Miłość z gwiazd - ebook
Ariel Zielińska mieszka wraz z rodzicami w niewielkiej wsi Nadzieja. Spokojne i uporządkowane życie nastolatki kończy się w momencie, gdy jej bliscy ulegają wypadkowi samochodowemu. Szukając pomocy w bazie wojskowej, dziewczyna poznaje Kyriosa Ilionisa, dowódcę tajemniczej placówki. I choć ich pierwsze spotkanie przebiega w nieprzyjemnej, pełnej wrogości atmosferze, już wkrótce drogi tych dwojga ponownie się skrzyżują. I to nie tylko za sprawą gorącego uczucia, jakie niespodziewanie się miedzy nimi pojawi… Ariel nie podejrzewa nawet, że los właśnie otwiera przed nią zupełnie nowy rozdział życia. Życia na innej planecie…
Zawsze jest jakiś początek. Wszystko, co dzieje się w naszym życiu, to przeznaczenie. Powodowane jest przez jakąś większą siłę, która kieruje naszymi losami. Przynajmniej część ludzi na Ziemi od tysięcy lat postrzega świat w ten sposób. Czy miłość również jest zapisana w gwiazdach? Czy brak miłości jest nam przeznaczony? Trudno mi odpowiedzieć na te pytania. Co ja, młoda dziewczyna, mogę wiedzieć o tak poważnych sprawach dotyczących każdego człowieka na tym ziemskim padole? Chyba jeszcze nic. Nigdy bym nie przypuszczała, że w ciągu kilku miesięcy będzie mi dane dotrzeć do najgłębszych zakamarków mojego serca.
Joanna Sprenger
Absolwentka historii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pasjonatka anglistyki, ukończyła studia podyplomowe Business English w Wyższej Szkole Języków Obcych im. Samuela Bogumiła Lindego. Przez wiele lat realizowała się zawodowo jako kierownik małej firmy logistycznej, a także jako nauczyciel. Podczas kilkuletniej pracy z młodzieżą świat nastolatków stał jej się na tyle bliski, że zdecydowała się napisać dla nich powieść.
| Kategoria: | Young Adult |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8219-952-9 |
| Rozmiar pliku: | 1,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Wszystko ma swój początek. To, co dzieje się w naszym życiu, to przeznaczenie. Powodowane jest przez jakąś większą siłę, która kieruje naszymi losami. Przynajmniej część ludzi na Ziemi od tysięcy lat postrzega świat w ten sposób. Czy miłość również jest zapisana w gwiazdach? Czy brak miłości jest nam przeznaczony? Trudno mi odpowiedzieć na te pytania. Co ja, młoda dziewczyna, mogę wiedzieć o tak poważnych sprawach dotyczących każdego człowieka na tym ziemskim padole? Chyba jeszcze nic. Nigdy bym nie przypuszczała, że w ciągu zaledwie kilku miesięcy będzie mi dane dotrzeć do najgłębszych zakamarków mojego serca.
Rodzice nazwali mnie Ariel, są bowiem bardzo religijni. Ariel – jak mówi tata – po hebrajsku znaczy „lew boży”. Otrzymałam takie imię, ponieważ mama przeżyła trudny poród, który trwał wiele godzin. Podobno walczyłam jak lew, by urodzić się pierwsza. Po mnie przyszła na świat moja siostra, Janka. Nie jesteśmy jednak bliźniaczkami jednojajowymi. Wręcz przeciwnie – natura obdarzyła nas zupełne inną urodą. Ja mam jasne i długie włosy, które delikatnie się kręcą. Chętnie upinam je wysoko lub wiążę w koński ogon, by nie opadały mi na twarz. Mama twierdzi, że moje blond włosy ślicznie wyglądają rozpuszczone, dlatego zachęca mnie do tego, bym ich nie związywała. Moja cera jest blada i delikatna; nie ma znaczenia, ile czasu spędzam na świeżym powietrzu. Zawsze opalam się tylko na czerwono i często wyglądam jak jeden z raków mieszkających w jeziorze tuż przy domu. Latem od nadmiaru słońca na mojej buzi pojawiają mi się piegi. Trochę się ich wstydzę. Uważam się raczej za przeciętną nastolatkę, choć rodzice nazywają mnie pięknością. Moim zdaniem nietuzinkową urodę ma Janka. Moja siostra wygląda jak dojrzałe jabłko, które rośnie w sadzie. Ma śniadą cerę o migdałowym odcieniu i ciemne, długie włosy. W porównaniu do większości dziewczyn jest wysoka. Swoją sylwetką i wyglądem zwraca uwagę chłopców, ale ponieważ cechuje ją skromność i nieśmiałość, szybko odrzuca potencjalnych zalotników.
Mieszkam wraz z rodziną na wschodzie Polski, we wsi o nazwie Nadzieja. To wieś położona w malowniczej części województwa lubelskiego. Otaczają ją liczne lasy, łąki i jeziora. Nadzieja ma tylko dwustu trzydziestu trzech mieszkańców, jednak cały czas dzieje się tu coś ciekawego, ponieważ często odwiedzają nas turyści. Ludzie, którzy tutaj przyjeżdżają, szukają kontaktu z naturą i spokoju, uciekają od miejskiego zgiełku.
Nasz dom położony jest na skraju wsi. Kiedy rodzice go budowali, bardzo zależało im na tym, by budynek był piętrowy. Dzięki temu dziś możemy podziwiać wspaniałą naturę, ponieważ widok z okien jest wręcz doskonały. Przed domem mamy zjawiskową łąkę, która pięknie kwitnie przez całe lato. W pobliżu płynie rzeczka Piskownica, a za nią rozciągają się gęste lasy. Za domem rosną sady, których właścicielami są moi rodzice, Anna i Adam Zielińscy. Sprzedają najlepsze polskie jabłka w okolicy. Zaprzyjaźniona wiejska manufaktura robi z owoców pyszne soki, konfitury, dżemy, jabłeczniki, wypieki z ciasta francuskiego, a nawet specjalne nadziewane babeczki jabłkowe.
Przez ostatni rok życie naszej rodziny zmieniło się na gorsze. Zimą tata przeszedł poważny zawał serca, a następnie skomplikowaną operację ratującą życie. Rodzice mocno się zapożyczyli i ucierpieli finansowo. Dodatkowe fundusze były potrzebne, by opłacić leczenie ojca i utrzymać gospodarstwo w dobrej kondycji. Mama jednak zawsze powtarzała, że nie pieniądze są najważniejsze w życiu, a zdrowie.
Ostatnie miesiące były ciężkie nie tylko z powodu choroby taty. Janka nie została przyjęta na studia medyczne. Moja siostra od dawna chciała zostać lekarzem. Przez całe dzieciństwo przynosiła do domu różne zranione zwierzęta, opatrywała je, a potem wypuszczała na wolność. Zawsze była też chętna, by dezynfekować nasze rany. W wolnej chwili pracowała jako wolontariuszka i opiekowała się chorymi z okolicy. Każdy mieszkaniec Nadziei mocno pragnął, by Janka leczyła ludzi. Obie z siostrą przygotowywałyśmy się do matury w dużym stresie, jednocześnie chodząc do szkoły i pomagając w gospodarstwie. Niestety, jej oceny pogorszyły się przez ilość pracy w domu. Janka, po otrzymaniu negatywnej odpowiedzi z uniwersytetu, zdecydowała, że ponownie podejdzie do egzaminu dojrzałości.
Za kilka tygodni obie miałyśmy skończyć dziewiętnaście lat. Nie planowałyśmy jednak hucznie świętować naszych urodzin. Chciałyśmy poprosić mamę, by upiekła nam ulubiony tort bezowy z bitą śmietaną i owocami, posiedzieć całą rodziną przy lampce wina i jak co dzień pójść wcześnie spać, by rano rozpocząć pracę możliwie jak najwcześniej. Kiedy tata zachorował, przejęłam prowadzenie ksiąg rachunkowych naszego gospodarstwa. Niestety, okazało się, że sady były mocno zadłużone i trzeba oszczędzać każdy gorsz. Obiecałam Jance, że pomogę jej finansowo, skupiając się na zarabianiu takiej ilości pieniędzy, by ona mogła spełnić swoje marzenia i pewnego dnia zostać doskonałą lekarką.
Czy ja mam marzenia? Wiele, tysiące marzeń… Mam bardzo bujną wyobraźnię. Nie wiem tylko, kim chcę zostać w przyszłości. Ostatnio często słyszę to pytanie, jednak nie potrafię powiedzieć, co chciałabym robić. Trudno mi było podjąć decyzję o wyborze właściwego kierunku studiów. Chciałam studiować stosunki międzynarodowe, ponieważ pasjonują mnie języki i interesują zagadnienia dyplomatyczne. Zdawałam sobie jednak sprawę, że z punktu widzenia potrzeb naszego gospodarstwa to niezbyt praktyczne studia, dlatego ku wielkiemu niezadowoleniu rodziców postanowiłam zrobić sobie rok przerwy, tak jak moja siostra, i przeanalizować wiele spraw. Zresztą byłam potrzebna w domu. Przynajmniej ja tak myślałam.
Dwa dni wcześniej rozpoczął się lipiec, a wraz z nim dała o sobie znać kapryśna pogoda. W Polsce lipiec to miesiąc, w którym – pomimo letniej aury – występują bardzo intensywne opady deszczu. Nadmiar wody często prowadzi do lokalnych podtopień terenów wiejskich. Padało już wiele dni i martwiliśmy się, jaką sytuację zastaniemy po powrocie do Nadziei. Był deszczowy wieczór, wracaliśmy do domu ze szpitala. Tata w końcu został wypisany. Lekarz powiedział, że dzięki tak kochającej się rodzinie jak nasza ojca czekają jeszcze długie lata szczęśliwego życia. Zaznaczył jednak, że Adam Zieliński będzie musiał się bardzo oszczędzać. Wierzyłam, że teraz wszystko się poukłada, ponieważ gorzej już chyba być nie mogło. Trzeba tak myśleć. Prawda?!
Prowadziłam naszego forda couriera. Rodzice stwierdzili, że czuję się zdecydowanie lepiej za kierownicą niż moja mama czy siostra. Robiło się późno i widoczność bardzo się pogarszała.
– Tato…
– Tak? – odpowiedział ojciec i słuchał moich słów z uwagą.
– Zależy mi na tym, by szybciej dotrzeć do domu. Chcę dostać się na drogę ekspresową najbliższym skrótem.
– Czyli dokąd chcesz pojechać?
– Zamierzam przejechać tą szosą przez las. – Wskazałam ręką na widoczną w oddali boczną drogę, po czym dodałam: – Możemy zaoszczędzić dobrą godzinę.
– Czy tą drogą można dojechać także do starej bazy wojskowej? – spytała moja mama.
– Tak. Słyszałam, że ruin bazy wojskowej strzeże lokalna firma ochroniarska – odparłam.
– Dlaczego trzeba pilnować starych magazynów wojskowych? – zapytała z zainteresowaniem Janka.
– Wyobraź sobie, że niektórzy poszukują w tej okolicy ciekawych wrażeń – wyjaśniłam pospiesznie.
– Niedawno słyszałam, że te ziemie zostały wykupione przez jakiegoś prywatnego inwestora. Może to maniak historii – stwierdziła mama.
– Jak ktoś może przyjeżdżać w takie mroczne miejsca? – spytała z przejęciem Janka.
– Ludzie mają różne gusta – odpowiedziałam, a następnie zwróciłam się do ojca: – Tato, to co myślisz o wybraniu tego skrótu?
– To świetny pomysł, Ariel. Tylko jedź powoli i uważaj na gałęzie spadające z drzew. Wiatr mocno wieje i na razie nie zanosi się, by przestało padać. Dziś wszyscy mieliśmy już dużo wrażeń.
– Super, to skręcamy – odparłam pewnym i wesołym głosem, by sama sobie dodać odwagi, i zjechałam z głównej drogi.
Szosa, po której się poruszaliśmy, była wąska i pogrążona w całkowitej ciemności. Pagórkowaty teren, należący kiedyś do wojska, porastał gęsty las, co dodatkowo utrudniało jazdę. Do tego nawigacja z jakichś nieznanych przyczyn przestała pokazywać trasę – tak jakby na tym odcinku nie było w ogóle żadnego przejazdu. Deszcz jeszcze przybrał na sile. Wycieraczki nie nadążały zbierać wody. Na szczęście pozostało tylko kilka minut jazdy, by wydostać się z tego mrocznego miejsca.
Nagle usłyszeliśmy huk. Auto zaczęło się ślizgać, jakby jechało po lodzie. Maksymalnie wciskałam hamulec, ale było to bezskuteczne. Szybko zbliżaliśmy się do rowu pełnego drzew. Samochód z impetem uderzył w drzewo i zatrzymał się na nim. Wybuchły poduszki powietrzne, a potem zapadła cisza. Słychać było tylko wiatr i uderzające o dach krople deszczu.
– Mamo, tato, Janka! – krzyknęłam, odpinając pasy i obracając się do tyłu, by sprawdzić, czy nikt nie został ranny.
Tata dyszał, trzymając się za serce. Mama patrzyła, oszołomiona, na pogrążoną w ciemności drogę. Siedząca obok mnie Janka pocierała czoło, w które mocno uderzyła ją poduszka powietrzna. Bogu dzięki, wszyscy żyliśmy.
– Tato! Tato, jak się czujesz? – zapytała przerażona Janka, widząc ciężko oddychającego ojca.
– Kochanie, wszystko w porządku – odpowiedział. – Muszę po prostu dojść do siebie.
Gdy próbował się wyciszyć, mama pochyliła się nad nim i mocno go przytuliła.
– Wyjdę z Janką sprawdzić samochód. Spróbujemy wezwać pomoc drogową – powiedziałam, jednocześnie zarzucając na siebie kurtkę i otwierając drzwi po stronie kierowcy.
Janka wysiadła pospiesznie z auta. Obejrzała pojazd za pomocą latarki, a ja rozejrzałam się po okolicy.
– No tak, z całą pewnością nigdzie nie pojedziemy tym wrakiem – stwierdziła z przejęciem moja siostra. – Złapaliśmy gumę i przez to samochód wpadł w poślizg. Przód auta jest wgnieciony. To cud, że nic nam się nie stało. Zadzwońmy po pomoc. Może zabiorą nas stąd i przyślą jakieś auto zastępcze?
– Janka, nie możemy zadzwonić z tego miejsca! – krzyknęłam, sprawdzając swój smartfon.
Siostra spojrzała na mnie z rozbawieniem, jakbym sprzedała jej dowcip miesiąca.
– Dlaczego, Ariel? Sceneria ci nie odpowiada? – zapytała Janka ironicznie, wskazując ręką na otaczający nas las, rzęsiście padający deszcz i wiatr szalejący w konarach drzew.
– Nawigacja od jakiegoś czasu nie pokazuje trasy! – Podniosłam głos, by siostra mogła mnie dobrze usłyszeć. –Zasięgu w smartfonach także nie mamy, a bez tego nigdzie nie zadzwonimy!
W jej oczach pojawiło się przerażenie.
– Jesteśmy niedaleko głównej drogi – dodałam pospiesznie, by uspokoić Jankę. – Pójdę pieszo wzdłuż szosy. Spróbuję złapać zasięg w smartfonie, a przede wszystkim sprowadzę pomoc. Proszę, zostań z rodzicami i uspokój ich.
– Dobrze, Ariel, tylko uważaj na siebie.
– Wrócę po was tak szybko, jak to będzie możliwe – odparłam, następnie dodałam z determinacją w głosie: – Obiecuję.
Janka zrobiła zbolałą minę, sprawdziła swój telefon, rozejrzała się wnikliwie po okolicy, pokiwała głową i wsiadła do samochodu. Ja rozpuściłam włosy, by szczelnie osłonić kapturem głowę, włączyłam latarkę i zaczęłam schodzić drogą prowadzącą w dół. Próbowałam uspokoić oddech, ponieważ w środku cała się trzęsłam. W takich sytuacjach strach oraz wyrzut adrenaliny był czymś normalnym. A przynajmniej tak mi się wydawało. Okolica nie dodawała mi odwagi – otaczał mnie ciemny las, na poboczu rosła wysoka trawa, a gdzieniegdzie widać było gęste krzaki. Po prawej stronie szosy dostrzegłam zarys płotu, który rozciągał się wzdłuż ruin starej bazy wojskowej, opustoszałej kilkadziesiąt lat temu. Szłam powoli. Co chwilę rozglądałam się uważnie po okolicy. Głośno chlapałam butami, które nabrały pełno wody, ponieważ przez drogę przepływały małe strumyki.
Po chwili zauważyłam zarys stojącego za płotem auta. Pojazd miał kształt dużego wojskowego jeepa, często używanego przez fanów militariów. Wpadłam na pomysł, że może to właściciel terenu lub pracownicy ochrony kontrolują obiekt, by wypłoszyć ciekawskie dzieciaki, szukające tego wieczoru przygód. Postanowiłam przeskoczyć przez płot i podejść do jeepa. Samochód był zamknięty. Nie widziałam żadnych znaków świadczących o tym, że auto należało do firmy ochroniarskiej. W oddali, tuż przy ruinach, dojrzałam niebieską poświatę. Światło wydobywało się z wejścia do głównej części jednego ze starych magazynów. Podeszłam bliżej. Drzwi były lekko uchylone, a ze środka słychać było przytłumione hałasy. Przeszłam przez próg i, przecisnąwszy się przez wąski wiatrołap, zajrzałam do środka budynku. Zaskoczona, zauważyłam obszerny hol, olbrzymie metalowe schody prowadzące na górę oraz przejścia do innych pomieszczeń. Choć wnętrze budynku było słabo oświetlone, udało mi się dostrzec, że magazyn prezentował się bardzo nowocześnie. Ten obiekt zdecydowanie był przez kogoś użytkowany. Zrujnowany na zewnątrz i niesamowity wewnątrz, sprawiał wrażenie tajemniczego miejsca.
Pogrążona głęboko w moich myślach, nie zauważyłam, że ktoś na mnie patrzy. Kiedy obróciłam głowę, zorientowałam się, że z boku stoi kilku mężczyzn. Wszyscy trwali w bezruchu, zwróceni w moją stronę, i intensywnie mnie obserwowali. Zaczęłam się bać. Może faktycznie nie powinnam była tu przychodzić. Czułam się jak intruz. Pomimo strachu nie mogłam oderwać oczu od stojących obok ludzi.
Nieznajomi byli ubrani jednakowo. Mieli na sobie ciemne, obcisłe stroje, prawdopodobnie służące do ćwiczeń. Ubrania ściśle przylegały do ich ciał i podkreślały muskularną budowę każdego z nich. Postawni mężczyźni wyglądali na ochroniarzy, żołnierzy bądź komandosów jednostki specjalnej. Zrozumiałam, że mając takich przeciwników, nie jestem w stanie uciec. Zdecydowałam, że cokolwiek się wydarzy, trzeba iść naprzód. Ruszyłam wolno w stronę nieznajomych, a następnie głośno powiedziałam:
– Niezmiernie się cieszę, że zastałam tutaj jakichś ludzi. Ja i moja rodzina mieliśmy niedaleko stąd wypadek samochodowy. – Obróciłam się, wskazując na drzwi. – Przebiliśmy oponę i samochód uderzył w drzewo. Niestety, rozbiliśmy pojazd i dalej już nie pojedzie. – Nikt się nie odzywał, więc pospiesznie kontynuowałam swoje wyjaśnienia: – Nawigacja nie działa, zatem nie wiemy, gdzie dokładnie jesteśmy. Nie możemy także zadzwonić po pomoc, ponieważ nie mamy zasięgu w smartfonach. Czy możecie wezwać Assistance lub pożyczyć mi telefon z zasięgiem?
Mężczyźni stali w absolutnej ciszy. W holu słychać było tylko krople deszczu, które ściekały z mojej kurtki na podłogę. W takich momentach człowiek ma wrażenie, jakby był skanowany od stóp do głów, lub czuje się, jakby czekał na pożarcie przez wielkiego zwierza, który zaraz rzuci się na swoją ofiarę. Zdjęłam kaptur, by móc dokładniej rozejrzeć się po wnętrzu. Poza tym chciałam pokazać, że nie stanowię absolutnie żadnego zagrożenia i naprawdę potrzebuję wsparcia. Dokładnie w tej chwili usłyszałam stanowczy męski głos.
– Opuść to miejsce. Nie możemy ci pomóc – odezwał się władczym tonem nieznajomy stojący najbliżej mnie.
– Nie rozumiem. Co to znaczy, że nie możecie mi pomóc? Ja chcę tylko wezwać Assistance, zaraz sobie pójdę. Obiecuję. – Zmartwiona odmową, postanowiłam dokładnie wyjaśnić sytuację mojej rodziny. – Niestety nie możemy sobie pozwolić na spanie w samochodzie. Tata jest po zawale i intensywnej rehabilitacji. Lekarz wypisał go dziś ze szpitala. Może macie smartfon lub inne urządzanie…
– Powiedziałem: nie! – przerwał mi w połowie zdania. W słabym świetle trudno było dokładnie zobaczyć jego twarz, ale wydawał się zdecydowanym i bardzo przystojnym typem. Tacy mężczyźni nazywani są samcami alfa. Urodziwi, dobrze zbudowani i charyzmatyczni, często odnoszą w życiu spektakularne sukcesy.
Nagle przypomniało mi się, że w kieszeni kurtki mam pieniądze. Wyciągnęłam banknoty i podeszłam do nieznajomych.
– Proszę, tu mam kilkaset złotych. – Wskazałam na pieniądze. – Zapłacę wam, jeśli pomożecie mi wezwać pomoc lub podwieziecie mnie i moją rodzinę do głównej drogi. Ta suma na pewno wystarczy na paliwo. Zostanie też coś ekstra. Na zewnątrz widziałam jeepa. Proszę, podwieźcie nas i już nigdy mnie nie zobaczycie.
Po moich szczegółowych wyjaśnieniach po raz kolejny zapanowała cisza. Choć twarze tych ludzi były w półcieniu, zauważyłam, że nadal przyglądają mi się z ciekawością, i czułam się, jakbym została otoczona. Zdałam sobie sprawę, że stoję pośrodku kręgu. Mężczyzna, który rozmawiał ze mną wcześniej, podszedł do mnie, a bliskość jego muskularnego ciała przytłoczyła mnie.
– Masz minutę na opuszczenie tego miejsca – odparł rozkazująco.
Usłyszawszy te słowa, bez namysłu złapałam mężczyznę za nadgarstek.
– Proszę, pomóżcie nam! – Uderzyłam w błagalny ton, ciągnąc nieznajomego za rękę. – Jesteście naszą ostatnią nadzieją.
Człowiek, którego chwyciłam za nadgarstek, wygiął się, jakby strasznie go coś zabolało, i padł na kolano, odwracając ode mnie twarz. Ciałem mężczyzny wstrząsnęły dreszcze. Jego zachowanie wskazywało na to, że ból przeszywał go od stóp do głów. Nieświadoma, że to przeze mnie, nadal trzymałam rękę nieznajomego. Przeraziłam się, że coś mu się stało.
– Odsuń się! Puść mnie! – Tym razem z jego ust wydobył się krzyk. Natychmiast go puściłam i zrobiłam krok do tyłu.
W holu powiało grozą. Poczułam się nieswojo i faktycznie chciałam stamtąd zniknąć. Niestety, strach spowodował, że nie mogłam się ruszyć nawet o milimetr. Dopiero po chwili zaczęłam się delikatnie cofać. W tym momencie nieznajomy błyskawicznie wstał z ziemi, podtrzymywany przez jednego ze swoich kolegów. Chwiejąc się na nogach, podszedł do mnie bliżej.
– Pomożemy ci, pod warunkiem że odwdzięczysz mi się za przysługę – powiedział, spoglądając na mnie najpiękniejszymi oczami, jakie kiedykolwiek widziałam. – Zostaniesz tutaj, a moi ludzie ściągną twoją rodzinę. Czekaj w holu, dopóki nie wydam kolejnych dyspozycji.
No tak – pomyślałam. Wszystko kręci się wokół pieniędzy, których obecnie nam brakuje. Niech i tak będzie. Okropna noc, okropna pogoda i okropny facet. Strasznie dziwne miejsce. Najważniejsze, że ci ludzie zgodzili się nam pomóc. W tym momencie na dobre rozbolała mnie głowa – mógł to być efekt wystrzelenia poduszki powietrznej. Chciałam coś jeszcze powiedzieć, podziękować oraz potwierdzić, że na pewno zapłacę. Mówienie jednak stawało się zbyt trudne, niemal niemożliwe. Stałam po prostu w milczeniu i patrzyłam na tego przystojnego nieznajomego. Miałam wrażenie, że na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu.
Jego twarz… Teraz była lepiej widoczna. Mężczyzna wyglądał na niewiele starszego ode mnie. Był atrakcyjny. Miał rysy twarzy charakterystyczne dla Azjatów i piękne, kruczoczarne, idealnie układające się włosy. Lekko skośne oczy i zmysłowe usta dodawały mu chłopięcego uroku. Jego sylwetka prezentowała się wzorowo – wyrzeźbione plecy, płaski brzuch i wysoki wzrost czyniły go idealnym kandydatem na modela. Przy tak zjawiskowych ludziach człowiek jest onieśmielony, czuje się niepewnie i brzydko. Kim ja byłam w porównaniu z nim? Dziewczyną o jasnych włosach i z piegami, które próbowałam za wszelką cenę przykryć całą masą pudru, a także posiadaczką figury typowej dla nastolatki.
W duchu przywołałam się do porządku. Nie czas myśleć o takich rzeczach. Grunt to pomóc tacie bezpiecznie wrócić do domu.
Nieznajomy wraz ze swoim towarzyszem znienacka zniknął za schodami. Zostałam sama na środku wielkiego holu pogrążonego w ciemności. Znów usłyszałam krople deszczu ściekające z mojego ubrania. Poza tym nic nie czułam.
Nie mogłam sobie przypomnieć, ile czasu zajął mi powrót do rzeczywistości. Ocknęłam się dopiero wtedy, gdy za plecami usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi. Zobaczyłam wchodzących do budynku mamę, tatę i siostrę wraz z kilkoma ludźmi. Przed nami stanął człowiek, którego już wcześniej widziałam – to on podtrzymywał swojego kolegę, gdy ten upadł na kolano. Mężczyzna podszedł bliżej pewnym krokiem i podniesionym głosem zaczął wydawać rozkazy.
– Dowódca zdecydował, że zostaniecie u nas przez jakiś czas. Pan jest chory – powiedział, wskazując palcem na mojego ojca. – Wygląda na to, że będzie potrzebna moja pomoc. Jestem lekarzem. Proszę udać się ze mną do mojego punktu medycznego. Ocenimy pana stan zdrowia. Co do reszty: kobiety otrzymają osobne pokoje, by mogły odpocząć. Ci ludzie – wskazał na swoich towarzyszy stojących za jego plecami – zaprowadzą wszystkich do ich kwater.
Obie z siostrą spojrzałyśmy na siebie. Ten człowiek mówił pewnie, ale strasznie dziwnie dobierał słowa. Świetnie posługiwał się językiem polskim, choć jego sposób formułowania zdań świadczył o tym, że był obcokrajowcem. Wyglądem przypominał mężczyznę, którego nazwał dowódcą. Miał skośne oczy i ciemnie włosy, więc moje przypuszczenia, że pochodzi z Azji, nie były bezpodstawne.
Nagle wszystkich nas ogarnęło okropne zmęczenie. Nikt nie miał siły, żeby zaprotestować, więc posłusznie udaliśmy się za tymi ludźmi. Tata wraz z doktorem zniknął za schodami, siostra i mama poszły w prawo, w stronę ciemnej części magazynu, ja natomiast zaczęłam wchodzić do góry. Mężczyzna, który szedł przede mną, w ogóle się do mnie nie odzywał. Odwracał się tylko co jakiś czas, by sprawdzić, czy za nim nadążam. Wszędzie panował półmrok. Po wejściu na piętro długo szliśmy korytarzem oświetlonym piękną niebieską poświatą. Przez moment wydawało mi się, że czuję zapach wiosennej łąki pełnej kwitnących kwiatów oraz słyszę śpiew ptaków. To były jednak ułamki sekund i cała sytuacja wydała się fatamorganą.
Stanęliśmy przed ogromnymi drzwiami na końcu korytarza. Drzwi otworzyły się automatycznie. Zostałam wprowadzona do wielkiego pokoju, który nie przypominał sypialni. Wszędzie stały regały z książkami, półki sięgały do sufitu, przybierały różne kształty i kolory i idealne pasowały do wystroju całego wnętrza. Przy regałach postawiono fotele oraz małe stoliczki kawowe. Nad sufitem zawieszono bogato zdobione żyrandole. Pomyślałam, że to pomieszczenie musi wyglądać zjawiskowo w ciągu dnia, gdy światło słoneczne odbija się od kryształów ozdabiających lampy. Ściany zapewne mienią się wtedy wszystkimi kolorami tęczy. Uroku całemu pomieszczeniu dodawały schody kręcone, które prowadziły na półpiętro, do innego pomieszczenia. To zdecydowanie była jedna z najpiękniejszych bibliotek, jakie w życiu widziałam. Na wschodniej ścianie zauważyłam ogromne okno. Przez szybę można było dostrzec migające w oddali światła. Prawdopodobnie była tam trasa szybkiego ruchu, którą pokazywała nawigacja w naszym fordzie. Byliśmy zatem blisko wyjazdu z lasu.
Przerwałam rozważania, ponieważ nieznajomy, który mnie tu przyprowadził, nagle zniknął. Poczułam, że ktoś stanął za moimi plecami. Nie… nie ktoś, tylko ten nieskazitelnie piękny mężczyzna z holu; ten sam, który nie chciał nam pomóc, a potem zmienił zdanie. Nie miałam odwagi się odwrócić. Chyba nie chciałam patrzeć mu w oczy.
– Jak się czujesz? – spytał nieznajomy i szepnął mi do ucha coś, czego zupełnie nie zrozumiałam. To dobre pytanie – pomyślałam. Tylko czy ja potrafię jednoznacznie odpowiedzieć? Byłam zziębnięta i strasznie przemoczona, marzyłam, by pójść spać, nawet w tych mokrych rzeczach. Zamiast w pokoju, w którym mogłabym się położyć, stałam pośrodku oszałamiającej biblioteki, a ten typ zadawał takie pytania, jakby nie widział, jak żałośnie wyglądałam.
– Ja? – odparłam, lekko się krzywiąc. – Czuję się znakomicie, tak jak widać. – Wskazałam ręką na siebie. – Rozumiem, że to moja sypialnia? Nie za bardzo wiem, na której części podłogi mogę się położyć, by móc odpocząć. Proszę mi wskazać wybrany kąt – odpowiedziałam z sarkazmem, gotowa usiąść gdziekolwiek.
Poirytowana, nie zauważyłam, że nieznajomy stanął przede mną. Był niesamowicie blisko i przyglądał mi się wnikliwie, jak doskonały drapieżnik. Z tej odległości można było dostrzec, że jego oczy błyszczały tysiącem malutkich gwiazd. Mama często powtarzała, że w spojrzeniu człowieka można zobaczyć duszę i jego prawdziwe zamiary. Ja w tej chwili widziałam ciekawość, determinację, może jakiś rodzaj bólu oraz coś tajemniczego, czego nie sposób było określić. Niebieskie, tak, te oczy zdecydowanie były niebieskie. To dziwne. Czy Azjaci miewają niebieskie oczy? Raczej w różnych odcieniach brązu. Prawda? Przerwałam inspekcję nieznajomego, ponieważ poczułam uderzenie gorąca oraz ogromne znużenie.
– Rośnie ci temperatura ciała – powiedział mężczyzna, nadal na mnie patrząc. – Masz trzydzieści osiem stopni gorączki oraz spłycony oddech. Na twojej skórze pojawia się pot. Bolą cię mięśnie, do tego w każdej chwili mogą wystąpić dalsze problemy z oddychaniem.
Boże, co za brednie – stwierdziłam w myślach. Skąd ten człowiek to wszystko wie? Jestem tylko zmęczona i lekko oszołomiona po wypadku. Chce mi się spać, choćby tu i teraz.
– Rozumiem, że jeszcze nie umiecie rozpoznawać symptomów – stwierdził nieznajomy.
– Rozpoznawać czego? – dopytałam szeptem; nie uzyskałam jednak odpowiedzi.
– Nikogo ani niczego nie dotykaj – rozkazał.
Co? Nie rozumiem – pomyślałam. Miałam dość słuchania tego, co mówił. Właściwie chciałam wypowiedzieć moje myśli na głos, ale chyba nie za bardzo mogłam. Bardziej interesował mnie ten mężczyzna, jego oczy i zapach… Tak, teraz go czułam. To była piękna, świeża woń, powiew oceanu; ukojenie zmysłów. Producenci perfum zapewne zabijaliby się za taką mieszankę. Od nadmiaru emocji i wrażeń zrobiło mi się słabo. Uświadomiłam sobie, że zaczęłam się chwiać, przez co miałam wrażenie, że cała podłoga wiruje.
– To normalne po połączeniu. Nie martw się – odparł z czułością nieznajomy. – Dojdziesz do siebie za kilka dni. Muszę cię zabrać do doktora. Nie do końca wiemy, czego możemy się spodziewać po człowieku, więc zostaniesz pod ścisłą obserwacją.
Każde kolejne słowa wypowiadane przez tego mężczyznę wydawały mi się dziwne i coraz cichsze, jakby dobiegały z daleka. Ostatnia rzecz, jaką zapamiętałam, to ciepło, które rozeszło się po moim ciele. Tajemniczy mężczyzna wziął mnie w ramiona, tak jakbym była lekkim piórkiem, które nic nie waży, i zabrał mnie ze sobą.