Moc z głębi ziemi. Szkoła Astromagów. Tom 4 - ebook
W Szkole Astromagów wszystko jest możliwe!
Na szczycie Góry Astromagów działa niezwykła szkoła, a w niej uczą się dzieci wybrane przez los – każde z nich ma na dłoni tajemniczy symbol, świadczący o magicznych zdolnościach. Szkoła Astromagów to miejsce, w którym nauka magii przeplata się z obserwacją gwiazd, a każdy dzień przynosi coś nieoczekiwanego!
Gdy Słońce wchodzi w znak Byka, kolejni uczniowie i astromagowie muszą stawić czoła nie lada wyzwaniom. Wśród nich jest nieśmiała, kochająca przyrodę Nika, która mierzy się nie tylko z budzącą się w niej, niepokojącą mocą, lecz także z kłopotami rodzinnymi i niechęcią kolegi z klasy.
Na czym polega moc Niki? Czu usychające Drzewo Astromagów to zła wróżba? I czy pierwszakom w końcu uda się odnaleźć zaginioną Lu-Lu?
„Moc z głębi ziemi” to pełna przygód opowieść o odkrywaniu własnych możliwości, mierzeniu się z niepewnością i sile przyjaźni. Idealna dla fanów magii, szkolnych historii i świata, w którym każdy talent ma znaczenie.
„Szkoła Astromagów” to bestsellerowa seria dla dzieci autorstwa Anny Włodarkiewicz („Gaja z Gajówki”), z ilustracjami Aleksandry Zapotocznej. Opowiada o grupie uczniów niezwykłej szkoły, w której codzienność wyznaczają tajemnice, nauka magii i obserwacja gwiazd. Każdy tom to nowa przygoda, zagadki do rozwiązania i wyzwania uczące współpracy, odwagi i zaufania do własnych umiejętności. To seria pobudzająca wyobraźnię i wciągająca od pierwszych stron! „Szkoła Astromagów” zaprasza czytelników do świata, gdzie magia splata się z przyjaźnią i odkrywaniem siebie.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Dla dzieci |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8417-905-5 |
| Rozmiar pliku: | 11 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
O losach krainy Lunarii i Góry Astromagów decyduje 12 Wielkich Astromagów.
Każdego roku na Górę Astromagów wędruje dwanaścioro dzieci obdarzonych mocą. Po ukończeniu szkoły uczniowie dostają tytuł astromaga.
Astromagowie władają magią astralną i lunarną.
Tkają nici losu dla mieszkańców Księżycowej Doliny i w ten sposób zapewniają im dobrobyt i szczęście.
Tworzą kamienie lunarne, dzięki którym działają różne urządzenia.
Czym jest magia zodiakalna??? Ha! Dobre pytanie!
Po czym poznać, że ktoś ma moc? Na jego dłoni widnieje świetlisty znak zodiaku.
Z DZIENNIKA ARII
Spieszę zanotować, że wiele się ostatnio u nas wydarzyło. Od powrotu magii zodiakalnej Barany zgłębiały nowe zdolności na zajęciach z mistrzem Szo. Wśród nich oczywiście nasza Irys, która – z przykrością muszę stwierdzić – na początku zupełnie nie panowała nad ognistym żywiołem.
Mistrz Eneko – wielki przeciwnik magii zodiakalnej – też nie próżnował. Powołał Szkolną Straż, a jej członkowie mieli zapisywać wszystko, co robią Barany. Jednocześnie oznajmił, że pracuje nad zaklęciem trwale wygaszającym czar-ogień. Nigdy o czymś takim nie słyszałam!
W Szkole zrobiło się niezłe zamieszanie, gdy króliki mistrza Sola zmieniły się w kicaki i zaczęły wybierać sobie towarzyszy. To był dziwny dzień! Niektórzy mówią, że to dowód na powrót potęgi astromagów, inni wieszczą nasz rychły koniec (podsłuchałam, że splatane nici losu są coraz cieńsze, a na Wieży pojawiają się kolejne pęknięcia). Razem z Nimem i Irys staraliśmy się odnaleźć Lu-Lu (to dziecko zdaje się dużo o wszystkim wiedzieć!), ale na razie bez rezultatu.
Na dodatek Irys w przypływie emocji skierowała czar-ogień przeciwko Monie ze Szkolnej Straży! I co? Zamiast zachować się odpowiedzialnie, uciekła do rodzinnego domu w obawie przed konsekwencjami! Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Aha, przy okazji Irys odkryła, że jej czar-ogień ma moc uzdrawiania. (To trzeba zgłębić!)
Za parę dni Słońce wchodzi w znak Byka. Coś mi mówi, że znów czeka nas sporo nowości.
Gdyby mnie pytano o zdanie, powiedziałabym, że wszystkie znaki dostaną swoje moce.1
Na scenę wchodzi Nika…
W szklarni było ciepło i wilgotno, a także cicho, choć przy grządkach pracowała gromadka uczniów. Nika ostrożnie rozchyliła świeżo wyrosłe łodyżki gwiezdnego groszku i chwyciła palcami źdźbło, którego nie powinno tam być. Uśmiechnęła się z zadowoleniem. Górka wyrwanych przez nią chwastów rosła jak na drożdżach. Nice przeszło przez myśl, że to naprawdę ciekawa sprawa z tymi roślinami na Górze Astromagów. O te cenne trzeba było walczyć, stosować wymyślne nawozy, regularnie podlewać, chuchać i dmuchać, podczas gdy chwasty rosły sobie bujnie, ot tak, bez niczyjej pomocy.
„Dobrze, że jest przy tym tyle pracy – pomyślała Nika – bo można się czymś zająć, zamiast w kółko i w kółko rozmyślać o…”
– Och, mam! Jest! – zawołał mistrz Aster. – Chodźcie tu prędko!
Uczniowie zostawili grządki i spiesznie zebrali się wokół nauczyciela. Po jego otwartej dłoni dreptał w kółko maleńki zielony owad.
– To jest właśnie zielowróżb – wyjaśnił astromag. – Wspominałem wam o nim ostatnio.
– Zielowróżby pojawiają się na wiosnę i można z nich wróżyć roślinny urodzaj – wyrecytowała Nika. – Gdy jest ich więcej, spodziewamy się dobrych zbiorów. A gdy jest ich mało…
– Zawsze jest ich mało – przerwała jej Zarra, trzecioroczniaczka, która również uwielbiała kółko przyrodnicze mistrza Astra. – To znaczy od bardzo, bardzo, baaardzo dawna nie było ich dużo.
– To prawda – zgodził się z nią nauczyciel. – Co oznacza, że musimy wyjątkowo troskliwie dbać o nasze grządki, aby coś na nich w ogóle wyrosło. Co zwykłem powtarzać?
– Liczy się każdy liść – powiedziała Zarra.
– Liczy się każdy kwiatek – dodała Nika i spojrzała na swoją grządkę, gdzie od kilku dni wśród zieleni różowiły się nieśmiało kwiatki gwiezdnego groszku.
– A każdy owoc to cud – szepnął drobny chłopiec z drugiego roku, który miał na imię Czu i był najbardziej nieśmiałym stworzeniem, jakie Nika kiedykolwiek poznała.
Gdy mistrz Aster przekładał zielowróżba z powrotem na grządkę, na jego dłoni błysnęło kółko z rogami – znak zodiakalnego Byka.
– No, wracaj do swoich zielonych ziomków – rzekł. – Róbcie, co do was należy.
– One pomagają, prawda? – zapytała Nika. Wzrokiem śledziła małego owada, który wpełzł między grudki ziemi.
– Tak, to wielce pożyteczne maluchy – przytaknął mistrz Aster. – Odpędzają szkodniki, leczą choroby korzenia i… więcej opowiem wam kolejnym razem, moje ciekawskie ludki, bo właśnie skończył nam się czas. Mistrzyni Zerka pewnie już podskakuje żwawo na podeście.
– No nie, spóźniłam się – wyszeptała ze zgrozą Nika. – I jak nic dostanę uwagę. Albo gorzej. Dlaczego nie patrzyłam na zegarek?!
Pospiesznie przeniosła swoją kupkę chwastów do kompostownika, obmyła ręce nad zlewem i zaczęła mocować się z upartym supłem fartucha. Z pomocą pospieszyła jej Zarra. Po chwili wszyscy podopieczni mistrza Astra zdążali już ku dziedzińcowi, gdzie rozdzielili się, by dołączyć do swoich grup.
– Oj, przepraszam, muszę przejść, przepraszam – mruczała Nika na prawo i lewo, gdy kluczyła między uczniami i wypatrywała Baja i Uny, najwyższych spośród pierwszaków. Odetchnęła z ulgą, gdy spostrzegła ich zaledwie parę metrów dalej.
– Raz, dwa, prawa, lewa! – wołała tymczasem do megafonu mistrzyni Zerka. – Raz, dwa, prawa, lewa! Wszyscy maszerują do rytmu i nikt z nas nie ziewa!
– A ja ziewam, ziewam i nie przestanę – marudziła Irys, która jak zwykle ćwiczyła bez zapału. – A to dlatego, że jedna z was dziś chrapała. I to chrapała tak potężnie, jakby waliła się Wieża Astromagów.
– To Aria – stwierdziła Gabi. – Mnie też obudziła, ale potem włożyłam do uszu zatyczki i spałam jak dzidzia.
– Ona tak chrapie przez katar – oceniła fachowo Una. – Ja też chrapię, gdy mam zatkany nos. Oby mnie nie zaraziła. To by fatalnie wpłynęło na moją kondycję!
– A gdzie ona się… podziewa? – wydyszała Irys. – Do tej pory ani razu… nie opuściła gimnastyki.
– Nie wiesz? – zdziwiła się Una. – W tym tygodniu zamiast ćwiczyć, ma wdychać ziółka nad garnkiem w skrzydle szpitalnym. Zwalniać z gimnastyki z powodu zwykłego kataru?! Też mi coś. Moim zdaniem to skandal.
– Ej, pierwszoroczniaki! Ćwiczymy, nie gadamy! – wykrzyknęła radośnie mistrzyni Zerka. – A teraz raz, dwa, w górę, siup! I jeszcze: raz, dwa, w górę, hop!
– Tej to dobrze – jęknęła Irys. – Też bym wolała sterczeć nad garnkiem, zamiast się tu męczyć. O, hej, Niko! Czy ty się aby nie spóźniłaś? Uuu, to zupełnie do ciebie niepodobne.
– Tylko dwie minuty – szepnęła Nika i spojrzała zlękniona na nauczycielkę. – Przedłużyło się nam kółko przyrodnicze. Mistrz Aster znalazł zielowróżba i chciał…
– Nooo, a teraz ziewam jeszcze bardziej, bo Nika gada o roślinach – poskarżyła się Irys.
– Nie, nie, zielowróżb to nie roślina, tylko owad!
– Owad? – zainteresował się Jonek. – Jak owad, to chętnie posłucham. Właśnie opracowuję mój owadnik i liczę na nowe znaleziska. Z waszych min wnioskuję, że nie wiecie, o czym mówię, więc tłumaczę. Owadnik to taki zeszyt jak zielnik, tylko o owadach.
– Ludzie, ratujcie – jęknęła Irys. – Owady są jeszcze nudniejsze od roślin! Będę pierwszą osobą zmarłą z nudów. A mogłam leżeć w łóżku pod kołdrą, z moim przytulaśnym kicaczkiem.
– Wciąż go nie nazwałaś? – zdziwił się Nim.
– Bo jemu żadne imię się nie podoba! – wyjęczała Irys. – Gdy go wołam, patrzy na mnie z wyrzutem, jakby chciał powiedzieć: „Chyba sobie żartujesz!”.
– A teraz już nie skaczemy, tylko wyciągamy ręce do słońca, które tego ranka wkroczyło w kolejny znak! – zawołała mistrzyni Zerka, a w jej głosie zadźwięczała ekscytacja. – Moje drogie Byczki, złocista uwaga naszej gwiazdy skupia się teraz na was!
Nika zmarszczyła brwi. To właśnie ten temat nie dawał jej ostatnio spać. Nie lubiła być w centrum uwagi, a tu jak na złość od kilku dni pozostałe pierwszaki bacznie jej się przypatrywały i w kółko snuły teorie o jej przyszłej magii.
– Taaak, na scenę wchodzi Nika, Nika spod znaku Byka! – zaśpiewała głośno Irys, po czym położyła ręce na ramionach Niki i potrząsnęła nią solidnie. – Patrzcie, to jest nasz Byczek! I wszyscy jesteśmy ciekawi, jaką dostanie moc!
Tego było zbyt wiele! Nika zapragnęła zmienić się w zielowróżba i skryć w ziemnej jamce.
– Jeśli dostaniesz czar-ogień, pomogę ci go oswoić – obiecała jej Irys.
– No co ty! – zawołała Una. – Byki to żywioł ziemi, więc Nika dostanie jakąś ziemną magię.
– Ostrzegam, że jeśli będzie związana z owadami i innymi żyjątkami, to będę ci bardzo zazdrościć – zaznaczył Jonek.
– O fuj! – Gabi się skrzywiła. – Na co komu robaki? Niech lepiej wyszukuje w skałach szlachetne kamienie. Mogłabym z nich robić biżuterię!
– A ja myślę, że to będzie coś potężniejszego! – zapalił się Nim. – Może będziesz umiała wywoływać trzęsienia ziemi. Jeju, ale by się wszyscy ciebie bali!
– Wolałabym… nie – wybąkała Nika.
– A teraz wspinamy się na palce! – wykrzyknęła mistrzyni Zerka. – Rośniemy jak drzewa! Przypominam pierwszakom, że drzewa nie gadają!
– Ej, powiedz mi, no wiesz, w tajemnicy – szepnęła Irys do Niki. – Czy ostatnio czujesz silniej swoją moc?
Nika uciekła wzrokiem przed ciekawskim spojrzeniem koleżanki. Co właściwie miała jej powiedzieć? Irys regularnie chwaliła się ciepłem w koniuszkach palców. Nim raz czy dwa wspomniał szeptem o jakiejś magicznej nici. Una mówiła, że czasem dziwnie szumi jej w głowie. Ale Nika… nigdy nie wyczuwała w sobie magii.
A jeśli wcale nie była magiczna, co wtedy? Czy w ogóle zależało jej na mocy? Oczywiście widziała, ile radości sprawia Baranom czar-ogień, ale przecież czasem więcej było z nim kłopotów niż przynosił pożytku.
„Tak, chciałabym mieć moc, ale bezpieczną – uświadomiła sobie nagle, gdy szli już na śniadanie. – Nie chcę zionąć ogniem ani wstrząsać ziemią. A najbardziej w świecie nie chcę, żeby inni tak się tym interesowali. Proszę, proszę, niech zostawią mnie w spokoju”.
I z tą myślą stanęła w kolejce po śniadanie. Gdy jednak odebrała swoją tacę i zobaczyła, co leży obok miseczki z owsianką, przekonała się, że jej życzenie o spokoju na razie nie ma szansy się spełnić.
_Dalsza część w wersji pełnej_