Miasto, które smakuje yerba mate. Reportaż z Montevideo - ebook
Miasto, które smakuje yerba mate. Reportaż z Montevideo - ebook
Montevideo się nie zwiedza – je się przeżywa.
Z filiżanką yerba mate w dłoni, w rytmie bębnów candombe i rozmów prowadzonych na targach, stadionach i w sąsiedzkich barach. Kinga Eysturland, związana z miastem od ponad dekady, prowadzi poza turystyczne trasy – przez Ciudad Vieja, Pocitos, Carrasco i El Prado – do miejsc, w których toczy się życie urugwajskiej stolicy.
Autorka oddaje głos mieszkańcom Montevideo – producentce biżuterii, przedsiębiorcom, sportowcom i ludziom kultury. Ich opowieści prowadzą przez miasto widziane od środka i sprawiają, że stajesz się uczestnikiem rozmów o historii, mentalności oraz codziennych rytuałach stolicy.
Spróbujesz chivito, wołowinę z parrilli i dulce de leche, nauczysz się rytuału picia yerba mate, zrozumiesz, dlaczego piłka nożna jest tu sprawą niemal świętą, a spacer Ramblą – najlepszym sposobem na myślenie o świecie.
Zwiedź, zasmakuj i pokochaj Montevideo od środka!
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Podróże |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788383177571 |
| Rozmiar pliku: | 19 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
A jednak to właśnie wzgórze – jedno, samotne i na dodatek niezbyt imponujące – dało nazwę całej stolicy. Według legendy zauważył je marynarz z wyprawy Magellana, zbliżając się do brzegu Nowego Świata, i obwieścił to gromkim: _Monte vide eu!_ – Widzę górę! Inna wersja mówi o kartograficznym zapisie _Monte VI De Este a Oeste_ – szósta góra z kolei, licząc ze wschodu na zachód. Fakty ponownie ustępują miejsca opowieściom – ale jedno jest pewne: chodzi o Cerro de Montevideo, wznoszące się na 134 m n.p.m.¹
Aleja Herrery to granica Pocitos i Buceo
To na jego szczycie hiszpański dowódca Bruno Mauricio de Zabala założył punkt obserwacyjny mający chronić miasto przed atakami od strony wody. W 1802 roku wzniesiono tam latarnię morską. W 1809 roku rozpoczęto budowę twierdzy, którą ukończono 30 lat później – stoi ona do dziś, lecz mało kto ją odwiedza, chociaż mieści się w niej Museo Militar Fortaleza General Artigas. Cerro – dzielnica wokół wzgórza – aktualnie nie cieszy się najlepszą sławą. Mimo że forteca powinna być atrakcją turystyczną, zła reputacja okolicy skutecznie odstrasza turystów.
A przecież Cerro wciąż żyje swoją historią. Widać ją w nazwach ulic – Grecia, Francia, Suiza, Polonia – stanowiących ślady po europejskich imigrantach, którzy kiedyś wierzyli, że to właśnie tu czeka na nich lepsze życie. Wśród potomków tych marzycieli urodziła się Natalia Oreiro – ikona telenowel i latynoskiej popkultury. A także José Mujica, „el Pepe” – nieżyjący już były prezydent Urugwaju, który uczynił z prostoty życia swój znak rozpoznawczy.
Montevideo rośnie, chociaż niezbyt gwałtownie. W 1950 roku liczyło nieco ponad 1,2 miliona mieszkańców, dziś – ok. 1,7 miliona. To ponad połowa ludności całego kraju. Mimo rolniczego charakteru Urugwaju, aż 96%² obywateli żyje w miastach. Dla porównania: drugie co do wielkości skupisko mieszkańców, Salto, liczy nieco ponad 100 tysięcy obywateli.
Z morza pamp i pagórków wyłania się miasto, którego nazwa zaczęła się od wzgórza – skromnego, niepozornego, ale widocznego z daleka. Takiego, które być może naprawdę ktoś kiedyś zobaczył i na jego widok zawołał z pokładu statku: _Monte vide eu!_
Avenida Italia – nieoficjalna granica zamożności
Miasto po przejściach, kraj bez wojny
Z pozoru nic nie zapowiadało wojny. Ciche uliczki Montevideo i rozległe plaże bardziej zachęcają do spaceru niż do walki. A jednak przez ponad sto lat właśnie tu – na skrzyżowaniu interesów mocarstw i ambicji polityków – toczyły się walki, które kształtowały nie tylko kraj, ale też miasto.
W XIX wieku Montevideo było bardziej fortecą niż metropolią. Twierdzą nad Río de la Plata, którą blokowali raz Francuzi, raz Brytyjczycy, a najczęściej – sąsiedzi. W czasie, gdy trwała Guerra Grande (Wielka Wojna, 1839–1851), przez dwanaście lat ośrodek pozostawał w stanie oblężenia. Życie toczyło się za murami, a każda dostawa z zewnątrz stanowiła wydarzenie. Na ulicach stacjonowały oddziały brazylijskie, a z okien domów wypatrywano argentyńskich wojsk.
Montevideo było wtedy jak mała Europa w Ameryce Południowej. Tętniące życiem, pełne imigrantów, interesów, ale też napięć. Trochę Paryż, trochę Genua, a trochę wojenny front. Wojny domowe rozgrywały się często właśnie w stolicy. To stąd rządzili Colorados, tu próbowano zdobywać władzę z rąk Blancos. Partyzanckie walki i przewroty nie omijały Alei 18 de Julio ani Starego Miasta. Każda rewolucja niosła się echem po ośrodku.
A potem nadeszło XX stulecie – i choć nie przyniosło klasycznych wojen, przywiało coś innego: strach. W latach 60. i 70. na ulicach Montevideo grasowali _Tupamaros_ – partyzanci, którzy porywali polityków i urządzali akcje sabotażowe, a władze odpowiadały brutalną siłą. Miasto znów znalazło się w stanie oblężenia – tym razem psychicznego. Przyszła cenzura, a potem zamach stanu i dyktatura wojskowa.
Plaza Matriz
Od 1985 roku po dziś dzień Urugwaj jest jednym z najspokojniejszych krajów Ameryki Łacińskiej. Montevideo nie pamięta dźwięku syren alarmowych, nie ma bunkrów ani posterunków wojskowych. O wojnach świadczą jedynie stare pomniki, nazwy ulic i wspomnienia. Dominuje też świadomość, że nawet w miejscu znającym przemoc można zbudować kulturę pokoju i współistnienia.
------------------------------------------------------------------------
ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI KSIĄŻKI
------------------------------------------------------------------------