Mój przyjaciel Hitler. Wspomnienia fotografa Hitlera - ebook
Mój przyjaciel Hitler. Wspomnienia fotografa Hitlera - ebook
Szczegóły z prywatnego życia Hitlera we wspomnieniach jednego z jego najbliższych przyjaciół
oraz zdjęcia, które pomogły stworzyć legendę Hitlera
Heinrich Hoffmann jako oficjalny „nadworny” fotograf odegrał istotną rolę w starannym kształtowaniu publicznego wizerunku Hitlera i gloryfikacji Trzeciej Rzeszy. Jednak jego wpływy sięgały daleko poza sferę propagandy. Nie dość, że był obecny podczas wielu kluczowych wydarzeń w historii Trzeciej Rzeszy, to jeszcze był bliskim przyjacielem Führera, mającym zagwarantowany wyłączny i bezpośredni dostęp do miejsc i osób z wewnętrznego kręgu Hitlera i do niego samego. Jego wspomnienia to relacja naocznego świadka, ważna zarówno dla historyków, jak i przeciętnego czytelnika – fascynujące studium osobowości dyktatora i znakomite spojrzenie zza kulis na powstanie i ostateczny upadek nazistowskiego reżimu.
Heinrich Hoffmann został oficjalnym fotografem Hitlera, blisko zaprzyjaźnił się z nim i dużo wspólnie podróżowali. Zrobił ponad dwa miliony zdjęć Hitlera. Były szeroko rozpowszechniane, między innymi na znaczkach pocztowych, co okazało się bardzo dochodowym przedsięwzięciem dla nich obu. W latach 30. XX wieku Hoffmann opublikował kilka książek o Hitlerze, w tym Hitler wie ihn keiner kennt (Hitler, jakiego nikt nie zna) w 1932 roku. Hoffmann i Hitler utrzymywali bliskie stosunki, więc Hoffmann nie dość, że stał się jego powiernikiem – dzięki czemu jego wspomnienia zawierają wiele mało znanych szczegółów z życia Führera – to został również jego swatem. To Hoffmann przedstawił Hitlerowi Ewę Braun, swoją asystentkę…
Roger Moorhouse jest między innymi autorem książek Polowanie na Hitlera: historia zamachów na wodza Trzeciej Rzeszy i Stolica Hitlera: życie i śmierć w wojennym Berlinie. Napisał wprowadzenie do wspomnień Ericha Kempki Byłem kierowcą Hitlera.
Spis treści
Od tłumacza wersji angielskiej (R.H. Stevens)
Wprowadzenie
Mój aparat i kajzer
Poszukiwany – fotograf Hitlera
Zakaz fotografowania
Nasze wycieczki dyplomatyczne
Z Hitlerem w Polsce
Hitler – religia i przesądy
Kobiety i Hitler
Hitler i sztuka
Z Hitlerem w domu
Kwatery Hitlera – i moje
Nasz koniec
Epilog
| Kategoria: | Biografie |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-7773-414-8 |
| Rozmiar pliku: | 5,4 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Od tłumacza (R.H. Stevens)
Wprowadzenie
Rozdział 1: Mój aparat i kajzer
Rozdział 2: Poszukiwany – fotograf Hitlera
Rozdział 3: Zakaz fotografowania
Rozdział 4: Nasze wycieczki dyplomatyczne
Rozdział 5: Z Hitlerem w PolsceI
Rozdział 6: Hitler – religia i przesądy
Rozdział 7: Kobiety i Hitler
Rozdział 8: Hitler i sztuka
Rozdział 9: Z Hitlerem w domu
Rozdział 10: Kwatery Hitlera – i moje
Rozdział 11: Nasz koniec
EpilogOD TŁUMACZA WERSJI ANGIELSKIEJ (R.H. STEVENS)
Po przeczytaniu rękopisu Heinricha Hoffmanna Mój przyjaciel Hitler odczułem satysfakcję, bo choć w tytule została podkreślona postać Führera, nie jest to kolejna książka o Hitlerze, lecz autobiografia człowieka o niezwykłym charakterze i równie wyjątkowych doświadczeniach. Na długo przedtem, zanim ktokolwiek usłyszał o Hitlerze, Hoffmann został jednym z czołowych fotografów swojej epoki. Jego twórczość zasługuje na uwagę bez względu na kontekst, a zainteresowanie nią na pewno zostanie nagrodzone.
Człowiek, który osiągnął tak wiele w swoim zawodzie, musiał, jak sądzę, mieć bogate doświadczenia i interesujące wspomnienia. Człowiek, który cieszył się przyjaźnią i pełnym zaufaniem Hitlera przez dwadzieścia pięć lat, a przez to naraził się na nieprzejednaną i podszytą zazdrością nienawiść innych nazistowskich przywódców – a mimo to przeżył – musiał być zarówno mądry, jak i zaradny. Człowiek, który na progu starości doświadczył tak gwałtownej odmiany losu – od bogactwa do nędzy, od bezpieczeństwa i wygody do surowych więziennych rygorów – i nadal podchodził do życia z niesłabnącym zapałem i energią, musiał mieć zarówno niezłomny charakter, jak i ogromną odwagę. Wreszcie człowiek, który po przesłuchaniu został tak szybko i bezwarunkowo zwolniony przez naszych amerykańskich sojuszników nie mógł oczywiście być kryminalistą czy po prostu złym człowiekiem.
Nie byłem ignorantem w zagadnieniach związanych z nazistami i metodami ich postępowania. Jako oficer sztabowy pełniący specjalne obowiązki w wywiadzie miałem z nimi do czynienia i dokładnie poznałem ich działania i sekrety. Jako więzień gestapo wdałem się w desperacką walkę umysłów i dobrze poznałem procedury przesłuchiwania. A jako więzień obozów koncentracyjnych w Sachsenhausen i Dachau przez ponad pięć lat doświadczyłem na własnej skórze, jak traktują więźniów. Gdy dostałem zaproszenie do Monachium w celu omówienia mojego tłumaczenia tej książki z profesorem Hoffmannem, skwapliwie je przyjąłem.
Człowiek, którego spotkałem, był niski i krępej postury. Korona stalowoszarych włosów wieńczyła głowę mężczyzny o twarzy silnego i zdeterminowanego człowieka, naznaczonej wyraźnie oznakami cierpienia, kontrastującymi z parą jasnych, wesołych i szybko mrugających oczu. Wyciągnięta do mnie na powitanie drobna, zwężająca się i pięknie uformowana dłoń była ręką artysty. Wokół kącików ust, mocnych, ale świadczących o wrażliwości ich posiadacza, biegły linie, które zostały wyżłobione przez gorzkie doświadczenia – przegrywały one z uśmiechem świadczącym o niepohamowanym, „wylewającym się” dobrym humorze. Jego sposób mówienia i gesty były szybkie i pełne ekspresji, a wszystkie ruchy miały w sobie ujmującą, błyskawiczną zuchwałość ptaka.
Usprawiedliwianie się brakiem zainteresowania lub uczestnictwa w polityce stanowi apologię tego, co ostatnio słyszymy do znudzenia z ust tylu Niemców, toteż słusznie mamy tendencję do traktowania tych oświadczeń ze skrajnym sceptycyzmem. Jednak mój kontakt z tym genialnym artystą i beztroskim bon vivantem, Heinrichem Hoffmannem, szybko przekonał mnie, że przynajmniej w tym przypadku to oświadczenie było całkowicie prawdziwe. Jestem przekonany, że czytelnik po dotarciu do końca tej książki, podzieli moje przeświadczenie.
Przez kilka tygodni każdy dzień spędzałem w towarzystwie Hoffmanna i w tym czasie ten impulsywny, spontaniczny człowiek nakreślił mi swój obraz, krystalicznie przejrzysty dla każdego, kto zechce patrzeć i słuchać. Hoffmann był typowym ekscentrycznym, górnolotnym w słowach i gestach, wielkodusznym, niepraktycznym, być może nie zawsze absolutnie ścisłym, ale jednak urodzonym gawędziarzem. Pod wieloma względami zachowywał się niczym dziecko, a jednocześnie potrafił być przenikliwym sędzią. I cokolwiek by o nim nie powiedzieć, nigdy nie postąpiłby nikczemnie i był niezłomnie lojalny.
Powiedzenie o kimś, kto był tak blisko nazistowskiego tronu, że nienawidził niesprawiedliwości to proszenie się o niedowierzanie i szyderstwo. Jednakże Heinrich Hoffmann nienawidził niesprawiedliwości i okrucieństwa. Zawsze, gdy osobiście spotykał się z bezmyślną niesprawiedliwością czy bezsensownym okrucieństwem, odważnie zwracał się nie do Führera czy kanclerza Trzeciej Rzeszy, ale do swojego przyjaciela, Adolfa Hitlera, aby temu zaradzić. Dzięki jego interwencji zwolniono wielu ludzi aresztowanych przez bezwzględne gestapo – o czym zaświadcza mnóstwo listów z podziękowaniami. „Wie pan, pułkowniku, ta moja książka to taki zlepek”, przekonywał mnie Hoffmann dość gorliwym jak na niego tonem, gdy nasza praca zbliżała się do końca. „Zlepek wspomnień i wrażeń; wydarzeń, w których brałem udział, i ludzi, którzy odegrali w nich najważniejsze role i których bardzo dobrze znałem. Ale to nie znaczy, że ma ona jakiś szczególny wkład w historię”.
Wydaje mi się, że był zbyt skromny. Odpowiedzialny historyk, mający dostęp do archiwów i rejestrów, stara się przedstawić dokładne i oparte na faktach świadectwo wydarzeń, uzupełniając je być może swoją historyczną wiedzą, a także komentarzami poświadczającymi wnikliwe badania, zawierającymi wyjaśnienia i ewentualnie rzucającymi nowe światło na tekst, aby czytelnik mógł go zaakceptować lub odrzucić.
Przyznaję, że w tym sensie Hoffmann nie ma „szczególnego wkładu w historię”. Ograniczył się do aspektów czysto osobistych i choć wcześniejsza porcja jego wspomnień, od czasów pokoju i bezpieczeństwa na początku stulecia, poprzez okres zawieruchy pierwszej wojny światowej i jej skutków, stanowi barwną, ciekawą i zabawną lekturę, to siłą rzeczy największe zainteresowanie budzi jego wyjątkowa, zażyła relacja z Hitlerem, od samych początków partii nazistowskiej po jej ostateczny koniec.
To barwne i składne uzupełnienie ważnych historycznych momentów wnosi życie, ciepło i realizm do opisu, który bez nich byłby jedynie akademicko poprawny. Osobiste uwagi Hoffmanna – dotyczące atmosfery w otoczeniu Führera, próżności i zazdrości Ribbentropa, przenikliwej inteligencji i zjadliwego sarkazmu Goebbelsa, bezwzględnej brutalności Bormanna, urywki wypowiedzi czołowych zagranicznych mężów stanu, opis Hitlera z jego nieśmiałością i surowością, oddaniem sztuce, postawą wobec kobiet i wpływem na nie – rzucają światło na nagie fakty opisywane w badaniach historycznych i przez to niewątpliwie stanowią przyczynek, i to dość fascynujący, jeśli nie do samej historii, to przynajmniej do lepszego jej zrozumienia.
R.H. Stevens, 1955
Przypisy
Tłumacz był z pochodzenia Brytyjczykiem (przyp. tłum. wersji polskojęzycznej).WPROWADZENIE
Historia nie była zbyt łaskawa dla Heinricha Hoffmanna. W najlepszym przypadku były „nadworny” fotograf Hitlera jest postrzegany jako genialny błazen, pożyteczny idiota, którego artystyczny talent został wykorzystany w interesie Hitlera. Z drugiej strony, ludzie widzą w nim aktywnego i oddanego akolitę, pomocnika i podżegacza najbardziej niegodziwego dyktatora XX wieku.
Znaczenie działalności Hoffmanna dla historii Trzeciej Rzeszy, bez względu na stopień jego współudziału, jest bezsporne. Od pierwszych spotkań w dusznych monachijskich piwiarniach, w których po pierwszej wojnie światowej panowała gorączkowa atmosfera, Hoffmann i Hitler budowali osobistą przyjaźń i zawodowy sojusz, a te dla obu miały się okazać niezwykle korzystne. Hitler zapewnił sobie usługi fotografa o bezsprzecznym talencie i pomysłowości, natomiast Hoffmann miał z czasem otrzymać lukratywny, niemal całkowity monopol na wykonywanie zdjęć nazistowskiemu przywódcy. I choć Hitler z pewnością nie był naiwny w kwestiach publicznego wizerunku i propagandy, to głównie Hoffmann odpowiadał za przekładanie jego idei na język błony fotograficznej i odbitek.
Hoffmann, bardziej niż ktokolwiek inny, kształtował publiczny wizerunek Hitlera i dokumentował rozwój Trzeciej Rzeszy. Wykonane przez Hoffmanna zdjęcia Führera sprzedawano na całym świecie, zamieszczano w gazetach, czasopismach, na pocztówkach, afiszach i plakatach, a nawet na znaczkach pocztowych. Jego zdjęcia pojawiały się wszędzie – adorowane w niezliczonych niemieckich domach, często lżone za granicą. Opublikował prace – bogato ilustrowane, obszerne tomy – tylko po to, aby opowiedzieć dzieje Trzeciej Rzeszy tak, jak ją widzieli jego rodacy. Jedna z serii ukazuje ewolucję i rozprzestrzenianie się wizerunku Hitlera: Hitler wie ihn keiner kennt (Hitler, jakiego nikt nie zna) z 1932 roku, Hitler abseits vom Alltag (Hitler poza codziennością) z 1937 roku czy Das Antlitz des Führers (Twarz Führera) z 1939 roku. Kolejna seria dokumentuje ekspansję hitlerowskiej Rzeszy: Hitler baut Grossdeutschland (Hitler buduje wielkie Niemcy) z 1938 roku, Hitler befreit Sudetenland (Hitler wyzwala Kraj Sudecki) z 1938 roku czy Mit Hitler in Polen (Z Hitlerem w Polsce) z 1939 roku. W ten sposób Hoffmann stworzył pierwszą najważniejszą obrazkową kronikę całego pokolenia Niemców.
Jego wpływ nie ograniczał się do świata sztuki i propagandy. Hoffmann – co wyróżniało go spośród wpływowych postaci Trzeciej Rzeszy, starszy od Hitlera i z wyrobioną pozycją zawodową – był zapewne bardziej niezależny od Führera niż większość jego towarzyszy. Być może najbardziej z nich wszystkich zbliżył się do Hitlera, i jak twierdzi w tytule swoich wspomnień, został jego prawdziwym przyjacielem. Ta przyjaźń miała wiele znaczących konsekwencji. Po pierwsze, dzięki Hoffmannowi Hitler nawiązał kontakt z doktorem Theodorem Morellem, który później został jego osobistym – i niesławnym – lekarzem. Po drugie, konkubina Hitlera, a później jego żona, Ewa Braun, po raz pierwszy spotkała Hitlera, gdy była skromną pomocnicą Hoffmanna w jego zakładzie fotograficznym w Monachium.
Ze względu na te okoliczności bez wątpienia w pierwszych latach powojennych Hoffmann musiał doświadczyć słusznego napiętnowania ze strony wrogów swoich (i Hitlera). Bardziej zaskakujący jest fakt, że Hoffmann nadal wywołuje kontrowersje – wielu ludzi najwyraźniej myli posłańca z wiadomością. Na przykład w wyjątkowej pracy poświęconej nazistowskiej estetyce Frederic Spotts niesprawiedliwie opisał go jako „kretyna i alkoholika”. Wydaje się, że znaczenie osiągnięć Hoffmanna jako fotografa wciąż pozostaje w cieniu jego bliskiej relacji z Hitlerem.
Dla tego, komu uda się oderwać postać osobistego fotografa Hitlera od znienawidzonego przez niego kontekstu politycznego, powinno stać się oczywiste, że Hoffmann był tak naprawdę jednym z najważniejszych fotografów XX wieku. Żaden inny nie uzyskał takiej możliwości – szansy na bliski i wyłączny dostęp do ważnej głowy państwa oraz, co istotne, na współpracę z portretowanym, który doskonale wiedział, jak zachowywać się przed obiektywem i przywiązywał wagę do kształtowania swojego publicznego wizerunku.
Co ważniejsze, gdy Hoffmann dostał tę szansę, dysponował technicznymi i artystycznymi środkami, dzięki którym mógł ją wykorzystać. Gdy pierwszy raz spotkał Hitlera po pierwszej wojnie światowej, był już uznanym fotografem, a nie jakimś nazistowskim dorobkiewiczem czy figurantem. Najpierw odbył praktykę w zakładzie fotograficznym swojego ojca, który był nadwornym fotografem bawarskiej rodziny królewskiej. Fotografował także rodzinę rosyjskiego cara i pracował w Szwajcarii pod kierunkiem słynnego w Anglii E.O. Hoppégo. Później wrócił do Monachium, gdzie w 1909 roku założył własne atelier. To właśnie Hoffmann zrobił symboliczne zdjęcie tłumu świętującego wybuch pierwszej wojny światowej na Odeonsplatz w 1914 roku, na którym później rozpoznano młodego Adolfa Hitlera. Hoffmann był zatem utalentowanym i znakomitym fotografem na długo przedtem, zanim świat usłyszał o jego najsłynniejszym mecenasie.
Gdy opowiedziałem Hitlerowi o ogromnym tłumie w Monachium, który sfotografowałem w dniu wybuchu wojny w 1914 roku, wykrzyknął: „Byłem w tym tłumie”. Po dokładnych oględzinach zdjęcia udało się go na nim odnaleźć.
Hoffmanna można również zaliczyć w poczet pionierów nowoczesnego fotoreportażu. Jako jeden z pierwszych, posługując się skonstruowanym niewiele wcześniej aparatem fotograficznym Leica 35 mm, robił zdjęcia w plenerze, daleko od statycznych dekoracji studia fotograficznego. Choć zapewne jest kojarzony z formalnymi, pozowanymi portretami Adolfa Hitlera i wielu innych wysokich rangą oficjeli Trzeciej Rzeszy, wystarczy rzut oka na inne zdjęcia z jego dorobku, aby szybko się przekonać, że był nie tylko propagandzistą, ale i utalentowanym fotografem, autorem zdjęć o dużej wartości artystycznej.
Zbiór jego prac, stanowiący chyba najpełniejsze i najbardziej wszechstronne fotograficzne dossier wojennego przywódcy i jego świty, liczy – według ocen samego Hoffmanna – ponad dwa miliony zdjęć. Żaden z rywali Hitlera nie mógł się pochwalić tak ogromnym dorobkiem. Hitler był jednym z najczęściej fotografowanych ludzi w historii, a po drugiej stronie aparatu niezmiennie stał Hoffmann. Jeśli przypomnimy sobie jakiekolwiek zdjęcie Hitlera – pojawiające się w dowolnych okolicznościach w ciągu ostatnich około osiemdziesięciu latach – najprawdopodobniej będzie to zdjęcie wykonane przez Heinricha Hoffmanna.
Co znamienne, fotografie te są nadal powszechnie wykorzystywane, nawet przez tych, którzy szydzą z ich autora. Z kilkoma wyjątkami, prawie każdy z niezliczonych, ukazujących się co roku albumów poświęconych Hitlerowi i Trzeciej Rzeszy zawiera przynajmniej jedno zdjęcie Hoffmanna. Internetowe wyszukiwanie obrazów dla frazy „Adolf Hitler” jedynie potwierdza wszechobecność tych fotografii. Natomiast, co ciekawe, nazwisko Heinricha Hoffmanna rzadko bywa przywoływane. Po wojnie został on oskarżony o spekulanctwo i pozbawiony praw własności do zdjęć, a jego archiwum rozproszono po świecie. Większość jego prac trafiła do National Archives w Waszyngtonie, a później do Staatlichen Archive Bayerns w Monachium. Hoffmann jest zatem chyba najsłynniejszym nieznanym fotografem na świecie.
Gdy w połowie lat 50. XX wieku te wspomnienia zostały opublikowane po raz pierwszy, Hoffmann miał prawie 70 lat i zbliżał się do kresu swojego życia. Pod wieloma względami był człowiekiem przegranym. Imperium, które stworzył za czasów Trzeciej Rzeszy, kiedy to otrzymywał pokaźne tantiemy, nawet za znaczki z wykonanymi przez siebie zdjęciami Hitlera, obróciło się w gruzy. Przez zwycięskich aliantów został nazwany „głównym sprawcą”, poddany niekończącym się przesłuchaniom oraz uwięziony i internowany. W tym czasie wspierała go tylko jego żona, Erna. Gdy w 1950 roku został wreszcie zwolniony, nie miał grosza przy duszy.
Mimo wszystko ton jego wspomnień jest radosny. Jako człowiek rozmowny, sypiący z rękawa tak uwielbianymi przez Hitlera anegdotami jest wyjątkowym przewodnikiem po tamtych czasach. Nakreślony przez niego portret Hitlera, z którym spędził tyle godzin i dni, często w bliskim kontakcie, prezentuje dający wiele do myślenia obraz dyktatora o osobistym uroku i charyzmie.
Pierwsza wojna światowa – Hitler w ziemiance, z wąsami i w hełmie.
Hoffmann nie tylko pozostawał w pobliżu Hitlera, był też naocznym świadkiem najistotniejszych wydarzeń w historii Trzeciej Rzeszy i jej przywódcy. To fakt, że fotografowie rejestrują wydarzenia przez obiektyw swoich aparatów fotograficznych, ale wspomnienia Hoffmanna często bywają równie odkrywcze jak jego zdjęcia. Na przykład, gdy Hitler zamknął się w sobie po śmierci Geli Raubal w 1931 roku, to Hoffmann wyciągnął go z dna rozpaczy. Gdy w 1933 roku Hitler został mianowany kanclerzem, Hoffmann czekał w przedpokoju i pierwszy pogratulował nowemu, podekscytowanemu przywódcy Niemiec. A gdy w 1939 roku został podpisany pakt Ribbentrop–Mołotow, Hoffmann był jednym z tych, którzy zostali wysłani do Moskwy, aby zarejestrować to wydarzenie dla potomności. Jego obecność w momentach takich jak ten spowodowała, że jest źródłem informacji fascynujących i niezmiernie ważnych zarówno dla historyków, jak i dla laików.
W relacji Hoffmanna jest oczywiście niewiele miejsca na poczucie winy czy skruchę. Choć nie zajmuje się tą kwestią wprost, można wywnioskować, że nie czuje, aby zrobił coś, za co musiałby przepraszać lub choćby usprawiedliwiać się. Wręcz przeciwnie, przedstawia raczej wyrachowaną, upiększoną wersję wydarzeń, w której nawet najmniej budujący rozdział – o jego podejrzanym zaangażowaniu w zdobywanie dzieł sztuki przez Hitlera – został opowiedziany ożywionym, niewinnym tonem.
Przedstawiany przez Hoffmanna obraz sytuacji jest na ogół sielski: obiady z Führerem i jego otoczeniem, spory kulturalne w kraju, a nie prawdziwe walki za granicą. W znacznym stopniu jest to świat widziany z perspektywy rozpieszczonego, zamkniętego na fakty wewnętrznego kręgu Trzeciej Rzeszy, ludzi żyjących z dala od mrocznej rzeczywistości, zepsucia i horroru, które reżim szerzył gdzie indziej. Rzeczywiście, gdy Hoffmann opłakuje swój los po 1945 roku – gdy przerzucano go z jednego więzienia czy obozu internowania do drugiego, a szanse na zwolnienie były nikłe – chciałoby się zestawić jego doświadczenia z przeżyciami wielu jego rodaków i mieszkańców innych państw, dogorywających w więzieniach nazistowskiego reżimu. On sam rzecz jasna nie jest w stanie dokonać takiego porównania, lecz ironia jego położenia jest całkowicie bezdyskusyjna.
Stosunek Hoffmanna do polityki stanowi zagadkę. Na stronach tego pamiętnika twierdzi, że nie interesował się polityką jako taką oraz nigdy nie zależało mu na wysokich stanowiskach nazistowskiego reżimu ani ich nie przyjął, gdyż wolał status uprzywilejowanego outsidera. Jest w tym dość przekonujący. Nie wygląda na zwierzę polityczne i wydawałoby się, że jego stosunki z Hitlerem kształtowały się przede wszystkim w sferze prywatnej, a nie ideologicznego pokrewieństwa. Jednak kilka przesłanek stawia jego postać w innym świetle, między innymi bliska znajomość z ideologiem nazizmu (i dawnym mentorem Hitlera) Dietrichem Eckartem oraz przynależność do partii nazistowskiej, do której zapisał się wcześniej niż Hitler. Możliwe, że Hoffmann rzeczywiście był apolityczny, a tylko poruszał się w środowisku przesiąkniętym nazistowską ideologią, ale krytyczny czytelnik może zechcieć wziąć pod uwagę kwestię jego politycznej motywacji.
Mimo, a może właśnie z powodu braku odpowiedzi na tak postawione pytania, książka ta to fascynujący pamiętnik człowieka, którego znaczenie dla historii Trzeciej Rzeszy, choć niezaprzeczalne, zwykle pomijano. Jak wiele innych publikacji z tej serii, między innymi sekretarki Hitlera Christy Schroeder, jego kamerdynera Heinza Linge czy kierowcy Ericha Kempki, wspomnienia Hoffmanna to perspektywa tych, którzy znajdowali się najbliżej Hitlera. Wiele nam one wyjaśniają, ale przede wszystkim skłaniają do refleksji nad dręczącym pytaniem, czy sztuka w służbie zła może nadal być dobra.
© Roger Moorhouse, 2011
Przypisy
Frederic Spotts, Hitler and the Power of Aesthetics, London: Hutchinson 2002, s. 173.
Do tej pory nie udało się udowodnić hipotezy, że obecność Hitlera na tym zdjęciu może być fałszerstwem dokonanym w atelier Hoffmanna. Porównaj: Sven Felix Kellerhoff, Berühmtes Hitler-Foto möglicherweise gefälscht. W: „Die Welt Online”, 14 października 2010.