Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Mister. Mr. Smithfield. Tom 3 - ebook

Wydawnictwo:
Seria:
Format:
EPUB
Data wydania:
11 lutego 2026
3519 pkt
punktów Virtualo

Mister. Mr. Smithfield. Tom 3 - ebook

Niania dla uroczej czteroletniej dziewczynki poszukiwana! Musi umieć radzić sobie nie tylko z dziećmi, ale też z ponurym i bardzo seksownym brytyjskim szefem.

Jestem prawnikiem i samotnym ojcem, cały mój wolny czas chcę poświęcić córeczce. W moim życiu nie ma miejsca na randki i związki.

Do czasu aż nową nianią zostaje Autumn… Ta dziewczyna ma w sobie tyle radości i zaangażowania. Jak to będzie mieszkać z nią pod jednym dachem?

 

Okładka ma nowoczesny i minimalistyczny design, utrzymany w intensywnych odcieniach niebieskiego i fioletu. Na środku znajduje się ilustracja mężczyzny w eleganckim, ciemnym stroju – koszuli z podwiniętymi rękawami i spodniami, z rękami w kieszeniach. Postać jest pozbawiona szczegółów twarzy, co nadaje jej uniwersalny charakter.
Tło jest jednolite, w kolorze granatowym, z dużym, jasnoniebieskim napisem „MISTER” w tle, który częściowo zasłania sylwetka. Na pierwszym planie widnieje tytuł „Mr. Smithfield” zapisany białą, dynamiczną czcionką w stylu odręcznym.
Całość sprawia wrażenie eleganckiej, nowoczesnej i przyciągającej wzrok, sugerując historię z nutą romantyzmu.

 

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Erotyka
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8425-908-5
Rozmiar pliku: 1 023 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

1

Autumn

Był trzydziestotrzyletnim samotnym ojcem uroczej czterolatki i jedynym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek spotkałam, który sprawiał, że coś wewnątrz mnie drżało, gdy na mnie patrzył. Gdzie on trzymał te łopatki?

Przejrzałam każdą szufladę i szafkę w kuchni i nic nie znalazłam. Chciałam tylko zrobić sobie omlet. Po półgodzinnych poszukiwaniach znalazłam pojemnik Tupperware, starą książkę kucharską Good Housekeeping z lat siedemdziesiątych, a nawet coś, co wyglądało jak mniejsza wersja jednego z tych narzędzi do strugania drewna. I żadnych łopatek. Może Brytyjczycy mają zwyczaj przechowywania niezbędnych przyborów kuchennych w łazienkach lub gdzieś indziej? Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do siostry. Hollie rozumiała Brytyjczyków lepiej niż ja.

– Gdzie Brytyjczycy trzymają swoje łopatki? – zapytałam.

– Sprzęt do ogrodnictwa? – odpowiedziała pytaniem Hollie.

– Tak, Hollie, burczy mi w brzuchu, jest prawie dziewiąta wieczorem, a ja szukam w kuchni sprzętu do uprawiania ogródka. – Opadłam na miękkie granatowe poduszki, które pokrywały długą drewnianą ławkę biegnącą wzdłuż stołu kuchennego. – Chcę omlet.

– Cóż, po pierwsze, tego rodzaju łopatki nazywają płetwami – powiedziała Hollie typowym dla siebie rzeczowym tonem.

Byłam prawie pewna, że zarówno w Anglii, jak i w Stanach Zjednoczonych głównym językiem nadal jest angielski, ale odkąd kilka tygodni temu przeprowadziłam się do Londynu, czasami musiałam sprawdzać w Wikipedii, czy nic się nie zmieniło. Samo przebywanie w kuchni wymagało tłumacza. Odkryłam, że palniki to płyty grzewcze. Blaty kuchenne to powierzchnie robocze lub dostawki. Dostawki do czego? Gdy przeprowadziłam szczegółowe poszukiwania w Google, z czego nie jestem do końca dumna, okazało się, że dostawka mogła oznaczać każdą podwyższoną poziomą powierzchnię w dowolnym pomieszczeniu – a więc nie była to dostawka do czegoś. A teraz łopatki to płetwy.

– A jeśli nie chcę przygotowywać ryby?

Niemal słyszałam, jak Hollie wzrusza ramionami.

– Nadal to płetwa.

– Dobrze, a czy wiesz, gdzie… gdzie to znajdę w przeciętnej kuchni?

– O ile mi wiadomo, trzymają je w tym samym miejscu co Amerykanie. Koło kuchenki, w szufladzie, w pojemniku na blacie. No, w czymś podobnym.

Może Gabriel nie miał przyborów kuchennych, a może chował je za zamkniętymi drzwiami na tyłach kuchni. Było to jedyne pomieszczenie w domu poza łazienkami, które miało zamek. Gabriel jasno dał mi do zrozumienia, że – jako jego pomoc domowa – nie mam tam wstępu. Dlatego oczywiście desperacko chciałam tam wejść.

– Wszystko w porządku? – zapytała Hollie.

– Cóż, jestem trochę głodna – odpowiedziałam.

Wstałam i skierowałam się do lodówki. Omlet nie wchodził w grę, więc musiałam znaleźć coś innego.

– Gabriel nadal w pracy?

– Tak.

Nic dziwnego, że potrzebował dla Bethany opiekunki, która zamieszka z nimi na stałe, skoro wyszedł z domu tuż po szóstej rano i do tej pory wciąż nie wrócił. Wszyscy próbowali mnie przekonać, abym nie przyjmowała tej pracy. Nawet sam Gabriel starał się mnie zniechęcić, mówiąc, że ma w pracy szczególnie intensywny okres i potrzebuje niani, która przez kilka następnych miesięcy będzie mogła pracować do późnych godzin. A także w weekendy i na nocnych zmianach. Ale jakoś mnie to nie zraziło. Jak by mogło? Bethany była urocza, a Gabriel mieszkał w domu wyglądającym jak z powieści Dickensa, w samym centrum Londynu. Ze stypendium dla absolwentów nigdy nie byłoby mnie stać na mieszkanie w Smithfield. To kolejny powód, dla którego opóźnienie stażu nie oznaczało końca świata. Program zacznie się dopiero we wrześniu, więc mogłam cieszyć się Londynem bez presji pierwszych dni w pracy. Dla mnie ta szklanka była do połowy pełna.

Na początku nie byłam zachwycona, że staż opóźnia się o sześć miesięcy. Pod koniec ubiegłego roku rozpoczęła się recesja pogrążająca w kryzysie wiele firm, nawet tę z listy Fortune 500, która miała mnie zatrudnić. Byłam bardzo podekscytowana rozpoczęciem pracy, zwłaszcza że na pierwszy przydział wyznaczono Londyn. Do tej pory miałam już pić koktajle z nowymi znajomymi i śmiać się z zaciętej kserokopiarki czy czegokolwiek, z czego nabijają się pracownicy biur podczas _happy hour_. Jedną stopą powinnam teraz stać na pierwszym szczeblu drabiny kariery, a zamiast tego jedną ręką podcieram tyłek czteroletniemu dziecku.

Ale opieka nad Bethany to też praca w Londynie i tyle. A jakiekolwiek zajęcie w Londynie było bardziej ekscytujące niż każda praca w Oregonie, zwłaszcza że mieszkali tutaj Hollie i jej przyszły mąż. Siostra chciała, żebym pracowała jako kelnerka, była jej asystentką lub robiła cokolwiek, bylebym nie wprowadzała się do Gabriela. Ale w czasie wakacji pracowałam na basenie jako ratowniczka, przeszłam szkolenie z pierwszej pomocy dla dzieci i miałam też spore doświadczenie w opiekowaniu się nimi. Praca opiekunki wiązała się z bezpłatnym zakwaterowaniem, co również oznaczało, że nie musiałam polegać na siostrze. Hollie dawała mi dach nad głową przez dwadzieścia trzy lata, więc bardzo chciałam ją zwolnić z tej konieczności i stanąć na własnych nogach.

Rola niani nie była moim pierwszym wyborem, ale mogło trafić się znacznie gorzej. Mieszkałam w Londynie. Nie polegałam na siostrze. A mój szef był niesamowicie przystojny. Życie nie układało się dokładnie według mojego planu, ale wszystko szło dobrze.

– Może powinnaś się wcześniej położyć? – zasugerowała Hollie.

– Muszę coś zjeść – odpowiedziałam, wyjmując z lodówki szynkę i ser. Gabriel zapewniał mi nawet jedzenie, więc zarobione pieniądze mogłam zaoszczędzić na podróżowanie latem. Postanowiłam też, że część wypłaty przeznaczę na łopatkę do smażenia. – A poza tym nie jestem zmęczona.

– Oczywiście, że jesteś zmęczona. Cały dzień biegałaś za czterolatką.

To prawda, praca niani jest ciężka. Nie zamierzałam tego mówić Hollie – nie chciałam, żeby się martwiła. Bethany śmiała się zaraźliwie, uwielbiała łaskotki, a jej ciekawość nie miała granic… ale dziewczynka miała też energię cocker spaniela na cracku. Pod koniec każdego dnia czułam się, jakby przejechał mnie walec.

– Gabriel pewnie będzie chciał, żebyś się ulotniła, kiedy przyjdzie – powiedziała Hollie. Starała się mówić beztrosko i nie brzmieć, jakby sugerowała trzymanie się od Gabriela możliwie najdalej. Nawet gdybym chciała zachować dystans (a nie chciałam), byłoby to niewykonalne. Mieszkaliśmy pod jednym dachem i często to on będzie jedyną dorosłą osobą, którą zobaczę w ciągu dnia. – Pewnie jest bardzo zmęczony po pracy i chce odpocząć. Ale będzie zbyt uprzejmy, żeby ci to powiedzieć. Powinnaś iść spać.

Spojrzałam na zamknięte drzwi na drugim końcu kuchni. Poprzednia noc była moją pierwszą nocą z Gabrielem i Bethany, wciąż poznawaliśmy swoje nawyki. Kiedy Gabriel wrócił do domu, poszedł na górę i przebrał się ze swojego pięknego granatowego garnituru, który sprawiał, że jego zielone oczy błyszczały, jakby był jakimś bogiem. Wyglądał tak apetycznie. Tak potężnie. Jak mężczyzna, który pocałowałby mnie tak, że straciłabym głowę. Wrócił w wyblakłych dżinsach opinających silne uda i starej koszulce – ta lekko się podniosła, kiedy sięgnął po kieliszek do wina, dzięki czemu mogłam dostrzec umięśniony brzuch. Dziura na szwie na ramieniu aż się prosiła, żebym wsunęła w nią palec i sprawdziła, jak gorąca, gładka i przyjemna w dotyku jest jego skóra. Chciałam błagać go, żeby nigdy więcej nie zakładał niczego innego. Poczułam suchość w ustach, gdy próbowałam znaleźć coś, co mogłabym powiedzieć temu poważnemu, imponującemu i przystojnemu mężczyźnie, kiedy nagle przeprosił i bez wyjaśnienia zniknął za zamkniętymi drzwiami.

Czy za tymi drzwiami się odprężał?

A jeśli tak, to jak wyglądał relaks takiego mężczyzny jak Gabriel Chase?

Przychodziło mi do głowy kilka sugestii, które nie wymagały od niego zakładania ani garnituru, ani dżinsów. W rzeczywistości ceniona specjalistka od odprężenia doktor Autumn Lumen sugerowała prysznic dla dwojga i całowanie niani dla zoptymalizowania relaksu.

– Powinnyśmy porozmawiać o Gabrielu – rzekła Hollie, zmieniając ton, gdy zdała sobie sprawę, że nie łapię jej subtelnej sugestii. Pojawił się głos rozsądnej siostry, ten sam, którego używała, gdy rozmawiałyśmy o moich randkach z Darrenem z Eagle Creek i Stuartem z Portland. – On jest ojcem i bardzo poważnym prawnikiem. I jest…

– Wiesz, że nie jesteśmy razem, prawda?

– Owszem. Ale wiem też, że właśnie wprowadziłaś się do jego domu i będziecie spędzać ze sobą dużo czasu, i…

– Martwisz się, że go uwiodę i wykorzystam?

Nie bardzo rozumiałam, w czym tkwi problem. Wiedziałam, o co jej chodziło w przypadku Darrena i Stuarta – starała się mnie chronić. Nie chciała, żebym zaszła w ciążę z jakimś facetem, który nigdy niczego w życiu nie osiągnie, rzuciła studia i zrujnowała sobie życie. Ale teraz byłam inna. Gabriel był inny. Już coś osiągnął. I znajdowaliśmy się w Londynie, a nie w Oregonie. Ponadto niemal na pewno musiałabym uprawiać z nim seks, żeby zajść w ciążę.

– Raczej nie. Nie wydaje mi się, że Gabriel kiedykolwiek zrobiłby coś, na co nie miałby ochoty.

Ciekawe. Nie poznałam go jeszcze z tej strony, ale nie znaliśmy się zbyt długo. Podobała mi się myśl, że ma tak silny charakter.

– Po prostu się martwię, bo jest… no wiesz… przystojny. – _Delikatnie rzecz_ _ujmując, siostro_. – Martwię się, że możesz się w nim zakochać.

– Och, nie obawiaj się, mogę od razu wszystko ci wyjaśnić. Jestem absolutnie zauroczona, ale to tylko oznacza, że jestem człowiekiem. Jestem pewna, że każda kobieta w Londynie jest zauroczona Gabrielem Chase’em.

Hollie się roześmiała.

– No dobrze, to dość prawdopodobne. Po prostu nie chcę, żebyś znalazła się w sytuacji, której będziesz żałować.

Westchnęłam.

– Słuchaj, Gabriel nie będzie zainteresowany jakąś laską z całkiem innego świata, która do tego opiekuje się jego dzieckiem. Jestem tego w pełni świadoma.

Być może wzbraniałam się przed przebieraniem w ulubioną flanelową piżamę, a do niechlujnego koka dodałam ostatnio tusz do rzęs i róż, ale się nie oszukiwałam. Nie byłam wyrafinowaną kobietą, nie nosiłam dwunastocentymetrowych szpilek, nie pachniałam drogimi perfumami – w ogóle nie używałam perfum – ani nie chodziłam co tydzień do swojego ulubionego spa na manicure, co pewnie robiła większość kobiet, które Gabriel spotykał w swojej kancelarii prawnej. Jego spojrzenie mogło rozpalić we mnie żar, który ugasiłaby jedynie wycieczka na Arktykę, ale nie byłam głupia. Zatrudnił mnie, a moje zauroczenie było i pozostanie jednostronną fantazją.

Trzaśnięcie trzech zamków w drzwiach wejściowych przykuło moją uwagę.

Obiekt moich westchnień był w domu.2

Autumn

Gdy Gabriel wszedł do domu wieczorem, powietrze się zmieniło. Jakby przyniósł ze sobą szarość kwietniowej mżawki. Zmarszczki na czole i zaciśnięte w linię usta sugerowały, że w jego wnętrzu nieustannie szalała burza.

– Cześć! – zawołałam.

Zarówno dziś, jak i poprzedniego wieczoru, kiedy Bethany poszła spać, spędziłam całe godziny na rozpakowywaniu, zapoznawaniu się z układem domu i studiowaniu planu londyńskiego systemu transportu publicznego.

– Dobry wieczór. – Jego głos dochodził z głębi gardła, co wywołało u mnie zmysłowy dreszcz wzdłuż kręgosłupa.

Odwróciłam się na swoim miejscu w kuchni i stanęłam twarzą w twarz z moim cudownie przystojnym pracodawcą. Nie wiem, jak to możliwe, ale za każdym razem, gdy go widziałam, byłam zaskoczona jego wysokim wzrostem. I ostrą linią szczęki. I lśniącymi czarnymi lokami, które wydawały się stworzone do dotykania. Zupełnie jakby moja pamięć nie była w stanie ogarnąć kogoś tak atrakcyjnego, więc wypierała ten obraz, zanim znów nie stanęłam z nim twarzą w twarz w realnym świecie. Dzisiaj jego spojrzenie było nieco intensywniejsze niż zwykle.

– Co to za hałas? – warknął, strząsając z włosów standardowy londyński deszcz, a następnie zdjął buty, co uznawałam za uroczy nawyk. Kogo nie rozczuliłby mężczyzna w ręcznie szytym garniturze, który nie lubi nosić butów?

Nie byłam pewna, co miał na myśli, mówiąc o hałasie, ale zdałam sobie sprawę, że musi mu chodzić o mój telefon. Chwyciłam go i wyciszyłam dźwięk.

– Playlista z piosenkami z różnych musicali – powiedziałam, machnąwszy telefonem. – Niekiedy lubię zagłębić się w całą ścieżkę dźwiękową sztuki, ale czasami po prostu chce się posłuchać najlepszych kawałków, nie?

Przechylił głowę, jakby patrzył na okaz w zoo, którego wcześniej nie widział.

– Musicale – powtórzyłam. – No wiesz, jak _Showboat_, _West Side Story_, _Król i ja_. – Nadal wyglądał na zdezorientowanego. Było tylko jedno wyjście: musiałam zaśpiewać. – „Wzgórza ożywają dźwiękami muzyki”.

To był chyba jedyny musical, który znali wszyscy mieszkańcy półkuli północnej.

Skrzywił się.

– Śpiewasz.

– Oczywiście, że śpiewam. Każdy powinien śpiewać. „Czuję się śliczna. Och, taka piękna. Czuję się śliczna, dowcipna i błyskotliwa”. – Przestałam, częściowo dlatego, że nie wyglądał na rozbawionego, ale główny powód był inny: nie potrafiłam śpiewać piosenki z _West Side Story_ bez tańca, a z doświadczenia wiedziałam, że nie zatańczę w skarpetkach na tej podłodze bez przewrócenia się na twarz. Wzruszyłam ramionami. – Nie wiem, co jest w tej piosence, ale kiedy ją śpiewam, czuję się przeszczęśliwa. Musicale mają na ludzi taki wpływ. Powinieneś spróbować.

– Nie sądzę – powiedział, kierując się w stronę lodówki. – I szczerze mówiąc, nie jestem pewien, czy sama powinnaś śpiewać z takim głosem.

Zajrzał do środka, a potem wyciągnął piwo.

– To było niegrzeczne. Nie jestem Idiną Menzel, ale mało kto nią jest.

– Nie mam pojęcia, o czym mówisz – stwierdził, postawił piwo na kuchennym stole i zdjął marynarkę.

– Nieważne – uznałam, nie chcąc obrażać się na jego lakoniczny ton i niezbyt pochlebną ocenę moich zdolności wokalnych. – Jadłeś już? Chciałam zrobić sobie omlet, chcesz?

– Mam coś do zrobienia.

Spojrzałam na zamknięte drzwi na końcu kuchni. Co było za nimi? Loch? Męskie spa? Może był amatorskim taksydermistą. I dlaczego je zamykał? Po to, żeby coś, co tam jest, nie wyszło na zewnątrz czy żeby nikt inny nie mógł tam wejść?

– Bethany miała cudowny dzień. Poszłyśmy na wspólne śpiewanie. Chyba nie masz nic przeciwko temu, żeby twoja córka śpiewała?

– No cóż, ma cztery lata. I ma całkiem niezły głos, tak sądzę. Jak na swój wiek.

Spojrzał na mnie uważnie, jakby oczekiwał potwierdzenia. Jedynym momentem, kiedy wydawał się lśnić, były wzmianki o Bethany. Mówienie o niej chyba wyrywało go na kilka minut z ponurej zadumy.

– Uwielbiam jej śpiew. Jest zachwycający. Ma też doskonałe wyczucie rytmu. Została zaproszona na zabawę do jednego z dzieciaków z grupy. Nie masz nic przeciwko? – zapytałam.

– Będziesz z nią?

– Oczywiście. Nigdy bym jej nie zostawiła.

– W takim razie idźcie, jeśli myślisz, że jej się spodoba.

– I jeśli damy radę to wcisnąć. Ma dość napięty harmonogram. Jutro basen. W czwartek gimnastyka. W piątek muzyka. A do tego jeszcze przecież same zajęcia w przedszkolu. Ale z tego, co dzisiaj słyszałam od innych niań, wszystkie szkraby mają taki plan dnia, jakby były dziećmi Obamów.

Zachichotał i patrzyłam na to z fascynacją. Jego śmiech był rzadkością i jeszcze nigdy nie udało mi się go wywołać. Może musiał mnie trochę lepiej poznać, żeby się otworzyć?

– Pewnie tak samo jest w Nowym Jorku – powiedziałam. – Albo w każdym dużym mieście, gdzie żyją ambitni, odnoszący sukcesy rodzice.

Daleko od Oregonu i moich rodziców. Oni nie wiedzieli nawet, czy w ogóle chodzę do szkoły, nie mówiąc już o jakichś zajęciach pozalekcyjnych, gdyby takie były dostępne. A nie były. Przez semestr działał klub szachowy, ale ta gra nie była moją mocną stroną. Jestem prawie pewna, że gdybym dostała pracę na osiedlu przyczep, gdzie mieszkaliśmy, albo w fabryce, w której pracowała moja siostra, byliby tak samo dumni jak rodzice Idiny Menzel, kiedy po raz pierwszy obejrzeli _Wicked_. Albo nawet by tego nie zauważyli.

Gabriel otworzył jedną z szafek i wyjął otwieracz do butelek, który wisiał na wewnętrznej stronie drzwi.

– Łopatki! – pisnęłam, dostrzegając nieuchwytny gadżet. – Jak mogłam ich nie zauważyć? Wiszą tu jak narzędzia w szopie. – Dlaczego po prostu nie włożył ich do szuflady? – Ach, wy Brytyjczycy.

– Nigdy nie sądziłem, że płetwy mogą sprawić komuś taką radość – powiedział, patrząc na mnie, jakbym postradała zmysły.

– Drobne rzeczy podsycają nadzieję na lepsze jutro, Gabrielu. Zawsze chodzi o te drobne rzeczy.

Zdjął łopatkę z haczyka i podał mi ją.

– Na pewno nie masz ochoty na omlet? – zapytałam, biorąc od niego narzędzie.

Kiedy moja dłoń owinęła się wokół rączki, nasze palce musnęły się i poczułam, jakby strzała gorąca przebiegła moje ciało, ogrzewając całe ramię. Wstrzymałam oddech.

To było tylko przypadkowe zetknięcie palców, ale dotyk był tak intensywny, jakby Gabriel mnie złapał i pocałował.

– Przepraszam – wymamrotał. Za co przepraszał? Nie macał mnie przecież po piersiach ani nic takiego. Odchrząknął. – Muszę iść.

Spojrzałam na zamknięte drzwi. Wróci do wypychania nietoperzy czy cokolwiek tam robił.

– Jeśli jesteś zajęty, chętnie spojrzę jeszcze na Bethany.

– Będziesz z nią jutro biegać, bawić się w chowanego, jeździć na rowerze i łazić po parku. Nie przemęczaj się.

Naprężyłam biceps.

– Poradzę sobie z nią. – Skrzywiłam się. – Chyba.

Wyciągnął z kieszeni pojedynczy klucz i włożył go do zamka. Chwilę później zniknął za zamkniętymi drzwiami, odcinając się od całego świata – i ode mnie.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij