-
nowość
Milan Kundera. Życie za zasłoną - ebook
Milan Kundera. Życie za zasłoną - ebook
Biografia jednego z najwybitniejszych pisarzy XX wieku, który nie doczekał się Nobla.
Kim był prozaik i eseista, autor m.in. Nieznośnej lekkości bytu i Żartu, który przesunął mentalną granicę między Wschodem a Zachodem? Sam uważał się jedynie za „hedonistę zmuszonego żyć w świecie upolitycznionym ponad wszelką miarę”. Dlaczego, jako najsłynniejszy czeski pisarz, zaczął tworzyć w języku francuskim? Dlaczego u szczytu sławy wycofał się z życia publicznego, odmówił udzielania wywiadów i kontaktował się ze światem za pomocą faksu? A wreszcie, dlaczego po upadku komunizmu nie wrócił do Czech?
Czym jest „życie za zasłoną” w wydaniu Kundery?
To książka dla tych, którzy lubią biografie nieoczywiste i bohaterów wymykających się schematom.
Kaczorowski, najlepszy polski autor opowiadający o Czechach, napisał książkę znakomitą, bodaj najlepszą w swoim dorobku – a wiem, o czym mówię, bo należy on do grona może kilku polskich autorów, których znam wszystkie dzieła.
Czytam Kaczorowskiego, bo jest pisarzem wszechstronnym: jedni piszą biografie literackie, inni polityczne, jeszcze inni intymne, a on potrafi połączyć je wszystkie w jedną; rzadko się zdarza, aby biograf potrafił widzieć swojego bohatera tak wielowymiarowo.
Tym razem wziął się za bary z Kunderą, czeskim gigantem, jednym z największych pisarzy, którzy nie doczekali się Nobla. Doczekał się jednak biografii najwyższej próby – opowiadającej o jego zauroczeniu komunizmem, o geniuszu i ucieczce przed światem, który za geniusza go uznał. Trudno mi to wyjaśnić, ale czytając Kaczorowskiego, czuję się mądrzejszy, niż jestem naprawdę. Alek wyciąga swoich czytelników za uszy na ich własne wyżyny, aby jego książki mogli czytać tak, jak je czytać należy: unosząc się kilka centymetrów nad ziemią.
Zbigniew Rokita
| Kategoria: | Biografie |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-287-3566-8 |
| Rozmiar pliku: | 1,9 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Nowy Jork, lipiec 1972 roku
– Wiem, z kim powinieneś się spotkać następnym razem. Zapiszę ci nazwisko – mówi mężczyzna w średnim wieku i sięga po długopis. Z twardym czeskim akcentem wymawia siedem liter: – Kej, ju, en, di, i, ar, ej.
Kundera.
Philip Roth nigdy wcześniej nie słyszał o takim pisarzu, ale właśnie dlatego, że chce dowiedzieć się czegoś więcej o czeskich autorach, zaprosił nowego znajomego na lunch w Russian Tea Room przy Pięćdziesiątej Siódmej Ulicy. Teraz trochę tego żałuje – co mu strzeliło do głowy, żeby umówić się z imigrantem z Europy Wschodniej akurat w rosyjskiej restauracji? Fakt, to nie byle knajpa, tylko ekskluzywny lokal, wpadają tu bywalcy Carnegie Hall. W szkarłatnym wnętrzu w stylu art déco, obwieszonym dziełami Łempickiej i Chagalla, można się poczuć jak w środku olbrzymiego jaja Fabergé. Na bliny wpadają tu najsłynniejsi artyści epoki, Andy Warhol i Salvador Dali. Roth, autor _Kompleksu Portnoya_ (1969), jednej z najgłośniejszych powieści dekady (trzy miliony sprzedanych egzemplarzy w ciągu zaledwie trzech lat!), dyskretnie przygląda się ludziom siedzącym przy sąsiednich stolikach, ale tego popołudnia jedyną sławą wśród gości lokalu jest on sam.
Ten słynny amerykański pisarz niedawno wrócił z Pragi. Pojechał tam, by zobaczyć miasto Franza Kafki, lecz prawdę mówiąc, niemal pluł sobie w brodę na widok pierwszej miejscowości, zaraz za granicą.
– Wypisz wymaluj górnicze miasteczko w Zachodniej Wirginii – skwitowała cierpko jego partnerka Barbara Sproul.
Nie odpowiedział, lecz w duchu przyznał jej rację. Wszystkie mijane miasta o dziwacznych nazwach wyglądały równie przygnębiająco.
Do celu podróży dotarli późnym popołudniem. Barbara wymówiła się migreną, więc na pierwszy spacer po mieście Roth wybrał się sam, za jedynych towarzyszy mając cień ulubionego pisarza i anglojęzyczny przewodnik z podkreślonymi opisami miejsc związanych z życiem i twórczością autora _Procesu_. Patrząc na zaniedbany pałac przy Rynku Staromiejskim, w którym niegdyś mieściły się niemieckie gimnazjum i sklepik ojca pisarza z wymalowanym na szyldzie ptaszkiem (który po czesku nazywa się _kavka_), wyobraził sobie, że pisarz jakimś cudem nie zmarł na gruźlicę, lecz tuż przed wybuchem wojny uciekł z Europy, osiadł w Newark i został nauczycielem hebrajskiego w starym chederze przy Schley Street. Do diabła, tyle cudów naraz zdarza się tylko w kiepskich książkach, pomyślał (lecz mimo to wykorzystał swój pomysł w napisanym kilka miesięcy później eseju o Kafce). Uśmiechnął się na samą myśl, że wiosną 1942 roku mógł być niesfornym uczniem pisarza; przedrzeźniałby go jak wszyscy chłopcy w klasie i nazywał doktorem Kishką (_kishka_ w jidysz znaczy tyle, co wnętrzności lub flaki). Czy nie byłoby wspaniale, gdyby ciotka Honey została ostatnią miłością nieznanego nikomu autora i spędzała z nim weekendy w tanim hoteliku w Atlantic City? Czym w końcu jest literatura, jeśli nie próbą udzielenia odpowiedzi na zadawane bez końca, z uporem dziewięciolatka, pytanie: Co by było, gdyby?
Praga miała być ostatnim przystankiem środkowoeuropejskiej podróży Rotha; wcześniej odwiedzili z Barbarą Wenecję i Wiedeń. Tymczasem stała się początkiem trwającej wiele lat przygody. „Zrozumiałem, że istnieje jakaś więź między mną i tym miejscem” – wspominał. „Dawniej musiało wyglądać jak austro-węgierski Lwów albo Kijów epoki carów, skąd moi przodkowie wyemigrowali do Ameryki na początku XX wieku”.
Miasto przypominało monstrualnego owada zatopionego w kropli bursztynu; Roth patrzył na nie przez pryzmat swoich fascynacji i wyobrażeń, starał się nie dostrzegać obskurnych detali: byle jak skleconych rusztowań podpierających zmurszałe kamienice, których osypujące się gzymsy zagrażały bezpieczeństwu przechodniów. Niewiele wiedział o Czechach, przywiodła go tu fascynacja twórczością autora _Zamku_; losem współczesnych praskich autorów zainteresował się, dopiero gdy Eva Kondrysová, redaktorka wydawnictwa Odeon, które przy okazji odwiedził, powiedziała mu, że jej szefowie to świnie. Uczciwi ludzie wylecieli z pracy po rosyjskiej inwazji na Czechosłowację w sierpniu 1968 roku. Ich następcy wyrzucili do kosza gotowy przekład _Kompleksu Portnoya_, podobnie jak wiele dzieł rodzimych autorów. Prawdziwi pisarze nie mogą wydawać książek. Niektórzy sami przepisują swoje teksty na maszynie w kilku egzemplarzach przez kalkę i rozdają znajomym. Po mieście krąży dowcip: do Pragi przyjechał zachodni turysta. Wieczorem idzie się przejść po mieście, ale nigdzie nie ma żywego ducha. W końcu spotyka staruszka. „Gdzie się podziali wszyscy ludzie?” – pyta. „Gdziekolwiek są, piszą, piszą…” – mówi staruszek i tajemniczo znika.
– Napisałem właśnie pamflet na Nixona – informuje teraz Roth swojego rozmówcę w Russian Tea Room. – Sprzedaje się jak świeże bułeczki i nic mi za to nie grozi, najwyżej zarobię jeszcze więcej pieniędzy. Tymczasem pisarze w twoim kraju, robiąc praktycznie to samo co ja, ryzykują więzieniem. Chciałbym zrozumieć, dlaczego to robią.
„Tony”, tak nazywają go amerykańscy znajomi, uśmiecha się, bo wie, że sam uniknął odsiadki, gdyż wkrótce po inwazji wyjechał z kraju. Próbował zaczepić się w Paryżu, w końcu był tłumaczem Aragona i Sartre’a, ale nic z tego nie wyszło, bo francuski rząd, a jakże – centroprawicowy – ubijał właśnie interesy z Moskwą. Czeski imigrant, który wtyka nos w politykę? Szybko dali mu do zrozumienia, że nie jest mile widziany.
Antonín Jaroslav Liehm (tak nazywał się rozmówca Rotha, lecz przyjaciele nazywali go Tonda lub Ajle, od inicjałów A.J.L.) prawdopodobnie był największym znawcą Czech po zachodniej stronie Atlantyku. Tak przynajmniej uważał Bob Silvers, szef „The New York Review of Books”, który go polecił Rothowi. W liście z 30 czerwca 1972 roku napisał mu, że wkrótce ukaże się „wielka książka o czechosłowackiej rewolucji, ze wstępem Sartre’a”.
Przed wyjazdem z kraju Ajle współtworzył w Pradze ważne pismo literackie, znał wszystkich tamtejszych pisarzy i reżyserów, świetnie orientował się w meandrach europejskiej polityki i kultury, a na dodatek płynnie mówił po angielsku, francusku i niemiecku. Był stuprocentowym kosmopolitą, a zarazem Czechem do szpiku kości. Od kilku lat mieszkał w USA i wkrótce miał otrzymać amerykański paszport, ale wciąż, budząc się nad ranem, myślał, że jest w swoim dawnym mieszkaniu na Žižkovie. W Richmond College of CUNY, publicznej szkole wyższej, uchodzącej za najbardziej progresywną uczelnię w Nowym Jorku, prowadził kurs poświęcony zakazanym filmom z Europy Wschodniej.
Od wielu lat pośredniczył w kontaktach między artystami ze Wschodu i Zachodu. W 1963 roku wziął udział w międzynarodowej konferencji w Liblicach, podczas której zrehabilitowano twórczość Franza Kafki. W czasach stalinowskich uchodziła ona za przykład „burżuazyjnej dekadencji”; szczęśliwi posiadacze przedwojennych wydań książek autora _Procesu_ pożyczali je przyjaciołom w najgłębszej tajemnicy. W tym samym roku Liehm towarzyszył Sartre’owi podczas jego wizyty w Pradze i przedstawił mu swego przyjaciela Milana Kunderę. Słynny francuski myśliciel zabawił się w proroka i przepowiedział młodemu poecie i dramaturgowi, że tematem wielkiej powieści drugiej połowy XX wieku będzie dociekanie prawdy o doświadczeniu komunizmu – i że czescy pisarze są szczególnie predestynowani do napisania takiej powieści.
Autor _Żartu_ należał do pokolenia, które weszło w dorosłość po drugiej wojnie światowej. W 1945 roku zadebiutował tłumaczeniami poezji Władimira Majakowskiego; trzy lata później wstąpił do partii komunistycznej. Nie było w tym nic z młodzieńczego buntu; języka rosyjskiego nauczył go ojciec, który podczas poprzedniej wojny światowej spędził pięć lat w Rosji, najpierw jako jeniec austriacki, a następnie żołnierz walczącego po stronie ententy Legionu Czechosłowackiego. Ludvík Kundera, ceniony pianista i pedagog, był współpracownikiem Leoša Janáčka, słynnego kompozytora z Moraw, panslawisty i rusofila. Jego muzyka towarzyszyła Ludvíkowi Kunderze przez pół wieku i siłą rzeczy od najmłodszych lat była też obecna w życiu jego jedynego syna Milana.
Ojciec rozbudził zainteresowania artystyczne chłopca, nauczył go gry na fortepianie, podsuwał mu wartościowe lektury. Nawiązał z synem intelektualną więź, pomógł mu zrozumieć, czym jest struktura dzieła artystycznego. To za jego sprawą pisarz nauczył się traktować słowa jak nuty. Zrozumiał, że uderzając w klawisze maszyny do pisania, budując frazy, komponując całość ze zróżnicowanych pod względem tempa i nastroju fragmentów, autor prozy, podobnie jak twórca muzyki, może wywołać zamierzony efekt estetyczny, zaintrygować odbiorcę, zagrać na jego uczuciach, wciągnąć w fikcyjną opowieść.
Rozmowy z przyjaciółmi ojca, kompozytorami i poetami, rzadko dotyczyły spraw niezwiązanych z muzyką i literaturą. Ten rodzaj wychowania sprawił, że ponadprzeciętnie wykształcony młodzieniec miał idealistyczne wyobrażenia o rzeczywistości i niewiele wiedział o życiu toczącym się z dala od bibliotek.
„Kiedy niedawno wspominałem tamte czasy, przypomniałem sobie, jak w gimnazjum, podczas jakiejś dyskusji w klasie, oznajmiłem, że socjalizm będzie wprawdzie epoką kulturalnej pustki, ale mimo to opowiadam się za nim, ponieważ będzie to niezbędny etap na drodze ku wyzwoleniu ludzkości” – powiedział wiele lat później Liehmowi. – „Słysząc takie zdanie z ust polityka, uznalibyśmy je za przejaw niesłychanego cynizmu, ale w ustach gimnazjalisty zainteresowanego wyłącznie kulturą to ma trochę inny, głębszy sens: oznacza wyrzeczenie się samego siebie”.
Młodzieńcza fascynacja komunizmem i późniejsze rozczarowanie uczyniło Kunderę przenikliwym krytykiem wszelkich złudzeń, jakim ulegamy w życiu publicznym i prywatnym. Uważał, że komunizm był największym zbiorowym złudzeniem XX wieku; ekstremalnym i wyjątkowym – ale niejedynym. Każda jego książka, począwszy od _Żartu_ i _Śmiesznych miłości_, aż po ostatnią, napisane pół wieku później _Święto nieistotności_, jest próbą zrozumienia, dlaczego ludzie, choćby mieli najlepsze intencje, ostatecznie sprowadzają nieszczęście na siebie i swoich bliźnich; dlaczego niewinny żart może sprawić, że człowiek w jednej chwili – czy to w epoce Kominternu, czy internetu – staje się wrogiem publicznym. Jego bohaterowie bronią granicy między życiem prywatnym a publicznym – i na ogół ponoszą klęskę. Każdy z nich zderza się ze światem zewnętrznym, który pod postacią komisarza, biurokraty, samozwańczego strażnika moralności wmawia mu, że wszystko, nawet to, z kim chodzi do łóżka, jest polityczne i jako takie może, nawet musi, być przedmiotem zainteresowania ogółu, występującego pod szyldem instytucji, partii, Kościołów czy mediów. Nawet seks może się stać narzędziem manipulacji i władzy.
Antonín J. Liehm przeczytał _Żart_ w maju 1966 roku podczas festiwalu filmowego w Cannes, dokąd pojechał jako wysłannik tygodnika „Literární noviny”. Kundera, wiceprzewodniczący rady redakcyjnej pisma, wręczył mu maszynopis z prośbą o lekturę. Przyjaciel nie mógł się od niej oderwać; przeszmuglowany przez granicę rękopis powieści czytał w przerwach między projekcjami. Niewiele brakowało, by podczas długiego popołudnia, spędzonego z książką na plaży, doznał udaru słonecznego. Od tej pory _Żart_, najlepszy w literaturze światowej portret pokolenia, które uwierzyło, że trzyma ster historii, kojarzył mu się z dłońmi spalonymi słońcem.
W połowie dekady czechosłowacka kultura znalazła się w awangardzie zmian w całym bloku wschodnim. _Sklep przy głównej ulicy_, film Jana Kadára i Elmara Klosa, otrzymał w Cannes nagrodę specjalną dla odtwórców głównych ról: Idy Kamińskiej i Jozefa Kronera, a kilka miesięcy później zdobył wyróżnienie Amerykańskiej Akademii Filmowej dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego. Był to pierwszy Oscar dla czechosłowackiej kinematografii; wkrótce praska szkoła filmowa FAMU zasłynęła za sprawą zdobywców kolejnych nagród, Jiříego Menzla i Miloša Formana.
Milan Kundera, który ukończył studia na wydziale scenariopisarstwa FAMU, prowadził na macierzystej uczelni zajęcia z literatury dla studentów pierwszego roku.
„Wykładał wspaniale” – wspominała Agnieszka Holland. „Dla mnie to było szalenie ciekawe, ale jeszcze ciekawsze dla Czechów i Słowaków, których znajomość literatury światowej była wtedy mierna. Okres stalinowski przeciągnął się tam na lata sześćdziesiąte, oni nie znali pisarzy współczesnych, skończyli swoją edukację na realizmie socjalistycznym. Kafka, Proust, Joyce, o których mówił Kundera, to było dla nich objawienie. Bardzo silna była ta atmosfera wtajemniczenia na jego wykładach. Poza tym był bardzo przystojny, pięknie mówił, miał bardzo ładne ręce i wspaniale gestykulował, świadomie ich używając. Stwarzał atmosferę nie tylko wtajemniczenia intelektualnego, ale i silnego erotyzmu. Wszystkie dziewczyny się w nim kochały”.
Podczas Praskiej Wiosny pisarz znalazł się u szczytu powodzenia, lecz wkrótce słono zapłacił za swój sukces. Gdy próba demokratycznych reform zakończyła się sowiecką interwencją i przejęciem władzy przez twardogłowych neostalinowców, Kunderę wyrzucono z pracy na uczelni, jego książki _Żart_ i _Śmieszne miłości_, wydane w łącznym nakładzie stu pięćdziesięciu tysięcy egzemplarzy, zniknęły z księgarń i bibliotek. Odtąd zarabiał na życie, pisząc pod zmienionym nazwiskiem scenariusze, sztuki, adaptacje teatralne, a nawet horoskopy do gazet. Został, jak mawiał Bohumil Hrabal, „pisarzem w likwidacji”.
Gdy w lipcu 1972 roku Philip Roth usłyszał od Liehma o szykanach, jakie spotykają czeskich autorów, wyobraził sobie faszystowską Amerykę, w której on sam myje szyby wystawowe, podczas gdy William Styron jest palaczem w kotłowi, a John Updike toczy beczki w browarze (wykorzysta ten pomysł w powieści _Praska orgia_). Tyle że Milan Kundera czy Václav Havel naprawdę żyli w świecie rodem z koszmarów Franza Kafki. To nie była gra wyobraźni, lecz ponura rzeczywistość, która Rotha jednocześnie przerażała i fascynowała.
Zanim się pożegnali, „Tony” zaproponował, by pisarz wpadał na jego zajęcia. Roth zaproszenie przyjął i jesienią w każde wtorkowe popołudnie płynął promem z Manhattanu na Staten Island, by w żelbetonowym gmachu przy 130 Stuyvesant Place oglądać „filmy pod specjalnym nadzorem”. Jednym z tych zakazanych dzieł był _Żart_ (1968) w reżyserii Jaromila Jireša.
Trzydziestodziewięcioletni prozaik wyszedł z seansu zafascynowany; nie mógł przestać myśleć o tym niezwykłym, niemal nieznanym w Ameryce kraju, który „w ciągu ledwo pół wieku doświadczył demokracji, faszyzmu, rewolucji, stalinowskiego terroru, rozpadu stalinizmu, okupacji niemieckiej i rosyjskiej, masowych deportacji, śmierci Zachodu na własnej ziemi”. Postanowił, że wiosną znów odwiedzi Czechy.
W maju 1973 roku Roth i Barbara Sproul ponownie wybrali się do Pragi. Poprosili Milana Kunderę o spotkanie. Pisarz nie znał angielskiego, więc w charakterze tłumaczki zaprosił swoją dawną studentkę Natalię Vadlejchovą. Podczas rozmowy wspomniał, że dwukrotnie wyrzucono go z partii, za pierwszym razem już w 1950 roku, w okolicznościach przypominających wydarzenia opisane w _Żarcie_. Bohater powieści wpadł w kłopoty, gdyż jego dziewczyna pokazała zwierzchnikom pocztówkę, na której napisał: „Optymizm to opium dla ludu! Zdrowy duch zalatuje głupotą. Niech żyje Trocki!”. W rzeczywistym świecie Kunderę pogrążyła korespondencyjna wymiana poglądów z kolegami, w której partyjnego prelegenta uznali za „osła”. Na tym żarcie nie poznali się aktywiści partyjni kontrolujący jego korespondencję.
– Nauczyłem się cenić poczucie humoru w czasach stalinowskiego terroru – powiedział.
A gdy Vadlejchová przełożyła jego słowa („I learned the value of humor during the time of Stalinist terror”), dodał, że od tamtej pory poznaje bratnie dusze po uśmiechu.
Podczas kolejnego spotkania w czerwcu 1974 roku Roth i Barbara Sproul poznali żonę pisarza. Przed rosyjską inwazją na Czechosłowację w 1968 roku Věra Kunderová była znaną dziennikarką, miała własny program w telewizji. Teraz dawała na czarno lekcje angielskiego. Było to jedyne stałe źródło dochodów małżonków; pisarz żartował, że kiedy chce iść na piwo, musi prosić żonę o drobne.
Věra mieszkała z teściową w Brnie, do Pragi wpadała na weekendy. Milan zabierał ją na spacery w okolice oblegane przez turystów i świetnie się przy tym bawił, udając miejscowego, który oprowadza znajomą z prowincji. Stawał przy murku pod Zamkiem, skąd rozciąga się oszałamiający widok na Pragę, i naśladując morawski dialekt, mówił: „Alez mam scynście, ze nie jezdem z Moraw!”. Tak naprawdę Věra była rodowitą Prażanką. Milan w żartach nazywał ją „Pepikiem”.
Z wieczoru spędzonego z pisarzem i jego żoną Roth zapamiętał śpiewane przez nią pieśni ludowe i to, jak znakomicie radziła sobie z tłumaczeniem wypowiedzi męża na angielski. „Kiedy skończyliśmy, Věra wyglądała tak, jakby uprawiała seks z nami obydwoma” – wspominał w charakterystycznym dla siebie stylu autor _Praskiej orgii_. „Blada, z włosami opadającymi na twarz, wciąż jeszcze podekscytowana rozmową”.
Tylko gospodarze wiedzieli, że Věra niedawno przeszła operację usunięcia nowotworu. To doświadczenie sprawiło, że trzydziestoośmioletnia kobieta podjęła decyzję, która miała zmienić ich życie. Musiała tylko przekonać do niej męża.
Claude Gallimard, francuski wydawca pisarza, od dawna namawiał Kunderę do wyjazdu z kraju. Ten zaczął poważnie o tym myśleć, gdy jesienią 1973 roku otrzymał nagrodę Prix Médicis étranger za francuskie wydanie powieści _Życie jest gdzie indziej_.
„Ku mojemu zaskoczeniu, władze oddały mi skonfiskowany wcześniej paszport i pozwoliły pojechać do Paryża odebrać nagrodę” – wspominał. „Wtedy zrozumiałem, że reżim nie był przeciwny wyjazdom pisarzy, że wręcz przeciwnie, po cichu ich do tego zachęcał”.
Skończył właśnie czterdzieści pięć lat i coraz bardziej przypominał bohatera jednego ze swoich najlepszych opowiadań _Złote jabłko wiecznej tęsknoty_. Marcin od dawna już nie jest młody, kocha żonę wiernym uczuciem, lecz „ponad tą rzeczywistością i równolegle z nią ciągnie się dalej na płaszczyźnie wzruszająco niewinnego samozakłamania młodość Marcina, niespokojna, wesoła i fałszywa, młodość przemieniona w pustą grę, która w ten sposób nie jest w stanie przekroczyć granic zabawy, wstąpić w prawdziwe życie i zrealizować się jako rzeczywistość”.
Podczas krótkiej wizyty w stolicy Francji na przełomie kwietnia i maja 1974 roku Kundera spotkał się pierwszy raz od pięciu lat z Antonínem J. Liehmem. Przyjaciel także przekonywał go do wyjazdu z Czech, podobnie jak Věra, która w kraju nie widziała przyszłości dla siebie i męża.
– Na co jeszcze czekasz? Na starość? Na śmierć? Przyjmij posadę, wszystko jedno gdzie, choćby na jakiejś podrzędnej uczelni – mówiła. – Wyjedźmy z tego przeklętego kraju. Przecież wszędzie możesz uczyć o Joysie i Kafce.
W lipcu 1975 roku wrzucili kilka książek do bagażnika jasnoniebieskiego Renaulta i wyjechali do Francji.
W tym samym roku w londyńskim wydawnictwie Penguin Books zaczęła wychodzić sygnowana nazwiskiem Philipa Rotha seria „Writers from the Other Europe”. Miały się w niej ukazywać „wyjątkowo znaczące dzieła prozaików z Europy Wschodniej, którzy reprezentują to, co najlepsze w kulturach swoich krajów ojczystych, a mimo to pozostają kompletnie nieznani w Ameryce”.
Roth napisał wstęp do wydanych jako pierwsze _Śmiesznych miłości_ i rozesłał dziesiątki egzemplarzy znanym pisarzom i krytykom w USA i Wielkiej Brytanii. Wkrótce Milan Kundera stał się najpoczytniejszym autorem serii i jedynym, który wydał w niej aż cztery książki.
Największe uznanie przyniosły mu powieści, które napisał po wyjeździe z kraju. Pierwszą z nich była znakomicie przyjęta na Zachodzie _Księga śmiechu i zapomnienia_; drugą – światowy bestseller _Nieznośna lekkość bytu_. Amerykańska pisarka Olga Carlisle trafnie stwierdziła, że „w latach osiemdziesiątych Milan Kundera zrobił dla Czechosłowacji to, co Gabriel García Márquez dla Ameryki Łacińskiej w latach sześćdziesiątych, a Sołżenicyn dla Rosji w latach siedemdziesiątych. Zwrócił uwagę zachodniej publiczności na Europę Wschodnią”.
Pisarz nie znosił tego określenia. Europa Wschodnia to „bękart Jałty, z ojca – Stalina, i matki – Roosevelta” – napisał do Philipa Rotha. „Nie ma czegoś takiego, to fikcja”.
Przyznał, że to dzięki serii założonej przez amerykańskiego pisarza „»inna Europa« ponownie stała się Europą. To był etap pośredni między zapomnieniem a Europą”. On sam jednak wprowadził do dyskursu publicznego i spopularyzował określenie „Europa Środkowa”, którym wiele osób posługuje się do dziś, nie zdając sobie sprawy, że weszło ono do słownika geopolityki za sprawą opublikowanego w 1984 roku w „New York Review of Books” eseju Milana Kundery _Zachód porwany albo tragedia Europy Środkowej_.
Kim był prozaik i eseista, który przesunął mentalną granicę między Wschodem a Zachodem, choć sam uważał się jedynie za „hedonistę zmuszonego żyć w świecie upolitycznionym ponad wszelką miarę”? Dlaczego, będąc najsłynniejszym czeskim pisarzem, zaczął tworzyć w języku francuskim, choć niegdyś, zapytany przez Antonína J. Liehma, czy małe narody nie przestaną istnieć, odpowiedział, że pisarz jest nazbyt związany z językiem ojczystym, by mógł się z tym pogodzić, a zatem pozostaje mu tylko jedno: tworzyć wartości, które uczynią taki los jak najbardziej niesprawiedliwym? Dlaczego u szczytu sławy wycofał się z życia publicznego, odmówił udzielania wywiadów, kontaktował się ze światem za pomocą faksu i nigdy nie użył internetu – nie miał nawet poczty elektronicznej? A wreszcie, dlaczego po upadku komunizmu nie wrócił do Czech?
Odpowiedzi na te pytania spróbujemy znaleźć „w najmniej znanej i najbardziej kruchej części Zachodu, ukrytej za zasłoną dziwnych i trudno dostępnych języków”. W Europie zwanej Środkową.
------------------------------------------------------------------------
_KONIEC DARMOWEGO FRAGMENTU
ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI_