonych uprawnieniach; specjalizuję się również w endokrynologii i doradzam tysiącom kobiet, które mierzą się z różnymi problemami zdrowotnymi. W tej sytuacji chciałam wiedzieć, co było przyczyną mojej giardiozy i zakażenia _E. coli_; ta wiedza pozwoliłaby mi lepiej zadbać o zdrowie moje i moich pacjentek. Po długich poszukiwaniach dotarłam do zaskakującej odpowiedzi: moje problemy były powiązane bezpośrednio z perimenopauzą. Choć to giardioza sprawiła, że wylądowałam w szpitalu z licznymi powikłaniami, pierwotną przyczyną tych kłopotów była zbliżająca się menopauza. W jaki konkretnie sposób doprowadziła jednak do moich problemów?
I jeszcze jedno: skoro sama nie potrafiłam początkowo odpowiedzieć na to pytanie, to jakim cudem miałabym oczekiwać, że moje pacjentki sobie z tym poradzą?
W 2018 roku miałam 47 lat i podobnie jak większość kobiet nie poświęcałam szczególnej uwagi kwestii menopauzy. Nie zdawałam sobie sprawy, że zdążyłam już na dobre wejść w okres perimenopauzy, gdyż nadeszła ona niepostrzeżenie. Trzeba też zaznaczyć, że jeśli kobiety (ze mną włącznie) pytają lekarzy o swoje objawy, często otrzymują odpowiedzi typu: „To po prostu jeden z aspektów bycia kobietą” lub „Wszyscy się starzejemy”. Problemy doskwierające pacjentkom mogą być typowe: uderzenia gorąca, wahania nastroju, nocne poty, niskie libido, kłopoty z pamięcią oraz przybieranie na wadze. Trafiają się też mniej oczywiste objawy: bóle stawów, suchość oczu, swędzenie skóry lub kanału słuchowego czy bark zamrożony. Co gorsza, słyszymy, że nic nie można z tym zrobić – „takie jest życie”. Trudno się dziwić takiemu podejściu, jeżeli weźmiemy pod uwagę, jak rzadko naukowcy koncentrują się w badaniach właśnie na kobietach, które zbliżają się do menopauzy lub mają ją już za sobą. Tradycyjna medycyna, która od tysiącleci bagatelizowała objawy menopauzy, stopniowo się jednak zmienia: powoli pojawiają się wyniki badań rzucające światło na to, jak kobiety mogą sobie radzić z tym etapem swojego życia. Tak naprawdę dopiero odkrywamy, jak duże zmiany w organizmie kobiety wywołuje menopauza. Co ważne, także w odniesieniu do tej książki, stopniowo gromadzimy wiedzę o tym, jak dbać o nasz układ odpornościowy i mikrobiom jelitowy, by cieszyć się lepszym zdrowiem zarówno w okresie okołomenuopauzalnym, jak i przez resztę życia.
Na czym dokładnie polega różnica między perimenopauzą a menopauzą? Perimenopauza to czas, kiedy organizm kobiety zaczyna się przygotowywać do MENOPAUZY, czyli całkowitego ustania miesiączkowania. Wspomniany okres trwa zazwyczaj od 5 do 10 lat i zaczyna się, gdy kobieta ma mniej więcej 40 lat. Perimenopauza jest czasem przejściowym poprzedzającym menopauzę – ciało powoli przyzwyczaja się wtedy do obniżonego poziomu określonych hormonów (zwłaszcza progesteronu i estrogenu). Ze względu na to, że wiele informacji przedstawianych w tej książce odnosi się zarówno do perimenopauzy, jak i okresu postmenopauzy, często stosuję w tym tekście bardziej ogólnikowy termin, jakim jest _okres okołomenopauzalny_.
Jeśli nie liczyć zmian dotyczących naszego metabolizmu, snu i sprawności intelektualnej, towarzyszący menopauzie spadek poziomu estrogenu i innych hormonów płciowych ma również fatalny wpływ na układ odpornościowy. Kobiety stają się wówczas bardziej podatne na zakażenia oportunistyczne i częściej zmagają się ze stanami zapalnymi. To jednak nie wszystko: czy wiesz, gdzie kryje się znaczna część naszego układu odpornościowego? W jelitach. Skład naszego mikrobiomu jelitowego zmienia się wraz z wiekiem: największa różnorodność panuje tam pod koniec trzeciej i na początku czwartej dekady życia, natomiast w połowie piątej dekady w jelitach zachodzą wyraźne zmiany. Mikrobiota przestaje być tak różnorodna, a dodatkowo ma na nią ogromny wpływ spadek poziomu hormonów płciowych. Badania pokazują, że kobiety po menopauzie mają mniej zróżnicowany i uboższy mikrobiom, zmagają się ze stanami zapalnymi o niskiej intensywności i doświadczają translokacji bakteryjnej (to sytuacja, w której bakterie pokonują wyściółkę jelit i dostają się tam, gdzie nie powinny być – na przykład do limfy lub krwi). Wszystko to wpływa na metabolizm, częstotliwość i intensywność stanów zapalnych, nastrój, procesy poznawcze oraz kondycję kości.
W moim wypadku te problemy nałożyły się na siebie. Wahania poziomu hormonów w moim organizmie (a co za tym idzie, zmiany w moim układzie odpornościowym) sprawiły, że nie tylko byłam bardziej podatna na zakażenia oportunistyczne, lecz także trudniej było mi je pokonać. Spadający poziom estrogenu doprowadził do nasilenia objawów gastrycznych, ponieważ mój układ odpornościowy stał się mniej responsywny, a ekspozycja na patogeny miała na niego bardziej szkodliwy wpływ. Niestety musiało minąć sporo czasu, zanim połączyłam wszystkie elementy tej układanki w jedną całość.
Układ pokarmowy ma dużą powierzchnię i jest szczególnie narażony na oddziaływanie czynników zewnętrznych. Z jednej strony musi przepuszczać składniki odżywcze, a z drugiej – chronić nas przed patogenami i toksynami. Menopauza zaburza działanie tych skutecznych mechanizmów defensywnych. To pozwala wyjaśnić, dlaczego mój mąż jadł te same potrawy i nie miał żadnych problemów, podczas gdy ja poważnie się rozchorowałam i nawet po pewnym czasie moje ciało zmagało się z nadaktywnością układu immunologicznego.
Nie rezygnuj jednak z dalszej lektury, gdyż mam dla Ciebie również dobre wieści. Ponieważ badania sugerują istnienie dwustronnej zależności między naszymi hormonami płciowymi a mikrobiomem jelitowym – wyższy poziom estrogenu i progesteronu sprzyja między innymi większej różnorodności mikrobioty, a do tego pozwala zachować integralność bariery jelitowej – istnieje ścieżka, którą możemy wybrać, by zadbać o nasze jelita i utrzymać je w dobrej kondycji pomimo upływu lat. Choć ta droga będzie wyglądać nieco inaczej dla każdej osoby, opis tej ścieżki pomoże Ci ustalić, co sprawdzi się w Twoim wypadku. Dopóki lekarze i naukowcy nie nadrobią zaległości związanych z tymi zagadnieniami, musisz się uzbroić w niezbędną wiedzę, dzięki czemu staniesz się najskuteczniejszą obrończynią własnego zdrowia.
Informacje pozwalające kroczyć wspomnianą właśnie drogą znajdują się w tym momencie w Twoich rękach. Ta książka zapewni Ci potwierdzone badaniami rozwiązania, które nie tylko przetestowałam na sobie, lecz także sprawdziłam razem z setkami kobiet znajdujących się pod moją opieką. Zacznę od zaprezentowania niezbędnych informacji na temat interakcji różnych układów z jelitami oraz tego, w jaki sposób to wszystko zmienia się w okresie okołomenopauzalnym. Potem przedstawię wielopoziomowy plan, który pozwoli Ci cieszyć się prawidłowym funkcjonowaniem jelit po menopauzie, gdyż zapewniam Cię, że to może być wspaniały czas. Dzięki skoncentrowaniu się na kwestiach powiązanych ze stylem życia – gęstości odżywczej, częstotliwości posiłków, podaży błonnika, spożywaniu produktów fermentowanych i prebiotyków, jakości snu, ćwiczeniach fizycznych, a być może także hormonalnej terapii zastępczej i suplementacji dopasowanej do Twoich potrzeb – zadbasz o sprawnie działający układ odpornościowy. To z kolei powinno się przełożyć na dobre funkcjonowanie Twojego ciała i umysłu po menopauzie.
Gdy podczas pisania wstępu do tej książki na nowo przemyślałam tamte problemy zdrowotne, wyraźnie dostrzegłam, jak bardzo Cynthia sprzed września 2018 roku różniła się od Cynthii z późniejszego okresu. Wszystko to, przez co przeszłam w 2018 i 2019 roku, przygotowało mnie do dyskusji, w jakie mam zamiar się zaangażować na łamach tej książki. Przedstawię tutaj z trudem wywalczone i sprawdzone informacje oraz porady, których przypuszczalnie nie usłyszysz od lekarzy. Choć wiele kobiet mierzy się z problemami dotyczącymi prawidłowego rozpoznania i leczenia objawów, to menopauza nie musi być wyrokiem. Nie musimy cierpieć w milczeniu. Dostęp do informacji oznacza możliwość wzięcia pewnych spraw w swoje ręce. Dzięki wiedzy przedstawianej w tym tekście – i innych książkach napisanych przez osoby próbujące zmienić powszechne poglądy dotyczące zdrowia w okresie okołomenopauzalnym – każda kobieta będzie mogła dokonywać lepszych wyborów i zyska większą świadomość tego, co może zrobić, by cieszyć się zdecydowanie lepszym zdrowiem. Nie chodzi bowiem o to, by jakoś ten czas przetrwać, ale o to, żeby świetnie sobie wtedy radzić. Może zdołam Cię zachęcić do przyjęcia podobnego punktu widzenia?