Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Miecz i korona. Serce jak głaz - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
18 lutego 2026
4250 pkt
punktów Virtualo

Miecz i korona. Serce jak głaz - ebook

Rok 1157, Fryderyk Barbarossa, darzony uwielbieniem, żądny pochlebstw i budzący postrach, jest przekonany o swojej potędze. Jako cesarz cieszy się względami innych władców i nie waha się wdać w spór z samym papieżem. Nie wszystko jednak idzie po jego myśli – konsulowie Mediolanu prowokują go i obrażają, młody syn króla Konrada wyrasta na rywala do tronu, a książęta jeden po drugim występują przeciwko Henrykowi Lwu, kuzynowi i przyjacielowi Barbarossy. Przede wszystkim jednak Fryderyk potrzebuje dziedzica – a na to szczęście on i jego ukochana Beatrycze będą jeszcze długo czekać. Pozostający w niełasce cesarza margrabia Miśni, Otto, i jego młoda małżonka Hedwiga także desperacko pragną potomka. Stoi też przed nimi ważne zadanie: sprowadzenie na ich ziemie osadników. Rycerz Ottona, Chrystian, podejmuje się tej niebezpiecznej misji.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-68542-49-3

FRAGMENT KSIĄŻKI

DRAMATIS PERSONAE

Postaci historyczne występujące w powieści

Staufowie:

Fryderyk I, król niemiecki i cesarz rzymski (później Fryderyk I Rudobrody/Barbarossa)¹

Beatrycze Burgundzka, jego druga żona

Fryderyk IV z Rothenburga, syn króla Konrada Staufa, książę Szwabii (pod kuratelą Barbarossy)

Świeccy sojusznicy Staufów:

Otto Wittelsbach, chorąży Fryderyka i jego bliski przyjaciel

hrabia Ulryk z Lenzburga, zaufany cesarza

burgrabia Henryk Dohna, cesarski ministeriał

Welfowie:

Henryk Lew, książę Saksonii i Bawarii

Klemencja z Zähringen, jego pierwsza żona

Welf VI, młodszy brat zmarłego w 1139 roku pretendenta do tronu Henryka Pysznego, stryj i doradca Henryka Lwa, wuj Fryderyka Barbarossy

Uta z Calw i Schauenburga, jego małżonka

Welf VII, ich syn

Świeccy sojusznicy Welfów:

Adolf II, hrabia Schauenburga, Holsztynu i Sztormarnu

Henryk, hrabia Weidy, doradca Henryka Lwa

hrabia Guncelin z Hagen, namiestnik kraju Obodrzyców

hrabia Ludolf z Peine, namiestnik kraju Obodrzyców

hrabia Chrystian z Oldenburga

hrabia Reinhold z Dithmarschen, ministeriał księcia

Askańczycy:

Albrecht Ballenstedt, niegdyś książę Saksonii, margrabia Brandenburgii, zwany Albrechtem Niedźwiedziem

Zofia z Winzenburga, jego małżonka

Otto, Herman, Adalbert, Dytryk, Zygfryd, Henryk i Bernard – ich synowie

Adela, siostra margrabiego Miśni Ottona, wdowa po królu Danii Swenie, małżonka Adalberta, hrabiego Ballenstedt

Wettynowie:

Otto, margrabia Miśni (Otto Bogaty)

Hedwiga, jego małżonka, córka Albrechta Niedźwiedzia

Albrecht i Dytryk, ich synowie

Dytryk, brat Ottona, margrabia Łużyc (Dytryk z Landsbergu)

Dobroniega, jego małżonka, siostra polskich książąt

Konrad, ich syn

Dytryk, nieślubny syn Dytryka i Kunegundy z Plötzkau

Dedo, hrabia Groitzsch

Matylda z Heinsbergu, jego małżonka

Henryk, Fryderyk – kolejni bracia Ottona

Chrystian, ministeriał w służbie Ottona

Ludowingowie:

landgraf Ludwik Żelazny

Judyta, córka księcia Fryderyka II Szwabskiego i przyrodnia siostra Barbarossy, małżonka Ludwika (znana jako Jutta Klarysa Turyńska)

Słowianie:

Niklot, książę Obodrzyców

Przybysław i Warcisław, jego synowie

Przesław, jego zbuntowany syn w służbie Duńczyków, jarl Lollandii

Lubemar, brat Niklota

Wojsława Warcisławówna, małżonka Przybysława

Henryk Borwin, syn Przybysława

Duchowieństwo:

Hadrian IV, papież

Wiktor IV, papież

Paschalis III, papież

Rainald z Dassel, kanclerz Fryderyka Barbarossy i arcybiskup Kolonii

Filip I z Heinsbergu, dziekan katedralny w Kolonii, prawa ręka Rainalda z Dassel, szwagier Dedona z Groitzsch, później arcybiskup Kolonii

Wichman, arcybiskup Magdeburga, siostrzeniec Konrada, margrabiego Miśni i Łużyc

Hartwig, arcybiskup Bremy

Otto, biskup Fryzyngi, przyrodni brat Konrada Staufa

Rahewin, skryba Ottona z Fryzyngi

Evermod, biskup Ratzeburga²

Dania:

Swen III (Swen Grade)

Adela, jego małżonka, córka margrabiego Miśni i Łużyc Konrada Wettyna

król Waldemar I, zwany Wielkim

Zofia Rurykowiczówna, jego małżonka

Absalon, arcybiskup Lund

Asser, biskup Roskilde

Italia:

mistrz Marchese, konstruktor machin wojennych

Guido hrabia Biandrate, Mediolańczyk i zaufany cesarza

Acerbus Morena, konsul Lodi oraz kronikarz

Czechy:

król Władysław

Pomorze:

książę Kazimierz (Kazimierz I Dymiński)

książę Bogusław, jego brat

Ważniejsze postaci fikcyjne:

Rajmund z Muldental, Ryszard i Gero – przyjaciele Chrystiana

Randolf z Muldensteinu, rycerz na dworze margrabiego Miśni, wróg Chrystiana

Ludgarda, młoda dziewczyna na miśnieńskim dworze

Józefa, uzdrowicielka z Miśni, zwana starą znachorką

Stefano di Stella, tłumacz w służbie cesarza

Marie Claire, dwórka Beatrycze, małżonki cesarza BarbarossyKrólobójstwo

Adela z Miśni, duńska królowa i żona Swena III Estrydsena

Roskilde, 9 sierpnia 1157 roku

Paniczne wrzaski rozdzierały ciszę letniej nocy, szczęk broni mieszał się z łoskotem przewracanych ław i tłuczonych dzbanów. Sapiąc z przerażenia, Adela, córka zmarłego margrabiego Miśni i młoda małżonka duńskiego króla Swena, oparła się oburącz o rozchwiany stół. Swen ukrył ją w tej nędznej izbie, zanim rozpętał krwawą jatkę.

Najchętniej zasłoniłaby uszy i zacisnęła powieki. Jakby w ten sposób mogła wyciszyć zgiełk zdarzeń rozgrywających się w pałacu i okolicznych zaułkach. Miała wrażenie, jakby czuła na ustach pocałunek, którym jej ukochany chciał się pożegnać, zanim opuścił ten lichy, pokrzywiony dom stojący opodal katedry. Ona jednak odwróciła się do niego plecami.

Wychodząc z pałacu, Adela zdała sobie bowiem sprawę, co Swen zamierza uczynić. Coś tak potwornego i haniebnego, że nie wiedziała, czy kiedykolwiek zdoła mu wybaczyć.

O ile w ogóle jeszcze żył.

Razem z wiernymi sobie ludźmi Swen podniósł miecz przeciwko obu kuzynom i współrządzącym, Kanutowi i Waldemarowi, podczas wieczerzy w duńskiej stolicy Roskilde, gdzie wszyscy trzej chcieli uczcić zawarcie pokoju. Zaledwie przed kwadransem Adela zasiadała wraz z nimi przy wysokim stole.

Strach ją paraliżował. Treść żołądka podeszła jej do gardła. Z trudem zdołała dobiec do kadzi, wymiotowała, póki nie pojawiła się żółć.

Odkąd ukryły się w tej izbie, Janne, jej służka i jedyna towarzyszka, klęczała i załamywała dłonie, spiesznie mamrocząc ciche modlitwy. Teraz podtrzymała głowę i welon swojej pani, po czym sięgnęła po dzban z wodą, by Adela mogła wypłukać z ust nieprzyjemny posmak.

– Naprawdę mamy tu czekać, aż to się skończy? – szepnęła struchlała. – Nie jesteśmy tu bezpieczne, miłościwa pani. Jednak bez męskiej eskorty nigdzie nie dotrzemy. Jeśli ktoś was rozpozna…

Także Janne przejrzała zamiary Swena. Osobiście wyprowadził małżonkę z pałacu, lecz ku zaskoczeniu Adeli mimo późnej pory nie udali się do jej komnaty, na co od początku liczyła, gdyż po długim dniu pragnęła ułożyć się do snu. Zamiast tego, nie odpowiadając na żadne pytania, przywiódł ją do tego niepozornego domu.

Wyjaśnienia nie były konieczne. Po drodze dwie młode kobiety dostrzegły, jak Swen przypasuje miecz, który zdjął przed rozpoczęciem uczty – na znak, że uszanuje prawo gościny. Jego trzystu przybyłych właśnie ze Skanii wojowników, dla których przed pałacem przygotowano wystawną wieczerzę, także czuwało pod bronią.

Swen niezwłocznie zawrócił do kamiennej budowli nieopodal katedry i wraz ze swoimi uzbrojonymi po zęby ludźmi urządził istną rzeź.

Nikt nie zdołałby uchronić jego cudzoziemskiej małżonki przed gniewem ofiar napaści.

Jeśli Swen przegrał walkę z Kanutem i Waldemarem, Adela nie była już królową, lecz wdową po wiarołomcy i królobójcy.

Gdyby zwyciężył, zostałaby żoną wiarołomcy i królobójcy. Kanut i Waldemar cieszyli się popularnością. Duńczycy nie puściliby płazem tak haniebnego postępku.

Adela pamiętała, że Swen już kiedyś rozmyślał o zwabieniu w zasadzkę, a potem zabiciu obu kuzynów i rywali w walce o tron. Jej ojciec miał ich w tym celu zaprosić na wzgórze zamkowe w Miśni. Jednak margrabia Konrad natychmiast odrzucił ten pomysł – z gniewnym oburzeniem i odrazą.

Jak mogłam tak bardzo pomylić się w ocenie Swena? – zastanawiała się młoda kobieta. Jak mogłam tego mężczyznę pokochać? I co powinnam teraz uczynić? Dała się zwieść jego aparycji i manierom: był wysokim, silnym blondynem. A do tego bez reszty w niej zakochanym.

Razem z Janne znalazły się teraz w śmiertelnym niebezpieczeństwie, musiały wytężyć wszystkie zmysły i zebrać się na odwagę. Nie mogły pozostać w kryjówce, do której przyprowadził je Swen, zanim dopuścił się tej makabrycznej zbrodni.

Minęło niewiele czasu, a jednak Adela nie miała pojęcia, czy jej małżonek wciąż żyje. Czy zabił obu współrządzących i krewnych – czy może sam zginął z ręki Kanuta albo Waldemara?

Wrzawa, zgiełk i przerażone okrzyki uciekających wcale nie cichły, rozbrzmiewały wręcz coraz głośniej.

– Nikt nie może nas tu znaleźć – szepnęła przerażona do swojej dwórki. – I nikt nie może nas rozpoznać!

Drżącymi dłońmi usiłowała rozsupłać sznurowanie swojej wytwornej sukni, w której razem z kuzynami Swena i Zofią, piękną siostrą Kanuta, świętowała dzień pojednania. Traktat pokojowy gwarantował każdemu z pretendentów do tronu tytuł królewski oraz jedną trzecią ziem.

– Dokąd zamierzacie się udać? – jęknęła rezolutna zazwyczaj Janne. – Nie ma w Danii bezpiecznego dla was miejsca, skoro tylko rozejdzie się wieść, że wasz małżonek naruszył pokój i zamordował własnych krewnych.

Służka o pulchnej twarzy umilkła na chwilę, wsłuchując się w dobiegające z zewnątrz odgłosy, po czym wyszeptała:

– Posłuchajcie tylko! Wkrótce wszyscy się tego dowiedzą.

Jakaś kobieta wołała raz za razem:

– Swen morduje wszystkich! Swen Estrydsen zabił króla!

Którego króla? – zastanawiała się zrozpaczona Adela. Nie wiedziała nawet, czy działał w pojedynkę, czy może sprzymierzył się z którymś z dwóch pozostałych. Nie miała jednak czasu na rozmyślania. Jak zresztą wobec takiej potworności mogłaby stanąć u boku Swena, gdyby zdołał jednak przeżyć tę noc? Musiała uciekać, gdyż wrogowie Swena będą jej szukać.

Tylko dokąd?

Chciała żyć i wrócić do swojej małej, ledwie kilkutygodniowej córeczki, którą – na rozkaz Swena – musiała zostawić pod opieką w Lüneburgu. Prawdopodobnie już wtedy planował tę nikczemną zbrodnię, której dziś się dopuścił.

– Pomóż mi włożyć prostą suknię i ukryć włosy – szepnęła do Janne. Drżącymi palcami nie była w stanie sama rozplątać sznurowania po bokach wspaniałego bliautu.

Na szczęście, ku jej ogromnemu zaskoczeniu, znalazła w izbie jedną ze swoich skrzyń z sukniami. Kolejny dowód na to, z jakim wyrachowaniem Swen uknuł ten zdradziecki plan.

Janne pomogła królowej włożyć wełnianą, pozbawioną zdobień suknię, po czym ukryła pod podwójnie związaną chustą jej przyciągające wzrok włosy – były czarne i kręcone, a nie jasne jak u większości duńskich kobiet.

– Jeśli was rozpoznają, zatłuką na śmierć – zaklinała, zarzucając królowej na ramiona własną prostą opończę. – Czy nie będzie bezpieczniej zaczekać tutaj? Nawet jeśli zdołamy dotrzeć do portu… Żaden statek nie zabierze dwóch szlachcianek bez męskiej eskorty!

Miała rację. Roskilde leżało na wyspie. Bez towarzystwa małżonka lub krewnego jako opiekuna nie wolno im było podróżować, nie mówiąc już o wejściu na pokład okrętu.

– Nawet gdybyście zapłaciły, pani, kamieniami szlachetnymi… Natychmiast by was rozpoznano… Albo stracono jako złodziejkę, chyba że ujawniłybyście swoje imię i tytuł – ciągnęła Janne, przybita ich trudnym położeniem.

– Istnieje tylko jeden sposób, byśmy przeżyły – szepnęła Adela i ścisnęła dłoń Janne. – Proszę, miej odwagę, zaufaj Bogu i chodź ze mną! Chyba że chcesz zaczekać tutaj na męża.

Uchyliła drzwi i wyjrzała na zewnątrz.

Uliczki pełne były uciekających w popłochu ludzi. Z jasno rozświetlonego pałacu wychodzili mężczyźni ze zbrukanymi krwią mieczami, szukając kolejnych ofiar. Przed wejściem leżały rozczłonkowane zwłoki; niektóre ubrania zajęły się ogniem. Łuczywa i płonące ławy oświetlały migotliwym blaskiem zatrważające sceny rozgrywające się w pałacu w tę gwiaździstą noc.

Większość mieszkańców dzielnicy usiłowała przekroczyć próg katedry i znaleźć schronienie w Domu Bożym. Matki niosły dzieci na ramionach albo ciągnęły je za ręce. Niektórzy spiesznie zabrali resztki dobytku, inni mieli na sobie tylko koszule i opończe i szli boso. Kto nie umykał dość żwawo, mógł zostać potrącony i stratowany przez spanikowany tłum.

– Do portu? – szepnęła Janne.

– Nie. W górę! – Adela wskazała podbródkiem wzniesioną obok pałacu katedrę, w której gromadzili się przerażeni ludzie. Mocniej naciągnęła kaptur, to samo zrobiła Janne.

Rąbkiem sukni zaczepiła o drewniany gwóźdź. Szarpnęła gwałtownie, rozdzierając materiał.

Młoda Miśnienka chwyciła służkę za rękę i ruszyła pędem przed siebie, aż poczuła ukłucie kolki. Przystanęła na chwilę, łapiąc powietrze, po czym pognała dalej. W lewej dłoni trzymała niewielkie zawiniątko; ukryła w nim ciepłą suknię, srebrną opaskę i wysadzane klejnotami pierścienie – na wypadek gdyby musiała kogoś przekupić.

– A jeśli napadną nas zbrojni? Albo ktoś nas rozpozna? – sapnęła Janne.

– Nie mamy dokąd uciec. W tej kryjówce niedługo by nas znaleziono. Więc dalej, żwawo!

Adela rozglądała się na prawo i lewo, bacząc na bezładny pochód wystraszonych ludzi, ciągnęła za sobą towarzyszkę, usiłując wmieszać się w tłum biegnących w stronę katedry. Obie dały się porwać rzeszy mieszkańców i podążały za tymi, którzy kierowali się ku otwartemu portalowi kościoła.

W pewnym momencie ktoś pchnął Adelę tak mocno, że aż się potknęła i o mało nie upadła. Podtrzymała ją Janne.

Młoda Miśnienka ze strachem pomyślała, że zaraz ktoś wskaże na nią oskarżycielsko palcem i zawoła: „To królowa! Żona mordercy! Zatłuc ją na śmierć!”.

Na szczęście nikt ich nie rozpoznał. Brnęły naprzód, rozpychając się łokciami, dysząc z wyczerpania i strachu.

Kiedy dotarły do kościoła, Adela nawet nie próbowała ukryć się w tłumie. Przecisnęła się razem z Janne w stronę prezbiterium, położyła prawą dłoń na przykrytym zdobnymi haftowanymi tkaninami ołtarzu, po czym, łapiąc z trudem oddech, powiedziała cichym głosem do stojącego obok ministranta:

– Upraszam… o… kościelny… azyl.

Duchowny – młody, wychudły, o obwisłych ramionach i potężnie wystraszony napływem wzburzonego tłumu – podniósł ręce w obronnym geście.

– I-idźcie do pozostałych! – wymamrotał drżącym głosem. – Pomodlimy się razem, aby ten koszmar się skończył. I o zbawienie dusz zmarłych.

Chciał się odwrócić, lecz Adela powstrzymała go gestem i cicho syknęła:

– Spójrzcie! Nie możemy dołączyć do pozostałych. Powtarzam: prosimy o kościelny azyl.

Jej dłoń wciąż spoczywała na ołtarzu.

Duchowny zamarł i spojrzał na nią.

W końcu zdał sobie sprawę, kogo ma przed sobą: młodą królową z Miśni. I małżonkę człowieka, który – sądząc z okrzyków tłumu – urządził w pałacu rzeź.

Jego twarz, na której malowały się to przerażenie, to znów niezdecydowanie, straciła resztki koloru. Ręce mu drżały.

– Czy postradałyście rozum? – jęknął łamiącym się głosem. – Jeśli ktoś was rozpozna, świętość tego miejsca nie powstrzyma ludzi przed rozpętaniem tu kolejnej krwawej jatki!

– Dlatego stoimy przed wami i prosimy o azyl – powtórzyła z naciskiem Adela.

Miała ochotę potrząsnąć tym wystraszonym młodzieńcem. Przez swoją tępotę gotów jeszcze doprowadzić do rozlewu krwi, przed którym sam przestrzegał. Nie mogła jednak obrazić duchownego.

– W imię miłosiernej Dziewicy! – zaklinała.

Z twarzy ministranta można było wyczytać powolny bieg myśli.

– O tym zadecyduje biskup – wyszeptał. – A wielebny jest na uczcie…

Mówiąc to, uświadomił sobie, że nawet nie wie, czy biskup Asser wciąż żyje.

Roskilde było największym i najważniejszym miastem w Danii, a jego biskup był jednym z krewnych i bliskich powierników króla Waldemara. Podobnie jak potężny Absalon, dowódca wojskowy i przybrany brat Waldemara, który z pewnością zostanie biskupem Roskilde i arcybiskupem Lund. Jeśli nadal żyje.

Zmieszany młodzieniec nie potrafił uporządkować myśli, a wrzawa szukających w katedrze schronienia przeszkadzała mu w podjęciu decyzji.

– Odejdźcie! Nie mogę ręczyć za wasze życie – syknął.

Ten głupiec jeszcze nas wyda pod ostrza mieczy, pomyślała zniecierpliwiona Adela. Niektórzy ludzie już zwrócili uwagę na rozgrywającą się przed ołtarzem scenę.

– Po trzykroć prosiłam was o azyl i przypomniałam o waszym obowiązku i przysługującym mi prawie – rzekła z naciskiem i godnością, choć stłumionym głosem. – Przodkowie mojego męża ufundowali ten kościół i dbali o szerzenie Słowa Bożego w tym kraju. Są tutaj pochowani. Jeśli nas odeślecie, na was spadnie wina za rozlew krwi. Czy tego chcecie?

Wychudły ministrant aż się skulił.

– Ofiaruję wam złoty pierścień. Złota możecie użyć do ozdobienia krzyża na ołtarzu – kusiła Adela, unosząc nieznacznie trzymane w dłoni zawiniątko.

Wtedy znalazł rozwiązanie.

– Idźcie do krypty, prędko! – szepnął, wskazując na zakratowane wejście; w krypcie pochowano duńskich królów Haralda Sinozębego, Swena Widłobrodego, Swena II Estrydsena.

– Ukryjcie się tam. Przyniosę wam chleb i coś do picia, jak tylko zrobi się nieco spokojniej.

Boże, spraw, aby biskup, Absalon i Waldemar przeżyli, pomyślał. Niech oni zdecydują, co uczynić z tymi niewiastami. Zatrzymam je tutaj, dopóki Bóg, mój biskup i mój król ich nie osądzą.

Dwie młode kobiety przemknęły do wnętrza krypty i skryły się przed wzrokiem większości zgromadzonych w kościele ludzi. Zdezorientowany ministrant wrócił wkrótce z dzbanem wody. Podał go przez kratę, wymamrotał, że doniesie chleb, po czym z ciężkiego pęku dobył klucza, by zamknąć nim kratę zabezpieczającą wejście.

– Jesteśmy uwięzione wśród umarłych – mruknęła Janne.

– Albo przez nich chronione – szepnęła Adela, dygocąc na samą myśl o tym, że przyjdzie im spędzić kolejne czterdzieści dni pomiędzy sarkofagami. Tak długo tu jednak z pewnością nie zostaną. Kiedy tylko biskup Roskilde ją ujrzy, podejmie negocjacje z arcybiskupem Bremy, by ten zabrał stąd niemile widzianą Miśnienkę. W zamian za srebro albo przysługę.

Łapczywie napiła się wody, gdyż potrawy podane na uczcie były ostro przyprawione. Pot spływał jej po plecach i moczył koszulę.

Właśnie miała podać dzban Janne, gdy od strony wejścia do katedry rozległ się donośny głos.

– Zróbcie przejście!

Ludzie natychmiast się rozstąpili, by przepuścić biskupa, który najwyraźniej przybywał prosto z wieczerzy. Szaty miał poplamione krwią. Spiesznym krokiem podszedł do ołtarza, uklęknął, pochylił głowę i uczynił znak krzyża, po czym wstał i zwrócił się do ludzi szukających w świątyni schronienia.

– Bijcie we wszystkie dzwony! Król Kanut nie żyje! – zawołał. W tłumie rozległ się przeciągły jęk rozpaczy. Kanut był władcą tej części kraju, Zelandii.

Biskup Asser uniósł dłoń w uspokajającym geście i nakazał ciszę.

– Zamordował go zaufany Swena Estrydsena. Swen, łamiąc prawo gościny i wszelkie złożone przysięgi, sam rozpoczął tę krwawą napaść.

– Czy Waldemar żyje? – zapytał ktoś z tłumu roztrzęsionym głosem. Waldemar był najmłodszym z trzech duńskich królów, miał zaledwie dwadzieścia parę lat.

– Król Jutlandii został ranny w nogę. Jednak z Bożą pomocą on i jego przybrany brat Absalon zdołali uciec – ciągnął gromkim głosem biskup. – Cudem udało im się wymknąć, mimo ran odniesionych przez Waldemara.

Zapytajże wreszcie! – pomyślała wzburzona małżonka Swena. Serce waliło jej jak oszalałe, gdy ostrożnie zbliżała się do kraty, by mieć biskupa w zasięgu wzroku.

– A co ze Swenem? – rozległ się w końcu przenikliwy kobiecy głos. Adela zamarła i gotowała się na najgorsze.

– Wiarołomca i królobójca zebrał swoich ludzi, by szukać Waldemara. Wszyscy zniknęli. Walki w mieście dobiegły końca. Wracajcie do swoich domów! Ale najpierw pomódlmy się za Waldemara i Absalona oraz o zbawienie duszy króla Kanuta!

Ktoś zaczął bić w dzwony, oznajmiając śmierć króla; być może był to ów wychudły, tępy ministrant. Mroczne dźwięki mieszały się z echem modlitw ludzi zebranych w katedrze, wszyscy bez wyjątku uklękli.

Z czasem nawa powoli zaczęła pustoszeć.

Adela i Janne cofnęły się nieco, by nikt ich nie zauważył. Wiedziały jednak, że wkrótce czeka je rozmowa.

Dzwony wciąż biły ku czci króla Kanuta. Jego śmierć kładła się cieniem na duszy Adeli. Przykucnęła, objęła ramionami kolana i zrozpaczona przywarła do ściany. Czy nic nie grozi siostrze Kanuta, Zofii, narzeczonej Waldemara? Niewiele wcześniej rozmawiały przy wieczerzy. Zofia opuściła ucztę jako pierwsza; być może to ją uratowało.

Och, Swen, wierzę, że nie masz i jej krwi na rękach! – łkała w milczeniu, rozgoryczona.

Brzęk klucza oznaczał, że otwarto zakratowane wejście do krypty.

Z trudem wstała i otarła z policzków łzy.

Zgodnie z jej oczekiwaniem przybył biskup Asser. Siwowłosy mężczyzna o ostrych rysach twarzy i spojrzeniu, które przyprawiło Adelę o dreszcze. Podobnym nieubłaganym, lodowatoszarym wzrokiem zastraszał swoich przeciwników jej ojciec Konrad, niegdysiejszy margrabia Miśni i Łużyc.

Biskup poświecił jej w twarz pochodnią.

– Rozsądnie z waszej strony, że ukryłyście włosy…

– Wasza wielebność, przysięgam na Matkę Boską, że nic nie wiedziałam o nikczemnych zamiarach mojego męża. Odprowadził mnie od stołu, jak z pewnością pamiętacie. A ja…

Głos jej się załamał, łzy znów napłynęły do oczu.

– Zofia… – westchnęła. – Czy ona żyje?

– Nie rozumiem, czemu was to obchodzi – odparł chłodno Asser, krzyżując przed sobą ramiona. – Co mam z wami uczynić? Nie mogę was karać za występki waszego małżonka. Ale zrozumcie, że nie mogę też tolerować waszej obecności dłużej, niż to absolutnie konieczne. – Spojrzał jej w oczy. – Chociaż Waldemar i Absalon byliby uszczęśliwieni, mogąc was… wymienić, pod pewnymi warunkami.

Adela patrzyła z powątpiewaniem i starała się zachować spokój, stojąc przed tym nieczułym człowiekiem, którego nie poruszyły jej łzy. Był zupełnie jak jej ojciec Konrad Wettyn, Boże, zmiłuj się nad jego duszą.

– Czy naprawdę sądzicie, że niewiasta może być na tyle cenną zakładniczką, aby wymienić ją na mężczyznę? – spytała.

– Królowa być może. Królowa, którą kocha mąż… – Biskup uśmiechnął się chłodno.

Czy Swen złożyłby dla mnie broń? – Adela się zamyśliła i natychmiast odpowiedziała sobie przecząco. Kocha mnie, lecz jeszcze mocniej kocha własną dumę – i koronę. Jest opętany złudzeniem, że może mieć wszystko, cały kraj i mnie, a Dania wybaczy mu jego niecne występki.

– Nie wiem, czy mój mąż jeszcze żyje. Ale jedno wiem na pewno: po tej krwawej nocy królem już nie będzie. A zatem ja także nie jestem już królową. Rozmówcie się z niemieckimi biskupami, wasza wielebność. Oni dopilnują, bym bezpiecznie dotarła do Miśni.

Dla Swena nie było już ratunku ni miłosierdzia. W przeciwnym razie biskup poprosiłby ją, by udała się do poślubionego sobie przed obliczem Boga małżonka. Śmierć Swena wydawała się przesądzona. Nieważne, czy nastąpi tej nocy, jutro czy pojutrze.

– Bardzo głupia myśl, kobieto – odparł Asser z ponurym uśmiechem. – Musiałbym poradzić się w tej kwestii arcybiskupa Eskila z Lund, lecz on – cóż za bezczelność! – jest przetrzymywany na ziemiach niemieckich. A wasz cesarz Fryderyk Rudobrody nie zamierza w tej sprawie interweniować. Eskil nie chciałby zresztą, by go wymieniono na was, jak same zauważyłyście. To byłoby poniżej jego godności. Z tego samego powodu nie chce, aby Duńczycy zbierali za niego okup. Arcybiskup Bremy zaś jest wrogo do nas nastawiony.

– Zwróćcie się więc do arcybiskupa Magdeburga, to mój kuzyn – błagała Adela.

– Czy zapłaciłby za wasze bezpieczeństwo? Albo wasi bracia, margrabiowie Miśni i Łużyc?

– Z pewnością zdołacie dojść do porozumienia z moim kuzynem Wichmanem z Magdeburga. Albo z moimi braćmi – odparła, mając na myśli przede wszystkim Dytryka. Adela wątpiła, czy Otto, najstarszy z rodu, byłby gotów oddać za nią swoje srebro. Być może jego młoda żona Hedwiga szepnęłaby mu o niej dobre słowo.

– Będę się modlił o jasność umysłu, a decyzję podejmę dopiero wtedy, gdy omówię kwestię waszej przyszłości z Waldemarem i Absalonem. Do tego czasu pozostaniecie tutaj. Jako nasz gość – oznajmił Asser; słowo gość wymówił tonem tak ostrym, że Adela zrozumiała, że jest jego więźniem i zakładniczką. Najważniejsze jednak, że zapewniono jej ochronę przed żądnym zemsty tłumem. Wyrachowany biskup zdecyduje dopiero po otrzymaniu sprawdzonych wieści o śmierci Swena. O śmierci mężczyzny, w którym niegdyś się kochała.

Może już była wdową, a jej córka półsierotą? Adela zadrżała na samą myśl o losie małżonka. Miała przed oczami scenę, jak się wykrwawia, leżąc na ziemi.

– Ukryjcie się tutaj dzisiejszej nocy – dodał biskup, jakby odgadując jej obawy. – Pomyślę o odpowiedniej dla was kwaterze. Dziś nie byłybyście bezpieczne, gdyby ktoś was rozpoznał.

Kościelny azyl obowiązywał w promieniu sześćdziesięciu kroków od portalu świątyni. Tego jednak dnia, wobec złorzeczeń i żądzy zemsty na Swenie, nawet biskupia eskorta nie zdołałaby ochronić królewskiej małżonki.

Duchowny odwrócił się bez słowa.

Wychudły młodzieniec, który tymczasem pojawił się za jego plecami, w milczeniu wcisnął w dłoń Janne piętkę chleba i zapaloną świecę, po czym ruszył za biskupem. Obie młode kobiety usłyszały, jak z łoskotem zamyka kratę. Adela ucieszyła się w duchu, że przed ucieczką z kryjówki przezornie skorzystała z nocnika, gdyż wieczerza obfitowała w napitek. Po chwili zapytywała samą siebie, jak znalazłszy się w takim położeniu, w ogóle może rozważać tak trywialne kwestie.

Znużone i zarazem rozdygotane, wciąż oszołomione brzemiennymi w skutki wydarzeniami ostatnich godzin, dwie młode kobiety okryły się opończami i położyły na gołej posadzce, by w towarzystwie zmarłych zaznać nieco snu. Każda z nich długo modliła się w milczeniu.

Swen, jaką winę na siebie sprowadziłeś? – rozmyślała nieustannie Adela, mając świadomość, że jej małżonek został przeklęty. Łzy spływały jej po policzkach.

Dźwięki dzwonów rozbrzmiewały przez całą noc. Adela nie wiedziała, czy biły tylko dla zmarłego króla Kanuta, czy także dla Waldemara. Albo Swena.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij