-
nowość
Mit solidarności kobiet - ebook
Mit solidarności kobiet - ebook
MIT SOLIDARNOŚCI KOBIET. Czego nie mówią, a wiedzą wszystkie Kobiety się wspierają. Kobiety są dla siebie. Siostrzeństwo jest potężne. Tak mówi mit. Rzeczywistość wygląda inaczej - i każda z nas to wie. Ta książka mówi wprost to, o czym kobiety milczą: że rywalizujemy, sabotujemy, oceniamy się bez litości i obrażamy się śmiertelnie o głupoty. Że kobieta w pracy potrafi być groźniejsza niż najtrudniejszy szef. Że przyjaźń kobieca bywa najdokładniej skonstruowanym wywiadem, jaki znamy. Że feminatywy takie jak „szpieżka” czy „polityczka” bardziej ośmieszają kobiety, niż im pomagają. Joanna Feliksiak nie przeprasza za żadne z tych zdań.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Esej |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| Rozmiar pliku: | 955 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
_Żadna część tej publikacji nie może być kopiowana, rozpowszechniana, przechowywana ani_ _przekazywana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody autorki._
TYTUŁ: _Mit o solidarności kobiet_
AUTORKA: Joanna Feliksiak
3
WSTĘP
_Powiemy sobie w końcu prawdę_
Jest coś, o czym kobiety wiedzą i o czym kobiety nie mówią. Nie dlatego, że nie mają języka.
Nie dlatego, że brakuje im odwagi w innych dziedzinach. Ale dlatego, że to konkretne zdanie -
jeśli zostanie wypowiedziane - natychmiast ściągnie na nie etykietę zdrajczyni, kobiety, która
"nie pomaga innym kobietom".
A zdanie brzmi tak: KOBIETY SOBIE NIE POMAGAJĄ.
Nie zawsze. Nie wszystkie. Ale jako zasada działania w zbiorowości - nie pomagają. Rywalizują.
Zwalczają się nawzajem subtelnie i skutecznie. Sabotują. Obrażają się o głupoty i niosą urazy latami jak dobrze zawiązany pakunek. Udają przyjaźń, żeby zbierać informacje. Oceniają się bezlitośnie - bardziej bezlitośnie niż ocenia je jakikolwiek mężczyzna. Tworzą hierarchie, które oficjalnie nie istnieją, a nieoficjalnie rządzą każdą grupą.
I jednocześnie - powtarzają jak mantrę hasło o sile siostrzeństwa.
To jest najbardziej precyzyjnie skonstruowana sprzeczność, jaką znam. Mit kobiecej solidarności jest żywy, zdrowy i dobrze odżywiony dokładnie dlatego, że rzeczywistość jest inna. Mit pełni funkcję kompensacyjną: im bardziej rzeczywistość boli, tym piękniej musi wyglądać ideał. Im częściej kobiety ranią kobiety, tym głośniej muszą mówić o siostrzeństwie.
Ta książka jest o tej sprzeczności. Nie jest manifestem nienawiści do kobiet - jestem kobietą i znam kobiety, które były dla mnie najważniejszymi ludźmi w moim życiu. Jest próbą opisania rzeczywistości bez filtra życzeniowego. Jest pytaniem: co tak naprawdę dzieje się między kobietami? Co rządzi tymi relacjami? Dlaczego kobiety są dla siebie takie, jakie są?
_Siostrzeństwo to najpiękniejszy marketing, jaki kobiety sprzedają sobie nawzajem. Problem_ _w tym, że produkt rzadko istnieje._
Pisząc tę książkę, opierałam się na badaniach z zakresu psychologii ewolucyjnej, psychologii społecznej i socjologii. Opierałam się też na obserwacji - własnej i cudzej. Na rozmowach z kobietami, które mówiły mi rzeczy, których nie powiedziałyby publicznie. Na tym, co widać, kiedy patrzy się wystarczająco długo i wystarczająco uważnie.
Będzie tu wiele rzeczy, które znasz. Rzeczy, które poczujesz jako prawdziwe, zanim zdążysz je przemyśleć. Być może poczujesz przy tym dyskomfort - bo prawda, którą nosimy w sobie jako wiedzę nieoficjalną, inaczej boli, kiedy zostaje wypowiedziana wprost.
Zapraszam do lektury. I z góry uprzedzam: nie będę łagodzić.
4
CZĘŚĆ I
_Fundament kłamstwa - skąd wziął się mit_
5
ROZDZIAŁ 1
_Historia solidarności, której nie było_
Zanim kobieca solidarność stała się ideałem politycznym, istniała jako praktyka - ale nie taka, o jakiej chętnie się opowiada. Przez większość historii ludzkości kobiety nie tworzyły siostrzanej wspólnoty opartej na wzajemnej trosce i lojalności. Tworzyły grupy, które rywalizowały o zasoby. A zasoby - przez tysiąclecia - były w rękach mężczyzn.
Dobry mąż. Korzystne małżeństwo. Pozycja w hierarchii domowej lub wiejskiej. Wpływ na dziedziczenie. Dostęp do bezpieczeństwa, jakie dawał mężczyzna z odpowiednim statusem. To były zasoby, o które kobiety rywalizowały - i rywalizacja ta nie miała w sobie nic ze szlachetnej walki o równouprawnienie. Była bezwzględna, codzienna i niezwykle precyzyjna.
Wzajemna pomoc między kobietami oczywiście istniała. Przy porodach, przy żałobie, przy pracy sezonowej, przy pielęgnacji chorych. Ale ta pomoc była transakcją, nie ideologią.
Pomagam ci dziś - ty pomożesz mi jutro. Nie ma w tym nic romantycznego i nie ma w tym nic złego. To jest po prostu ludzki mechanizm wymiany społecznej, który nie ma płci.
Kobiety pomagały sobie w takim stopniu, w jakim ta pomoc była korzystna lub konieczna. I dokładnie tak samo ze sobą rywalizowały.
PIERWSZA FALA — SIOSTRZEŃSTWO SELEKTYWNE
Mit siostrzeństwa jako program polityczny pojawia się dopiero w XX wieku i już przy pierwszym poważnym sprawdzianie okazuje się selektywny. Sufrażystki - kobiety walczące o prawo głosu w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii - były pierwszym ruchem, który użył
języka kobiecej jedności na masową skalę. I pierwszym ruchem, który pokazał, że ta jedność ma granice wyznaczane przez klasę i rasę.
Elitarne, białe, mieszczańskie organizacje sufrażystek aktywnie wykluczały Afroamerykanki.
Nie były to marginalne incydenty - była to polityka. Przywódczynie ruchu obawiały się, że włączenie czarnych kobiet zrazi południowych zwolenników. Solidarność okazała się instrumentalna: obejmowała te kobiety, których włączenie było politycznie wygodne.
Ida B. Wells, dziennikarka i aktywistka, opisywała to z gorzką precyzją: białe sufrażystki nie były jej siostrami. Były kobietami o własnych interesach, które używały języka wspólnoty, gdy im to odpowiadało, i porzucały go, gdy przestało.
Siostrzeństwo pierwszej fali objęło kobiety pewnego rodzaju. Pozostałe mogły podziękować.
DRUGA FALA — JEDNOŚĆ JAKO POSTULAT
Lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte XX wieku przyniosły kolejną falę feminizmu i kolejną wersję mitu. "Siostrzeństwo jest potężne" - ogłosiła Robin Morgan w 1970 roku. Kobiety po raz pierwszy mówiły o sobie jako o grupie z własną tożsamością polityczną, z własnym doświadczeniem opresji, z własną agendą zmiany.
I wiele osiągnęły. Prawo do aborcji, walka z przemocą domową, nazwanie mobbingu seksualnego jako problemu systemowego, a nie prywatnego. To były realne zmiany wymagające realnej zbiorowej siły.
6
Ale pod powierzchnią jedności toczyły się własne bitwy. Lesbijki kontra heteroseksualistki.
Czarne kobiety kontra białe feministki. Klasa robotnicza kontra akademiczki. Kobiety, które chciały zostać w domu i wychowywać dzieci - kontra kobiety, które uważały to za kolaborację z patriarchatem.
Bell hooks napisała o tym precyzyjnie i bez litości: feminizm drugiej fali był ruchem białych, wykształconych kobiet z średniej klasy, który ogłosił się ruchem wszystkich kobiet.
Doświadczenie tych kobiet stało się doświadczeniem domyślnym. Pozostałe mogły się do niego dopasować albo pozostać na marginesie.
Jedność była postulatem. Rzeczywistość była wielogłosowym sporem.DLACZEGO MIT PRZETRWAŁ MIMO WSZYSTKIEGO
Bo był potrzebny. W świecie, który kobiety systemowo marginalizował, narracja o kobiecej jedności miała funkcję mobilizacyjną i psychologiczną. Dawała poczucie siły zbiorowej, przynależności, wsparcia. Jeśli jesteś atakowana przez system - chcesz wierzyć, że masz za sobą armię.
Problem w tym, że narzędzie polityczne zamieniono w opis rzeczywistości. Postulat -
powinnyśmy się wspierać - przemienił się w twierdzenie: kobiety się wspierają. I od tamtej pory twierdzenie to jest chronione przed weryfikacją, bo weryfikacja oznacza zdradę.
Kto kwestionuje mit, jest zdrajczynią. Kto opisuje kobiecą rywalizację bez taryfy ulgowej, jest mizoginią. Kto mówi to, co wszyscy wiedzą i czego nikt oficjalnie nie powie - jest problemem.
_Mit jest tym trwalszy, im bardziej rzeczywistość mu przeczy. Bo im bardziej boli różnica_ _między tym, jak jest, a jak powinno być - tym mocniej trzymamy się ideału._
7
ROZDZIAŁ 2
_Nauka po stronie rzeczywistości_
Psychologia nie jest po stronie mitu. Badania prowadzone przez dekady, w różnych kulturach i różnych grupach wiekowych, wskazują konsekwentnie na jedno: kobiety stosują agresję relacyjną znacznie częściej niż mężczyźni. Nie, agresję fizyczną - tę rzeczywiście statystycznie częściej stosują mężczyźni. Agresję cichą, precyzyjną i trudną do udowodnienia.
Agresja relacyjna to pojęcie wprowadzone przez psycholog Nicki Rae Crick w latach dziewięćdziesiątych. Obejmuje zachowania nakierowane na niszczenie relacji społecznych ofiary: wykluczenie z grupy, rozpowszechnianie plotek, manipulację sojuszami, sabotaż cudzej reputacji, izolację przez milczenie, wycofanie przyjaźni jako formę kary.
Badania Crick i jej współpracowników, powtarzane wielokrotnie przez innych badaczy, pokazują wyraźnie: dziewczynki zaczynają używać agresji relacyjnej wcześniej niż chłopcy, używają jej częściej i robią to bardziej precyzyjnie. Ten wzorzec utrzymuje się w dorosłości.
Mężczyźni, gdy mają z kimś problem, częściej wchodzą w otwartą konfrontację. Kobiety częściej wchodzą w sojusze. Mężczyzna, który cię nie lubi, może ci to powiedzieć. Kobieta, która cię nie lubi, będzie nad tym pracować - i prawdopodobnie zrobi to skuteczniej.
QUEEN BEE - ZJAWISKO ZBADANE
W 1974 roku Graham Staines, Carol Tavris i Toby Epstein Jayaratne opisali po raz pierwszy zjawisko, które nazwali "queen bee syndrome". Kobieta, która osiągnęła pozycję w zdominowanym przez mężczyzn środowisku, dystansuje się od innych kobiet, utożsamia z grupą dominującą i staje się bardziej wymagająca wobec kobiet niż wobec mężczyzn.
Od tamtej pory zjawisko to było badane, kwestionowane i ponownie potwierdzane. Najnowsze badania - między innymi prace Belle Derks z Uniwersytetu w Leiden - wskazują, że queen bee nie jest wynikiem indywidualnej złośliwości, lecz strategią adaptacyjną w środowiskach, które są wrogie wobec kobiet. Kobieta na szczycie dystansuje się od kobiecości, żeby utrzymać pozycję.
Ale efekt jest ten sam, niezależnie od motywacji: kobieta na stanowisku, która nie tylko nie pomaga innym kobietom, ale aktywnie im przeszkadza. Zbadane. Opisane. Powtarzalne.RYWALIZACJA JAKO STRATEGIA EWOLUCYJNA
Psychologia ewolucyjna dodaje kolejną warstwę. Anne Campbell, brytyjska psycholog ewolucyjna, badała przez lata, w jaki sposób ewolucja ukształtowała kobiece zachowania społeczne. Jej wnioski są niekomfortowe dla miłośników mitu siostrzeństwa.
Kobiety ewoluowały w warunkach, w których dostęp do zasobów - żywności, ochrony, partnera reprodukcyjnego - był zależny od pozycji w grupie społecznej. Rywalizacja o te zasoby była kluczowa dla przeżycia i sukcesu reprodukcyjnego. Ale bezpośrednia konfrontacja fizyczna wiązała się z wysokim ryzykiem - utratą zdolności do opieki nad dziećmi, uszkodzeniem ciała, śmiercią.
Ewolucja premiowała więc strategie, które pozwalały rywalizować bez bezpośredniej konfrontacji. Manipulację społeczną. Sojusze. Wykluczenie. Plotkę. Podważanie reputacji.
Narzędzia, które niszczą, ale nie zostawiają widocznych śladów sprawcy.
8
To nie jest wyrok na kobiety. To jest opis mechanizmu, który działa poniżej poziomu świadomej decyzji. Który uruchamia się bez pytania o zgodę.
_Kobiety nie są złe. Mają naturę ludzką - z jej hierarchiami, rywalizacją i zdolnością do_ _precyzyjnego niszczenia. Tak jak wszyscy. Tylko innymi narzędziami._ZASADA FAŁSZYWEGO LUSTRA
Media społecznościowe działają na zasadzie prezentowania wersji życia, którą chcemy pokazać
- nie wersji, którą żyjemy. To nie jest odkrycie - wiemy to wszyscy i wciąż dajemy się zwieść.
Kobieta, która właśnie sabotowała koleżankę na zebraniu, może wieczorem wrzucić post o tym, jak ważne jest wspieranie innych kobiet. I nie poczuje się hipokrytką, bo te dwa światy -
publiczny i prywatny - przestały się dla niej stykać.
Publiczny wizerunek i prywatne zachowanie to dwie oddzielne rzeczywistości, które mogą być ze sobą w całkowitej sprzeczności bez wywoływania dysonansu poznawczego. Bo dysonans poznawczy wymaga konfrontacji tych dwóch rzeczywistości - a media społecznościowe są stworzone po to, żeby tej konfrontacji uniknąć.
Wrzucasz post o siostrach. Wracasz do wiadomości, w której omawiacie z drugą znajomą, co znowu zrobiła trzecia. Żadnej sprzeczności. Dwa różne ekrany. Dwa różne konteksty.KTO ZARABIA NA MICIE
Mit siostrzeństwa jest opłacalny. Kto go sprzedaje, dostaje followersów, zaproszenia na konferencje i kontrakty na warsztaty o "kobiecej sile". Kto go kwestionuje, dostaje oskarżenia o szerzenie podziałów, odbieranie kobietom nadziei i działanie na rzecz patriarchatu.
Rynek nagradza fikcję. I to nie jest metafora - to jest mechanizm ekonomiczny. Kobiety kupują książki o kobiecej sile. Kobiety kupują kursy o budowaniu siostrzanych sieci. Kobiety chodzą na warsztaty o wzajemnym wsparciu. To są wielomilionowe branże zbudowane na obietnicach, które nie muszą się spełniać, bo niespełnienie można zawsze wyjaśnić brakiem zaangażowania kupującej.
10
"Nie czujesz siostrzeństwa? To dlatego, że jeszcze nie przepracowałaś własnych blokad.”
"Kobiety cię atakują? To dlatego, że twoja energia przyciąga negatywność." Odpowiedzialność zawsze wraca do ofiary. Mit pozostaje nienaruszony.
SERIALE I KINO - DWA WZORCE