Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Mikael. Oczy Królowej. Tom 2. Część 4 - ebook ePUB - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
30 marca 2026
29,00
2900 pkt
punktów Virtualo

Mikael. Oczy Królowej. Tom 2. Część 4 - ebook ePUB - ebook

Czwarta i ostatnia część futurystycznej sagi „Oczy Królowej”. W drugim tomie akcja rozgrywa się równolegle w Górskiej Twierdzy, która staje się pierwszym przyczółkiem chrześcijan oraz w Oczach Królowej. Gaspar wraz ze swoimi wojownikami chce za wszelką cenę ruszyć na pomoc uwięzionym uciekinierom w kopalni orionu. Czas działa na ich niekorzyść, a i liczba ich wojsk jest zatrważająco mała, ale razem z Gunterem wpadli na pewien zaskakujący pomysł. Tymczasem Mikael został mianowany dowódcą Górskiej Twierdzy i pod nieobecność króla sprawuje pieczę nad królową i resztką jej ludu. Mimo pozornego spokoju wszyscy szykują się na bliski atak wojsk Wielkich Rządzących i tylko cud może ich uratować od zagłady. Pełna zaskakujących zwrotów akcji i trzymająca w napięciu do ostatniej strony historia Mikaela rewelacyjnie wplata się w całość sagi, której zwieńczeniem jest ostateczna konfrontacja z Wielkimi Rządzącymi.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Science Fiction
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788397680487
Rozmiar pliku: 810 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ I

– Nie możemy dłużej zwlekać – oświadczył Gaspar. – Moi ludzie mogą nie przeżyć kolejnego dnia. Są zupełnie odcięci od świata, nie mają dostępu do wody, pożywienia ani informacji. Pewnie nawet nie wiedzą, że przejęliśmy Górską Twierdzę.

– Wiem o tym – odparł Gunter. – I zdaję sobie sprawę z tego, że mogą być bez szans. Ale najlepiej będzie zaatakować z samego rana, jeszcze przed wschodem słońca, tak, aby zaskoczyć strażników, którzy będą zmieniać się po nocnej warcie.

– Nie wiemy, w jakich godzinach się zmieniają – powiedział Gaspar. – Może mają zmiany trzygodzinne i to całe czekanie na nic się zda.

– _Ja _wiem, o której się zmieniają – powiedział z naciskiem Gunter. – W końcu sam byłem jednym z nich.

– Ale nie mamy pewności, czy tu pracują na tych samych zasadach…

– Zawsze pracują na tych samych zasadach – odparł Gunter. – Najlepiej jest zaatakować tuż przed świtem, bo wtedy jest zawsze najtrudniej przetrzymać zmęczenie. A w nocy każdy stara się być czujny.

– To nie zawsze tak działa – powiedział Gaspar. – Atakując ich nad ranem jesteśmy narażeni na wystawienie się na widok, a noc daje nam osłonę. Musimy ją wykorzystać.

– Ta osłona nic nam nie da wobec ich radarów na podczerwień, zakładając oczywiście w najgorszym przypadku, że je mają – zaoponował Gunter. – A zazwyczaj je mają.

– A jeśli ich nie mają?

Zapadał zmierzch, a oni wciąż dyskutowali. Reszta siedząca przy stole tylko obserwowała ich w milczeniu. Obradowali w sali konferencyjnej. Królowa, która siedziała razem z Gasparem po jego prawej stronie u szczytu stołu, naraz uniosła dłoń do góry.

– Tak, moja królowo? Co chciałabyś nam powiedzieć? – zapytał ją Gaspar, odwracając się do niej.

Guntera za każdym razem wprawiało w zdumienie to, z jakim szacunkiem i czcią oboje odnosili się do siebie.

– Uważam, że oba te pomysły są dobre, jednak bardziej przychylam się ku temu, aby zaatakować ich tuż przed wschodem słońca – powiedziała poważnie. – Kapitan Gunter ma rację, strażnicy zmieniają swoje warty o świcie, miałam okazję się o tym przekonać, kiedy mnie więzili.

Wszyscy żołnierze, ludzie Guntera, oraz Benigna, która siedziała obok niego, popatrzyli na nią w skupieniu.

– Jednakże pomysł z atakowaniem w środku nocy również jest dobry – podjęła dalej. – Ale uważam, że lepiej by było, aby do kopalni wyruszyła najpierw tylko niewielka grupa zwiadowców, zaledwie kilka osób, które mogłyby przedrzeć się do środka przez tajne przejście ukryte w górach i rozeznać teren.

– Obawiam się, że to niemożliwe, moja królowo – powiedział do niej Gaspar. – Jedyną osobą, która znała sekretne przejście do kopalni był Janno, a on…

– Tak, wiem, mój królu – odparła Elena z szacunkiem. – Jednak zanim Janno zginął, przekazał mi, gdzie znajduje się to przejście.

– Och, nie mówiłaś mi o tym – zdziwił się Gaspar.

Ona spojrzała na niego łagodnie.

– Przez to wszystko zapomniałam ci powiedzieć – odparła.

On tylko pokiwał głową, uśmiechając się ze zrozumieniem.

– Czy masz gdzieś tę mapę? – zapytał.

Pokręciła głową.

– Nie, jedyną mapę miał Janno, przy sobie, w swoim identyfikatorze – wyjaśniła.

– Jak więc…? – zapytał Gunter.

Ona spojrzała na niego.

– Pamiętam jeszcze co nieco, mogę ją wam narysować.

– Wspaniale, Eleno – odezwał się Gaspar. – Moja królowo – dodał, spoglądając na nią czule.

Ona skinęła mu głową. Gunter zauważył, że królowa zachowywała się bardzo spokojnie i z dostojną charyzmą. Może to jej odmienny stan dodawał jej takiej godności. Gaspar pochwalił się poprzedniego dnia wszystkim, że królowa nosi w sobie ich dziecko. Może to traumatyczne przeżycia z więzienia odcisnęły na niej takie piętno, że gdzieś pozbyła się dziewczęcej wesołości i mimo, że była sporo od nich młodsza, od Gaspara nawet o jakieś dziesięć lat, zachowywała się dystyngowanie i godnie pomimo swojego młodego wieku.

Na hologramowej mapce zaczęła kreślić jakieś linie i objaśniać, co przedstawiają i dokąd prowadzą. Gunter przysłuchiwał się temu uważnie, starając się jak najwięcej zapamiętać.

– Musielibyśmy wziąć pięciu ludzi, nie więcej – zawyrokował, widząc jak wąskie i niebezpieczne jest przejście, które im pokazywała.

– Zrobimy tak – powiedział Gaspar, prostując się w fotelu. – Ja pójdę tym przejściem, wezmę ze sobą dwóch z twoich ludzi, Marka i może tego Wiktora, on całkiem nieźle sprawdzał się w walce. A ty – spojrzał w kierunku Guntera – będziesz czekał ze swoimi ludźmi od zachodniej strony kopalni, tam, gdzie jest najmniej wojsk.

Pokazał na mapce, obracając ją w powietrzu nad stołem. Gunter pokiwał głową.

– Ktoś będzie musiał zostać w Górskiej Twierdzy i pilnować jej przed ewentualnym atakiem wojsk Wielkich Rządzących – stwierdził Gunter po namyśle.

– Zostawimy tu około setkę ludzi. Benigno – odezwał się do niej Gaspar, a ta drgnęła. – Ty zostaniesz i będziesz bronić naszej królowej.

– Ale…

Benigna spojrzała na Guntera, a on od razu wyczuł, co chciała powiedzieć. Wiedział jednak, że to będzie najlepsze rozwiązanie, ale przypuszczał też, że Benigna bardzo chciała iść razem z nim. On sam też tego pragnął, ale mimo wszystko czułby się pewniej wiedząc, że ona jest bezpieczniejsza w Górskiej Twierdzy.

– Benigno, to jest rozkaz – powiedział surowo Gaspar, widząc jej niepewną minę. – Jesteś tutaj najlepszym strzelcem, będziesz potrzebna na miejscu.

Benigna spuściła wzrok.

– Rozumiem – powiedziała tylko.

– Gunter, podzielisz ludzi po połowie, część zostanie, aby bronić Górskiej Twierdzy, część pójdzie z nami.

– Jest nas strasznie mało… – zauważył Gunter.

– Wiem, ale nie mamy więcej ludzi.

– Nikt jeszcze nie odpowiedział na mój apel? – zapytała nagle królowa ze smutkiem w głosie.

Gaspar obrócił się do niej.

– Jeszcze nie, moja najdroższa, ale na pewno się odezwą.

– Może powinnam jeszcze raz nagrać orędzie? – zapytała.

– Nie, wystarczy w zupełności to, co już powiedziałaś – uspokoił ją Gaspar. – Nie martw się tym. Ci z twojego ludu, którzy są tego godni, przybędą wkrótce.

Elena złożyła ze sobą dłonie jak do modlitwy, zamyślając się.

– Poza tym minęły dopiero dwa dni – odezwał się Gunter, chcąc ją pocieszyć. – A najbliższe miasto stąd to Język, samo przeprawienie się stamtąd w obecnych warunkach na pieszo może im zająć tydzień, jak nie więcej. To nie są małe odległości.

Nie wiedział, czy to podniosło królową na duchu, bo zobaczył, że tylko posyła mu słaby uśmiech, po czym znów zwiesza głowę, opierając ją na złożonych dłoniach.

– Pozostaje nam tylko modlitwa – powiedziała. – Przekaż proszę siostrom krystalitkom, aby modliły się w tej intencji – powiedziała, zwracając się do Gaspara.

– One modlą się w każdej naszej intencji – powiedział Gaspar. – Modlą się i poszczą nieustannie, odkąd zostałaś pojmana.

Królowa zamrugała i Gunter zobaczył łzy w jej oczach.

– One są takie dobre… – szepnęła. – Takie szlachetne… To są święte dusze…

Głos zaczął jej się załamywać.

– Już dobrze – Gaspar powiedział do niej miękko. – Eleno, chodź, odprowadzę cię do twojej komnaty.

Po czym ujął królową pod ramię i pomógł jej wstać. Wszyscy zerwali się ze swoich miejsc, gdy ona podniosła się z tronu.

– Myślę, że na dziś już wystarczy. Ogłaszam zebranie za zakończone – oznajmił Gaspar. – A my spotykamy się w sali audiencyjnej o północy – zwrócił się do Guntera i reszty. – Chcę mieć was wszystkich przygotowanych do drogi. Wyruszymy natychmiast.

– Tak jest – odparł Gunter.

Królowa skinęła im głową na pożegnanie, po czym odeszła, wspierając się na ramieniu Gaspara.

Gunter wypuścił powietrze z płuc, kiedy drzwi sali zamknęły się za nimi.

– Szczepan, każ wszystkim ludziom natychmiast stawić się w sali audiencyjnej. Muszę zrobić przegląd i wybrać spośród nich tych, którzy wyruszą ze mną.

– Tak jest, panie kapitanie – powiedział Szczepan i natychmiast wyszedł.

– Reszta do sali, będę tam za pół godziny – powiedział do pozostałych wojowników.

Ci pospiesznie powstawali z miejsc i wyszli za Szczepanem. W sali został już tylko on i Benigna. Spojrzał na nią. Przygnębiona i milcząca, obejmowała się ramionami i patrzyła przez zaśnieżone okno. Ubrana była w gruby, ciepły sweter, wąskie spodnie z kieszeniami na udach i szeroki pas, do którego miała przytroczony pistolet i parę noży. Karabin przewiesiła przez plecy. Włosy związane w wysoki warkocz spływały jej po plecach.

Podszedł do niej, stanął obok i zerknął przez okno na zasypane śniegiem podwórze.

– Szykuje się długa noc – powiedział, siląc się na dziarski ton.

Ona milczała. Gunter przestał się uśmiechać.

– Wiem, że wolałabyś iść ze mną, ale Gaspar ma rację – powiedział poważniej. – Lepiej, jak zostaniesz tutaj i będziesz strzec królowej.

Ona nie odpowiedziała.

– Wiesz, on chce mieć tu swoich najpewniejszych ludzi – dodał. – Myślę, że nie przeżyłby, gdyby znów coś się stało królowej, zwłaszcza teraz, kiedy spodziewa się dziecka.

Spojrzała na niego i zobaczył, że ma oczy pełne łez.

– A jeśli tobie się coś stanie…? – zapytała cicho drżącym głosem.

– Daj spokój, nic mi się nie stanie – odparł zdawkowo.

– Kto ciebie będzie osłaniał…? – spytała smutno.

– Wezmę paru dobrych ludzi i damy sobie radę – powiedział. – To nie pierwsza taka akcja i pewnie nie ostatnia. Poza tym, kto jak nie ja zna najlepiej strategię działania strażników?

Ale ona nie wyglądała, jakby ją to pocieszyło. Otarła twarz wierzchem dłoni. Łamała go tymi łzami. Nie musiała nic mówić, sam ten widok miażdżył go od środka.

Zbliżył się do niej.

– Benigno, proszę – powiedział miękko. – Proszę cię, nie płacz. Wrócę, zanim się obejrzysz.

Pokręciła głową.

– Oboje wiemy, że to nie będzie takie proste, aby tam się dostać, a tym bardziej stamtąd wrócić – powiedziała z goryczą.

– Być może, ale… – zaczął.

Dotknął jej ramienia i delikatnie obrócił ją ku sobie.

– Ale to samo mógłbym niedawno powiedzieć o przejęciu Górskiej Twierdzy przez garstkę żołnierzy-amatorów. A jednak, mimo wszystko, jesteśmy teraz tutaj…

Spojrzała mu w oczy.

– Nie chcę cię stracić – powiedziała mu.

Przypomniał sobie, że kiedyś w lesie, użył dokładnie tych samych słów wobec niej. Ujął jej ramiona i przyciągnął ją do siebie.

– Nie stracisz mnie – zapewnił, patrząc na nią poważnie. – Nie stracisz mnie, obiecuję ci to.

Nachylił się nad nią.

– Wiesz, że zrobię wszystko żeby do ciebie wrócić – szepnął. – A ja raczej jestem dość uparty i jak raz sobie coś wbiję do głowy, to potem tak łatwo tego nie porzucam.

Uśmiechnął się, bo chciał ją trochę rozweselić, ale ona tylko odrobinę uniosła wargi. Nadal była przygaszona.

– Będę się o ciebie martwić – powiedziała.

– To jesteś pierwszą osobą, która będzie się o mnie martwić – powiedział jej szczerze.

Pokiwała głową.

– Benigno… moja strzało, uśmiechnij się do mnie – poprosił.

Podniosła na niego oczy i uśmiechnęła się wreszcie. Nachylił się i pocałował ją w policzek. Benigna delikatnie dotknęła dłonią jego twarzy i również go pocałowała, muskając ustami jego policzek pokryty zarostem. Uśmiechnął się, nie otwierając jeszcze oczu.

– No, teraz mogę wyruszać nawet na koniec świata – powiedział miękko.

Ona spuściła wzrok i zarumieniła się. Chciał jeszcze jej coś powiedzieć, gdy wtem usłyszał sygnał z przenośnego komunikatora, który nosił przypięty do paska spodni.

– _Panie kapitanie, widzimy na radarach jakiś statek!_

To był Maurycy, który stacjonował na południowej wieży. Gunter natychmiast złapał za komunikator i nacisnął odpowiedni przycisk.

– Jaki statek? – zapytał szybko.

– _Wielki, ogromny, nie przypomina żadnego, którego do tej pory widzieliśmy._

– Wszystkie działka orionowe w pogotowiu, zaraz tam będę! – zawołał. – Powiadomcie Gaspara!

– _Tak jest!_

Komunikator zamilkł, a Gunter złapał za swój karabin i wypadł z sali. Benigna bez słowa, jak na rozkaz, pobiegła za nim. Wspięli się na najwyższą kondygnację i wybiegli na zewnątrz, na południową wieżę. Panował tu straszny ziąb, wiało i wszędzie wirowały płatki śniegu. Gunter nadstawił wyżej kołnierz wojskowej kurtki i podbiegł do działka, przy którym siedziało czterech jego ludzi.

– Gdzie ten autolot? – zawołał, dopadając do nich.

– Tutaj, panie kapitanie.

Maurycy ustąpił mu miejsca i Gunter zasiadł za działkiem, spoglądając przez celownik.

– A niech mnie… – syknął. – To jest transporter.

Oderwał oczy od celownika i spojrzał w niebo, ale niczego nie można było jeszcze dostrzec.

– Jest jakieś dwadzieścia kilometrów stąd, zaraz znajdzie się w zasięgu dział – powiedział Szczepan, patrząc przez swój celownik. – Czy mamy strzelać?

– Co zdecydował Gaspar? – zapytał ich Gunter.

– Kazał nam wstrzymać się z atakiem, dopóki sam nie przybędzie i…

W tej samej chwili na wieżę wbiegł Gaspar, ubrany w gruby, ciepły płaszcz.

– Panie, tutaj! – krzyknął Szczepan, odchylając celownik i pokazując mu.

Gaspar zerknął i natychmiast zbladł.

– To strażnicy? – spytał Szczepan zmartwiałym głosem. – Wielcy Rządzący?

Gaspar bez słowa odsunął się od działka, stanął przy murze i spojrzał przed siebie.

– Co to za maszyna? – zapytał ich głośno.

– To transporter wojskowy, używany wyłącznie do ważnych, militarnych celów, największy, jaki istnieje – wyjaśnił szybko Gunter. – Ale… coś jest dziwnego.

Gaspar obrócił się do niego.

– Co takiego?

– On leci jakoś niestandardowo, raz opada, to znów się wznosi, jakby mu brakowało paliwa albo został trafiony… – stwierdził Gunter, przypatrując się maszynie przez celownik działka. – To bez sensu. Po co miałby do nas lecieć ogromny transporter, który ktoś już trafił? Poza tym takie transportery nigdy nie lecą same, zazwyczaj mają przy sobie kilka mniejszych autolotów szpiegujących, które go osłaniają. Taka maszyna jest mało zwrotna i porusza się na samym końcu kordonu, osłaniana przez innych w szyku bojowym. Nikt o zdrowych zmysłach nie wypuściłby się takim transporterem na samotny atak na Górską Twierdzę, to jest szaleństwo, albo…

– Albo celowe, aby nas zmylić – dokończył Gaspar.

– Panie, radary niczego innego nie wykrywają w pobliżu, tylko ten jeden autolot – odezwał się Szczepan.

Gunter wychylił się zza osłony działka i spojrzał na Gaspara.

– Co robimy? Strzelamy? – zapytał.

Gaspar nie odpowiedział, tylko jakiś skurcz przebiegł mu po twarzy.

– Gaspar? – zapytał, bo Gaspar nadal się nie odzywał. – Wiesz, kto to jest?

– Mam pewne przypuszczenie… – mruknął, znów podchodząc do nich spoglądając w celownik. – Co jeszcze możesz powiedzieć o tej maszynie? – zapytał Guntera.

– Choćby i to, że taki atak, to jak wystawienie się na rzeź. Oni są bezbronni wobec naszych działek. Tylko kretyn pakowałby się nam wprost pod lufę…

– Zaraz wejdą w strefę rażenia! – zawołał Maurycy. – Czy mamy załączyć działka?

– Gaspar? – zapytał Gunter. – Co robimy?

Gaspar złożył ze sobą dłonie, tak jak to zrobiła wcześniej królowa, kiedy rozmawiali w sali obrad i na moment zamknął oczy, a gdy je otworzył, spojrzenie miał pewne.

– Nie strzelać – postanowił.

– Nie strzelać? – zawołał na niego Maurycy. – Zaraz wejdą w… Już weszli w naszą strefę rażenia! Panie!

– _Panie kapitanie, co robić?_ – zapytał Guntera przez komunikator żołnierz ze wschodniej wieży. – _Strzelać w ten autolot?_

Gunter zawahał się. Spojrzał na Gaspara, ale ten był poważny i pewny swego.

– Nie strzelać! – rozkazał.

– Nie strzelać – powiedział Gunter do komunikatora. – Król kazał nie strzelać.

– _Ale… Tak jest _ – odparł zmieszany żołnierz i rozłączył się.

Gaspar stanął znów przy murze. W dali, poprzez ołowiane chmury, widać było już niewielkie światło. Światło kluczyło to w górę, to w dół, jakby z trudem unosiło się w powietrzu.

Benigna podeszła do Guntera, a on dał jej zobaczyć przez celownik.

– Ten pojazd chyba chce coś zakomunikować – stwierdziła, patrząc przejęta. – To nie jest normalne zachowanie…

– Obniżają lot! – zawołał Maurycy.

Gunter spojrzał w celownik. Maszyna posuwała się coraz wolniej, nadal robiąc te gwałtowne skoki. Odsunął się od działka i popatrzył w dal, przez mur. Widział już wyraźnie światła pojazdu, a szum maszyny słychać było aż stąd. To był naprawdę imponujących rozmiarów statek.

– Zaraz… On ma oznaczenia Płuc – powiedział Gunter, przypatrując się kiwającym się na boki skrzydłom transportera.

Gaspar obrócił się do niego gwałtownie.

– Co ty powiedziałeś? – zawołał.

Gunter stanął przy Gasparze.

– Maszyna ma oznaczenia Płuc, te numery – powiedział, pokazując ręką. – Ale co tu robi maszyna z Płuc, przecież to pół świata stąd…?

Ku jego zdumieniu Gaspar uśmiechnął się, a oczy mu rozbłysły.

– Udało im się… – szepnął.

– Co? – zdumiał się Gunter.

– Benigna! – Gaspar zawołał na dziewczynę, a ta podskoczyła do niego. – Powiadom królową by natychmiast stawiła się w sali audiencyjnej. Powiedz jej, że mamy gości z farmy, ona będzie wiedzieć, o co chodzi,

– Dobrze – odparła Benigna i wybiegła z wieży.

Transporter tymczasem coraz bardziej obniżał lot. Widzieli już wyraźnie jego kształt i masywne gabaryty. Pojazd miał trzy poziomy.

– Ale chwila, on nie został trafiony – powiedział Gunter, przypatrując się maszynie. – Skrzydła ma całe, korpus też, kokpit również, więc po co te dziwne manewry?

– Pewnie chcieli z daleka zwrócić na siebie uwagę – odparł Gaspar z uśmiechem.

– Ale to samobójstwo… – zauważył Gunter. – Strażnicy tak nie robią.

– No właśnie, strażnicy tak nie robią – powiedział Gaspar. – Bo to nie są strażnicy.

Spojrzał na Guntera.

– Chodź, przywitamy ich.

***

– Zebulon, ta twoja szalona strategia chyba zadziałała – stwierdził Mikael, widząc przed sobą coraz wyraźniej zarys Górskiej Twierdzy. – Nikt do nas nie strzela, choć pewnie już jesteśmy w ich zasięgu.

– Gaspar ma łeb na karku, więc jeżeli on tam jest, to nie mamy się czego obawiać – odparł Zebulon.

– A jeśli go nie ma? – spytał.

Zebulon spojrzał na niego.

– To lepiej przygotujcie karabiny.

– Wielcy Rządzący mogli w międzyczasie z powrotem odbić Górską Twierdzę – zauważyła Laura, nachylając się do nich.

Zebulon pokręcił głową.

– Niemożliwe, zaraz by przecież o tym wszędzie trąbili – zauważył. – A przez całą drogę otrzymywaliśmy tylko strzępy komunikatów o mobilizacji w poszczególnych miastach…

– I o coraz większych problemach w dostawie prądu – dodał Mikael. – Dziwne, że mówią o tym tak spokojnie, przecież od zniszczenia kopalni w Sercu minęło sporo czasu. Powinni już czuć nóż na gardle.

– Nie chcą wywoływać paniki – powiedziała Laura. – I powoli zmniejszają zużycie, ale w mieście krążyły różne plotki.

– Jakie? – podchwycił Zebulon, obniżając lot i kierując transporter wprost na zasypany plac przed Górską Twierdzą.

– Mówiono, że trzeba będzie zacząć gromadzić zapasy jedzenia i wody, no i serum, ale… – urwała i spojrzała na nich. – Teraz, kiedy zlikwidowaliśmy ich źródło zdrowia, dopiero mogą się zacząć prawdziwe problemy.

– Mutacje? – zapytał Mikael.

– Oby tylko to… – westchnęła. – Ci, którzy są uzależnienie od serum, bez następnej dawki mogą zacząć łapać dziwne choroby, wirusy, zarazki, do których ich organizm nie został przyzwyczajony. Serum, wiadomo, poprawia ogólny stan zdrowia osoby, ale jednocześnie upośledza wrodzone instynkty obronne organizmu. Jeśli całe życie bombardowaliśmy się serum, potem zwykła infekcja może nas rozłożyć na łopatki. Ludzie mogą podać jak muchy…

Spojrzała na Mikaela.

– I w większości będą to bogaci ludzie, których stać było na serum.

– Jak Wielcy Rządzący? – spytał Mikael.

– Tak – odparła. – Wielu wśród nich jest uzależnionych od serum.

– Ha! Tym lepiej dla nas! – zawołał Zebulon, sadzając transporter na gruncie. – Nie będziemy musieli nic robić, sami się wykończą!

– Dobra, dosyć tego gadania, łapcie za broń i wychodzimy, pojedynczo – zarządził Mikael, kiedy Zebulon zaczął wyłączać wszystkie parametry i gasić silniki.

Mikael wyszedł pierwszy z kokpitu z karabinem w dłoni. Laura zarzuciła na siebie swój elegancki płaszcz i wyszła za nim. Razem z Heliodorem otworzył zawór i natychmiast uderzyło go w twarz lodowate powietrze, które na moment zaparło mu dech w piersiach.

– Idziemy! – zawołał poprzez zawieruchę i jako pierwszy wyszedł na ośnieżony plac.

Zobaczył w oddali światła latarni stojących przy głównym wejściu, a w ich blasku kilkunastu ludzi z bronią, czekających na nich. Mikael odsunął karabin na plecy i uniósł dłonie w geście poddania.

– Jesteśmy chrześcijanami! – zawołał do nich. – Jesteśmy sługami królowej Eleny! Przybyliśmy tu na jej rozkaz!

Z tłumu wyszedł do przodu jakiś wysoki mężczyzna ubrany w gruby płaszcz. Na jego widok Zebulon podskoczył w miejscu.

– Gaspar, ty stary draniu! – wykrzyknął i bez namysłu pobiegł w jego stronę.

Dopadł do mężczyzny i objął go mocno, a tamten uściskał go serdecznie, śmiejąc się razem z nim.

– Już myślałem, że nie żyjesz! – zawołał Zebulon, kiedy wreszcie go puścił.

– To samo myślałem o tobie, o was – odparł Gaspar, podchodząc do nich bliżej i patrząc na nich po kolei.

– Mikael…

Mikael podszedł do niego i skłonił mu się, tak jak to przystało w obecności króla, ale Gaspar zaraz objął go po przyjacielsku.

– Cieszę się, że was widzę – powiedział, szczerze uradowany. – Cieszę się bardzo. Heliodor!

Olbrzymi mężczyzna uściskał Gaspara tak, że tamten aż stęknął.

– Nic się nie zmieniłeś – odparł, oddychając ciężko.

Reszta tylko się zaśmiała.

– A gdzie Wrack? With? – zapytał patrząc po ich twarzach. – Czy oni nie..?

– Żyją, żyją – odparł Zebulon wesoło. – Ledwo, ale żyją. Gdy Wrack dowiedział się, że zdobyłeś Górską Twierdzę, od razu wrócił do żywych!

– Są poważnie ranni? – spytał zaniepokojony Gaspar.

– Trochę, ale wyjdą z tego – odparł Mikael.

Gaspar skinął na swoich ludzi, a kilku z nich podeszło do niego.

– Pomóżcie im przenieść rannych do skrzydła szpitalnego – rozkazał.

– Tak jest, panie – odpowiedzieli i weszli do transportera.

Gaspar popatrzył po twarzach przybyszów. Wtem jego wzrok padł na Laurę, która stała trochę z tyłu, za plecami Mikaela.

– A ty…? – zapytał. – Kim jesteś?

Kobieta wyszła mu naprzeciw.

– Nazywam się Laura i jestem… to znaczy byłam prokuratorem okręgu numer 7 w Płucach – przywitała się, pokazując mu swój identyfikator, a na nim wszystkie dane.

Gaspar spojrzał pytająco na Mikaela.

– Prokuratorem…?

– Laura pracowała dla Wielkich Rządzących, ale teraz jest z nami – wyjaśnił zwięźle. – Uratowała nas z więzienia i pomogła nam przetransportować ludzi w kapsułach. I zniszczyć farmę.

Gaspar pokiwał głową.

– Rozumiem – stwierdził. – A więc jesteś trochę jak Gunter.

– Jak kto? – zdziwiła się.

– Nieważne. Teraz, kiedy jesteś z nami, możesz przywitać się po naszemu – powiedział, wyciągając do niej otwartą dłoń i chwytając jej rękę.

– Och – zdziwiła się, widząc, że ściska jej dłoń i potrząsa nią lekko.

– My tak się tutaj witamy – powiedział Gaspar, uśmiechając się serdecznie.

Ona skinęła mu głową.

– To zaszczyt cię poznać, wasza wysokość.

– Gaspar, proszę, mów mi po imieniu – powiedział, a ona znów się skłoniła.

– Dobrze, Gasparze.

Gaspar obrócił się na pozostałych.

– A więc udało wam się?

– Tak – odpowiedział Mikael w imieniu jego drużyny. – Zrobiliśmy to, co nam nakazałeś.

Gaspar położył mu dłoń na ramieniu.

– Wspaniale się spisaliście – powiedział. – A teraz chodźcie, królowa na was czeka.

– Gasparze, jest jeszcze jedna pilna sprawa – wtrącił Mikael. – Musimy jak najszybciej otworzyć kapsuły i uwolnić z nich tych ludzi. Tlenu starczy im jeszcze tylko na dwie godziny. Jeśli się nie pospieszymy…

Gaspar gwizdnął przeciągle na resztę żołnierzy, która stała na placu przed wejściem, a ci natychmiast do niego przybiegli.

– Wszyscy do kapsuł! – zawołał do na nich. – Pokażcie nam, co mamy robić – powiedział do Mikaela.

Ten zmieszał się.

– Nie, ty nie musisz z nami…

– Mikael – przerwał mu Gaspar. – Mów szybko, co mamy robić. Gunter, chodźcie, pomożecie nam!

Do Gaspara podbiegł żołnierz ubrany w czarną kurtkę i ciemne spodnie z karabinem przewieszonym przez plecy. Minę miał groźną i widać było po nim, że jest tu kimś w rodzaju dowódcy.

– Co mamy robić? – zapytał mocnym, szorstkim głosem.

– Chodźcie, pokażę wam – powiedział Mikael, wprowadzając ich do transportera.

***

Mając nieco ponad setkę ludzi do pomocy, uwinęli się ze wszystkimi kapsułami w pół godziny. Wiatr dął nieprzerwanie, a zimno przenikało aż do szpiku kości, ale ciężka praca szybko ich rozgrzała.

Przenieśli wszystkie kapsuły do wskazanego przez Gaspara skrzydła szpitalnego. Była to podłużna sala z łóżkami po obu stronach, zapleczem medycznym, salą operacyjną i gabinetem lekarskim. Gaspar nakazał postawić każdą kapsułę przy łóżku. Szybko okazało się, że łóżek było za mało i brakło miejsca dla wszystkich. Żołnierze przynieśli więc dodatkowe materace i resztę kapsuł umieścili w sali operacyjnej, gabinecie a nawet w przedsionku, gdzie stały szafy z lekami i przyrządami medycznymi.

Mikael razem z Gasparem i Laurą stanęli przy pierwszej kapsule. W środku znajdowała się kobieta w średnim wieku.

– Tę otworzymy najpierw – zdecydował Gaspar, patrząc w twarz kobiety.

Laura po kolei wyłączyła na panelu sterowania wszystkie parametry. Przezroczysty kokon zaczął błyskać na czerwono i pojawił się napis: „Uwaga! Brak ładowania zewnętrznego! Natychmiast podłącz kapsułę do zasilania!”

– Tutaj się ją otwiera – powiedziała. – Ale nie jestem pewna, czy to dobry pomysł, żeby otwierać ją tu, bo cała ta ciecz zaraz się wyleje na posadzkę i… – zaczęła wyjaśniać pospiesznie.

– Otwórz – rozkazał Gaspar. – Nie możemy dłużej czekać.

Laura niepewnie szarpnęła za uchwyt i otworzyła kapsułę. Syknęło, puściły zawory i szklana przesłona otworzyła się. Natychmiast rozlała się przezroczysta ciecz, a kobieta, która unosiła się w niej zawieszona, opadła bezwładnie. Gaspar złapał ją i położył na ziemi. Laura szybko wzięła prześcieradło i okryła nim nagą kobietę.

– Szybko, pomóżcie mi, trzeba to z niej wyciągnąć – poinstruowała, pokazując na urządzenie zamontowane na jej twarzy.

Mikael złapał za tubę i pociągnął.

– Ostrożnie, bo ją pokaleczysz – powiedziała mu Laura. – Trzeba to wyjmować powoli.

Mikael zaczął powoli wyciągać przewód z jej gardła. Rurka zaczęła wysuwać się z jej ust. W końcu wyszła do końca. Gaspar tymczasem odpinał inne kable, które kobieta miała przymocowane do ciała.

– To wszystko – oznajmił.

– Teraz powinna zacząć się budzić – powiedziała Laura, spoglądając z przejęciem na nieprzytomną twarz kobiety.

Przytknęła palce na jej szyi.

– Tętno ma w normie, serce pracuje, ale płuca jeszcze nie. Połóżcie ją płasko na ziemi – nakazała.

Położyli ją, a ona nachyliła się nad kobietą i zrobiła coś, co z boku wyglądało jak dziwny pocałunek. Palcami zatkała jej nos, a swoimi ustami dotknęła jej ust, wtłaczając do jej płuc powietrze. Mikael wiedział, że była to starożytna technika ratująca życie. On sam nauczył się tego i kilka razy ją wykorzystał, gdy natrafiał na topiących się w morzu turystów.

Nieprzytomna kobieta zrobiła jakiś chrapliwy oddech, po czym odkaszlnęła i z jej ust wypłynęła przezroczysta ciecz. Gaspar położył ją na boku, aby zwróciła wszystko, co w niej było. Kobieta długo kaszlała, powoli dochodząc od siebie.

– Już dobrze, jesteś bezpieczna – mówił do niej łagodnie. – Słyszysz mnie? Anteo?

– Znasz ją? – zdziwiła się Laura.

Gaspar pokiwał głową.

– Oczywiście – odparł. – Byliśmy z tej samej osady.

– Och…

Mikael zobaczył, jak oczy Laury powiększają się ze zdumienia.

– A więc ty też jesteś…?

– Tak, ja też jestem naturalsem – odparł z uśmiechem.

Uwolniona kobieta wreszcie zaczęła normalnie oddychać, ale oczy nadal miała zamknięte.

– Anteo, obudź się – powiedział Gaspar.

– Oni tak szybko się nie obudzą – powiedziała Laura, przyglądając się kobiecie. – Proces całkowitego obudzenia może im zająć kilka dni. Połóżcie ją na łóżku – poinstruowała.

Mikael chwycił wraz z Gasparem kobietę i ułożyli ją na materacu. Laura przykryła ją kołdrą.

– Niech ktoś sprzątnie tę wodę, bo tu całą podłogę zaleje! – zawołała na stojących bezczynnie żołnierzy.

Gaspar obrócił się na nich i zaraz z grupy wyszło dwóch i zaczęli się krzątać.

– Zacznijcie wybudzać pozostałych – rozkazał. – I pospieszcie się, mamy mało czasu.

Zabrali się do pracy. Żołnierze otwierali po kolei kapsuły i odczepiali rurki, przywracając uwięzionym oddech, tak jak ich tego nauczyła Laura. Większość z ocalonych miało od około dwudziestu do trzydziestu lat, nieliczne osoby, tak jak Antea, były w średnim wieku.

W międzyczasie dołączyła do nich jakaś dziewczyna z długim warkoczem, Mikael przypuszczał, że to pielęgniarka, bo szybko i fachowo potrafiła zajmować się nieprzytomnymi.

W międzyczasie Mikael w krótkich zdaniach zdał relację Gasparowi z tego, co się z nimi działo od chwili, gdy ich pozostawił w lesie na granicy Płuc. Nie wdawał się w szczegóły, w jaki sposób Laura przekonała się do nich. Powiedział tylko, że najpierw ich przesłuchiwała, a potem zmieniła zdanie i postanowiła im pomóc. Gaspar nie wypytywał, tylko słuchał, przytakując głową. Na koniec opowiedział mu o tym, jak zabrali kapsuły, znaleźli Witha, Annę i resztę, jak uciekli i jak Wrack został ranny. Kiedy skończył, Gaspar zaczął opowiadać, w jaki sposób on trafił do Wątroby, natknął się na Guntera, Benignę i innych chrześcijan, a potem z niewielką armią, dzięki pomocy sióstr krystalitek, zdobyli Górską Twierdzę i uratowali królową.

Wreszcie udało im się uwolnić wszystkich ludzi. Położyli ich do łóżek, rozlokowując ich w trzech osobnych pomieszczeniach i w tym wąskim korytarzu, w którym stały szafki z lekarstwami.

– Ponad setka osób – stwierdził Gaspar, patrząc na zajęte łóżka.

– Dokładnie sto pięćdziesiąt trzy – powiedział ten żołnierz ubrany na czarno. – Prawdziwa armia – skwitował. – Tylko kto się będzie nimi zajmował? Przecież nasi ludzie nie dadzą rady wszystkich ich obsłużyć. Muszą bronić Górskiej Twierdzy, a nie opiekować się chorymi.

– Myślę, że siostry krystalitki będą tu w stanie coś poradzić – powiedział Gaspar. – Porozmawiam z nimi, jeszcze zanim wyruszymy. Wiem, że mają swoje protokoły i nie mogą z byle powodu opuszczać zakonu, ale ratowanie ludzkiego życia jest ważniejsze, niż reguły zakonne. Jestem pewien, że nam pomogą.

– Dokąd wyruszacie? – zapytał Mikael.

– Do kopalni – odparł Gaspar.

– Do kopalni orionu? Tej kopalni, którą chcą przejąć Wielcy Rządzący? – zdumiał się.

– Tak, właśnie do tej – odparł Gaspar.

– Ale jak…? Będziecie przecież potrzebować ludzi, wojska, sprzętu…

– Dlatego przybyliście w samą porę – powiedział Gaspar, uśmiechając się.

– Kiedy zamierzacie wyruszyć? – spytał.

– Jeszcze dziś w nocy.

– Co…?

– Co? Wyruszacie do kopalni? – zawołał Zebulon, przeciskając się do Gaspara. – Idę z wami!

– Ja też chcę pomóc! – zagrzmiał Heliodor.

– I ja – dodał pospiesznie Mikael.

– Spokojnie, część musi zostać tutaj, żeby bronić Górskiej Twierdzy i królowej – powiedział Gaspar. – Chodźcie teraz do sali audiencyjnej, wyjaśnię wam wszystko.

– Ja zostanę z nimi – powiedziała Laura, pokazując na leżących, nieprzytomnych ludzi w łóżkach.

– Ja też – odezwała się ta dziewczyna-pielęgniarka.

– Panie, tam leżą ci ranni, których kazałeś przenieść – odezwało się dwóch żołnierzy podchodząc do Gaspara.

– Dobrze, przywitam się z nimi – powiedział, obracając się w tamtą stronę. – A reszta niech idzie do sali. Gunter, zaprowadź ich.

Ponury żołnierz kiwnął na nich i poszli. Mikael zobaczył jeszcze ukradkiem, jak Gaspar głaszcze po głowie leżącego Witha i coś ze sobą rozmawiają. Chłopak leżał na brzuchu z plecami okrytymi bandażami, a przy nim siedziała Anna, jak cichy anioł opiekując się nim nieustannie. Potem Gaspar podszedł do Wracka i rozmawiał z nim chwilę. Wrack, ledwo żywy, mamrotał coś niewyraźne, ale Gaspar wyglądał na zadowolonego. Mikael nie patrzył dłużej. Poszedł za innymi.ROZDZIAŁ II

Sala audiencyjna znajdowała się na pierwszym piętrze. Kilkudziesięciu żołnierzy zgromadziło się przy tronie królowej, reszta stała w równych odstępach na wprost podwyższenia, na którym ona siedziała.

Mikael śmiało podszedł do podwyższenia, wyściełanego czerwonym dywanem i skłonił się przed królową.

– Pani…

Jej ciepłe spojrzenie od razu padło na niego. Pamiętał, jaka była piękna, ale teraz jej oczy nabrały jakby głębszego wyrazu. Sprawiała wrażenie dojrzalszej i szlachetniejszej.

– Mikael… – odezwała się serdecznie.

Zauważył, że była nieco bledsza niż zwykle i szczuplejsza, ale wspaniała złocista suknia, w którą była ubrana, doskonale odwracała uwagę od jej mizernej postury. Włosy miała upięte wysoko w elegancki kok, który zwieńczał kryształowy diadem królewski. Jej jedyną ozdobą był skromny, srebrny medalik z wizerunkiem Niepokalanej Królowej Aniołów.

– Pani, wykonaliśmy to, co nam rozkazałaś – powiedział uroczyście. – Zniszczyliśmy farmę i uwolniliśmy ludzi z kapsuł. Tylu, ilu się dało – dodał.

Uśmiechnęła się subtelnie.

– Dziękuję wam – powiedziała. – Jak wielu ludzi udało wam się uratować? – spytała.

– Sto pięćdziesiąt trzy osoby – odparł. – Są już ulokowani w skrzydle szpitalnym. Odłączyliśmy ich od aparatur i sami oddychają. Jeszcze są nieprzytomni, ale to kwestia kilku dni, jak dojdą do siebie.

Jej twarz rozpromienił uśmiech.

– Wspaniale się spisaliście – pochwaliła go.

Mikael wyprostował się.

– Robiliśmy tylko to, co nam kazałaś, pani – odparł skromnie.

Królowa spojrzała na niego dobrodusznie.

– Czy napotkaliście wiele trudności? – spytała.

Przed oczami stanął mu pobyt w więzieniu, przesłuchiwania, tortury, ucieczka, podszywanie się pod strażników i krwawa jatka na farmie.

– Niewiele… – stwierdził.

– Rozumiem – odparła, nie wypytując o więcej. – Czy macie jakieś wieści o chrześcijanach, którzy postanowili przybyć do Górskiej Twierdzy, aby wspierać mnie i moje królestwo?

– Pani, nic mi o takich ludziach nie wiadomo – powiedział szczerze.

Zobaczył, że twarz królowej posmutniała.

– Ale przyłączyli się do nas chrześcijańscy niewolnicy, którzy pracowali na farmie – dodał szybko, żeby ją pocieszyć. – Błagali nas, żebyśmy ich ze sobą zabrali, więc wzięliśmy ich. Pomogli nam zniszczyć farmę. Są waleczni.

– Ach, tak? – ucieszyła się królowa. – Ilu ich jest?

– Kilku… Około dziesięciu.

– Och…

Jej uśmiech przygasł na moment, ale zaraz znów się wypogodziła.

– Każda para rąk przyda się w moim królestwie – powiedziała serdecznie.

W tej samej chwili do sali wszedł Gaspar, a za nim ten dowódca wojskowy ze swoimi żołnierzami. Na ich widok wszyscy w sali stanęli na baczność. Gaspar szybkim krokiem wspiął się na podium i stanął obok królowej. Szepnął jej coś na ucho, a ona skinęła głową. Gaspar spojrzał po zebranych.

– Rozmawiałem z Matką Przełożoną sióstr krystalitek – oznajmił głośno. – Ona wyznaczy siostry, które będą dyżurować przy chorych. Będą tu przychodzić na zmianę. Reszta pozostanie w klasztorze na modlitwie. A teraz, Mikael, Heliodor, Zebulon, zbliżcie się.

Do Mikaela podeszli Heliodor i Zebulon. Stanęli w rzędzie przed królem.

– Wasza odwaga i wasze męstwo nie poszły na marne – oznajmił. – Uratowaliście ogromną rzeszę istnień i zniszczyliście tę fabrykę śmierci, która produkowała serum z ludzi. To prawdziwe bohaterstwo, o którym zawsze będziemy ze czcią pamiętać.

Królowa Elena zaklaskała, a za nią cała rzesza zebrana w sali audiencyjnej. Mikael poczuł, jak policzki mu czerwienieją. Obejrzał się, szukając wzrokiem Laury, ale nigdzie jej nie dostrzegł wśród tłumu.

– Będziecie zajmować specjalne stanowiska w moim królestwie, kiedy już wygramy tę wojnę i pozbędziemy się Wielkich Rządzących – oznajmił Gaspar. – A tymczasem, na ten trudny czas wojny, mianuję was moimi dowódcami, moimi najbliższymi współpracownikami.

Ponownie rozległy się oklaski. Mikael spuścił głowę. Dziwnie się czuł z tymi zaszczytami.

– Od tej pory całe wojsko, oprócz Guntera, ma słuchać także was i przyjmować wasze rozkazy tak, jakby to były moje.

– Panie – oznajmił głośno Mikael. – Dziękujemy ci za to, ale większa część tych zaszczytów należy się Laurze, pani prokurator, która nas wyciągnęła z więzienia i wprowadziła do farmy, umożliwiając nam rozbicie jej od środka.

Gaspar pokiwał głową.

– Wiem o jej wkładzie w tę operację. Ona również zostanie uhonorowana w odpowiedni sposób, jeśli tylko będzie chciała z nami tu zostać i nadal nas wspierać.

Mikael drgnął. Wiedział, co Gaspar miał na myśli. Ona nie była chrześcijanką i nikt jej tutaj nie trzymał na siłę. Mogła w każdej chwili odejść…

– Ale obecnie nie możemy spocząć na laurach, bo przed nami kolejne trudne zadania – powiedział dalej Gaspar, przechodząc na poważny ton. – Jeszcze dziś w nocy uderzymy na kopalnię orionu. Ja i najbliżsi mi ludzie, wedrzemy się ukradkiem tajnym przejściem pomiędzy górami, a reszta, z Gunterem na czele – tu spojrzał na tego dowódcę stojącego nieopodal – będzie czekać w ukryciu na nasz znak, by zaatakować tyły wroga. Część wojska zostanie tutaj, aby stać na straży królowej. Ja dobiorę sobie ludzi, którzy pójdą ze mną przez góry, a Gunter dobierze sobie swoich żołnierzy. Zacznę najpierw ja. Zebulon, ty pierwszy, chodź ze mną! – zawołał.

Zebulon wyszczerzył do niego zęby i stanął pewnie przy Gasparze.

– Heliodor, ty też – powiedział Gaspar z uśmiechem. – Przyda mi się ktoś, kto będzie mógł gołymi pięściami rozwalać skały.

– Chyba mnie trochę przeceniasz – bąknął Heliodor, ale stanął przy boku Gaspara.

– Wziąłbym też Wracka, ale on musi najpierw dojść do siebie – dodał Gaspar. – Dlatego Wiktor, ty chodź ze mną.

Wysoki, szczupły mężczyzna o czarnych włosach podszedł do Gaspara i skłonił się przed nim z szacunkiem. Potem Gaspar wziął jeszcze jednego mężczyznę, a następnie Gunter zaczął dobierać sobie żołnierzy, ustawiając ich w szeregu na środku sali.

– Ty… ty… ty.. – mówił, przechodząc wzdłuż nich i pokazując palcem, a ci następnie występowali z miejsca i stawali w jednej grupie.

Mikael czekał na swoją kolej, ale jego nie wybrał ani Gaspar, ani Gunter. Nie dał po sobie poznać, jak bardzo był tym rozczarowany.

W końcu Gunter zebrał swoich wojowników, około setkę ludzi. Reszta, jakichś kilkudziesięciu żołnierzy, została na swoich miejscach.

– Ja i moi ludzie wyruszymy natychmiast, jeszcze przed północą – oznajmił Gaspar. – Macie dwie godziny na spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy – powiedział, odwracając się do nich. – Maurycy pokaże wam, gdzie są ciepłe kombinezony, okrycia zimowe i sprzęt wojskowy. Weźmiemy też narty, na nich znacznie szybciej można się poruszać po śniegu.

Mikael przestąpił z nogi na nogę. Na nartach jeździł od dziecka i był w tym bardzo dobry, a widział po twarzy Heliodora i Zebulona, że ci nie mieli pojęcia, co to takiego. Już miał się odezwać, że może on mógłby iść razem z nimi, ale powstrzymał się.

– Gunter wyruszy autolotem wojskowym razem ze swoimi ludźmi tuż przed świtem – mówił dalej Gaspar. – Macie więc jeszcze całą noc na przygotowanie się do drogi. Reszta zostaje tu i będzie rozlokowana na wieżach przy działkach orionowych, tak jak was poustawiał Gunter. Część będzie zajmować się kuchnią i obejściem, część opieką medyczną, wyznaczeni wcześniej ludzie będą patrolować okolicę, a reszta będzie czuwać nad Górską Twierdzą.

Mikael znów przestąpił z nogi na nogę.

„A ja?” – pomyślał, bo sam nie wiedział, co w takim razie on mógłby tu robić. Do kuchni się nie nadawał, zamiatanie korytarzy też go niespecjalnie interesowało, a do chorych nie miał cierpliwości.

– A teraz rozejdźcie się, każdy do swoich zadań – ogłosił Gaspar. – Jak Bóg da, spotkamy się wszyscy niedługo w większym gronie, gdy przyprowadzimy z kopalni naszych ludzi. A teraz niech was wszystkich Bóg błogosławi!

Żołnierze przeżegnali się i zaczęli opuszczać salę. Mikael wmieszał się w tłum i podszedł do Gaspara.

– Gasparze – powiedział, podchodząc do niego. – A ja…?

Gaspar spojrzał na niego i uśmiechnął się lekko.

– Nie martw się, nie zapomniałem o tobie – powiedział Gaspar. – Dla ciebie mam zadanie specjalne.

Mikael wyprostował się. Gaspar położył mu dłoń na ramieniu.

– Chcę, żebyś przejął dowodzenie nad Górską Twierdzą pod moją nieobecność – oznajmił.

Mikael już otwierał usta, aby zaprotestować, ale Gaspar go ubiegł.

– Proszę – oznajmił z naciskiem. – Jesteś wspaniałym wojownikiem i potrzebuję cię tutaj, na miejscu – powiedział ciszej tak, aby reszta, która kręciła się wokół, nie usłyszała tego. – Broń mojej królowej, moich ludzi i mojej twierdzy. Powierzam to wszystko twojej pieczy. Nie pozwól, żeby…

Spojrzeli sobie w oczy. Gaspar uścisnął mocniej jego bark. Mikael wiedział, co on chciał mu powiedzieć. Gaspar miał wszystko wypisane na twarzy. Chrząknął i powstrzymał emocje.

– Przekazałem już odpowiednie rozkazy moim ludziom – Gaspar powiedział pewniej. – Wiedzą, do kogo mają się zwracać.

Mikael skłonił się przed nim z szacunkiem.

– Dziękuję – powiedział.

– To ja ci dziękuję.

Gaspar uśmiechnął się, poklepał go po ramieniu, po czym odwrócił się do swojej królowej.

– Zebulon, Heliodor – Mikael powiedział do nich.

Ci obejrzeli się na niego.

– Tylko macie mi nie narobić wstydu w tej kopalni – powiedział żartobliwie, jednak w środku trochę drżał na myśl o tym, jak niebezpieczna to misja i że być może widzi ich ostatni raz w życiu.

Zebulon tylko się roześmiał.

– A ty nie zrób obciachu na chacie u królowej – odparł zawadiacko. – Bierz szmatę i już teraz zacznij szorować podłogi. Ma tu być elegancko, jak wrócimy w glorii chwały, gdy uwolnimy tych z kopalni!

Mikael nic już nie odpowiedział, tylko uściskał ich przyjaźnie na pożegnanie.

***

Dano mu za lokum średniej wielkości komnatę wraz z łazienką. Znajdowała się na pierwszym piętrze, tam, gdzie było skrzydło szpitalne, blisko schodów. Od Maurycego dostał cały potrzebny sprzęt: kombinezon zimowy, narty, gogle, kijki, nowe ciepłe ubrania i górskie buty na zimę. Mieli tu cały przekrój ubrań dla żołnierzy królowej i gdy zobaczył te składy, aż zdziwił się, ile tu tego było.

„Ubrań, jak dla całego wojska…” – pomyślał.

Rozlokował się w swoim nowym pokoju i pierwsze, co zrobił, to umył się i zmienił ubranie. Dogadał się wcześniej z Maurycym i innymi żołnierzami, którzy odbywali patrole wokół Górskiej Twierdzy i umówił się, że będzie razem z nimi obchodził okolicę. Królowa również się na to zgodziła. Mikael nie potrafiłby usiedzieć na miejscu, a poza tym ciągnęło go do przestrzeni i chwili samotności po tym całym szaleństwie na farmie.

Swoją wartę miał wziąć dopiero następnego dnia w południe, tak więc korzystając z wolnego czasu, postanowił nieco się rozejrzeć wokół.

Przeszedł się do skrzydła szpitalnego, szukając tam znajomej postaci. Ujrzał kobiety ubrane na biało z delikatnymi welonami na głowach i woalkami na twarzach, które doglądały nieprzytomnych ludzi. Pomagała im ta dziewczyna-pielęgniarka oraz Anna. Laury nie znalazł.

Chodził od łóżka do łóżka, sprawdzając, czy wszystko w porządku. Ludzie uwolnieni z kapsuł nadal spali, oddychając ciężko. Mijał ich, przyglądając się ich bladym twarzom i łysym głowom. Wyglądali trochę jak duże dzieci, nieświadome tego, co ich spotkało, gdzie są i co będzie z nimi potem. W końcu doszedł do łóżka, na którym leżał Wrack. Mężczyzna nadal wyglądał słabo, ale spojrzenie miał bystre.

– Hej, Wrack – przywitał się. – Jak żyjesz?

– Bywało lepiej – stwierdził Wrack, stękając lekko. – Ale nie jest tak źle. Siostry wspaniale się nami opiekują, no i też nie mogę narzekać na brak towarzystwa – dodał z uśmiechem, spoglądając w bok na leżącego na brzuchu Witha.

– With…

Chłopak uniósł nieco głowę.

– Gaspar już wyruszył? – zapytał go With słabym głosem.

– Tak – odpowiedział Mikael. – Jakąś godzinę temu.

– A ten drugi dowódca? – spytał.

– Gunter wyruszy nad ranem.

– A ty? – zapytał With z niepokojem.

– Ja tu zostaję – powiedział Mikael. – Będę waszym dowódcą.

With westchnął.

– Och, całe szczęście – odparł z ulgą w głosie. – Już myślałem, że sami z Wrackiem będziemy musieli bronić Górskiej Twierdzy.

Mikael uśmiechnął się wesoło.

– Jest tu jeszcze sporo innych żołnierzy – powiedział. – Cały czas pilnują okolicy i czuwają przy działkach orionowych na wieżach. Nie ma powodów do niepokoju.

– Przynajmniej na razie – mruknął Wrack.

– Tak… – zgodził się Mikael. – Dlatego musicie szybko wracać do sił, bo wiecie, sam mogę nie dać rady wszystkich bronić – dodał nieco żartobliwie, aby podnieść ich na duchu.

Oni uśmiechnęli się tylko. Chciał już odejść, ale postanowił ich o to zapytać.

– Nie widzieliście gdzieś Laury?

– Laury? – zdziwił się With, najwyraźniej nie kojarząc jej zupełnie.

– Pani prokurator poszła do swojego pokoju – powiedział Wrack. – Gdzieś tam na końcu korytarza. Dostała swój przydział.

– Aha – odparł tylko Mikael, odwracając się do wyjścia. – Będę już szedł. Trzymajcie się.

– No, ty też się trzymaj – odparł Wrack, spoglądając na niego ze znaczącym uśmiechem.

Mikael zauważył ten uśmiech, ale nic nie powiedział. Poszedł w kierunku wyjścia i znalazł się na korytarzu. Przeszedł na sam koniec. Wszystkie drzwi wyglądały tu tak samo. Nie wiedział, do których mógłby zapukać. Chciał sprawdzić, czy wszystko u niej dobrze, czy czasem czegoś nie potrzebuje. Trochę oszukiwał samego siebie, że robi to tylko ze zwykłej troski, bo tak naprawdę chciał ją po prostu zobaczyć.

Wtem spostrzegł, że jedne drzwi są niedomknięte.

– Laura? – zapytał, pukając w nie, ale nikt mu nie odpowiedział.

– Laura, jesteś tu? – powtórzył, pukając głośniej.

Uchylił lekko drzwi. W środku paliło się światło. Zobaczył ubrania porozrzucane na łóżku, kobiece ubrania, ale w środku nie było nikogo.

– Laura? – zapytał po raz trzeci, ale odpowiedziała mu tylko cisza.

Postanowił wycofać się, na wypadek gdyby trafił na kogoś, kto nie życzył sobie gości o tej porze. Domknął drzwi i obrócił się, a wtem ujrzał niewyraźną postać idącą do niego z naprzeciwka. Postać ubrana w elegancki płaszcz siłowała się z walizką, którą wlokła za sobą po podłodze. Od walizki odpadły kółka, więc szurała nią z daleka.

– Laura…!

Mikael doskoczył do niej i wziął od niej walizkę.

– Gdzieś ty była z tą walizą? – zdziwił się, widząc, że włosy i płaszcz ma pokryte śniegiem.

Ona przystanęła i odsapnęła.

– Zostawiłam sobie rezerwowy bagaż w transporterze, wiesz, na wypadek, gdyby mimo wszystko nam się powiodło z tą farmą i te ładunki wybuchły – stwierdziła rzeczowo. – Musiałam mieć jakieś ubrania na zmianę. Poza tym, gdy zobaczyłam te suknie w mojej komnacie, załamałam się.

– Dlaczego? – zapytał, trzymając mocno walizkę w dłoni i idąc razem z nią do jej pokoju.

– Te wszystkie suknie wyglądają strasznie… ech… _księżniczkowo _ – stwierdziła z przekąsem.

Zobaczył jej kwaśną minę i uśmiechnął się pod nosem.

– A to źle? – spytał lekko rozbawiony.

– Fatalnie – odparła. – Nie chcę wyglądać jak księżniczka, tylko jak ja. A na pewno nie będę wyglądać jak ja, kiedy będę musiała biegać po korytarzach w zwalistych sukniach z trenami!

Uśmiechnął się.

– Myślę, że i w takich zwalistych sukniach wyglądałabyś pięknie – stwierdził.

Spojrzała na niego z politowaniem

– Być może, ale wtedy nie byłabym sobą – odparła. – Wiesz, jako pani prokurator, muszę jednak trzymać fason. Nawet, jeśli jestem już tylko _byłą_ panią prokurator.

Mikael natychmiast spoważniał.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij