Facebook - konwersja
Mrówka w słoiku. Dzienniki czeczeńskie 1994-2004 - Ebook (Książka EPUB) do pobrania w formacie EPUB
Pobierz fragment

Mrówka w słoiku. Dzienniki czeczeńskie 1994-2004 - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Wydawnictwo:
Tłumacz:
ISBN:
978-83-65979-39-1
Język:
Polski
Data wydania:
Listopad 2018
Rozmiar pliku:
5,2 MB
Zabezpieczenie:
Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
45,00
Cena w punktach Virtualo:
4500 pkt.

Mrówka w słoiku. Dzienniki czeczeńskie 1994-2004 - opis ebooka

Koniec dzieciństwa z okrutną wojną w tle. Polina Żerebcowa przez kolejne dziesięć lat (1994–2004) opisuje w swoim dzienniku dorastanie i młodość w Groznym – mieście śmierci, zniszczenia i nienawiści. W mieście, w którym każdy mógł stać się wrogiem lub wybawcą, szczególnie, gdy – jak autorka – pochodziło się z rodziny, w której byli i Czeczeni, i Rosjanie.

„Gdy w 1994 roku zaczynała się w Czeczenii pierwsza wojna, Żerebcowa miała dziewięć lat. W chwili wybuchu drugiej – czternaście. Połączenie dziecięcej wrażliwości z absolutnym literackim, poetyckim słuchem oraz zmysłem obserwacji dało prozę wybitną. Autorka wie, że o doświadczeniach granicznych należy pisać lakonicznie, bez przymiotników: im prościej i mniej, tym lepiej. I straszniej.
Mottem tej książki mogłaby być uwaga Żerebcowej, zapisana pod datą 1 października 1999 roku: «Wierzyć można tylko temu, co się zobaczyło na własne oczy. I w żadnym razie nie dowierzać uszom! ».”

Wojciech Górecki
(Analityk Ośrodka Studiów Wschodnich,
autor książek o Kaukazie i Azji Centralnej)

„Śmierć i ja, tylko my dwie jesteśmy ze sobą nierozłączne na tym świecie. Nie ma nic, co by mogło między nami stanąć i mnie przed nią osłonić. Wszystko stało się takie śmieszne i zbędne, rzeczy, torby i wszelkie kosztowności. Zrozumiałam, że nic, zupełnie nic nie zabiorę ze sobą Tam.”

Polina Żerebcowa
(fragment dziennika z 22 października 1999)

 

Polina Żerebcowa (ur. 1985) – pisarka, poetka, dziennikarka. Urodziła się w Groznym, w inteligenckiej rodzinie o tradycjach artystycznych. W wieku 9 lat, krótko przed agresją Rosji na Czeczenię, zaczęła pisać dziennik. Przeżyła pozorowaną przez Rosjan egzekucję, była ranna podczas ostrzału Rynku Centralnego w Groznym 21 października 1999. W 2004 roku wyjechała z Groznego do Rosji. W 2010 roku ukończyła psychologię, pracowała w moskiewskiej szkole jako nauczycielka historii i literatury. Prześladowana z powodu swoich publikacji na temat Czeczenii, poprosiła o azyl polityczny w Finlandii, gdzie mieszka od 2013 roku. Jej dzienniki i inne książki zostały przetłumaczone na kilkanaście języków, jest laureatką kilku nagród literackich. Na podstawie jej dzienników w 2017 roku powstał polski spektakl Dzienniki czeczeńskie (reż. Iwan Wyrypajew).

Spis treści

Wprowadzenie
1994
1995
1996
1997
1998
1999
2000
2001
2002
2003
2004
Przypisy

FRAGMENT KSIĄŻKI

WPROWADZENIE

Metaliczny zapach śmierci, ruiny, głód, nienawiść. Szkoła, pierwsza miłość, dojrzewanie. Wysiłek, by pozostać człowiekiem w nieludzkich warunkach. Wszystko to w dzienniku dziewczynki z Groznego. Dla Poliny Żerebcowej ponad trzydzieści zeszytów z jej zapiskami i rysunkami stało się swoistym sposobem na przetrwanie w stolicy Czeczenii – mieście jej urodzenia, niemal zmiecionym z powierzchni ziemi. Zaczęła pisać w 1994 roku, jako 9-latka, na chwilę przed pierwszą agresją rosyjską na Czeczenię. Swoje dzienniki traktowała jak najbliższego powiernika, który pomagał jej radzić sobie z rzeczywistością przerastającą dziecięce siły.

Pisała po rosyjsku, bo w tym języku była wychowywana przez matkę. Ojciec był Czeczenem, jednak rodzice rozstali się jeszcze przed jej urodzeniem. Wielokulturowa rodzina Poliny miała tradycje artystyczne (muzyczne, aktorskie), a w obszernej domowej bibliotece stały obok siebie księgi chrześcijańskie, muzułmańskie i żydowskie. Autorka tak pisze o swoich splątanych korzeniach: „Matka mojej mamy była Rosjanką. Ojciec mamy – Kozakiem dońskim. Matka mojego ojca – polską Żydówką. Ojciec ojca – Czeczenem. W rodzie mamy byli Tatarzy, Gruzini, Osetyńcy, Ormianie, Ukraińcy, Czerkiesi. W rodzie ojca byli Francuzi, Hiszpanie, Polacy, Czeczeni. Kto sprawdzi skład mojej krwi kropla po kropli? Prababcia Julia Malika często powtarzała: «Jesteśmy narodem kaukaskim»”.

Czeczenia na mapie Kaukazu stanowi niewielki punkt, lecz od kiedy Rosja postanowiła podporządkować sobie ten region, nieustannie był to punkt zapalny, a Czeczeni – odlegli kulturowo od Rosjan wyznawcy islamu – z ogromną determinacją walczyli o swoją niepodległość już od XVIII wieku. Kolejne powstania i zbrojne bunty nie były jednak w stanie powstrzymać Rosji, najpierw carskiej, potem bolszewickiej, a w końcu kolosa, jakim był Związek Sowiecki, który ostatecznie wchłonął tę maleńką krainę.

Już w XIX wieku Rosja stosowała tam jawny terror: palono osady, mordowano ich mieszkańców, niszczono na pniu zbiory, konfiskowano bydło… Skutkowało to głodem i jeszcze większym oporem wśród Czeczenów, znów brutalnie tłumionym, w wyniku czego naród czeczeński od II połowy XIX wieku do 1917 roku zmniejszył się aż czterokrotnie. Ostateczną rozprawę z Czeczenią władze sowieckie zaplanowały na 1944 rok, kiedy postanowiono wysiedlić do Kazachstanu Wajnachów (grupę etniczną obejmującą Czeczenów i Inguszów) pod pretekstem sprzyjania przez nich faszystom i zlikwidować Republikę Czeczeno-Inguską, funkcjonującą dotąd w ramach ZSRR.

Brutalna akcja deportacyjna rozpoczęła się 23 lutego 1944. Tam, gdzie nie można było przeprowadzić jej tak sprawnie, jak zaplanowano (szczególnie w trudnych terenach górskich), mordowano ludzi na miejscu. Nie da się policzyć tych ofiar, ale tylko w miejscowości Chajbach, która stała się krwawym symbolem deportacji, zabito około 700 osób – od niemowląt do starców. Wywieziono wówczas niemal cały naród – ponad 400 tysięcy Czeczenów, a wraz z deportacją ludności rabowano mienie, niszczono bezcenne zabytki kultury: arabskojęzyczne traktaty filozoficzne, medyczne, matematyczne, literaturę piękną, dzieła sztuki i architektury, cmentarze. Zmieniano potem nazwy rejonów administracyjnych, miast, osad, ulic, instytucji. W opustoszałych domach osiedlała się ludność z innych regionów ZSRR, głównie Rosjanie.

Czeczeni i Ingusze mogli wrócić na Kaukaz Północny dopiero po śmierci Stalina – dekret zwalniający ich z osiedlenia specjalnego wydano w lutym 1957. Między spontanicznie powracającą ludnością czeczeńską a nowymi, lecz już zadomowionymi mieszkańcami narastały konflikty. Polityka władz centralnych też nie sprzyjała Czeczenom, była bowiem skoncentrowana przede wszystkim na podporządkowaniu spraw narodowych scentralizowanemu państwu i jednolitemu społeczeństwu sowieckiemu. Czeczeni nie mogli odzyskać swoich domów, zajmować kluczowych stanowisk we władzach i przemyśle, ograniczano im edukację i obecność języka czeczeńskiego w szkole, mediach, literaturze.

Pierestrojka dała Czeczenom nadzieję na wolność. W 1991 roku gen. Dżochar Dudajew (jedyny Czeczen, który osiągnął tak wysoką rangę w armii sowieckiej) przejął władzę w Czeczenii i 1 listopada ogłosił dekret o jej suwerenności; w marcu 1992 Czeczenia odmówiła wejścia w skład Federacji Rosyjskiej. Choć formalnie Kreml prowadził pertraktacje z Czeczenami, nie zamierzał pozwolić im na samostanowienie. 11 grudnia 1994 wojska rosyjskie wjechały do Czeczenii. Bojownicy o niepodległość powstrzymali tę okrutną agresję, odbili Grozny i w sierpniu 1996 został podpisany w Chasawjurcie rozejm.

Już 3 lata później Rosja znów zaatakowała, by w 2002 roku oznajmić ostatecznie swoją wygraną w tym konflikcie, który był naznaczony wyjątkową brutalnością. Rosyjskie obozy filtracyjne (porównywane do obozów koncentracyjnych), zbrodnie przeciwko ludności cywilnej: mordy, gwałty, tortury, handel organami ludzkimi i zwłokami, uprowadzenia, zaczystki (łapanki, podczas których terroryzowane były często całe wsie) w konsekwencji powodowały zemstę czeczeńską i krwawe błędne koło nienawiści. Ludność cywilna Czeczenii (niezależnie od narodowości), by ratować życie, masowo zaczęła wyjeżdżać do sąsiednich republik, ale także dalej – na Zachód. Dla tych, którym się udało, również Polska stała się krajem tranzytowym bądź tu właśnie znaleźli swój dom.

Jeszcze parokrotnie Kreml ogłaszał koniec tak zwanej drugiej wojny czeczeńskiej (po raz ostatni w 2009 roku), ale faktycznie rosyjskie operacje wojskowe i czeczeńskie walki partyzanckie nie ustały. Oficjalnie Czeczenia jest częścią Federacji Rosyjskiej, jednak kolejne pokolenia Czeczenów, przede wszystkim to ukształtowane oporem wobec Rosji w ostatnich dekadach, dorastają w coraz mocniejszym przekonaniu, że ich nadrzędnym celem jest wyrwanie się spod dominacji rosyjskiej.

KARTA od pierwszych dni agresji zaangażowała się w kampanię przeciwko rosyjskiemu barbarzyństwu. Wspierała działania moskiewskiego Stowarzyszenia „Memoriał”, rozpowszechniała materiały o wydarzeniach w Czeczenii, brała udział w akcjach protestacyjnych obrońców praw człowieka. W styczniu 2000 współorganizowała akcję „Alarm dla miasta Grozny” na placu Zamkowym w Warszawie, w której wzięło udział wiele organizacji z całej Polski. Niezależne głosy środowisk demokratycznych w Rosji i poza nią jednak były zbyt słabe wobec siły zdeterminowanego rosyjskiego kolosa.

Issa Adajew, jak sam siebie określał, „były dyrektor byłego Muzeum Narodowego w Groznym”, powiedział wówczas w wywiadzie dla „Karty” (nr 29/2000) o znamiennym zdarzeniu: „W całej Czeczenii nie ma pewnie ani jednej baszty. Kiedyś każda rodzina była zobowiązana do budowy takiej wieży, która miała znaczenie i obronne, i mistyczne. Niektóre z nich miały po tysiąc lat. Na początku lat 90. pojawiła się komisja UNESCO. Obiecywali, że wpiszą nasze zabytki na listę światowego dziedzictwa kultury. Gdy zaczęły się rosyjskie bombardowania i baszty zaczęły się rozpadać w gruzy, błagaliśmy ich o interwencję. Długo milczeli, aż wreszcie oznajmili, że nie rozumieją, o co chodzi, bo oni tych zabytków nie mają w ewidencji”. Świat „zapomniał” o Czeczenii.

Seria KARTY „Oblicza XXI wieku” powstała, by pamiętać i lepiej rozumieć kluczowe obszary, w których rozgrywa się starcie o zbiorowy los. Teraz przypominamy o Czeczenii. Dzienniki Poliny Żerebcowej są zapisem z samego dna wojennego piekła – wyziera ono z każdej strony tej książki, obnażając kolejne warstwy konfliktu. Oddajemy jej głos przede wszystkim jako cywilnej mieszkance Groznego, która z tej perspektywy widzi świat.

Znawca Kaukazu, Maciej Falkowski, tak scharakteryzował jej dzienniki: „Pierwszym pytaniem, które człowiek mający nieuświadomione szczęście życia w pokoju i względnym dobrobycie zadaje sobie już po kilku stronach tekstu, jest – jak to w ogóle możliwe? Jak można tak żyć? Czy świat może być tak straszny, a ludzie tak okrutni? Okazuje się, że może i to całkiem niedaleko od nas. Nie 200 lat temu, nie w czasie II wojny światowej, ale teraz, w naszych czasach. To książka bardzo potrzebna i aktualna także w kontekście tego, co dzieje się dziś wokół nas – rozpadającego się porządku światowego, coraz bardziej powszechnych obaw o wybuch konfliktu w Europie. Powinien ją przeczytać każdy, kto myśląc o wojnie, widzi przede wszystkim bohaterstwo, przygodę i nie może się doczekać, gdy z bronią w ręku będzie walczył za ojczyznę.

Mrówka w słoiku jest portretem Czeczenii, Rosji i – szerzej – społeczeństw postsowieckich. Świat człowieka postsowieckiego, niezależnie od tego, czy dotyczy on prawosławnego Rosjanina czy muzułmańskiego Czeczena, jest w świetle wspomnień autorki światem zdegenerowanym, zdewastowanym duchowo i moralnie, zagubionym, stłamszonym, wypranym z wartości. Ludzie są w nim pozbawioną praw masą ludzką. Mięsem armatnim. Materiałem ludzkim. Gruzem 200 – jak w wojskowej terminologii sowieckiej określano zmarłych żołnierzy. Nasielenijem, a nie społeczeństwem. To nie ich wina. To wina systemu, który knutem i rozgrzanym żelazem od stuleci niszczy w Rosjanach indywidualizm i szacunek do człowieka.

W Polsce raczej nikogo nie trzeba przekonywać, że Rosja oprócz zachwycającej literatury i sztuki, wspaniałej inteligencji i szerokiej duszy ma też właśnie taką, demoniczną twarz. Czasami jednak warto nie mieć złudzeń, że żyjemy w XXI wieku…

Żerebcową okrzyknięto rosyjską Anną Frank. Moim zdaniem, to nietrafne porównanie. Rzeczywistość, jaką opisała holenderska dziewczynka, była mimo wszystko mniej odczłowieczona niż sportretowany przez Żerebcową wielki obóz koncentracyjny, jakim była (jest?) Czeczenia. To książka straszna, depresyjna i przerażająca, ale niestety prawdziwa”.

W wywiadzie dla rosyjskiej „Nowej Gazety” w 2016 roku Polina Żerebcowa powiedziała: „Nie dzielę ludzi na «swoich» i «obcych». Jestem po stronie tych, którzy nie potrafią strzelać”. Jej dzienniki nie pokazują pełnego obrazu konfliktu rosyjsko-czeczeńskiego – nie ma w nich analizy politycznych przyczyn, działań zbrojnych czy pełnego kontekstu historycznego. Jest natomiast osobista, często intymna i subiektywna relacja małej dziewczynki „ze strasznej bajki o Groznym”, która notuje rozmaite wymiary codzienności. To obraz świata partykularnie stworzonego przez dorosłych, przejmujące świadectwo stopniowej eksterminacji i budowania murów: tych wewnętrznych – między jej coraz mocniej skonfliktowanymi mieszkańcami różnych narodowości i wyznań oraz zewnętrznych – odcinających temu małemu punktowi na mapie drogę do wolności.

Polina Żerebcowa, dojrzewając w ogarniętym wojną mieście, stała się w pewnym momencie świadoma, że jej dzienniki stanowią ważny dokument – ważniejszy nawet od jej jednostkowego życia, którym gotowa była zaryzykować, żeby mówić głośno o losie Czeczenii. Gdy wyjeżdżała z Groznego, wśród niewielu rzeczy osobistych, które jej zostały, wiozła ze sobą zeszyty z niewygodną dla świata prawdą.

AGNIESZKA KNYT1994

Na podniszczonej przez upływ czasu pierwszej stronie mojego Dziennika widnieje napis: „O wszystkim należy wątpić”, Kartezjusz

25 marca

Cześć, Dzienniku!

Mieszkam w mieście Grozny przy ulicy Zawiety Iljicza. Nazywam się Polina Żerebcowa. Mam 9 lat.

26 marca

20 marca mama kupiła mi na urodziny tort orzechowy. Byłyśmy w centrum. Na placu było dużo ludzi. Krzyczeli. Widziałam też starych ludzi z brodami. Biegali w kółko.¹

Lenin przedtem stał w kaloszach. Pomnik. Potem go zrzucili, a kalosze zostały.

Dlaczego ludzie krzyczą? O co się modlą? Mama mi powiedziała: „To demonstracja!”.

27 marca

Napisałam wiersz.

Statkiem chcę, jak każde dziecko,

Płynąć w sine dale,

I muszelkę czarodziejską

Na dnie morza znaleźć!

28 marca

Obudziłam się. Pozmywałam naczynia. Zamiotłam klatkę schodową od trzeciego piętra do parteru. Zaczęłam pranie. Uprałam rzeczy w misce, czytam książkę.

29 marca

Dlaczego wszystkie dziewczynki są Śnieżynkami, tylko ja nie? W przedstawieniu będę przebrana za Czerwonego Kapturka. Mama uszyła mi kostium ze swojej spódnicy. Ja chcę być Śnieżynką! Wszystkie dziewczyny z klasy będą Śnieżynkami!

1 kwietnia

Kot Miszka siedzi obok mnie na poduszce. Czytam Trzech muszkieterów. Tam jest królowa, Milady, D’Artagnan. Podoba mi się świat, w którym królowe noszą piękne suknie. Tam są muszkieterowie i gwardziści!

W domu nuda.

2 kwietnia

Bawiłyśmy się w chowanego. Ukrywałyśmy się za drzewami i na działkach. Bawiłam się z Chawą i Alonką. To moje koleżanki. Potem jeździłyśmy na rowerze. Ale się zepsuł.

Na razie!

18 kwietnia

Zgubiłam mysz. Mama kupiła mi ją za dobre sprawowanie. Mysz siedziała w mojej kieszeni. Na pewno wypadła na trawę. Szukałam jej z Alonką i Saszką. Nie znaleźliśmy.

Mama powiedziała, że nie kupi mi więcej takiej zabawki. Mówi, że fajtłapa ze mnie.

Pola

22 kwietnia

Ciocia Katia i jej córka Wiera zaprosiły mnie do siebie. Są naszymi sąsiadkami z trzeciego piętra. Powiedziały, żebym przyszła rano. Wstałam o szóstej i poszłam. Mama jeszcze spała. Potem wszyscy na mnie krzyczeli, bo poszłam za wcześnie. Przecież same mnie zapraszały! Siedziałam u nich w kuchni. Wpuściła mnie ciocia Katia. Smażyła bliny. Potem wstała Wiera i się razem bawiłyśmy.

Wiera ma lalkę chłopca. A ja nie. Mam dziewczynkę. Postanowiłyśmy ich pożenić.

Widziałam babcię Lubę i dziadka Stiopę z pierwszego piętra. Mają śmiesznego psa, jamnika. Nazywają go Guzik.

1 maja

Dziś jest chrześcijańska Wielkanoc!

Spacerowałyśmy po mieście. Padał deszcz. Doszłyśmy do cerkwi. Wszyscy sąsiedzi składali sobie życzenia. Częstowali się ciastem. Dzieci jadły malowane jajka. Babcia Zina rozdawała je wszystkim. Najwięcej zjadł Islam z zaułka i Mahomet. A dla Wasi i Alonki nie wystarczyło. Babcia Nina dała im po bułeczce.

Od rana padał deszcz. Mama i ciocia Ania powiedziały, że to źle. Kiedy pada deszcz, to znaczy, że Bóg płacze, bo na Ziemi jest za dużo grzeszników.

5 maja

Huragan. Drzewa poprzewracały się na ziemię. Wszyscy się wystraszyli. Potem poszli na działki zbierać morele, ale były jeszcze niedojrzałe, zielone.

Śnił mi się straszny sen – do okna dobijał się potwór. Miał szczypce i wyrwał kratę w oknie.

15 maja

Bawiliśmy się: Patoszka, Wiera, Asia, Chawa, Alonka, Rusik, Arbi, Umar, Dimka, Islam, Saszka, Wasia, Ilja, Igor, Sierioża, Denis i ja. Najpierw w berka, a potem graliśmy w piłkę!

Mama dawała nam soczek „Yupi” z kartonika. Mieszaliśmy go w wiadrze z wodą. Piliśmy. Mój ulubiony to pomarańczowy, a Alonki – czerwony. Truskawkowy. Potem mama dała nam po gumie „Turbo”. Tam jest na obrazku samochodzik. Wszyscy się bardzo ucieszyli.

Kot Miszka zachorował.

21 maja

Pomagałam mamie sprzedawać ciastka na bazarze Bieriozka. W pracy mamie nie płacą. Z jedzeniem jest źle. Ciocia Katia mówi:

– Takie czasy. Ciężkie.

Gotowałyśmy rosół z kurzych łapek i potem jadłyśmy. Wcześniej gotowałyśmy z całej kury, a teraz z łapek. Łapki kupuje się na kilogramy. Kura była smaczniejsza. O wiele bardziej.

Mama chce mnie przenieść do innej szkoły. Uczniowie ze starszej klasy uderzyli w głowę krzesłem jedną dziewczynkę, jest w szpitalu.

Z Nadią przyjaźniłam się od pierwszej klasy. Mówiłam jej o moich sekretach. Zbieram naklejki, brakuje mi tylko jednej, żeby wygrać lalkę Cindy! Nadia poprosiła mnie o książkę, dałam jej. Zapomniałam, że w książce jest album z naklejkami! Nadia oddała mi książkę, ale albumu nie. Byłam u nich z mamą. Mieszkają w domu. Mama prosiła jej dziadka, żeby oddali. Nie oddali. Płakałam. Teraz nie mam albumu i nie mam koleżanki.

Widziałam u nich w domu maleńkiego prosiaczka. Biegał jak piesek.

Pola

24 maja

Nadia się do mnie nie odzywa. Albumu nie oddaje. Chawa mi powiedziała:

– Ty też jej czegoś nie oddaj!

Miałam słownik Nadii. I chciałam go nie oddać, a potem jej oddałam. Jeśli ona jest taka, to ja taka nie będę.

Podoba mi się Jelena Aleksandrowna, bo bawi się z nami. To nasza nauczycielka. I jeszcze podoba mi się Aleksiej, który siedzi w jednej ławce z Julką. Myślę, że go kocham. Kupił mi w sklepiku szkolnym bułeczkę. Poza tym nie boi się szczepionek. A ja i inne dziewczynki schowałyśmy się w toalecie, ale i tak nas znaleźli i zrobili nam zastrzyki w pupę. Płakałyśmy.

Pola

2 czerwca

Na stole stały dwie szklanki. Jedna z karmą dla rybek, druga z trutką na myszy. Wiedziałam, w której jest trutka. Byłam ciekawa, co się stanie, jeśli nakarmię nią rybki. Dałam im trochę. Zdechły w akwarium. Bałam się na nie patrzeć. Zrobiły się martwe, a były żywe.

Mama skoczyła do mnie i zaczęła mnie bić.

– Morderca! – biła mnie ręcznikiem. – Jesteś mordercą!

Syn cioci Mariam, Akbar, zdenerwował się. To były jego rybki. Ciocia Mariam nie krzyczała na mnie. Dała mi obwarzanek i powiedziała, że trzeba wyrzucić rybki do sedesu.

Nie było mi wstyd. Bałam się. Morderca czuje strach.

Pola

16 czerwca

Mama kupiła jedzenie.

Kąpałam w miednicy Miszkę. Pomagała mi Alonka. Potem do obiadu spacerowałyśmy. Leżałyśmy i patrzyłyśmy w niebo. Mówiłam Alonce, że w starej kotłowni na podwórku mieszkają duchy. Bała się. Alonka jest młodsza ode mnie o cały rok.

Potem przyszedł Igor i zaczął opowiadać, że dorośli kłamią i że Dziadek Mróz nie istnieje. Ja powiedziałam, że nie istnieje Dziadek Mróz w czerwonej czapce, ale jest Dziadek Mróz, który mieszka w krainie lodu. Błąka się niewidzialny, zagląda zimą do okien. I tylko dzieci mogą go zobaczyć. Alonka, Igor i Chawa uwierzyli mi. To, że chodzi i patrzy w okna, wymyśliłam. Bo skąd miałabym to wiedzieć?

Pola

23 czerwca

Kolejka po chleb, ludzie w sklepie się biją.

Przyniosłam mrówkę. Mieszka w słoiku z ziemią. Przeczytałam w jednej książce, że mrówki budują piękne miasta, i postanowiłam popatrzeć, jak to robią. Niech zbuduje w moim słoiku!

28 czerwca

Na podwórku było wesele! Wszyscy dostali cukierki. Tańczyli lezginkę². Strzelali z pistoletów. Ciocia Mariam powiedziała:

– Strzelają, żeby złe duchy uciekły!

Znów rozmawiałyśmy z Alonką o upiorach. Islam powiedział, że boi się chodzić na działki. Dlatego, że tam duchy latają nad czosnkiem i cebulą.

29 czerwca

Najbardziej na świecie lubię uciekać za blok. Mama mnie bije i nie pozwala mi. Ale ja i tak tam chodzę. Stoję i patrzę na góry. Są niebieskie. Kocham góry. Bardziej niż niebo i słońce. Otaczają moje miasto. Patrzę na nie i myślę, że kiedy dorosnę, pójdę tam. Na pewno pójdę!

3 lipca

Wszyscy boją się trzęsienia ziemi. Sąsiedzi nocowali na dworze. My mieszkamy na parterze. Spałyśmy w domu.

6 lipca

Przyszedł dziadek Anatolij. Spytałam, jak to jest z tym trzęsieniem ziemi. Wyjął z kieszeni pudełko zapałek. Postawił je na dłoni i potrząsnął. Pudełko się przewróciło.

– Tak się przewraca dom – powiedział dziadek. – Ziemia się rusza.

Potem otworzył pudełko, a tam nie było wcale zapałek, tylko żuk!!! Duży żuk. Z zielonymi skrzydłami. Dziadek pokazał mi żuka, a potem go wypuścił. Żuk odleciał i zniknął w liściach klonu.

Poszliśmy się przejść i za torami widzieliśmy bombę. To bomba z dawnej wojny z faszystami. Niedawno wyszła z ziemi.

Źli sąsiedzi z drugiego piętra otruli naszego Czapę. Nienawidzą psów. Czapa to był dobry pies.

Po torach kolejowych czasem jadą pociągi. Dokąd jadą?

27 lipca

Ciocia Mariam, nasza sąsiadka, ma klucze. Leżą pod wycieraczką przy drzwiach. Zawsze je tam kładzie. Wzięłam je i schowałam. Chciałam zobaczyć, co się stanie.

Ciocia Mariam wróciła z działek, szukała. A potem powiedziałam, że znalazłam klucze na dworze i je oddałam. Ciocia Mariam spóźniła się do pracy.

Pola

11 sierpnia

Dziadek jest chory. Leżał u nas. Mama kupiła mu lekarstwa. Potem pojechał do siebie.

W jego mieszkaniu jest dużo książek – nie da się ich wszystkich przeczytać! Książki stoją na wszystkich półkach, a półki są od podłogi do sufitu! Dziadek je kupuje i ma.

Czytałam Don Kichota Cervantesa, dwa tomy. Książki są stare. W środku mają obrazki przykryte cienkim papierem. Oglądałam te obrazki i wyobrażałam sobie, że też tam podróżuję.

Pola

20 sierpnia

Obudziłam się i przypomniał mi się dziadek. Przedwczoraj padał deszcz. A później wyszło słońce. Szliśmy drogą, a dziadek powiedział:

– Widzisz to drzewo? To jest dziecko. Potem drzewo dorośnie, a potem się zestarzeje. Kiedyś umrze. Zrobią z niego stół albo napalą nim w piecu. Tak jest zawsze.

To była brzoza. I jeszcze powiedział:

– Nie zrywaj liści. To ją boli.

Powiedziałam:

– Nie, nie boli.

A dziadek powiedział, że liście to są palce. I zrozumiałam, że jeśli się je zrywa, to boli.

Więcej nie będę.

Pola

25 sierpnia

Chodziłyśmy po dworze i śpiewałyśmy piosenki. Ja, Alonka i Chawa.

Zawijały statki do naszej przystani,

Statki przemierzały wielkie oceany…

To ja wymyśliłam śpiewanie piosenek. Chodziłyśmy wokół bloku i się wydzierałyśmy. Sąsiedzi aż zatrzaskiwali okna.

Potem pojawił się księżyc. I się zdziwiłyśmy. Księżyc był czerwony. Nigdy wcześniej nie widziałyśmy czerwonego księżyca! Był duży, a wokół niego czerwone światło. Powiedziałam:

– Chodźcie uciekniemy stąd. Zorganizujemy ucieczkę za niebieskie góry!

Chawa się nie zgodziła, Alonka wystraszyła się. Ja i Alonka uciekłyśmy trochę. Niedaleko. Tylko dwa przystanki.

Pola

26 sierpnia

Wypuściłam mrówkę. Bo nie zbudowała pałacu w słoiku. Chyba nawet nie zaczęła. Nie chciała tego dla mnie zrobić. Albo nie dała rady sama.

Pola

27 sierpnia

Mamie w pracy nie płacą pieniędzy. Handlujemy gazetami. Chodzimy od rana do nocy i sprzedajemy je na ulicach. Krzyczymy: „Gazety! Gazety!”. Bolą mnie nogi. Musimy kupić lekarstwa. Dziadek jest w szpitalu.

1 września

Byłam w szkole na rozpoczęciu roku. Powiedzieli nam, że będziemy mieli lekcje gotowania. To dobrze. Lubię gotować. Ciocia Mariam uczy mnie robić chałwę i pierogi.

8 września

Bawiłam się z Waśką. To syn cioci Dusi.

Podarowałam Alonce konika. Ona podarowała go Waśce. Złapałam konika za nogi. Nie chciałam, żeby zabrał go Waśka. Wszyscy beczeliśmy.

Potem widziałam babcię Wadika. Nazywa się Aksinia. Z Wadikiem się przyjaźniłam. Jak była zima, woziłam go na sankach. Przecież jest malutki!

Wyszłam na dwór, a z naprzeciwka biegną do mnie chłopcy, Witia i syn wujka Umara. Krzyczą:

– Wadik się pali! Wadik się pali!

Pomyślałam, że się pali działka Wadika. Już kiedyś paliły się działki za blokiem. Jest sucho, nie ma deszczu. Poszłam do babci Wadika. Powiedziałam:

– Wasza działka się pali.

Odpowiedziała:

– Niech się pali!

Dlatego że wcześniej był już tam pożar i spalił się tata Alonki – gasił ogień na działce sąsiadów. No.

Potem poszłyśmy na spacer: ja, mama i Alonka. Byłyśmy w parku i jadłyśmy lody. Wracamy do domu, a tu Saszka z pierwszego piętra jedzie na rowerze. Krzyczy:

– Znaleźli Wadika!

Mama nie zrozumiała, o co chodzi, ja też nie, a Saszka powiedział:

– Witia i Waśka zamknęli go w szopie na działce i podpalili. Spalił się! Żywcem.

Powiedziałam, że to nieprawda. Widziałam Waśkę. Oglądał telewizję u Alonki. A spotkałam Witię i syna wujka Umara. To taki jasnowłosy Czeczen.

Waśka nikogo nie palił. Oglądał kreskówki! A rodzina Wadika doniosła na milicję na rodziców Waśki. Dlatego, że rodzice Witii to pijacy. Witia to degenerat. A Waśka jest normalny.

Wadika pochowano w zamkniętej trumnie. Była tylko jego fotografia.

11 września

Na rynku byli ludzie z bronią. Szukali czegoś. Wszyscy się przestraszyli.

14 września

Poszłam do nowej szkoły. W klasie jest dużo dzieci. Jest dziewczynka Diana. Jej mama jest nauczycielką. Diana wszystkich bije i zabiera nam śniadania. Rwie zeszyty. Mój też porwała.

Tak się denerwowałam na dyktandzie, że pomyliłam wyrazy. Bardzo się boję, że dostanę trójkę. Mama może mnie zbić.

Za to wszystkim spodobało się moje wypracowanie. Czytali je nawet uczniowie ze starszych klas. Powiedzieli, że jest po prostu świetne! Napisałam, że przyszła jesień. Każdy liść jest żywy. Chowa w sobie historię swojego życia.

Pola

16 września

Nasza nauczycielka Ludmiła Nikołajewna bawi się z nami na przerwach. Jest siwa. Bardzo ją lubimy i przy niej się nie kłócimy. Poprosiła, żebyśmy narysowali w zeszytach postacie z mitologii słowiańskiej: Domowika, Leszego i Utopca.

W szkole uczą nas też gotować. Są takie lekcje. Robimy sałatki.

18 września

Mama handluje na rynku, a potem zabiera mnie ze szkoły. Idziemy do domu.

Dziś jest niedziela. Poszłam z nią i pomagałam jej sprzedawać gazety. Ale handel nie szedł. Mama płakała. Dziadek potrzebuje lekarstw. W szpitalu ich nie mają. Musimy kupić.

Nieznajoma ciocia dała nam lody.

24 września

Wszyscy chwalili moją pracę o planetach. Napisałam o Jowiszu i Marsie. Mama pomagała mi naklejać obrazki.

5 października

Strzelali!³ To było taaakie straszne! Płakałam. A dziadek Idrys, nasz sąsiad, powiedział, żebyśmy się nie bały, że nie będzie wojny. Bardzo mocno biło mi serce. Były wybuchy.

Boję się chodzić do szkoły.

9 października

Krążyły helikoptery i samoloty. Nisko. Serce mi wali. Czy będą nas zabijać? Spytałam o to mamę.

Mama mówi:

– Nie. Nie będzie wojny. Nie będzie!

11 października

Dużo starych ludzi z brodami. Każdy coś mówi. Biegają wkoło i odmawiają modlitwę. Wydaje mi się to bardzo dziwne.

A dziadek Idrys powiedział, że wszystko będzie dobrze, i dał mi cukierek. I ciocia Wala tak powiedziała. I babcia Zina. I ciocia Mariam.

Nie będzie wojny. Po prostu – latają samoloty. Patrzą na nas.

15 października

Z samolotów strzelają. Nie chodzę do szkoły. Nikt nie chodzi.

Odwiedziłam z mamą dziadka w szpitalu. I zobaczyłam moją babcię Elizabet. To mama mojego taty. Jest stara. Spytała mnie:

– Czy będziesz się mną opiekować? Pomagać mi?

A potem powiedziała:

– Dobrze opiekujesz się dziadkiem!

Widziałam ją raptem dwa razy. Tylko tyle. Ona i mama się nie przyjaźnią. Babcia Elizabet mieszka w dzielnicy Minutka.

Dziadka Anatolija okradli w szpitalu. Ukradli mu pieniądze, jedzenie. Zrobili mu zastrzyk, on usnął i wszystko zabrali.

W szpitalu nie ma jedzenia. Musimy mu zanosić.

18 października

Byłyśmy na rynku. Samolot latał nisko. Wszyscy się bali.

Kiedyś patrzyłam w niebo i się nie bałam, a teraz bardzo się boję. I patrzę pod nogi.

Na ulicach strzelają z automatów.

19 października

Dorośli mówią, że na miasto idą czołgi. Rosyjskie. Jelcyn⁴ wypowiedział nam wojnę, a niech go!

Dziadek jest w szpitalu. Boję się, kiedy bombardują. Ja i mama handlujemy gazetami. Kiepsko się sprzedają. Już nawet żebrałam – raz z mamą, a raz sama. Nie było mi wstyd wyciągać rękę, wstyd było patrzeć na ludzi. Za te pieniądze kupiłyśmy lekarstwa.

26 października

Powinnyśmy zabrać dziadka ze szpitala. Poprawiło mu się. Nie możemy wyjść – strzelają. Przyszli do nas sąsiedzi. Boją się.

27 października

Mamie śniła się jej mama. Babcia Gala. Niedawno umarła. Powiedziała:

– Idź. Twój ojciec czeka, żeby go pochować.

Mama jej odpowiedziała:

– Nie, on żyje, jest w szpitalu.

I przebudziła się. Opowiedziała mi swój sen.

Nie możemy się dostać do szpitala. Strzelają.

29 października

Mama zostawiła mnie u cioci Wali i Alonki. Przyszedł tam jeszcze Waśka, syn cioci Dusi. Graliśmy w karty. Światła nie ma, gazu też.

Potem wróciła mama – dziadek został zabity. W czasie ostrzału. Strzelali tam, gdzie jest szpital, na ulicy Pierwomajskiej. Lekarze uciekli. Schowali się. A chorzy zostali.

Co mamy robić? Dziadek Anatolij już tydzień leży martwy. Mama płacze.

Pola

14 listopada

Dziadka pochowali. Mnie nie zabrali na pogrzeb. Wszędzie była strzelanina. Słyszałam, jak mama mówiła do cioci Wali:

– Nie mogli go wcisnąć do trumny, bo minęło dużo czasu.

Mama częstowała wszystkich kiszonymi pomidorami i chlebem. Sąsiedzi wyjechali z miasta na wieś. Ale wielu zostało.

21 listopada

Ja i mama chodzimy handlować. Bo bez tego nie mamy co jeść. Wczoraj nad rynkiem latał nisko samolot i wszyscy się pochylali. Okropnie wył.

Sprzedawałyśmy wędki i błystki dziadka. Miał ich dużo. Nikt nie wierzy, że Rosjanie zaczną bombardować. Przecież są ludźmi.

25 listopada

Chciałyśmy z mamą zabrać rzeczy z mieszkania dziadka. Powiedziałyśmy naszym sąsiadom, żeby też wzięli, co chcą. Na pamiątkę. I wszyscy brali. I ciocia Wala, i ciocia Dusia, i wujek Adam z pierwszego piętra – to on kupił mieszkanie dziadka Stiopy i babci Luby, i jeszcze inni.

Potem przyszedł dziadek Szamil. Chciał kupić mieszkanie dziadka. Ale powiedzieli nam, że to mieszkanie należy do jednego Czeczena. Nie uwierzyłyśmy. Dziadek go nie sprzedawał. Ale tak powiedzieli milicjanci. I powiedzieli jeszcze, że mama może zabrać tylko rzeczy.

Pola

30 listopada

Paliły się budynki w centrum.

Mama kupiła worek mąki. Pieczemy na kuchni placki. Ja z babcią Niną noszę drewno.

1 grudnia

Poszłyśmy na rynek. I wtedy zaczęli strzelać. I wszyscy zaczęli uciekać. Przewracali się w kałuże. Upadłam.

Ktoś na kogoś napadł. I strzelali. Potem zabili dziecko jakiejś kobiety i ona krzyczała. Okropnie krzyczała. To była kula. Kule latały wszędzie i wszyscy uciekali i uciekali. My też uciekałyśmy.

Dopadłyśmy do autobusu. Ruszył i wtedy helikoptery zaczęły strzelać w autobus. Strzelały w nasz autobus! Wszyscy ludzie krzyczeli i chowali się za innymi. Helikoptery latały i strzelały. I samoloty latały, i huczały.

Wysiadłyśmy na przystanku Nieftianka i pobiegłyśmy przez pole i tory kolejowe. Tam był jakiś dziadek i ciocia z dziećmi. Ja i mama. Wszyscy biegliśmy. A helikopter leciał i strzelał do nas kulami. I rzuciłam torbę, i pobiegłam do domu pierwsza. A mamy nie było. I nie wiedziałam, co robić. Z półki z książkami wzięłam starą ikonę. Jest na niej narysowany Jezus. Padłam na kolana i zaczęłam płakać:

– Boże, proszę, zrób tak, żeby nikogo nie zabiło! Proszę! Uratuj mamę i dzieci, i dziadka, i ciocię!

Przybiegła Malika z pierwszego piętra:

– Zabiją nas! Zabiją nas!

To córka Nury. Wtedy przyszła mama.

– Czego torbę rzuciłaś, fajtłapo? – mówi.

Malika spytała mamę:

– Strzelali tam. Kogo zabili?

– Nikogo, wszyscy uciekli – odpowiedziała mama.

Malika powiedziała, że ich rodzina wyjedzie z miasta na wieś.

8 grudnia

Dlaczego Jelcyn i Dudajew⁵ się nie dogadają? Jelcyn to taki jeden wujek, a Dudajew to nasz prezydent. Jelcyn mieszka w Moskwie i chce tutaj walczyć. A Dudajew mieszka tutaj. Dudajew jest piękny!

Pola

11 grudnia

Poszłyśmy do piekarni. Dużo strzelali, a samoloty zrzucały bomby. Dudniło. Przyniosłyśmy chleb. Dałyśmy cioci Wali, babci Ninie i Jurijowi Michajłowiczowi, dziadkowi z pierwszego piętra.

Potem nie chciałam iść, ale mama mnie wyciągnęła. W centrum stoi blok. Trafiła w niego bomba. W nim na dole leżą staruszkowie. Rosjanie. Walczyli z faszystami. Nikt ich teraz nie może wyciągnąć. Nie ma dźwigu. A blok się zawalił. Zawaliły się piętra!

Mama mnie tam ciągnęła, a ja nie chciałam pójść. Bałam się, że usłyszę ich krzyki i już nigdy nie będę mogła spać. Przed blokiem paliły się świece i stało jedzenie w miseczkach. Od trzech dni ludzie słyszą krzyki, a nie mogą ich uratować. Po prostu się modlili. I wszyscy płakali. To bardzo straszne.

Pola

26 grudnia

Mama była na bazarze Bieriozka. Tam mówili, że jedni ludzie nie wpuścili do domu żołnierzy rosyjskich, i ci kogoś zabili. Z jedną ciocią zrobili coś złego. Wszyscy teraz się przestraszyli.

Samoloty bombardują. Zrzucają na nas bomby!

30 grudnia

U nas mieszkają sąsiedzi, bo boją się mieszkać wyżej. Przyszli do nas. Babcia Ola, babcia Zina, Alonka z mamą przybiegają i wybiegają (w ich domu jest stara babcia Rimma). Z bloku naprzeciwko przyszły do nas babcia Nina i jej córka, ciocia Waria z jasnymi włosami. I dzieci cioci Warii: Mansur, Juroczka i Baszyr. Baszyr jest ode mnie o rok starszy. Chodziłam z nim do szkoły numer 55. Mansur jest starszy o 5 lat.

W ich dom uderzyły pociski. I przewróciła się ściana. Teraz nie mają gdzie mieszkać. Mieszkają u nas. My mamy mieszkanie jednopokojowe. Śpimy po kolei na jednej kanapie. Drogą jadą czołgi i strzelają. Mama zdobyła choinkę. Nowy Rok!
mniej..

BESTSELLERY