Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Mój Człowiek. Tom 2 - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 maja 2026
20,19
2019 pkt
punktów Virtualo

Mój Człowiek. Tom 2 - ebook

W świecie, w którym powietrze stało się walutą, a emocje zakazano, przeszłość potrafi być bardziej niebezpieczna niż śmierć. Kira i Nick nadal walczą o przetrwanie w brutalnej rzeczywistości Piątej Ery — świecie genetycznie zmodyfikowanych ludzi, kast i tajnych eksperymentów. Cienie przeszłości wracają, odsłaniając prawdę, która może zniszczyć cały świat. „Mój Człowiek. Tom 2: Cienie przeszłości” to powieść science fiction o kontroli, zdradzie i walce o człowieczeństwo. Tom 2 z serii 18 tomów.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Science Fiction
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8455-433-3
Rozmiar pliku: 1,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Rozdział 31. Strach

Leżąc na szpitalnym łóżku, Kira była całkowicie bezbronna. Patrząc w oczy temu, który ją stworzył, odczuwała przerażenie, które głęboko zakorzeniło się w jej wnętrzu, tak bardzo, że wydawało się, jakby nawet same kości były nim przesiąknięte. Ona — najlepsza i najniebezpieczniejsza genetycznie zmodyfikowana kobieta — odczuwała strach w jego najczystszej postaci i nie chodziło o to, że bała się Josepha albo tego, co jej zrobi. Chodziło o to, że bała się tego, w co zamieni ten świat. Przypomniał jej o misjach, które wykonywała dla swojego świata, a groza, którą szerzyła przed spotkaniem Nicka, głęboko zapadła jej w pamięć. Ta krew, którą przelała w imię ulepszeń i kast, nigdy nie zostanie zmyta z jej rąk — będzie podążać za nią niczym cień, dokądkolwiek pójdzie. Swoją chorobę Kira postrzegała jako zapłatę za to, czego się dopuściła, za wszystko, czym była.

— Nie możesz wykorzystać tego świata… — powiedziała dziewczyna przez piekielny ból, wyciskając z siebie każde słowo. W jej oczach pojawiły się drobne perełki łez.

— Znalezienie cię nie było łatwe, a tym bardziej dostanie się do tego świata. Wiesz, stało się to możliwe dzięki temu, że pochłonąłem część twoich genów. Zdołałem wydobyć z nich wszystkie informacje. Powinnaś być szczęśliwa, bo dzięki tobie będę mógł naprawić swoje błędy. W tym zadziwiającym świecie, pełnym różnorodnego życia, będę bezgranicznie potężny — mówił Joseph. W jego słowach nie było emocji — jedynie bezgraniczne szaleństwo. Dawno przestał być człowiekiem. Czego więc naprawdę chciał — nawet on sam tego nie wiedział. Po prostu był demonem z natury, a całym swoim wnętrzem zawsze pragnął zwyciężać.

Od tych słów wszystko ścisnęło się w środku dziewczyny. Była silna i z łatwością mogłaby go zabić, ale nie teraz. Teraz jej własne ciało było jej wrogiem. Rozpadała się tak, jakby niszczyła samą siebie.

— Nie martw się, moja droga, zobaczysz mój triumf. Znajdę sposób, by cię uleczyć, i sama po niego przyjdziesz. Wtedy znów staniesz się moja — tylko moja. Zrozumiesz, że mam rację. Zawsze mam rację.

— Nie zamieniaj tego świata w taki sam betonowy koszmar, jak ten, w którym żyliśmy. Znajdź inny sposób. Czy naprawdę chcesz zniszczyć tak piękny świat, podobny do naszego świata sprzed lat? Pamiętam wszystkie lekcje historii, których mnie uczono. Widziałam ten świat takim, jaki był wcześniej. Grzebałam w twoich archiwach, kiedy byłam dzieckiem. Ukryłeś całą prawdę przed innymi. Ale jestem dużo starsza od pozostałych modeli, prawda? Mam ponad sto lat. — po raz pierwszy od wielu lat Kira rozmawiała szczerze ze swoim stwórcą. I rzeczywiście była dla Josepha kimś wyjątkowym. Okazała się bardziej ludzka, niż planował.

— Nie jesteś teraz w pozycji, by mi grozić, a tym bardziej o coś prosić. Wiem, że przeprowadził na tobie operację, ale i tak umrzesz, Kira. Geny, których nie jesteś już w stanie naprawić, zabiją cię. Wkrótce znów zaczną mutować. Wiesz, że jestem jedynym, który może ci pomóc, bo jestem twoim stwórcą. Tylko ja mogę wziąć twoje stare geny i zastąpić je nowymi, ulepszonymi. I już niedługo sama będziesz błagać mnie o pomoc — sama przyjdziesz. Jak widzisz, jest tu wystarczająco dużo genów, bym stworzył nie jedną taką jak ty, lecz setki tysięcy. Armię, Kira. Nie jestem twoim wrogiem, dobrze o tym wiesz. Pochodzimy z tego samego świata. Naprawdę nie możemy być po tej samej stronie? — w głosie Josepha brzmiała taka pewność siebie, że nawet sama Kira przez chwilę zwątpiła w to, czego naprawdę chce.

— Jestem pewna, że Nick znajdzie sposób, by mnie uratować. Jest lekarzem w tym świecie i prawdopodobnie wie więcej albo znajduje się na twoim poziomie. Usunął to, co mnie zabijało. Teraz czuję ulgę. — głos dziewczyny drżał, bo było to kłamstwo. Nadal czuła ból i to, że coś się z nią dzieje, ale nie chciała mówić o tym Josephowi. Po raz pierwszy od bardzo dawna okłamywała tego, który ją stworzył.

— Ha-ha-ha. On nie znajdzie sposobu, by cię uratować w tym prymitywnie rozwiniętym świecie, gdzie technologia jest jak relikt przeszłości. Nic nie może zrobić. Ten człowiek będzie ciąć cię raz za razem, wycinając coraz to nowe guzy. Z każdym nawrotem i tak umrzesz, Kira. Zostań moją sojuszniczką — uratuję ci życie. Wystarczy, że o to poprosisz. — choć Joseph próbował to ukryć, wciąż chciał, by Kira była przy nim, i nawet dla tego był gotów wybaczyć jej zdradę. Nie rozumiał jednak, że nawet jeśli Kira do niego wróci, nigdy nie poczuje wobec niego tego, co czuje do Nicka. Joseph nie wiedział, że miłość przerodziła się w głębokie uczucie, które zapuściło korzenie w duszy dziewczyny, w jej świadomości, i teraz nie mogła już być inna. Nie mogła znów stać się jego Kirą — posłusznym żołnierzem, którego tak bardzo chciał mieć przy sobie.

— Wynoś się. Nie chcę cię widzieć. — ekran urządzenia pokazał, że puls dziewczyny gwałtownie przyspieszył, zdradzając jej prawdziwy strach. Bała się Josepha.

— Jesteś taka bezbronna, Kira. Dałem ci życie. Powinnaś być mi wdzięczna. — Joseph wstał z fotela, na którym wcześniej siedział, tak, jakby ten świat należał do niego, i położył swoje szorstkie, lekko chłodne dłonie na szyi dziewczyny. Cień strachu przemknął w oczach Kiry. Nie mogła nic zrobić, nie była nawet w stanie podnieść ręki, by się obronić. — Mogę z łatwością odebrać ci twój dar. Co wtedy zrobisz? — Joseph powoli zaczął zaciskać dłonie na jej szyi, obserwując, jak z oczu Kiry znika iskra życia.

Dziewczyna zaczęła się dusić, lecz ku własnemu zdziwieniu nie próbowała się bronić. Lepiej było umrzeć teraz, niż zobaczyć zagładę świata, który pokochała przez zaledwie kilka dni. Dlatego opuściła ręce i po prostu pogodziła się z tym, że za chwilę straci wszystko, co stało się jej drogie: uśmiech Nicka, który zmienił jej wyobrażenie o świecie, smak jedzenia, które nie było z saszetek, emocje, które były dla niej tak cenne, i wspomnienia, których nigdy nie zdobyła w swoim świecie. Była szczęśliwa.

— Co ty robisz? Tak po prostu się poddałaś? Rozczarowałaś mnie. Nie jesteś godna umrzeć z moich rąk. — Joseph tak i nie potrafił zabić własnego dzieła, ale nie było w tym ani odrobiny sentymentalizmu. Nie chciał zabijać kogoś, kto i tak umrze. Chciał, żeby walczyła, uderzyła go albo chociaż krzyczała. Ale ona się poddała.

Dziewczyna odkaszlnęła, a w sali zaczęły piszczeć wszystkie urządzenia — świadczyło to o tym, że jej stan się pogarsza. Nie mogła teraz nic zrobić. Choć jej ciało regenerowało się bardzo szybko, nie wystarczało to, by walczyć z kimś, kto przewyższał ją siłą.

Joseph nie odwrócił się, wychodząc z jej sali. Powiedział tylko jedno zdanie, które wbiło się ostrym nożem w serce dziewczyny.

— Prędzej czy później zdradzisz go i przyjdziesz do mnie po lekarstwo. A jeśli okażę łaskę, być może ci pomogę. A póki co karm się nadziejami, które tak pokochałaś w tym świecie. A ja zbuduję swoją armię i podbiję ten świat — będzie należał do mnie. Przyjdź, kiedy dokonasz swojego wyboru…

Były to okrutne słowa dla dziewczyny, ale były szczere. Rozumiała, że Joseph ma rację — potrzebowała siły, by z nim walczyć. Ale zaufanie mu było tym samym, co skoczyć ze skały w głęboką przepaść, nie wiedząc, czy zdoła się z niej wydostać.

— Zabiję cię… — wyszeptała Kira za odchodzącym Josephem. I nawet ona rozumiała, że istnieje prawdopodobieństwo, iż naprawdę zdradzi Nicka — miała to w genach.

Kilka minut później Nick wbiegł do sali. Szybciej, niż zareagowała pielęgniarka, spojrzał na wyniki. Sprawdził stan wszystkich urządzeń. Twarz dziewczyny wyrażała szczęście, ale ślady palców, które pozostawiły siny odcień na jej cienkiej szyi, przeraziły Nicka.

Pomógł dziewczynie usiąść w wygodniejszej pozycji, podnosząc oparcie łóżka. Teraz dziewczyna czuła się trochę lepiej. Nadal była przerażona, jej oddech był nierówny, a emocji nie potrafiła ukryć. Zresztą już nawet nie próbowała wyglądać na silną.

— Co się z tobą dzieje, jak się czujesz, czegoś potrzebujesz, przynieść ci wody, może czegoś? Tylko mi powiedz. — Zwykle Nick nigdy nie troszczył się o swoich pacjentów ani ich nie odwiedzał. Choć był geniuszem w swoim fachu, nigdy nie tworzył bliskich ani przyjacielskich relacji z ludźmi, którzy byli jego pacjentami, ale nie zawsze tak było — wydarzył się kiedyś pewien przypadek, który bardzo go zmienił i pozostawił głęboką bliznę na jego sercu.

— On tu był… — głos dziewczyny był urywany i Nick nie do końca zrozumiał, kto dokładnie przyszedł.

— O czym ty mówisz, Kira, kto tu był? — Nick bał się usłyszeć odpowiedź, ale gdzieś w głębi duszy wiedział, kto był w tej sali, tylko nie chciał się do tego przyznać.

— Joseph tu był, zniszczy ten świat. — Dziewczyna mówiła z takim strachem i bólem w głosie, że Nick nie wiedział, jak ją uspokoić. Wziął dziewczynę za rękę, próbując ją wesprzeć, ale sam się bał: choć jego ręce były czyste, kiedy na nie patrzył, nadal widział na nich krew. To uczucie pozostało po tym, jak uciekli z tamtego świata, i nie potrafił się go pozbyć. Siedziało głęboko w jego świadomości, w duszy, pozostawiając blizny, które już nigdy nie miały się zagoić. Jego dusza była poraniona wszystkim, co przyszło mu przeżyć w jej świecie. Przez ten krótki czas, który tam spędził, nawet nie potrafił sobie wyobrazić grozy, jaką Joseph może sprowadzić na jego świat.

— Nie, uspokój się, Kira, nie mógł przejść przez portal razem z nami, a ja widziałem, jak portal zamknął się za nami. Poza tym nie było go z nami w pokoju hotelowym. Myślę, że to wszystko działanie leków, które ci podawałem, żeby cię uśpić podczas operacji. Więc uspokój się. — Nick mówił to z pewnością, choć sam odczuwał wątpliwości, ale żeby uspokoić dziewczynę, zrobił wszystko, by ukryć przed nią te emocje. Potrafił maskować swój ból, strach i rozczarowanie. Tylko jeden zapis w dzienniku pozostał z nim na zawsze. Teraz nie miał czasu prowadzić notatek, ale mimo wszystko starał się trzymać.

— On tu był, Nick, czuję to, zniszczy ten świat tak, jak zniszczył nas… Co ja zrobiłam, co ja zrobiłam, Nick… — dziewczyna dalej płakała i nie mogła się uspokoić, zaczęła krzyczeć, ale w tej samej chwili poczuła dziwny ciężar, a jej powieki opadły, zamykając zapłakane oczy. Zasnęła pod wpływem leku, który Nick podał jej do kroplówki, podczas gdy dziewczyna próbowała poradzić sobie z emocjami, które spadły na nią niczym wodospad.

— Śpij, szybko do ciebie wrócę, tylko wypełnię kilka dokumentów i wrócę, wrócę po ciebie, słyszysz. — Nick delikatnie pocałował Kirę w czoło i poszedł wypełnić wszystkie potrzebne dokumenty, bo nie mógł działać tak łatwo jak w świecie Josepha — był przyzwyczajony do biurokracji w swoim kraju i sam był jej częścią.

Nicka dręczyły wątpliwości, czy wystarczy mu sił i wiedzy, by uratować Kirę — kobietę, którą zdążył tak fatalnie pokochać. Dodatkowo w ostatnim czasie dręczyły go wizje tego, jak zabijał Mike’a. Coraz częściej przychodziła mu do głowy myśl, że tylko Joseph może uratować Kirę, i dla tego byłby gotów poświęcić kogoś, był gotów zabijać, i to go przerażało, ponieważ ta kobieta budziła w nim te mroczne części duszy, których nie chciał znać, przed którymi uciekał przez całe życie.

Pogrążona w dziwnym śnie wywołanym lekami, Kira widziała świat, który zniszczyła. To była jej pierwsza misja. Dziewczyna pamiętała twarz każdej żywej, oddychającej istoty, którą zamieniła w genetyczny pył — pamiętała, jak biegła, jak zabijała, krocząc po pyle składającym się z niegdyś żywych stworzeń, i podobało jej się to, uważała to za normalne, dopóki nie spotkała Nicka.

Skupiając się na chwili, gdy po raz pierwszy spróbowała lodów, przypomniała sobie, jak Nick kupił jej ogromny pucharek, w którym były trzy gałki waniliowych lodów, udekorowane truskawką i waflem w kształcie trójkąta, wbitym w jedną z gałek. Po raz pierwszy próbując słodkiego i zimnego deseru, którego nigdy wcześniej nie jadła, dziewczyna z zachwytem zjadła wszystko z taką przyjemnością, że oblizała nawet końcówki swoich palców. Pamiętała, jak Nick się z tego śmiał — wtedy jeszcze nie wiedział, że jest okrutną zabójczynią.

Jeśli chodzi o Josepha, po wyjściu z przychodni, do której trafił, przyciągnięty genami Kiry, był zachwycony różnorodnością życia w nowym świecie, ponieważ teleportował się prosto do schowka tej kliniki i nawet dostał mopem w głowę, kiedy próbował się wydostać. Ponieważ nosił eleganckie stroje w stylu retro, nikt nie zwrócił uwagi na jego dziwactwa.

W tym świecie był jedynie mężczyzną w średnim wieku z idealnie ułożoną fryzurą i nietypowym stylem ubierania się. Takich ludzi było pełno, zwłaszcza w świecie, w którym chodzenie w różnych strojach było czymś całkowicie normalnym.

— Cóż, widzę, że ten świat jest znacznie lepszą wersją mojego. — Joseph bardzo szybko przeprowadził analizę, dostosował się do zachowania innych ludzi, do sposobu mówienia i chodzenia, brakowało mu jedynie kilku drobnych szczegółów.

Dlatego postanowił się przejść, obserwując, jak ptaki latają po niebie, a różne zwierzęta chodzą po ziemi. Przypominał sobie, że kiedyś jego świat wyglądał dokładnie tak samo, dopóki nie rozpoczął eksperymentów. Poczuł nostalgię, której nie doświadczał od dawna — prawdopodobnie przez ostatnie kilka stuleci swojego życia.

Anastazja nie weszła do kliniki, dziewczyna miała złe wspomnienia związane z tym miejscem, ale dokładnie wiedziała, dokąd powinna udać się dalej.

Kontynuując obserwację, zauważyła dziwnego mężczyznę, który rozglądał się wokół tak, jakby po raz pierwszy widział wszystko, co się dzieje. Był dziwnie ubrany, ale mimo to była w nim pewna elegancja i dziewczyna na kilka chwil oderwała się od własnych myśli, obserwując, jak osobliwie ten mężczyzna bada otoczenie.

Ale dziewczyna musiała pojechać do serwisu, ponieważ w jej samochodzie nie było szyb, a sam pojazd również nie wyglądał najlepiej.

Mimo wszystko dziewczyna, nie mając w sobie odpowiedniego rodzaju cierpliwości, postanowiła, że skoro i tak przyjechała do kliniki, może pozwolić sobie na mały podstęp i udać się na oddział ratunkowy, żeby opatrzono jej rany.

Przy recepcji wyjaśniła, że miała niewielki wypadek i dlatego ma kilka nieprzyjemnych skaleczeń, które chciałaby opatrzyć. Dziewczynę bardzo szybko zaprowadzono na izbę przyjęć, gdzie opatrzono wszystkie rany na twarzy i rękach, zbadano ją oraz wykonano wszystkie niezbędne badania diagnostyczne.

Anastazja podeszła do recepcji, aby wypełnić potrzebne dokumenty. Wtedy zobaczyła tego, kogo nie widziała od kilku lat, tego, przez kogo nie lubiła klinik, tego, do kogo należała tamta przeklęta walizka, którą znalazła na miejscu zbrodni.

Oddech dziewczyny zamarł. Nadal był bardzo przystojnym, wysokim i umięśnionym mężczyzną. Nie mogła zdobyć się na to, by się do niego odezwać, odczuwała wstyd za to, jak go potraktowała, za wybór, którego dokonała, i do jakich konsekwencji to później doprowadziło. Patrząc, jak nerwowo wypełnia dokumenty, sama napisała niewłaściwe słowo, wypełniając swoje formularze. Podając je pielęgniarce, nadal nie odrywała wzroku od Nicka.

— Przepraszam, ale tutaj nieprawidłowo wpisała pani dane, proszę wszystko poprawić — poprosiła uprzejmie pielęgniarka, oddając Anastazji dokumenty, aby poprawiła swój błąd. Dziewczyna odwróciła się zaledwie na chwilę, zwracając uwagę na to, co mówi pielęgniarka.

Ale kiedy ponownie spojrzała w stronę, gdzie stał Nick, już go tam nie było. Dziewczyna wypełniła dokumenty i jak najszybciej opuściła klinikę w nadziei, że jej nie zauważył i nigdy sobie o niej nie przypomni.

Joseph był naukowcem zbyt długo, dlatego doskonale rozumiał, że testy terenowe wymagają pewnego rodzaju tajemnicy, dlatego nie zamierzał przeprowadzać eksperymentów w gęsto zaludnionych rejonach ani w miejscach dużego skupiska ludzi. Potrzebował miejsca, w którym istniałaby różnorodność życia, ale jednocześnie byłoby bardzo mało ludzi. Jako naukowiec rozumiał, że nawet w tak prymitywnym świecie istnieje system ochrony, a on sam był teraz bezbronny: nie miał armii, miejsca do przeprowadzania eksperymentów, laboratorium ani schronienia, dlatego do eksperymentu wybrał sklepik z dala od ludzkich oczu.

Joseph wybrał sklep, który jednocześnie był stacją benzynową. W samym sklepie był jeden sprzedawca, małe akwarium z trzema różnymi gatunkami ryb, które pływały w dawno zaniedbanym zbiorniku, w którym rosła tylko jedna roślina wodna, a woda była już dość brudna, o zielonkawym kolorze. Było tam również kilku klientów. Samo pomieszczenie miało nie więcej niż 15 m², co pozwalało Josephowi z powodzeniem przeprowadzić eksperyment.

Joseph wyciągnął ze swojej ukrytej między wymiarowej kieszeni broń. Był to zbieracz, rozszczepiacz i stabilizator molekuł. To urządzenie w formie dużej broni z jasno świecącym niebieskim kamieniem było jednocześnie przetwornikiem i rozszczepiaczem — wszystko zależało wyłącznie od początkowych ustawień, które Joseph wprowadzał odciskiem swojego palca do urządzenia.

— Przykro mi, chociaż nie, nie jest mi przykro, cieszę się, że będziecie moimi pierwszymi podopiecznymi. — Joseph nacisnął spust swojej broni. Wszystko wokół zaiskrzyło jasnym niebieskim światłem. Sprzedawca, którego trafił pierwszy promień, natychmiast zamienił się w pył, a zaraz po nim ryby i roślina wodna z akwarium. Wszyscy klienci również przemienili się w pył. Po tym, jak Joseph zakończył rozszczepianie wszystkich żywych istot w tym sklepie, przestawił ustawienia w swoim urządzeniu, wprowadzając zaledwie kilka poprawek.

— Zobaczmy, co mogę stworzyć z tych genów. — Obecni w sklepie nawet nie zdążyli nic poczuć, nie zdążyli nawet przerazić się tym, co się dzieje, ponieważ dla ludzkiego mózgu zrozumienie tak ciężkiej i szybkiej sytuacji było niemożliwe. Ponieważ wszystko trwało zaledwie kilka sekund, dla wszystkich żywych istot było już po wszystkim.

Joseph zebrał wszystkie uzyskane geny w jednym miejscu, i w tym również pomogło mu jego urządzenie, ponieważ automatycznie zbierało cały genetyczny pył w promieniu rażenia. Powstała niewielka garść popiołu pośrodku brudnej podłogi sklepu. Nie czekał i natychmiast uruchomił w swoim urządzeniu tryb tworzenia prototypu. Z genetycznego pyłu, w promieniu jasnego niebieskiego światła, zaczęło formować się ciało.Rozdział 32. Pierwszy prototyp

Joseph z niecierpliwością oczekiwał końcowego rezultatu z zebranych genów. Niczym dziecko oczekujące świątecznego prezentu nie odrywał wzroku od całego procesu. Od wielu lat nie widział narodzin nowego genetycznie zmodyfikowanego człowieka. Kiedy proces dobiegł końca i ciało zostało uformowane, Joseph oczekiwał doskonałego rezultatu. Uważał, że stworzył coś perfekcyjnego, inteligentnego i coś, co pomoże mu podbić ten świat. Jednak ku ogromnemu rozczarowaniu Josepha genów zebranych w tym sklepie na stacji benzynowej wystarczyło jedynie na stworzenie powłoki silnego i wytrzymałego ciała, ale było ich zbyt mało, by stworzyć odpowiednio rozwinięty mózg.

— Oto jesteś, mój pierwszy wojowniku w tym świecie. Będziesz pierwszym wojownikiem mojej wielotysięcznej armii, którą stworzę na twoje podobieństwo i wzór. — W odpowiedzi panowała jedynie cisza. Naukowiec nie rozumiał, co się dzieje i dlaczego jego pierwsze dzieło było tak prymitywne. Joseph pomyślał, że potrzeba jeszcze kilku chwil, aby wszystkie funkcje organizmu się ustabilizowały, ale mylił się — jego eksperyment zakończył się porażką.

— Nazwę cię Pierwszy. Mamy jeszcze wiele pracy, mój wojowniku. Chodź ze mną. — Josepha rozczarowała prymitywność stworzonej przez niego istoty.

Przypuszczał, że z genów zaledwie kilku ludzi będzie w stanie stworzyć wystarczająco inteligentnego i silnego wojownika, ale się mylił. Liczył na coś znacznie bardziej zaawansowanego i doskonałego. Nie uczestniczył w podbojach żadnego ze światów, z których pobierał geny do nowych eksperymentów, dlatego nawet nie przypuszczał, że wykorzystywał znacznie więcej materiału, niż mu się wydawało. Teraz, znajdując się w warunkach terenowych i wykorzystując w praktyce uzyskane dane obliczeniowe, doszedł do wniosku, że potrzeba znacznie więcej ludzi do stworzenia jednego idealnego prototypu. Głupi prototyp, nierozumiejący najprostszych poleceń, zupełnie go nie satysfakcjonował, ale w tej chwili nie miał wyboru. Nie znał jeszcze możliwości nowego świata, a jak każdy naukowiec potrzebował czasu i oczywiście zasobów.

— Chodź. Powiedziałem. — Dopiero za trzecim razem Pierwszy podążył za naukowcem niczym marionetka poruszana długimi nićmi. Wszystko dlatego, że każdy genetycznie zmodyfikowany prototyp stworzony przez Josepha posiadał funkcje pełnej kontroli i bezwzględnego posłuszeństwa wobec swojego twórcy, i cokolwiek Joseph rozkazał — musiało zostać wykonane bez sprzeciwu. Taka była natura wszystkich genetycznie zmodyfikowanych ludzi stworzonych przez Josepha. Celowo wprowadził tę zmianę do urządzenia, ponieważ w swoim świecie popełnił błąd, dając najwyższej kaście wolność, i kosztowało go to władzę oraz kontrolę nad własnym stworzonym światem. Joseph zdążył już upatrzyć sobie miejsce do przeprowadzania eksperymentów. Pozostało jedynie zabić wszystkich, którzy się tam znajdowali…

— Cóż, muszę dokładnie zbadać, co powstało z otrzymanych genów, więc najprawdopodobniej zabiję cię jako pierwszego, żeby dowiedzieć się, co jest z tobą nie tak. Ale powinieneś wiedzieć, że twoje posłuszeństwo posłuży szlachetnemu celowi — staniesz się podstawą mojej armii. — Ale Joseph nadal nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Pierwszy, niczym posłuszna marionetka, szedł za swoim stwórcą całkowicie nagi, niczym nieokryty.

Wychodząc z budynku ze swoim prototypem, Joseph uświadomił sobie, że w nowym świecie nie może zachowywać się tak jak w swoim dawnym świecie, dlatego musiał się przystosować. Ponieważ eksperyment przeprowadził na stacji benzynowej, zauważył stojącego obok czarnego mini pick-upa.

— Tym będziemy się na razie poruszać. Trzeba tylko zrozumieć, jak sterować tym ustrojstwem. Z wyglądu przypomina samochody z mojego świata, ale najprawdopodobniej jest to starsza i bardziej prymitywna wersja. — Joseph przeskanował stojący pojazd swoim naręcznym skanerem.

Elektroniczny głos odczytał informacje o pojeździe:

— To czarny minivan „Bens”, wyprodukowany w 2016 roku. Model mechaniczny, uruchamiany kluczykiem zapłonu, napędzany benzyną — paliwem wytwarzanym z ropy naftowej. Według wstępnej oceny pojazd nadaje się do poruszania się z prędkością do 120 km/H… pozostałe informacje niedostępne. Sposób sterowania retro, czyli kierowanie za pomocą kierownicy oraz skrzyni biegów i pedałów.

— Dość stary. W moim świecie takich nie produkuje się już od tysięcy lat, ale nic, wydaje mi się, że jeszcze pamiętam, jak się czymś takim jeździ. — Otworzył samochód. Nie był zamknięty, ponieważ jego właściciel zostawił go otwartego, wchodząc do sklepu.

Posłuszna marionetka Josepha w postaci pierwszego genetycznie zmodyfikowanego prototypu usiadła na tylnym siedzeniu w półleżącej pozycji, ponieważ funkcja zginania tułowia była u niego rozwinięta niewystarczająco.

— Cóż, myślę, że muszę dowiedzieć się więcej o tym świecie. Trzeba będzie odzyskać Kirę. Przebywała w tym świecie dłużej, więc najprawdopodobniej zdążyła go poznać, ponieważ musiała się maskować. A według mojego klucza należało wtedy zabrać ją z kliniki. Dobrze, że klinika znajduje się niedaleko stąd — zaledwie kilka minut pieszo. Mimo to miejsce jest dość opuszczone.

Joseph przygotował swoją broń. Nie wiedział jeszcze, czy będzie musiał walczyć, aby odzyskać Kirę, czy wszystko uda się załatwić pokojowo, ale na wszelki wypadek położył broń na siedzeniu obok siebie. Patrząc w lusterko wsteczne na to, co stworzył — na istotę, która nie potrafiła ani siedzieć, ani leżeć — czuł rozczarowanie.

Joseph dość szybko przystosował się do prowadzenia samochodu, choć pierwsze próby uruchomienia i kierowania nim były trudne. Raz ruszał do przodu, raz do tyłu, raz gwałtownie się zatrzymywał — wszystko dlatego, że nie mógł przyzwyczaić się do skrzyni biegów i sterowania za pomocą pedałów, ponieważ w jego świecie od dawna nie używano już takich rozwiązań.

Nick siedział w szpitalnej sali Kiry i patrzył, jak ukochana kobieta walczy o życie. Do głowy przychodziły mu różne myśli, ale jedną z nich odpychał od siebie wyjątkowo uporczywie. Ta myśl przerażała go od chwili, gdy dowiedział się o pochodzeniu Kiry.

Z ogromnym trudem udało mu się wyjaśnić swojemu zespołowi dziwny wygląd nowotworu, który usunął Kirze. Potajemnie pozbył się guza. Nick rozumiał, że nowotwór zostanie wysłany do badań w laboratorium kliniki. Trudno byłoby to wyjaśnić. Kira natychmiast stałaby się obiektem badań. Nick nie mógł do tego dopuścić. Dlatego, podczas gdy cały zespół przechodził obowiązkową procedurę oczyszczania po operacji, wrzucił guz do pieca do utylizacji odpadów biologicznych. Szybko wrócił, żeby nikt nie zauważył jego nieobecności, a dowód, który mógł zdradzić Kirę, został spalony i zamienił się w popiół — nikt nigdy by go nie odnalazł.

— A co, jeśli naprawdę nie zdołam jej uratować? — Nick był szaleńczo zakochany w tej kobiecie i gotów zrobić dla niej wszystko, nawet zniszczyć cały świat. Sama myśl o tym, że byłby zdolny do takich czynów dla niej, przerażała go.

— Siedziałeś tutaj przez cały ten czas? — Kira dość szybko doszła do siebie po działaniu środka uspokajającego. Nick siedział na krześle obok łóżka Kiry, opierając się o nie jak o poduszkę. Wyglądał na wyczerpanego.

— Tak, bałem się od ciebie odejść, Kira. On mógł wrócić. — Nick spędził całą noc w sali, patrząc, jak Kira spokojnie śpi. Tak naprawdę bał się nie tego, że wróci Joseph, lecz tego, że nie zdąży albo że coś pójdzie nie tak. Była dla niego ważniejsza, niż chciałby przyznać.

— Nie, on tutaj nie wróci. Dlaczego miałby aż tak ryzykować? Nadal jesteśmy mu potrzebni żywi. Znam go bardzo dobrze, jest dla mnie prawie jak ojciec. O ile w ogóle można tak powiedzieć o swoim stwórcy. On coś planuje, a my odgrywamy ważną rolę w jego planie. Inaczej już bym nie żyła. — Kira była wojskową i doskonale rozumiała, że strategia jest ważniejsza niż brutalna siła, ponieważ właśnie tego uczono ją w akademii.

— Po co jesteś mu potrzebna, Kira, skoro jesteś taka słaba? — Nick nie miał pojęcia, czego Joseph chce od Kiry. I skąd miał wiedzieć, jakie relacje łączą Kirę i Josepha. Może Kira tylko udaje, może nadal współpracuje z Josephem. W najgłębszej części jego świadomości zrodziła się myśl, że został wykorzystany, ale odpychał ją od siebie, nie pozwalając jej przeniknąć do swojego serca, w którym dopiero niedawno narodziło się głębokie i ciepłe uczucie miłości, nawet jeśli skierowane było do genetycznie zmodyfikowanej kobiety.

— Sama do końca nie rozumiem. Najprawdopodobniej już rozpoczął swoje eksperymenty. Musimy się pospieszyć… — Kira próbowała wstać, ale jej słabe ciało runęło na podłogę. W sali dziewczyna miała na sobie szpitalny fartuch i podczas upadku odsłoniły się niektóre intymne części jej ciała. Nick podniósł ją i delikatnie objął, zasłaniając ją sobą i osłaniając jej nagie ciało. Mimo całej tej czułości Kira odczuwała rozczarowanie — zdradzało ją własne ciało.

— Musisz dojść do siebie po operacji. — wciąż mocno obejmując dziewczynę, powiedział Nick. Kira odwracała wzrok, nie chciała patrzeć mu w oczy, jakby czuła się wobec niego zobowiązana.

— Moja głowa… — Kira chwyciła się za głowę. Jej cienkie, drobne palce wyczuły bandaże, pod którymi znajdowała się świeżo uformowana blizna, a także krótki meszek włosów. Dziewczyna jeszcze nie wiedziała, że jej głowa jest całkowicie łysa, ale przesuwając dłonią od czubka głowy do twarzy, zrozumiała to.

— Ból po operacji to normalne zjawisko. Jeszcze za wcześnie, żebyś wstawała z łóżka. Nie będziesz w stanie zregenerować się tak szybko, nawet jeśli jesteś zmodyfikowanym człowiekiem. — Nick uśmiechnął się do dziewczyny. Wziął rękę Kiry, która przesuwała się po jej głowie, i pomógł jej usiąść.

— W moim świecie nasze rany goją się w ciągu dwudziestu czterech godzin. Nieważne, jak poważne były, najważniejsze, żeby nie były śmiertelne. — Opierając się o ciało Nicka jak o podporę, dziewczyna w końcu stanęła na własnych nogach, ale czuła słabość i to ją przerażało.

— Nie jesteś w swoim świecie, u nas wszystko wygląda inaczej. Pozwól mi obejrzeć ranę. — Kira twierdząco skinęła głową i usiadła na łóżku, pozwalając Nickowi zdjąć bandaże z jej głowy. Nick obejrzał ranę i tak naprawdę pozostała tam już tylko blizna. Nawet włosy w tym miejscu zaczęły już odrastać. Nick był w szoku po tym, co zobaczył.

— Cholera, nie możemy tutaj zostać. Nikt nie może zobaczyć, że twoja rana już się zagoiła, tym bardziej że utworzyła się blizna. — Nick spanikował. Rozumiał, na jakie niebezpieczeństwo naraża dziewczynę, bo jeśli ktokolwiek będzie chciał zmienić jej opatrunek, natychmiast zauważy skalę zmian. A ponieważ w dokumentacji będzie napisane, że operacja odbyła się zaledwie kilka godzin temu, Kira od razu stanie się obiektem badań jakiegoś laboratorium tajnych organizacji. Nie mógł do tego dopuścić.

— Nick, co się dzieje? — zapytała Kira. Widząc przerażenie na twarzy Nicka, rozumiała, że najprawdopodobniej rozpoczął się już proces regeneracji. Ale dla zwykłego ludzkiego świata przebiegał on zbyt szybko. Teraz wiedziała, że Nick będzie musiał podjąć szereg decyzji, które mogą zniszczyć nie tylko jego karierę, ale całe jego życie.

— W naszym świecie na takie blizny potrzeba miesięcy, a twoja rana zagoiła się w ciągu dziesięciu godzin. To będzie ogromny problem, jeśli ktokolwiek poza mną się o tym dowie. Zabiorę cię stąd. Muszę wypełnić dokumenty, dlatego powinnaś teraz udawać, że śpisz i w miarę możliwości nie kontaktować się z nikim innym. — Nick rozumiał, że po raz pierwszy w życiu będzie musiał skłamać przy wypełnianiu ważnych dokumentów — nie miał innego wyjścia.

— Nick, co mam robić? — Kira nie wiedziała, jak powinna zachowywać się w świecie Nicka. Pomógł jej położyć się do łóżka, delikatnie przykrył ją kocem i pocałował w policzek.

— Zostań tutaj. Nigdzie nie wychodź, z nikim nie rozmawiaj. Udawaj, że śpisz. Zaraz wrócę i pójdziemy razem do mojego domu. Zaopiekuję się tobą. Tylko poczekaj jeszcze chwilę. — Zamknął za sobą drzwi do jej sali, wcześniej gasząc światło, żeby dziewczyna naprawdę mogła odpocząć.

Kiedy Nick wrócił do sali Kiry, dziewczyny już tam nie było. W panice zaczął biegać po szpitalu, próbując zrozumieć, gdzie mogła zniknąć. Poszedł do recepcji, żeby dowiedzieć się, czy wyszła, czy nie.

— Cześć, Julie. Szukam dziewczyny, jest po operacji. Przed chwilą podpisywałem z tobą jej dokumenty. — Dziewczyna wychyliła się zza lady i przerwała Nickowi.

— Nick Wilson, proszę się uspokoić. Taka wysoka i ruda? — zapytała pielęgniarka. Julie nie rozumiała, co się dzieje. Znała Nicka od wielu lat, ale nigdy nie widziała go tak zdenerwowanego. Tego dnia zachowywał się bardzo dziwnie. Zawsze spokojny i opanowany Nick nigdy nie okazywał emocji, ale dziś nie potrafił się powstrzymać. Zrozumiała, że coś poszło nie tak.

— Tak, to ona. — Nick odetchnął z ulgą.

— Proszę się nie martwić, przyjechał po nią ojciec i zabrał ją do domu. Przedstawił się jako Joseph i powiedział, że jest prawie pańskim kolegą po fachu. Będzie opiekował się swoją córką w domu. Dziewczyna go rozpoznała. Była trochę smutna…

— Cholera… — Nick z wściekłością uderzył pięściami w blat.

— Co się stało? Nie rozumiem, skąd ta agresja, Nick. To przecież jej ojciec, dlaczego tak się denerwujesz? — Dziewczyna odruchowo sięgnęła do przycisku alarmowego, który zawsze znajdował się przy recepcji na wypadek agresywnych odwiedzających, ale powstrzymało ją to, że był lekarzem tej kliniki i zawsze prezentował się z jak najlepszej strony.

— Nie, wszystko w porządku… — W duszy Nicka wszystko było rozdarte na kawałki. Złościł się na siebie za to, że nie zdołał jej pomóc. Za kolejne kłamstwo, które jej nie uratuje.

Kira jechała ogromnym czarnym samochodem, nie rozumiejąc, co się dzieje. Dobrowolnie wsiadła do auta, ale nie mogła pojąć, gdzie się znajduje. Dlaczego nie ma Nicka? Wszystko wokół było rozmazane i niezrozumiałe. Obok niej odzywały się jakieś głosy, ale nie mogła zrozumieć ani jednego słowa. Wkrótce znowu poczuła się źle: zakręciło jej się w głowie, a ciało stało się ciężkie i bezwładne. Dziewczyna pogrążyła się w pustce.

Nick nie potrafił nic wymyślić. Nie wiedział, gdzie jest Kira ani co się z nią dzieje. Dręczyły go pytania: dlaczego Kira się nie broniła? Dlaczego odeszła z Josephem? Nie rozumiał tego z jej strony. Było to dla niego zagadką. Teraz przerażały go myśli, że grozi jej niebezpieczeństwo. Nick został w szpitalu, czekając na Kirę — może wróci. Miał nadzieję, że Joseph jej nie skrzywdzi.

Kira ocknęła się, siedząc związana w fotelu, w ciemnym i wilgotnym pomieszczeniu. Wzrok wrócił jej do normy i mogła rozejrzeć się dookoła.

— Widzę, że szybko doszłaś do siebie. Myślałem, że będę miał więcej czasu. — Joseph polerował swoje nowe narzędzia chirurgiczne, które zamierzał wykorzystać na Kirze. Dziewczyna nadal źle się czuła, ale rozpoznała Josepha.Rozdział 35. Trudna decyzja

Po tym, jak obraz z ekranu zniknął w momencie procesu, Steve zaczął obserwować reakcję najwyższej kasty. Spośród wszystkich poruszonych przedstawicieli kasty najspokojniejszy był pan Vix — jakby w ogóle nie uczestniczył w zebraniu. Dla niego wszystko było monotonne. Tak dziwne zachowanie zauważyła również pani Giselle. W przeciwieństwie do pana Sterna, którego otwarcie nie szanowała, pana Vixa uważała za wyjątkowo niebezpiecznego. Na poziomie podświadomości Giselle czuła, że powinna trzymać się od niego z daleka. Jej instynkty zawsze były jej główną bronią — właśnie dzięki temu, że bezwzględnie za nimi podążała, zdołała osiągnąć poziom najwyższej kasty genetycznie zmodyfikowanych ludzi.

— Proszę państwa o spokój. Mam wiadomości od systemu sądowniczego — pan Vix wstał ze swojego fotela i odwrócił się w stronę przedstawicieli kasty, aby widzieć ich twarze.

Kiedy kasta ucichła, kontynuował:

— Nasz naukowiec o imieniu Joseph, którego wszyscy dobrze znamy, wyruszył śladem przestępcy pierwszego poziomu oraz śledczej Kiry. Według wstępnych danych, które otrzymałem na swój komunikator z chipa Josepha, świat, w którym się obecnie znajduje, nadaje się do asymilacji i przetworzenia. Dlatego fakt, że przestępca wrócił do swojego domu, jest dla nas szansą na zdobycie nowego źródła genów.

— Ale od ostatniego podboju nie minęło nawet stulecie. Czy naprawdę mamy aż tak pilną potrzebę nowych genów, panie Vix? — oburzyła się Giselle, mimo że jej wewnętrzna natura odczuwała strach, choć nie powinna była go czuć. Z każdym krokiem Vixa w jej stronę to uczucie coraz bardziej ją pochłaniało.

— Czy istnieje granica doskonałości, pani Giselle? Czy naprawdę nie podoba się pani wyglądać tak olśniewająco? — Vix delikatnie przesunął opuszkami palców po delikatnym i gładkim policzku Giselle. Od dotyku palców tego człowieka biło śmiercią, a w jego oczach była pustka tysiącleci.

Chwycił Giselle za szczękę i zaczął ściskać jej twarz prawą dłonią. Łamiąc kości szczęki, delektował się każdym trzaskiem jej kości, słuchając ich niczym muzycznej symfonii. Dziewczyna nie stawiała oporu, ponieważ mogłoby ją to kosztować życie, a połamane kości mogła naprawić.

Pan Stern podniósł się z miejsca — chciał pomóc dziewczynie, ale stłumił swoje pragnienie, obserwując, jak Vix samą siłą palców łamie wytrzymałe kości genetycznie zmodyfikowanej kobiety. Trudno było sobie wyobrazić, do czego naprawdę był zdolny.

— Zrozumiałam pana, panie Vix — powiedziała dziewczyna, wycierając krew z twarzy. Mimo że kości jej szczęki zostały zmiażdżone, ból był silny, ale nie krytyczny. Giselle od dawna chciała pozbyć się Sterna i Vixa, ale jakość ich genów przewyższała jej potencjał. I właśnie teraz się o tym przekonała. Między nią a Vixem istniała przepaść kilku stuleci i zakładanie ich równości byłoby głupotą. Dlatego dziewczyna usiadła na krześle, prostując plecy i dumnie unosząc głowę. Teraz jej status w kaście spadł do najniższego poziomu — lata pracy przepadły na marne przez kilka pochopnych słów.

Steve obserwował wszystko w milczeniu, analizując dane. Doskonale wiedział, że Giselle przyjdzie do niego.

— Jeśli nie ma już więcej protestujących, daję Josephowi zgodę na podbój nowego świata. Dziękuję za uwagę, wszyscy mogą odejść. Będę informował was na bieżąco. A ciebie, Giselle, oczekuję u siebie w rezydencji — i załóż czerwoną suknię — powiedział Vix i rozpłynął się w powietrzu, pozostawiając w duszy Giselle nieprzyjemne uczucie. Do dziewczyny docierały brudne plotki o tym, co dzieje się w rezydencji Vixa, ale teraz musiała do niego przyjść — i to przerażało ją do szaleństwa.

Jak później się okazało, Vix nawet nie opuścił swojego domu na czas zebrania. Możliwości jego hologramu przewyższały technologie dostępne innym.

Znajdując się w komorze regeneracyjnej, do której Giselle udała się od razu po zebraniu, dziewczyna dochodziła do siebie:

„Co za drań, jak śmiał przy wszystkich złamać mi szczękę? Zabiję go własnymi rękami”.

Proces regeneracji ciała przebiegał dość szybko, ale aby go przejść, należało wejść do komory całkowicie nago. Ponieważ szczęka zrosła się, ale nadal była źle ustawiona, Giselle sama nastawiła ją na miejsce. Dziewczyna zakończyła proces regeneracji i wyszła z kapsuły znajdującej się w laboratorium.

— Nie dogadujecie się z panem Vixem? — rozległ się głos za plecami Giselle, a czyjaś ręka podała jej sukienkę. Właśnie ponownie zakładała bieliznę.

— Nigdy nie mówiono panu, że podkradanie się do kobiety bywa niebezpieczne? — Giselle nie wstydziła się swojej nagości, zresztą doskonale wiedziała, do kogo należał głos — był to Steve i jego wyraźnie nie interesowały kobiece wdzięki. Zresztą co mogło interesować sztuczną inteligencję, która nie była zdolna do odczuwania ani czerpania przyjemności z czegokolwiek?

— Jest pani bezsprzecznie piękną kobietą, ale proszę tylko wyobrazić sobie, co mogłaby pani osiągnąć, posiadając władzę, a ja mogę pani w tym pomóc. Oboje wiemy, że musimy zmienić swoją pozycję w społeczeństwie. — Mimo że Steve był sztuczną inteligencją, w postaci hologramu mógł dotykać różnych obiektów, dlatego pomógł Giselle założyć sukienkę, zapinając zamek z tyłu.

— I co mi pan proponuje? Przecież pan również nie posiada władzy, Steve — dziewczyna poprawiła włosy i zaczęła zakładać buty.

— Tutaj się pani myli, pani Giselle. Mam znacznie wyższy poziom dostępu niż pani. Mnie również nie podoba się panowanie pana Vixa, a pan Stern już dawno przekracza granice. Myślę, że następnym razem powinna pani nie tylko wyrazić swoje zdanie na zebraniu, ale również mu przewodniczyć. Jest pani inteligentną, piękną, a przede wszystkim godną władzy kobietą. — Steve własnymi rękami pomógł Giselle upiąć włosy do tyłu. Bardziej podobało mu się, gdy pani nosiła upięte włosy, niż kiedy je rozpuszczała lub układała w inne fryzury. Mała, elegancka spinka z koralikami wyglądała bardzo naturalnie i stylowo w długich włosach Giselle.

— Załóżmy, że zgodzę się na twoją propozycję, Steve, ale kompletnie nie rozumiem, czego właściwie chcesz i o jakiej władzy mówisz, skoro jesteś tylko programem komputerowym, jedynie ulepszoną sztuczną inteligencją — Giselle pozwalała mu się dotykać, ponieważ nie czuła z jego strony zagrożenia.

— Wie pani przecież o projekcie „Nuty”, który Joseph stworzył bardzo dawno temu, jeszcze w starym świecie — Steve wyświetlił podstawowe informacje w postaci holograficznych tabel.

— To nie podlega dyskusji. Ten projekt został słusznie zamknięty jednogłośną decyzją kasty. Nikt nie powinien posiadać takiej władzy. Nigdy nie zgodzę się na aktywację tego protokołu i panu również na to nie pozwolę, Steve — słysząc o eksperymencie pod nazwą „Nuty”, Giselle straciła panowanie nad sobą. Projekt nie bez powodu został zamknięty, a sam Joseph wyeliminował wszystkich jego uczestników.

— Mogę wskrzesić ten projekt. Powinna się pani nad tym zastanowić, pani Giselle. Dam pani ten nadajnik — znajduje się na nim tylko jeden przycisk, czerwony. Jeśli go pani naciśnie, projekt zostanie natychmiast aktywowany i będzie należał wyłącznie do pani oraz pozostanie całkowicie pod pani kontrolą — powiedział i włożył w dłoń Giselle małe kwadratowe urządzenie z jednym czerwonym przyciskiem.

— Powinieneś rozumieć, Steve, że nigdy się na to nie zgodzę. Moja sytuacja jest wprawdzie tragiczna, ale nie zaryzykuję wszystkiego dla władzy — jednak Giselle mówiła już do pustki. Steve zniknął, a w jej dłoni pozostał jedynie mały czerwony przycisk i mnóstwo wątpliwości w głowie. Pomimo swojego pragnienia rządzenia Giselle nie chciała zdobyć władzy w tak okrutny sposób — miała swoje tabu, których nie łamała bez względu na wszystko.

Pułkownik Mil otrzymał wyniki śledztwa Anastazji. Niestety słowa dziewczyny o anomaliach się potwierdziły. Wkrótce po tym, jak opowiedziała o wydarzeniach w hotelu „Submarina”, rzeczywiście do nich doszło, włącznie ze śmiercią Kristin. Sprawie 456 nadano najwyższą klauzulę tajności, a dziewczynie przyznano dostęp klasy C do wszystkich zasobów miasta i laboratoriów.

Wkrótce do wszystkiego dołączyła sprawa 457 — przypadek nietypowego morderstwa na stacji benzynowej. Z kamer monitoringu zabezpieczono nagrania napastników oraz samego zdarzenia, ale niczego one nie wyjaśniały. Pytań było coraz więcej.

Teraz zachód słońca za oknami gabinetu pułkownika Mila wyglądał przerażająco, ponieważ nie było wiadomo, co przyniesie nowy dzień.

Giselle założyła swoją najlepszą długą czerwoną suknię z głębokim wycięciem na plecach i upięła włosy w elegancki kok długą, ostrą spinką, pozostawiając kilka kosmyków dla retro elegancji. Rozumiała, że przy wejściu zostanie sprawdzona pod kątem broni, dlatego ukryła przycisk w ozdobach sukni.

Przy wyjściu z domu dziewczynę przywitało dwóch wysokich genetycznie zmodyfikowanych żołnierzy. Jeden z nich galanteryjnie otworzył przed nią drzwi samochodu.

Przez całą drogę Giselle milczała.

Dziewczyna spodziewała się wszystkiego, ale nie uprzejmego traktowania: nie sprawdzono jej pod kątem posiadania broni, lecz po prostu zaprowadzono ją do pięknego pokoju z ornamentami na ścianach.

— Wiedziałem, że ten kolor będzie pani pasował, Giselle — powiedział Vix, wchodząc do pokoju.

— Po co mnie pan tutaj wezwał? Mam nadzieję, że za to pytanie nie złamie mi pan znowu szczęki — dziewczyna uśmiechnęła się szyderczo.

— Nie, nie zrobię pani krzywdy. Proszę mi wybaczyć. — Vix wziął dłoń dziewczyny i pocałował jej nadgarstek.

— Co się dzieje… — powiedziała Giselle, upadając na kamienną podłogę wyłożoną drobną białą mozaiką.

— Dziękuję za projekt „Nuty”… — powiedział Vix i przeszedł obok dziewczyny.

Dwóch żołnierzy podniosło Giselle.

— Wiecie, co z nią zrobić — wydał żołnierzom polecenie Vix z wyraźnym zadowoleniem.

Dziewczyna ocknęła się w fotelu samoregulacji z elektrodami podłączonymi do głowy. Świadomość Giselle była zamglona — nie rozumiała, gdzie się znajduje.

— Wreszcie się obudziłaś, Giselle — powiedział Vix, przypinając kolejne elektrody, a jego głos drżał.

— Co ty robisz?.. — dziewczyna była związana. Impuls elektryczny przeszył jej kręgosłup. Dziewczyna zaczęła krzyczeć i wić się z bólu.

— No już, ciszej, moja słodyczy. Nasze gry dopiero się zaczęły, a przed nami samo najlepsze. — Vix zamknął Giselle usta dłonią. Małe impulsy elektryczne popłynęły przewodami prosto do mózgu Vixa. Gdy tylko impulsy dotarły do jego mózgu i ciała, poczuł przypływ rozkoszy i adrenaliny — było to najwyższe błogosławieństwo. Jego ciało drgnęło, otrzymując kolejną porcję przyjemności.

— Jesteś narkomanem… — powiedziała przez ból Giselle, patrząc, jak Vix rozłożył się na podłodze, rozpływając się z przyjemności.

Jak każdemu narkomanowi, małe dawki szybko przestały mu wystarczać. Bardzo szybko odzyskał panowanie nad sobą.

— Jesteś wyjątkowo smakowita… pochłonę cię całą… — Vix przekręcił przełącznik urządzenia, ustawiając je na maksymalną moc.

— To ty zabiłeś Kaya… — Giselle zaczęła się dusić. Łapczywie próbowała zaczerpnąć powietrza, którego nie było. Kości w jej ciele łamały się i wykręcały w różne strony, deformując jej piękne ciało. Elektroniczne impulsy niczym macki wyciągały z niej życie, rozrywając molekularne struktury jej DNA. Vix otrzymał swoją dawkę przyjemności w chwili, gdy Giselle wydała ostatnie tchnienie. Pochłonął całą moc molekuł dziewczyny, a jego ciało pulsowało od nadmiaru emocji i energii. Dla tego niezrównanego uczucia pochłaniania zabijał.

Ale z każdym kolejnym razem potrzebował więcej: im częściej kogoś pochłaniał, tym słabszy stawał się efekt.

Steve wszystko widział…
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij