Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Moje ostatnie kłamstwo - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
2 kwietnia 2020
Produkt niedostępny.  Może zainteresuje Cię

Moje ostatnie kłamstwo - ebook

Przy tym pełnokrwistym thrillerze mój puls gwałtownie przyspieszył.

A.J. Finn, autor bestsellera „Kobieta w oknie”

Prawda czy fałsz? Vivian, Natalie, Allison i Emma grały w to na okrągło na ekskluzywnym obozie Nightingale. Ale gra zakończyła się tej nocy, gdy Emma po raz ostatni zobaczyła współlokatorki wykradające się z domku letniskowego. Vivian zamykała bezszelestnie drzwi, patrząc na zaspaną Emmę i przyciskając palec do ust.

Dziś Emma to obiecująca malarka. We wszystkich jej pracach uporczywie powraca ten sam motyw – wspomnienie owej tragicznej nocy. Obrazy przyciągają uwagę milionerki Franny, założycielki obozu. Udaje jej się namówić Emmę na udział w jego reaktywacji – ma być nauczycielką malarstwa. Młoda kobieta postanawia zmierzyć się z tym, co wydarzyło się piętnaście lat wcześniej.

Znajome twarze personelu, ten sam domek letniskowy i jezioro Midnight skrywające tajemnice przeszłości... Minęły lata, a prawie nic się nie zmieniło. Emma przeżywa wstrząs, gdy znajduje ukryte notatki Vivian. Im bliżej jest odkrycia prawdy o tamtej pamiętnej nocy, tym bardziej czuje, że za tę wiedzę zapłaci życiem.

Po znakomitych „Ocalałych” dostajemy jeszcze lepsze „Moje ostatnie kłamstwo”. Mocna fabuła, zabójcze tempo i napięcie, które nigdy nie spada. Najnowsza powieść Rileya Sagera to książka, która sprawi, że poczujesz dreszcze na całym ciele.

Jennifer Hillier, autorka thrillerów psychologicznych

Thriller pełen emocji, zwrotów akcji i intryg. „Moje ostatnie kłamstwo” przykuwało moją uwagę od pierwszej strony aż do oszałamiającego zakończenia. Fantastyczna lektura – niesamowita, ostra i wciągająca.

Megan Miranda, autorka „Miasteczka kłamców”

Kolejny porywający thriller, który misternie przeplata przeszłość i teraźniejszość…

Publishers Weekly”

Potrzebujesz dobrego thrillera, który zwali cię z nóg? To książka dla ciebie.

Apartment Therapy

Drugi thriller Sagera jest mocny i zaskakujący jak bestsellerowe „Ocalałe” – ale jeszcze lepszy. Mistrzowska fabuła, szokujące zwroty akcji i tajemnicza bohaterka sprawiają, że z każdą kolejną stroną przerażenie rośnie.

Booklist

Kategoria: Kryminał
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8135-871-2
Rozmiar pliku: 1,0 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Tak to się zaczyna.

Budzi cię światło słoneczne szepczące wśród drzew tuż za oknem. Jest blade, słabe i szare na brzegach. Świt nadal zrzuca skórę nocy. Jest jednak wystarczająco jasno, żebyś obróciła się na bok twarzą do ściany przy dźwiękach skrzypiącego materaca. Gdy to robisz, czujesz się zdezorientowana i przez moment nie wiesz, gdzie jesteś. Czasami tak się dzieje, kiedy człowiek budzi się z głębokiego, pozbawionego marzeń snu. Chwilowa amnezja. Widzisz słoje na ścianie z sosnowego drewna, czujesz we włosach zapach dymu z ogniska i wiesz już, gdzie jesteś.

Camp Nightingale.

Zamykasz oczy i próbujesz znów zasnąć, usilnie ignorując dobiegające z zewnątrz odgłosy przyrody. To irytujące, zakłócające spokój dźwięki – istoty nocy ścierające się z istotami światła. Wychwytujesz bzyczenie owadów, świergot ptaków, upiorny krzyk nura niosący się nad jeziorem.

Zgiełk na zewnątrz na chwilę maskuje ciszę w środku. Nagle stukanie dzięcioła ustaje i uświadamiasz sobie, jak bardzo jest cicho, a jedyne, co słyszysz, to twój własny, miarowy, ciężki od snu oddech.

Otwierasz oczy i nasłuchujesz innych – jakichkolwiek – odgłosów wewnątrz chatki.

Nic.

Dzięcioł podejmuje przerwaną pracę, a ty odwracasz się od ściany, by objąć wzrokiem całe pomieszczenie. Jest nieduże. Wystarczające, by zmieściły się w nim dwa łóżka piętrowe, stolik z lampką i stojące obok drzwi cztery kufry z drewna orzesznika. I na tyle małe, żebyś wiedziała, kiedy nikogo w nim nie ma.

Spoglądasz na łóżko piętrowe naprzeciwko. Na górze jest starannie zasłane z kołdrą rozciągniętą na całej długości. Na dole wręcz przeciwnie – pod zmiętymi kocami leży coś grudowatego.

W półmroku zerkasz na zegarek. Jest dwie minuty po piątej. Do pobudki została jeszcze prawie godzina. Na myśl o tym czujesz panikę, która wpełza ci pod skórę, swędząca i irytująca.

Rozmaite scenariusze przychodzą ci do głowy. Nagła choroba. Pilny telefon z domu. Próbujesz nawet przekonać samą siebie, że może musiały wyjść tak szybko, że nie zdążyły cię obudzić. A może próbowały, ale spałaś jak zabita. Albo nawet cię obudziły, a ty nic nie pamiętasz.

Klękasz przy kufrach z drewna orzesznika, na których wycięto imiona wcześniejszych obozowiczek, i otwierasz wszystkie oprócz tego, który należy do ciebie. Ich wyściełane satyną wnętrza są pełne ubrań, czasopism i zwykłych przedmiotów wykonanych podczas obozu W dwóch kufrach znajdujesz telefony komórkowe, wyłączone i nieużywane od kilku dni.

Tylko jedna z nich wzięła telefon.

Nie masz pojęcia, co to może znaczyć.

Pierwsze – i jedyne – miejsce, które przychodzi ci na myśl, to sanitariat. Prostokątny budynek z drewna cedrowego, tuż za chatkami na skraju lasu. Może jedna z nich musiała pójść do łazienki i pozostałe poszły razem z nią. Już wcześniej tak bywało. Sama brałaś udział w podobnych wyprawach. Tuląc się do siebie, przemykałyście wąską ścieżką oświetloną pojedynczym światłem latarki.

Starannie pościelone łóżko sugeruje jednak, że planowały wyjść. Na długo. Co gorsza, może tej nocy nikt w nim nie spał.

Wreszcie otwierasz drzwi chatki i niepewnie wychodzisz za próg. Jest szary, chłodny poranek, więc idąc w stronę pryszniców, obejmujesz się ramionami. Sprawdzasz każdą kabinę. Wszystkie są puste. Ścianki pryszniców są suche. Umywalki również.

Wracając do chatki, zatrzymujesz się w połowie drogi, przechylasz głowę i wśród bzyczenia owadów, ptasich treli i chlupotania wody w jeziorze oddalonym o pięćdziesiąt metrów nasłuchujesz głosów dziewcząt.

Nic.

Obóz pogrążony jest w całkowitej ciszy.

Ogarnia cię uczucie odosobnienia i przez chwilę zastanawiasz się, czy wszyscy nie wyjechali, zostawiając cię samą. Kolejne straszne scenariusze przychodzą ci do głowy. Domki opuszczane w gorączkowym pośpiechu. I ty, która przesypiasz całe to zamieszanie.

Wracasz do chatek i obchodzisz je po cichu, nasłuchując odgłosów życia. Domków jest w sumie dwadzieścia, rozmieszczonych równomiernie na połaci wykarczowanego lasu. Krążysz wokół nich świadoma, jak niedorzecznie musisz wyglądać. Masz na sobie wyłącznie koszulkę i bokserki, igły sosnowe i gnijące liście lepią się do bosych stóp.

Każda chatka nosi nazwę jakiegoś drzewa. Wasza to Dereń. Obok stoi Klon. Sprawdzasz ich nazwy, próbując zgadnąć, do której mogły pójść. Wyobrażasz sobie spontaniczne piżama party. Zaczynasz zaglądać przez okna i uchylać drzwi, szukając na piętrowych łóżkach znajomych twarzy. Mieszkanka jednego z domków – Świerka – budzi się. Zrywa się do pozycji siedzącej, krzyk więźnie jej w gardle.

– Przepraszam – szepczesz i pospiesznie zamykasz drzwi. – Przepraszam, przepraszam.

Idziesz na drugi koniec obozu, który zwykle tętni życiem od wschodu do zachodu słońca. Lecz o tej porze wschód słońca jest niczym więcej jak tylko obietnicą, bladym różem barwiącym niebo na horyzoncie. Kierujesz się więc do stołówki. Za mniej więcej godzinę w powietrzu rozejdą się wonie kawy i bekonu. Teraz jednak nie czuć zapachu jedzenia, nie słychać też żadnych odgłosów.

Próbujesz otworzyć drzwi. Są zamknięte.

Przyciskasz nos do szyby i widzisz tylko pogrążoną w ciemności jadalnię i długie rzędy stołów z leżącymi na nich odwróconymi krzesłami.

To samo jest w sąsiednim budynku, gdzie zazwyczaj odbywają się zajęcia plastyczno-rękodzielnicze.

Zamknięte drzwi.

I mrok.

Tym razem zaglądając przez okno, widzisz stojące w półkolu sztalugi z niedokończonymi pracami z wczorajszych zajęć. Malowałaś martwą naturę. Wazon polnych kwiatów obok miski pomarańczy. Teraz nie możesz pozbyć się uczucia, że obrazy nie zostaną skończone, że kwiaty już zawsze pozostaną namalowane w połowie, a miska nigdy nie doczeka się owoców.

Tyłem wycofujesz się spod okna, obracasz się powoli i zastanawiasz się, co teraz. Po prawej stronie widzisz wysypaną żwirem ścieżkę wyjazdową, biegnącą przez las aż do głównej drogi. Idziesz w przeciwną stronę do centrum obozu, gdzie na końcu okrągłego podjazdu stoi zbudowany z bali duży budynek.

To Dom.

Miejsce, w którym najmniej spodziewasz się je znaleźć.

To brzydka hybryda – bardziej pałac niż dom – która nieustannie przypomina obozowiczom o ich własnych, skromnych kwaterach. Teraz jest cicha. I ciemna. Jaśniejące niebo sprawia, że front budynku pogrążony jest w cieniu, więc ledwie dostrzegasz okna z ołowianymi ramkami, kamienne fundamenty oraz czerwone drzwi.

Część ciebie chce podbiec do tych drzwi i dobijać się tak długo, aż Franny otworzy. Musi wiedzieć, że dziewczyny zniknęły. Jest przecież kierowniczką obozu. Odpowiada za nie.

Powstrzymujesz się jednak, bo może się mylisz. Może przeoczyłaś jakieś istotne miejsce, w którym mogły się ukryć, jakby to wszystko było zabawą w chowanego. Poza tym wolisz nie mówić nic Franny, dopóki nie będzie to konieczne.

Już raz ją zawiodłaś. Nie chcesz znów tego zrobić.

Zamierzasz wrócić do Derenia, gdy coś za Domem zwraca twoją uwagę. Pasek pomarańczowego światła za trawnikiem na tyłach domu.

Jezioro Midnight, w którym odbija się niebo.

„Proszę, bądźcie tam”, myślisz. „Proszę, bądźcie całe i zdrowe. Niech was odnajdę”.

Oczywiście nie ma ich tam. Bo i co miałyby tam robić? Wszystko to przypomina zły sen. Jeden z tych, których obawiasz się, kiedy wieczorem, kładąc się spać, zamykasz oczy. Tylko że ten sen się ziścił.

Może dlatego nie zatrzymujesz się, gdy docierasz na brzeg jeziora. Wchodzisz do wody, czujesz pod stopami gładkie kamienie. Niebawem woda sięga ci już do kostek. Zaczynasz drżeć, ale nie wiesz, czy z zimna, czy ze strachu, który trzyma cię w kleszczach, odkąd spojrzałaś na zegarek.

Obracasz się i rozglądasz dookoła. Za tobą jest Dom. Jego ściana od strony jeziora skąpana jest w promieniach wschodzącego słońca, szyby jarzą się różowym blaskiem. Brzeg ciągnie się w obie strony – skalista linia z rosnącymi wzdłuż niej pochylonymi drzewami zdaje się nie mieć końca. Patrzysz przed siebie na rozległą taflę. Woda jest gładka niczym lustro, jej powierzchnia odbija wyłaniające się powoli chmury i ostatnie gasnące gwiazdy. Jest też głęboka, chociaż podczas suszy jej poziom się obniżył, odsłaniając wzdłuż brzegu szeroki na trzydzieści centymetrów pas schnących na słońcu kamyków.

Jaśniejące niebo pozwala ci dostrzec przeciwległy brzeg, choć przypomina on tonącą we mgle ciemną smugę. Wszystko to – obóz, jezioro, otaczający je las – to prywatna posiadłość, która od pokoleń należy do rodziny Franny.

Tyle wody. Tyle ziemi.

Tyle miejsc, w których można zniknąć.

Dziewczyny mogą być wszędzie. Uświadamiasz to sobie, stojąc w wodzie i drżąc coraz bardziej. Są gdzieś tam. Znalezienie ich może potrwać kilka dni. Albo nawet tygodni. A może nigdy nie zostaną znalezione.

Przeraża cię to, choć w tej chwili nie potrafisz myśleć o niczym innym. Oczyma wyobraźni widzisz, jak potykając się, idą bez celu przez gęsty las i zastanawiają się, czy mech na drzewach rzeczywiście wskazuje północ. Wyobrażasz sobie, że są głodne, przerażone i trzęsą się z zimna. Że toną, zapadają się w błoto i machają rękami, na próżno próbując wydostać się na powierzchnię.

Myślisz o tych wszystkich rzeczach i zaczynasz krzyczeć.3

Ja o tym nie myślę.

Ja mam na tym punkcie obsesję.

Propozycja Franny nie daje mi spokoju przez resztę dnia. Ale nie zastanawiam się nad tym tak, jak na to liczyła. Zamiast roztrząsać, jak cudownie byłoby wrócić do Camp Nightingale, myślę o wszystkich powodach, dla których nie powinnam tego robić. O przytłaczającym poczuciu winy, które nęka mnie od piętnastu lat. O starym, dobrym niepokoju. Myślę o tym, kiedy idę do bistro Marca, żeby zjeść tam z nim kolację.

– Uważam, że powinnaś jechać – mówi, przesuwając w moją stronę talerz ratatouille. To moje ulubione danie z karty, gorące i pachnące pomidorami i ziołami prowansalskimi. Normalnie już zabrałabym się do jedzenia, ale przez propozycję Franny straciłam apetyt. Marc to wyczuwa i stawia obok talerza duży kieliszek wina pinot noir wypełniony niemal po brzegi. – Dobrze ci to zrobi.

– Moja terapeutka miałaby pewnie odmienne zdanie.

– Wątpię. To podręcznikowy przypadek domknięcia.

Bóg jeden wie, że tego nie doświadczyłam. Nabożeństwa żałobne ciągnęły się kolejno przez pół roku w zależności od tego, kiedy rodziny porzuciły nadzieję. Pierwsi poddali się bliscy Allison. Później rodzina Natalie – jak zawsze w środku – a msza była skromną ceremonią wyłącznie dla najbliższych. Ostatnia była Vivian. Nabożeństwo żałobne w jej intencji odbyło się w mroźny styczniowy dzień i było jedynym, w którym uczestniczyłam. Rodzice mówili mi, żebym nie szła, ale i tak to zrobiłam. Uciekłam ze

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij