-
promocja
Miłość na bogato. Miliarder z sąsiedztwa. Tom 1 - ebook
Miłość na bogato. Miliarder z sąsiedztwa. Tom 1 - ebook
Mój nowy szef ma wszystko. I to nawet w nadmiarze.
Piękne zielone oczy? Są.
Muskularne i seksowne ciało? Jest.
Inteligencja? Jest.
Sukces? Jest miliarderem…
Szkoda tylko, że nasza znajomość nie zaczęła się najlepiej. Nie mogę jednak winić tylko siebie, bo Trent Turner też nie jest aniołkiem. Jest uparty, a do tego uważa, że wie wszystko o branży hotelarskiej.
Oboje pracujemy przy powstawaniu hotelu Vanderturn w Nowym Orleanie: on jest kierownikiem budowy, a ja projektantką, więc nasze relacje zawodowe są zbyt bliskie jak na dwoje ludzi, którzy się nie znoszą.
Ale to jeszcze nie wszystko. Okazuje się, że Trent jest też moim nowym sąsiadem.
To samo miasto. Ten sam budynek. To samo piętro.
Byle do końca budowy…
Okładka przedstawia elegancką, zmysłową scenę w stylu glamour. Na pierwszym planie widoczny jest fragment pleców kobiety ubranej w długą, satynową suknię w kolorze głębokiej czerwieni, z ozdobnym wiązaniem. Męska dłoń delikatnie obejmuje kobiecą talię, co sugeruje bliskość i intymność między bohaterami. Tło jest rozmyte, skupiając uwagę na detalach stroju i geście.
Całość utrzymana jest w ciepłej, przyciemnionej tonacji, co nadaje okładce atmosferę romantyzmu.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Erotyka |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8425-961-0 |
| Rozmiar pliku: | 1,2 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Dla miliarderów: Dzięki, że fajnie się o was pisze.
PS Hej!
Chociaż po przeczytaniu powyższego akapitu można odnieść takie wrażenie, nie jesteśmy prostytutkami. Przysięgamy. Jesteśmy tylko pisarkami, które lubią jachty i sery.
Dla Colleen Hoover: Dziękujemy, że tak dobrze wcielasz się w naszą rolę. A może ty my udajemy, że jesteśmy tobą?
Pogubić się można.PROLOG
Nazywam się Thatcher Kelly, ale znajomi mówią na mnie Thatch. Całkiem możliwe, że mnie znacie, a może jesteście tu po raz pierwszy.
W każdym razie pozwólcie, że powiem kilka słów na swój temat.
Sam opisałbym siebie – jak pewnie każdy, kogo byście o mnie zapytali – jako nieznośnie przystojnego, cieszącego się szalonym powodzeniem, niebezpiecznie czarującego i obdarzonego niejednym talentem faceta.
Całkiem możliwe, że moja pewność siebie ociera się o arogancję, ale nie należę do tych, którzy przejmują się zdaniem innych.
Biorę życie za jaja. Żyję bez żalu i wahania. Robię, co chcę, kiedy chcę – bez lęku przed oceną czy ograniczeniami społecznymi.
Gdyby Lenny Kravitz był bajecznie bogatym bankierem mającym dodatkowe pięć centymetrów w spodniach… wówczas byłby mną. Cóż, daleko mi do mitomana – albo boga rocka, jeśli o to chodzi – ale wszelkie braki, jeśli chodzi o talent muzyczny, nadrabiam z nawiązką w sztuce dawania rozkoszy.
Jestem królem pieprzenia. Mój język to istny wirtuoz.
Jestem tak cholernie hojny w rozdawaniu orgazmów, że równie dobrze możecie mnie nazywać Świętym Thatchołajem.
Mówiąc w skrócie, jestem wszystkim, co dobre i rozkoszne.
Ale zanim zaczniecie się ślinić i napalać na więcej, muszę powiedzieć wam coś ważnego: to nie jest moja historia. Tu nawet nie chodzi o mnie.
Wiem, wiem. Kurewsko rozczarowujące, nie?
Mój czas minął i nadeszła pora, bym przekazał pałeczkę.
A jeśli już muszę opuścić światła reflektorów, to chyba nie ma lepszej osoby, która mogłaby mnie zastąpić, niż bohater tej opowieści. Tylko on może przejąć po mnie schedę.
Musicie wiedzieć, że chociaż sam nie jestem głównym graczem w tej grze, to jednym z najlepszych facetów, jakich znam, jest właśnie on.
I choć wiem, że w dobrym tonie byłoby zdradzenie wam jego imienia, to nigdy nie należałem do osób, które grają według zasad. Poza tym, jeśli mam być szczery, uwielbiam niespodzianki oraz droczenie się.
Ale bez obaw – droczę się tylko wtedy, gdy mam pewność, że zakończy się to satysfakcją i przyjemnością. Takie drobne zagrywki z mojej strony to początek drogi ku długiemu, ogromnemu i spektakularnemu spełnieniu.
Cóż mogę wam zdradzić na temat bohatera tej opowieści?
Szczękę ma jak ciosaną w marmurze, ciało wyjęte żywcem z reklamy i zjawiskowe zielone oczy. Jest niemal równie atrakcyjny jak ja. Ma wspaniałe poczucie humoru i doskonały gust – zna mnie, a to mówi samo za siebie – a do tego szczero-kurwa-złote serce.
Pracoholik w początkowym stadium, za to bystry jak cholera.
Ten tajemniczy facet to taki kąsek, że książę Harry wyglądałby przy nim jak zwykły brytyjski ciołek – zanim oczywiście związał się na stałe z tą piękną Amerykanką.
Bez obrazy dla tego ognistowłosego szlachcica, ale nie może się mierzyć z moim znajomkiem.
Gdyby cała branża hotelarska świata miała swoją siedzibę w pałacu Buckingham, ten facet nie byłby byle Harrym. O nie. On bez dwóch zdań byłby pieprzonym Williamem.
Jego nazwisko to synonim wartego miliardy imperium, a mój kumpel pewnego dnia zasiądzie na tronie i będzie tym wszystkim rządzić. Mówimy o takim poziomie sukcesu i uroku, że nawet prowadzący Kawalera do wzięcia miałby od tego wzwód.
Taa, Chris Hansen zdecydowanie miałby namiot w spodniach na widok tego kolesia.
Chwilunia. Chris Hansen to ten od Kawalera do wzięcia, czy ten, który łapie przestępców seksualnych w lipnej kuchni z ciasteczkami i sokiem?
Ech. To bez znaczenia.
Liczy się Pan Tajemniczy.
Jedynym, czego mu trzeba, to kobieta, która pokaże mu, że poza biurem też istnieje życie.
Taka, która pomoże mu wyluzować. Która rzuci mu wyzwanie.
Która skopie mu tyłek i zwróci uwagę, że pieprzy głupoty.
Seksowna, pełnych kształtów kobieta, która totalnie namiesza mu we łbie.
I wiecie co? Coś mi mówi, taki wewnętrzny głos, że właśnie to go spotka…
Choć ten wstęp to doskonały, wciągający, pełen literackiego kunsztu popis, a jednocześnie w stu procentach historia o nim. I również o niej.
Cholera, ludziska! Trzymajcie się mocno, bo to będzie jazda bez trzymanki.