Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

miastostan/miastoślad - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 lutego 2026
20,19
2019 pkt
punktów Virtualo

miastostan/miastoślad - ebook

miastostan / miastoślad — prowadzi przez miasto, które żyje w rytmie kroków, w śladach codzienności i w pulsie wspomnień. To przestrzeń fragmentaryczna, pełna zgiełku i samotności. Prowokująca intymność, gdzie każdy gest staje się śladem obecności. Wiersze te są mapą zarówno miasta, jak i ludzi — ich pragnień, lęków. Każdy wiersz zostawia znak, który pulsuje między tym, co trwa, a tym, co przemija.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Poezja
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8440-360-0
Rozmiar pliku: 1,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

(MIASTOSTAN 1.1)

wyjść z domu odprowadzić do szkoły

dojść do pracy w jednym kawałku

z kałacha rozpieprzam łby tych co skrobią szyby

przy włączonym silniku to moja krucjata

w imię ziemi powietrza wody i ognia

resztki mózgów zdobią teraz chodniki

komponują się z rzygami i flegmą

ptasim i psim gównem z mozaiką petów

oddychać można w szalik złapać powietrze

i nie oddawać nikomu z mijanych brnąć

do przodu przez zasieki smrodu do

wielkiego bum do zwykłego nic

a podobno można żyć łatwo tak samo

też umrzeć choć obie te rzeczy

dłużą się nam niemiłosiernie

w okopie z ciepłych myśli zatrzymuje się

na moment mam twoją dłoń schowaną w mojej

przytulam twarz do ziemi co pachnie benzyną

POMYŚLAŁEM O TOBIE PRZY DRUGIM KIELISZKU

w zimową aurę taki styczeń chociaż grudzień

na balkonie przy minus sześć i wszystko białe

wlewam zimne co staje się ciepłe w środku

myślę o tobie przy trzecim kieliszku

ile jeszcze dobrych rzeczy nazwanych zostanie

złymi tylko dlatego że należą do nas że

są jak wybuchające bomby piękne i samotne

mówisz że to kwestia trwania jedna z opcji

prosta metoda na smutek i celebracje

tego wielkiego nic tego co każe mi myśleć

o tobie przy czwartym i piątym kieliszku

A CO PANOWIE TAK TU STOJĄ?

przecina się Graniczną płynie Stolarską

Jerozolimską czasem Polną

kroi się plac na pół zerka na Jatki

trochę Tkacką w dół Warszawską

za mostem w Barlickiego

Krzywą przez Borki

pod górę przez Szeroką

w strzeliste betony

Niebrowa

potem się wraca

niespiesznym krokiem Legionów

przegryzając paluszki

czasem wyrwie cię z transu

wino zakopane pod urzędem

odcisk buta na twarzy przy taksówkach

płonąca koszula na rzeźbie przy muszli

czasem coś zewnątrz zada pytanie

na które nie znajdziesz odpowiedzi

wychodzenie i ulotni

miasto pieści nam buty

a za nas stoi święty Antoni

i nikt go nie legitymuje

BARBÓRKA

I.

wiercę się w łóżku szukając

złoża twojej rozkoszy

źródła twoich jęków

głębiej docieram w połyskach

nocy odbijając się od

wilgotnych tuneli

spijam z warg cały urobek

II.

nie znam tego języka

śpiewa mi do mucha zawadiacką balladę

na bar przy kopalni mówią galan

twoje mieszkanie jest nad nim

twoje łóżko jest nad ich głowami

unosi się nami

oni przeważnie są poniżej

leniwi jak dżdżownice po

ciepłym deszczu

gdyby mnie tu znaleźli ich pomruki

huknęłyby z siłą metanu

III.

ciężkie powietrze siedzi ze mną

czekamy na pociąg

nie powiedziałem ci

kiedy wrócę

na powierzchnię

LITZMANNSTADT, 8 MARCA 1940 ROKU

nim się ubierzesz uszyję ci

wiersz ze skrawków snu skroję

miasto na południe od dworca

pusty pokój ze słońcem w sieni

małe sprawy co zatrzymały się

grubymi nićmi przyszyję strach

do piersi trójkątem i gwar ulicy

zanurzę w sepii kawy z cykorii

niech nosi się w oczekiwaniu układa

do twoich ruchów zwrotów i kucnięć

nim on podszyje podwórza i domy

wysokim murem nim wyhaftuje

miasto w mieście nim staniesz się

tylko fastrygą noś go w sobie

ochroni go naftalina i słowa

co nie umierają po przebudzeniu

(MIASTOSTAN 1.3)

miasto rośnie i miasto umiera

wykwity domów bluszcze ulic

ziemia wydeptana asfaltem

i okna na wysokości chodników

miasto woła mnie przez ulicę

i zaprasza do baru na rogu

idziemy noga w nogę czasem objęci

niezliczoną ilością znaków szyldów

bilbordów i reklam rozmawiamy

językiem wieców pochodów i manifestacji

w pustych brzuchach kamienic czujemy głód

siedząc przy barze miasto wlewa

w siebie kolejne kufle deszczówki

pali namiętnie kominami bez filtrów

nocą w pudełkowym pokoju z oknami

na rzekę pełną żółtego światła latarni

miasto szepcze mi do ucha swoje

tajemnice o pustych placach i skrywanych

w ziemi tunelach chemicznych wnętrzności

rano wypluwa mnie

na zewnątrz

w tym kokonie śliny

nie pasuję już

do żadnego lasu

PRIMUM PISCES LITTERAE

znów się sobie śnimy na wielkiej łące

członek w milczeniu wskazuje piersi

one sutkami patrzą mi prosto w oczy

a ręce mamy jak spuszczone charty

to są wciągające historie wchodzą przez

nos do mózgu na butach mają naszą ślinę

budzi mnie głowa w kamieniu poduszki

ziemia ciągnie w dół za płuca za serce

ból stoi zdrętwiały w kącie szpitalnego pokoju

olejną farbą ścian listy pisane do ciebie

ciągną się serpentyną czerwonych bandaży

w zamkniętym oknie pływają śnięte ryby

mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij