Mój Człowiek - ebook
Tom 4: Brat przeciwko bratu Tajemnice przeszłości wychodzą na jaw, a granica między sojusznikami a wrogami staje się coraz cieńsza. Bracia stają po przeciwnych stronach konfliktu, który może odmienić los całej ludzkości. Każdy wybór ma swoją cenę, a każdy błąd może doprowadzić do katastrofy. Gdy rozpoczyna się starcie krwi i przekonań, zwycięzców może nie być. Tom 4 z serii „Mój Człowiek” liczącej 18 tomów.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Proza |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8455-684-9 |
| Rozmiar pliku: | 1,4 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Joseph jako twórca zaszedł bardzo daleko. Ważne było dla niego, by wiedzieć, że może kontrolować te istoty, lecz siódemka nie wykonywała jego rozkazów, dlatego dał im prawo wyboru. Zbyt mocno się do nich przywiązał i popełnił niewybaczalny błąd w swoim okrutnym świecie, tworząc potwory, których nie dało się naprawić.
Nigdy tak naprawdę nie zastanawiał się, w jaki sposób będzie mógł je zniszczyć, ponieważ stworzył dla tych prototypów zadziwiająco wytrzymałe ciała. Dodatkowo dał im niewrażliwe pole ochronne generowane ruchem ich komórek i obdarzył ich unikalnymi zdolnościami — w istocie mogli zastąpić całą armię, stając się czymś na wzór źródeł niosących wyłącznie zniszczenie.
Do stworzenia tych prototypów wybrał najokrutniejszych i najniebezpieczniejszych drapieżników, stabilizując ich genami meduz morskich, które potrafią regenerować komórki i powracać do swojej pierwotnej formy. Gdy dopiero badał możliwości regeneracji, którymi obdarzył tę siódemkę, był zdumiony. Potrafili odrastać nowe kończyny i całkowicie odbudowywać narządy wewnętrzne, niezależnie od tego, który organ został utracony. Dlatego, gdy kasta podjęła decyzję o ich zniszczeniu, naukowiec wymyślił jedyne rozwiązanie — umieścić ich w roztworze silnego kwasu. Gdyby przebywali tam wystarczająco długo, najprawdopodobniej zamieniliby się po prostu w odpady.
W drapieżnym spojrzeniu Re można było dostrzec tylko jedno pragnienie — zabijać, i było ono związane raczej z traumą natury psychicznej niż z prawdziwą naturą jego mocy. Z powodu zdolności przekształcania własnego głosu w ogień najczęściej wysyłano go na misje bojowe i powierzano mu najbrudniejszą pracę, którą wykonywał bez większej chęci. Jednak przez stulecie jego umysł został wypaczony i pochłonięty przez najmroczniejsze demony, jakie mógł stworzyć bezduszny świat — w istocie stał się potworem.
Uwięziony w kolbie z kwasem przeżywał raz za razem chwile, w których krok po kroku stawał się potworem. Wspominał, jak zabijał niewinne istoty zapędzone w pułapkę, obracając je w popiół za niechęć do podporządkowania się najeźdźcom. Z czasem jedynym sposobem, by nie oszaleć, stało się zaakceptowanie własnej okrutnej natury i nauczenie się czerpania przyjemności z tego procesu, co też uczynił.
Im dłużej żył Joseph, tym mocniej uświadamiał sobie swoje błędy, lecz nie mógł już cofnąć przeszłości i teraz to ona go doganiała. Był bardzo stary i być może z powodu wieku zaczął czasami żałować tego, co zrobił i co utracił w procesie dążenia do doskonałości.
— Jesteś mój, tylko mój. Zabiję cię… — powtarzał sobie Re, szepcząc to niczym mantrę po tym, jak zabił i zniszczył wszystkich, którzy przybyli, by go schwytać i udzielić pomocy. Znów był gotowy wrócić do zadania, które pierwotnie przed nim postawiono.
Po tym, jak ciało syna Nicka się zregenerowało, chłopak odzyskał przytomność. Obejmując wzrokiem całą sytuację, która się wydarzyła, uświadomił sobie, jak wielkie grozi im niebezpieczeństwo. Jedyną osobą, której naprawdę mógł pomóc, był jego ojciec, ponieważ znajdował się obok niego, lecz nie był w stanie się poruszać z powodu rozległych oparzeń.
— Ojcze, wytrzymaj, wyciągnę cię stąd. Teraz trochę pocierp, będzie bolało. — Młodzieniec wziął ojca na plecy. Choć Nick bardzo starał się powstrzymać swoje emocje, krzyki bólu i tak wyrwały się z jego gardła.
Na jego plecach prawie nie było już ubrania, a skóra była pokryta ogromnymi pęcherzami, miejscami przepalona aż do mięsa wraz z materiałem odzieży, dlatego przy każdym gwałtowniejszym ruchu obrażenia się pogłębiały. W miejscach, za które chłopak trzymał ojca za ręce, pojawiły się krwawe rany, ponieważ pęcherze po oparzeniach popękały, i teraz trzymał w dłoniach praktycznie odsłonięte mięso, czując zapach przypalonej skóry oraz czując, jak krew ślizga się po jego dłoniach.
Jedną zakrwawioną ręką chłopak pokazał pozostałym, którzy ukrywali się nieco dalej, że muszą odejść. Nie wiedział dokąd, nie wiedział jak, ale rozumiał, że nie mogą tu zostać. Nie poradzi sobie z takim przeciwnikiem, a poza tym nie posiada wystarczającej siły.
— Obudź się, czas iść… — krzyknęła Lina, szarpiąc Anastazję za włosy.
Dziewczyna była tak pochłonięta przerażeniem wywołanym tym, jak Re rozprawił się z jej ludźmi, że na chwilę znieruchomiała niczym posąg, bojąc się nawet odetchnąć. Na jej ciele nie wystarczyłoby miejsca, aby uczcić pamięć wszystkich tych, których straciła tego dnia, nawet jeśli większości z nich nawet nie znała. Byli jednak jej współpracownikami, choć należeli do innego wydziału.
Jedyną rzeczą, z którą naprawdę nie mogła się pogodzić, była śmierć pułkownika Mila. Był dla niej jak ojciec, a teraz, obserwując, jak po prostu zamienia się w pył, nie mogła ani płakać, ani krzyczeć, a nawet oddychać.
Ostry ból spowodowany pociągnięciem za włosy na moment przywrócił ją do rzeczywistości. Dziewczyna po prostu podążyła za pozostałymi jak robot, nie pozwalając emocjom zalać jej falą. Dobrze znała ten stan i gdyby teraz pozwoliła sobie na tę słabość, po prostu umarłaby od bólu, który musiałaby przeżyć.
Niebo pociemniało, a jasne błyskawice, którym towarzyszyły grzmoty, przerwały ciszę wiszącą nad ruinami.
Rozbijając betonowe odłamki, omijając kawałki szkła i ramy okienne, z ogromną prędkością tuż obok Nicka i jego syna zatrzymał się wielki szary pickup, wzbijając tumany kurzu.
— Na co się gapicie? Szybciej, wsiadajcie do środka! — krzyknął Christopher i otworzył boczne drzwi.
Nie zadając zbędnych pytań, chłopak z Nickiem na plecach wskoczył do paki pickupa.
Joseph dość szybko, w swoim nowym ciele, dotarł do paki pickupa i jednym zwinnym ruchem, opierając się wyłącznie na jednej ręce, wskoczył do środka.
Jeśli chodzi o Anastazję, ledwo przebierała nogami, nie mając możliwości poruszania się szybciej z powodu przytłaczających ją uczuć.
Lina, która zdążyła już znacznie wysunąć się do przodu, zauważywszy powolność dziewczyny, nie wytrzymała i, uderzając ją w wątrobę, syknęła:
— Dlaczego z tobą zawsze są jakieś problemy?
Korzystając z chwili, gdy dziewczyna zgięła się z bólu, zarzuciła ją sobie na ramię i również znalazła się na pace pickupa.
Gdy tylko wszyscy pasażerowie znaleźli się na pokładzie, pickup ruszył z miejsca niczym koń wyścigowy. Pokonywał kolejne odcinki drogi, wyprzedzając krople deszczu, które goniły ich po piętach.
Kierowca siedzący za przyciemnianymi szybami pozostał nieznany większości pasażerów, lecz sposób, w jaki prowadził pojazd, nie uszedł ich uwadze. Zręcznie omijał odłamki rozrzucone po całym terenie, objeżdżał przeszkody i pilnował, aby żaden z pasażerów nie opuścił pojazdu przed czasem.
Gdy pył wzniecony przez pickupa opadł, stało się jasne, że ci, którzy przeżyli, uciekli.
Pan Re był tak pochłonięty niszczeniem ekipy ratunkowej, że nie zauważył ucieczki.
Dopiero rozglądając się dookoła, uświadomił sobie to, gdy jego oczy nie znalazły ani jednej żywej duszy. Z przerażeniem spojrzał na pana Do, który już zacisnął pięść. Najbardziej nie znosił nieposłuszeństwa i surowo za nie karał. Ponieważ był najsilniejszy spośród całej siódemki, zajmował wysoką pozycję w ich hierarchii, choć w istocie był ich bratem.
Re nie odważył się zrobić nawet kroku w stronę brata, obawiając się tego, co ten może mu zrobić za to, że pozwolił uciec osobie, którą miał zabić. Wystarczyło jedno spojrzenie na dowódcę, by znieruchomieć ze strachu.
Z powodu nierównej drogi, silnego deszczu oraz braku schronienia Nick odczuwał potworny ból, ponieważ krople deszczu dotykały odsłoniętych części jego ciała, wywołując piekący ból i przypominając z każdą kroplą, jak bardzo ucierpiała jego skóra.
— Trzymaj się, ojcze… — uspokajał go chłopak, trzymając jego głowę na swoich kolanach i starając się maksymalnie ograniczyć kontakt jego ciała z zimnym metalem.
Anastazja patrzyła lodowatym wzrokiem na poparzone i okaleczone ciało — twarz i dłonie niegdyś genialnego lekarza — i nie mogła wybaczyć sobie własnej bezradności. Dziewczyna nie miała już nawet siły płakać — tak bardzo była wyczerpana wydarzeniami, które rozegrały się w ciągu zaledwie kilku godzin.
Pozostali pasażerowie milczeli i jedynie cieszyli się z tego, że opuścili laboratorium. Było to jedynie krótkie wytchnienie na ich drodze, ale teraz znajdowali się we względnym bezpieczeństwie.
Ubrania przemokły, ale przynajmniej schłodziły skórę i przyniosły świeżość oraz ulgę po doznanych zniszczeniach.
Był to pierwszy deszcz, jaki Lina zobaczyła i poczuła na swojej skórze. Przyjemny chłód i dreszcze przebiegające po ciele wraz ze spadającymi kroplami były niczym małe, orzeźwiające westchnienia samej natury. Niebo było ciemne, a od czasu do czasu po głośnym grzmocie rozświetlało się jasnym blaskiem błyskawicy. Był to zdumiewający widok dla kogoś, kto oglądał go po raz pierwszy. Dziewczyna rozkoszowała się każdą sekundą, unosząc głowę ku górze i zamykając oczy, całkowicie pogrążona we własnych odczuciach.
Kira przyglądała się twarzy nieznanego jej chłopaka, który przedstawił się jako jej syn, i dostrzegała coraz więcej podobieństw do własnych rysów — bez wątpienia był jej synem.
Gdy Do zrobił pierwszy krok w stronę Re, przerażony chłopak zaczął wzmacniać swój ogień oraz pole ochronne wokół siebie. Przyjął pozycję bojową i przygotował się na karę, która miała za chwilę nastąpić. Istniało duże prawdopodobieństwo, że zostanie pozbawiony ręki, nogi albo oka.
W przeszłości właśnie w taki sposób Do karał swoich braci i siostry za nieposłuszeństwo. Teraz jednak chłopak dopiero zaczął odczuwać smak życia: świeża wilgoć spadała na jego skórę, po czym w jednej chwili odparowywała i wracała ku niebu w postaci małych, puszystych obłoczków.
— Uspokój się, Re — zabrzmiał miękki baryton tuż przy uchu chłopaka.
Re zamknął oczy zaledwie na sekundę, lecz to wystarczyło, by Do znalazł się za jego plecami i położył mu rękę na ramieniu. W jego odczuciu ważyła ona całą tonę, a kolana same ugięły się pod ciężarem tego nacisku. Odwrócił się, by spojrzeć na twarz brata, który właśnie miał go ukarać.
— Ja… ja się na chwilę rozproszyłem — próbował znaleźć usprawiedliwienie dla tego, dlaczego nie wykonał bezpośredniego rozkazu, lecz wystarczyło to, by poczuć, jak ręka Do zsunęła się i zacisnęła na jego dłoni. W tej samej chwili ogień zgasł, a chłopak zaczął czuć, jak kości w jego ręce powoli i z chrzęstem pękają. Do wykręcał mu rękę w bolesny i powolny sposób.
— Nie rób tego, bracie, wybacz mi, wybacz… — cały ogień otaczający chłopaka zgasł. Teraz, klęcząc, błagał, by pozostawić mu rękę, i po raz pierwszy od bardzo dawna Do po prostu go puścił i nie wyrwał mu ręki — jedynie ją złamał.
— Po prostu popełniłeś błąd. Następnym razem tego nie powtarzaj, ponieważ mogę nie być tak dobry jak teraz — powiedział z uśmiechem chłopak i nastawił bratu rękę, którą wcześniej wykręcił mu za plecy.
Re poczuł, jak jego serce zaczęło bić szybciej: brat nie tylko nie oderwał mu ręki, ale jeszcze nastawił ją z powrotem. Było to coś zupełnie niezwykłego — zawsze surowy i bezlitosny Do stał się łagodniejszy.
— Jaka szkoda, braciszku. Wasz główny cel uciekł, podczas gdy wy zajmowaliście się całą resztą. Następnym razem moja kolej. Nie zapominaj o tym — uśmiechnął się młodszy brat i poklepał chłopaka po obolałym ramieniu. Jego kości zrosły się dość szybko, co pozwoliło mu kontynuować drogę.
Osłabiony koniecznością przejścia poważnej regeneracji Re przez dłuższy czas nie byłby w stanie korzystać ze swojej mocy, dlatego teraz ciężko westchnął, wyprostował się, podniósł z kolan i uśmiechnął się, uświadamiając sobie, że mógł stracić znacznie więcej niż tylko swoją dumę.
— Dosyć zabawy. Mamy zadanie do wykonania. Spójrzcie na swoje bransolety — nasz czas wkrótce się skończy, a to oznacza, że zostanie otwarty portal powrotny i zostaniemy wciągnięci z powrotem. Musimy się więc pospieszyć, jeśli chcemy uwolnić siostry.
— Tak, braciszku, zrozumiałem, że nie mogę już nabijać się ze średniego brata, zwłaszcza że dostał przez ciebie naganę — to zdarza się dość rzadko.
— Mi, przestań się wygłupiać i poszukajmy czegoś przydatnego w tych ruinach. Jestem pewien, że Joseph nie wybrałby tego laboratorium, gdyby nie było w nim ukrytych miejsc, które mogłyby mu się przydać.
Pickup zaczął wydawać dziwne dźwięki i wyraźnie zwolnił, co wzbudziło pewne obawy.
Pasażerowie, którzy zdążyli już nieco przywyknąć do wilgoci i nieprzyjemnego uczucia na skórze, poczuli lekkie zaniepokojenie, gdy samochód się zatrzymał.
— No cóż, dzieciaki, dalej będziemy musieli rozbić obóz. Problem polega na tym, że nie zadbałem o paliwo — właśnie się skończyło. Tak więc robimy postój — powiedział kierowca, ukrywając twarz za zielonym parasolem.
Anastazja ożywiła się — już wiedziała, do kogo należy ten głos, ale nie mogła uwierzyć, że chłopak tak bardzo wydoroślał.
— Ty… jak nas znalazłeś? — Anastazja wyskoczyła z paki pickupa i podeszła do chłopaka. Odsunęła parasol, a jej podejrzenia się potwierdziły — przed nią stał Christopher.
— Pamiętasz, jak mówiłem, że znajdę sposób, żeby ci pomóc i spłacić dług? Właśnie dlatego tu jestem. — Chłopak uśmiechnął się serdecznie. W tym uśmiechu można było dostrzec nie tylko dumę z tego, że rzeczywiście dotrzymał słowa, ale także to, że dziewczyna mu się podobała.
— Czy ty w ogóle rozumiesz, w jakie bagno znowu się wpakowałeś? — Anastazja boleśnie uderzyła chłopaka w ramię, jakby był jej młodszym bratem.
— Nie przejmuj się tak. Wyjdę z tych kłopotów. To wy macie znacznie większe problemy. — Chłopak wyciągnął telefon i uruchomił nagranie.
Dziewczyna na ekranie opowiadała o wybuchu w laboratorium, o prowadzonym śledztwie i o poszukiwaniu sprawców, a następnie pokazała zdjęcia Anastazji i Kiry, ponieważ zostały zauważone w pobliżu laboratorium i zarejestrowane przez kamery monitoringu.
Dziewczyna wyrwała telefon z rąk chłopaka i wpatrzyła się w ekran. Teraz uświadomiła sobie, w jak beznadziejnej sytuacji się znaleźli: nie mogli zwrócić się do nikogo o pomoc, ponieważ jej twarz widniała na wszystkich ekranach miasta jako twarz przestępczyni, a to oznaczało, że nie mogli liczyć na żadną pomoc.
Nick dostał ataku drgawek z powodu rozległej utraty krwi i poważnych uszkodzeń skóry. Ponieważ mężczyzna leżał na boku, wszystko przebiegło nieco łagodniej: jego nogi, ręce i tułów drżały przez kilka minut, a potem się uspokoiły, nie powodując przy tym dodatkowych poważnych obrażeń.
To jednak bardzo przestraszyło syna Nicka, który trzymał ojca na swoich kolanach i podtrzymywał jego ciało, minimalizując obrażenia. Był to jednak wyraźny znak, że nie mogli już dłużej zwlekać.
Pogoda nie sprzyjała pozostawaniu na otwartej przestrzeni, ale nie mieli żadnego schronienia.Rozdział 92. Odpoczynek
Idąc pośród ruin, Re czuł już, jak jego ręka się regeneruje, a to oznaczało, że już wkrótce odzyska pełną zdolność bojową i będzie mógł wreszcie przynosić pożytek. Chłopak niczym cień podążał za bratem i od czasu do czasu spoglądał w jego stronę, nie odważając się rozpocząć nieprzyjemnej rozmowy, jednak słowa i tak wyrwały się z jego ust, zdradziecko opuszczając jego myśli.
— Wybacz mi, bracie, zagalopowałem się. To się już więcej nie powtórzy.
Jego głos lekko drżał, a sama uprzejmość, z jaką to powiedział, była fałszywa. Re tak naprawdę nie szanował swojego brata. Nie dlatego, że był zły, lecz dlatego, że jako przywódca często podejmował dziwne decyzje, których nie można było kwestionować ani się im sprzeciwiać. Po tym, jak uwolnili się ze swoich cel, w których spędzili wiele lat, Do bardzo się zmienił. Było to widoczne nawet w sposobie, w jaki okazał mu pobłażliwość.
Z laboratorium nie zostało prawie nic. Większość została stopiona przez moc Re albo spalona, zamieniając się w ruiny. Tak ogromna siła w rękach jednego genetycznie zmodyfikowanego prototypu, który słabo panuje nad własnymi emocjami, była niedopuszczalnym luksusem nawet dla tego, kto stworzył potwory.
— Zachowaj swoje uszczypliwości dla siebie. Jeśli jeszcze raz nie wykonasz mojego rozkazu, osobiście cię zabiję. Dlatego nie kuś swojego losu — powiedział Do spokojnym tonem do brata, kontynuując poszukiwania i nie odrywając się nawet po to, by spojrzeć w jego stronę.
W rzeczywistości znał sekret, jak zabić Re. Chodziło o to, że podczas uwięzienia miał możliwość przeanalizowania wszystkich ich zdolności. A ponieważ posiadał wysoki intelekt, którym obdarzył go Joseph, wszczepiając mu geny największych sawannowych ssaków na świecie, komunikujących się za pomocą echolokacji, był w stanie badać otaczający go świat, wydając ciche, ledwie słyszalne dźwięki. Tak rok po roku zdobywał nową wiedzę, poznawał nowe światy, do których ludzie przemieszczali się wraz z jego światem.
Jeśli chodzi o młodszego brata Mi, to nie przepadał za grzebaniem w brudnych rzeczach, preferując znacznie czystszą pracę. Obserwował to, co się działo, oraz rozmowę pomiędzy braćmi i w żaden sposób się do niej nie wtrącał, zachowując neutralność.
Pomimo tego, że został obdarzony uprawnieniami do kierowania swoimi braćmi i siostrami, nigdy nie bał się brudnej pracy i teraz również, odgrzebując zawalone laboratorium, ruiny oraz głęboko wbite odłamki, nie obawiał się ubrudzić rąk. W ten sposób odnaleziono tajne drzwi ukryte za ceglaną ścianą, która była w połowie zasypana gruzem, dzięki czemu ukazało się ukryte przejście.
— No proszę, jednak coś znaleźliście — powiedział złośliwie Mi, klaszcząc.
Re, przyzwyczajony do takich kpin ze strony młodszego brata, nie reagował na tego rodzaju zachowanie. Zaczął pomagać dowódcy odgrzebywać zawalone przejście, aby dostać się do środka. Jakby specjalnie rzucał kamienie i duże odłamki w stronę młodszego brata, zmuszając go do przechodzenia z jednej strony na drugą, niczym w tańcu.
— Może zaczniesz patrzeć, gdzie rzucasz tymi głazami?
Zmęczony udawaniem młodszy brat zaczął złośliwie się oburzać, ale nadal nie dołączył do swoich braci, by im pomóc.
— A może zamkniesz usta i po prostu odejdziesz gdzieś na bok, podczas gdy my pracujemy?
Powiedział Do rozkazującym tonem i dalej usuwał duże kamienie. Fizycznie przewyższał obu braci i był w stanie podnieść więcej niż oni obaj razem wzięci. Dzięki temu bez trudu unosił ogromne i ciężkie betonowe bloki.
Ból nieco ustąpił, pozostawiając przyjemny chłód. Wiatr rozgonił chmury i spod nich wreszcie zaczęło wyłaniać się słońce znikające za horyzontem. Teraz jasnobordowe niebo z domieszką czerwieni oświetlało gęste leśne zarośla.
Christopher na ostatnich kilku kilometrach skręcił w głąb sosnowego lasu, aby na krótko ukryć się przed współczesnym światem i możliwym pościgiem.
Syn Kiry nie miał już napadów bólu głowy i mógł przebywać obok matki, która nadal go nie pamiętała. Były one wywołane tym, że po odrodzeniu wrażliwość połączeń neuronowych w mózgu Kiry wzrosła, a część odpowiedzialna za wspomnienia nie nadążała z przetwarzaniem informacji z szybkością, z jaką mózg tworzył nowe neurony.
— Czy ktoś ma jakiś pomysł, dokąd powinniśmy jechać?
Zapytała Anastazja, patrząc na niemal pusty bak samochodu. Rozumiała, że obecnie szanse mieli właściwie tylko Christopher i syn Kiry, ponieważ nie byli poszukiwani, ale nawet to nie rozwiązywało problemu: paliwa w baku raczej nie wystarczy, by odjechać daleko. A przemieszczanie się pieszo na duże odległości nie wchodziło w grę z powodu obecności rannych.
— Mój dom zniszczyłaś, Anastazjo, nie mam dokąd wracać — odpowiedział z trudem Nick, cierpiąc piekielny ból spowodowany oparzeniami. Mimika jego twarzy nie została uszkodzona, a zęby prześwitujące przez przezroczysty policzek nieprzyjemnie kontrastowały z resztkami włosów. Jego głos był zachrypnięty, a mamrotanie trudno było zrozumieć.
Dziewczyna pochyliła się nad Nickiem, aby usłyszeć, co chciał powiedzieć.
Próba powtórzenia zakończyła się kaszlem i kroplami krwi, które spadły na kolana jego syna.
— Przestań, ojcze. Potrzebujesz odpoczynku. Zostanę przy nim, a wy zdecydujcie, co robić dalej bez nas.
Lina tylko pokręciła głową, ponieważ nie wiedziała absolutnie nic o tym świecie. Kira również nie miała nic do powiedzenia, ponieważ znała ten świat równie słabo.
— Potrzebujemy mojego urządzenia. Mam kilka pomysłów, ale nie wiem, czy w waszym świecie istnieją takie miejsca — powiedział Joseph, który naprawdę pamiętał, że kiedyś w jego świecie istniały niewielkie laboratoria, w których pracowało mało ludzi, ale znajdowało się dużo sprzętu niezbędnego im teraz do zwykłego przetrwania.
— Mów, Josephie! Słucham cię — powiedziała Anastazja, myśląc, że Joseph ma jakiś plan awaryjny albo budynek, w którym mógłby jeszcze pracować.
— Potrzebujemy niewielkiego laboratorium, w którym prowadzi się badania parametrów ludzkiego organizmu. Każde się nada. Tam będę mógł stworzyć lekarstwo i pomóc wielu z nas. Wiesz, gdzie mogą znajdować się takie laboratoria? — zapytał Joseph Anastazję, wprawiając ją tym pytaniem w prawdziwą panikę.
— Nigdy nie miałam do czynienia z czymś takim. Nie wiem, gdzie mogą znajdować się takie laboratoria, ale jest problem. Skończyło nam się paliwo. Dalej będziemy musieli iść pieszo — stwierdziła ze smutkiem Anastazja, rozumiejąc, że jest to nierealne rozwiązanie, i spojrzała na Nicka.
Samochód zatrzymał się pośrodku gęstego lasu. Nie było tu żadnej drogi, absolutnie niczego poza drzewami i nadchodzącą nocą.
— Słuchajcie, mam w pickupie namiot kempingowy oraz podstawowy sprzęt do rozpalenia ognia i tym podobne rzeczy. Jakoś przetrwamy tę noc. Ale martwi mnie stan tego chłopaka w moim pickupie. Wątpię, żeby długo wytrzymał…
Anastazja przyłożyła palce do ust chłopaka, nie pozwalając mu wypowiedzieć na głos strasznych słów, o których sama również myślała.
— Będziemy musieli rozbić tutaj obóz, dalej nie pojedziemy. Nie mamy paliwa. Christopher ma absolutną rację — zaproponowała jedyne rozsądne rozwiązanie ze wszystkich możliwych. Nie mieli już siły na dalszą wędrówkę pieszo, dlatego musieli złapać oddech.
— To niezły pomysł, ale wielu z nas jest rannych. Co zrobimy? — Lina poparła pomysł Anastazji, by zostać na miejscu, ale jednocześnie wyraziła swoje zaniepokojenie stanem wszystkich obecnych.
— I tak nie mamy wyboru, dlatego teraz rozpalimy ogień i zrobimy niewielkie schronienie. Odpoczniemy tutaj. Joseph obejrzy rany wszystkich. Być może będzie w stanie nas podleczyć, jego urządzenie i tak jest przy nim.
— Zobaczymy, co da się z tym zrobić.
Joseph oczywiście zabrał urządzenie ze sobą. Nie wypuszczał go z rąk niczym niemowlęcia. Nie uwzględnił jednak jednego małego szczegółu: urządzenie przeleżało tak długo w jego ukrytej, skompresowanej przestrzeni, że rozładowało się pod wpływem skumulowanych sił ciśnienia i działania przestrzeni. Po krótkim przeszukaniu ustawień urządzenia Joseph odkrył problem: pozostał tylko jeden ładunek, a to oznaczało, że może pomóc tylko jednej osobie.
— O ile dobrze zrozumiałam, to urządzenie powinno przekształcać jedne geny w inne. Przynajmniej tak wywnioskowałam z waszych opowieści i wszystkiego, czego dowiedziałam się przez te kilka godzin. W lesie jest wystarczająco dużo rzeczy, które można wykorzystać. Nie widzę żadnego pościgu, więc najprawdopodobniej będziemy mieli trochę czasu na odpoczynek, ale i tak trzeba będzie wystawić wartę na wypadek, gdyby jednak ktoś nas ścigał.
Anastazja mówiła pewnym głosem, choć sama tej pewności nie miała. Czuła, że jej palec jest już stracony, ponieważ przybrał martwy, sinawy kolor. Dziewczyna rozumiała, że go straci, ale niewiele ją to obchodziło. Znacznie bardziej martwił ją stan Nicka, którego całe ciało pokrywały oparzenia.
— W takim tempie wszyscy pozdychamy — powiedziała złośliwie Lina i wyciągnęła z kieszeni saszetkę z mieszanką proteinową. Zachłannie opróżniła ją dosłownie w minutę. Kilka par oczu obserwowało ją, nie rozumiejąc, co się właściwie dzieje.
— Co się tak na mnie gapicie? — oburzyła się dziewczyna, rzucając pustą saszetkę na ziemię.
— No i świetnie, zapasy się znalazły. Cieszę się, że jesteś taka zachłanna i napchałaś sobie kieszenie jedzeniem.
Problem jedzenia został rozwiązany, dlatego dziewczyna zajrzała do wnętrza samochodu, aby wyciągnąć sprzęt kempingowy. Dobrze znała sposób rozkładania namiotu, a także oczywiście rozpalania ognia.
Po wyjęciu namiotu z pokrowca próbowała umieścić metalowe pręty we właściwych miejscach, ale z powodu uszkodzonej ręki było to trudne. Chwyciła jeden koniec namiotu zębami, a zdrową ręką zaczęła wciskać stalowy pręt w odpowiedni otwór, jednak szło jej to bardzo opornie.
Patrząc, jak dziewczyna męczy się przy rozkładaniu namiotu, Christopher nie wytrzymał i ruszył jej na pomoc. Nie powiedział ani słowa, po prostu zabrał jej wszystko, co było potrzebne do rozłożenia namiotu, i w ciągu kilku minut rozstawił go samodzielnie.
Między nimi odbył się bezgłośny dialog. Dziewczyna po prostu skinęła mu głową w odpowiedzi, okazując wdzięczność. Pomógł rozpalić ogień i rozstawić małe krzesła, a akurat było ich dokładnie cztery.
Lina nie zaproponowała nikomu nic ze swoich zapasów. Po prostu w milczeniu patrzyła, jak pod wpływem wysokiej temperatury trzaskają deski wyciągnięte z worka, specjalnie przygotowane na taką okazję, a iskry unoszą się ku górze. Od razu zrobiło się cieplej. Wyciągnęła ręce w stronę ognia, delektując się tą chwilą, lecz w jej pamięci zaczęły pojawiać się wspomnienia o tym, z jakim potworem przegrała walkę.
— Lina, będziesz musiała podzielić się swoimi zapasami. Wiem, że gromadziłaś je wyłącznie dla siebie, ale znaleźliśmy się w sytuacji bez wyjścia i sama wiesz, że jeśli nie odzyskamy sił, staniemy się dla ciebie ciężarem.
Anastazja zastosowała wobec Liny najbardziej bolesną metodę, jaką można było wykorzystać w praktyce — próbę przekonania przez pryzmat brutalnej rzeczywistości. Pokazała jej, że jeśli odmówi pomocy innym, straci więcej, niż gdyby im pomogła. Ku zaskoczeniu wszystkich ten sposób zadziałał. Dziewczyna wyciągnęła kilka saszetek z mieszanką i rzuciła je w stronę Anastazji oraz Christophera.
— Jedzcie. Tym dwóm oczywiście też dajcie. Nie chcę, żeby zdechli, a potem obwiniali mnie o to.
Anastazja zaniosła jedzenie Nickowi i jego synowi. Było jasne, że czasu zostało bardzo niewiele. Choć Nick znajdował się teraz w stanie nieprzytomności wywołanym mechanizmem obronnym organizmu, jego stan był krytyczny.
— Proszę, weź. To pomoże ci odzyskać siły. A kiedy Nick się obudzi, pozwól mu też to wypić. Może choć trochę złagodzi mu to ból.
— Myślę, że mogłabyś zostać dobrą przyjaciółką, gdybyśmy poznali się lepiej. Szkoda, że spotkaliśmy się w takich okolicznościach.
Chłopak uśmiechnął się i wziął saszetkę z jedzeniem. Po kanapce przygotowanej przez ojca zawartość saszetki wydawała się bezsmakowa i dziwna.Rozdział 93. Właściwa decyzja
Joseph z poważną miną podszedł do ogniska i usiadł na krześle, trzymając w rękach urządzenie zdolne ocalić komuś życie. Po raz pierwszy od bardzo dawna odczuwał wątpliwości związane z wyborem osoby, której miałby podarować życie uratowane jednym naciśnięciem przycisku urządzenia, tracąc przy tym swoją przewagę i być może jedyną szansę na zwycięstwo nad wrogiem.
Anastazja uprzedziła jego pytanie i zadała je jako pierwsza.
— Proponuję wykorzystać cały ładunek urządzenia dla Nicka. To on najbardziej ucierpiał podczas walki. Mam nadzieję, że wszyscy zgadzają się z tą decyzją? — Dziewczyna spojrzała na obecnych w migoczącym świetle ogniska i nikt nie odważył się jej sprzeciwić.
— Ale przecież ty też jesteś ranna. Czy nie byłoby rozsądniej oddać ten ładunek komuś, kto z pewnością będzie bardziej przydatny w walce niż jakiś żałosny człowiek? — zaprotestowała Lina, chwytając dziewczynę za uszkodzoną rękę i mocno ją ściskając.
— Nie zgodzę się na to. Poza tym nie chcę stać się takim bezdusznym potworem. Przeżywałam już znacznie poważniejsze obrażenia. — Dziewczyna podciągnęła bluzę, pokazując ogromną bliznę poniżej pępka. Ukryła jednak fakt, że był to ślad po wycięciu wyrostka robaczkowego w warunkach polowych, a nie po ciężkiej ranie odniesionej w walce.
— Zrozumiałam, opuść już tę bluzę.
Lina sama do końca nie rozumiała, dlaczego tak bardzo chciała uratować tę dziewczynę. Było w niej coś przyciągającego, żywego i interesującego, co sprawiało, że nie mogła przestać obserwować jej niczym ogrodnik kwiat w swoim ogrodzie.
— Anastazjo. Tak naprawdę jeszcze nie obejrzałem twojego palca. Teraz mamy wystarczająco dużo czasu, mogę obejrzeć go teraz.
W stronę dziewczyny wyciągnęła się ręka naukowca, lecz spotkała się z reakcją Liny, która odruchowo uderzyła ją na bok.
— Nie dotykaj jej.
Joseph chciał pomóc Anastazji za to, jak troszczyła się o niego. Dziewczyna nic nie odpowiedziała, tylko wyciągnęła w jego stronę swoją rękę.
Lina demonstracyjnie odeszła, rozumiejąc, że nie jest tu teraz potrzebna.
— Pójdę przynieść więcej drewna… — wyszeptała i, jakby próbowała uciec, skierowała się w stronę lasu.
— Zaczekaj. Porozmawiajmy. — Christopher chciał uspokoić dziewczynę i ruszył za nią, zostawiając Josepha samego z Anastazją.
Szedł za Liną niemal biegiem, ale dziewczyna oddalała się coraz bardziej w głąb lasu.
Mężczyzna od razu zauważył, że palec nabrał nieprzyjemnego zapachu oraz sinociemnego koloru. Dla Josepha było oczywiste, że palec obumarł, a jedynym wyjściem była jego całkowita amputacja.
Dłoń dziewczyny była gorąca i lekko drżała. W niektórych miejscach gips był uszkodzony, a jego odłamki boleśnie wbijały się w skórę aż do krwi, ale ona milczała o swoim bólu, ponieważ przywykła do przetrwania w każdych warunkach.
— Sama to rozumiem, nie musisz bać się powiedzieć mi tego wprost. Stracę palec, prawda? — Dziewczyna nie była lekarzem, ale rozumiała, że sytuacja, w której się znalazła, prowadzi wyłącznie do amputacji palca. Tkanki obumarły, a jeśli nie usunąć uszkodzenia, może rozwinąć się zgorzel.
— Mogę ci pomóc i wyleczyć twoją rękę, ale ładunku w moim urządzeniu wystarczy tylko dla jednej osoby: albo dla ciebie, albo dla Nicka. Musicie sami zdecydować, komu bardziej potrzebne jest leczenie.
Jeśli chodzi o naukowca, wolałby, aby dziewczyna zgodziła się na leczenie, ponieważ byłaby bardziej przydatna w walce.
Dziewczyna bez chwili wahania wyciągnęła pistolet i wycelowała go w Josepha. W magazynku wciąż znajdował się jeden nabój.
— Posłuchaj mnie bardzo uważnie. Może i jesteś nieśmiertelny, ale z tego, co rozumiem, wykorzystałeś już swoją jedyną możliwość odrodzenia. Co się stanie, jeśli strzelę ci prosto w głowę?
— Nie zrobisz tego, Anastazjo. Nie jesteś aż tak głupia.
Zaskoczony słowami dziewczyny naprawdę uświadomił sobie, że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż nie będzie już w stanie się odrodzić. Nie mógł ryzykować.
— Chcesz to sprawdzić? Nie sądzę, żeby strzelenie z broni, którą tak troskliwie trzymasz w rękach, było szczególnie trudne. Myślę, że poradzę sobie nawet jedną ręką. — Dziewczyna wstała i gestem nakazała Josephowi wstać oraz iść w stronę samochodu.
— To wielki błąd.
Joseph poczuł, jak lufa broni mocno opiera się o jego potylicę. Chłód metalu dotykającego jego głowy sprawił, że poczuł adrenalinę krążącą po jego ciele i przyspieszającą przepływ krwi w żyłach. Pod wpływem tego intensywnego uczucia Joseph zrozumiał, że popełnił błąd, nie odradzając się do końca w nieśmiertelnym ciele. Teraz musiał je chronić, dopóki nie odzyska swojej dawnej, udoskonalonej struktury ludzkiego genomu.
— Chcę, żebyś wykorzystał ładunek dla Nicka. Wiem, że mój palec będzie trzeba amputować, i jestem na to gotowa, ale on nie może się o tym dowiedzieć. Najpierw wylecz jego, a potem udawaj, że dopiero teraz zauważyłeś uszkodzenia mojej ręki. Proszę cię o to. Ponieważ szczerze życzę mu dobrze. A także dlatego, że jego obrażenia są znacznie poważniejsze od moich.
Joseph jedynie skinął głową na znak zgody. Zadziwiały go opanowanie i rozsądek Anastazji. Gdyby nie wiedział, że jest człowiekiem, mógłby spokojnie uznać ją za jeden ze swoich prototypów.
— Mam nadzieję, że nie pożałujesz swojej decyzji.
— Zamknij się i rób to, co ci powiedziałam. Nie wystawiaj mojej cierpliwości na próbę. — Głos dziewczyny drżał, ale była całkowicie pewna tego, co mówi. Nie było żadnych wątpliwości, że jeśli jej nie posłucha, naprawdę pociągnie za spust.
Syn Nicka odczuwał potworny ból, który przeżywał jego ojciec. Posiadał zdolności empatyczne, dlatego potrafił wyczuwać oboje rodziców, a teraz jego zmysły były wyostrzone do granic możliwości, ponieważ oboje znajdowali się obok niego.
Tępy, pulsujący ból rozchodził się po całym jego ciele, a co jakiś czas przeplatały go ostre ukłucia w miejscach, gdzie chłodny wiatr dotykał skóry. Wszystko było odczuwane tak, jakby jego ciało nadal płonęło w tamtym ogniu.
— Słuchaj, mały, odejdź stamtąd. Joseph łaskawie zgodził się pomóc twojemu ojcu. — Dziewczyna uśmiechała się pogodnie zza pleców wyższego od niej Josepha.
Chłopak ostrożnie położył głowę ojca na pace pickupa i zeskoczył na ziemię.
— Będę obok, ojcze. — Odszedł kilka kroków, a dopiero gdy znalazł się w odpowiedniej odległości od Anastazji, zauważył, że dziewczyna grozi Josephowi bronią, zmuszając go do wykonania jej polecenia.
Joseph nie zwlekał. Wziął swoje urządzenie i ustawił je na regenerację głębokich tkanek.
— Odsuńcie się na bezpieczną odległość. Wszystko, co znajdzie się w zasięgu promienia, zostanie rozłożone i wykorzystane do zastąpienia uszkodzonych komórek.
— Jak daleko, Josephie?
— Na kilka metrów. Daję słowo, że mu pomogę.
— Nie martw się, trafię cię nawet z większej odległości. Dobrze strzelam. — Dziewczyna krok po kroku oddalała się od Josepha, stąpając po nierównej ziemi pokrytej sosnowymi igłami i szyszkami. Ani na chwilę nie spuszczała z niego wzroku, ponieważ nie ufała naukowcowi.
— Cóż, dałem słowo. Czas do pracy.
Joseph nacisnął spust urządzenia, kierując na Nicka jasny strumień ładunku protonowego pędzącego z ogromną prędkością. Po trafieniu w ciało ładunek równomiernie rozprzestrzenił się po całym organizmie, koncentrując się szczególnie w miejscach największych uszkodzeń.
Nick stał się teraz centrum tego ładunku, a z jego ciała rozeszła się fala światła, która zamieniała wszystko, czego dotknęła, w nowe komórki Nicka. Trawa i stojące w pobliżu drzewa zostały pochłonięte i przetworzone w komórki, lecz fala nadal rosła, pożerając wszystko na swojej drodze i pozostawiając za sobą jedynie wypaloną, jałową ziemię.
— Wycofać się! — krzyknął Joseph, rzucając się do ucieczki. Machał rękami, pokazując, że trzeba oddalić się jeszcze bardziej.
Anastazja nie mogła nic widzieć ani słyszeć, ponieważ zacisnęła powieki pod wpływem oślepiającego światła, które wyrosło z ciała Nicka niczym kokon otaczający go ze wszystkich stron.
Dziewczyna poczuła, jak jej stopy oderwały się od ziemi, a wokół talii zacisnęło się umięśnione ramię. Chwyciła tę rękę, próbując zatrzymać swój niekontrolowany lot. W następnej chwili poczuła jednak, jak jej tułów uderza o czyjeś ramię, a dłoń z talii przesuwa się na jej pośladek. Kręciła się, próbując zmienić pozycję, ale nic z tego nie wychodziło — im mocniej się szarpała, tym silniej trzymała ją ta ręka.
Zauważywszy, że coś poszło nie tak podczas eksperymentu Josepha, chłopak zarzucił sobie na ramię Anastazję, która zacisnęła powieki od oślepiającego światła, i rzucił się do ucieczki przed wszystko pożerającą falą, niezbyt przejmując się tym, za jakie części ciała ją chwyta.
— Puść mnie… — wrzeszczała dziewczyna, dopóki gałąź nie uderzyła jej w twarz.
Nick czuł, jak jego rany się zamykają, a tkanki w uszkodzonych miejscach skóry regenerują się. Wyraźnie odczuwał, jak drobne włókna wplatają się w jego ciało, zastępując uszkodzone fragmenty. Było to nieprzyjemne, lecz jednocześnie, gdy tylko kolejne uszkodzone miejsce się zagoiło, ból stawał się mniejszy…
Nick nie miał siły krzyczeć z bezsilności. Poddał się temu dziwnemu stanowi pochłaniania przez światło — odradzał się.
Fala stawała się coraz większa, pochłaniając coraz większe obszary otaczającej ją przestrzeni.
— Co do cholery, Joseph… — zaklęła Lina, zauważywszy jasne światło pożerające wszystko na swojej drodze.
— Christopher, nie stój tam, biegnij, idioto!
Lina chwyciła chłopaka za rękę, próbując odciągnąć go od fali, ale było już za późno. Światło zdążyło pochłonąć połowę jego głowy i tułowia, przetwarzając je w nowe komórki Nicka, a ona zdołała odciągnąć jedynie część jego ciała.
Gdy pozostała część ciała upadła na ziemię, dziewczyna z pogardą odrzuciła rękę chłopaka, która pozostała jej w dłoni po oddzieleniu się od tułowia. Fala nadal pożerała odciętą część ciała niczym głodna bestia swoją zdobycz.
— No jasna cholera…
Nie czekała, aż fala całkowicie pochłonie ciało chłopaka, i rzuciła się do ucieczki, tylko od czasu do czasu oglądając się za siebie. Nie zdążyli nawet porozmawiać, dlatego dziewczyna nie wiedziała, jakie uczucia powinna żywić wobec tego nieznajomego. Był tylko kierowcą. Po prostu uratował ich przed wrogiem.
Coś ścisnęło ją w piersi i przypomniała sobie twarz Anastazji. Właśnie teraz, gdy uciekała przed potencjalnym zagrożeniem, przypomniała sobie tę, którą jeszcze niedawno sama próbowała zabić. To dziwne ciepło w podbrzuszu wydało jej się tak bardzo ludzkie, lecz nie pozwoliła temu uczuciu przejąć nad sobą kontroli.
Fala powoli rozpuszczała ciało Christophera milimetr po milimetrze, przekształcając je i przebudowując w nowe komórki ciała Nicka. Zdawała się posiadać własną inteligencję — koncentrowała się i pochłaniała wszystko, co żywe na swojej drodze, ostrożnie omijając wszystko, co nie było pochodzenia organicznego i nie nadawało się do przetworzenia.
Trwało to zaledwie kilka minut, lecz wydawało się, jakby minęło całe stulecie. Ból powodowany przez nowe komórki przyczepiające się swoimi włóknami do uszkodzonych miejsc był potworny.
Gdy tylko ładunek energetyczny zaczął słabnąć, ponieważ proces pełnej regeneracji ciała został zakończony, ból ustąpił, zamieniając się w przyjemny przypływ energii. Wszystkie uszkodzone miejsca oraz narządy wewnętrzne uszkodzone przez wibracje i ogień zostały odbudowane.
Energia zgromadzona w pojedynczym ładunku urządzenia została całkowicie wyczerpana, ponieważ przetwarzanie i odbudowa tkanek wymagały ogromnych nakładów energii. Dlatego wróciła do ciała Nicka tą samą drogą, stopniowo zanikając i przekształcając się w ostatnie komórki jego organizmu.
Syn Nicka odczuwał przypływ energii i sił w swoim ciele. Było to związane z mentalną więzią z ojcem, który właśnie przechodził pełną transmutację komórek organizmu, a on jako empata odczuwał to na własnym ciele: każde miejsce, które się regenerowało, płonęło ogniem na ciele chłopaka.
Wraz z tym, jak fala słabła, odczucia stawały się coraz bardziej komfortowe i przyjemne. Gdy jasne światło zaczęło gasnąć, więź psychiczna stała się pusta. Nie czuł już bólu, a to oznaczało, że jego ojciec był całkowicie zdrowy.
Kiedy światło oślepiające oczy zgasło i znów zapadła ciemność, Nick podniósł się na nogi. Miał na sobie podarte ubranie. Zakrywało ono wszystkie niezbędne części ciała, nie powodując dyskomfortu u pozostałych.
— Trzymaj, posil się. — Naukowiec rzucił Nickowi saszetkę z proteinami.
— Znowu to świństwo — zaklął Nick, łapiąc saszetkę w rękę. Przypomniał sobie, że właśnie tym karmił go Mike.
Nie miał jednak wyboru. Był strasznie głodny. Choć regeneracja odbudowała wszystkie utracone i uszkodzone komórki, obudziła również w nim wilczy głód, ponieważ zdrowy organizm zawsze potrzebuje dodatkowej energii. Dlatego Nick zachłannie wypił zawartość saszetki.
— Dziękuję, Josephie. Gdzie jesteśmy i co tu się, do diabła, wydarzyło? — Nick zadawał pytania, ponieważ wokół niego nie było niczego. Wszystko zostało doszczętnie wypalone. Nie było ani jednej rośliny, sosny czy czegokolwiek podobnego — tylko on i naga ziemia ciągnąca się na kilka metrów wokół.
— Nie zadawaj pytań, na które naprawdę nie chcesz znać odpowiedzi. — Joseph odzyskał swoje urządzenie. Kamień zasilający je został całkowicie zniszczony podczas użycia ładunku. Następnie skierował się do swojego krzesła przy ognisku. Tego miejsca fala nie dosięgła, ponieważ skierowała się w stronę żywych istot ukrytych w głębi lasu oraz najbliższych roślin.
— Ojcze, tak się cieszę! — rozległy się krzyki dobiegające z lasu.
Widząc, że ojciec jest cały i zdrowy, chłopak zrzucił dziewczynę z ramienia na ziemię i popędził na złamanie karku w stronę ojca.
Objął go tak mocno, wskakując do paki pickupa, że omal nie połamał mu kości.
— Co tu się właściwie dzieje? Gdzie są wszyscy pozostali?
Nick odczuwał lekką dezorientację, ponieważ pamiętał jedynie ból sprzed utraty przytomności, a teraz znalazł się pośrodku wypalonego lasu.
— Nie martw się, ojcze, jesteśmy bezpieczni. Po prostu odpocznijmy. — powiedział chłopak, oglądając dłonie i twarz ojca oraz dotykając jego nowej skóry.Rozdział 97. Palec
— Zrób to! Oderwij go! No dalej, on sprawia ból wszystkim, łącznie ze mną.
Dziewczyna czuła pulsowanie dłoni i palców, które Lina mocno ściskała. Nie czuła siły, z jaką to robiła, ale trzask gipsu sprawił, że zaczęła się zastanawiać, czy nie używa zbyt dużej siły. Przyglądając się dokładniej urazowi ręki i widząc go z bliska, nawet w ciemności, Lina doszła do przerażającego wniosku: nie skończy się już na jednym palcu. Obszar uszkodzenia znacznie się powiększył, a zasinienie objęło również sąsiedni palec.
— Spójrz na swoją rękę — powiedziała z niepokojem Lina, patrząc na Anastazję. Jej głos drżał, a ona puściła jej rękę, nie chcąc sprawiać jej jeszcze większego bólu.
— Co zobaczyłaś, Lino? Co się stało?