-
nowość
-
promocja
Mężczyzna o tysiącu twarzy - ebook
Mężczyzna o tysiącu twarzy - ebook
Reporterskie śledztwo tropem genialnego manipulatora.
Jest pilotem samolotów pasażerskich, innym razem fotografem wojennym, inżynierem w zakładach Peugeota, żołnierzem w Strefie Gazy, policjantem, lekarzem albo franczyzobiorcą firmy kosmetycznej. Bywa Hiszpanem, Argentyńczykiem, Brazylijczykiem lub Portugalczykiem. Ma na imię Daniel, Alexander, Ricardo, Jeremias, Carlos, Antonio. Jego ojciec jest kolejarzem w Buenos Aires, sędzią w Rio de Janeiro albo nie żyje, bo zginął w katastrofie śmigłowca.
Nic z tego nie jest prawdą. (fragment książki)
Przez lata zwodzi kobiety, zdradza je i oszukuje. Prowadzi równoległe życia w kilku krajach na dwóch kontynentach. Jego ofiary są skłonne uwierzyć w nawet najbardziej bezczelne kłamstwa i absurdalne wytłumaczenia.
Na czym polega jego sekret? Czy wystarcza, że dla swoich wybranek jest zawsze dokładnie taki, jakim chcą go widzieć? I kim się okaże, gdy opadną już wszystkie maski?
Prawdziwa historia podróży z luksusowych paryskich apartamentów przez brazylijskie komisariaty do skrytej w zimowej mgle Polski.
| Kategoria: | Literatura faktu |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-08-08722-0 |
| Rozmiar pliku: | 2,0 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Gdy miałam dwadzieścia parę lat, pierwszy chłopak, z którym się związałam, ukrył magnetofon w moim salonie, między grzejnikiem a ścianą. Pod swoją nieobecność nagrywał wszystko, co się tam działo. Potem odsłuchiwał nagrania, czyli moje rozmowy z przelotnymi gośćmi albo przez telefon, i robił do nich drobne aluzje. Jeśli mówiłam coś o nim lub o naszej relacji, nawiązywał do tego, zadając różne pytania i podając szczegóły, które mnie przerażały. Skąd wiedział, co powiedziałam? To był obłęd. Ciągnęło się to przez wiele miesięcy. W końcu wyznał mi prawdę, a ja wpadłam w panikę. Zerwałam z nim.
Kilka lat później wyjechałam do Londynu, by zamieszkać z młodym Anglikiem zatrudnionym w branży wydawniczej. Był to najbardziej brytyjski z Brytyjczyków, jak z _Asteriksa_: zadzierał nosa, zaprawiał wrzątek chmurką mleka, a do spania wkładał szlafmycę. Pewnego dnia dowiedziałam się, że od dłuższego czasu nigdzie nie pracuje, bo w istocie jest Amerykaninem bez wizy. Rano szedł do biblioteki, a wieczorem udawał, że wraca z roboty. Tym razem przestraszyłam się jeszcze bardziej. Myślałam, że którejś nocy mnie zamorduje, jeśli poinformuję go o swoim odkryciu. Nie pisnęłam ani słowa. Obserwowałam przez parę dni, jak wychodzi i wraca, pije swoją herbatkę i zagryza – a jakże – totalnie brytyjskimi scone’ami, czyli przypominającymi bułeczki półkruchymi ciastkami. Zaczęłam go podpytywać o jego zajęcie. Odpowiadał wymijająco. Z czasem musiał się domyślić, że wiem. Nie porozmawialiśmy o tym. Odeszłam.
Tak działo się również później. Mężczyźni, których kochałam, bywali często oszustami i manipulantami. To przygnębiające, ale widać tacy są w moim typie. Ta kuriozalna skłonność dopadała mnie także w pracy. Najbardziej interesowali mnie krętacze, hochsztaplerzy i inni szarlatani. Dlatego, gdy zgłosiła się do mnie Marianne i poznałam historię jej i Ricarda, stwierdziłam, że to, co mi opowiedziała, dotyczy też moich osobistych, pokręconych, niekończących się poszukiwań. A fakt, że człowiek ten nigdy nie stanął na mojej drodze i nie figuruję dziś na liście jego ofiar, uważam za zwykły przypadek.
------------------------------------------------------------------------
Czternastego listopada 2015 roku, po długiej nocy zamachów w Bataclanie i w ogródkach paryskich kawiarni, około szóstej rano Marianne widzi, jak jej partner Alexandre szykuje się w pośpiechu, żeby pojechać do Szpitala Louis-Mourier w Colombes, gdzie pracuje jako lekarz specjalista, chirurg klatki piersiowej. Para trzydziestolatków mieszka w Paryżu, w pobliżu kanału Saint-Martin. Dzielą duże, białe mieszkanie z kolorowymi półkami; Marianne kupiła je i gruntownie wyremontowała dwa lata wcześniej. Jest ilustratorką, jada głównie żywność ekologiczną, odwiedza kina nad kanałem i ważne wystawy. Do zamachów doszło w pobliżu ich domu. Oboje są w szoku. Czują, że to dotyczy także ich, że są na celowniku. Wychodząc, Alexandre wie, że czeka go ciężki dzień. W nocy ordynator pozwolił mu się wyspać, ale ranni nie mogą dłużej czekać na operacje.
Gdy wieczorem wraca do domu, Marianne widzi, że jest przybity i ma ponurą minę. Opada na kanapę, milczący i wyczerpany. Powinni iść na umówiony już dawno aperitif u sąsiadów, ale Alexandre nie ma siły. Marianne delikatnie go namawia, żeby się trochę rozerwał; przekonuje, że wyjście dobrze mu zrobi. On w końcu się zgadza. Nie może jednak zapomnieć o całym minionym dniu, opowiada więc o tym, co widział i przeżył. Sąsiedzi – Djamila i Olivier – nigdy nie zapomną, jak tamtego wieczoru wszyscy zalewali się łzami, gdy Alexandre opisywał podziurawionych przez kule, okaleczonych lub sparaliżowanych pacjentów, których operował. Są wstrząśnięci, gdy mówi o rannej w Bataclanie dziewczynie, której nie zdołał uratować; zmarła na stole operacyjnym. I o trudnym doświadczeniu, jakim było poinformowanie o tym jej ojca, gdyż nijak nie mógł znaleźć odpowiednich słów...
Djamilę i Oliviera uderzają prostota i skromność Alexandre’a. Zrobił swoje, nic poza tym; nie podkreśla swoich zasług. W młodości pomagał ofiarom wojen jako członek organizacji Lekarze bez Granic i to wtedy nauczył się, jak twierdzi, odpowiednich gestów oraz dystansu. Po raz pierwszy o tym wspomina, głównie o swoim pobycie w Sudanie. Nie chwali się, nie popada w przesadę. Ale to właśnie dzięki tym doświadczeniom mógł dziś dostrzec pewną wstrząsającą prawdę o swoich pacjentach: część kul, które wydobył z ich ciał, nie pochodziła z broni terrorystów, lecz policjantów.
Djamila i Olivier czują wdzięczność. Przez cały dzień w odrętwieniu tkwili przed telewizorem, oglądając w kółko relacje z ataków, a kładą się spać niemal dumni, bo okazuje się, że znają jedną z nielicznych osób, które stanęły na wysokości zadania w tych fatalnych okolicznościach.
Gdy Marianne analizuje swój związek z Alexandre’em, czas spędzony z nim w apartamencie przy wąskiej, ukwieconej uliczce, gdzie nadal mieszka, gdy rozmawia o tym z sąsiadami, którzy teraz wspierają ją z całych sił, uznaje ten wieczór za jeden z najbardziej oszałamiających momentów w swoim życiu.
Bo nic z tego, o czym mówił Alexandre, nie jest prawdą. Teraz Marianne to wie. Alexandre nigdy nie przekroczył progu tamtego szpitala. Nie jest lekarzem. Nie ma nawet na imię Alexandre.
------------------------------------------------------------------------
ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI KSIĄŻKI
------------------------------------------------------------------------