-
nowość
-
promocja
Morskie imperia - ebook
Morskie imperia - ebook
Ekscytująca podróż po dziejach rywalizacji o supremację na Morzu Śródziemnym.
Kiedy w 1521 roku na okrętach należących do Sulejmana Wspaniałego postawiono żagle i skierowano statki w stronę wyspy Rodos, rozpoczął się sześćdziesięcioletni konflikt zbrojny o kontrolę nad basenem Morza Śródziemnego. To historia starć między islamem a chrześcijaństwem, między Wschodem i Zachodem.
Na kartach tej pasjonującej opowieści Roger Crowley zabiera nas w podróż od Stambułu po Gibraltar, przedstawia niezwykłych wojowników: pirata Barbarossę, admirała floty osmańskiej Alego Paszę czy don Juana de Austria, stojącego na czele floty chrześcijańskiej syna z nieprawego łoża cesarza Karola V. Autor maluje nadzwyczaj żywe obrazy krwawego oblężenia Malty i miażdżącej bitwy pod Lepanto, po której, jak głosi legenda, zwycięzcy nie mogli odpłynąć do domu z powodu ogromnej liczby ciał unoszących się na wodzie…
Porywająca lektura (…), erudycja Crowleya opiera się na solidnych podstawach naukowych, a jego umiejętności narracyjne przywodzą na myśl klasyków gatunku. - Andrew Holgate, „Sunday Times”
Nikt lepiej nie opowiedział tej historii. Crowley ma zadziwiający dar narracji, jego relacja jest ekscytująca niczym thriller (…) analizy są inteligentne i wnikliwe. - „The Wall Street Journal” , John Julius Norwich, autor „Historii Wenecji”
| Kategoria: | Historia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8338-585-3 |
| Rozmiar pliku: | 14 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Dom Wydawniczy REBIS poleca
Judith Herrin
BIZANCJUM
Peter Heathcr
IMPERIA I BARBARZYŃCY
UPADEK CESARSTWA RZYMSKIEGO
Eric Christiansen
KRUCJATY PÓŁNOCNE
Laurcnce Bergreen
MARCO POLO
Mark Gregory Pegg
NAJŚWIĘTSZA WOJNA
Kim MacQuarrie
OSTATNIE DNI INKÓW
Richard A. Gabriel
SCYPION AFRYKAŃSKI STARSZY
Buddy Levy
KONKWISTADOR
RZEKA CIEMNOŚCI
Charles C. Mann
1491 .AMERYKA PRZED KOLUMBEM
Mary Beard
POMPEJE
Toby Wilkinson
POWSTANIE I UPADEK STAROŻYTNEGO EGIPTUPROLOG
MAPA PTOLEMEUSZA
Na długo zanim stanęły tam biurowce, a nawet meczety, po drugiej stronie Złotego Rogu wyrosła Hagia Sophia. Przez tysiąc lat jej kopuła samotnie odcinała się na tle nieba. W czasach średniowiecza oczom tego, kto się na nią wspiął, ukazywał się widok „przystrojonego wodnymi girlandami miasta”. Patrząc z tego miejsca, nikt nie mógł mieć wątpliwości, dlaczego przez setki lat Konstantynopol panował nad światem.
Wieczorem 29 maja 1453 roku na kopułę Hagii Sophii wspiął się sułtan imperium osmańskiego Mehmed II. Tego doniosłego dnia jego armia szturmem zdobyła miasto, wypełniając tym samym islamskie proroctwo i niszcząc ostatni bastion chrześcijańskiego cesarstwa bizantyjskiego. Osmański kronikarz napisał, że sułtan „niczym Duch Święty dostąpił czwartej sfery nieba”².
Władca spoglądał w dół przygnębiony i smutny. Konstantynopol leżał w gruzach, doszczętnie splądrowany, „ogołocony i poczerniały, jakby strawił go pożar”³. Wojsko się wycofało, kościoły obrabowano, a ostatni cesarz zginął w masakrze. Zdobywcy spędzali razem mężczyzn, kobiety i dzieci, pętali im ręce i ustawiali w długie szeregi. Na opuszczonych domach łopotały flagi na znak, że już wcześniej ktoś je obrabował. Żałosne jęki branych w jasyr ludzi zagłuszało wezwanie do modlitwy. Oznajmiało, że czas jednej dynastii cesarskiej dobiegł końca i legalną władzę na zasadzie prawa zdobywcy przejmuje następna. Turcy osmańscy, wędrowny lud plemienny pochodzący z serca Azji, zdołali w końcu na stałe zaznaczyć obecność islamu na europejskim brzegu, w mieście, które nazwali Stambułem. Ich zwycięstwo potwierdzało prawo wyznawców Mahometa do Bizancjum i pozycję niekwestionowanego patrona świętej wojny.
Dogodny punkt obserwacji skłonił sułtana do rozmyślań nad przeszłością i przyszłością swojego ludu. Na południu, za cieśniną Bosfor, rozciągała się Anatolia, Azja Mniejsza, skąd przywędrowali w drodze na północ, do Europy, którą uczynili obiektem swoich ambicji terytorialnych. Jednak to Zachód miał się stać dla Turków największym wyzwaniem. W popołudniowym słońcu morze Marmara połyskiwało niczym polerowany mosiądz. Za nim rozciągał się bezmiar wód Morza Śródziemnego, które Turcy zwali Morzem Białym. Podbijając Konstantynopol, Mehmed II nie tylko zdobył nowe terytoria, ale także stał się dziedzicem morskiego imperium.
Wydarzenia 1453 roku były częścią zmagań islamu z chrześcijaństwem. Dzięki ruchowi krucjatowemu trwającemu od XI do XV wieku chrześcijaństwo zdominowało basen Morza Śródziemnego. Krzyżowcy stworzyli mozaikę państewek na wybrzeżu Grecji i wysepkach Morza Egejskiego, które ułatwiały im kontakt z łacińskim Zachodem. Kierunek podbojów uległ odwróceniu, kiedy w 1291 roku krzyżowcy utracili Akkę i ostatni ważny przyczółek w Palestynie. Nastąpił kontratak islamu.
Od czasów starożytnych Rzymian nikt nie zdołał zapanować nad Morzem Śródziemnym. Mehmed II uważał się jednak za dziedzica cesarzy rzymskich. Jego ambicja nie znała granic. Postanowił, że stworzy „na świecie jedno imperium, z jedną wiarą i jednym monarchą”⁴, i nazywał siebie „władcą dwóch mórz”⁵: Białego i Czarnego. Początkowo Turcy czuli się na morzu obco. Nie było stałym lądem. Nie miało naturalnych granic. Nomadom musiało się wydawać wyjątkowo niegościnne. Nie pamiętali, że islam już wcześniej zdobył przyczółki na wybrzeżu Morza Śródziemnego, ale je utracił. Mehmed II jednak już podjął decyzję: zgromadził dużą flotę i przystąpił do oblężenia Konstantynopola. I choć załogi jego okrętów nie miały wielkiego doświadczenia, szybko się uczyły.
Kilka lat po zdobyciu miasta sułtan zlecił wykonanie kopii mapy Europy sporządzonej przez starożytnego geografa Ptolemeusza, którą Grecy przetłumaczyli mu na arabski. Z drapieżną dokładnością studiował na niej układ mórz. Wodził palcem po Wenecji, Rzymie, Neapolu, Sycylii, Marsylii i Barcelonie, wykreślał trasę przez Wrota Gibraltaru, interesowały go nawet tak dalekie krainy jak Brytania. Tłumacze przezornie zadbali, żeby największym miastem na mapie był Stambuł, tak że Mehmed II nie miał pojęcia, iż na jej zachodnim krańcu władcy Hiszpanii mają podobne ambicje imperialne. Madryt i Stambuł niczym gigantyczne lustra odbijały to samo słońce, ale z początku znajdowały się od siebie zbyt daleko, żeby zdać sobie z tego sprawę. Wkrótce to światło miało się skupić w ich wzajemnej wrogości. Mapa Ptolemeusza, pomimo trudno rozpoznawalnych półwyspów i zniekształconych konturów wysp, nie pozostawiała wątpliwości co do najważniejszej cechy Morza Śródziemnego: że są to faktycznie dwa morza oddzielone wąskim przesmykiem między Tunezją a Sycylią, pośrodku którego niczym przypadkowa kropka leży Malta. Osmanowie mieli wkrótce opanować morza na wschodzie, a Habsburgowie hiszpańscy na zachodzie. Prędzej czy później musieli się spotkać przy owej kropce.
Dziś przelot wzdłuż Morza Śródziemnego od południowej Hiszpanii do brzegów Libanu trwa nie więcej niż trzy godziny. Oglądane z lotu ptaka morze emanuje spokojem: zdyscyplinowana kawalkada statków leniwie sunąca po połyskującej toni. Na północnym poszarpanym wybrzeżu ciągną się wakacyjne wioski, mariny dla jachtów, eleganckie kurorty, jak również wielkie porty i kompleksy przemysłowe stanowiące gospodarcze muskuły południowej Europy. Każdy statek płynący po tych spokojnych wodach można śledzić z kosmosu. Dzisiejsze statki – odporne na sztormy, które zatopiły łodzie Odyseusza i Świętego Pawła – pływają na dowolnie wybranych trasach. W naszym stale kurczącym się świecie miejsce, które Rzymianie nazywali centrum świata, wydaje się niezwykle małe.
Pięćset lat temu ludzie traktowali to morze zupełnie inaczej. Na dawno ogołoconych z drzew wybrzeżach, z wyjałowioną przez kozy i ludzi glebą, często panował głód. Nic dziwnego, że w XIV w. Kreta wydawała się Dantemu ekologiczną ruiną. „Pośrodku morza leży nieurodzajny ląd”, pisał, „który niegdyś cieszył się wodą i zielenią, a teraz jest pustynią”⁶. Samo morze też jest ubogie. Powstało w dramatycznych okolicznościach geologicznych, kiedy gwałtownie wlały się do niego wody Atlantyku, wypełniając głębokie otchłanie. Nie leży na szelfie kontynentalnym i nie może się równać z bogatymi łowiskami w okolicach Nowej Fundlandii czy na Morzu Północnym. Ludziom żyjącym na jego wybrzeżach te miliony mil kwadratowych wody, podzielonych na kilkanaście odmiennych stref, z których każda miała swoje charakterystyczne wiatry, nieregularności linii brzegowej i rozproszone wysepki, wydawały się niezmierzone i niebezpieczne – i tak wielkie, że obie jego części przedstawiały inne światy. Podczas dobrej pogody statek odbywał podróż z Marsylii na Kretę w ciągu dwóch miesięcy, a podczas złej – nawet sześciu. Łodzie nie budziły zaufania, sztormy pojawiały się nagle, tak jak pirackie kogi na horyzoncie, toteż nic dziwnego, że żeglarze woleli wlec się wzdłuż wybrzeża niż płynąć przez otwarte wody. Na żeglarzy czyhały liczne niebezpieczeństwa. Nikt nie wchodził na trap, nie powierzywszy wcześniej duszy Bogu. Morze Śródziemne było morzem kłopotów. A od 1453 roku stało się teatrem zmagań wojennych.
Na jego wodach doszło do najbardziej zawziętej i chaotycznej rywalizacji w europejskiej historii: wojny między islamem a chrześcijaństwem o centrum świata. Walka toczyła się od przypadku do przypadku z górą sto lat – same początkowe potyczki, w których Turcy zademonstrowali wyższość nad Wenecjanami, trwały pięćdziesiąt lat. Zmagania przybierały różne formy: wojen gospodarczych na wyniszczenie, najazdów pirackich w imię religii, ataków na przybrzeżne fortece i porty, oblężenia wielkich wyspiarskich bastionów i – najrzadziej – epickich bitew morskich. Do wojny zostały wciągnięte wszystkie żyjące nad morzem ludy i grupy interesów: Turcy, Grecy, Afrykanie z północy, Hiszpanie, Francuzi, państewka włoskie, ludy mieszkające nad Adriatykiem i wzdłuż wybrzeży Dalmacji, kupcy, sojusznicy cesarstwa, piraci i rycerze świętej wojny – w zmiennych przymierzach wszyscy walczyli w obronie religii, handlu i imperium. Nikt nie mógł pozostać neutralny, choć Wenecjanie przez długi czas bardzo się o to starali.
Otoczona ze wszystkich stron wodami arena stwarza nieograniczone możliwości konfrontacji. Między północą a południem jest zadziwiająco wąska – w wielu miejscach wrogów rozdzielał tylko ciek wody. Najeźdźcy mogli się pojawiać na horyzoncie bez uprzedzenia i równie szybko znikać. Od czasów błyskawicznych uderzeń Mongołów Europa nie miała do czynienia z tak przerażającym nieprzyjacielem. Morze Śródziemne stało się biosferą chaotycznej przemocy, gdzie islam i chrześcijaństwo ścierały się z sobą z bezprzykładnym okrucieństwem. Terenem walki stała się woda, wyspy i wybrzeża, gdzie wynik zmagań często zależał od wiatru i pogody, a jej główną bronią była galera wiosłowa.
Dla chrześcijan imperium osmańskie, w rzeczywistości wieloetniczne, to po prostu byli Turcy, „najokrutniejszy wróg Chrystusa”⁷. Zachodnia Europa postrzegała rywalizację z nimi jako ostateczną wojnę, bolesną traumę związaną z walką przeciwko siłom ciemności. Stolica Apostolska wiedziała o mapie Ptolemeusza, którą zamówił sułtan. Uważano, że symbolizuje plany podbojów osmańskich, i tę scenę w Pałacu Topkapi nad Bosforem przedstawiano z pedantyczną dokładnością. Sułtan, Wielki Turek, w turbanie i kaftanie, z zakrzywionym nosem i okrutną twarzą siedzi w pełnej barbarzyńskiego przepychu sali wykładanej mozaiką i studiuje drogi morskie prowadzące na zachód. Myśli tylko o tym, jak zniszczyć chrześcijaństwo. W 1517 roku papież Leon X czuł zagrożenie tureckie niemal jak oddech na karku: „Codziennie przegląda opisy i patrzy na mapę brzegów Italii”⁸, napisał ze strachem. „Nie myśli o niczym innym, jak tylko o gromadzeniu armat, budowie statków i studiowaniu europejskich mórz i wysp”⁹. Dla Osmanów i ich północnoafrykańskich sojuszników nadszedł czas odpłaty za wyprawy krzyżowe, okazja do odwrócenia kierunku światowych podbojów i przejęcia kontroli nad handlem.
Rywalizacja toczyła się nie tylko na morzu. Europa zwalczała swoich wrogów na Bałkanach, równinach Węgier, na Morzu Czerwonym, u bram Wiednia, ale w końcu obie strony skoncentrowały swoje siły pośrodku mapy. Ten sześćdziesięcioletni bój miał poprowadzić prawnuk Mehmeda II, Sulejman. Wojna na serio wybuchła w 1521 roku i osiągnęła apogeum między 1565 a 1571 rokiem – sześć lat bezprzykładnego przelewu krwi, podczas którego dwaj zawodnicy wagi ciężkiej owych czasów – osmańscy Turcy i hiszpańscy Habsburgowie – trzymali się bitewnych nakazów swojej wiary i walczyli na śmierć i życie. Wynik tej walki miał ukształtować granice między światem islamskim a chrześcijańskim i przesądzić o przyszłości obu imperiów.
Jeśli coś można uznać za jej początek, to był nim pewien list.Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1.
Brummett, s. 89
2.
Crowley, s. 233
3.
Ibid., s. 232
4.
Ibid., s. 240
5.
Ibid., s. 240
6.
Grove, s. 9
7.
Setton, t. 2, s. 292
8.
Setton, t. 3, s. 175
9.
Ibid., s. 174
10.
Brockman, s. 114
11.
Finkel, s. 115
12.
Crowley, s. 51
13.
Alan Fisher, s. 2
14.
Setton, t. 2, s. 372
15.
Rossi, s. 26
16.
Ibid., s. 26
17.
Ibid., s. 27
18.
Setton, t. 3, s. 122
19.
Rossi, s. 27
20.
Alan Fisher, s. 5
21.
Rossi, s. 26
22.
Brockman, ss. 114–115
23.
Ibid., s. 115
24.
Setton, t. 3, s. 172
25.
Crowley, s. 102
26.
Bourbon, s. 5
27.
Ibid., s. 11
28.
Ibid., s. 12
29.
Rossi, s. 26
30.
Brockman, ss. 115–116
31.
Bosio, t. 2, s. 545
32.
Bourbon, s. 17
33.
Ibid., s. 19
34.
Ibid., s. 20
35.
Ibid., s. 19
36.
Porter, t. 1, s. 516
37.
Bourbon, s. 28
38.
Ibid., s. 28
39.
Hammer-Purgstall, t. 5, s. 420
40.
Ibid., s. 421
41.
Brockman, s. 134
42.
Hammer-Purgstall, t. 5, s. 421
43.
Setton, t. 3, s. 209
44.
Ibid., s. 209