Mocne rozmowy - ebook
MOCNE ROZMOWY – sprawdzone patenty na życie
Pewnie przeczytałaś już milion podręczników, jak żyć, jak wydajniej pracować, jak budować perfekcyjne związki, jak lepiej wyglądać, jak być szczęśliwym. I co? I nic. Nie pomogło, prawda? Życiowa prawda daleka jest od poradnikowej teorii.
Aneta Pondo, naczelna „Miasta Kobiet”, zaprosiła do rozmowy 5 inspirujących, niepokornych specjalistów i zadała im mocne pytania. A oni odpowiedzieli, szczerze, bezkompromisowo. Tak powstała książka dla osób, które szukają inspiracji, jak żyć i jak przekuwać pasje w biznes. Uniwersalne prawdy zostały w niej przefiltorwane przez indywidualne doświadczenie konkretnych osób.
„Mocne rozmowy” to 5 wywiadów, które z powodzeniem zastąpią wiele poradników. To ponad 300 stron sprawdzonych patentów od osób, które pomimo przeciwności osiągnęły sukces i odnalazły wewnętrzny spokój. Każda na swój niepowtarzalny sposób. Od każdej możemy się wiele nauczyć.
Rozmowy są do bólu szczere, bezkompromisowe i autentyczne. Monika Jurczyk, Ola Budzyńska, Dagmara Skalska, Joanna Hussakowska i Michał Godlewski dzielą się trudnymi i budującymi doświadczeniami. Mówią o depresji, stracie, rozstaniach, walce z perfekcjonizmem, poszukiwaniach siebie i własnej drogi. Stają przed Anetą Pondo nago, dosłownie i w przenośni – jeden z wywiadów rozmówczynie kończyły nago, na Mazurach, podczas warsztatów tańca.
BOHATEROWIE „MOCNYCH ROZMÓW”:
Ola Budzyńska – Pani Swojego Czasu, blogerka, autorka kursów, książek i podcastów związanych z zarządzaniem czasem i prowadzeniem biznesu online.
„Buntuję kobiety, żeby koszula męża i smarki dzieci nie były przypisane do naszej roli. Podpisałyśmy taką umowę? Urodziłyśmy się kobietami i dostałyśmy certyfikat, że przy okazji będziemy prasować, wychowywać, bawić?”
Dagmara Skalska – Pozytywna Egoistka, pisarka, blogerka, trenerka rozwoju osobistego, buddystka, instruktorka Calligraphy Health System.
„Gdy spotkałam Lamę, powiedział: Nie ma powodu, żeby cierpieć. Pomyślałam wtedy: Jak to nie ma powodu, żeby cierpieć?. Kilka powodów na pewno by się znalazło. Straciłam męża, firmę, dom obciążony kredytem hipotecznym. Nie miałam gdzie mieszkać, zostałam bez niczego, z wielkim długiem. Wiec jak to nie ma powodu, żeby cierpieć?”
Joanna Hussakowska – aktorka, trenerka 5Rytmów – metody pracy z ciałem w ruchu. Prowadzi regularne zajęcia w pięciu miastach w Polsce, organizuje warsztaty, m.in. „Nagość”.
„Siedziałam ostatnio na warsztatach na pomoście. Szósta rano, a ja myślę: kurna, wszyscy o tej duchowości, a ja jestem wilczyca, która po prostu może pomóc ludziom nauczyć się, jak przetrwać na ziemi.”
Monika Jurczyk – Osa, osobista stylistka, pierwsza w Polsce personal shopperka, autorka książek o stylu i dress codzie. Uczy, doradza, chodzi z klientami na zakupy, przegląda cudze szafy.
„Nie chciałam, żeby moja nowa książka była kolejnym poradnikiem przekonującym, że jak kupisz takie i takie buty, to będziesz wyglądać dobrze, a jak będziesz wyglądać dobrze, to będziesz szczęśliwa. Bo ja wyglądam zawsze dobrze, a nie zawsze jestem szczęśliwa, więc to jednak tak nie działa.”
Michał Godlewski – breathworker, założyciel Instytutu Oddechu, autor „Inteligencji oddechu" – książki wprowadzającej w praktyki oddechowe.
„Zaryzykowałbym stwierdzenie, że praca z oddechem jest równoważna z terapią. Człowiek ma w niej odczucia przepełnienia spokojem, które w terapii też się czasem wydarzają, podobnie jak uczucia przepełnienia wdzięcznością albo radością.”
RECENZENCI O „MOCNYCH ROZMOWACH”:
Małgorzata Majewska, językoznawczyni, wykładowczyni Uniwersytetu Jagiellońskiego:
„Aneta Pondo przeprowadziła wywiady z ludźmi, którzy są już na pewnym etapie swojej życiowej drogi: wybrali niebanalne ścieżki w życiu i wiele na nich osiągnęli. Więc to, o czym mówią, jest już przetrawione ich życiowym doświadczeniem. Aneta rozmawia z nimi dla nas. Dla tych, którzy sami jesteśmy w różnych momentach życia. Wahamy się. Boimy. Poszukujemy. Każdy z pięciu bohaterów tej książki waha się. Boi. Poszukuje. I opowiada o tym Anecie. O momentach załamania. O przeciwnościach losu. O wątpliwościach, czy da radę. Dał. I dlatego warto tę książkę przeczytać. Żeby się w tych bohaterach przejrzeć, zobaczyć kawałki o sobie i podpiąć pod ich siłę, którą się tak hojnie z nami dzielą.”
Anna Piwowarska, autorka „Autentycznego Copywritingu” :
„Na uwagę zasługują: konstrukcja rozmów, dynamiczne, klamrowe początki i zakończania, rozmieszczenie bohaterów w książce. Powracanie wątków i ich pogłębianie. Przeplatanie prywatnego z publicznym, osiągnięć z trudnościami – bo każdy z rozmówców je przeżywał i one go kształtowały – może nawet bardziej niż sukcesy. Na uwagę zasługują też pytania Anety – przemyślane, dobrze przygotowane, drążące dziurę w brzuchu. Czasem bardzo proste, przez co domagające się klarownych odpowiedzi (które bywają trudne dla rozmówców). Bardzo podobało mi się podglądanie, jak Aneta pogłębia rozmowę, nie zadowala się ogólnikami, a czasem jątrzy i prowokuje.
Agata Dutkowska, założycielka latającej Szkoły:
„Mocne rozmowy” Anety Pondo są mocne, bo są głębokie. Rozmówcy Anety stają przed nami – czasem nadzy, zawsze prawdziwi, żywi, ciekawi, zachwycający w podróży przez życie, szukający i odnajdujący samych siebie. Czyta się tą intymną, fascynującą książkę z zapartym tchem.
dr Joanna Heidtman, psycholog, doradca, executive coach:
A co, gdyby ktoś zadał ci pytanie – o sens, powód, o trudne momenty, słabości? Rozmówcy Anety Pondo nie są idealni, ale gotowi na prawdziwe życie, emocje, doznania. Na szczere rozmowy. A tylko to ma moc. Polecam!
O AUTORCE:
Aneta Pondo. Dziennikarka, redaktorka naczelna „Miasta Kobiet”, prezeska Fundacji Miasto Kobiet, autorka książek, mówczyni motywacyjna, organizatorka eventów dla kobiet. Przez Małopolski Kongres Kobiet wybrana Małopolanką Roku, a przez Home&Market jedną z 50 najbardziej wpływowych kobiet w Polsce.
„Mam tyle pomysłów, że sama się w nich gubię”, mówi o ciemnej stronie swojej kretywności. Równocześnie pisze powieść, opowiadania, poradniki, artykuły i wywiady, ale to w tych ostatnich czuje się najlepiej. „To z braku wyobraźni”, żartuje. „Ludzie opowiadają mi historie, których sama bym nie wymyśliła”.
Mocne rozmowy, Aneta Pondo, wyd. Miasto Kobiet, 304 strony, 40 zdjęć. Zdjęcia: Barbara Bogacka
Spis treści
Monika Jurczyk: Mam na imię Monika, nie Absolut
Ola Budzyńska: Nie mam zegarka w sercu
Dagmara Skalska: nie ma powodu, żeby cierpieć
Michał Godlewski: Wdech, wydech, życie
Joanna Hussakowska: Kiedy ciało tańczy tobą
| Kategoria: | Literatura faktu |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-920621-8-9 |
| Rozmiar pliku: | 9,7 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Ziemia zadrżała pod nią pięć lat temu, w nocy w szpitalu, gdy usłyszała diagnozę dotyczącą jej syna. Kiedy odzyskała równowagę, pomyślała: „przecież jestem panią swojego czasu” i zaczęła budować swoje imperium.
Miała osiemnaście lat, gdy zakochała się w mężczyźnie, którego poślubiła dwa miesiące później. Razem z mężem głosili, że egoizm to nie grzech. Potem on zachorował i zmarł, a ona pokazała, że żałoba nie musi być czarna.
Artystyczną wrażliwość przejawiał już w dzieciństwie. Potrafi tańczyć, grać i śpiewać, ale to z oddechu uczynił sztukę życia.
Gdy jako pięciolatka w rowie na wsi kazała dzieciom śpiewać Czarną Madonnę, nie przeczuwała, że będzie tańczyć nago na teatralnej scenie. A tym bardziej, że później pociągnie ludzi do ruchu jeszcze bardziej intymnego, bo obnażającego nie tylko ciało.
Oto oni: Monika Jurczyk, Ola Budzyńska, Dagmara Skalska, Michał Godlewski i Joanna Hussakowska – bohaterowie książki Mocne rozmowy.
Dlaczego oni? Dlaczego mocne? I dlaczego rozmowy? W rozmowie łatwiej poznać człowieka, gdy siedząc z nim twarzą w twarz, wsłuchujesz się w to, co ukryte pod słowami, gestami, spojrzeniem. Mocne – bo to, co bohaterowie mówią, w swojej autentyczności i odsłanianiu wrażliwych miejsc dotyka podobnych obszarów w nas, czytelnikach. A wrażliwość, jak już wiemy dzięki socjolożce Brené Brown, jest miarą odwagi. Dlaczego oni? Bo inspirują, idąc taką drogą, jaką idzie każdy z nas, na której są wyboje i niewiadoma za zakrętem. Idą, prowadzeni swoją klarowną misją.
Są w Mocnych rozmowach zdania, które trafiają w czułe miejsca, wiercą, nie dają spokoju.
Myślę, że napisałam tę książkę dla siebie, żeby uzyskać odpowiedź na pytania, których istnienia nie przeczuwałam. A skoro dla mnie, to także dla Ciebie, Czytelniku, bo przecież jesteśmy podobni. Mamy takie same pragnienia, chcemy być szczęśliwi, chcemy, żeby nasze życie miało głębszy sens. Szukamy świata lepszego niż ten, który widzą nasze oczy, i nie wiemy, gdzie go znaleźć.
Clarissa Pinkola Estés pisała: „Zadanie, jakie przed nami stoi, nie polega na tym, żeby naprawić od razu cały świat, ale żeby zająć się tymi fragmentami, które są w naszym zasięgu”. Bohaterowie Mocnych rozmów zajmują się właśnie takimi fragmentami rzeczywistości. Każdy w swoim obszarze, na początku niewielkim, znajdującym się na wyciągnięcie ręki, który składał się z pierwszych klientów, pierwszych uczestników warsztatów, pierwszych followersów. A potem się powiększał i jak fala rozchodząca się po wodzie zagarniał kolejne przestrzenie.
Mam nadzieję, że w czasie czytania będziecie mieli ochotę łapać za pisak, żeby podkreślać ważne dla was słowa, zdania, całe fragmenty. Że będziecie odczuwać wzruszenie albo przypływ energii. Że te rozmowy nie pozostawią Was obojętnymi.
Każdy z bohaterów ma swoje supermoce. A jakie są Twoje?
„Ubranie ma zakrywać, nie rzucać się w oczy i ma być w nim ciepło” – to ja, zanim poznałam Monikę Jurczyk.
Pierwszy raz poszłyśmy razem na zakupy siedem lat temu. Monika zaproponowała mi przymierzenie kilku zestawów skomponowanych z ubrań, których sama nigdy nie zdjęłabym w sklepie z wieszaka. Każdy, o dziwo, leżał na mnie idealnie, w każdym wyglądałam jak milion dolarów. Wybranie ich zajęło Monice pięć minut. Wtedy zrozumiałam, że ludzie mają talenty, o których mi się do tej pory nie śniło.
I tak ja, która nienawidzę zakupów i zamiast posegregowanych zestawów mam w szafie kłębiącą się w nieładzie stertę ubrań, za sprawą Moniki zmieniłam swój sposób myślenia o modzie – z lekko pobłażliwego, żeby nie powiedzieć pogardliwego, na akceptujący i doceniający. Potrafię już założyć na siebie mocne kolory, podwijam rękawy, żeby pokazać nadgarstki, i nogawki, aby widoczne kostki wyszczupliły sylwetkę, staram się nie chować talii pod workowatym swetrem. Rozumiem, że ubiór może być zarówno zbroją, jak i sposobem na okazanie drugiemu człowiekowi szacunku.
Kiedy szykowałam się na premierę swojej pierwszej książki, zadzwoniłam do Moniki. Wiedziałam, że dzięki niej nie będę musiała w trakcie imprezy zastanawiać się, czy dobrze wyglądam.
Także od Moniki, dokładnie pięć lat temu, zaczął się pierwszy Klub Miasta Kobiet. I chociaż nadal bliżej mi do modowej analfabetki i abnegatki, to przynajmniej nie udaję już, że to, jak wyglądam, nie ma dla mnie znaczenia.Kim ty jesteś według swoich sylwetek, wyróżników i innych modowych systemów?
Mam sylwetkę Y, czyli szczupłe nogi, trochę szerszą górę, głównie ramiona, i większy biust.
Jestem typem kolorystycznym zimnym, czyli wyglądam dobrze w zimnych odcieniach kolorów. A mój modowy styl osobowości to czerwono-żółta, wojowniczka i gwiazda, czyli można powiedzieć: generał-gwiazdor.
Bardziej gwiazda czy bardziej generał?
Różnie. W pracy jestem bardziej generałem, a w relacjach towarzyskich albo sytuacjach medialnych gwiazdą. Mój partner Michał mówi, że gdy zaczynam pracować, robię się całkiem „czerwona”. Nie dbam wtedy o relacje, tylko o to, czy cel zostanie osiągnięty i jak szybko.
W twoim systemie są jeszcze wyróżniki, czyli jakiś charakterystyczny, niepowtarzalny dodatek.
U mnie wyróżniki się zmieniają, bo szybko się nudzę. Najbardziej wierna zostałam blond włosom. W książce wprowadzam nowy system – kwadrat stylu, który pozwala na wyodrębnienie czterech wyróżników określających elementy sylwetki, które chcemy eksponować, nastrój stylizacji, wartości, jakie pragniemy komunikować strojem, oraz jego charakter. Ja lubię się ubierać ekstrawagancko i kobieco jednocześnie. Zawsze tworzę miks czegoś, co jest kobiece, z czymś, co jest tak nieoczywiste, że niektórzy powiedzą: „super”, a inni, że beznadziejne.
Powiedziałaś wcześniej, że gdybyśmy umieli czytać z ubrań, byłoby nam łatwiej. W jaki sposób tę wiedzę można wykorzystać?
Inaczej komunikujesz się z osobami, które mają różną osobowość. Do gwiazdy mówi się emocjami. Ponieważ jestem gwiazdą pomieszaną z wojowniczką, nie lubię szczegółów. Im więcej mi ich podasz, tym bardziej mnie zanudzisz, będę wywracać oczami, zacznę sprawdzać telefon, może wyjdę, bo potrzebuję bodźców. Z kolei moje „wow, ekstra wyglądasz” na analityczkę nie zadziała w ogóle. Ona potrzebuje dokładności, szczegółów. Doradzam czasem w salonach optycznych, jakie kupić oprawki okularów. Analityk albo analityczka zawsze zapytają, z czego są zrobione i ile mają lat gwarancji. A ja tego nie wiem, bo mnie to nie interesuje. Mnie interesuje, jak one wyglądają, jakie robią ogólne wrażenie. Czy są ciężkie, czy się połamią, czy nie, jak na nich usiądziesz, jest dla mnie sprawą drugorzędną, bo nie jestem praktyczna; analityk zawsze o to zapyta.
To, o czym mówisz, czyli charakter gwiazdy czy analityczki, można poznać nie tylko po ubraniu, ale też po sposobie mówienia czy z mowy ciała.
Tak, ale po ubraniu jest najprościej. Moda jest błyskawicznym językiem. Nie wiem, o czym ci ludzie naokoło nas rozmawiają, ale jestem w stanie wyczuć, jak ja powinnam do nich mówić, żeby mnie słyszeli w ogóle.
Można się pomylić? Bo np. gwiazda nie ubierze się jak gwiazda?
Każdy się czasem myli. Ale akurat gwiazda nigdy nie ubiera się jak niegwiazda. Gwiazdę widać zawsze. Zawsze coś ją zdradzi. Kolor paznokcia. Jakiś błysk. Złamanie jakiejś reguły. Moim zdaniem nawet w banku, gdzie panuje sztywny dress code, jesteś w stanie zauważyć gwiazdę. Może to być mężczyzna w czerwonych skarpetkach. Znalazł sobie ten jeden punkt w regulaminie, który nie jest określony, i po prostu musiał zaznaczyć swoją indywidualność, bo inaczej nie czułby się dobrze, bo się nie lubi dopasowywać. Zmyłki zdarzają się najczęściej w sytuacjach formalnych, gdy obowiązuje dress code. Szczególnie kobiety lubią się przebrać za kogoś, kim nie są, bo chcą być silniejsze, bardziej profesjonalne. Wtedy siedzi przed tobą pani, która wygląda jak zimna analityczka skoncentrowana na Excelu, a najchętniej by cię przytuliła i zapytała, co słychać. Ale nie widać tego po ubraniu, które jest jej zbroją, maską. Maski nie zawsze są złe, one czasem pomagają. Nie musimy się wszyscy nagle odsłonić i powiedzieć: dobra, ja jestem właśnie taka, kochajcie mnie wszyscy. Żyjemy w społeczeństwie i dopasowujemy się.
Czy możemy to, co ty świadomie czytasz z ubrań, wyłapać podświadomie?
Tak. Zależy to m.in. od tego, na ile jesteś empatyczna. O, zobacz, tamten pan ma koszulkę z logo, to już całkowicie gwiazda.
Dla mnie jest to bardzo ciekawe, bo ja tego w ogóle nie rozpoznaję.
To jest megaciekawe. Uczę tego w firmach i nagle się okazuje, że dress code nie jest nudny i nie sprowadza się do sztywnego kołnierzyka i odpowiedniej długości spódnicy. Są np. mężczyźni, którzy muszą mieć zawsze podszewkę, uwielbiają to, chcą być zauważalni. Ja wolę być ubrana dziwnie niż nijako. A ten pan, którego ci pokazałam, jest też trochę czerwony.
Bo ma plecak?
Tak.
Musisz mieć dużą frajdę z obserwowania ludzi.
Nie włączam tej umiejętności na co dzień, bo bym zwariowała. Zrobiłam to teraz, żeby pokazać ci, jak to działa.
Czy to jest jakiś twój wyjątkowy dar, czy każdy, kto zajmuje się modą, to ma?
Wydaje mi się, że nie każdy. My, ludzie mody, jesteśmy zwykle gwiazdami, więc mało nas interesuje, co tam u innych, my wiemy lepiej (śmiech).
Chcielibyście wszystkich przebrać za gwiazdy?
Za siebie (śmiech). Cała praca polega na tym, żeby gwiazdę w sobie stonować, chociaż minimalnie, i dopuścić do wiadomości, że ktoś może nie lubić szpilek lub czegoś tam. Chociaż to trudne i serce krwawi, no ale cóż zrobisz.
Jak się ta gwiazda przejawiała u ciebie, gdy byłaś małą dziewczynką?
Moja rodzina opowie ci anegdotkę o tym, jak mała Monika śpiewała czternaście zwrotek ballady o Henryczku, a oni musieli tych czternastu zwrotek wysłuchiwać na każdych imieninach i urodzinach. Bo Monika śpiewała. Nadal lubię śpiewać. Gwiazda wychodziła ze mnie na wszystkich akademiach, musiałam coś zaśpiewać, wyrecytować, lubiłam występować. Taka byłam jako mała dziewczynka.
Czyli mogłabyś być aktorką.
Mogłabym być Beyoncé (śmiech). Chciałabym być Beyoncé, bardzo mnie scena kręci. Gdybym poszła inną drogą, zostałabym piosenkarką. Aktorką raczej nie, bo aktorka musi się bardziej odsłonić, bardziej wybebeszyć, a piosenkarka wychodzi, śpiewa, rzuca włosami i jest gwiazdą.
W ubraniach też byłaś gwiazdą jako dziewczynka?
Nie wiem, czy byłam gwiazdą w ubraniach, natomiast na pewno bardzo lubiłam się ubierać dziwnie. Najdziwniejsze były zwykle moje czapki, śmieszne, oryginalne, wyszukane. Były to czapki na miarę możliwości, teraz bym się w nich nie pokazała. Ciągnęło mnie do rzeczy, w których wyglądałam inaczej niż wszyscy.
Skoro chciałaś być Beyoncé, w dodatku w dziwnej czapce, dlaczego nie pociągnęło cię w stronę kariery scenicznej?
Z rozsądku. Bo tylko w połowie jestem gwiazdą, ale druga połowa to wojowniczka, czyli strateg. Poszłam więc na studia politologiczne, bo byłam młodą aktywistką i polityczką, i tak miało być już na zawsze.
Jak się przejawiał twój aktywizm?
W liceum byłam przez dwie kadencje przewodniczącą sejmiku młodzieżowego województwa opolskiego. Powołałam w tym województwie instytucję rzecznika praw ucznia, zainicjowałam akcję organizowania korepetycji dla biedniejszych dzieci i zaopatrzenia ich w różne artykuły szkolne. Bardzo mi się to podobało.
Gwiazdorstwo może się więc przejawiać w różnych sytuacjach, nawet w byciu politykiem?
Myślę, że chodzi też o charyzmę.
Poszłaś więc na politologię.
Wydawało mi się to bardzo logicznym ciągiem wydarzeń, skoro już to robiłam. A ja nie lubię zmian.
Nie wierzę.
Naprawdę, nienawidzę zmian.
Chyba że chodzi o zmianę ubrań.
Nawet to niekoniecznie. Zdziwiłabyś się, gdybyś zobaczyła moją szafę. Mam rzeczy, o które się boję, że się zniszczą. Bo co, jak ich nie będzie? Już sobie nie będę mogła kupić takiej samej sukienki, a to moja ulubiona. Kiedy kupuję sukienkę i wiem, że ją kocham, boję się, co się stanie, jak się zużyje. Więc przywiązuję się do ubrań, tak jak przywiązuję się do sytuacji, do określonej wizji. Tak samo było z polityką.
A jednak nie zostałaś polityczką.
Okazało się, na szczęście albo nieszczęście, że te studia to trochę krok wstecz. Samorząd studencki robił prawie to samo, co ja trzy lata wcześniej w mojej małej młodzieżowej radzie miasta. A ja chciałam więcej. Poza tym okazało się, że samorząd i polityka to trochę inne rzeczy, i ta polityka nie podobała mi się tak bardzo.
Ale studia skończyłaś?
Na drugim roku zostałam Osą, osobistą stylistką, i już wiedziałam, że nie będę zajmować się polityką, jednak studia skończyłam, żeby dać moim babciom oprawioną w skórę pracę magisterską. Ale też dlatego, że moi klienci to ludzie światli, i wszystko, co czytam, czym się interesuję, co przeżywam, przekłada się na moją pracę, bo to nie są tylko ubrania. Dużo wiem o świecie, bo mnie przycisnęli na tym UJ-ocie, a to wzbogaca moją pracę.
Jak babcie przyjęły, że nie będziesz się zajmować polityką?
Dobrze. W mojej rodzinie wszyscy jesteśmy dość odważni. Nigdy nikt mi nie powiedział, co mam robić, że mam być polityczką, lekarką albo prawniczką. Nie usłyszałam tego ani od rodziców, ani od babć. Jestem im wdzięczna, że miałam pełną wolność wyboru. Kiedy już jako dorosła kobieta zastanawiałam się nad tym, doszłam do wniosku, że jest to niesamowicie rzadkie.
Jedna z moich babć na emeryturze pracowała w sklepie z ubraniami, interesuje się modą i powiedziała, że jakby wiedziała 30–40 lat temu, że jest taki zawód jak stylistka, też by nią została, bo to jest superzajęcie. Druga babcia dopytywała, czy na pewno mi na wszystko wystarcza pieniędzy i czy to jest fajna praca. Obie są moimi wiernymi fankami, są ze mnie dumne i czekają na moje występy telewizyjne.
Jak w ogóle wpadłaś na ten pomysł? Na Osę? Na to, że ludzie będą ci płacić za to, że wyrzucasz im ubrania z szafy i chodzisz z nimi na zakupy?
Musisz pamiętać, że jak jesteś charyzmatyczną osobowością, jak uważasz, że jesteś najlepsza i najfajniejsza na świecie, a jeszcze dołączysz do tego brak wątpliwości związany z tym, że jesteś na drugim roku studiów, i myślisz, że uda ci się wszystko, to masz duże szanse na powodzenie.
Żadnych wątpliwości?
Żadnych. To było wspaniałe. Teraz mam ich dużo. Im jestem starsza, tym mam ich więcej i one mnie hamują. Wtedy się nie wahałam, bo nie miałam nic do stracenia. Nic poza studenckim czasem. Ale jak masz dwadzieścia ileś lat, to czasu masz potąd, a kolektywne picie piwa mnie nie kręciło, nie dawało mi energii, więc nie miałam co żałować studenckiego życia.
A pomysł nie był mój. Przyjaciółka Ewa powiedziała mi, że istnieje w Londynie ktoś taki jak personal shopper i może ja mogłabym robić coś podobnego w Polsce. Odpowiedziałam, że jasne. Ale jakbyś mi w tamtym czasie powiedziała, że mogę być Beyoncé, też bym powiedziała: jasne. W ciągu miesiąca miałam nazwę, logo, stronę i szybko okazało się, że jestem w tym po prostu bardzo dobra.
Nie mam koncepcji.
No właśnie, dla każdego „dużo” oznacza coś innego i często nie zależy to od zamożności osoby, tylko od mentalności. Zakupy są okazją do pracy z przekonaniami na temat pieniędzy, wyniesionymi najczęściej z domu. Pomagają zobaczyć, ile to jest dużo pieniędzy wydanych na ubrania dla siebie i czy jesteśmy w stanie pozwolić sobie na to mentalnie. Dla niektórych trzy tysiące to dużo, dla niektórych mało. Czasem dziewczyny liczą, ile wydają na kompulsywne zakupy, i okazuje się, że mają w szafie pełno niepotrzebnych, nietrafionych, do niczego niepasujących ubrań, więc są to pieniądze wyrzucone w błoto.
A co do zmian życiowych, zmienia się dużo. Dostaję różne maile, niektóre kobiety się rozwodzą (śmiech), to najbardziej ekstremalny przypadek, niektóre mają odwagę poprosić szefa o podwyżkę, bo nagle czują się tego warte. Pamiętam, jak robiłam charytatywnie metamorfozy w urzędzie pracy, dla dziewczyn, które wyszły z patologicznych rodzin. Miały cały kurs przystosowania do życia na nowo. Jedna z dziewczyn założyła czerwony żakiet i powiedziała: „Teraz jestem taka jak one”. Zapytałam: „jak kto?”. „Jak te wszystkie dziewczyny z telewizji, co robią karierę”. Spojrzała w lustro i zobaczyła w sobie nową jakość. Czerwony żakiet z Zary za 139 złotych może zrobić taką różnicę, taki przeskok w głowie.
Szafy kobiet i mężczyzn też są inne?
Szafy mężczyzn są mniejsze.
Usługa, którą proponujesz, przegląd szafy, kojarzy mi się z niesamowitą intymnością.
Bo to jest intymne.
Trzeba mieć dużo odwagi, żeby wpuścić cię do swojej szafy?
Nie tylko mnie, każdego. Ja nie lubię, jak mi ktoś zagląda do szafy. Niezależnie od tego, czy to jest stylistka, czy ktoś inny. Zaglądanie, co i jak jest poukładane, jest bardzo, bardzo intymne, dlatego że w ubraniach widać każdą historię.
Masz więc taką szafę i co w niej widzisz?
Wszystko. Czy tata był wojskowym na przykład.
Bo poukładane ubrania?
Marynarki z ciężkich materiałów i z wielkimi guzikami, oficerki. Możliwie, że lubisz jeździć konno, ale może być tak, że tata zawsze ci mówił, że tylko ciężkie marynarki są porządne, a lekkie i bez podszewki to zło.
Czasem zawartość szafy nie zgadza mi się z osobowością. Widzę na wieszakach niebieską koszulę, białą koszulę, ołówkową spódnicę, czarną, granatową, buty z kwadratowym noskiem. Typowa szafa analityczki, ale rozmawiałam wcześniej z klientką i wiem, że na pewno nie jest analityczką. „Bo mi mąż doradza, on ma lepszy gust”, tłumaczy. No tak, mąż na pewno jest analitykiem.
Czyli w małżeństwie można nie dobrać się nawet stylistycznie?
To działa naprawdę bardzo różnie. Możesz mieć takiego samego faceta jak ty, możesz mieć takiego, który jest w połowie jak ty, a w połowie nie, możecie być kompletnie odmienni. Świadomość tego bardzo pomaga rozumieć zachowania. Dlaczego na jednego faceta działa, jak kobieta jest zajęta? Bo lubi rywalizację, jak nie ma rywalizacji, nie ma zabawy. Wolna dziewczyna nie jest dla niego żadnym wyzwaniem.
Czy po szafach twoich klientek widać, że np. mają problem z niedowartościowaniem się albo z wydawaniem na siebie pieniędzy?
Na pewno widać czasem, że mają problem z wydawaniem pieniędzy. To temat rzeka, jeżeli chodzi o kobiety. Niezależnie, ile zarabiają. My jako kobiety musimy mieć milion usprawiedliwień, że możemy sobie coś kupić. Nie ma u nas takiego myślenia: „Pozwól sobie, nie musisz mieć na to finansowego ani praktycznego argumentu, że ci to pasuje do wszystkiego. Nie musisz, zarabiasz pieniądze, więc też możesz je wydać na siebie i kropka”. Nie trzeba żadnej legitymizacji.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki