Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Miasto, które smakuje yerba mate. Reportaż z Montevideo - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
24 lutego 2026
5399 pkt
punktów Virtualo

Miasto, które smakuje yerba mate. Reportaż z Montevideo - ebook

Montevideo się nie zwiedza – je się przeżywa.

Z filiżanką yerba mate w dłoni, w rytmie bębnów candombe i rozmów prowadzonych na targach, stadionach i w sąsiedzkich barach. Kinga Eysturland, związana z miastem od ponad dekady, prowadzi poza turystyczne trasy – przez Ciudad Vieja, Pocitos, Carrasco i El Prado – do miejsc, w których toczy się życie urugwajskiej stolicy.

Autorka oddaje głos mieszkańcom Montevideo – producentce biżuterii, przedsiębiorcom, sportowcom i ludziom kultury. Ich opowieści prowadzą przez miasto widziane od środka i sprawiają, że stajesz się uczestnikiem rozmów o historii, mentalności oraz codziennych rytuałach stolicy.

Spróbujesz chivito, wołowinę z parrilli i dulce de leche, nauczysz się rytuału picia yerba mate, zrozumiesz, dlaczego piłka nożna jest tu sprawą niemal świętą, a spacer Ramblą – najlepszym sposobem na myślenie o świecie.

Zwiedź, zasmakuj i pokochaj Montevideo od środka!

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Podróże
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788383177571
Rozmiar pliku: 19 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Urugwaj nie ma gór. A przynajmniej nie takie, które można by wpisać na listę marzeń alpinistów. To kraj głównie nizinny, rozciągający się leniwie pomiędzy trawami pampy, gdzie rytm wyznaczają pasące się krowy i słońce niezłomnie sunące po niebie. Cerro Catedral, najwyższy punkt w kraju, wznosi się na zaledwie 513 m n.p.m. W skali kontynentu to łupinka zajmująca ostatnie miejsce wśród południowoamerykańskich szczytów. Jednak Montevideo nie jest całkiem płaskie. W codziennej rzeczywistości pieszych i rowerzystów tutejsze pagórki potrafią dać się we znaki. Szczególnie latem, gdy asfalt parzy w stopy, a każdy podjazd wydaje się osobistym wyzwaniem.

A jednak to właśnie wzgórze – jedno, samotne i na dodatek niezbyt imponujące – dało nazwę całej stolicy. Według legendy zauważył je marynarz z wyprawy Magellana, zbliżając się do brzegu Nowego Świata, i obwieścił to gromkim: _Monte vide eu!_ – Widzę górę! Inna wersja mówi o kartograficznym zapisie _Monte VI De Este a Oeste_ – szósta góra z kolei, licząc ze wschodu na zachód. Fakty ponownie ustępują miejsca opowieściom – ale jedno jest pewne: chodzi o Cerro de Montevideo, wznoszące się na 134 m n.p.m.¹

Aleja Herrery to granica Pocitos i Buceo

To na jego szczycie hiszpański dowódca Bruno Mauricio de Zabala założył punkt obserwacyjny mający chronić miasto przed atakami od strony wody. W 1802 roku wzniesiono tam latarnię morską. W 1809 roku rozpoczęto budowę twierdzy, którą ukończono 30 lat później – stoi ona do dziś, lecz mało kto ją odwiedza, chociaż mieści się w niej Museo Militar Fortaleza General Artigas. Cerro – dzielnica wokół wzgórza – aktualnie nie cieszy się najlepszą sławą. Mimo że forteca powinna być atrakcją turystyczną, zła reputacja okolicy skutecznie odstrasza turystów.

A przecież Cerro wciąż żyje swoją historią. Widać ją w nazwach ulic – Grecia, Francia, Suiza, Polonia – stanowiących ślady po europejskich imigrantach, którzy kiedyś wierzyli, że to właśnie tu czeka na nich lepsze życie. Wśród potomków tych marzycieli urodziła się Natalia Oreiro – ikona telenowel i latynoskiej popkultury. A także José Mujica, „el Pepe” – nieżyjący już były prezydent Urugwaju, który uczynił z prostoty życia swój znak rozpoznawczy.

Montevideo rośnie, chociaż niezbyt gwałtownie. W 1950 roku liczyło nieco ponad 1,2 miliona mieszkańców, dziś – ok. 1,7 miliona. To ponad połowa ludności całego kraju. Mimo rolniczego charakteru Urugwaju, aż 96%² obywateli żyje w miastach. Dla porównania: drugie co do wielkości skupisko mieszkańców, Salto, liczy nieco ponad 100 tysięcy obywateli.

Z morza pamp i pagórków wyłania się miasto, którego nazwa zaczęła się od wzgórza – skromnego, niepozornego, ale widocznego z daleka. Takiego, które być może naprawdę ktoś kiedyś zobaczył i na jego widok zawołał z pokładu statku: _Monte vide eu!_

Avenida Italia – nieoficjalna granica zamożności

Miasto po przejściach, kraj bez wojny

Z pozoru nic nie zapowiadało wojny. Ciche uliczki Montevideo i rozległe plaże bardziej zachęcają do spaceru niż do walki. A jednak przez ponad sto lat właśnie tu – na skrzyżowaniu interesów mocarstw i ambicji polityków – toczyły się walki, które kształtowały nie tylko kraj, ale też miasto.

W XIX wieku Montevideo było bardziej fortecą niż metropolią. Twierdzą nad Río de la Plata, którą blokowali raz Francuzi, raz Brytyjczycy, a najczęściej – sąsiedzi. W czasie, gdy trwała Guerra Grande (Wielka Wojna, 1839–1851), przez dwanaście lat ośrodek pozostawał w stanie oblężenia. Życie toczyło się za murami, a każda dostawa z zewnątrz stanowiła wydarzenie. Na ulicach stacjonowały oddziały brazylijskie, a z okien domów wypatrywano argentyńskich wojsk.

Montevideo było wtedy jak mała Europa w Ameryce Południowej. Tętniące życiem, pełne imigrantów, interesów, ale też napięć. Trochę Paryż, trochę Genua, a trochę wojenny front. Wojny domowe rozgrywały się często właśnie w stolicy. To stąd rządzili Colorados, tu próbowano zdobywać władzę z rąk Blancos. Partyzanckie walki i przewroty nie omijały Alei 18 de Julio ani Starego Miasta. Każda rewolucja niosła się echem po ośrodku.

A potem nadeszło XX stulecie – i choć nie przyniosło klasycznych wojen, przywiało coś innego: strach. W latach 60. i 70. na ulicach Montevideo grasowali _Tupamaros_ – partyzanci, którzy porywali polityków i urządzali akcje sabotażowe, a władze odpowiadały brutalną siłą. Miasto znów znalazło się w stanie oblężenia – tym razem psychicznego. Przyszła cenzura, a potem zamach stanu i dyktatura wojskowa.

Plaza Matriz

Od 1985 roku po dziś dzień Urugwaj jest jednym z najspokojniejszych krajów Ameryki Łacińskiej. Montevideo nie pamięta dźwięku syren alarmowych, nie ma bunkrów ani posterunków wojskowych. O wojnach świadczą jedynie stare pomniki, nazwy ulic i wspomnienia. Dominuje też świadomość, że nawet w miejscu znającym przemoc można zbudować kulturę pokoju i współistnienia.

------------------------------------------------------------------------

ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI KSIĄŻKI

------------------------------------------------------------------------
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij