Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Milczące bliźniaczki - ebook

Wydawnictwo:
Seria:
Data wydania:
28 września 2022
Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Czytaj fragment
Pobierz fragment
39,90

Milczące bliźniaczki - ebook

O milczących bliźniaczkach świat usłyszał w 1982 roku, gdy toczył się ich proces o podpalenie i kradzież. Siostry, drobne i kruche, nie odezwały się ani słowem, wydały z siebie tylko kilka pomruków, które sąd uznał za przyznanie się do winy. Za kilka aktów wandalizmu, za które ich rówieśnicy dostaliby najwyżej parę miesięcy w zawieszeniu, te wystraszone nastolatki zostały skazane na bezterminowe przymusowe leczenie w Broadmoor, otoczonym złą sławą szpitalu psychiatrycznym o zaostrzonym rygorze – dożywocie wśród morderców, gwałcicieli i pedofilów. Dlaczego do tego doszło? Ponieważ milczały.

June i Jennifer Gibbons jako małe dzieci były otwarte, pełne życia, zdrowe i radosne. Jednak w wieku kilku lat zaczęły coraz bardziej oddalać się od swoich rodziców i trójki rodzeństwa. W końcu całkiem przestały odzywać się do dorosłych. Zamknęły się w świecie fantazji i rojeń, które z upływem lat stawały się coraz bardziej mroczne.

Milczące bliźniaczki Marjorie Wallace to fascynująca historia przedziwnej relacji dwóch sióstr, pełnej pasji, miłości i nienawiści, współzależności i kontroli. To opowieść o bliskości, która stała się śmiertelną pułapką.

„Przedziwna, fascynująca opowieść. Dzięki niesamowitej historii bliźniaczek spisanej przez Marjorie Wallace przekonujemy się, co to znaczy spoglądać w mroczne zwierciadło.” „London Review of Books”

„Niezwykła, choć tragiczna historia, która ukazana w sposób przenikliwy i głęboki, świadczy o wybitnym talencie autorki.” „The New York Times Review of Books”

Kategoria: Literatura faktu
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8191-578-6
Rozmiar pliku: 1,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

W serii ukazały się ostatnio:

Remigiusz Ryziński _Hiacynt._ PRL _wobec homoseksualistów_

Maja Hawranek, Szymon Opryszek _Wyhoduj sobie wolność. Reportaże z Urugwaju_ (wyd. 2)

Marcin Kącki _Maestro. Historia milczenia_ (wyd. 2)

Jacek Hołub _Niegrzeczne. Historie dzieci z _ADHD_, autyzmem i zespołem Aspergera_ (wyd. 2 poprawione)

Linda Polman _Karawana kryzysu. Za kulisami przemysłu pomocy humanitarnej_ (wyd. 3)

Aneta Pawłowska-Krać _Głośnik w głowie. O leczeniu psychiatrycznym w Polsce_

Paweł Smoleński _Syrop z piołunu. Wygnani w akcji „Wisła”_ (wyd. 2)

Bartek Sabela _Wszystkie ziarna piasku_ (wyd. 2 zmienione)

Anna Bikont _Cena. W poszukiwaniu żydowskich dzieci po wojnie_

Magdalena Kicińska _Pani Stefa_ (wyd. 2)

Anna Sawińska _Przesłonięty uśmiech. O kobietach w Korei Południowej_

Mariusz Surosz _Ach, te Czeszki!_ (wyd. 2)

Tomáš Forró _Apartament w hotelu Wojna. Reportaż z Donbasu_ (wyd. 2)

Sonia Faleiro _Porządne dziewczyny. Zbrodnia i hańba w Indiach_

Swietłana Aleksijewicz _Wojna nie ma w sobie nic z kobiety_ (wyd. 5)

Ilona Wiśniewska _Białe. Zimna wyspa Spitsbergen_ (wyd. 4)

Adam Robiński _Pałace na wodzie. Tropem polskich bobrów_

Marek Szymaniak _Urobieni. Reportaże o pracy_ (wyd. 2)

Ilona Wiśniewska _Migot. Z krańca Grenlandii_

Ed Vulliamy _Wojna umarła, niech żyje wojna. Bośniackie rozrachunki_ (wyd. 3)

Wojciech Górecki _Abchazja_ (wyd. 3)

Katarzyna Surmiak-Domańska _Mokradełko_ (wyd. 2)

Piotr Bernardyn _Hongkong. Powiedz, że kochasz Chiny_

Tomasz Grzywaczewski _Granice marzeń. O państwach nieuznawanych_ (wyd. 2)

Aneta Prymaka-Oniszk _Bieżeństwo 1915. Zapomniani uchodźcy_ (wyd. 3)

Wade Davis _Wąż i tęcza. Voodoo, zombie i tajne stowarzyszenia na Haiti_

Igor T. Miecik _14:57 do Czyty. Reportaże z Rosji_ (wyd. 2)

Jacek Hugo-Bader _W rajskiej dolinie wśród zielska_ (wyd. 4)

Aleksander Gurgul _Podhale. Wszystko na sprzedaż_

Anna Malinowska _Od Katowic idzie słońce_

Norman Lewis _Neapol ’44. Pamiętnik oficera wywiadu z okupowanych Włoch_ (wyd. 2)

Stig Dagerman _Niemiecka jesień. Reportaż z podróży po Niemczech_ (wyd. 2)

Jakub Szymczak _Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym_

Mariusz Szczygieł _Gottland_ (wyd. 5)

Jacek Hugo-Bader _Dzienniki kołymskie_ (wyd. 3)

W serii ukażą się m.in.:

Norman Lewis _Głosy starego morza. W poszukiwaniu utraconej Hiszpanii_ (wyd. 2)

Jerzy Haszczyński _Rzeźnia numer jeden i inne reportaże z Niemiec_WPROWADZENIE

Kiedy spojrzałam za okno,

Ujrzałam samotnego ptaka.

Nastroszony, przycupnął w śniegu,

Dziób zatrzasnął mocno przed światem.

Jak ja, ale któż to może wiedzieć.

June Gibbons

Haverfordwest to małe, nieciekawe miasto o kolczastym obrysie, którego zabudowania wciskają się pomiędzy wzgórza jak skamieniałe szkielety archaicznych gadów. Położona na skraju półwyspu Pembroke stolica Walii Zachodniej ucieleśnia stulecia niemrawych, pochmurnych i deszczowych dni. Stare ulice i nowe budynki bez trudu wtapiają się w ogólną szarość. Najwyraźniej także mieszkańcy przesiąkli miejscową aurą – mówią z chlupoczącym akcentem i trzymają swoje wnętrza szczelnie zamknięte przed żywiołami. Na szczycie wzgórza położonego między miastem a opuszczonym torem wyścigowym stoi jedno z powojennych osiedli mieszkaniowych – szeregi nijakich, trzy-, cztero- i pięciopokojowych domów, wybudowanych dla rodzin „niższych szarż” z pobliskiej bazy RAF-u w Brawdy. Choć wrośnięty w tynk brud świadczy o długich latach użytkowania, osiedle wciąż wygląda jak tymczasowe. Niemal każdy ogródek pozostał zwykłym kawałkiem trawy. Posadzono niewiele drzew i jeszcze mniej kwiatów.

Pod numerem trzydzieści pięć przy Furzy Park, w ostatnim domu w jednym z szeregów, mieszkali Gibbonsowie – wówczas jedyna czarna rodzina na osiedlu. Aubrey Gibbons, przystojny mężczyzna o niewątpliwym uroku i lubiący się podobać, pracował jako asystent kontrolera ruchu lotniczego w tamtejszej bazie. Od wyjazdu z Barbadosu przed dwudziestoma laty zrobił solidną, chociaż nie olśniewającą karierę w RAF-ie. Jego żona Gloria, starsza o cztery lata, towarzyszyła mężowi na kolejnych placówkach, wychowując pięcioro dzieci. Tworzyli zżytą, szanowaną rodzinę, miłą w kontaktach, ale nieskorą do bliskich relacji z sąsiadami. Dzieci były grzeczne i dobrze ułożone. Gibbonsowie załatwiali swoje powszednie sprawy, nie wadząc nikomu, niczym się nie wyróżniali. Niczym – nie licząc, rzecz jasna, bliźniaczek.

June i Jennifer, bliźnięta jednojajowe, były identyczne (chociaż Gloria zawsze uważała inaczej). Ładne i drobne, o niezwykle delikatnych rysach, większość czasu spędzały razem w swojej sypialni nad salonem. Bawiły się lalkami jeszcze w wieku szesnastu lat, rozmawiały, słuchały radia lub taśm z popem. Od czasu do czasu się malowały, układały włosy i szły na spacer po mieście. Odbierały zasiłek dla bezrobotnych i wracały z książkami, arkuszami znaczków pocztowych, piórami, blokami listowymi, zeszytami. Codziennie listonosz przynosił tuzin albo i więcej listów do panien J. i J. Gibbons, w dużych brązowych kopertach, nieraz wyściełanych folią bąbelkową. Na progu odbierała je Gloria, z wyrazem coraz większego zdumienia na twarzy: co też jej bliźniaczki kombinują?

Po ukończeniu szkoły średniej zamknęły się w swojej sypialni z piętrowym łóżkiem. Nigdy nie schodziły na posiłki, nigdy nawet nie uśmiechnęły się do pozostałych członków rodziny ani nie dały znaku, że zauważają ich obecność. Dziewczyny były głęboko przywiązane do bliskich i okazywały to na wiele drobnych, pośrednich sposobów, lecz rzadko wyrażały otwarcie. Czasami kontakt stawał się tak wątły, a one tak zatapiały się w swoich sekretnych sprawach, że przywodziły na myśl żołnierzy wrogiej armii kwaterujących w obcym domu. Dzień po dniu Gloria zastawała je rozmemłane, ciągle w pidżamach, leżące w łóżkach bądź stukające zacięcie na maszynach do pisania, które na ich prośbę kupiła w firmie wysyłkowej. Pewnego razu, kiedy niosła pocztę do ich sypialni, ciekawość wzięła górę. Otworzyła na korytarzu jedną z kopert, wyciągnęła grubą żółtą broszurę i spojrzała na tytuł: _Sztuka konwersacji_. Przeczytała te słowa bliska łez, jak gdyby nie mogła uwierzyć w to, co widzi. Od wczesnego dzieciństwa June i Jennifer nie chciały z nikim rozmawiać – ani z Aubreyem, ani ze starszym rodzeństwem, ani nawet z nią. Gloria pomyślała o wszystkich tych latach rozczarowań i niepokoju.

– Och, moje małe – szepnęła. – Teraz naprawdę próbujecie.

O milczących bliźniaczkach pierwszy raz usłyszałam w kwietniu 1982 roku, kiedy pracowałam w „Sunday Times” i relacjonowałam ich sprawę o podpalenie i kradzież. Proces był niezwykłym wydarzeniem. Bliźniaczki, małe i kruche, nie odezwały się ani słowem i wydały z siebie tylko kilka pomruków, które sąd uznał za przyznanie się do winy. Mogło się wydawać, że beznamiętna sądowa pantomima w ogóle ich nie dotyczy. Lekarz złożył zeznanie, prawnicy przedstawili konkluzje, sędzia ogłosił wyrok. Wydawało się to proste, niegroźne – lecz spokojny głos wymiaru sprawiedliwości skazał te wystraszone dzieci na przymusowe leczenie przez nieokreślony czas w szpitalu psychiatrycznym Broadmoor.

Po części właśnie ten szokujący wyrok popchnął mnie do odwiedzenia rodziców bliźniaczek i do zgłębienia ich historii. Rozmowa się nie kleiła, aż w końcu Aubrey zapytał, czy nie chciałabym zobaczyć pokoju córek. Otworzył drzwi i ukazało się małe pomieszczenie zarzucone czarnymi foliowymi workami na śmieci, które leżały na piętrowym łóżku, na podłodze i na wszystkich meblach. Aubrey otworzył jeden, wypełniony tekstami i rysunkami.

– Policja to wszystko zabrała i właśnie oddali – wyjaśnił.

Był to niezwykły zbiór pamiętników, maszynopisów opowiadań, powieści i wierszy, rysunkowych historyjek i całych komiksów. Aubrey pozwolił mi załadować czarne worki na tył samochodu i zabrałam ten skarb do Londynu.

Z lektury pamiętników dowiedziałam się, że w wieku siedemnastu lat siostry uskładały wspólnie z zasiłków dla bezrobotnych siedemset funtów na wydanie pierwszej powieści June, _Uzależniony od pepsi-coli_. Od tego czasu June napisała dziesiątki opowiadań i wierszy, zaczęła też trzy następne powieści. Jennifer stworzyła trzy nowele i wiele esejów. Ich pisarstwo było dość prymitywne pod względem stylu, ale pełne energii i wrażliwości.

Jakiś czas później zadzwonił do mnie doktor Le Couteur, psychiatra z Broadmoor, który przeczytał mój artykuł o bliźniaczkach. Zapytał, czy nie pomogłabym mu namówić je, żeby wróciły do pisania. Uznał, że gdybym pobudziła ich twórczy talent, mogłyby zacząć komunikować się z innymi ludźmi. Pełna obaw, zgodziłam się je odwiedzić. Wysiadłam na dworcu w Crowthorne, zapuszczonym i zasmarowanym graffiti, i poszłam na wzgórze do szpitala psychiatrycznego Broadmoor. Budynek na szczycie jest otoczony wysokim ceglanym murem i przywodzi na myśl warowne miasto, zbudowane wszakże nie po to, aby najeźdźcy nie mogli się dostać do środka, tylko po to, aby mieszkańcy nie wydostali się na zewnątrz. To okryty najgorszą sławą brytyjski szpital psychiatryczny o zaostrzonym rygorze. Za murami ujrzałam spacerniaki, magazyny z prefabrykatów, potężne budynki oddziałów szpitalnych, kotłownie oraz sypiące się „wille” z zakratowanymi oknami i balkonami o żeliwnych barierkach. Nawet ogrody i warzywniaki przedzielono murami, jak tarasy na zboczu wzgórza. Wszędzie zamki i klucze pobrzękujące u pasków pielęgniarek. Wśród pięciuset pensjonariuszy znajdowali się gwałciciele, pedofile, dusiciele, podpalacze i seryjni zabójcy. Wpisałam się do księgi gości w skrzydle żeńskim i natychmiast upomniano mnie za to, że ośmieliłam się odwrócić stronę, żeby rzucić okiem na wcześniejsze nazwiska.

Przywołana do porządku, zgodnie z poleceniem dołączyłam do grupki kilkorga innych odwiedzających. Drobny mężczyzna krzyczał histerycznie przy biurku recepcji, domagając się widzenia z żoną. Powiedziano mu, że żona nie jest w stanie do niego wyjść. Rozpaczliwie tłumaczył, że jechał cały dzień, aby się z nią zobaczyć. Pielęgniarka oznajmiła, że to niemożliwe. Kłótnia jeszcze trwała, kiedy kobieta w błękitnym uniformie otworzyła drzwi i zaprosiła naszą nieśmiałą gromadkę do sali widzeń. W sali stał z tuzin stolików karcianych, przy każdym dwa płócienne krzesła. Jedyną ozdobę stanowiła gablota z pluszowymi misiami w pastelowych, różowych i niebieskich muchach, puszystymi króliczkami, koala o zdziwionych okrągłych oczach oraz kilkoma podniszczonymi lalkami w długich, staromodnych koszulach i czepkach – ironiczny pokaz niewinności urządzony przez jednych z najokrutniejszych mężczyzn i kobiet w tym kraju.

– June Gibbons – oznajmił któryś z pracowników.

Spojrzałam. Dwie pielęgniarki podtrzymywały sztywną postać dziewczyny, niczym trumnę opartą o ich ramiona. Nie poruszała się. Oczy miała spuszczone, ramiona zwisały bezwładnie. Jej twarz niczego nie wyrażała, jakby uszło z niej życie. Usadzono ją naprzeciwko mnie przy stoliku. Pielęgniarki przyciągnęły krzesła w odległości półtora metra, żeby monitorować naszą „rozmowę”.

Nie było wiele do podsłuchania. Po kwadransie doszłam do przekonania, że do June nie dociera ani jedno moje słowo. Mimo to mówiłam dalej, coraz bardziej skrępowana. Od przybycia przed miesiącem do Broadmoor June nie rozmawiała z pielęgniarkami, lekarzami, logopedami ani z pensjonariuszami. Rozmawiałaby tylko ze swoją siostrą bliźniaczką Jennifer, ale je rozdzielono. Jennifer umieszczono w innym budynku, gdzie objęto ją „intensywną opieką”.

Gdy tak siedziałam przy nędznym stoliku naprzeciw odrętwiałej June, miałam wrażenie, że kontakt w ogóle nie jest możliwy. Jednak po pewnym czasie, kiedy mówiłam o jej pisarstwie, spostrzegłam iskierki w oczach dziewczyny i usta wykrzywiające się w coś na kształt uśmiechu. Wydawała z siebie tylko jakieś urywane szepty. Była całkowicie rozdarta między rozpaczliwą potrzebą mówienia i jakimś niszczycielskim przymusem, który jej tego zakazywał. Coś zaczynała, po czym raptownie milkła, jak gdyby ktoś niewidzialny zaciskał jej ręce na gardle. Kto lub co może mieć taką władzę nad człowiekiem, żeby zmusić go do dożywotniego milczenia i bezruchu? Jaka wewnętrzna siła kazała jej odtrącać wszystkich ofiarujących pomoc lub uczucie? Co się stało, że potencjalnie atrakcyjna dziewczyna marnuje młodość – nie tylko za murami szpitala podobnego do więzienia, lecz przede wszystkim za swoimi wewnętrznymi obwarowaniami? Gdy podeszła eskorta, żeby ją odprowadzić, June zerknęła na mnie, na wpół zawstydzona, na wpół rozbawiona tym, w jak niegodny sposób mnie opuszcza, i przez chwilę widziałam jej bystre, czujne spojrzenie oraz ironiczny uśmiech. Poczułam się jak detektyw na tropie morderstwa. Tyle że w tym przypadku „ciało” nadal żyło, a mordercą był ktoś lub jakaś moc w duszy tej dziewczyny.

Przez asfaltowy dziedziniec zaprowadzono mnie do budynku zwanego wówczas Lancaster House, gdzie miałam zobaczyć Jennifer. Lancaster House I był żeńskim oddziałem „intensywnej opieki” nad pacjentkami, które nie chciały współpracować lub których nie sposób było upilnować na oddziałach o mniejszym rygorze. Najgorsze cele pozostawały na ogół zamknięte i nieumeblowane, wyposażone tylko w materac leżący na podłodze. Jennifer zaatakowała pielęgniarkę. Była teraz na obserwacji. Przez dwie pary drzwi, które otwierano przed nami i zaraz za nami zamykano, zaprowadzono mnie do małego pokoju przeznaczonego dla odwiedzających, ponieważ pacjenci oddziału intensywnej opieki nie mieli wstępu do głównego budynku.

Jennifer przyprowadziły dwa razy większe od niej pielęgniarki. Usiadła naprzeciwko mnie przy stole. Pielęgniarki zostały blisko, aby obserwować i słuchać. Wyciągnęłam teczkę z broszurami kursów pisarskich i jej pokazałam. Zaciekawiła się. Początkowo nie mówiła, wydawała tylko krótkie, ciche dźwięki i spoglądała znacząco na pielęgniarki. Wyjęłam papier i ołówek i prowadziłyśmy naszą rozmowę pisemnie. Potem zaczęła mówić. Powiedziała, że najbardziej martwi się tym, że rozdzielono ją z siostrą bliźniaczką. Rozpaczliwie pragnęła znowu być razem z nią.

Z każdymi kolejnymi odwiedzinami Jennifer i June nabierały do mnie zaufania. Podniecenie związane z rozmową o pisaniu sprawiało, że się odprężały i zaczynały mówić swobodniej. Niecierpliwie wyrzucały z siebie ciągi słów, niczym serie z karabinu maszynowego, które stopniowo nauczyłam się rozumieć.

Ponad murem więzienia zawiązała się nić przyjaźni, chłodnej i zdystansowanej niczym przyjaźń kotów, niemniej rzeczywiście opartej na wzajemnym szacunku i zaufaniu. Pisały do mnie i udostępniły mi wszystkie swoje pamiętniki – przeszło milion słów. Spisały je w więziennych zeszytach, zapełniając każdą stronę najdrobniejszym pismem, jakie widziałam, niemal zbyt drobnym, aby dało się je odczytać gołym okiem. Nie zostawiły wolnego miejsca, wypełniły je zwartą masą słów ładnie i starannie napisanych, przypominających drobniutkie czarne ściegi, po cztery w każdej linijce.

Uważnie studiowałam tekst i stopniowo odczytywałam poszczególne wyrazy, potem wersy, a w końcu akapity. Każde zdanie wydawało się tak przekonujące, że gdy już zaczęło się czytać, nie sposób było się oderwać aż do końca. Wessała mnie powszednia rutyna bliźniaczek, pochłonęły ich myśli, marzenia, refleksje i często zdumiewająca metaforyka. Kiedy one czuły chłód i zmęczenie, ja czułam to samo. Mój nastrój kołysał się do ich rytmu. Opisy były tak drobiazgowe i żywe, że utożsamiałam się z przeżyciami Jennifer i June; zaczęłam jakoś rozumieć ich niespokojne dusze. Stopniowo stawałam się zdolna do zrekonstruowania smutnego dramatu ich życia.

O przypadku bliźniaczek rozmawiałam z ich rodzicami, rodziną, nauczycielkami, psychologami, psychiatrami i pracownikami socjalnymi, którzy próbowali im pomóc, z amerykańskimi chłopcami, którzy je oczarowali, z policjantami, którzy je aresztowali, z adwokatami, którzy starali się je bronić. Rozmawiałam z personelem aresztu śledczego w Pucklechurch, a także z lekarzami i pracownikami Broadmoor. Te rozmowy dowiodły, że pamiętniki bliźniaczek niezwykle wiarygodnie oddawały rzeczywistość – aż po najdrobniejszy szczegół. Ich relacje okazały się ścisłe, a opinie i interpretacje rozsądne. W kilku przypadkach rozbieżności między pamiętnikami a tym, co mi mówiono, po dalszej indagacji wyszło na jaw, że to zapiski przedstawiały prawdę, a mój rozmówca się mylił. Ponieważ Jennifer i June dały się poznać jako rzetelne w tych partiach swoich opowieści, które mogłam skonfrontować z opiniami świadków, uznałam, że pozostałe, niesprawdzone części są tak samo dokładne. Z tego powodu w książce często sięgam do tych pamiętników, by oddać koloryt wydarzeń i detale.

Przez ich pryzmat June i Jennifer jawią się jako dwie istoty ludzkie, które kochają się i nienawidzą tak mocno, że nie potrafią żyć ani razem, ani osobno. Zupełnie jak bliźniacze gwiazdy usidlone grawitacją, muszą wiecznie krążyć wokół siebie. Jeżeli zanadto się zbliżą lub za bardzo od siebie oddalą – ulegają zniszczeniu. To dlatego dziewczęta wymyślały strategie czy zasady, dzięki którym mogły utrzymywać równowagę tego układu.

Tajemnica bliźniaczek tkwi właśnie w tych dziecinnych grach, których żadna z sióstr nie mogła przerwać, gdyż oznaczało to porzucenie tej drugiej dla prawdziwego świata. Rytuały tego rodzaju często mają złowieszcze znaczenie, prowadzą na ciemną stronę życia. Są kary do wyegzekwowania, fanty do oddania. Porażka, pokuta, a nawet śmierć czekają tych, co grają za długo.

To opowieść o tajemnej więzi, w której skrajne dobro i skrajne zło, uosabiane zarówno przez June, jak i przez Jennifer, doprowadziły do tego, że bliźniaczki opętały się nawzajem. To historia cichej wojny, której nikt nie może wygrać; historia walki o indywidualność – o pierworództwo, w której Kain zabił Abla, a Jakub oszukał Ezawa; o władzę, w której Romulus zabił Remusa.II PRZEDRZEŹNIACZE

Wygodniej było po prostu kiwać głową. Słowa wydawały się przesadą; gdybyśmy nagle zaczęły mówić, byłoby to bardzo zaskakujące.

June Gibbons

19 kwietnia 1977 roku, osiem dni po czternastych urodzinach, bliźniaczki pojechały do Pembroke, aby zacząć naukę w nowej szkole. Ośrodek Eastgate mieści się w brudnym neogotyckim budynku przykościelnej szkoły na wschodnim krańcu miasta, tuż przy olbrzymim rondzie, gdzie dudnią wielkie ciężarówki zmierzające do Pembroke Dock. Za szkołą znajdują się asfaltowe dziedzińce z kamiennym ogrodzeniem, które biegnie wzdłuż linii dawnych murów miejskich i spada kaskadami w dół wzgórza na zielone podołki boisk. W 1972 roku szkołę przekształcono w ośrodek edukacji specjalnej dla dzieci przysparzających trudności wychowawczych, z którymi nie radziły sobie zwykłe placówki oświatowe. Wnętrze głównego budynku przebudowano. Całość stanowi otwarta wspólna przestrzeń, z dwiema przylegającymi do siebie salami lekcyjnymi i obszarem przed główną klasą służącym jako biblioteka. Zaiste poważna inwestycja w dwanaścioro, lub nieco więcej, dzieci z problemami, które uczą się w tym ośrodku.

W okresie, kiedy w Eastgate przebywały bliźniaczki, ośrodkiem kierował John Harry, były nauczyciel plastyki i ceramiki, miły mężczyzna w połowie czwartej dekady życia. Pierwsza w oczy rzucała się jego układność. Wychowawczynią bliźniaczek została Cathleen Arthur, wówczas blisko trzydziestoletnia. Bardzo różniła się od Harry’ego: ambitna i zapalczywa, „ognista”, jak określił ją jeden z kolegów, o „kruczoczarnych włosach i uwodzicielskim spojrzeniu”. Pochodziła z mieszkającej w okolicy zamożnej rodziny farmerskiej, która posłała ją do Dr Williams’ School w Dolgellau, słynnej prywatnej walijskiej szkoły dla dziewcząt, dziś już nieistniejącej. Była doskonałą uczennicą, prymuską. Stamtąd poszła do londyńskiej Central School of Speech and Drama, gdzie poznała swojego przyszłego męża Tima Arthura. Ceremonia ślubna w Primrose Hill miała charakter druidyczny i była na tyle niezwykła, że szczegóły opisano z zachwytem na łamach „Sunday People”. Tim Arthur zatrudnił się w Exeter, gdzie Cathy uczyła w szpitalu Exevale, na oddziale specjalnym dla nastolatków, którym kierował doktor Christopher Wardell. Właśnie tam ujawnił się jej talent do nawiązywania kontaktu z młodzieżą z problemami, więc postanowiła poświęcić się nauczaniu specjalnemu. W 1972 roku Arthurowie znaleźli stary wiejski dom opodal Haverfordwest, który postanowili wyremontować. W tym samym czasie powstał ośrodek Eastgate i Cathy, przepełniona pomysłami zrodzonymi na gruncie doświadczeń w Exeter, została tam jedną z trojga nauczycieli.

Pedagodzy z Eastgate współpracują blisko z władzami oświatowymi oraz pracownikami socjalnymi i koordynują swoje działania dla dobra uczniów. Wspólnie uczestniczą w naradach, na których omawia się poszczególne przypadki i decyduje o następnych krokach. Od chwili przybycia bliźniaczek monitorował je zespół, w skład którego wchodził psychiatra dziecięcy Evan Davies i psycholog edukacyjny Tim Thomas.

Cathy Arthur szybko wyrobiła sobie opinię o bliźniaczkach. Przez pierwszy tydzień nie rozmawiały z nikim, nawet z innymi dziećmi w swojej grupie. W trakcie posiłków guzdrały się niemiłosiernie. W ślimaczym tempie szły do okienka wydawania potraw, a potem siedziały i gapiły się w talerze, bez ochoty na jedzenie.

– Ta ich ślamazarność zdawała się drażnić pozostałe dzieci bardziej niż to, że nic nie mówiły – wspomina Cathy Arthur.

Aby nakłonić bliźniaczki do komunikacji, Cathy nagrywała pytania i zostawiała dziewczęta z magnetofonem w nadziei, że odpowiedzą, co z rzadka łaskawie czyniły. Przełom nastąpił, gdy poprosiła znajomego nauczyciela pochodzącego z Karaibów, aby nagrał coś od siebie dla dziewcząt. „Czy jestem żonaty? – zapytał. – Czy mam dzieci? No dajcie spokój – prowokował – zapytajcie _mnie_ o coś”.

Kiedy wraz z Cathy odsłuchiwali taśmę, początkowo sądzili, że będzie pusta. Tuż przed końcem usłyszeli jednak chichot, a potem wyraźny głos: „Co możemy powiedzieć?”. Następowała kolejna dłuższa pauza, a po niej: „Bóg jeden wie”. Od tej chwili „Bóg jeden wie” stało się obiegowym powiedzonkiem w Eastgate.

Cathy Arthur przekonała się, że milczące bliźniaczki potrafią mówić, jeśli chcą, i że cierpią tylko na nieznaczne wady wymowy. Przez następne miesiące usilnie próbowała przełamać blokadę dziewcząt, perswadując, namawiając, chwaląc i dodając odwagi. June właściwie nie reagowała, ale Jennifer zaczęła robić postępy. W maju Cathy odwiedziła Glorię Gibbons przy Furzy Park.

– Gloria zauważyła w córkach istotną zmianę. Wracały z Eastgate zadowolone i uśmiechnięte, rozmawiały z nią o tym, co robiły w szkole.

Cathy pomogła im zrobić szmaciane lalki, Dorothy i Demelzę; uszyły dla jednej czerwoną, dla drugiej białą sukienkę i umocowały czarne włosy wokół ich bladych twarzy.

– Nie szło im szycie – opowiada Cathy. – Ale uwielbiały tego rodzaju wspólne zajęcia.

Obserwowała bliźniaczki tak często, jak tylko mogła.

Codziennie za kwadrans dziewiąta zabierała je swoim białym mini z przystanku autobusowego, który znajdował się kilkaset metrów od ich domu. Nigdy nie chroniły się pod wiatą, nawet w deszczu czekały na zewnątrz, aby uniknąć bliskości z innymi ludźmi. Zawsze były o czasie, lecz gdy Cathy podjeżdżała, żadna nie chciała wsiąść pierwsza. Zwykle sterczały na chodniku. Cathy musiała wysiadać z wozu, ujmować jedną z dziewcząt od tyłu za ramiona, zginać jej kolana i popychać do środka auta. Druga z dziewcząt podążała za pierwszą, a Cathy wracała na fotel kierowcy. Kiedy bliźniaczki już siedziały na tylnej kanapie, następowała kolejna pauza, ponieważ żadna nie zamykała drzwi.

– Gdyby trzeba było je zamknąć z obu stron, wszystko byłoby w porządku – tłumaczy Cathy. – Zawsze odnosiłam wrażenie, że to zależało od tego, co się działo po drodze z domu na przystanek. Jeżeli coś między nimi poszło nie tak, nie zamykały drzwi.

Często Cathy musiała ponownie wysiąść, żeby je w końcu zatrzasnąć. Bywało, że w stronę Eastgate mogły ruszyć dopiero po dwudziestu–trzydziestu minutach.

Jazda z Haverfordwest do Pembroke bynajmniej nie była frajdą. Bliźniaczki na tylnym siedzeniu miały tak grobowe miny, jakby siedziały w karawanie. Cathy paplała, aby rozproszyć aurę przygnębienia. „Patrzcie na tego konia” – wołała, jednak nie reagowały. Upływało kilka minut, nim milcząco ustaliły, jak na to odpowiedzieć. Wtedy Cathy widziała we wstecznym lusterku dwie czarne główki zwracające się jednocześnie w kierunku, który wskazała – o kilometr czy półtora za późno.

Tak samo było w szkole. Świadoma, że „synchronia” bliźniaczek opiera się na nieustannej wzajemnej obserwacji własnych ruchów, Cathy próbowała to powstrzymać, zarządzając ćwiczenia gimnastyczne.

– Prosiłam, żeby spróbowały dotknąć palców stóp – wspomina. – Z opuszczoną głową nie mogłyby się obserwować. Wydawało mi się, że dzięki temu będą się poruszać bardziej niezależnie, ale one albo w ogóle się nie ruszały, albo robiły to tak wolno, że utykały w pół drogi i musiałam pomagać im się wyprostować.

Jazda konna była jedną z nielicznych form aktywności, w których bliźniaczki wykazywały się samorzutną zwinnością, unosząc się i opadając w siodłach czy uchylając się przed gałęziami drzew. Wiązało się to jednak z pewnym ryzykiem dla instruktorki. Gdy tylko wygłosiła jakąś krytyczną uwagę, dziewczęta puszczały wodze i całkowicie się wycofywały. Jeżeli jedna spadła, z drugą natychmiast działo się to samo.

Cathy Arthur postawiła więc na mniej fizyczne zadania. Wiedziała, że dziewczęta żywo interesują się wszystkim, co ma związek z Ameryką, więc poprosiła amerykańskiego ucznia o prelekcję połączoną z pokazem slajdów. Bliźniaczki przesiedziały ją całą zwrócone do siebie twarzami. Nawet nie spojrzały na ekran.

Później Cathy próbowała zainteresować je teatrem. Zabrała je do Milford Haven na _Królewnę Śnieżkę_ i pantomimę _Humpty Dumpty_. Każdej kupiła program, ale jej wysiłki spełzły na niczym. June i Jennifer nie zajrzały do niego i zdawały się nie widzieć sceny. Kiedy aktorzy wyszli do widzów, wszystkie inne dzieci śmiały się i wodziły za nimi oczami. Bliźniaczki siedziały, patrząc przed siebie, zakapturzone, niczym zbłąkani członkowie Ku Klux Klanu.

_Reszta tekstu dostępna w regularnej sprzedaży._WYDAWNICTWO CZARNE sp. z o.o.

czarne.com.pl

Wydawnictwo Czarne

@wydawnictwoczarne

Sekretariat i dział sprzedaży:

ul. Węgierska 25A, 38-300 Gorlice

tel. +48 18 353 58 93

Redakcja: Wołowiec 11, 38-307 Sękowa

Dział promocji:

al. Jana Pawła II 45A lok. 56

01-008 Warszawa

Opracowanie publikacji: d2d.pl

ul. Sienkiewicza 9/14, 30-033 Kraków

tel. +48 12 432 08 52, e-mail: [email protected]

Wołowiec 2022

Wydanie I
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: