Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Moc ziół - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
8 maja 2026
37,99
3799 pkt
punktów Virtualo

Moc ziół - ebook

Poznaj moc ziół i siłę naturalnych specyfików!

Współczesne zielarki łączą naukową wiedzę z rytuałami i zwyczajami dawnych szeptuch i znachorek.

Zanurz się razem z nimi w parującej ziołowej kąpieli, przygotuj napary i nalewki na poprawę zdrowia, skomponuj swój własny krem z naturalnych składników, przyrządź smakowity i pożywny posiłek z dzikich roślin. Zwolnij, odetchnij, zadbaj o siebie w najbardziej naturalny sposób. Pomogą ci w tym rośliny, które rosną wokół nas, a z których niezwykłych właściwości często nie zdajemy sobie sprawy.

Poznaj najciekawsze polskie zielarki, ich sekrety i najlepsze przepisy. Dowiedz się, od czego najlepiej jest zacząć przygodę z zielarstwem, jak bezpiecznie korzystać z ziołowych preparatów, jak na co dzień skutecznie wspierać się ziołami. Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o ziołach, ale nie mieliście kogo zapytać.

 

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Poradniki
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8449-254-3
Rozmiar pliku: 32 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

O AUTORKI

Zielarstwo to przygoda wspaniała, choć wymagająca uważności i cierpliwości. I to bez względu na to, czy droga prowadzi was przez drzwi pobliskiej apteki albo sklepu zielarskiego, czy wiedzie przez polne ścieżki, miedze, lasy i łąki. Mnie poprowadziła w dalekie zakątki Polski – dzikie Pogórze Przemyskie, tajemnicze Góry Sowie, w lasy Beskidu Sądeckiego, na polne ścieżki Kaszub i Lubelszczyzny. Przez pracownie, w których u powały suszą się pęki ziół, przez kuchnie zastawione alembikami do destylacji, małe laboratoria, gdzie półki uginają się od słojów z suszem i maceratami. Spotkałam na tej drodze wspaniałe, bardzo różne kobiety, które wyróżniają się ogromną miłością i szacunkiem do przyrody oraz niesamowitą wiedzą na temat roślin i ich wpływu na nasze zdrowie, samopoczucie, kondycję psychiczną i fizyczną. Na początku ogrom wiadomości, jakie trzeba przyswoić, żeby skutecznie wspierać się ziołami, może wydawać się onieśmielający, ale z czasem wszystko zaczyna układać się w logiczną całość.

Współczesne zielarki łączą akademicką wiedzę z naukowych podręczników z rytuałami i zwyczajami dawnych zielarek. Odnajdują siłę w postaciach przodkiń, które wiedziały, jak korzystać z bogactwa ziół. Razem z nimi zanurzałam się w parujące zielnym dymem kąpiele, jadłam zapiekane w cieście liście żywokostu i smażone huby, destylowałam krwawnik i kręciłam kremy z dzikiej marchwi. Uczyłam się, jak zrobić kadzidło z bylicy i rozpoznać dzikie oregano. Brodziłam w lepiężnikach i zrywałam niecierpek himalajski na smakowite pesto. To była wspaniała przygoda. Jeśli kusi i was – zapraszam na wyprawę tropem ziół i ich kapłanek.

Sylwia KawalerowiczZIOŁA W PEŁNI

RUTA KOWALSKA

IG: @ziolawpelni

www: oczymszumiaziola.pl | ziolawpelni.pl

Biolożka i zielarka. Ukończyła studia magisterskie na kierunku biologia na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, roczny kurs zawodowy Zielarz – fitoterapeuta organizowany przez Państwową Wyższą Szkołę Zawodową w Krośnie, studia podyplomowe Zioła w profilaktyce i terapii na Uniwersytecie Medycznym im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, Zioła i nutraceutyki – ich znaczenie dla gospodarki i zdrowia na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu oraz roczny kurs Fitoterapia szczegółowa w Instytucie Medycyny Klasztornej w Katowicach. Autorka książki O czym szumią zioła. Podręcznik ziołolecznictwa. Tom 1 oraz Receptariusza ziołowego z przepisami z zielników pochodzących z XIX i początków XX wieku, własnymi opowieściami z serii Przodkinie o zielarskim dziedzictwie kobiet oraz miejscem na zapisywanie receptur.

Dookoła gospodarstwa nie ma właściwie nic – tylko zagony, łąki, las. Jesienią na okolicznych polach gromadzą się setki żurawi szykujących się do odlotu. Klangor słychać z daleka. Chmury leniwie płyną po niebie. Szumi tatarak nad malutkim stawem. Do celu prowadzi szutrowa droga wijąca się wśród łąk. Za drewnianą furtką witają nas dwa wielkie psy. Po obejściu łażą kury i kurczaki, przy ogrodzeniu kwitną żółte kwiaty topinamburu. W dużym ogrodzie ziołowym za domem rosną bylica, szałwia, hyzop, melisa, lawenda, krwiściąg, kozłek, lubczyk, tymianek, jeżówka, nagietek.

Ruta Kowalska, gospodyni tego miejsca, jest jedną z zielarek najbardziej szanowanych w środowisku. Przeprowadziła się z wielkiego miasta na wieś wiele lat temu. Bo od zawsze wiedziała, że właśnie w przyrodzie czuje się najlepiej. Zbiera rosnące dziko zioła na okolicznych terenach, uprawia swoje, suszy je i przetwarza. Prowadzi warsztaty, uczy szacunku do przyrody i umiejętnego korzystania z jej zasobów. Własnym sumptem wydała zielarskie kompendium wiedzy, które zatytułowała _O czym szumią zioła –_ to licząca ponad 400 stron osobista opowieść gromadząca wiadomości i doświadczenie, jakie Ruta zdobywała latami. Trafiłam do niej, gdy szukałam osoby, która odpowie na wszystkie moje pytania dotyczące zielarstwa i tego, jak rozpocząć swoją z nim przygodę. Ruta okazała się nauczycielką cierpliwą, chętnie dzielącą się swoją wiedzą. Wyjaśniła moje wątpliwości, porządkując informacje o ziołach i sposobach ich wykorzystania, zdradziła, czy zielarki mają swoje magiczne rytuały i dlaczego ziołami tak chętnie zajmują się przede wszystkim kobiety, a także wytłumaczyła, co oznacza zielarska etyka. Jednym słowem, znajdziecie tu wszystko, co chcielibyście wiedzieć o ziołach, ale nie mieliście kogo zapytać.

Masz swoją definicję zielarstwa? Czym jest dla ciebie?

Zielarstwo łączy się dla mnie z głębokim szacunkiem do roślin, byciem z nimi w bliskim kontakcie, traktowaniem ich jak najbliższych przyjaciół. Jest dla mnie czymś znacznie szerszym niż tylko korzystaniem z roślin i ich leczniczych właściwości. W ogóle nie lubię określenia „używanie” roślin. Bo od użycia blisko do nadużycia – patrzenia na przyrodę jako źródło zasobów. Dla mnie zielarstwo to element stylu życia, coś nierozerwalnie ze mną związanego. Rośliny towarzyszą mi od rana do wieczora – zajmuję się ich uprawą, zbieraniem, przetwarzaniem, myśleniem, pisaniem i uczeniem o nich. Ziołolecznictwo to szerokie określenie – każdy może rozumieć je trochę inaczej i znajdować w nim coś innego. Dla mnie bardzo ważny jest aspekt ekologiczny szacunku dla przyrody, roślin jako żywych istot. Z tego wynika też moja zielarska praktyka. Dla mnie to doświadczenie duchowe i mistyczne.

Jak zaczęła się twoja przygoda z ziołami?

Od kiedy pamiętam, byłam blisko ziemi, przyrody, roślin. Gdy miałam sześć, siedem lat, wiedziałam, jaka jest moja misja, co pragnę robić i wnosić do świata. Interesowałam się botaniką, czytałam mnóstwo książek na ten temat, godzinami przesiadywałam w lesie i na łąkach. Obce mi były dylematy typu „co dalej”. Wiedziałam, co chcę robić, kierunek rozwoju był dla mnie oczywisty. Zioła były u mnie w domu obecne zawsze. Mama zbierała miętę, kwiatostany głogu, owoce dzikiego bzu, ze skrzypu robiła odwary i piła na piękne włosy i paznokcie. Pamiętam stojący na oknie wyciąg olejowy z dziurawca. Dla mnie, małej dziewczynki, było to magiczne doświadczenie. Z dnia na dzień kolor złotych kwiatów i płowego oleju w butelce zmieniał się na mocny rubinowy.

Zielarstwo zyskuje dzisiaj na popularności, ale wciąż jest traktowane trochę jak rodzaj fanaberii i dziwactwa.

Żyjąc we współczesnym świecie, jesteśmy nauczeni oczekiwać natychmiastowych efektów. Dlatego część ludzi odruchowo sięga po leki syntetyczne – działają jak pocisk wycelowany w konkretną dolegliwość, szybko uśmierzają ból, wydaje się, że rozwiązują nasze problemy. Ale bardzo często niwelują tylko objawy, nie leczą przyczyny. Zioła działają w inny sposób, często wolniej, ale też szerzej, bardziej wielokierunkowo. Coraz więcej osób chce zadbać o swoje zdrowie w sposób łagodny, holistyczny. Zwracają się w stronę natury. I tu często zaczyna się zainteresowanie ziołolecznictwem.

W takim razie przejdźmy do konkretów. Zioła zbierać czy kupować?

Każdy podąża inną drogą. Ja nie kupuję ziół. Ważne jest dla mnie to, że już na etapie pielęgnacji, zbioru wchodzę w relację z rośliną. Poznaję cały jej cykl życiowy. Buduje się wtedy pewna bliskość. Samo uprawianie czy zbieranie roślin sprawia, że zwalniamy, wyciszamy się, spędzamy dużo czasu na świeżym powietrzu, a to wpływa na naszą kondycję zdrowotną. Prawda jest też taka, że zioła dostępne w sprzedaży często nie są tak dobrej jakości jak te, które możemy uzbierać sami – bywają suszone w zbyt wysokiej temperaturze, a żeby zostały dopuszczone do sprzedaży, muszą przejść procedury, które mogą częściowo pozbawiać je cennych składników. To widać i czuć – rośliny zbierane przez nas samych różnią się od kupnych smakiem, kolorem, zapachem. Ale – podkreślam – nie ma jednej właściwej drogi. Jeśli ktoś chce iść do sklepu i kupić zioła, to też jest w porządku. Otwiera tym samym furtkę, za którą może ukazać mu się jakaś nowa ścieżka. To może być początek przemiany.

No właśnie – od czego zaczynać? Na początku ilość wiedzy potrzebnej do rozpoczęcia przygody z zielarstwem wydaje się przytłaczająca!

Leczenie się roślinami wymaga zaangażowania, zagłębienia się w temat, podejścia holistycznego do swojego zdrowia. Warto się zastanowić, czy oczekujemy natychmiastowego efektu, czy jesteśmy gotowi na dłuższą podróż – a taką właśnie jest ziołolecznictwo. Oczywiście są zioła, które działają niemalże natychmiast – po naparze z liści senesu efekt przeczyszczający będzie bardzo szybki, ale jeśli chcemy całościowo zadbać o swoje zdrowie, warto uzbroić się w cierpliwość. Poznać rośliny, przekonać się, jak na nas działają, co służy nam najlepiej. Zioła z reguły działają powoli, trzeba je stosować regularnie przez dłuższy czas – wtedy dają efekt. Bogactwo składników zawartych w roślinach jest tylko częściowo zbadane przez naukowców. Wiele z nich oddziałuje na nasze organizmy, ale nie do końca wiemy, w jaki dokładnie sposób to robią. Izolując konkretne związki – jak chętnie robi to współczesna farmacja, rezygnujemy z całej reszty. A poza związkami leczniczymi rośliny zawierają też metabolity pierwotne, czyli białka, tłuszcze, węglowodany, mikro- i makroelementy. One też mają na nas wpływ – regulują funkcje organizmu, zaopatrują go w związki odżywcze. Dlatego zioła warto również stosować w kuchni, do przygotowywania dzikich potraw. Czym innym jest zjedzenie marchewki, a czym innym połknięcie tabletki z beta-karotenem. Trzeba pamiętać, że związki w roślinie niekiedy działają synergicznie – jedne mogą wzmacniać albo łagodzić działanie innych.

Zbiór ziół rządzi się swoimi prawami… Od razu widzę oczami wyobraźni zielarki zbierające zioła w czasie pełni Księżyca.

Zasada jest prosta – rośliny trzeba zbierać wtedy, kiedy poziom substancji aktywnych jest w nich najwyższy. Znaczenie mogą mieć pora roku, pora dnia, faza wzrostu i warunki atmosferyczne. Zasadniczo zioła zbieramy w suche, słoneczne dni, koło południa i po południu. Dotyczy to liści, kwiatów, mięsistych owoców. W bardzo upalne dni, kiedy rośliny są lekko przywiędnięte, warto zbierać zioła aromatyczne: melisę, tymianek, szałwię – w reakcji na upał w ich liściach gromadzą się olejki eteryczne, których rolą jest chronienie roślin przed nadmiernym wysychaniem, gorącem. Korę drzew zbiera się wczesną wiosną w dni pochmurne, wilgotne – łatwiej ją wtedy oderwać od drewna. Ważna jest też pora roku – korzenie i kłącza zbiera się wiosną, kiedy roślina nie wypuści jeszcze zielonych części, albo jesienią, kiedy już nadziemna część uschnie – wtedy w korzeniach jest najwięcej związków leczniczych. Igliwie świerkowe, jodłowe, jeśli zależy nam na wysokiej zawartości witaminy c, zaleca się zbierać zimą – latem poziom witaminy c spada w nich o połowę. Liście drzew zbieramy kiedy są młodziutkie, delikatne, miękkie, a kwiaty na początku kwitnienia. I generalna zasada – rośliny zbieramy z dala od dróg i pól uprawnych, na których stosowane są pestycydy. Tylko zioła dobrej jakości służą naszemu zdrowiu.

Mamy zebrane zioła. Co dalej?

Świeże zioła najlepiej przetwarzać tuż po zebraniu – aby jak najszybciej zatrzymać działanie enzymów, które w zerwanej roślinie rozkładają substancje czynne, lecznicze. Można to zrobić na dwa sposoby – albo susząc zioła (tu też obowiązują pewne zasady – inaczej suszymy np. rośliny o dużej zawartości olejków eterycznych, inaczej owoce), albo zalewając je odpowiednim rozpuszczalnikiem – wrzątkiem, gorącym olejem, alkoholem – w zależności od tego, jakiego rodzaju substancje z danej rośliny chcemy wydobyć. To bardzo rozległy temat, ale też bardzo ważny. To, czy dany gatunek zalejemy alkoholem, olejem, czy wodą, jest kluczowe, bo jeśli wybierzemy niewłaściwy rozpuszczalnik, możemy zrobić preparat zupełnie bezwartościowy. Na przykład śluzy roślinne dobrze rozpuszczają się w wodzie, źle w alkoholu. Jeśli chcemy otrzymać skuteczny wyciąg z lnu – zalewamy nasiona gorącą wodą albo robimy wodny macerat na zimno. Śluzy się uwalniają. W alkoholu to się nie wydarzy. Odwrotnie postępujemy w przypadku żywic, które rozpuszczają się nie w wodzie, tylko w alkoholu oraz tłuszczach. Podobnie rośliny bogate w olejki eteryczne dobrze rozpuszczają się w tłuszczach, dlatego robimy z nich najczęściej wyciągi olejowe albo alkoholowe (w alkoholu 70%). Napar z kwitnącego ziela dziurawca będzie miał znikome działanie przeciwdepresyjne. Inaczej niż nalewka czy wyciąg olejowy, bo hiperycyna i hiperforyna – substancje odpowiedzialne za działanie antydepresyjne dziurawca – dobrze rozpuszczają się w tłuszczach i alkoholu, a bardzo słabo w wodzie. Wydobywanie z roślin substancji leczniczych to ogromna dziedzina wiedzy i podstawowa kwestia, by ziołolecznictwo było skuteczne.

Gdzie się tego wszystkiego uczyć?

Najlepiej sięgać po specjalistyczną literaturę. Tam znajdziemy podstawowe, sprawdzone informacje. Bardzo dużo miejsca tym zagadnieniom poświęcam w swojej książce _O czym szumią zioła_. Nazwałam ją podręcznikiem, bo mocno czuję, że warto zawsze mieć ją pod ręką. Można też zapisać się na warsztaty, ale trzeba wybrać osobę, do której wiedzy i umiejętności mamy zaufanie. Potem warto eksperymentować, próbować, sprawdzać, jak konkretne preparaty działają na nas. Od suchej teorii jeszcze nikt zielarzem nie został.

Czy zioła mogą nam zrobić krzywdę?

Jeśli myślimy o ziołolecznictwie na poważnie i chcemy stosować je jako metodę samodzielnego leczenia – ważne jest zdobywanie rzetelnej wiedzy. Opierałabym się na pracach naukowych, książkach wydawanych przez solidne wydawnictwa. Z dystansem podchodziłabym do porad z internetu. Nawet zioła uważane za bezpieczne używane długo i w dużych dawkach mogą nam zaszkodzić. Przyjmowanie skrzypu polnego, stosowanego na poprawę stanu włosów, paznokci i skóry, może powodować niedobór witaminy b1, trzeba więc ją suplementować. Niektóre zioła mogą wchodzić w interakcje z lekami syntetycznymi, osłabiać, wzmacniać albo znosić ich działanie. Na przykład dziurawiec wchodzi w romanse m.in. z inhibitorami mao oraz selektywnymi inhibitorami wychwytu zwrotnego serotoniny, stosowanymi w leczeniu depresji. Może osłabiać działanie leków przeciwzakrzepowych z grupy kumaryn, teofiliny i digoksyny oraz zmniejszać skuteczność środków antykoncepcyjnych. Trzeba uważać. Uczyć się. Stosować rozsądnie. Ważne też, aby zbierać tylko te rośliny, co do których mamy pewność, że są tym, za co je uważamy. W naszym kraju ponad 350 gatunków uznaje się za trujące. Dlatego jeśli ma się wątpliwości, lepiej zostawić roślinę na miejscu. Niektóre zioła, np. ruta, dziurawiec, mogą działać fototoksycznie – zwiększać wrażliwość komórek na promieniowanie słoneczne. Zioła należy stosować bardzo ostrożnie u kobiet w ciąży, w czasie laktacji, u dzieci do drugiego roku życia oraz osób w podeszłym wieku.

Jakie zioła polecałabyś na początek przygody z zielarstwem?

Najlepiej zaczynać od ziół bezpiecznych, łagodnie działających. Pokrzywa, lipa, rumianek, melisa, babka. Potem czym większą wiedzą dysponujemy, tym szersze mamy pole do działania. Zasoby są ogromne. Tajniki roślin można poznawać przez całe życie, a i tak nie mamy szans zgłębić tej wiedzy do końca.

Kiedy zaczynamy przygodę z ziołami, dostrzegamy, że rośliny lecznicze są dosłownie wszędzie dookoła nas! Wystarczy się schylić i zerwać!

Ja jestem daleka od tego, by traktować przyrodę jak zielony hipermarket. Dla mnie przyroda jest jak sanktuarium. W większości przypadków, aby zebrać jakąś roślinę, trzeba przed nią przyklęknąć, pokłonić się. Myślę, że nie bez powodu. To dobra okazja, aby poprosić ją o możliwość skorzystania z niej, a równocześnie podziękować. Mocno czuję, że takie symboliczne gesty mają znaczenie. Zbieram tylko tyle ziół, ile mi potrzebne, staram się wykorzystać całą roślinę, by nie zmarnować tego, że ją zerwałam. Rośliny żyją dla siebie samych, nie dla nas. Substancje lecznicze, które tak cenimy, produkują na swoje potrzeby, a nie po to, żeby jak mogłoby się wydawać, człowiek się nimi leczył. Ale rzeczywiście są na wyciągnięcie ręki – i to jest wspaniałe. Podoba mi się to, że ziołolecznictwo jest takie egalitarne, niezależne od naszego statusu majątkowego, płci itd. Wystarczy tylko otwartość na zdobywanie wiedzy i już możemy czerpać z tych darów natury.

Powinniśmy mieć wyrzuty sumienia, że zrywamy rośliny?

Wszystko, co żyje na ziemi – rośliny, grzyby, zwierzęta i my – jest powiązane siecią wzajemnych zależności. Oczywiście muszę coś jeść, gdzieś mieszkać, czymś się leczyć, ale ważne by dokonywać świadomych wyborów z poszanowaniem innych istot. Także tych roślinnych. Kwestia podejścia ma znaczenie, ważna jest intencja. Wierzę, że za jakiś czas rośliny będą miały swoje prawa. Dzisiaj wydaje się to absurdalne, ale tak samo myśleliśmy wieki temu o prawach kobiet czy zwierząt. Chodzi nie o to, by nie korzystać z dobrodziejstwa ziół, ale by robić to etycznie.

Zielarki mają swoją etykę?

Zielarstwo uczy szacunku do przyrody. Zasady, którymi kieruje się wiele zielarek, są bardzo proste. Zbieraj tylko tyle, ile potrzebujesz. Czuj wdzięczność, że roślina ci pomogła. Nie marnuj surowca – jeśli zerwałaś roślinę, zużyj ją w całości. Jeśli coś bierzesz – daj coś od siebie: posadź drzewo, wysiej łąkę kwietną dla dzikich zapylaczy, zaangażuj się w ekologiczny aktywizm. Powtarzam jak mantrę, że zioła są darem, a nie towarem. Bardzo zależy mi na tym, aby adepci ziołolecznictwa nie patrzyli na zioła jedynie „szkiełkiem i okiem”. Nie traktowali ich wyłącznie w sposób użytkowy.

Z jednej strony zbierasz tradycyjne przepisy zielarskie, korzystasz ze starych receptariuszy, a z drugiej strony skończyłaś biologię, wiele lat studiowałaś zielarstwo na uczelniach. Co jest dla ciebie ważniejsze – tradycja czy nauka?

U mnie zainteresowania rozkładają się pół na pół. Te dwa nurty doskonale się uzupełniają. Wiele tradycyjnych receptur czy zastosowanie ziół potwierdziły badania naukowe. Sytuacja wygląda jednak tak, że mamy w Polsce 3425 rodzimych gatunków roślin. Z tego w tradycyjnym ziołolecznictwie stosowano 1278. We współczesnym obrocie handlowym jest około 100 roślin zielarskich, a 170 gatunków oficjalnie uznaje się za lecznicze. Jak widać, pozostaje wielka pula roślin, która przez oficjalną fitoterapię nie jest uznawana. Nie warto, jak mi się wydaje, całkowicie z tego rezygnować. Medycyna ludowa, poza tym, że – podkreślę to jeszcze raz – jej dokonania regularnie są potwierdzane przez badania naukowe, była weryfikowana latami doświadczeń. Dlaczego by temu nie ufać? Ja jestem głęboko osadzona w nauce, rzetelna wiedza jest dla mnie podstawą. Ale ufam też intuicji. Rośliny postrzegam nie tylko z poziomu umysłu, ale i energii. Czuję, że rośliny to dużo więcej niż tylko materia, którą można zbadać, zmierzyć w laboratoriach, podając suche liczby i fakty.

Masz swoją zielarską rutynę?

Zioła towarzyszą mi cały czas. Każdy dzień zaczynam od wypicia ziołowego naparu i kończę w towarzystwie roślin zażywając ziołowych kąpieli. Robię je przeważnie w starej, żeliwnej wannie, ogrzewanej żywym ogniem. To jedna z moich ulubionych form obcowania z roślinami – wrzucam do wody to, co mam pod ręką, to, co mnie woła: zimą – świerkowe, sosnowe igliwie, latem – dziurawiec, maki, nagietki, melisę, lawendę. Systematycznie piję swoje ziołowe nalewki. Nalewka z bylicy piołunu doskonale sprawdzi się przy niestrawnościach, działa żółciopędnie, pobudza soki trawienne – jest idealna po ciężkim obiedzie. Nalewka z korzenia omanu z kolei jest bardzo skuteczna przy przeziębieniach, natomiast ta z kozłka lekarskiego wycisza, działa uspokajająco, nasennie i aplikuję ją sobie przed spaniem. Kozłeczek kołysze mnie do snu. Pod ręką mam cały arsenał ziołowych remediów: maści przeciwbólowych i rozgrzewających, cennych wyciągów olejowych, ziołowych octów, nalewek i zasypek.

Czy w twojej praktyce zielarskiej obecne są jakieś magiczne rytuały?

Nie postrzegam roślin wyłącznie w kontekście materii, ważna jest dla mnie również energia. W każdą pełnię przygotowuję eliksir księżycowy – ruszam na łąki i zbieram zioła, które w danej chwili są dla mnie ważne. Zalewam je zimną, przegotowaną wodą i stawiam na parapecie w świetle księżyca. Rano wypijam ten kwiatowy, listny albo szyszkowy macerat w jakiejś konkretnej intencji. W nów palę z kolei ognisko, wrzucając do niego wonne zioła. To dla mnie zakończenie cyklu i rozpoczęcie nowego. Okadzam dom i siebie. Ale nie obcymi ziołami, np. białą szałwią, tylko naszymi, które sprawdzają się równie dobrze – jak bylica boże drzewko, bylica piołun. Te rytuały budują głęboką więź z roślinami, dodają życiu soczystości i kolorów. Czerpię z nich mnóstwo radości.

Zielarstwo wydaje się dzisiaj dziedziną zdominowaną przez kobiety. Na twoich warsztatach pojawiają się niemalże wyłącznie panie. Jak sądzisz dlaczego?

Mamy potężne zielarskie dziedzictwo kobiet. Wiedza na temat ziół była przekazywana przez wieki z pokolenia na pokolenie i gdzieś głęboko tkwi w każdej z nas. Ziołolecznictwo wpisuje się w wartości stereotypowo uznawane za kobiece. Wymaga cierpliwości, skupienia, zwolnienia, nie daje szybkiego efektu, działa łagodnie. Być może też kobiety szukają dzisiaj dodatkowej siły w figurach naszych przodkiń. Nie mamy w historii wielu kobiecych postaci, na których można by się oprzeć – mówię o wzorcach kobiet będących w mocy, samostanowiących o sobie. Może stąd zainteresowanie wiedźmami i ich wiedzą. A może to potrzeba swego rodzaju nieokiełznania, które normy społeczne ograniczają? Zielarstwo może wnieść w nasze życie wiele dzikości – dużo chodzi się po lasach, po polach, dłubie się w ziemi, w błocie. Ziołolecznictwo daje też niezależność – ja od ponad 20 lat nie użyłam żadnego leku syntetycznego, wiem, jak sobie pomagać. Mogę o sobie stanowić bez zwracania się w stronę instytucji, koncernów, całego systemu, który często bywa wobec nas opresyjny.

Prowadzisz specjalne warsztaty poświęcone ziołolecznictwu w służbie kobiecego zdrowia.

To temat bardzo mi bliski. Ważne jest dla mnie to, by wspierać kobiety w dbaniu o swoje zdrowie na każdym etapie życia. Od dojrzewania, czyli rozwiązywania problemu np. bolesnych, skąpych albo zbyt obfitych miesiączek, stanów zapalnych pochwy, przez ciążę, poród, laktację po okres klimakterium. Zioła mogą być bardzo pomocne na każdym z tych etapów. Mamy np. wiele ziół zawierających fitoestrogeny, które działają wspomagająco w okresie klimakterium – jak chociażby najzwyczajniejsza koniczyna łąkowa, chmiel czy pluskwica groniasta – pochodzi z Ameryki Północnej, ale można ją uprawiać w ogrodzie. Zainteresowanie spotkaniami jest ogromne, bo jak się okazuje, kobiety właśnie w tych kwestiach szczególnie szukają wsparcia. Spora część z nich np. nie chce stosować hormonalnej terapii zastępczej. Na warsztatach spotykają się osoby w bardzo różnym wieku, dzielimy się doświadczeniami. To bardzo wzbogacająca perspektywa dla wszystkich uczestniczek. I tym też jest współczesne zielarstwo – to coś, co łączy ludzi, odpowiada na ich potrzeby, oferuje rozwiązania problemów i daje wsparcie, rozwija, łączy z przyrodą i innymi ludźmi, daje poczucie wspólnoty.

mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij