Facebook - konwersja
Mikołaj Kopernik: dramat w 5 aktach na tle dziejów osnuty - Ebook (Książka EPUB) do pobrania w formacie EPUB
Pobierz fragment

Mikołaj Kopernik: dramat w 5 aktach na tle dziejów osnuty - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Język:
Polski
Rok wydania:
2011
Rozmiar pliku:
241 KB
Zabezpieczenie:
brak
0,00
Cena w punktach Virtualo:
0 pkt.

Mikołaj Kopernik: dramat w 5 aktach na tle dziejów osnuty - opis ebooka

Klasyka na e-czytnik to kolekcja lektur szkolnych, klasyki literatury polskiej, europejskiej i amerykańskiej w formatach ePub i Mobi. Również miłośnicy filozofii, historii i literatury staropolskiej znajdą w niej wiele ciekawych tytułów.

Seria zawiera utwory najbardziej znanych pisarzy literatury polskiej i światowej, począwszy od Horacego, Balzaca, Dostojewskiego i Kafki, po Kiplinga, Jeffersona czy Prousta. Nie zabraknie w niej też pozycji mniej znanych, pióra pisarzy średniowiecznych oraz twórców z epoki renesansu i baroku.

FRAGMENT KSIĄŻKI

MI­KO­ŁAJ KO­PER­NIK

MI­KO­ŁAJ KO­PER­NIK.

DRA­MAT W 5 AK­TACH

NA TLE DZIE­JÓW OSNU­TY

NA­PI­SAŁ

Win­cen­ty Ra­pac­ki

AR­TY­STA DRA­MA­TYCZ­NY.

Świa­tło – ciem­no­ta – zło­ści rysy szpet­ne,

Cud­nej mi­ło­sci, bar­wy nie­ba ja­sne,

I ge­niu­szu bla­ski nie­śmier­tel­ne;

To gra wie­czy­sta w ob­ra­zie ludz­ko­ści!

War­sza­wa.

NA­KŁA­DEM I DRU­KIEM JÓ­ZE­FA UNGRA

uli­ca No­wo­lip­ki Nr. 2406 (3).

1876.

Äîçâîëåíî Öåíçó­ðîþ. Âàðøàâà, 15 Iþлÿ 1875 ãîäà.

Druk J. Ungra, War­sza­wa, No­wo­lip­ki, 2406.

Ko­le­gom moim za ich ser­decz­ną

Życz­li­wość i pięk­ną pra­cę pod­ję­tą przy wy­sta­wie­niu

„WITA STWO­SZA”

Po­świę­cam.

OSO­BY.

Ksią­że Al­brecht Bran­de­burg­ski,

Jan Flachs­bin­der zwa­ny Dan­tysz­kiem bi­skup war­mij­ski,

Ty­de­man Gize, bi­skup cheł­miń­ski.

Kac­per Hoye

Jan Leus Ko­adju­to­rzy.

Wil­helm Kno­bels­dorf

Mi­ko­łaj Ko­per­nik, ka­no­nik war­mij­ski.

Alek­san­der Skul­tet, re­for­ma­tor.

Jo­achim Re­tyk Gry­zoń­czyk.

Wal­ter von Schwal­bach, kom­tur krzy­żac­ki.

Jan Kna­de, pa­stor lu­te­rań­ski.

Kan­tor

Kle­cha słu­dzy ko­ściel­ni.

Ry­bałt

Wi­tri­kus

Krzysz­tof, słu­ga Ko­per­ni­ka.

Bie­niasz, nie­mo­wa.

Ba­ka­łarz.

Bła­zen Al­brech­ta.

Oj­ciec Han­ny.

Piotr, Ry­bak.

Ław­nik.

Miesz­cza­nie. Kup­cy. Kra­ma­rze. Knech­ty. Lud.

Bar­ba­ra Ko­per­ni­ków­na, sio­stra Mi­ko­ła­ja, ksie­ni Be­ne­dyk­ty­nek

Han­na, żona Skul­te­ta.

Aga­ta, żona Pio­tra.

Róża karcz­mar­ka.

Baba ko­ściel­na. Ko­bie­ty.

Rzecz w War­mii 1531–3 roku.

AKT I.

SCE­NA I.

He­ils­berg. Plac przed ko­ścio­łem ka­te­dral­nym. Lud ze­bra­ny
w gru­pach roz­ma­wia, wska­zu­jąc na drzwi ko­ściel­ne.

Wcho­dzi Skul­tet za nim kil­ku bra­ci cze­skich w czar­nem
odzie­niu. Skul­tet wcho­dzi z pa­pie­rem i mło­tem w ręku.

Skul­tet.

Bra­cia w Chry­stu­sie! Je­stem je­den z wie­lu
Onych wy­bra­nych, któ­rych Bóg po­wo­łał,
By Ko­ściół Świę­ty ufun­do­wan w imię
Bo­skiej na­uki i słów Zba­wi­cie­la,
Oczy­ścił z zgrai prze­wrot­nych kra­ma­rzy.
Co mia­nem Bo­żem kup­czą jak ży­do­wie!
Bym świę­te sło­wa czer­pał z źró­deł sa­mych,
Któ­re Bóg wiel­ki zło­źyt w bi­blii kar­tach,
Abym otwo­rzył ciem­ne oczy wa­sze,
Na stek bez­pra­wia tych pa­ste­rzy Bo­żych,
Któ­rzy nie­po­mni wiel­ko­ści Ka­płań­skiej,
Dzia­ła­ją fry­mark bia­łą sza­tą Chry­sta;
I miast nieść sło­wa po­cie­chy du­cho­wej,
Miast Ewan­ge­lii świę­tej nieść bal­sa­my,
W roz­ko­szach cia­ła tra­wią dni mi­zer­ne.

Więc na przy­sion­ku tej Świą­ty­ni pań­skiej,
Któ­ra otwo­rem stać win­na dla wier­nych,
Przy­bi­jam sło­wa prze­stro­gi strasz­li­wej;
I wzy­wam przed sąd su­mie­na ich ser­ca.

(Przy­bi­ja pa­pier na drzwiach ko­ścio­ła).

Kto czy­tać umie, niech czy­ta i ciem­nym
Ob­ja­wi słów tych zna­cze­nie. Lecz, któ­ry
Dłoń świę­to­kradz­ką po ten pa­pi­ér wznie­sie,
Aby go ze­drzeć, niech prze­klę­tym bę­dzie.
Czy­taj­cie! my­śl­cie! a gdy za­pra­gnie­cie
W świa­tła prze­czy­stej ob­myć się kry­ni­cy,
Po­spiesz­cie do mnie, znaj­dzie­cie mnie w gru­zach
Sta­rej świą­ty­ni po­gań­skiej Pru­te­na
Go­to­wym za­wsze. Ła­ska Pana z wami.

(Od­cho­dzi, Lud ci­śnie się cie­ka­wie przed ko­ściół Wcho­dzi
Han­na za nią sta­rzec oj­ciec)

Han­na.

Rzu­caj­cie sta­rych prze­są­dów łań­cu­chy,

Rzu­caj­cie wszyst­ką do­cze­sność pa­do­łu.

Spiesz­cie za mę­żem, co wam praw­dę nie­sie;

Rzuć­cie ma­mo­nę; ży­cie z krwi i bło­ta

Mi­gnie wam pręd­ko – a tam wiecz­ność cała

Ona strasz­li­wa bez koń­ca was cze­ka.

Rzuć­cie fał­szy­wych pro­ro­ków na­uki

I wszyst­kie blich­tru zna­mio­na zwod­ni­cze,

Praw­dę mi­łuj­cie całą du­szy siłą,

Przed jej ja­sno­ścią świe­tla­ną, niech nik­ną

Jak ćmy przed słoń­cem, krew­kiej pier­si czu­cia.

Oj­ciec.

O nie słu­chaj­cie gło­su téj sza­lo­néj,
Ona mnie. Ojca sta­re­go po­rzu­ca,

Leci w ob­ję­cia an­ty­chry­sta mi­strzów,
Han­no! ma dro­ga, pójdź, prze­ba­czę wszyst­ko,
Tyl­ko mi po­wróć. Oh! po­wróć do gniaz­da.

Han­na.

Nie moge Oj­cze. On ski­nął więc idę.
Cier­pię nad tobą, te w błę­dach stwar­dzia­ły.
Urą­gasz praw­dzie. Że­gnaj Oj­cze! Że­gnaj!

Oj­ciec.

Wy­rod­ne dziec­ko nie za­znaj po­cie­chy,
Niech two­je ser­ce tyle bólu do­zna,
Ileś mnie dała… O nie! nie! prze­ba­czam!
Nie słu­chaj Boże téj klą­twy, nie słu­chaj!
Przyj­dzie czas jesz­cze że za­tę­sk­nisz za mną,
Ale już bę­dzie za póź­no. Bądź zdro­wa.

Han­na.

Że­gnaj­cie Oj­cze – jam człe­ko­wi temu
Przy­się­gła wier­ność, cześć przy­się­gła wszyst­ką.
Nie prze­kli­naj­cie – ja mo­dły go­rą­ce
Będę nieść za was, by pan cię oświe­cił.

Oj­ciec

O cze­mum do­żył tych prze­klę­tych cza­sów.

(Od­cho­dzą -. Wcho­dzi dwóch miesz­czan. Ku­piec. – Co raz wię­cej
ludu przy­by­wa. – Baba ko­ściel­na ich zwo­łu­je)

Baba.

Chodź­cie lu­do­wie czy­tać ano pi­smo,
Co go an­ty­chryst przy­bił na ko­ście­le.

Ko­bie­ta.

An­ty­chryst! rata! nie cze­mum to dzi­sia,

Swię­tej ko­ron­ki do­szep­taó nie­mo­gła,

Coś mnie w gwałt bra­ło, pę­dzić do ko­ścio­ła.

Kra­marz.

Po ba­ka­ła­rza bie­gnij­cie co prę­dzej,
Niech nam prze­czy­ta co tam na­pi­sa­no.

Ko­bie­ta.

Po­dob­ny pa­pier w Ol­bią­ku wi­dzia­no,
A zda­la smo­łę od nie­go czuć było;
I co po­wie­cie: gdy go po­kro­pio­no
Świę­co­ną wodą, wnet spa­lił się cały.

Kra­marz.

Upro­sić Kle­chy niech go nam po­kro­pi.

( Wcho­dzą Kle­cha, Kan­tor, Wi­tri­kus (pod­pi­li).
Kan­tor (śpie­wa).

Rano wstaw­szy z po­ścio­łecz­ki,
Na­pij­wa się go­rza­łecz­ki;
Na­piw­szy się więc do chle­ba,
I pa­cie­rza nie po­trze­ba.
Bo­śmy go się na­mó­wi­li,
Gdy­śmy przy ko­ście­le byli.

Siła po­boż­nych na­szło się przed ko­ściół,

Ale chu­dzię­ta dziś nic z na­bo­żeń­stwa,

Pust­ki w ko­ście­le, świę­ci so­bie drze­mią;

A my fa­mu­li spra­wia­my se gody.

Pójdź Kle­cho, zo­bacz–zacz tam co w skar­bon­ce?

Bę­dziem li miód pić, czy też prze­pa­lan­kę.

Ko­bie­ta.

Po­dob­noc pał­kę za­la­li bie­da­cy.

Ku­piec.

Wi­dzisz de­ru­sów.

Miesz­cza­nin.

Le­d­wo ustać mogę.

Kle­cha.

A no ga­daj­cie! ka­pło tam co gro­sza.

Cóż to sto­icie, wy­wa­la­cie oczy,

A zaż to dzi­sia nie Świę­ty Al­ber­tus.

Gdzie Kle­cha, Kan­tor, Wi­try­kus czy Ry­bałt,

Pa­na­mi so­bie jak­by sto wsi mie­li

Baba.

A daj­cież kap­kę i bab­ce ko­ściel­néj.

Kan­tor.

A no, nie be­czę wam to przez rok cały,
Czy nie wy­cią­gam wam ba­sem Glo­ry­ja,
Cre­do nie pięk­nę – albo Ky­rie Agnus?

Kle­cha.

A ja nie kro­pię dja­błów z ca­łej siły?
A cza­row­ni­ce, jak pięk­nie pła­wie­my
I za to co nam? gu­mó­łek, krup, ma­sła
Albo w ko­biał­ce mio­du tro­cha da­cie,
A jak do skrzyn­ki, to skwe­res – gro­sza­ki
Jak­by za­klę­te sie­dzą wam w ka­le­cie.
A dzie­się­ci­ny – dyć to już ubie­gło
Ty­go­dni kil­ka, jak mi­gła Wiel­ka­noc,
A wzdy się kwa­pić nie chce­cie do tego.
Ej! pa­mię­taj­cie że was wy­klniem wszy­scy.

Kan­tor.

Wy by­ście Lu­trów an­ty­chry­stów ra­dzi,

Co ani z pie­kłem, ni z nie­bem trzy­ma­ją,

I już gdy zdy­chać ma któ­ry be­stya,

To wten­czas w pier­si wali się i mo­dli;

Albo gdy któ­ry przej­dzie się przed ko­ściół.

To na oglę­dy, albo téż na drwi­ny.

Do miesz­ka ża­den nie po­mknie z ofia­rą,

Prę­dzéj ci weź­mie – taka u nich wia­ra.

A inni zno­wu tacy za­pal­czy­wi

W cno­tach chrze­ścian – żeby ci krzyż zje­dli,

Byle on krzyż był ze szcze­re­go zło­ta.

Kle­cha.

Ej! bacz­ność dzia­two, bo jak huk­niem w dzwo­ny,.
Ex kom­mu­ni­ką jak gruch­niem strasz­li­wie,
Ist­ny dzień sąd­ny sta­nie się na zie­mi.

Wi­tri­kus (pi­ja­ny)

Miły Al­ber­te, je­steś fra­ter bo­nus,

Ty na­wet wię­céj coś zna­czysz od Kle­chy.

Gra­du­ał cały wy­nu­cisz prze­pięk­nie,

W par­te­sach moc­nyś, ba i w par­ty­tu­rze.

Pójdź na go­rzał­kę do one­go szwa­ba.

Do­mi­nus Kan­tor da nam roz­grze­sze­nie.

Kan­tor.

Per omnia sa­ecu­la sa­ecu­lo­rum.

Kle­cha.

Amen.

Wi­tri­kus(śpie­wa).

Trze­ba bę­dzie piec opłat­ki,
Wy­cie­rać ko­ściel­ne stat­ki:

Am­puł­ki i téż lich­ta­rze.
Przy­brać hę­do­go oł­ta­rze.

Kle­cha.

Jam Ma­gi­stra­tus, mój ty miły Fran­ku.

Kan­tor.

Nie pleć ko­szał­ki, Ma­gi­ster rzec chcia­łeś.

Kle­cha.

Do­mi­nus Kan­tor tyś mój Gram­ma­ti­cus,

1 Miesz­cza­nin.

We łbach wam szu­mi i nie­po­tra­fi­cie
Od­czy­tać pi­smo, co ano tu wisi.

Kle­cha.

Ky­rie elej­son! pa­pier na ko­ście­le,
I to już trze­ci. Bies li­cha wy­pra­wia.

(Do Wi­tri­ku­sa)

Bie­gnij mi Fran­ku po świę­co­ną, wodę –
I kre­dę świę­tą przy­nieś z sobą owdzie.

( Wcho­dzi Ry­bałt – wę­drow­ny).

Ry­bałt.

Praw­daż, to lu­dzie, że tu czart za­ba­wiał,
Na znak ko­py­tem dziu­rę zro­bił w pro­gu.
Po­tém na za­mek bi­sku­pi, po­wie­trzem
Po­le­ciał so­bie. Ma­cie owdzie zie­le
Bzu czer­wo­ne­go, su­szo­ne­go w wi­gil­ję
Świę­te­go Jana, sku­tecz­ne od złe­go.
A za to gro­sik daj­cie do ka­le­ty.

Ko­bie­ta.

No­szęć na pier­siach ziarn­ka kło­ko­czy­ny,
Od złe­go du­cha.

Ry­bałt.

A dzię­gie­la ma­cie?

Ko­bie­ta.

Na cóż on,

Ry­bałt.

Bro­ni sku­tecz­nie od czar­ta.
Kup­cie szka­ple­rze po­tar­te o ob­raz
Cu­dow­ny w Rew­lu.

Ko­bie­ta.

Mam ci ich bez liku.

Ry­bałt.

Ró­żań­ce z drze­wa cu­dow­ne­go w Ską­pem.

2 Miesz­cza­nin (do Kan­to­ra).
Nie­wstyd wam Tom­ku – Ko­ściół za­my­ka­cie,
W karcz­mach sie­dzi­cie.

Kan­tor.

Dziś wszy­scy na zam­ku.
Wie­leb­ność go­ścił ja­kie­goś Hisz­pa­na,
Co się tu przy­wlókł do nas aż z za mo­rza;
Były go­ni­twy, było mu­zyk siła,
I uczta bła­znów uciesz­nych okrut­nie.
Toć my ró­ża­niec kle­piem usta­wicz­nie,
Aż nam łeb puch­nie – a toć gwo­li cia­łu
Po­ba­raż­ko­wać nam się go­dzi prze­cie.

Ry­bałt (do gru­py mło­dych chłop­ców).

Chodź­cie no chłop­cy, a skar­ży się któ­ry
Na jaką dziew­kę, co odeń ucie­ka?
Mam tu prze­dziw­ne zie­le na ko­cha­nie

Tyl­ko ją po­trzeć gdy z ko­ścio­ła wra­ca,
A lgnąć do cie­bie bę­dzie.

Chło­pak.

Daj­cież!

Ry­bałt.

Gro­sze.

Kra­marz.

Wi­taj Krzysz­to­fie! pra­gnie­my tu cie­bie.

Chło­pak.

Hola Ba­ka­łarz–Wi­taj­cie!

(Wcho­dzi Ba­ka­łarz),

Ba­ka­łarz.

Wi­taj­cie!
Kan­tor.
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: