Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Morskie imperia - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Seria:
Format:
EPUB
Data wydania:
2 września 2026
6299 pkt
punktów Virtualo

Morskie imperia - ebook

Ekscytująca podróż po dziejach rywalizacji o supremację na Morzu Śródziemnym.

Kiedy w 1521 roku na okrętach należących do Sulejmana Wspaniałego postawiono żagle i skierowano statki w stronę wyspy Rodos, rozpoczął się sześćdziesięcioletni konflikt zbrojny o kontrolę nad basenem Morza Śródziemnego. To historia starć między islamem a chrześcijaństwem, między Wschodem i Zachodem.

Na kartach tej pasjonującej opowieści Roger Crowley zabiera nas w podróż od Stambułu po Gibraltar, przedstawia niezwykłych wojowników: pirata Barbarossę, admirała floty osmańskiej Alego Paszę czy don Juana de Austria, stojącego na czele floty chrześcijańskiej syna z nieprawego łoża cesarza Karola V. Autor maluje nadzwyczaj żywe obrazy krwawego oblężenia Malty i miażdżącej bitwy pod Lepanto, po której, jak głosi legenda, zwycięzcy nie mogli odpłynąć do domu z powodu ogromnej liczby ciał unoszących się na wodzie…

Porywająca lektura (…), erudycja Crowleya opiera się na solidnych podstawach naukowych, a jego umiejętności narracyjne przywodzą na myśl klasyków gatunku. - Andrew Holgate, „Sunday Times”

Nikt lepiej nie opowiedział tej historii. Crowley ma zadziwiający dar narracji, jego relacja jest ekscytująca niczym thriller (…) analizy są inteligentne i wnikliwe. - „The Wall Street Journal” , John Julius Norwich, autor „Historii Wenecji”
Kategoria: Historia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8338-585-3
Rozmiar pliku: 14 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

POLECAMY

Dom Wydaw­ni­czy REBIS poleca

Judith Her­rin

BIZAN­CJUM

Peter Heathcr

IMPE­RIA I BAR­BA­RZYŃCY

UPA­DEK CESAR­STWA RZYM­SKIEGO

Eric Chri­stian­sen

KRU­CJATY PÓŁ­NOCNE

Laurcnce Ber­green

MARCO POLO

Mark Gre­gory Pegg

NAJ­ŚWIĘT­SZA WOJNA

Kim MacQu­ar­rie

OSTAT­NIE DNI INKÓW

Richard A. Gabriel

SCY­PION AFRY­KAŃ­SKI STAR­SZY

Buddy Levy

KON­KWI­STA­DOR

RZEKA CIEM­NO­ŚCI

Char­les C. Mann

1491 .AME­RYKA PRZED KOLUM­BEM

Mary Beard

POM­PEJE

Toby Wil­kin­son

POWSTA­NIE I UPA­DEK STA­RO­ŻYT­NEGO EGIPTUPROLOG

MAPA PTOLEMEUSZA

Na długo zanim sta­nęły tam biu­rowce, a nawet meczety, po dru­giej stro­nie Zło­tego Rogu wyro­sła Hagia Sophia. Przez tysiąc lat jej kopuła samot­nie odci­nała się na tle nieba. W cza­sach śre­dnio­wie­cza oczom tego, kto się na nią wspiął, uka­zy­wał się widok „przy­stro­jo­nego wod­nymi gir­lan­dami mia­sta”. Patrząc z tego miej­sca, nikt nie mógł mieć wąt­pli­wo­ści, dla­czego przez setki lat Kon­stan­ty­no­pol pano­wał nad świa­tem.

Wie­czo­rem 29 maja 1453 roku na kopułę Hagii Sophii wspiął się suł­tan impe­rium osmań­skiego Meh­med II. Tego donio­słego dnia jego armia sztur­mem zdo­była mia­sto, wypeł­nia­jąc tym samym islam­skie pro­roc­two i nisz­cząc ostatni bastion chrze­ści­jań­skiego cesar­stwa bizan­tyj­skiego. Osmań­ski kro­ni­karz napi­sał, że suł­tan „niczym Duch Święty dostą­pił czwar­tej sfery nieba”².

Władca spo­glą­dał w dół przy­gnę­biony i smutny. Kon­stan­ty­no­pol leżał w gru­zach, doszczęt­nie splą­dro­wany, „ogo­ło­cony i poczer­niały, jakby stra­wił go pożar”³. Woj­sko się wyco­fało, kościoły obra­bo­wano, a ostatni cesarz zgi­nął w masa­krze. Zdo­bywcy spę­dzali razem męż­czyzn, kobiety i dzieci, pętali im ręce i usta­wiali w dłu­gie sze­regi. Na opusz­czo­nych domach łopo­tały flagi na znak, że już wcze­śniej ktoś je obra­bo­wał. Żało­sne jęki bra­nych w jasyr ludzi zagłu­szało wezwa­nie do modli­twy. Oznaj­miało, że czas jed­nej dyna­stii cesar­skiej dobiegł końca i legalną wła­dzę na zasa­dzie prawa zdo­bywcy przej­muje następna. Turcy osmań­scy, wędrowny lud ple­mienny pocho­dzący z serca Azji, zdo­łali w końcu na stałe zazna­czyć obec­ność islamu na euro­pej­skim brzegu, w mie­ście, które nazwali Stam­bu­łem. Ich zwy­cię­stwo potwier­dzało prawo wyznaw­ców Maho­meta do Bizan­cjum i pozy­cję nie­kwe­stio­no­wa­nego patrona świę­tej wojny.

Dogodny punkt obser­wa­cji skło­nił suł­tana do roz­my­ślań nad prze­szło­ścią i przy­szło­ścią swo­jego ludu. Na połu­dniu, za cie­śniną Bos­for, roz­cią­gała się Ana­to­lia, Azja Mniej­sza, skąd przy­wę­dro­wali w dro­dze na pół­noc, do Europy, którą uczy­nili obiek­tem swo­ich ambi­cji tery­to­rial­nych. Jed­nak to Zachód miał się stać dla Tur­ków naj­więk­szym wyzwa­niem. W popo­łu­dnio­wym słońcu morze Mar­mara poły­ski­wało niczym pole­ro­wany mosiądz. Za nim roz­cią­gał się bez­miar wód Morza Śród­ziem­nego, które Turcy zwali Morzem Bia­łym. Pod­bi­ja­jąc Kon­stan­ty­no­pol, Meh­med II nie tylko zdo­był nowe tery­to­ria, ale także stał się dzie­dzi­cem mor­skiego impe­rium.

Wyda­rze­nia 1453 roku były czę­ścią zma­gań islamu z chrze­ści­jań­stwem. Dzięki ruchowi kru­cja­to­wemu trwa­ją­cemu od XI do XV wieku chrze­ści­jań­stwo zdo­mi­no­wało basen Morza Śród­ziem­nego. Krzy­żowcy stwo­rzyli mozaikę pań­ste­wek na wybrzeżu Gre­cji i wysep­kach Morza Egej­skiego, które uła­twiały im kon­takt z łaciń­skim Zacho­dem. Kie­ru­nek pod­bo­jów uległ odwró­ce­niu, kiedy w 1291 roku krzy­żowcy utra­cili Akkę i ostatni ważny przy­czó­łek w Pale­sty­nie. Nastą­pił kontr­atak islamu.

Od cza­sów sta­ro­żyt­nych Rzy­mian nikt nie zdo­łał zapa­no­wać nad Morzem Śród­ziem­nym. Meh­med II uwa­żał się jed­nak za dzie­dzica cesa­rzy rzym­skich. Jego ambi­cja nie znała gra­nic. Posta­no­wił, że stwo­rzy „na świe­cie jedno impe­rium, z jedną wiarą i jed­nym monar­chą”⁴, i nazy­wał sie­bie „władcą dwóch mórz”⁵: Bia­łego i Czar­nego. Począt­kowo Turcy czuli się na morzu obco. Nie było sta­łym lądem. Nie miało natu­ral­nych gra­nic. Noma­dom musiało się wyda­wać wyjąt­kowo nie­go­ścinne. Nie pamię­tali, że islam już wcze­śniej zdo­był przy­czółki na wybrzeżu Morza Śród­ziem­nego, ale je utra­cił. Meh­med II jed­nak już pod­jął decy­zję: zgro­ma­dził dużą flotę i przy­stą­pił do oblę­że­nia Kon­stan­ty­no­pola. I choć załogi jego okrę­tów nie miały wiel­kiego doświad­cze­nia, szybko się uczyły.

Kilka lat po zdo­by­ciu mia­sta suł­tan zle­cił wyko­na­nie kopii mapy Europy spo­rzą­dzo­nej przez sta­ro­żyt­nego geo­grafa Pto­le­me­usza, którą Grecy prze­tłu­ma­czyli mu na arab­ski. Z dra­pieżną dokład­no­ścią stu­dio­wał na niej układ mórz. Wodził pal­cem po Wene­cji, Rzy­mie, Neapolu, Sycy­lii, Mar­sy­lii i Bar­ce­lo­nie, wykre­ślał trasę przez Wrota Gibral­taru, inte­re­so­wały go nawet tak dale­kie kra­iny jak Bry­ta­nia. Tłu­ma­cze prze­zor­nie zadbali, żeby naj­więk­szym mia­stem na mapie był Stam­buł, tak że Meh­med II nie miał poję­cia, iż na jej zachod­nim krańcu władcy Hisz­pa­nii mają podobne ambi­cje impe­rialne. Madryt i Stam­buł niczym gigan­tyczne lustra odbi­jały to samo słońce, ale z początku znaj­do­wały się od sie­bie zbyt daleko, żeby zdać sobie z tego sprawę. Wkrótce to świa­tło miało się sku­pić w ich wza­jem­nej wro­go­ści. Mapa Pto­le­me­usza, pomimo trudno roz­po­zna­wal­nych pół­wy­spów i znie­kształ­co­nych kon­tu­rów wysp, nie pozo­sta­wiała wąt­pli­wo­ści co do naj­waż­niej­szej cechy Morza Śród­ziem­nego: że są to fak­tycz­nie dwa morza oddzie­lone wąskim prze­smy­kiem mię­dzy Tune­zją a Sycy­lią, pośrodku któ­rego niczym przy­pad­kowa kropka leży Malta. Osma­no­wie mieli wkrótce opa­no­wać morza na wscho­dzie, a Habs­bur­go­wie hisz­pań­scy na zacho­dzie. Prę­dzej czy póź­niej musieli się spo­tkać przy owej kropce.

Dziś prze­lot wzdłuż Morza Śród­ziem­nego od połu­dnio­wej Hisz­pa­nii do brze­gów Libanu trwa nie wię­cej niż trzy godziny. Oglą­dane z lotu ptaka morze ema­nuje spo­ko­jem: zdy­scy­pli­no­wana kawal­kada stat­ków leni­wie sunąca po poły­sku­ją­cej toni. Na pół­noc­nym poszar­pa­nym wybrzeżu cią­gną się waka­cyjne wio­ski, mariny dla jach­tów, ele­ganc­kie kurorty, jak rów­nież wiel­kie porty i kom­pleksy prze­my­słowe sta­no­wiące gospo­dar­cze muskuły połu­dnio­wej Europy. Każdy sta­tek pły­nący po tych spo­koj­nych wodach można śle­dzić z kosmosu. Dzi­siej­sze statki – odporne na sztormy, które zato­piły łodzie Ody­se­usza i Świę­tego Pawła – pły­wają na dowol­nie wybra­nych tra­sach. W naszym stale kur­czą­cym się świe­cie miej­sce, które Rzy­mia­nie nazy­wali cen­trum świata, wydaje się nie­zwy­kle małe.

Pięć­set lat temu ludzie trak­to­wali to morze zupeł­nie ina­czej. Na dawno ogo­ło­co­nych z drzew wybrze­żach, z wyja­ło­wioną przez kozy i ludzi glebą, czę­sto pano­wał głód. Nic dziw­nego, że w XIV w. Kreta wyda­wała się Dan­temu eko­lo­giczną ruiną. „Pośrodku morza leży nie­uro­dzajny ląd”, pisał, „który nie­gdyś cie­szył się wodą i zie­le­nią, a teraz jest pusty­nią”⁶. Samo morze też jest ubo­gie. Powstało w dra­ma­tycz­nych oko­licz­no­ściach geo­lo­gicz­nych, kiedy gwał­tow­nie wlały się do niego wody Atlan­tyku, wypeł­nia­jąc głę­bo­kie otchła­nie. Nie leży na szel­fie kon­ty­nen­tal­nym i nie może się rów­nać z boga­tymi łowi­skami w oko­li­cach Nowej Fun­dlan­dii czy na Morzu Pół­noc­nym. Ludziom żyją­cym na jego wybrze­żach te miliony mil kwa­dra­to­wych wody, podzie­lo­nych na kil­ka­na­ście odmien­nych stref, z któ­rych każda miała swoje cha­rak­te­ry­styczne wia­try, nie­re­gu­lar­no­ści linii brze­go­wej i roz­pro­szone wysepki, wyda­wały się nie­zmie­rzone i nie­bez­pieczne – i tak wiel­kie, że obie jego czę­ści przed­sta­wiały inne światy. Pod­czas dobrej pogody sta­tek odby­wał podróż z Mar­sy­lii na Kretę w ciągu dwóch mie­sięcy, a pod­czas złej – nawet sze­ściu. Łodzie nie budziły zaufa­nia, sztormy poja­wiały się nagle, tak jak pirac­kie kogi na hory­zon­cie, toteż nic dziw­nego, że żegla­rze woleli wlec się wzdłuż wybrzeża niż pły­nąć przez otwarte wody. Na żegla­rzy czy­hały liczne nie­bez­pie­czeń­stwa. Nikt nie wcho­dził na trap, nie powie­rzyw­szy wcze­śniej duszy Bogu. Morze Śród­ziemne było morzem kło­po­tów. A od 1453 roku stało się teatrem zma­gań wojen­nych.

Na jego wodach doszło do naj­bar­dziej zawzię­tej i cha­otycz­nej rywa­li­za­cji w euro­pej­skiej histo­rii: wojny mię­dzy isla­mem a chrze­ści­jań­stwem o cen­trum świata. Walka toczyła się od przy­padku do przy­padku z górą sto lat – same począt­kowe potyczki, w któ­rych Turcy zade­mon­stro­wali wyż­szość nad Wene­cja­nami, trwały pięć­dzie­siąt lat. Zma­ga­nia przy­bie­rały różne formy: wojen gospo­dar­czych na wynisz­cze­nie, najaz­dów pirac­kich w imię reli­gii, ata­ków na przy­brzeżne for­tece i porty, oblę­że­nia wiel­kich wyspiar­skich bastio­nów i – naj­rza­dziej – epic­kich bitew mor­skich. Do wojny zostały wcią­gnięte wszyst­kie żyjące nad morzem ludy i grupy inte­re­sów: Turcy, Grecy, Afry­ka­nie z pół­nocy, Hisz­pa­nie, Fran­cuzi, pań­stewka wło­skie, ludy miesz­ka­jące nad Adria­ty­kiem i wzdłuż wybrzeży Dal­ma­cji, kupcy, sojusz­nicy cesar­stwa, piraci i ryce­rze świę­tej wojny – w zmien­nych przy­mier­zach wszy­scy wal­czyli w obro­nie reli­gii, han­dlu i impe­rium. Nikt nie mógł pozo­stać neu­tralny, choć Wene­cja­nie przez długi czas bar­dzo się o to sta­rali.

Oto­czona ze wszyst­kich stron wodami arena stwa­rza nie­ogra­ni­czone moż­li­wo­ści kon­fron­ta­cji. Mię­dzy pół­nocą a połu­dniem jest zadzi­wia­jąco wąska – w wielu miej­scach wro­gów roz­dzie­lał tylko ciek wody. Najeźdźcy mogli się poja­wiać na hory­zon­cie bez uprze­dze­nia i rów­nie szybko zni­kać. Od cza­sów bły­ska­wicz­nych ude­rzeń Mon­go­łów Europa nie miała do czy­nie­nia z tak prze­ra­ża­ją­cym nie­przy­ja­cie­lem. Morze Śród­ziemne stało się bios­ferą cha­otycz­nej prze­mocy, gdzie islam i chrze­ści­jań­stwo ście­rały się z sobą z bez­przy­kład­nym okru­cień­stwem. Tere­nem walki stała się woda, wyspy i wybrzeża, gdzie wynik zma­gań czę­sto zale­żał od wia­tru i pogody, a jej główną bro­nią była galera wio­słowa.

Dla chrze­ści­jan impe­rium osmań­skie, w rze­czy­wi­sto­ści wie­lo­et­niczne, to po pro­stu byli Turcy, „naj­okrut­niej­szy wróg Chry­stusa”⁷. Zachod­nia Europa postrze­gała rywa­li­za­cję z nimi jako osta­teczną wojnę, bole­sną traumę zwią­zaną z walką prze­ciwko siłom ciem­no­ści. Sto­lica Apo­stol­ska wie­działa o mapie Pto­le­me­usza, którą zamó­wił suł­tan. Uwa­żano, że sym­bo­li­zuje plany pod­bo­jów osmań­skich, i tę scenę w Pałacu Top­kapi nad Bos­fo­rem przed­sta­wiano z pedan­tyczną dokład­no­ścią. Suł­tan, Wielki Turek, w tur­ba­nie i kafta­nie, z zakrzy­wio­nym nosem i okrutną twa­rzą sie­dzi w peł­nej bar­ba­rzyń­skiego prze­py­chu sali wykła­da­nej mozaiką i stu­diuje drogi mor­skie pro­wa­dzące na zachód. Myśli tylko o tym, jak znisz­czyć chrze­ści­jań­stwo. W 1517 roku papież Leon X czuł zagro­że­nie turec­kie nie­mal jak oddech na karku: „Codzien­nie prze­gląda opisy i patrzy na mapę brze­gów Ita­lii”⁸, napi­sał ze stra­chem. „Nie myśli o niczym innym, jak tylko o gro­ma­dze­niu armat, budo­wie stat­ków i stu­dio­wa­niu euro­pej­skich mórz i wysp”⁹. Dla Osma­nów i ich pół­noc­no­afry­kań­skich sojusz­ni­ków nad­szedł czas odpłaty za wyprawy krzy­żowe, oka­zja do odwró­ce­nia kie­runku świa­to­wych pod­bo­jów i prze­ję­cia kon­troli nad han­dlem.

Rywa­li­za­cja toczyła się nie tylko na morzu. Europa zwal­czała swo­ich wro­gów na Bał­ka­nach, rów­ni­nach Węgier, na Morzu Czer­wo­nym, u bram Wied­nia, ale w końcu obie strony skon­cen­tro­wały swoje siły pośrodku mapy. Ten sześć­dzie­się­cio­letni bój miał popro­wa­dzić pra­wnuk Meh­meda II, Sulej­man. Wojna na serio wybu­chła w 1521 roku i osią­gnęła apo­geum mię­dzy 1565 a 1571 rokiem – sześć lat bez­przy­kład­nego prze­lewu krwi, pod­czas któ­rego dwaj zawod­nicy wagi cięż­kiej owych cza­sów – osmań­scy Turcy i hisz­pań­scy Habs­bur­go­wie – trzy­mali się bitew­nych naka­zów swo­jej wiary i wal­czyli na śmierć i życie. Wynik tej walki miał ukształ­to­wać gra­nice mię­dzy świa­tem islam­skim a chrze­ści­jań­skim i prze­są­dzić o przy­szło­ści obu impe­riów.

Jeśli coś można uznać za jej począ­tek, to był nim pewien list.Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1.

Brum­mett, s. 89

2.

Crow­ley, s. 233

3.

Ibid., s. 232

4.

Ibid., s. 240

5.

Ibid., s. 240

6.

Grove, s. 9

7.

Set­ton, t. 2, s. 292

8.

Set­ton, t. 3, s. 175

9.

Ibid., s. 174

10.

Brock­man, s. 114

11.

Fin­kel, s. 115

12.

Crow­ley, s. 51

13.

Alan Fisher, s. 2

14.

Set­ton, t. 2, s. 372

15.

Rossi, s. 26

16.

Ibid., s. 26

17.

Ibid., s. 27

18.

Set­ton, t. 3, s. 122

19.

Rossi, s. 27

20.

Alan Fisher, s. 5

21.

Rossi, s. 26

22.

Brock­man, ss. 114–115

23.

Ibid., s. 115

24.

Set­ton, t. 3, s. 172

25.

Crow­ley, s. 102

26.

Bour­bon, s. 5

27.

Ibid., s. 11

28.

Ibid., s. 12

29.

Rossi, s. 26

30.

Brock­man, ss. 115–116

31.

Bosio, t. 2, s. 545

32.

Bour­bon, s. 17

33.

Ibid., s. 19

34.

Ibid., s. 20

35.

Ibid., s. 19

36.

Por­ter, t. 1, s. 516

37.

Bour­bon, s. 28

38.

Ibid., s. 28

39.

Ham­mer-Purg­stall, t. 5, s. 420

40.

Ibid., s. 421

41.

Brock­man, s. 134

42.

Ham­mer-Purg­stall, t. 5, s. 421

43.

Set­ton, t. 3, s. 209

44.

Ibid., s. 209
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij