Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Miasto niespokojnych dusz - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
5 sierpnia 2026
3024 pkt
punktów Virtualo

Miasto niespokojnych dusz - ebook

Nie igra się z magią, której siły się nie zna.

Nikt nigdy nie nauczył Sabiny panować nad mocą płynącą w jej żyłach. Przeciwnie – przez lata musiała ukrywać talent nawet przed najbliższymi. Szukała mentora wszędzie: u egzorcystów, wróżbiarek na telefon i każdego, kto choćby udawał, że zna się na magii. Bez skutku. W końcu wzięła sprawy w swoje ręce… Co było jednak błędem.

Od tamtej pory mocy używała tylko wtedy, kiedy naprawdę musiała. Do momentu, gdy morderczy upiór i zagadkowy czarodziej Michał nie wciągnęli jej w świat, którego istnienie miało pozostać tajemnicą. Działający w ukryciu Zakon Złotej Jabłoni od razu wziął Sabinę pod swoją opiekę – i wysłał na magiczny trening, który szybko zmienił się w brutalną praktykę.

Poznań zalewa fala krwiożerczych stworzeń niewidzianych od ponad stu lat. Z pomocą Michała, jego rodziny i Zakonu Sabina musi odkryć źródło anomalii oraz rozwiązać zagadkę z przeszłości.

Czy powstrzyma prastare zło czające się w mieście? I co z tym wszystkim ma wspólnego jej czarny kot Behemot?

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Kryminał
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8330-879-1
Rozmiar pliku: 1,8 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Spis treści

Okładka

Spis treści

Strony tytułowe

Dedykacja

Prolog

Rozdział pierwszy

Rozdział drugi
Rozdział trzeci
Rozdział czwarty
Rozdział piąty
Rozdział szósty
Rozdział siódmy
Rozdział ósmy
Rozdział dziewiąty
Rozdział dziesiąty
Rozdział jedenasty
Rozdział dwunasty
Rozdział trzynasty
Rozdział czternasty
Rozdział piętnasty
Rozdział szesnasty
Rozdział siedemnasty
Rozdział osiemnasty
Rozdział dziewiętnasty
Rozdział dwudziesty
Epilog
Podziękowania

Strona redakcyjna

ReklamaPROLOG

Poznań, pięć lat wcześniej

Sabina nie miała wygórowanych oczekiwań wobec niewielkiej imprezy z udziałem znajomych z liceum. Nie spodziewała się jednak katastrofy, która skłoni ją do przeprowadzenia czarnomagicznego rytuału.

– Co ty robisz?!

Dziewczyna odgarnęła włosy z twarzy, nie przejmując się, że brudzi je kredą – i tak pewnie wyglądała jak szurnięta staruszka. Obejrzała się przez ramię na stojącą w progu współlokatorkę.

– Szykuję klątwę – odparła.

Agata usiadła na kanapie.

– Wygląda… złowieszczo.

– To dobrze. Taka ma być.

Sabina klęczała na podłodze przy wielkim arkuszu czarnego brystolu, na którym widniała wpisana w podwójny okrąg pięcioramienna gwiazda z symbolem alchemicznym nad każdym wierzchołkiem. Według instrukcji pentakl powinien zostać namalowany krwią (lub przynajmniej czerwoną farbą) na drewnianej podłodze, ale księga miała swoje lata. Jej autor z pewnością nie przewidział, że zamiast doświadczonego maga z własną pracownią rytuał będzie przeprowadzać studentka anglistyki – i to w wynajętym mieszkaniu. Właścicielka lokum, pani Halinka, była miła i dość wyrozumiała, lecz Sabina podejrzewała, że nawet dla niej pentakl w salonie mógłby okazać się nie do przyjęcia.

Kiedy skończyła poprawiać okręgi, wstała, otrzepała ręce z białego pyłu i podeszła do rozciągniętego na ścianie sznurka, z którego zwisały pęki suszonych ziół. Wyjęła kilka łodyżek nagietka, pokrzywy i krwawnika, po czym zajrzała do leżącej na biurku księgi. Przesunęła palcem po pożółkłej stronie.

Wszystko się zgadza, pomyślała.

Wyjęła jeszcze parę główek maku z szuflady. Rozłożyła to wszystko wokół pentaklu, a potem ustawiła w jego ramionach czarne świece. Znów zajrzała do księgi i dodała jeszcze jedną, na samym środku. Obok brystolu położyła krótki sztylet o rzeźbionej rękojeści z motywem ptasich skrzydeł – zdobycz upolowaną całkiem niedawno na jednym z poznańskich pchlich targów.

– Wiesz, że nie musisz tego robić – odezwała się w końcu Agata.

Sabina spojrzała na przyjaciółkę. Dziewczyna zdążyła już zebrać włosy w niedbały kok na czubku głowy i zmienić szałowy kombinezon, kupiony w lumpie specjalnie na tę imprezę, na wygodny dres. Zmyła też makijaż, chociaż niedokładnie – pod oczami wciąż miała ciemne ślady rozmazanego tuszu. Sabina poczuła, jak na widok rezygnacji na twarzy Agaty coś ściska ją w środku, a gniew znowu zaczyna buzować tuż pod skórą.

– Nie muszę – przyznała – ale chcę.

Dzisiejszy wieczór zaczął się całkiem miło: siedziały przy tanim piwie w przyjemnej knajpce nieopodal Starego Rynku, w towarzystwie znajomych ze szkoły, którzy też zaczynali studia w Poznaniu. I naprawdę wszystko byłoby w porządku, gdyby do ich stolika nagle nie dosiadł się dawny kolega z klasy, którego nikt na to spotkanie nie zapraszał. Grubo podchmielony Tobiasz jak zwykle gotów był nazywać Agatę „Tomkiem” oraz informować ją, że nigdy nie będzie „prawdziwą kobietą”. Sabina przez całe liceum marzyła o tym, żeby utopić go w kiblu, lecz Agata z jakiegoś niezrozumiałego powodu sprzeciwiała się „takiemu drastycznemu rozwiązaniu”. Sabina uważała, że za drastyczne uznać należy raczej pozwalanie mu na chodzenie po szkole z niezaszytą jadaczką, lecz niestety do końca liceum nie udało jej się wynaleźć stosownego zaklęcia.

Wtedy jednak nie miała jeszcze księgi.

– Wiesz co, ja już do niego przywykłam. Poza tym wszyscy od razu zareagowali – powiedziała Agata. – To było miłe.

– Miło byłoby też, gdybyśmy więcej nie musiały oglądać tego gnojka.

– Poznań to duże miasto. Nawet ktoś taki jak on nie będzie miał czasu się nam naprzykrzać, jak zaczną się zajęcia.

Sabina kiwnęła głową, choć bez przekonania. Zanim barman wytargał Tobiasza za kołnierz i dosłownie wywalił na zewnątrz, ten zdążył rzucić złowieszczym szeptem, że dowie się, gdzie mieszkają.

Na samo wspomnienie nienawistnego uśmiechu chłopaka przeszył ją dreszcz.

– Co właściwie zamierzasz zrobić? – zapytała przyjaciółka, spoglądając na pentakl i świece. – Przywołać Szatana i poprosić, żeby zorganizował Tobiaszowi wykład o prawach osób LGBT+?

– Znalazłam w księdze rytuał, który powinien dać mu nauczkę i sprawić, że będzie trzymał się od nas z daleka. Nie wiem, czy to drugie się uda – przyznała – ale skoro w najgorszym wypadku zamiast zakazu zbliżania się i rzeżączki koleś dostanie samą rzeżączkę, to chyba warto spróbować, co?

Agata przewróciła oczami, ale kąciki jej ust uniosły się nieznacznie.

– W porządku. Rób, co uważasz za słuszne – odparła i wstała z kanapy.

– Agata? – rzuciła Sabina, a współlokatorka zatrzymała się w progu.

– No?

– Nie wchodź, dopóki stąd nie wyjdę, okej?

Dziewczyna spojrzała na nią podejrzliwie, ale kiwnęła głową.

Kiedy za Agatą zamknęły się drzwi, Sabina zakasała rękawy i zabrała się do dzieła. Zaczęła zapalać świece, przy każdej mamrocząc krótką prośbę o wsparcie do sił nadprzyrodzonych. W ostatnią z nich włożyła pęczek suszonych ziół, które zajęły się z trzaskiem. Zacisnęła usta, czując na palcach żar zbliżającego się ognia, ale nie puściła łodyżek. Płomień zgasł, nim sięgnął jej skóry.

Zgasło też światło.

Sabina wzdrygnęła się. Spróbowała uspokoić serce, które biło jak szalone. Niewyjaśnione zjawiska towarzyszyły jej, odkąd pamiętała, lecz przeważnie ograniczały się do nieszczęść spadających na tych, którzy byli dla niej niemili. Dziewczynka, która zabrała jej łopatkę w piaskownicy, przewróciła się twarzą prosto w kocią kupę. Nauczycielce, która niesłusznie wpisała jej uwagę, kluczyki od samochodu wpadły do studzienki kanalizacyjnej, a pewien namolny typ, który na szkolnej dyskotece nie potrafił utrzymać rąk przy sobie, dziwnym trafem na drugi dzień dostał grzybicy dłoni… W liceum Sabina zaczęła całkiem poważnie podejrzewać, że może być wiedźmą, ale wszelkie eksperymenty w tej materii kończyły się fiaskiem.

Chybotliwe płomienie ustawionych na pentagramie świec zdawały się mówić, że tym razem będzie inaczej.

Kilka dni temu w rodzinnym antykwariacie znalazła tajemniczą księgę. Dziadek Sabiny, właściciel sklepiku, nie miał pojęcia, skąd pozbawione tytułu tomiszcze wzięło się w kartonie ze starymi książkami, na który natknął się podczas porządkowania szpargałów na strychu. Sabina namiętnie kolekcjonowała wszelkie pozycje dotyczące demonologii, okultyzmu i ziołolecznictwa, i to nawet te o wątpliwej wartości merytorycznej, które na problemy miłosne zalecały nacieranie się żabim skrzekiem przy pełni księżyca. Nie mogła jednak oprzeć się wrażeniu, że jej znalezisko należy do zupełnie innej kategorii. Często przerzucała stronice księgi z wypiekami na twarzy, przekonana, że ma do czynienia z najprawdziwszym grymuarem. Aż ją świerzbiło, by wypróbować któreś z opisanych w nim zaklęć, ale wciąż się powstrzymywała. Podskórnie czuła, że nie powinna igrać z niezrozumiałymi siłami, nie bez ważnego powodu.

A teraz ważny powód objawił się pod postacią agresywnego transfoba.

Wzięła głęboki wdech. Zakręciło jej się w głowie od zapachu, ale poczuła, jak bijące szaleńczo serce zwalnia, a ciało zaczyna się rozluźniać.

Zrób to, odezwał się głos w jej myślach. Nie była pewna, czy jej własny.

– Zrobię – mruknęła i sięgnęła po nóż.

Zastanowiła się przelotnie, jak zareagowałby Tobiasz, gdyby teraz ją zobaczył. Myśl o jego przerażeniu przyniosła jej satysfakcję i dodała odwagi, by rozciąć ostrzem opuszek palca. Uśmiechnęła się pomimo bólu, patrząc, jak krople krwi kapią na pentakl.

– Bój się – zaczęła recytować formułę, patrząc w rozmigotane płomienie świec. – Bój się mojego gniewu. Bój się, wiedząc, że jest słuszny, a kara zasłużona.

Własny głos zdawał się napływać do niej z oddali. Cienie na podłodze i ścianach ożyły, w pomieszczeniu rozbrzmiewały niezrozumiałe szepty. Ciało Sabiny przeszył elektryzujący dreszcz. Czuła, jak wypełnia ją energia, jak buzuje w jej żyłach, szumi w uszach. Z każdą chwilą stawała się coraz potężniejsza.

Coraz bardziej żądna zemsty.

Mogę ci ją dać, odezwał się nagle obcy głos w jej głowie. Mogę sprawić, że będzie krzyczał ze strachu. Połamać mu kości, rozerwać go na strzępy. Wystarczy jedno twoje słowo.

Raptownie otworzyła oczy.

– Nienienie – wyszeptała gorączkowo i utkwiła wzrok w pentaklu. Owszem, chciała ukarać tego dupka, ale chodziło jej o lekcję, z której wyciągnąłby wnioski na przyszłość. Miał zrozumieć swój błąd i nie popełnić go nigdy więcej, a nie umierać w straszliwych męczarniach, rozrywany na kawałki…

Nie?

– Nie! – powtórzyła głośniej i dmuchnęła na środkową świecę. Ten cały rytuał był poronionym pomysłem, przecież wiedziała, że nie powinna próbować, że to nie zabawa…

Świeca nie chciała zgasnąć.

Nie rozumiesz, jaki dar odrzucasz. Nie zdajesz sobie sprawy, co mogłabyś osiągnąć z moją pomocą. Masz w sobie siłę, która, odpowiednio ukierunkowana, dałaby ci wszystko, czego tylko zapragniesz.

Słodki, hipnotyzujący głos zdawał się rozlegać bezpośrednio w jej głowie, ale Sabina była zbyt przerażona, by pojąć sens wypowiadanych przez niego słów. Dmuchnęła jeszcze raz, i jeszcze jeden – bez skutku. Starała się zdusić knot w palcach, ale to też nic nie dało. Trzymała go przez chwilę, zaciskając zęby z bólu, aż w końcu puściła z sykiem. Rozszerzonymi oczami spojrzała najpierw na poparzone opuszki, a potem na płonącą świecę. Strach złapał ją za gardło. Chciała wstać, wybiec z pokoju, przynieść wodę, zawołać Agatę, cokolwiek – ale nie mogła się ruszyć.

Odejdź, poprosiła w myślach. To była pomyłka. Tak naprawdę wcale tego nie chcę.

Zastygła w niewygodnej pozie, na kolanach. Próbowała krzyknąć, lecz nie była w stanie wydobyć z siebie głosu. Oddychała ciężko, coraz ciężej. Czuła się tak, jakby powietrze nie chciało przejść jej przez zaciśnięte gardło. Dudnienie w uszach nabrało nienaturalnego rytmu, serce tłukło się o żebra, chcąc wyrwać z klatki piersiowej, a rozbiegane oczy nie widziały już niczego poza cieniami tańczącymi na ścianach i drżącymi płomykami świec.

Nie możesz odesłać tego, co żyje w tobie od zawsze. Nadejdzie taki dzień, kiedy znów zwrócisz się o moją pomoc.

Próbowała odpowiedzieć, ale nie mogła zebrać myśli. Ostatnim, co zobaczyła, był błysk żółtych kocich oczu, a potem wszystko pochłonęła ciemność.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij