-
nowość
My Chance - ebook
My Chance - ebook
Poukładane życie Mikaeli rozpada się w jednej chwili. Jej narzeczony wraca z wielomiesięcznej misji wojskowej – i to nie sam, lecz z nową kobietą. Jakby tego było mało, zostaje niespodziewanie zwolniona ze szpitala, w którym pracuje. Bez pracy i perspektyw postanawia wyjechać tysiące kilometrów dalej, by uciec od mężczyzn takich jak jej były.
Na miejscu los stawia na jej drodze kogoś dokładnie takiego samego – osobę, która od pierwszego spotkania jest nią wyraźnie zafascynowana. Na dodatek wszystko wskazuje na to, że będą musieli ze sobą współpracować…
Manolo kilka lat temu odszedł z wojska po zakończeniu misji. Zagubiony, wrócił do domu – miejsca, w którym zawsze czuł się bezpiecznie. Wojna zmieniła jego spojrzenie na świat. Teraz jego celem jest przygotowywanie przyszłych żołnierzy tak, by mogli wracać do swoich rodzin cali i zdrowi. Nie spodziewa się jednak, że na jego drodze stanie uparta lekarka, która nieustannie będzie rzucać mu wyzwanie.
Czy tej dwójce uda się stworzyć coś trwałego?
Czy Mikaela odważy się zaufać na nowo i da miłości drugą szansę?
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Romans |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68587-84-5 |
| Rozmiar pliku: | 572 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
KTÓRE NALEŻY POZNAĆ
_Mikaela Russo_ – lekarka. Po tym, jak narzeczony zostawił ją dla innej, postanowiła zmienić swoje życie. Obiecała sobie, że nie zwiąże się z żadnym mężczyzną. Jeśli trzeba, potrafi uderzyć.
_Manolo McKey_ – były żołnierz. Założył ośrodek szkoleniowy. Jego życiową misją jest zdobycie serca upierdliwej lekarki, która ciągle mu odmawia. Nie należy do cierpliwych, ale ma w sobie to coś.
_Sonia McKey_ – lekarka i właścicielka przychodni. Wybuchowa dusza. W wyniku wypadku porusza się o lasce. Ciotka Manola.
_Billy McKey_ – prowadzi bar. Zawsze gotowy do pomocy, wesoły i miły. Jest niezwykle dumny ze swojego syna Ryana, ale jednocześnie boi się o niego. Wuj Manola.
_David Russo_ – tata Mikaeli. Generał sztabu, praca zawsze była dla niego najważniejsza. Nie zauważył, że tym samym zaniedbał jedyną córkę, ale postanowił to naprawić.
_Ryan McKey_ – syn Soni i Billy’ego, kuzyn Manola. Ciągle przebywa w wojsku.
_Brandon Daniels_ – zawodowy żołnierz. Były narzeczony Mikaeli. Typ na tyle bezczelny, że prosił o zwrot pierścionka. Wrócił do miasteczka z inną kobietą.
_Nisa Amani_ – najlepsza przyjaciółka Mikaeli. Rzadko kiedy pokazuje swoje emocje. Lubi rzucać laptopem.
_Adisa William-Smith_ – zamknięta w sobie ofiara porwania. Stara się na nowo odnaleźć siebie.
_Finn Collins_ – lekarz wojskowy. Przyjeżdża do miasteczka, aby pomóc przyjacielowi. Wieczny kawaler, nie pozwoli się uwiązać.
_Tom Smithy_ – szeryf. Trochę nieporadny, ale kiedy trzeba, wie, co robi.
_Stephen Brown_ – były żołnierz. Pracuje w ośrodku szkoleniowym Manola. Stracił żonę w wypadku samochodowym, zaczął pić i przez to został wyrzucony z wojska.
_Mary Powell_ – nastolatka, która od czasu do czasu pracuje w recepcji przychodni. Niezwykle mądra i ułożona jak na swój wiek.
_Henry i Torry McKeyowie_ – rodzice Manola. Zginęli w wypadku samochodowym, kiedy miał piętnaście lat. Często ich wspomina.
_Lizette_ – kobieta, dla której Brandon zostawił Mikaelę. Nie lubimy jej.PROLOG
Mika
– Czy ty, kurwa, robisz sobie ze mnie jaja?! – wydarłam się na niego.
Widok miłości mojego życia u boku innej kobiety to ból nie do opisania. Wszystkie lata, które ze sobą spędziliśmy, były trudne nie tylko dla mnie, ale i dla niego. Miałam jednak nadzieję, że nasz związek okaże się tego wszystkiego wart. Znosiłam jego ciągłe wyjazdy na misje wojskowe, bo wiedziałam, że to tylko umocni naszą relację. W ten sposób chciałam mu pokazać, że bez względu na wszystko, zawsze stanę po jego stronie.
I co dostałam?
Wywalenie wszystkiego, co budowaliśmy przez te lata, na bruk. Nie potrafiłam zrozumieć, jak do tego doszło, że znaleźliśmy się w takim punkcie.
– Przepraszam. Zakochałem się – odpowiedział Brandon i miał w sobie na tyle przyzwoitości, by spuścić wzrok.
Stał przede mną z tą małolatą, która obejmowała go w pasie i nic nie robiła sobie z tego, że rozwalała nasze życie. Patrzyła na mnie wyzywająco, jakby nie obchodziły jej moje uczucia i jakby to była normalna kolej rzeczy.
Oni oboje wszystko zniszczyli…
W tym całym szale musiałam przyznać jedno: przynajmniej poleciał na moje przeciwieństwo. Na bezmózgą kobietę, która wyglądała jak ekskluzywna prostytutka. Z tanimi doczepami we włosach, wulgarnym makijażem i szponami, które inni nazywali paznokciami. Jej sukienka błyszczała jak choinka w Boże Narodzenie, a butami mogłaby zrobić komuś krzywdę.
– W dupie mam twoje „przepraszam”! – Nie należałam do potulnych osób i jeśli myślał, że nic nie powiem, to się grubo mylił. – Czekałam na ciebie tyle lat! Wyjeżdżałeś co chwilę na misje, ale się nie skarżyłam, bo wiedziałam, że kochasz tę pracę. Że to twoje powołanie. A ty znalazłeś sobie inną?! Zajebiście, kurwa! – Przeczesałam włosy palcami, czując, jak emocje biorą nade mną górę. – Dwanaście lat na ciebie zmarnowałam, ty kretynie!
Poświęciłam dla niego wszystko, a on to tak łatwo zaprzepaścił!
Najlepsze lata mojego życia poszły się walić, a to wszystko za sprawą tej głupoty, jaką jest miłość. Plułam sobie w brodę, że pozwalałam na wszystko, czego chciał, zamiast zakazać mu wyjazdów i żądać odejścia z wojska. Znosiłam to, bo go kochałam, ale to uczucie przyniosło mi wyłącznie ból.
Mama Brandona podeszła do mnie i objęła mnie za ramię.
– Mika, uspokój się.
Zawsze była dla mnie dobra i odkąd zaczęłam się spotykać z jej synem, przyjęła mnie jak własną córkę. Zżyłam się z nią tak bardzo, że powierzyłabym jej swoje najskrytsze tajemnice, wiedząc, że nigdy ich nie zdradzi. Taka właśnie była. Nawet nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak się w tej chwili czuła. Na pewno była zawiedziona synem i tym, co zrobił, ale nie powinna się zadręczać. To Brandon podjął decyzję.
Nie ona.
Wszyscy wydawali się zszokowani w równym stopniu. Byłam przekonana, że gdy zorganizuję dla niego przyjęcie niespodziankę, będzie wniebowzięty, mogąc się ze wszystkimi zobaczyć. Liczyłam też na to, że poczuje się, jakby nic go nie ominęło, nawet jeśli wyjechał na jedenaście miesięcy.
A on wrócił z inną i pojawił się z nią na swoim przyjęciu powitalnym.
Nasi znajomi nie wiedzieli, gdzie skierować wzrok, a rodzina Brandona patrzyła na niego z wielkim rozczarowaniem. Zawodowy żołnierz, który okazał się niewierny. Splamił mundur i to nie tym, czym się zajmował w trakcie misji, ale tym, co zrobił właśnie teraz. Zdradził, a dla tej rodziny wierność była świętością. Tego na pewno nikt mu nie podaruje.
Poznałam go, gdy miałam piętnaście lat, ale dopiero w wieku siedemnastu coś się zmieniło i zaczęliśmy się spotykać. Szkoła, studia medyczne, a potem praca, którą podjęłam niespełna kilka miesięcy temu. Wszystko zaplanowaliśmy – nawet wesele. Miało się odbyć za siedem miesięcy. Czułam się szczęśliwa, że w końcu powiemy sobie „tak” przed naszymi bliskimi. A teraz zostałam z rozerwanym na kawałki sercem…
Jego rodzice, wujkowie i ciotki, kuzynki i kuzyni, dosłownie wszyscy traktowali mnie jak członka rodziny i okazywali mi to na każdym kroku. Tylko dzięki mocnemu uściskowi pani Olivii nie rozpadłam się do końca. Łzy szczypały mnie w oczy, ale nie chciałam pokazać, jak bardzo mnie zranił, bo na to nie zasługiwał.
Nie.
Nie pozwolę mu się złamać.
Czułam się na tyle silna, aby wyjść z tego domu z wysoko podniesioną głową, i tak też zamierzałam zrobić. Nawet jeśli moje serce krwawiło i mówiło mi, że nie tak łatwo będzie się pozbierać.
– Przepraszam panią. – Poklepałam kobietę po dłoni, nie chcąc niepotrzebnie jej denerwować. – Chyba będzie lepiej, jeśli wyjdę.
– Ale… Mika? – Tata Brandona do mnie podszedł. – Nie musisz wychodzić.
Mężczyzna stanął przede mną, jakby chciał mnie powstrzymać, ale na to było zdecydowanie za późno.
Uwielbiałam pana Chrisa, bo zawsze miał dla mnie dobre słowo. Czy widzieliśmy się wczoraj, czy kilka tygodni wcześniej, traktował mnie tak samo. Miał w sobie coś z delikatności, chociaż pochodził z rodziny wojskowych. Ze służby odszedł z honorami, a potem, kiedy Brandon postanowił wstąpić do wojska, był niezwykle dumny. Wydawało mi się, że cokolwiek jego syn by robił, pan Chris i tak by go wspierał. Nawet jeśli chciałby pracować jako mechanik czy zwykły pracownik biurowy.
Sądząc po jego minie, miał jednak swoje granice i jedna z nich została właśnie przekroczona. Nie spodziewał się, że jego syn przyprowadzi do domu inną kobietę. Najwyraźniej żadne z nas tak naprawdę go nie znało.
– Dziękuję panu, ale nie mogę. – Ledwo udało mi się zapanować nad emocjami.
Dzisiejszy dzień był jakiś nawiedzony i wszystko szło z górki… ale w złym znaczeniu. Miałam nadzieję, że kiedy mój narzeczony wróci do domu, rzuci w moją stronę dobrą radą. Zawsze odznaczał się spokojem, w przeciwieństwie do mnie, pomagał mi podjąć niektóre decyzje. Myślałam, że ten dzień nie może stać się gorszy, ale, jak widać, spotkała mnie kolejna niespodzianka.
Ignorując całe towarzystwo, a zwłaszcza mojego zdradzieckiego byłego, przytuliłam szybko jego rodziców, zapewniając, że wszystko będzie w porządku, nawet jeśli myślałam inaczej. Machnęłam nieporadnie do reszty jego rodziny i naszych przyjaciół, po czym zabrałam torebkę z blatu i wyszłam z domu, zamykając za sobą cicho drzwi. Zignorowałam coraz głośniejsze głosy wewnątrz, a co za tym idzie – zbliżającą się kłótnię, bo to już nie był mój problem.
Trzymałam głowę wysoko, nie pozwalając, aby jego zdrada zniszczyła mnie psychicznie. To nie było łatwe, bo zostawiałam za sobą całe swoje życie, a zwłaszcza przyszłość, którą skrupulatnie zaplanowałam. Wiedziałam jednak, że sobie poradzę, nawet jeśli początkowo będzie mi się wydawać, że to koniec wszystkiego. Byłam niezwykle silna i nauczył mnie tego tata, ale w tej chwili miałam ochotę po prostu zaszyć się gdzieś, gdzie nikt mnie nie znajdzie.
Odetchnęłam głęboko, czując, jak coraz bardziej się rozklejam. Zaczęłam machać ręką przed oczami, starając się powstrzymać łzy frustracji, bezsilności i wściekłości. Straciłam nie tylko narzeczonego, ale i pracę. Kto by przypuszczał, że ten dzień będzie jeszcze gorszy niż zakładałam.
Mogłam się spodziewać, że to się wydarzy. Dyrektor szpitala, w którym odbywałam staż, miał niezwykłą słabość do młodych studentek – wystarczyło pójść z nim do łóżka, aby dostać posadę. Z tej szansy skorzystała dziewczyna, która zaczęła zaledwie dwa miesiące temu, a teraz wskoczyła na moje miejsce. Miałam podpisaną umowę i zobowiązania, ale najwyraźniej nie było to na tyle ważne, aby ktoś się tym przejmował. W jednej chwili zostałam z niczym.
Chciałam walczyć o tę posadę ze wszystkich sił, ale słowa mężczyzny sprawiły, że nie potrafiłam.
„W szpitalu zdarzają się błędy. Pacjenci umierają. Chyba nie chcesz, żeby trafiło na twojego pacjenta?”
Nie spodziewałam się, że ktoś mógł być tak bezduszny, by sprawić, że zostałabym pozbawiona prawa do wykonywania zawodu. Wiedziałam, że nie mam szans z dyrektorem, który trzymał wiele osób w garści. Pogodziłam się z porażką. Jedna głupia lekarka, która postanowiła się puścić, pogrzebała moje szanse na pracę w naprawdę prestiżowym szpitalu. Nic mi w tej chwili nie pozostało.
– Mikaela!
Stanęłam z ręką na drzwiach samochodu, kiedy usłyszałam jego głos.
Brandon zmierzał w moim kierunku żwawym krokiem, a na jego twarzy majaczył przepraszający uśmiech. _Serio, kurwa?_ W jednej chwili roztrzaskał mój świat i miał czelność patrzeć na mnie, jakby przed chwilą nie zniszczył naszego życia? Niedoczekanie.
– Czego chcesz? – Otarłam łzę, która zebrała mi się w kąciku oka.
Jego widok bolał. Liczyłam, że w końcu będziemy mogli cieszyć się sobą, tym bardziej że mieliśmy porozmawiać o zakończeniu jego kariery. Był ode mnie starszy o pięć lat, więc niedawno obchodził trzydzieste czwarte urodziny. Po tak wielu wyjazdach bez problemu mógł przejść na emeryturę, zwłaszcza że zaciągnął się zaraz po osiemnastce, więc wypracował już minimalny okres służby wynoszący piętnaście lat.
Nie spodziewałam się jednak jego kolejnych słów.
– Czy możesz… – Chrząknął, wpatrując się w swoje buty. – Możesz oddać mi pierścionek?
Dopiero wtedy podniósł na mnie wzrok.
– Co?
– Chciałem dać go Lizette – oznajmił, patrząc na mnie błagalnie.
_Co za skurwysyn._
Myślałam, że po tylu latach zdążyłam go poznać na wylot, ale on kolejny raz wyskoczył z czymś takim, że zastanawiałam się, jak to możliwe, że wytrzymałam z nim tak długo. W tej chwili wydawało mi się, że nasz związek nigdy nie był prawdziwy.
– Jesteś niemożliwy – zaśmiałam się z absurdu tej sytuacji. Ja przeżywałam zakończenie wszystkiego, na co czekałam od lat, a on zapytał mnie o cholerny pierścionek. – Nie – powiedziałam stanowczo.
– Ale… dostałaś go ode mnie. – Wprawiłam go w zdumienie.
– Właśnie, dostałam. – Otworzyłam drzwi zamaszystym ruchem. – Kup swojej Lizette… – powiedziałam zjadliwie – …coś, co do niej pasuje. Może pierścionek z wizerunkiem srającej świni? – zasugerowałam, mając niezły ubaw z jego skonsternowanej miny.
Nie czekając na jego odpowiedź, wsiadłam do samochodu i rzuciłam torebkę na fotel pasażera. Nie przejmowałam się tym, że coś do mnie krzyczał. Przekręciłam kluczyk w stacyjce i ruszyłam z piskiem opon, aby jak najszybciej się od niego oddalić. Jeszcze chwila, a naprawdę nie przejmowałabym się tym, że mogę wylądować w więzieniu za rozjechanie go na krwawą miazgę.
– Co za kutas! – krzyknęłam w przestrzeń.
Spojrzałam na pierścionek na mojej dłoni. Więcej łez potoczyło się po mojej twarzy, jakby tama w końcu puściła. Miałam dwadzieścia dziewięć lat. Myślałam, że niedługo wyjdę za mąż, założę z Brandonem rodzinę i wybudujemy dom, ale życie postanowiło potraktować mnie niesprawiedliwe.
Nie wiedziałam, co mnie napadło, ale pod wpływem chwili wcisnęłam przycisk na drzwiach, aby otworzyć okno, po czym zsunęłam z palca pierścionek zaręczynowy. Pamiętałam dokładnie moment, w którym Brandon mi się oświadczył, przyklęknąwszy na jedno kolano. Patrzył wtedy na mnie z takim uwielbieniem i miłością, że zgodziłabym się zrobić dla niego wszystko. Zaśmiałam się szyderczo z absurdu tamtej sytuacji. W tym momencie pierścionek nic już dla mnie nie znaczył, więc bez zbędnych uczuć wyrzuciłam go przez okno, mając nadzieję, że ktokolwiek będzie jechał tą drogą, rozjedzie go tak, że nic z niego nie zostanie. Tak samo jak z mojego uczucia do byłego narzeczonego.
– Nigdy więcej nie pozwól sobie zaufać mężczyźnie. Nigdy więcej, bo skończysz ze złamanym sercem. W sumie nie ufaj żadnemu facetowi, niezależnie od tego, czym się zajmuje, a zwłaszcza żołnierzom – mówiłam sama do siebie.
_Nigdy więcej._ROZDZIAŁ 1
Mika
Dwa tygodnie później
Po czternastu dniach wszystko spakowałam do samochodu. Cały mój dobytek, który znajdował się w mieszkaniu. Od tamtego feralnego dnia Brandon się w nim nie pojawił. I bardzo dobrze, bo miałam czas, aby wszystko uporządkować i przemyśleć. Doszłam do wniosku, że nie chcę mieszkać w tym samym miejscu, bo za bardzo mi o nas przypominało.
Tak więc sprzedałam mieszkanie i odczułam ulgę, że tak szybko znalazł się na nie nabywca, który być może znajdzie w nim szczęście. Wtedy ruszyłam w drogę.
Tuż po nieszczęsnym wieczorze wróciłam do domu i upiłam się całą butelką wina. Potem włączyłam laptopa i zaczęłam przeglądać oferty pracy. Sama nie wiem, co mnie napadło, ale zanim się obejrzałam, wymieniłam kilka wiadomości z moim potencjalnym pracodawcą, a kiedy następnego dnia zadzwonił telefon, nie wiedziałam, o co chodzi. Dopiero kiedy usłyszałam o możliwości zatrudnienia, wszystko stało się jasne. Przypomniałam sobie, jak bardzo nawywijałam. Ta praca spadła na mnie niespodziewanie, ale postanowiłam iść za ciosem i od razu ją przyjęłam.
Po raz pierwszy postanowiłam zrobić coś dla siebie i nie oglądać się na nikogo. Może to było szalone, że tak radykalnie zmieniałam swoje życie, ale tego właśnie potrzebowałam, aby odciąć się od przeszłości.
Niewielkie miasteczko Caddo Mills – w hrabstwie Hunt, w Teksasie. Nawet nie wiedziałam, że takie istnieje, ale sprawdziłam to w Internecie. Miało ledwo tysiąc pięćset mieszkańców, więc większość z nich zapewne się znała. Będzie dziwnie wkroczyć w ich społeczność i zacząć wszystko od początku. Ludzie zapewne nieprędko przestaną mnie obserwować i oceniać, czy się nadaję, ale byłam gotowa.
W tamtejszej przychodni bardzo pilnie szukali lekarza, który chciałby zostać z nimi na dłużej, bo obecnie pracująca lekarka nie dawała już rady ze względu na wiek. Czy chciałam tam zostać na stałe? Tego nie wiedziałam, bo całe życie spędziłam w Seattle.
Kiedy jednak wjechałam na drogę prowadzącą do miasteczka, poczułam, że może uda mi się tam znaleźć własne miejsce. Miałam wrażenie, jakbym znowu jechała do babci na wieś, jak wtedy, gdy odwiedzałam ją jako dziecko. Spędzałam tam całe wakacje. Te chwile były dla mnie wyjątkowe.
Nawigacja pokazywała, że już niedługo powinnam dotrzeć na miejsce. Mijałam rozciągające się aż po horyzont piękne pola, od których nie można było oderwać wzroku. Złote połacie zbóż mieniące się niczym słońce i piękne zielone łąki, na których rosły dzikie kwiaty. Cudowny widok.
Im bliżej byłam, tym bardziej się bałam, że nie wpasuję się w klimat. Bałam się, że ludzie będą mieli mnie za miastową, która długo u nich nie wytrzyma. Byłam jednak uparta, więc wiedziałam, że wytrwam nawet w najcięższych warunkach.
Zatrzymałam się pod barem, tak jak wskazała mi nawigacja. Rozejrzałam się za wolnym miejscem i znalazłam je dopiero na końcu parkingu. Wzdychając, zatrzymałam samochód i zaczęłam panikować. To była dla mnie całkowicie nowa sytuacja, a tych nienawidziłam naj–bardziej. Czułam wtedy, jak robi mi się gorąco, a dłonie pocą się ze stresu.
– Dasz radę – wymamrotałam, wychodząc z samochodu.
Od razu uderzył we mnie podmuch gorącego powietrza, na co aż jęknęłam. Że też nie pomyślałam o tym, aby sprawdzić pogodę. Przecież w Teksasie nawet zimą było ciepło.
Momentalnie poczułam spływający po plecach pot, a jeansy przylgnęły do nóg. Jedyną rozsądną decyzją, jaką podjęłam, było założenie zwykłych trampek, a nie szpilek czy innych droższych butów, bo od razu bym je ubrudziła pyłem i piachem.
Z głośnym trzaskiem zatrzasnęłam drzwi samochodu.
– Mikaela Russo? – Cichy damski głos sprawił, że się wzdrygnęłam.
– Ale mnie pani przestraszyła! – Spojrzałam na kobietę stojącą za mną. Odruchowo złapałam za naszyjnik w kształcenie serca, chcąc chociaż trochę uspokoić kołatanie w piersi. – Proszę mi mówić Mika – dodałam.
– Przepraszam, moja droga. – Posłała mi skruszone spojrzenie. – Jak trasa?
– Długa. Trzydzieści dwie godziny samej jazdy, a dodatkowo kilka przerw oraz drzemek. Jestem wykończona – oznajmiłam szczerze.
– Rozumiem cię. – Pokiwała głową. – Chodźmy do środka, bo tutaj zaraz się ugotujesz. – Żwawo ruszyła w kierunku wejścia.
Dogoniłam ją w kilku krokach. Patrzyłam na nią przenikliwie i z zaciekawieniem, zaskoczona tak ciepłym powitaniem. Kobieta mogła być po pięćdziesiątce, więc nie była tak stara, jak mi się wydawało przez telefon. Tylko laska, na której się momentami opierała, pozwalała zrozumieć, dlaczego nie dawała już rady pracować tak, jak do tej pory. Żaden lekarz nie rezygnuje z własnej woli. Musiało być jej ciężko.
– Pytaj, Mika, bo widzę, że jesteś ciekawa – powiedziała, wchodząc do środka. – A tak w ogóle, mam na imię Sonia, więc nie tytułuj mnie „pani”, bo przez to czuję się jeszcze starsza. – Zaśmiała się.
Myślałam, że w środku nie spotkam zbyt wielu osób, ale miło się zaskoczyłam. Praktycznie wszystkie miejsca były zajęte przez roześmianych ludzi, nawet te przy barze. Jak tylko weszłyśmy do pomieszczenia, rozmowy od razu ucichły, a wszyscy zatrzymali wzrok na mnie. Czułam, że mnie oceniają, dlatego nie chciałam im się pokazać jako nieśmiała dziewczyna z miasta. Postanowiłam im udowodnić, że jestem tak samo odważna jak oni, dlatego przeskanowałam wzrokiem całe pomieszczenie.
– A wy na co się patrzycie? – krzyknęła kobieta, uderzając laską w podłogę. – Chodźmy. Poznasz mojego Billy’ego – powiedziała, ciągnąc mnie za dłoń w stronę baru.
Zaczynałam ją lubić, bo była bezpośrednia i otwarcie mówiła, co myśli.
Kiedy tam dotarłyśmy, Sonia nie przejmowała się siedzącymi na krzesłach mężczyznami i kazała im zwolnić miejsca. Byli od nas o wiele więksi, ale bez szemrania spełnili polecenie, zabierając ze sobą kufle z piwem. Ich miny wyraźnie wskazywały, że z przyjemnością odstąpili nam miejsce. Posłałam im delikatny uśmiech, a w odpowiedzi jeden z nich puścił do mnie oczko.
– Jest pani bardzo stanowcza – powiedziałam, siadając obok Sonii.
Po tylu godzinach jazdy niechętnie usiadłam na stołku – chciałam tylko oprzeć się choćby o ścianę i zasnąć na najbliższe kilkanaście godzin. Czułam się, jakby rozjechał mnie czołg, nigdy wcześniej nie pokonałam tak długiej trasy.
Widząc jednak szczęśliwą minę kobiety, nie potrafiłam tak po prostu jej powiedzieć, że porozmawiamy później. I tak czekała na mnie prawie dwa tygodnie, więc mogłam wytrzymać jeszcze godzinkę czy dwie bez spania.
– A jak! – stwierdziła. – Mężczyźni są od tego, aby spełniać nasze zachcianki.
Popatrzyłam na barmana za ladą. Miał włosy przyprószone siwizną, a na jego twarzy przez cały czas widniał niewielki uśmiech. Przeniósł na mnie pełne delikatności spojrzenie, od którego od razu zrobiło mi się cieplej na sercu. Było w nim coś, przez co od razu czułam, że mogłabym go polubić, a nawet z nim jeszcze nie rozmawiałam.
– Oczywiście, kochanie – odparł od razu. – Mężczyźni są od tego, aby spełniać wasze zachcianki – parsknął.
– Nie parskaj mi tu. – Pogroziła mu palcem. – Wiedziałeś, na co się piszesz, kiedy się za mną uganiałeś.
– To raczej ty za mną. Poleciałaś na mój mundur. – Mrugnął do niej i pochylił się w jej stronę.
– Może i tak. – Posłała mu rozmarzone spojrzenie.
Miło było zobaczyć parę, która, pomimo lat, nadal patrzyła na siebie tak jak na początku związku. Oparłam głowę na rękach, obserwując ich zachwycona, chociaż już w takie uczucia nie wierzyłam.
– Co ci podać, kochana? – zapytał mężczyzna i z trudem oderwał wzrok od żony.
– Nie przeszkadzajcie sobie – westchnęłam.
– Widzisz? – Pacnął Sonię w rękę. – Taka młoda dziewczyna, a patrzy na mnie jak zakochana.
– Jaki pan jest uroczy. – Wyszczerzyłam się.
Potrafił zakręcić osobą, z którą rozmawiał, i tak się stało ze mną po zaledwie dwóch zdaniach. Coraz bardziej zaczynało mi się tu podobać.
– A ty śliczna. – Mrugnął do mnie.
– Billy, daj jej coś do jedzenia, bo od prawie dwóch dni jest w drodze. – Klepnęła męża w ramię.
– Rozkaz, kapitanie. – Zasalutował i zniknął za drzwiami.
Miałam czas, aby rozejrzeć się po wnętrzu. Podziwiałam, jak pięknie wyglądało – to pewnie tym przyciągało klientów. Cały bar utrzymany był w jasnych odcieniach brązu, co sprawiało, że okazywał się o wiele większy, niż wydawało się z zewnątrz. Nie było tu jakiś zbędnych dodatków w postaci bibelotów czy różnych antyków, których nawet nie można dotknąć. Panował minimalizm, co jasno wskazywało na to, że właściciel stawiał na wygodę gości.
Zaskoczyło mnie, że na jednej ze ścian w kilku rzędach wisiały zdjęcia młodych mężczyzn ubranych w stroje wojskowe. Zdobiły ją niczym trofeum i sprawiały, że nie mogłam oderwać od nich wzroku. Było w tym coś pięknego.
– To robota Billy’ego – szepnęła do mnie Sonia, gdy zapatrzyłam się na zdjęcia. – Wszyscy ci chłopcy tutaj mieszkali albo nadal mieszkają. Mój mąż w ten sposób chciał pokazać, że każdy z nas jest z nich dumny.
– Piękne. – Posłałam jej nikły uśmiech, bo od razu przypomniałam sobie o tej jednej osobie, o której starałam się zapomnieć.
– Ale z jakiegoś powodu nie dla ciebie. – Przyjrzała mi się uważnie, jakby czytała w moich myślach. – Inni podziwiają te zdjęcia i mówią, że to zaszczyt poznać twarze ludzi walczących za nasz kraj. A ty, mimo że widać w twoich oczach podziw, ukrywasz za nim coś więcej.
Prawie mnie rozgryzła.
– Jest pani bardzo spostrzegawcza – odparłam, pocierając palcami dłoń, na której jeszcze niedawno znajdował się pierścionek zaręczynowy.
Jej wzrok od razu podążył w tym kierunku. Biały pasek odznaczał się na muśniętej słońcem skórze niczym wielki neon, ale nic w tym dziwnego, skoro nosiłam pierścionek od dobrych kilku lat i bardzo rzadko go zdejmowałam. Nie dało się tego przegapić, a już wiedziałam, że kobieta jest bardzo bystra.
– Długo byliście razem? – zapytała ze współczuciem.
– Dwanaście lat – wyznałam z goryczą. – Ale jeśli podsumować wszystkie jego misje, wyszłoby tego znacznie mniej.
– Czasami rozłąka może sprawić, że niektóre związki nie przetrwają. Trudne jest życie żony wojskowego. – Pokiwała głową, jakby mówiła o sobie.
Z jakiegoś powodu wiedziałam, że potrafiłaby zrozumieć mój ból, więc chciałam jej o tym opowiedzieć. Nie należałam do osób, które ukrywają prawdę – tym bardziej, że ja nie miałam się czego wstydzić. Wybór, którego dokonał mój były narzeczony, sprawił, że zaczęłam patrzeć na świat z szerszej perspektywy niż do tej pory. Na czas związku z nim podporządkowałam swoje życie pod Brandona, ale teraz mogłam robić dosłownie wszystko i już nikt mnie nie ograniczał.
– Czekałabym na niego nawet do końca życia, ale najwyraźniej dla niego nie miało to znaczenia, i wybrał inną. – Starałam się o tym mówić bez emocji, ale najwyraźniej mi nie wyszło. Ta rana była zbyt świeża, ale wiedziałam, że sobie z tym poradzę.
– Przykro mi, dziecko. – Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że Billy przysłuchiwał się naszej rozmowie. Postawił przede mną talerz parującego jedzenia. Obok ustawił szklankę z sokiem i mogłabym się założyć, że samodzielnie wycisnął owoce. – Facet nie wiedział, co ma. – Pochylił się w moją stronę. – Ale w naszym miasteczku jest wielu innych żołnierzy i oni będą ci oddani. – Mrugnął. – Jeśli tylko będziesz chciała.
– Dziękuję bardzo – parsknęłam, biorąc widelec do ręki. – Koniec z facetami, a już zwłaszcza z tymi, co byli w wojsku.
– Nigdy nie mów nigdy – powiedział, odchodząc do kolejnego klienta.
Wzięłam kęs soczystego steku i aż jęknęłam. Idealnie doprawiony i w dodatku średnio wysmażony, tak jak uwielbiałam najbardziej. Ten mężczyzna czarował w kuchni i dał mi jedzenie, którym wprost się zachwycałam. Jakby tego było mało, na talerzu znalazły się pieczone ziemniaki i sałatka z pora, które dopełniały to danie. Czułam się zmęczona, ale rozkoszowałam się każdym gryzem.
– Wow – westchnęłam, patrząc na męża Sonii, który był nieświadomy mojego spojrzenia.
Mężczyzna rozmawiał z przyjaciółmi. Jego luźna postawa i sposób, w jaki klepali się po ramionach, mówiły, że byli ze sobą blisko.
– Jest dobrym kucharzem – rzuciła Sonia, spoglądając na mnie z uśmiechem.
– Jest mega dobrym kucharzem – poprawiłam ją.
Byłam tak głodna, że pochłonęłam cały talerz w ciągu kilku minut. Podróżowałam przez tyle godzin, że karmiłam się kanapkami z automatów, przekąskami w paczkach czy owocami, aby jak najszybciej dojechać na miejsce. Popijałam właśnie sok, kiedy Billy podszedł do nas z powrotem.
– I jak? – zapytał.
– Uwielbiam pana kuchnię. – Odstawiłam szklankę ze stuknięciem. – Od dzisiaj przychodzę tutaj codziennie.
– Cieszy mnie to. – Mrugnął, zabierając pusty talerz.
Poprawiłam się na krześle, chcąc w końcu przejść do konkretów, bo skoro już się najadłam, mogłam się dowiedzieć czegoś więcej. Wiedziałam, jaki będzie zakres moich obowiązków, a także jakie otrzymam wynagrodzenie, jednak wiele rzeczy mnie ciekawiło. Sonia przez telefon zapewniła, że nie muszę się niczym przejmować – wystarczy, że przyjadę, a ona mi wszystko dokładnie wytłumaczy.
– Nie żebym była niecierpliwa, ale gdzie dokładnie będę mieszkać?
To zastanawiało mnie najbardziej – i może byłam kretynką, że na początku o to nie zapytałam, ale mocniej przejmowałam się tym, aby jak najszybciej opuścić stan Waszyngton.
– O tutaj, niedaleko. – Machnęła niedbale ręką. – Przyszykowaliśmy dla ciebie domek. Będziesz potrzebna tym chłopcom. Ośrodek musi mieć swojego stałego lekarza na miejscu. A kilkanaście godzin w tygodniu będziesz mi pomagała w przychodni.
– Jakim chłopcom? – zapytałam, nie rozumiejąc, o czym ona do mnie mówi.
W ogłoszeniu nie było nic o tym, że miałabym wykonywać inną pracę niż tę w przychodni. Może chodziło jej o to, że miałam samodzielnie jeździć do pacjentów? Coś w jej minie mi nie pasowało, pojawiła się niepewność.
– Tych, co właśnie weszli. – Kiwnęła głową w stronę drzwi.
Z jakiegoś powodu była zachwycona, a ja czułam coraz większy mętlik w głowie.
Odwróciłam się we wskazanym przez nią kierunku. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to ich czarne koszulki i spodnie w moro. Na nogach mieli buty… kurwa jego mać, wojskowe. Zaczynałam rozumieć, o czym Sonia mówiła, i poczułam, jakby po raz kolejny ktoś robił sobie ze mnie żarty.
Opuściłam jedno miejsce, aby nie patrzeć na tego kretyna Brandona, a wpadłam w kolejne, które mogło się okazać jeszcze gorsze. Czułam się zaniepokojona całą sytuacją i wiedziałam, że na pewno nie będę mogła sprostać wymaganiom Sonii. To było dla mnie zdecydowanie za dużo. Chciałam zacząć układać sobie życie od nowa, ale nie będę mogła tego zrobić, jeśli po raz kolejny zostanę wrzucona w podobne bagno.
– Nie mogę z nimi pracować. Nie pisałam się na to!
– Podpisałaś umowę na pół roku – wytknęła mi.
– W obowiązkach nie wspomniałaś nic na ten temat. – Wskazałam ręką mężczyzn.
– To zwykła praca. – Wzruszyła ramionami. – Kiedy cię zatrudniałam, nie wiedziałam, że masz awersję do żołnierzy i unikasz ich za wszelką cenę. Bez obaw, nie będziesz miała przy nich dużo pracy, musisz być tylko w pogotowiu. Oni tak łatwo nie dają się zranić. – Poklepała mnie po dłoni, jakby to było takie proste.
Musiałam przyznać jej rację, bo nie mogła odpowiadać za coś, o czym kompletnie nie miała pojęcia. Nie powinnam była od razu przenosić na nią tego, że czułam się z tą sytuacją źle.
– Muszę się napić czegoś mocniejszego, aby to przetrawić – zażądałam, patrząc w stronę Billa.
– Przepraszam, kochana, ale jedziesz samochodem – przypomniał to, o czym kompletnie zapomniałam.
– Kurwa, no… – jęknęłam sfrustrowana.
– I już mówisz jak my. – Zaśmiał się. – Chłopcy! – krzyknął w ich stronę.
– Co ty robisz? – warknęłam ściszonym głosem.
Nie byłam głupia. Potrafiłam obserwować – w barze przeważali mężczyźni, więc logiczne było, że w tym mieście brakowało płci pięknej. Także to sobie wygooglowałam i, jeśli dobrze zapamiętałam, liczba mężczyzn przewyższała liczbę kobiet trzykrotnie. Jeśli którykolwiek z nich pomyślał, że byłam kolejną, która tu osiądzie i założy rodzinę, to bardzo szybko wyprowadzę go z błędu.
– Musisz się przywitać, skoro masz z nimi pracować. – Niewinny wzrok Billy’ego ani trochę do mnie nie przemawiał, a tylko utwierdzał w przekonaniu, że mężczyzna chciał namieszać w moim życiu. – Chłopaki! – krzyknął głośniej. – Do mnie.
Będę musiała ich poznać. Nie miałam ani chwili spokoju. Jakby życie zwróciło się przeciwko mnie i ponownie wrzucało mnie w świat żołnierzy, chociaż bardzo chciałam od niego uciec. To wyglądało tak, jakby wisiało nade mną jakieś fatum. Nie można tego inaczej wytłumaczyć.
– Billy. – Jeden z nich podszedł do męża Sonii i poklepał po plecach.
– Wolny dzień? – zapytał.
– W końcu Manolo dał nam odetchnąć. – Roześmiał się. – Jednak już wiem, dlaczego musimy przechodzić ponowne szkolenia.
– A tak w ogóle, gdzie on jest?
Przysłuchiwałam się rozmowie, kiedy obok mnie pojawił się wspomniany mężczyzna.
– Jestem – oznajmił ze spokojem.
Nie dało się przegapić tego, z jakim respektem i szacunkiem reszta obecnych na niego patrzyła. Kompletnie nie miałam pojęcia, czego dotyczyła rozmowa i dlaczego tak wielu żołnierzy przebywało w tym jednym miejscu, ale czułam, że prędzej czy później się tego dowiem. Skoro podpisałam umowę, to musiałam się z niej wywiązać, czy tego chciałam, czy nie. Moje doświadczenia nie powinny na to wpływać.
Mężczyzna wpatrywał się we mnie z wielkim zainteresowaniem, ale też z dozą nieufności. Gdybym nie wiedziała, czym się zajmuje, to może i bym się koło niego zakręciła, bo był nawet przystojny… chociaż jasno obiecałam sobie, że koniec z mężczyznami. Należałam teraz do wolnych kobiet i mogłam w pełni z tego korzystać. No i wiedziałam, czym się zajmował, więc od razu mi przeszło. Obietnica to obietnica. Koniec z żołnierzami.
– Cześć. Podobno jesteś naszą nową lekarką. – Oderwałam wzrok od mężczyzny imieniem Manolo i przeniosłem go na kolejnego żołnierza, który oparł się biodrem o bar i pochylił nieznacznie w moją stronę. – Jaka jesteś śliczna. – Wyciągnął w moją stronę dłoń. – Mam na imię Luke.
– Nawet nie próbuj – odparłam beznamiętnym tonem, nie podając mu ręki. – Gdybym od początku wiedziała, że mam się wami zajmować, to bym tu nie przyjechała.
– A co jest z nami nie tak? – zapytał Manolo.
Stał z rękami założonymi na piersi, patrząc na mnie przenikliwie. Po wcześniejszym zaciekawieniu nie było śladu, za to pojawiła się niechęć. Czyli czuł dokładnie to samo co ja, kiedy się dowiedziałam, że będą się wokół mnie kręcić. Nie przejmowałam się tym zbytnio, bo byłam ponad to.
– Chłopcy, dajcie jej spokój. Właśnie zostawił ją facet, który był wojskowym. – Sonia uderzyła każdego po kolei laską, by odsunąć ich ode mnie.
Westchnęłam cicho zła na nią, że tak otwarcie powiedziała o czymś, co było moją prywatną sprawą. Mój błąd, bo nie wiedziałam, że wykorzysta te słowa. A z drugiej strony… może to i lepiej, bo dzięki temu nie zechcą się ze mną zbytnio spoufalać i będę mogła w spokoju pracować.
– My jesteśmy inni – zaznaczył Luke, mrugając do mnie.
Całkowicie nie przejmował się moją postawą, jakby chwilę wcześniej nie usłyszał, że właśnie zakończyłam związek.
– Ta, jasne – prychnęłam, ale nie miałam zamiaru się z nimi sprzeczać. – Wy róbcie swoje, a ja będę robić swoje. Reszta mnie nie obchodzi.
– Ranisz mnie. – Złapał się za pierś.
Parsknęłam śmiechem na ten udawany przekaz. Nic a nic nie było po nim widać, żeby się gniewał, ale skoro chciał się tak bawić, to ja postanowiłam nie być dłużna.
– Wiesz co? – Zatrzepotałam kokieteryjnie rzęsami. – Chyba jednak zmienię zdanie. – Dotknęłam dłonią jego torsu. Stanęłam na palcach, zbliżyłam się do jego ucha i zmysłowym głosem wyszeptałam: – Jak będziesz grzeczny, to może ci pokażę, co ciekawego można robić ze stetoskopem. Będzie zabawa. – Mrugnęłam do niego, śmiejąc się z jego zafascynowanej miny.
– Ej! – Po chwili zrozumiał, że żartowałam. Naburmuszył się jak dziecko. – To nie fair. Nie mówi się czegoś takiego facetowi.
– Przeżyjesz. – Zachichotałam, zajmując ponownie miejsce.
Mężczyźni pośmiali się trochę z kolegi, któremu podryw całkowicie nie wyszedł, bo porwał się na przeciwnika o wiele mocniejszego niż on sam. Śmiali się wszyscy z wyjątkiem Manola, który w dalszym ciągu nie spuszczał ze mnie wzroku, co zaczęło być trochę niezręczne. Nie wiedziałam, co o tym sądzić, dlatego wykorzystałam jego broń. Patrząc na niego z uniesioną brwią, skanowałam jego ciało. W końcu zatrzymałam się na jego twarzy, na której majaczył niewielki uśmiech.
_Boże…_
Co to był za cudowny widok. Poczułam prąd przeszywający moje ciało. Najwyraźniej w momencie wyrzucenia pierścionka przez okno odzyskałam wszystkie swoje zmysły, a tym samym pociąg do mężczyzn.
– Manolo, podobno dajesz im w kość. – Billy wyszedł zza baru, aby stanąć za żoną. – Daj im trochę luzu.
– Oni nie potrzebują luzu, mają się nauczyć przydatnych rzeczy, aby przeżyć – oznajmił mężczyzna.
– Jesteś zawzięty jak zawsze. – Billy pokręcił głową.
– Ty mnie tego nauczyłeś, wuju – odparł miękko.
– Serio jesteście rodziną? – zapytałam cicho Sonię.
– Jesteśmy – odpowiedział za nią Manolo, dlatego przeniosłam na niego wzrok. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że było mnie słychać, ale że nie należałam do osób wstydliwych, to nie zaczęłam unikać jego spojrzenia. – A co? – zapytał.
– Oni są mili. – Wskazałam ręką na małżeństwo, jakby to miało wszystko wyjaśnić, ale kiedy Manolo spojrzał na mnie z wysoko podniesioną brwią, postanowiłam doprecyzować: – Z kolei ty zachowujesz się, jakby coś cię bolało i sama moja obecność była ci nie na rękę. Więc zastanawiam się, jak tak różne osoby mogą być ze sobą spokrewnione – wyznałam dobitnie.
Spojrzałam na jego minę – najwyraźniej, nie spodobała mu się moja odpowiedź.