Mroczny rycerz - ebook
O Pięknej, która nauczyła się żyć w mroku razem z Bestią
Wybuch w kasynie pochłonął jego imperium i niemal odebrał mu życie. Giorgio Marchetti, brat Diabła z Palermo, przetrwał… ale nie jest już tym samym człowiekiem.
Przez ponad pięć lat żył w cieniu – unikał ludzi i własnej rodziny, a wokół siebie wzniósł mur bólu i samotności. Aż pewnej burzliwej nocy stał się świadkiem brutalnej napaści. Wtedy uśpiona bestia w jego wnętrzu ponownie dała o sobie znać.
Giulia Fererro, córka prezydenta Sycylii, ma swoje własne demony. Przyjechała do kasyna, aby zmierzyć się z mężczyzną, który ją skrzywdził – nie przewidziała jednak, że sama stanie się celem. Gdy wszystko wymyka się spod kontroli, z pomocą przychodzi jej Giorgio, ale w jego świecie nawet ratunek ma swoją cenę.
Marchetti proponuje jej układ, który może odmienić życie ich obojga. Giulia godzi się na warunki, choć nie zdaje sobie sprawy, jak szybko wpadnie w uzależniający wir tajemnic, ryzyka i namiętności. Od tej pory musi mieć oczy dookoła głowy.
Bo kto układa się z diabłami, ten ryzykuje, że pochłonie go piekło…
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Romans |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8423-309-2 |
| Rozmiar pliku: | 1,6 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Mroczny rycerz jest książką dla starszego grona odbiorców (18+). Sięgając po nią, musisz mieć na uwadze, że spotkasz w niej motywy dla dorosłych (m.in. opisy ostrego seksu, brutalnej napaści i morderstw).
Pamiętaj, że wszystko, co w niej przeczytasz, to fikcja.
Mroczny rycerz jest trzecim tomem trylogii Bracia Marchetti.
Kolejność tomów:
1. Służąca Diabła (historia Giny i Salvatore)
2. Piękna i egzekutor (historia Marissy i Lotaria)
3. Mroczny rycerz (historia Giulii i Giorgia)PLAYLISTA
Avril Lavigne – _Head Above Water_
Avril Lavigne – _When You're Gone_
Calum Scott, Leona Lewis – _You Are The Reason_
Dead By Sunrise – _Into You_
Dead By Sunrise – _In the Darkness_
Ed Sheeran – _Thinking Out Loud_
Ellie Goulding – _How Long Will_ _I_ _Love You_
Ellie Goulding – _Love Me Like You Do_
Imagine Dragons ft. Sia – _Love in the Silence_
Jessie Ware – _Say You Love Me_
Linkin Park – _Numb_
Meghan Trainor – _Still Don't Care_
Michael Bublé – _Everything_
Miley Cyrus – _The Climb_
Passenger – Let Her Go (Feat. Ed Sheeran)
Pink – _Just Like Fire_
Skylar Grey – _Stand By Me_
Sobel "_NIECH BOLI_"
Sobel – _Wyglądasz tak Pięknie_
Taylor Swift – _Love Story_
Taylor Swift – _Wildest Dreams_ROZDZIAŁ 1
Na pozór idealny, w środku zaś zgniły
Ból i paląca wnętrze gorycz.
Od pewnego czasu tylko te dwa uczucia stawiał na piedestale jego umysł.
Mógłby się okłamywać – tak jak i wszystkich dookoła, unikając za wszelką cenę przyznania się, że to, co stało się pięć lat temu, nie odcisnęło na nim trwałego piętna. Mógłby łgać nałogowo, gdyby tylko zaszła taka potrzeba. Mógłby skutecznie wypierać z podświadomości wszystkie szczegóły tamtej zimowej nocy.
Mógłby.
I Bóg mu świadkiem, że robił to niemal każdego dnia.
Przenikliwy wzrok Giorgia opadł na zmienioną tkankę na jego masywnych udach, a silna dłoń przesunęła się po wypukłościach blizn. Mimo wielokrotnych prób nie potrafił go wymazać – tego pierdolonego uczucia, które towarzyszyło mu niemal każdego dnia. W każdej naznaczonej cierpieniem minucie, gdy się przebierał lub brał prysznic. W każdej sekundzie, w której jego ciemne oczy zmuszone były patrzeć na to, co stało się z jego ciałem.
Pięć lat.
Szmat czasu.
Podświadomie wiedział, że powinien odpuścić i ruszyć dalej. Wszyscy powtarzali mu to jak mantrę, której nienawidził.
Którą tak bardzo gardził.
Dopóki ich od siebie nie odseparował.
Czuł, że powinien odbudować swoje życie – podobnie jak kasyno, które stworzył niemal od podstaw. Powinien żyć, a nie tylko otaczać się codziennością.
Lecz mimo prób nie potrafił.
Nie.
Jeszcze nie teraz.
Przymknął powieki, czując, jak niepokój zaczyna otumaniać jego zmysły. Jak wnika do krwioobiegu, podtruwając wszystkie tkanki. Nienawidził tego pierdolonego uczucia.
Wypuścił powietrze z ust, opierając czoło o szkło kabiny prysznicowej. Unosząca się nad jego głową gorąca para tworzyła mgiełkę osiadającą na lustrze i szybie. Przycisnął do niej twarz. Czasami miał ochotę uderzyć w nią pięścią, dając upust frustracji i złości, które napierały na jego umysł, sprawiając, że dusił się emocjami. Minęło pięć lat, a on nadal nie potrafił wrócić do tego, co było kiedyś. Miał wrażenie, że osoba, której obraz odbija się teraz w szybie – szydzi z niego i tego, kim się stał.
Cieniem człowieka.
Giorgio wiedział, że tamtej zimowej nocy umarł, mimo iż bezsprzecznie nadal żył. Lecz co to było za życie, skoro nie potrafił spojrzeć na siebie bez złości i żalu?
Nie potrafił zaakceptować tego, kim się stał, a po powrocie ze szpitala do domu skutecznie zaczął odgradzać się od rodziny i znajomych. Dokładając każdego dnia dodatkową cegiełkę, powoli zbudował dookoła siebie mur. Po kilku tygodniach już żaden z członków rodziny nie potrafił do niego dotrzeć. Mimo to bracia, mimo iż wyraźnie sobie zażyczył, by pozostawili go samemu sobie – trwali przy nim każdego dnia.
Chcąc odgonić od siebie natrętne myśli, namydlił ciało. Wzdrygał się za każdym razem, gdy dotykał gąbką zmienione okolice – górną partię ud i dół brzucha. Przystojna twarz Giorgia nie ucierpiała w wybuchu. Kilka pojedynczych zadrapań zagoiło się szybciej, niż by tego oczekiwał. Niżej, pod warstwą ubrań, krył swoje demony. Ciało, które wołało: „jesteś pierdolonym potworem”.
Z obrzydzeniem spoglądał na swój brzuch, na pokrywające wyrzeźbiony sześciopak ślady oparzeń. Zacisnął wargi w wąską kreskę, a z jego ust uleciało jedynie westchnienie. Przepełnione bólem i dezorientacją. Osuszył ciało ręcznikiem, nie mając odwagi spojrzeć ponownie w dół. W garderobie narzucił na siebie nowy, idealnie wyprasowany garnitur, po czym zerknął przelotnie na tarczę połyskującego na lewym nadgarstku złotego Rolexa. Przeczesał palcami zmierzwione ciemne włosy, układając je lekko na bok. W lustrzanym odbiciu dostrzegł postać, która przyglądała mu się z konsternacją. Na zewnątrz piękny – pod garniturem krył paskudztwo. Odbicie posłało mu krzywy uśmiech, kiedy przepędził na chwilę wspomnienia i wsunął do kieszeni spodni kluczyk od auta.
Nowy dom, nowe samochody – to wszystko miało poprawić mu nastrój oraz chwilowo odgonić przykre myśli. Na próżno. Gdy po roku Giorgio w końcu zdał sobie sprawę, że zakup tego wszystkiego nie miał sensu – zaprzestał trwonienia swojej pokaźnej fortuny.
Wcisnął kombinację numeryczną na elektronicznym panelu przy drzwiach i opuścił dom z wrażeniem, że dzisiejsze wyjście i tak kompletnie niczego, kurwa, nie zmieni. Każdy dzień był taki sam. Pozbawiony sensu i celu. Nie miał do kogo wracać, z kim spędzać czasu ani o kim myśleć. Był sam ze swoimi żalami i wątpliwościami.
W drodze do kasyna jak zawsze w myślach wznosił do Boga prośbę o spokojny, pozbawiony komplikacji wieczór, choć zwyczajowo trafiał na noc przepełnioną zachłannością, oszustwami i wyłudzeniami. Wszelkim możliwym grzechem. Gracze prześcigali się w coraz to nowych pomysłach na szachrajstwa i kłamstwa. Zmowy między nimi, oznaczanie i liczenie kart, próby przemytu mikrokomputerów i kamer były dość częste. Dopiero zakaz przekraczania progu kasyna i wpisanie na czarną listę przy choćby najmniejszej nawet próbie oszustwa skutecznie zmniejszały liczbę podobnych występków. A on jako właściciel lokalu stał na straży ustalonych zasad. Musiał dbać o dobre imię kasyna oraz swój majątek.
Każde negatywne zdarzenie, w szczególności te niekontrolowane, wyzwalało w Giorgiu skrywane dotąd głęboko pokłady złości i niepokoju. Bywały momenty, kiedy nie potrafił zapanować nad wybuchami gniewu, a potem wyciszał się, jak gdyby nigdy nic, i chował w swojej emocjonalnej bańce – stawał się na powrót wycofany.
Oparty przedramionami o blat biurka zerkał na podgląd z kamer. Krył się w samotni, skąd doglądał interesu. Nie zaszczycał gości kasyna swoją obecnością, Stronił od ludzi.
Przetarł zmęczone oczy i utkwił ponownie wzrok w pokaźnych rozmiarów ekranie. Obserwował graczy podczas rozgrywki pokera, skupiając się na nowych twarzach. Uwielbiał dźwięk odbijających się od stołu żetonów i to oczekiwanie przed wyłożeniem kart, powodujące nutkę ekscytacji. Nawet się nie zorientował, kiedy minęły kolejne godziny.
Chwilę niezmąconego spokoju przerwało ciche pukanie. Ktoś ośmielił się przerwać chwilę jego zadumy nad ekranami.
– Wejść – warknął, choć podświadomie chciał udać, że wcale go tutaj nie ma.
Rozległo się lekkie skrzypnięcie drzwi. Śliczna szatynka spojrzała na Giorgia z ukosa. Jej symetryczną, niemal anielską twarz zdobił leniwy uśmiech. Rosa Caruso była piękną kobietą – to akurat niezaprzeczalny fakt.
Opinająca jej szczupłe ciało czarna sukienka podwinęła się lekko na udach, gdy Rosa podeszła wolnym krokiem do biurka Giorgia.
– Co tu robisz? – spytał markotnym głosem, przenosząc na nią wzrok.
Zawahała się.
– Pomyślałam sobie… – zaczęła. – Że może potrzebujesz towarzystwa – wyszeptała. Uśmiechnęła się zalotnie, układając dłonie na piersiach.
– Niekoniecznie – odburknął i posłał jej znudzone spojrzenie.
Mimo jego jawnej niechęci Rosa, kręcąc subtelnie biodrami, podeszła jeszcze bliżej. Oparła pośladki o blat biurka, nachylając się tak, by musnąć oddechem policzek Giorgia.
– Może jednak zmienisz zdanie? – wymruczała wprost w jego skórę. – Potrafię sprawić, że poczujesz się cholernie dobrze – przekonywała, przenosząc wzrok na rozporek jego spodni.
Marchetti odsunął się odruchowo, zwiększając dystans między nimi.
– Wracaj do pracy – rzucił. Nie było trudno się domyślić, do czego kobieta zmierza. Jej sugestie pozostawały aż nadto wymowne. Nie mógł uwierzyć, że po raz kolejny robi to samo.
– Nie rozumiem – wtrąciła ponownie. – Dlaczego taki jesteś?
– Rosa… – warknął ostrzegawczo.
– Kręci cię, gdy proszę? No dobrze. Mogę nawet błagać – wyjęczała pełnym determinacji głosem. – A wiesz, że potrafię pięknie błagać – dodała i bez przyzwolenia usiadła na jego kolanach.
Giorgio się wzdrygnął, gdy satynowy materiał czarnej sukienki otarł się o jego uda. Skóra zapiekła. Zupełnie jakby ktoś wylał mu na nogi żrący kwas. Jego twarz wykrzywił grymas. Pełen odrazy i niechęci, złości i obrzydzenia. Strącił Rosę z kolan, posyłając jej przy tym pełne oburzenia spojrzenie.
– Powiedziałem, że nie! Czego, kurwa, nie rozumiesz, nachalna kobieto?! – wykrzyczał, a dziewczyna odruchowo przymknęła powieki i skuliła się ze strachu.
Nigdy wcześniej nie był dla niej tak niemiły. W jego głosie słychać było jedynie pogardę. Rosa nie potrafiła zaakceptować zmiany, jaka w nim zaszła. Pragnęła, by wrócił dawny Giorgio. Ten, który poświęcał jej czas, był dla niej serdeczny i sprawiał, że czuła dziwne motyle w podbrzuszu. Nadal tam latały, teraz jednak przeganiała je jego silna dłoń.
– Jeśli tak właśnie chcesz…
– Chcę, i to bardzo – rzucił od razu.
– Już pójdę…
– Nie wchodź do mojego gabinetu, jeśli nie jest to absolutnie konieczne – ostrzegł, gdy Rosa odwróciła się do niego plecami. – Mam dość twojego bezczelnego zachowania. Jeszcze raz to zrobisz, a każę ci wypierdalać z kasyna i nigdy więcej tu nie wracać. Zastanów się, czy warto, bo jesteś całkiem niezłą managerką – wysyczał. – Nie chce mi się szukać nowej.
Liczył, że dotrze do niej to, co mówił, lecz wtedy odezwała się ponownie:
– Gdy byliśmy razem, jakoś ci to nie przeszkadzało. Wręcz uwielbiałeś, gdy do ciebie przychodziłam – wypomniała mu drżącym głosem.
Giorgio westchnął.
– Nie mam ani ochoty, ani siły na wspominki dawnych czasów, Rosa. Zapomnij o tym, co było kiedyś. Dobrze ci radzę. Teraz jest teraz, a ja nie mam chęci na twoje chore zaloty. A to, że kilka lat temu uprawialiśmy regularnie seks, nie czyniło z nas pierdolonej pary. Mylisz, kurwa, pojęcia.
– Nie rozumiem…
– Wypierdalaj! – warknął, zaciskając pod biurkiem dłonie w pięści.
Czuł, że już tylko sekundy dzielą go od ponownego wybuchu, i nie miał pewności, co zrobi Rosa, gdy jego wkurw osiągnie apogeum.
Kobieta poczuła, że będzie lepiej, jeśli się oddali. Zgodnie z jego prośbą, choć raczej powinna rzec „żądaniem”, odeszła. Giorgio westchnął zrezygnowany i oparł głowę o zagłówek fotela. Wypuścił z płuc wstrzymywane powietrze i ułożył przedramiona na miękkich podłokietnikach. Odchylił się lekko, a jego wzrok powędrował na biały sufit. Potrzebował chwili, by zebrać myśli. Odgonić od siebie lęk i unormować szalone bicie serca. Pochylił się i sięgnął do szuflady. Wysunął ją i wyciągnął fiolkę z lekiem. Ułożył tabletkę na języku i popił niewielką ilością wody. Skupił się na pracy dopiero, gdy się upewnił, że zadziałała.
Dwie godziny później wrócił do mieszczącego się w najbogatszej części Palermo domu. Dzielnica Belgrano, obfitująca w najbardziej okazałe rezydencje, skąpana była w półmroku. Jedynie latarnie rozganiały mgłę, która okalała miękką bielą budynki. Giorgio zaparkował swoją czarną Teslę na podjeździe, nie kłopocząc się wjazdem do garażu. W holu zdjął niewygodne buty i cisnął je w kąt pomieszczenia. Wszedł po schodach na drugie piętro. Ogromna, niemal całkowicie przeszklona sypialnia wydawała się zbyt duża jak na singla. Giorgio przyzwyczaił się do samotności. Nie ciążyła mu już tak jak kiedyś, opadając na jego ramiona niczym niewygodny płaszcz.
Pozbywając się w progu sypialni ubrań, starał się za wszelką cenę nie myśleć o tym, co kryje się pod nimi.
Atakujące umysł wspomnienia wydawały się jednak silniejsze. Pojawiły się nagle – przepędzając złudne wrażenie chwilowego relaksu. Giorgio przysiadł miękko na skraju szerokiego łóżka i pierwszy raz od dawna pomyślał o tym, co przyniesie mu przyszłość. I mimo starań na nic sensownego nie potrafił wpaść. Nie widział swojej przyszłości. Nie wiedział nawet, jak chciałby, by wyglądała. Skarcił się za te rozmyślania i przywołał do porządku.
_Jest dobrze tak, jak jest teraz_ – tłumaczył sobie zaciekle.
Westchnął.
_Nie_.
_Kurwa_.
_Wcale nie jest dobrze_.
_Nic nie jest takie, jakie powinno być_.
Zrozumiał to dopiero, gdy dał dojść do głosu zwątpieniu.